Detroit

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Stori Moradrin
Posty: 32
Rejestracja: 03 sty 2013, 21:29
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42345#42345

Detroit

04 mar 2013, 23:33

Obrazek
[/color]
Świat dawno zgnił w rozpaczy. Powalone budynki zmasakrowane, splądrowane i podpalone przez ludzi. Ludzi takich jak my wszyscy. Mężczyzn i kobiety walczące o lepsze jutro i przetrwanie w tej karygodnej, wynaturzonej przestrzeni zwanej Detroit. Niegdyś miasto znane z największych i najwspanialszych fabryk, miasto światłości i rewolucji. Dzisiaj zapadła dziura gdzieś na świadomości ludzkości przerażonej nadchodzącym jutrem.
Wielu próbowało wybić się tutaj na szczyty, udało się zaledwie garstce. Gruzy starego miasta stały się dla nich niewyczerpaną kopalnią bogactw i uciech. Ci ludzie posiedli wszystko i wszystkich których mogli w poatomowym świecie. Nic nie działo się bez ich zgody. Wydawali rozkazy niczym sami bogowie. Zapomniałbym dodać, w mieście zabroniono wyznawać jakąkolwiek religię. Każdy przejaw czegokolwiek innego niż kultywowanie władzy jest niszczony. Macie szczęście będąc pod opieką największej korporacji.
Wielki Erl. Tak, zaiste, postać na miarę legend. Przybył znikąd, dorobił się fortuny. Nikt właściwie nie wie jak, nikt nie pytał. Dyskrecja to ważna rzecz, nawet gdy kierujesz bandą najgorszych banitów jakich widziało to zasrane miasto. Tak, dokładnie, tym jest korporacja. Zbiorowiskiem ludzi zdegradowanych do poziomu marionetek swych własnych niepowstrzymanych instynktów. Dlatego właśnie samochody, dziwki, prochy i broń tak dobrze się tu sprzedają. Ponieważ u władzy są ludzie godni sprzedać własną matkę za garstkę cudownego specyfiku zwanego Tornado.
Ah, ten piękny sen. To cudowne odejście od rzeczywistości, to ukojenie jakie daje nawet garstka tego proszku. Tornado nie jest zwykłym halucynem który dawałby niezłego kopa. To gówno daje możliwość zaśnięcia snem proroczym. A raczej cofniętym w czasie. Człowiek dostaje wizji, majaków i widzi Stany na jeden dzień przed atakiem. Ma cały jeden dzień aby pożegnać swych bliskich i zrobić wszystko co trzeba. A na koniec i tak widzi ich śmierć. I to nie raz. Bowiem kto raz weźmie Tornado nie zaśnie bez następnej dawki. Już zawsze będzie śnił o zagładzie wszystkiego co kochał.
Wracając do Erla… miał chłop głowę do interesów. Wynalazł was z jakiś dziur i sprowadził w jedno miejsce proponując niezły zarobek. Banda recydywistów bez jakichkolwiek zasad moralnych– tak można by was aktualnie określić. Banda zbirów na usługach prawdziwego mafijnego bossa. Do szczęścia brakowało tylko fanfar i garniturów. Cóż, część z was pewnie nie wie o czym mówię, jesteście na to za młodzi. Urodziliście się przecież już po przejściu tego wszystkiego. Parszywe, pierdolone szczęśliwe łapserdaki. Pozabijałbym was wszystkich. Lecz opowieść musi się ciągnąć zaś wy musicie wiedzieć co stało się dalej…
Obrazek


