Być jak bohater

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Być jak bohater

28 cze 2013, 11:27

Wieści.

Dla Vergardu nastały trudne czasy, niektórzy zaryzykowaliby stwierdzenie, że są to najcięższe chwile jakie nadeszły podczas panowania Falryka III Torgena. Istotnie. Każda wojna, którą rozpoczynało wielkie królestwo Vergardu, zwane też krajem lwa, była z góry wygrana, a straty, które ponosiło państwo były naprawdę niewielkie. Wojna, która zaczęła się wraz z poślubieniem przez Falryka Ilizy zebrała ogromne żniwo. Zginęło tysiące wieśniaków, mieszczan oraz rycerzy. Wojska ubywało, a problemów jak na złość było coraz więcej i nic nie wskazywało na to, że sytuacja odwróci się ku lepszemu. Zwycięstwo Torgena III, wielkiego stratega, stanęło pod znakiem zapytania. W szeregach żołnierzy szerzył się niepokój, ludzie w miastach zaczynali plotkować o rychłej zmianie władcy, jednak sam pan Vergardu nie zwracał na to uwagi i konsekwentnie robił swoje, dążył do zwycięstwa. Musiał działać szybko, ponieważ wojska Beldvika zbliżały się z każdą minutą, a bezpośrednie starcie było tylko kwestią czasu. Syn króla, Angus II dostał polecenie udać się w północną część kraju, blisko morza, w kierunku półwyspu Nejski, by tam uformować oddziały złożone z zawodowego, dobrze wyszkolonego wojska, pojmanej na owych terenach hołoty, ochotnikach, którzy często do wojska trafiają sami w poszukiwaniu sławy, czy też chęci ukrycia się przed wymiarem sprawiedliwości, czy wolnych plemionach, które za godziwą zapłatę chętnie udzielą swego oręża władzy.

Półwysep Nejski

Od samego rana straszny hałas, olbrzymi ruch i pełno wojska. Taki obrazek mogli ujrzeć mieszkańcy półwyspu, na którym zazwyczaj panował spokój. Już dzień wcześniej wydawało się, jakby w karczmach zrobiło się nagle tłoczno, a i ludzie, jakby nowi, inni. Tego też dnia ludzie zaczęli chować swoje zapasy głęboko w piwnicy, córki zamykać w pokojach tylko po to, aby uchronić je przed wojskiem, a właściwie hołotą zdolną do wszystkiego.
Wojsko przemaszerowało błyskawicznie, wszyscy równym tempem, obok siebie, jeden obok drugiego, jeden za drugim. Dopiero za regularną armią cała zgraja, zbieranina. Na przedzie żebracy skuszeni perspektywą otrzymania darmowego jedzenia i alkoholu, a za nimi reszta szumowin i prostaków. Wszystkich prowadził Angus II Torgen, jechał z wypiętą klatką w pięknej lśniącej, srebrnej zbroi na śnieżnobiałym koniu, którego ogon majtał się na prawo i lewo odganiając nieprzyjazne owady, które od natłoku ludzi, brudu i smrodu nagromadziły się na półwyspie w sporych ilościach, jakby również szykowały się do wojny.
Po kilku godzinach Ardgard opustoszał, a wszyscy wojskowi przenieśli się w miejsce docelowe, na ogromne polany, które znajdowały się kilka metrów za miastem. Tam również przeprowadzane są zapisy i każdy kto chciałby dostać się do armii musi udać się właśnie do obozu.
Ten był nadal w stanie surowym, kilka namiotów, ogniska, pełno koni, błota i ciężko pracujących żołnierzy. Tylko do jednego namiotu ustawiła się kolejka, jakby rozdawali w nim złoto za półdarmo.
W samym środku zielonego dość pokaźnych rozmiarów namiotu znajdowało się duże biurko i kilka krzeseł, wszystkie bogato zdobione, chyba dębowe. Na największym krześle siedział mężczyzna, stary, posiwiały, ubrany w czarny, długi płaszcz o bardzo szerokich rękawach. W ręku dzierżył pióro, którym nieustannie coś bazgrał na zwojach papieru. Dookoła stały liczne straże, które pilnowały, aby spokój tego miejsca nie został zachwiany ani na chwilę, lecz często jakiś pijany zawadiaka zmuszał ich do użycia siły. - Ruszać się! , - Do cholery ile można czekać?! – Te i wiele innych wulgarnych słów zdało się słyszeć z tłumu, który był już bardzo znudzony długim oczekiwaniem, a nic nie wskazywało na to, że coś się zmieni.
Na półwysep przybyli nawet bardowie, którzy ochoczo układali pieśni o wojakach idących na wojnę, często też na śmierć, po chwałę i sławę, po wieczne życie dla swego imienia.
"Patrz, to oni,
Dzielni i zdolni,
Idą na wojnę,
Zabiorą dziewką cnotę."
Taką krótką piosnkę wymyślił jeden z wędrownych grajków widząc szeregi zbrojnych, którzy przygotowują swój oręż do boju.
- Myślisz, że mamy szansę wygrać? – zapytał mężczyzna swego brata stojącego na samym końcu kolejki. – Jebać wygraną, spalmy kilka wiosek, zabawmy się z dziewkami i wróćmy cichaczem do domu. – Odparł mu dość głośno, a swą wypowiedzią tylko rozbawił stojących w pobliżu ochotników. Teraz wszystko miało się zacząć. To była ostatnia szansa do odwrotu, ale czy miał on sens?

