Być jak bohater

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 634
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Być jak bohater

28 cze 2013, 11:27

Wieści.

Dla Vergardu nastały trudne czasy, niektórzy zaryzykowaliby stwierdzenie, że są to najcięższe chwile jakie nadeszły podczas panowania Falryka III Torgena. Istotnie. Każda wojna, którą rozpoczynało wielkie królestwo Vergardu, zwane też krajem lwa, była z góry wygrana, a straty, które ponosiło państwo były naprawdę niewielkie. Wojna, która zaczęła się wraz z poślubieniem przez Falryka Ilizy zebrała ogromne żniwo. Zginęło tysiące wieśniaków, mieszczan oraz rycerzy. Wojska ubywało, a problemów jak na złość było coraz więcej i nic nie wskazywało na to, że sytuacja odwróci się ku lepszemu. Zwycięstwo Torgena III, wielkiego stratega, stanęło pod znakiem zapytania. W szeregach żołnierzy szerzył się niepokój, ludzie w miastach zaczynali plotkować o rychłej zmianie władcy, jednak sam pan Vergardu nie zwracał na to uwagi i konsekwentnie robił swoje, dążył do zwycięstwa. Musiał działać szybko, ponieważ wojska Beldvika zbliżały się z każdą minutą, a bezpośrednie starcie było tylko kwestią czasu. Syn króla, Angus II dostał polecenie udać się w północną część kraju, blisko morza, w kierunku półwyspu Nejski, by tam uformować oddziały złożone z zawodowego, dobrze wyszkolonego wojska, pojmanej na owych terenach hołoty, ochotnikach, którzy często do wojska trafiają sami w poszukiwaniu sławy, czy też chęci ukrycia się przed wymiarem sprawiedliwości, czy wolnych plemionach, które za godziwą zapłatę chętnie udzielą swego oręża władzy.

Półwysep Nejski

Od samego rana straszny hałas, olbrzymi ruch i pełno wojska. Taki obrazek mogli ujrzeć mieszkańcy półwyspu, na którym zazwyczaj panował spokój. Już dzień wcześniej wydawało się, jakby w karczmach zrobiło się nagle tłoczno, a i ludzie, jakby nowi, inni. Tego też dnia ludzie zaczęli chować swoje zapasy głęboko w piwnicy, córki zamykać w pokojach tylko po to, aby uchronić je przed wojskiem, a właściwie hołotą zdolną do wszystkiego.
Wojsko przemaszerowało błyskawicznie, wszyscy równym tempem, obok siebie, jeden obok drugiego, jeden za drugim. Dopiero za regularną armią cała zgraja, zbieranina. Na przedzie żebracy skuszeni perspektywą otrzymania darmowego jedzenia i alkoholu, a za nimi reszta szumowin i prostaków. Wszystkich prowadził Angus II Torgen, jechał z wypiętą klatką w pięknej lśniącej, srebrnej zbroi na śnieżnobiałym koniu, którego ogon majtał się na prawo i lewo odganiając nieprzyjazne owady, które od natłoku ludzi, brudu i smrodu nagromadziły się na półwyspie w sporych ilościach, jakby również szykowały się do wojny.
Po kilku godzinach Ardgard opustoszał, a wszyscy wojskowi przenieśli się w miejsce docelowe, na ogromne polany, które znajdowały się kilka metrów za miastem. Tam również przeprowadzane są zapisy i każdy kto chciałby dostać się do armii musi udać się właśnie do obozu.
Ten był nadal w stanie surowym, kilka namiotów, ogniska, pełno koni, błota i ciężko pracujących żołnierzy. Tylko do jednego namiotu ustawiła się kolejka, jakby rozdawali w nim złoto za półdarmo.
W samym środku zielonego dość pokaźnych rozmiarów namiotu znajdowało się duże biurko i kilka krzeseł, wszystkie bogato zdobione, chyba dębowe. Na największym krześle siedział mężczyzna, stary, posiwiały, ubrany w czarny, długi płaszcz o bardzo szerokich rękawach. W ręku dzierżył pióro, którym nieustannie coś bazgrał na zwojach papieru. Dookoła stały liczne straże, które pilnowały, aby spokój tego miejsca nie został zachwiany ani na chwilę, lecz często jakiś pijany zawadiaka zmuszał ich do użycia siły. - Ruszać się! , - Do cholery ile można czekać?! – Te i wiele innych wulgarnych słów zdało się słyszeć z tłumu, który był już bardzo znudzony długim oczekiwaniem, a nic nie wskazywało na to, że coś się zmieni.
Na półwysep przybyli nawet bardowie, którzy ochoczo układali pieśni o wojakach idących na wojnę, często też na śmierć, po chwałę i sławę, po wieczne życie dla swego imienia.
"Patrz, to oni,
Dzielni i zdolni,
Idą na wojnę,
Zabiorą dziewką cnotę."
Taką krótką piosnkę wymyślił jeden z wędrownych grajków widząc szeregi zbrojnych, którzy przygotowują swój oręż do boju.
- Myślisz, że mamy szansę wygrać? – zapytał mężczyzna swego brata stojącego na samym końcu kolejki. – Jebać wygraną, spalmy kilka wiosek, zabawmy się z dziewkami i wróćmy cichaczem do domu. – Odparł mu dość głośno, a swą wypowiedzią tylko rozbawił stojących w pobliżu ochotników. Teraz wszystko miało się zacząć. To była ostatnia szansa do odwrotu, ale czy miał on sens?