[/oldsize]
Pod ścianą stał rosły mężczyzna, wasz kontakt. To było piąte piętro, wleźliście tu po prowizorycznym systemie drabin i schodów. Wyglądało niczym legowisko jakichś zwierząt, okazało się kryjówką niższych sfer Korporacji. Wszędzie porozrzucane kawałki drewna, trochę okruchów walających się po podłodze, kość porzucona w kąt ze śladami zębów. Na ścianach naklejone plakaty, stare i wypłowiałe, prezentujące nagie kobiety w dość obscenicznych pozycjach. Gdzieś koło drzwi podarta, czerwona kanapa, cała obsypana tynkiem. Kilka połamanych krzeseł gdzieś w rogu. Oraz jedyne drzwi.
Jesteście już wszyscy? Raz, dwa, trzy… kurwa, psia wasza mać. Powiedzmy, że wszyscy! Słuchajcie, to jest dyktafon.– Wyciągnął z czarnego, typowego skórzanego płaszcza mały szarawy przedmiot. Ręka w białej rękawiczce skierowała się ku wam podając ową mechaniczną ciekawostkę.–Macie tutaj rozkazy od szefa. Tylko spróbujcie coś spieprzyć. Kurwa, jak tu jebie.– Nie miał na sobie maski gazowej. Jego przeorana czasem twarz pokryta obrzydliwymi bliznami i strupami po prawdopodobnie jakiejś ciężkiej chorobie wyrażała nienawiść dla każdego żywego stworzenia w tym pomieszczeniu. Włosy spadały mu niemal do pasa, były białe niczym śnieg. Jednak dziwnie rzadkie i nieregularne. Odwrócił się i już zdawał się wychodzić… Odwrócił jednak twarz i spojrzał na was bystrym wzrokiem.– Mamy ogon. Radziłbym uciekać. Wycedził najciszej jak było to możliwe po czym wyszedł szybkim krokiem. Zostawił was samych.
Obrazek
W korytarzu jeszcze przez kilka chwil słychać było jego kroki. Samochód i motor zostawiliście na zewnątrz, w czymś co wyglądało jak dawny parking strzeżony. Obdrapane mury budynku przeżyły już naprawdę wiele. W tej właśnie chwili wśród jakiegoś wyłomu wiatr gwizdał swą cichą piosenkę. Jeśli to co powiedział mężczyzna jest prawdą nie macie za wiele czasu. Banici przeciwnej korporacji nie będą zbyt mili chcąc dowiedzieć się dlaczego w dawnej kryjówce ich przeciwników nadal odbywają się spotkania. Lecz z drugiej strony może was tylko wkręcał? W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe a zaufanie komukolwiek to pewna śmierć…
Rozdział pierwszy: Gdy rozum śpi budzi się koszmar.
Awatar użytkownika
Stori Moradrin
Posty: 32
Rejestracja: 03 sty 2013, 21:29
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42345#42345

11 kwie 2013, 14:51

"Runda pierwsza, przyrzekam na Boga robię to dla zabawy
Jestem tylko martwym człowiekiem, który chodzi z dubeltówką
Nie jesteś jedynym skurwielem pozostawionym by się bać
Widzę jak ruszają się ich wargi, lecz nie chcę ich usłyszeć

Runda druga, coś czego po prostu nie chcesz zrobić
Idę tańczyć z diabłem póki nie chodzisz w moich butach
Stałeś się nerwowy i ja tobie to dam
Patrz jak świat się wali kiedy siedzisz na swej dupie"
Obrazek
Granat poleciał niczym ptak. Niesiony siłą z jaką został wyrzucony przez rękę Jake'a dotarł aż do krańca autostrady. Stała tam mała furgonetka, prawdopodobnie niegdyś lodziarka. Taka, jakich wiele jeździło po ulicach i sprzedawało dzieciom najróżniejsze lodowe przysmaki. Niczym kurze jajo, które spadło z grzędy, granat rozbił się tuż obok niej. Biały samochód upadł na bok powodowany falą uderzeniową. Przygnieciony nim facet zaczął wrzeszczeć z bólu… lub może bardziej strachu. Wszyscy kierowcy, jak jeden mąż odwrócili głowy w tamtą stronę. Któryś zaczął wrzeszczeć, że to Jake. Jednak dosłownie chwilę później wszystko się zmieniło…

Nox był już bardzo blisko gdy ujrzał całe zdarzenie. Siedząca obok niego, mała, rudowłosa dziewczyna wpatrywała się wielkimi oczyma w autostradę. Nie wiadomo czy było to powodowane zjaraniem czy tym co właśnie się tam działo… A działo się naprawdę wiele. Asfalt pokrywający pas zadrżał i począł się przechylać. Nie był za nowy, teraz zaś dosłownie walił się razem z podporami. Widocznie granat który wybuchł chwilę wcześniej uszkodził, i tak już naderwaną przez czas oraz liczne wyścigi, podstawę. Autostrada mogła runąć w każdej chwili, w tym momencie była przechylona o około dwadzieścia stopni. Przez radio zaczął lecieć komunikat.