Opisujecie jak się tu dostaliście i takie tam, aż do momentu wejścia do namiotu, gdzie trwają zapisy. Możecie się zapoznać, porozmawiać.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

28 cze 2013, 12:13

// Word nie podkreślił słowa "wychędożenie". Ciekawostka

Królowi zechciało się hajtnąć z nie tą dziewką co było trzeba i wojna. Wielki strateg Falryk spierdolił swoją strategię na wychędożenie księżniczki i teraz ginęli ludzie, bo wyglądało na to, że wspaniały strateg "kraju Lwa" wolał siedzieć w sypialni niż nad planami bitew, bo jakośtak kuźwa zaczęli przegrywać. Nie, żeby Aran narzekał na kolejne wioski do spalenia, ale po raz pierwszy w jego 11 letniej karierze wojaka, nie był w stu procentach pewny wygranej, słyszał nawet plotki jakoby wojska Beldvika używały magii, która wymykała się taktykom ich władcy. W czasie wojny ludzie wymyślali najbardziej porąbane historyjki.
- Banda młokosów, co drugi pewnie nie trzymał w rękach broni innej niż kosa. – Mruknął do siebie, zajęty polerowaniem sztyletu i przyglądaniem się kolejce rekrutów. Sam jako zawodowy żołdak miał lepsze rzeczy do roboty niż obijanie się o brudasów w kolejce – stał na warcie, co nie przeszkadzało mu zajmować się swoimi rzeczami, tak długo, jak nie ruszył się z posterunku i trzymał miecz na widoku. W sumie i tak miał zamiar przyglądać się kolejce rekrutów, gdyż wcześniej założył się czy jakieś dziewki spróbują się przekraść pod męskimi ciuchami do wojska, twierdząc, że będzie to miało miejsce. Oczywiście nie polegał na zapisującym dziadku w kwestii odróżnienia nawet miecza od patyka, a co dopiero dziewki od mężczyzny, więc samemu rozglądał się po ludziach, mając zamiar wygrać zakład. Zapowiadał się długi i nudny dzień, jeśli on lub ktoś inny niczego nie wypatrzy
Awatar użytkownika
Kapitan Messir
Posty: 3
Rejestracja: 21 maja 2013, 21:39