Opisujecie jak się tu dostaliście i takie tam, aż do momentu wejścia do namiotu, gdzie trwają zapisy. Możecie się zapoznać, porozmawiać.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

11 lis 2013, 18:37

Obserwowała strzałę z sercem łopoczącym w piersi. Szum krwi w uszach narastał z każdą chwilą, dopóki strzała nie osiągnęła celu. Trafiła! Wreszcie mogła nieco odetchnąć z ulgą, zauważywszy, że kolejny z przeciwników pada od ciosu rycerza. Dziękowała Bogu, że tym razem jej się udało. Ulga była jednak tylko tymczasowa, ponieważ nie wiedziała, co zamierza zrobić mężczyzna, którego przypadkiem, Boże! Naprawdę przypadkiem trafiła. Nie wiedziała czy zaoferować mu swoją pomoc, czy zacząć przepraszać, a może uciekać z krzykiem. Żadna z tych sytuacji jednak nie przypadła jej do gustu, szczególnie, że wspomniany wcześniej mężczyzna wcale nie miał przyjaznego wyrazu twarzy. Chciała uciec jak najdalej stąd jednak takie zachowanie w tej chwili wydało jej się całkowicie niestosowne i nieeleganckie, nawet jeżeli znowu powrócił do niej strach przed nieznajomymi. W dodatku wtedy nieznajomy mógł pomyśleć, że specjalnie celowała w niego.
Od rozmyślań odciągnął ją bard, który zaczął pozbywać się treści swego żołądka. Odsunęła się jak najdalej od niego z wyrazem zniesmaczenia na twarzy. Nie rozumiała, co mogło być dla niego aż tak wstrząsające. Według niej, oprawianie zwierząt było dużo bardziej obrzydliwe od paru przypadkowych zwłok w lesie. W dodatku jeszcze takich, które nie dotknęła zgnilizna. Podczas polowań kilka razy zdarzyło jej się znaleźć takie ciała. To akurat mogło obrzydzać. Jednak podczas cofania się przypadkiem znalazła się blisko owego mężczyzny z obnażonym mieczem. Niebezpiecznie blisko. W dodatku minstrel zdołał opanować swój żołądek i wesoło zniknął gdzieś w lesie poza zasięg jej wzroku.
Spojrzała na rycerza pełnym przestrachu wzrokiem. Wyglądała niczym wystraszone zwierzątko, które zaraz omdleje z powodu hiperwentylacji, albo ucieknie jak najdalej z powodu jednego nierozważnego ruchu.
-Czy… czy mogłabym opatrzyć twą ranę? Nie celowałam w Ciebie panie, przysięgam!– Nie wiedziała, co zrobić, nic mądrego nie przychodziło do jej długowłosej głowy. Miała tylko malutką nadzieję, że wyjdzie z tej sytuacji w jednym kawałku. Jeżeli cokolwiek poszłoby nie po jej myśli zapewne zaczęłaby uciekać gdzie pieprz rośnie.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

11 lis 2013, 19:01

Kiedy owy mężny wojownik ruszył na niego, ni z tego, ni z owego, bard zaczął powoli stawiać kroki w tył. Przez chwilę zastanawiał się, co powiedzieć tamtemu, aby przestał iść w jego kierunku z obnażonym kawałem żelaza. Przez chwilę nie mógł nic wydusić. Z zaciśniętym gardłem spojrzał na swojego psa, ale tamten także się cofał. W końcu odzyskał głos i dawny charakter.
Czekaj, dzielny mężu! Sojusznikiem powinieneś mnie zwać, aniżeli wrogiem! Trzymam z tobą, tak jak tamci! – Tutaj pokazał za siebie. Więc możesz łaskawie przestać mierzyć we mnie tym kawałkiem naostrzonego żelaza, jeśli łaska?