Furgonetką już nikt się nie przejmował. Widząc zagrożenie ludzie poczęli pakować się do samochodów i ruszać przed siebie. Asfalt się walił. Biała lodziarka spadła gdzieś w dół, niosąc ze sobą piszczącego ze strachu kierowcę. Kilku gości śmiało się, dopalając pety i siadając spokojnie w wozach, czekając na swą kolej w orszaku. Całość wyglądała dość groteskowo, wozów było około setki, zaś kierowców jeszcze więcej. Tak szybkiego pakowania jeszcze nigdy nie widzieliście. Wracając jednak do Jake'a. Nikt się nim nie przejął. Gdy tylko wyczuli niebezpieczeństwo poczęli spierdalać jak szybko się da. Kilku wystrzeliło nawet ostrzegawczo w powietrze, jak gdyby na oznakę, iż się nie boją. Lecz trzeba przyznać, większość lała w gacie. A komunikat począł ryczeć przez głośnik…

A jak to wyglądało od strony Lokiego? Jedno ciche pierdut i nagle wszyscy zaczynają zwijać manatki. Wyglądało na to, że coś się stało. W jednym momencie odważni kierowcy, w drugim uciekające szczury. Coś nie grało. Może to to, iż asfalt począł się niebezpiecznie przechylać. Może to nic ale jednak. Takie rzeczy widzi się od razu. Trzeba było spierdalać. Spierdalać bardzo szybko. A radio nadawało…

Uwaga brudne sukinsyny! Ktokolwiek rzucił granat, niech wie, że ma przejebane! Dostaniesz za swoje cwelu! Zarządzamy ewakuację, jedziemy przed siebie, na Molocha! Ktokolwiek nie zdąży przegrywa zarówno wyścig jak i swoje życie! Wyścig uważam za rozpoczęty!
Nox– jesteś na samym końcu, radziłbym się pospieszyć.
Jake– cóż, masz przejebane.
Loki– jesteś gdzieś na przodzie kolumny.
Lester– Ruszaj kurwa, jesteś w pierwszym rzędzie.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

12 kwie 2013, 21:34

Lester znów zasiadł wygodnie na fotelu. Przedramię znów oparł o drzwi, znów stukał rytmicznie o karoserię. Rozglądał się po okolicy, kiedy Jake wsiadł do samochodu. Mężczyzna kątem oka patrzył co robi kierowca. Okazało się, że wziął granaty. Co za przygłup, naprawdę, aż żal na to patrzeć. Żyłka na skroni stała się wyraźnie widoczna. Brunet przeciągle i głośno wypuścił powietrze. Jeszcze raz głęboko odetchnął. Musiał się uspokoić. Nie chciał zajebać swojego towarzysza tylko dlatego, że jest idiotą. Przecież trudno będzie znaleźć mu kolejnego psa. Może ten nadal był nieposłuszny, ale każde zwierzę da się wytresować. Nawet najtrudniejsze i najgłupsze.

W końcu się uspokoił. Nie zajęło mu to długo. Kilka sekund, do dziesięciu. Nie więcej, z pewnością nie więcej… Nagle zauważył dziwną rzecz. Autostrada przechylała się! No tak, ten idiota zawsze musiał coś spierdolić. Tym razem to spierdolenie było większego kalibru, bo rozpierdolił całą, szeroką drogę. Naprawdę, ten przygłup zawsze zaskakiwał Lestera. Zawsze to zaskoczenie nie było pozytywne, a wręcz odwrotnie – wkurwiało go to tak bardzo, że nie mógł nawet myśleć. Spojrzał na Jake kategorycznym, karcącym wzrokiem. Krzyknął na niego.

- Kurwa, zapierdalaj! Gaz do dechy!