28 cze 2013, 13:11

Brud, smród i ubóstwo. Tak w skrócie można było opisać zaistniałą sytuację. Przez jego 4 letnią karierę wojskowego niejeden burdel w życiu widział, ale to co miało miejsce tutaj zaliczało się do ścisłej czołówki. Nawet kurwy były brzydkie. Z nudów przechadzał się po obozie, delikatnym uśmiechem pozdrawiając znajome twarze. Kątem oka złowił ruch przy głównym namiocie i skrzywił się, jakby zobaczył rudego człowieka. Cały motłoch zgromadzony przed zielonym namiotem nie napawał optymizmem. Idąc w stronę własnego obozu usłyszał rozmowę o wygranej, a później o palonych wioskach i zabawach z dziewkami. Nie wiedział czemu, ale miał ochotę zdzielić tego człowieka przez łeb. Z początku sam nie był lepszy, to prawda. Gdy wstępował do wojska, również w głowie miał szalone pomysły, ale z czasem o dziwo zmienił zdanie na temat wojaczki. Dotarł w końcu do swojego namiotu i usiadł przy ognisku nieopodal. Ze szczerym uśmiechem przywitał się w kompanami i odebrał natychmiast wręczoną mu butelkę z gorzałką. Upił spory łyk i podał trunek dalej, tak aby naczynie zatoczyło koło. Sam na rozmowy niezbyt miał ochotę, ale z zaciekawieniem słuchał tego co mają do powiedzenia towarzysze.
Awatar użytkownika
Aust
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

28 cze 2013, 23:54

W łasce Bogów, w świetle gwiazd pójdziemy na ołtarze niczym dary dla bożka wojny, pójdziemy godnie, pójdziemy gotowi aż zlękną się nas najgorsi wrogowie… wspominał słowa swego ukochanego kapłana gdy stał w zawszonej kolejce. Był prostym człowiekiem, nie wiedział po co im te wszystkie papiery i listy, po lich pieniądze wydawać na kolejne strony tomiszczy z imionami plebsu. Nie mogąc jednak wpłynąć na świat, dostosował się i z resztą świń stał do koryta. Zmieniając co chwila środek ciężkości z jednej nogi na drugą próbował znaleźć sobie jakiś ciekawy obiekt do obserwacji. Znalazł wzrokiem "złoty posąg", żywy pełen wdzięku i gracji szedł wśród nich niczym złota kaczka wśród kur. Cholera, a ten to kto? Zapytał głośniej niż myślał nadal wtapiając gałki oczne w dziwną, wręcz magiczną istotę. Dopiero uderzenie z łokcia w jego nieosłonięte żebra zmusiło go do ruszenie się dalej. Spocony i nieco zaspały wybełkotał mędrcowi, bo jak wiadomo po szacie takiego można było poznać, swe mało zacne miano. Od niechcenia machnął piórem, a Horst stał tępo chcąc napatrzeć się w cudne pismo czarodzieja. Gdyby nie nagłe chichoty które do niego dotarły nie odszedłby stamtąd bez pomocy strażników. Podążając za melodią kobiecych głosów ruszył zwiewnym krokiem, doskonale znając cel swej podróży uśmiechnął się błogo.
Przysiadł na pieńku, a już jedna z licznych przy karawanie niewiast przysiadła mu się na kolanach. Mało złota mu zostało bo większość wydał na samą chędożoną podróż tutaj, mało monet nie oznaczało jednak rezygnacji po prostu skończy szybciej zabawę niż zamierzał. Mógł co prawda pieniądz przeznaczyć na zapasy, osełkę do miecz, pochwę lepszą lecz jednak damskie walory wygrały. Morale musiał podnieść, a jak wiadomo od czasów wszelakich właśnie kurtyzany słyną z najlepszego podnoszenia i stawiania na baczność.
Gdy poczuł dotyk jej pośladków na swym ciele odsunął się by rzetelnie ją zbadać. Ładna nawet, nieco za pulchna w nogach lecz komu to przeszkadza jeśli twarzyczka ładna, typowa wieśniaczką urodę miała. Czarne włosy falowały przyjemnie od wilgoci w powietrzu, były rozpuszczone by jasno sugerować jej dumny zawód. Na oko dał jej szesnaście lat, dojrzała i idealna do robienia dzieciarni. Odgonił myśli, myśli były złe, myśli komplikowały sprawy a on tylko chciał się zabawić z małą kurewką. Chodź na sianko, chodź na wino, chodź tam ze mną, a dogodzę Ci na pewno… wypowiedział głośno i rubasznie starą rymowankę straży miejskiej rozśmieszając nieco nierządnice i kilku kompanów.
Nagle któryś z kompanów podał mu bukłak z winem który wartkim strumieniem nalała mu dziwka. Chlupało gdy cudny napój odbijał się od przełyku lecz chłop przyzwyczajony był do tego. Zaczęło mu cieknąc w kącikach ust co po raz kolejny wzbudziło wymuszony śmiech u kurwy. Uśmiechnięty popatrzył na nią i podał dalej święty trunek. Ten dzień zaczynał mu się podobać…
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

29 cze 2013, 02:11

Władcy nazywali ich mięsem armatnim. Pionkami w wielkiej grze. Wszyscy, którzy nie mogli poszczycić się rodem i własnym herbem byli dla nich jak robaki. Zbieranina losowych ludzi. Wezwanych przez swych suwerenów, podążających za żądzą władzy, pieniędzy czy wielu innych osobistych pobudek. Co tymi ludźmi kierowało? Patrząc na ich szare, brudne twarze można odnieść wrażenie, że pustka własnego życia. Brzydcy, szarzy, bez wyrazu. Nie, on do nich nie należał. Wmawiał to sobie od samego początku. Miał w sobie królewską krew! Jego matka była damą dworu! Był lepszy od tej bezkształtnej masy ludu. Przeznaczenie obeszło się z nim okrutnie, lecz dzięki niemu stał się silniejszy.

Jadąc na swym śnieżnobiałym rumaku – Iskrze, dumnym stworzeniu, którego i szlachetnie urodzeni mogliby pozazdrościć, marszczył nos. Obóz cuchnął. A wraz z nimi ludzie. Niedomyci i spoceni. Dla niego to oni stanowili robactwo. Jakżeby chciał im to powiedzieć, lecz zdawał sobie sprawę, że popełniłby wówczas fatalny błąd. Teraz był błędnym rycerzem pozbawionym herbu. Przyłączył się, aby wspomóc wspaniałego króla w wojnie…do czasu.

Prowadząc Iskrę miedzy namiotami i żołnierzami ujrzał typową scenkę. Grupka żołdaków, wino i kobiety lekkich obyczajów. Bogowie wiedzą, jakie choróbka w sobie nosiły. Sama myśl obcowania z nimi sprawiała, że robiło mu się niedobrze. Zużyte, zawszone, jednym słowem – paskudne. Ściągnął cugle, a koń zarżał, uderzając kopytami o ziemię.

Ani kropli krwi wrogów nie przelaliście, a już oddajecie się uciechom jak zwycięży? – spytał tonem pełnym potępienia i odrazy. – Jeżeli z takich ludzi składa się ta armia, to nasza sprawa jest już z góry przegrana.