Tyle mógł powiedzieć. Nic więcej nie mógł wymyślić. A zresztą – czy więcej było trzeba? Najważniejsze to wyjechać stąd jak najszybciej. Może jeszcze nikt nie zauważył, że Lester siedział z nim w wozie? Chciałby wiedzieć, że tak było. Postanowił – do końca wyścigu spróbuje z nim wytrzymać. Potem, jeśli go szybciej nie zapierdoli, odchodzi samemu. Pies nie był wart tego, by się wkurwiać średnio co minutę.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

13 kwie 2013, 21:35

Loki wygodniej usiadł w fotelu i w najlepsze wpatrywał się w tylko jemu widoczny punkt. W zasadzie to złapał małą zawiechę spowodowaną licznymi przemyśleniami oraz oczekiwaniem na przyjazd Noxa. Chwilę myślał czy nie zdrzemnąć się trochę bo w sumie i tak nie miał co ze sobą zrobić. Już szukał ręką jakiegoś pokrętła odpowiadającego za odsuwanie oparcia fotela gdy usłyszał ciche jebnięcie. Z początku nie zwrócił na to uwagi, bo w końcu czego można się spodziewać bo byle pierdnięciu. Jednak sprężył się do gotowości gdy zauważył że wszyscy nagle zaczęli spierdalać. Sam spojrzał dla pewności w lusterko wsteczne i starał się wybadać sytuacje. Jak się później okazało nie miał już czego badać. Głos z megafonu mówił że ma spierdalać.

Pewnym ruchem zwolnił hamulec ręczny i docisnął sprzęgło. Wrzucił jedynkę i z całej siły depnął na pedał gazu puszczając wcześniej sprzęgło. Uśmiechnął się sam do siebie gdy usłyszał głośny pisk opon. Starał się wymusić z początku jak największe obroty silnika aby ten gotowy był od razu do sporych przeciążeń. Zmienił bieg na wyższy i po chwili już manewrował samochodem między innymi maszynami. Lewą rękę położył u góry kierownicy, prawą zaś mocno ścisnął na drążku do zmiany biegów. Miał ochotę się roześmiać, pewnie wyglądał teraz jak napakowany, łysy aktor z jakiegoś filmu o szybkich furach i wyścigach z początku XXI wieku. Szybko spoważniał i znów skupił się na drodze. Musiał przyznać że łatwiej było by dotrzeć do celu gdyby nie te wszystkie gruchoty które musiał wymijać. Co chwilę operował drążkiem, redukował biegi by za chwilę znów dopierolić gaz do dechy i wykorzystać wolne miejsce na swoim pasie. Czekał tylko aż wysunie się na prowadzenie, żeby wrzucić najwyższy bieg i przetestować pełną moc niemieckiego silnika definitywnie zostawiając w tyle resztę. Jechał póki co niemal slalomem między innymi gruchotami wypatrując w lusterku Noxa. Nie wiedział czemu, ale odetchnął z ulgą gdy zobaczył w tyle identyczną Audicę przedzierającą się równie sprawnie co on przez innych kierowców. Teraz mógł w pełni skupić sie na drodze. Redukcja, hamulec, ostry zwrot kierownicą, pisk opon, sprzędło i gaz do dechy. Kolejny pachołek zostawiony w tyle. Jeśli dane mu będzie zatrzymać furę po wyścigu to poważnie rozmyśli zakup nowych opon. Po takim rajdzie, obecne zapewne nadawać się będą tylko na śmietnik.

Awatar użytkownika
Da'ran
Posty: 138
Rejestracja: 13 gru 2012, 17:44
GG: 37632965
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2372

17 kwie 2013, 20:16

Jake ruszył od razu gdy usłyszał sygnał do startu, był już przygotowany do odjechania.. Zwolnił sprzęgło i z całej siły wcisną pedał gazu. Jedną rękę trzymał na kierownicy, drugą na drążku od skrzyni biegów. Pisk opon, jadące w tyle samochody. Wszystko sprawiało, że Jake dosłownie nie wytrzymał.
– Zrób mi kurwa miejsce na tej cholernej drodze. – Wycedził przez zęby.
Jechał jako co prawda jako pierwszy. Jednak co to za różnica? Puki rywale jadą, puty na drodze jest ciasno. Po drodze nie jechało się jakoś nadzwyczajnie trudno. Uznałby, że nawet normalnie.
Widział w lusterku doganiających ich rywali.
– Rób coś! – Krzyknął.
Awatar użytkownika
Stori Moradrin
Posty: 32
Rejestracja: 03 sty 2013, 21:29
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42345#42345

17 kwie 2013, 21:34

"Podaj mi rączkę, trumienko. Konik
Wędzidło gryzie, chrapami świszcze.
Już stangret wciska czaszkę na piszczel,
Dziurawą trąbkę bierze do dłoni.