Awatar użytkownika
Aust
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

29 cze 2013, 13:04

Zacieszając się w urokach życia prostego żołnierza nie zauważył nawet złotej kaczki, która z wzrokiem puchacz patrzyła z odrazą na niego i jego towarzyszy. Bawiąc się ciałem swej piękności, jego szorstka dłoń ruszała się powoli gładząc jej półnagie ciało. Zamruczała sztucznie bo znała się na swym fachu, wyciągała się powoli nie patrząc w oczy swego kolejnego kochanka. Nagły zwiewny głos oszołomił go, zaskoczony strażnik spojrzał na blondaska z niedowierzaniem.
- Patrzajta towarzysze, kurwa uciekła z burdelu!- zaśmiał się chrypliwie, broń boże nie chciał nikogo obrazić to była wręcz tradycja by sobie konkurować nie giętkość języka– Ale już tam, zapomniem wszystko jak się waść pan uniży i wina ze mną napije! A pan mi wspomni o po coś my w tę bitkę idziemy? Ano nie wiemy, chutliwi władcy pewno i wywołują sobie wojenki, my tu tylko walczymy, my prości żołnierze jutro już kuśki możemy nie mieć więc cieszyć się wypada i dnia ostatniego uroki czerpać- zakończył i znak krzyża prześmiewczo postawił, miły był jeszcze to i żarty się go trzymały. Honor jednak miał i dwa razy obrażać się nie da, choćby w pięknych słowach obelgi były by ukryte.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

29 cze 2013, 14:55

Smród, kurwy, wielkie gówno tak określał zbudowany w szybkim tempie, acz nie ukończony jeszcze obóz jeden z wojaków rozmawiający ze swoimi kompanami o dupie Ilizy. Było to określenie używane przez prostych wieśniaków i znaczyło tyle co rozmowa o niczym, byle czym, plecenie głupot.. Nie było to bezpieczne stwierdzenie. Wypowiedzenie go w złym miejscu, w złym czasie i w złym towarzystwie w najlepszym wypadku mógł skończyć się wyrwaniem języka. Mimo to ludzie w karczmach często sobie w ten sposób żartowali.
- Nie pierdol mi tu o dupie Ilizy. – Wołał jeden do drugiego. A ile było przy tym śmiechu!

Półwysep Nejski

Kolejka mimo swych rozmiarów cały czas się zmniejszała i już pod koniec dnia, tuż przed zmrokiem do namiotu weszło kilku ostatnich ochotników, a wśród nich byli Horst i Kryllios, którzy tuż przed wejściem odbyli dość miłą pogawędkę, w której Horst w delikatny sposób pokazał młokosowi gdzie ma jego uwagi i co o nich sądzi. - Złóżcie tu podpisy. – Ron spojrzał na dwóję ostatnich przyszłych "bohaterów ojczyzny". - Nie umiecie pisać? – Zaśmiał im się w twarz. - Dobrze, nie ważne. Przejdźcie dalej, tam, za namiotem zostaniecie przydzieleni do odpowiedniego oddziału. – Zakończył wymownie machnąwszy ręką znakiem tego, że chciał, aby zeszli mu już z oczu. W międzyczasie do namiotu wszedł wojskowy, czysty, ubrany w lekką zbroję, a pod nią brązowa ciepła bluza, ogrzewająca w zimne wieczory, gdy nawet ognisko nie jest w stanie rozgrzać odpowiednio dobrze. - Panie, kapitan oddziału 13 prosi o kilkunastu ludzi. – Powiedział jednym tchem kłaniając się nisko. – Dobrze, weź tych dwóch, poszukaj w obozie nowych, zabierz ich i przekaż Norasowi. – Powiedział po czym odwrócił głowę w stronę sterty papierowych pism.
Jak chciał dowódca tak podwładny zrobił. - Za mną plebsie. – Chrząknął i wyszedł z namiotu.
Po upływie kilkunastu minut mały oddział wsparcia był już uformowany. Dwudziestu kilku ludzi przygotowanych do wymarszu od zaraz. Gdyby nie noc zostali by wysłani od razu, a tak mieli okazję zażyć nieco snu przed trudami podróży.
Aran jak zwykle nudził się na warcie, nawet czyszczenie broni nie sprawiało mu już przyjemności, a do tego ten głupi zakład… Niestety wydaje się, że go przegrał. Żadnej dziewce z półwyspu nie zachciało się przystąpić do wojny i brudzić swe delikatne dłonie krwią. - Czego tak siedzisz ośle w żyć kopany? Wstawaj. – Żołnierz, któremu wydawało się, że jest postawiony wyżej niż mężczyzna bezczelnie rozkazał mu przyjąć pionową postawę. - Myślisz, że będziesz żarcie za darmo dostawał psie? – Krzyczał. - Wstawaj, zostajesz przeniesiony do grupy wsparcia oddziału 13. Wypierdalaj. – Zakończył rozmowę miłym akcentem.
- Adearin! – Zawołał głośno jeden z mężczyzn siedzących przy ognisku. – Chyba widziałem Cię dziś w burdelu, kobieta, którą chędożyłem była łudząco do Ciebie podobna, więc pomyślałem, że w dzień jesteś rycerzem, a w nocy zamieniasz się w… – Niestety nie dane było mu dokończyć, a przerwał mu Idmar, rosły, mierzący blisko 190 centymetrowy mężczyzna, który palnął go w głowę na tyle mocno, że ten zachwiał się na pniu i spadł ryjąc wstrętną twarzą w błoto. - On chyba ma już dosyć. – Uśmiechnął się lekko i nieśmiale puścił oczko w kierunku Adearina.
Wy też! Wstawać darmozjady. – Do uszu mężczyzny o twarzy dziwki doszedł głos w wulgarnym tonie, który wybrzmiewał z ust niewielkiego żołnierza, który miał za zadanie uformować oddział i to też czynił. – Nie ociągać się, a tego leżącego przetrzepać i zabrać ze sobą. – Zakończył palcem wskazując kierunek, w którym mają się udać.
Było to wielkie pole, całe zadeptane przez konie i ludzi, zieleni nie widać za grosz, jedynie co kawałek drzewo stoi, którego nie wycięto tylko dlatego, że nikomu nie chciało się tego zrobić. Na samym środku stał jeden wielki namiot, w którym znajdowała się zbrojownia, tam mieli zaopatrzyć się w sprzęt i czekać na dalsze rozkazy. – I czekać mi tam na mnie, niech no, który spróbuje uciec to mnie do końca swego zasranego życia popamięta. – Dość głośno wygłaszał swe groźby. Aż dziw bierze, że nikt mu jeszcze języka nie przetrącił.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

29 cze 2013, 18:08

Adearin właśnie delektował się trunkiem, gdy usłyszał podniesione głosy. Kątem oka złowił ruch w pobliżu zielonego namiotu. Odstawił bukłak i obserwował całą sytuację. Widać że coś było na rzeczy, skoro o tej porze ktoś postanowił zrobić szybką rekrutację. Kierował się wzrokiem osoby do osoby, obserwując kogo też postanowili złowić. Lekko się skrzywił gdy usłyszał swoje imię. Z zaciekawieniem słuchał co też do powiedzenia ma towarzysz siedzący przy ognisku. Już miał wystosować jakąś ciętą ripostę o tym że mógł go pomylić z własną matką, ale zobaczył że Idmar wziął sprawy w swoje ręce. Zaśmiał się szczerze po czym wstał.
Kolega to już chyba nie popije w tym odcinku…
W nagrodę za dobrze wykonaną robotę, wręczył Idmarowi bukłak z gorzałką. Niestety, ale nie zdecydował się puścić do niego oczka, tylko pozdrowić przyjacielskim gestem ręki, dziękując za interwencję. Otrzepał się z niewidzialnego kurzu i wyprostowany stanął przed żołnierzem formującym oddział, zaciskając szczękę. Był od niego zdecydowanie wyższy i chyba lepiej zbudowany. Spojrzał mu w oczy i przez chwilę świdrował wzrokiem, jakby chciał wypalić jego tęczówki.
- Rozkaz. – odpowiedział twardym, żołnierskim tonem.
W końcu odwrócił wzrok i przeniósł ciężar ciała na lewą nogę. Niezbyt lubił gdy ktoś bezpodstawnie nazywał go darmozjadem. Nie miał pojęcia po co został tu przywołany, ale rzeczywiście coś musiało być na rzeczy. Nieco szybszym krokiem skierował się we wskazanym celu, obserwując teren. Wszedłszy do namiotu, zaczął się po nim rozglądać w poszukiwaniu czegoś interesującego.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