A więc ruszymy na jednym kole,
Pod poszarpanym w nic baldachimem,
Ale wesoło! Mam mandolinę,
Z której wygnamy oślepłe mole.


He, he, trumienko, gdzieś jest cmentarzyk,
Gdzie przykucniemy z wielką ochotą,
Żeby przykryci spierzchłą kapotą
Bardzo intymnie sobie pogwarzyć.


Mysz nas nawiedzi, przyfrunie sowa,
Szakal przyczłapie z obwisłą szczęką,
Kornik zacyka do drzwi tak cienko,
Jakby żałował czegoś, trumienko,
Jakby żałował… "
Obrazek
Wózki zostały odpalone, wyścig się zaczął. Jake zareagował jako pierwszy. W końcu to on spowodował cały wypadek, oraz przepychanki ludzi przerażonych opadającą płytą autostrady. Ruszył z kopyta niczym najbardziej rącza gazela, wybijając się od początku na sam szpic wyścigu. Nie omieszkał przy tym obtłuc się parę razy o kilka ładnych samochodów oraz jebnąć przycisk odpowiadający za nitro, w najmniej właściwym momencie. Wyglądało na to, że kosztem obtarć i zmarnowania butli pod tlenku azotu zdołał wyrwać się w objęć niewidzialnej ręki ścigających. Jednak na krótko. Jego wóz był wolniejszy niż pozostałe, mniejsze wozy. Szybko dobiły do niego, prześcigając go. Autostrada ciągnęła się w nieznane, jednak jeśli szybko nie da rady wyeliminować przeciwników, jego wygrana wisiała na włosku. Tym bardziej chujowo wyglądało to w momencie kiedy pierwsze wózki zaczęły się ostrzeliwywać. I nie była to jebana wojna na wodę, ale regularna siekanina, karoseria idąca w drzazgi oraz urywane kawałki lusterek opadające na jezdnię. Walka wrzała. Wszędzie kolesie z karabinami. A Jake z Lesterem pomiędzy nimi.
Loki oraz Nox jechali kawałek dalej. Tutaj jednakże walka nie trwała. Jedynie front ostrzeliwywał się zaciekle, szukając wybicia na prowadzenie. Wyglądało na to, że gracze poruszający się w tym kordonie pozostaną spokojni aż do końca wyścigu. Wywalone za okna łokcie, kilka zapalonych petów i kawał drogi do przejechania. Nikt się nie spieszył, nikt nie wyprzedzał. Dawno minęli walący się pas autostrady, wszyscy wyraźnie się uspokoili.
Jake i Lester– Macie przejebane.
Loki– możesz zadecydować– pozostawać w bezpiecznej strefie czy pruć na oślep w strefę walk.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

27 kwie 2013, 13:56

Loki spojrzał co dzieje się na początku wyścigu i zaklął naprawdę szpetnie. Najwidoczniej, żeby wygrać owy wyścig trzeba przeżyć siekankę która właśnie ma miejsce. Naprawdę nie wiedział co robić. Z jednej strony musiał wygrać wyścig, a z drugiej nie miał na to szans bo jechał sam. Było by łatwiej gdyby obok niego siedział Nox i mógłby pruć z karabinu do innych kierowców. Niestety, rzeczywistość była inna i musiał się z nią pogodzić. W głowie zaczął mu sie nakreślać pewien plan. Jeszcze chwilę poczeka aż kierowcy z przodu, wykończą siebie nawzajem, lub przynajmniej nieco przerzedzą swoje szeregi. Gdy już liczba kierowców nieco zmaleje, on sam wpierdoli gaz do dechy, często zmieniając pas aby nie stać się łatwym celem. Zacznie też rozglądać się za jakimś przyciskiem odpowiadającym za uwolnienie podtlenku azotu aby jak najszybciej oddalić się od agresywnej czołówki. Nie wiedział czy to aby na pewno dobry pomysł, ale był zdany tylko na siebie a wyścig trzeba było jakoś wygrać.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.