29 cze 2013, 18:38

Balius czuł się trochę zagubiony. Pełno biegających ludzi. Przerażała go ta liczebność. Usiadł więc cichutko niedaleko ogniska i spuścił głowę, by unikać spojrzeń. Siedział tak aż nastało poruszenie. Nie wiedział kto był jego sprawcą, ale chciał jakoś się przydać i zaadoptować do środowiska, które było mu całkowicie obce. podbiegł do możliwie najbardziej wywyższającego się mężczyzny jakiego znalazł. Biegający, czysty, lśniący wykrzykujący rozkazy pajac. Darł się na innych a oni srali ze strachu. Zdumiewające. Jednak warto było wstąpić do wojska. Może kiedyś w przyszłości on sam będzie wrzeszczał, oblepiając młodzików śliną. Patrzeć jak brudas zapełnia portki. Chciał jakoś zaimponować żołnierzowi. Zapewnić o swoim duchu walki. Podbiegł do niego wyprostował się i wrzasnął mu w twarz co słowo robiąc przerwę na oddech.
- PIECHUR. BALIUS. MELDUJE. SIĘ. DO. MORDOWANIA. KURWICH. SYNÓW.- Po czym szybko pobiegł na miejsce zbiórki chcąc przypodobać się dowódcy. Z przygłupim uśmiechem na twarzy pobiegł za resztą bandy.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

29 cze 2013, 20:00

I tyle z zakładu, kolejka się kurczyła i kurczyła aż w końcu trafił ją jasny szlag a kobiet ani widu ani słychu. Chyba będzie mu pisane przestać dzień warty więcej, zakładając, że typowi, z którym się założył w ogóle przypadnie ta jakże zaszczytna rola i, że nie rozdzielą ich do innych jednostek. Nadal była nadzieja na to, że się wyślizgnie z uregulowania swojej przegranej, więc humor mu dopisywał, aż w końcu ktoś raczył go z tego błogiego stanu wyrwać niezbyt przyjemnymi wrzaskami.
- Jeśli nie przewyższasz mnie rangą to lepiej się módl żebym się o tym nie dowiedział. – Odparł spokojnie, jakby oznajmiał najoczywistszy na świecie fakt, a nie, gdyby groził drugiemu żołnierzowi, po czym raczył schować sztylet na swoje miejsce i ruszyć po swojego konia. Kłócić się z drugim nie było sensu, zwłaszcza że mógł przez to się spóźnić na zbiórkę a wkurwiać dowódców przez rozpoczęciem kampanii nikt z odrobiną rozumu nie chciał.
Z koniem ciągniętym za uzdę, Aran dotarł spokojnie na pole będące miejscem zbiórki, by ujrzeć mieszankę świeżego mięsa i mord, które widywał wcześniej. Dla świeżaków była postawiona zbrojownia, do której nie zamierzał się wybierać, miał przy sobie wszystko czego potrzebował. W ramach ostrożności, postanowił wsiąść na konia i być gotowym do pościgu za ewentualnymi uciekinierami, dla rozrywki i przy okazji w ramach dobrego pierwszego wrażenia dla nowych i dla dowódcy. Nowy oddział oznaczał nowe zasady i nowe mordy do poznania, żeby przypadkiem nie cięło się podczas bitwy nie tego kogo trzeba a i, żeby, z kim po bitwie wypić było.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.