Czekał, aż tamten zareaguje. Tymczasem obejrzał się za siebie, na tamtych. Nawet nie zwrócili uwagi na niego. Odprawiali jakieś dziwne gody, czy coś. Kto ich tam wie. Biegali wokół, a uzdolniona łuczniczo dziewka prawie płakała.

Mimo całego burdelu, który tu panował, bard nadal próbował ułożyć balladę. Jego myśli jakby się ze sobą biły. W jednym były zgodne, trzeba było w "Balladzie o lesie, w których czaiło się dużo lisich skurwieli" ująć "legendarne" umiejętności łuczniczki. Zaczął cicho nucić pod nosem.
Owa dzieweczka
Niezła łuczniczka
Ramię woja postrzelone
Jego zemsty niedopełnione

Znów pokręcił głową w namyśle, znów coś mu nie pasowało.

Jak Piotr się czuł w takiej sytuacji, może ktoś spytać. Dziwnie. Po części, jego charakter nie pozwalał mu, aby był smutny, przygnębiony, czy chociażby przestraszony. No, może to ostatnie trochę, ale chwilowo. Szybko odzyskiwał rezon. Trochę cała sytuacja go zniesmaczyła. Planował tylko grać po karczmach, zarabiać, żyć z dnia na dzień tak samo. Ale nie! Oczywiście musiał się przypałętać do jakiegoś gównianego lasku, gdzie atakują go chędożone skurwiele w lisich czapkach. Kurwa.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

11 lis 2013, 19:02

Dziwadło z lutnią uciekło, oba dziwadła w lisich futrach leżały we własnej krwi a co najdziwniejsze, nieznajoma łucznika była sprawczynią śmierci jednego z nich. Adrenalina zaczęła opadać, co spowodowało ze Aran syknął z bólu, kiedy jego ramie o sobie przypomniało. Był ranny w życiu więcej razy niż byłby w stanie policzyć, wiec taką raną zbytnio prócz odruchowej reakcji na pierwsze po chwili przerwy uczucie bólu się nie przejął. Żeby było ciekawiej, w obrzydzeniu spowodowanym grajkiem od siedmiu boleści, kobieta odruchowo cofnęła się, wpadając niemal na niego. Sytuacja była wręcz perfekcyjna, mógł teraz zrobić z nią co chciał. Problem w tym, że teraz sam nie wiedział czego chciał. Tak, był wściekły, problem jednak polegał na tym, że w jego profesji takie okazje nie zdarzały się zbyt często. Sam na sam z urodną dziewką będącą na jego łasce… ta sytuacja mogła się potoczyć całkiem przyjemnie, dla niego przynajmniej.
Oczywiście los nie miał zamiaru mu dać tej szansy, kiedy już chciał złapać i rozbroić łuczniczkę, usłyszał coś co bardzo mu się nie spodobało. Był niemal pewny, że nadciąga kolejna fala lisów, nie miał czasu ani nabić kobiety na stal zimną swojego miecza, ani coś innego, ciepłego. Musiał wrócić do reszty swojego oddziału, jeśli coś z niego zostało po walce, którą słyszał także z ich strony. Dziewka poczeka.
- Jeśli chcesz żyć, weź się w garść i chodź. – Odparł, z wyraźną złością w głosie. Nienawidził uciekać, a w dodatku musiał uciekać z kimś, kogo bardzo chętnie by zabił. Po tych słowach, najzwyczajniej w świecie ruszył biegiem w stronę chaty. Kiedy do niej dotrze, nie czeka go niestety najprzyjemniejszy widok, nieważne czy łucznika za nim pójdzie czy nie, i tak można by ich policzyć na palcach jednej ręki. Wyglądało to bardzo źle.
-Adearin! Ich jest więcej, zostaw barda, bierz co masz i spierdalamy! – Krzyknie do jedynego chyba żywego towarzysza broni, gdy tylko go zobaczy. Mając zamiar następnie ruszyć wraz z nim w stronę przeciwną do tej, z której dochodziły dźwięki zbliżającego się zagrożenia. Szkoda tylko, że nie wiedział o znalezionym żarciu, oby jego towarzysz je zabrał.


//Wiem, chujowo ale nie będe opóźniać już.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

11 lis 2013, 22:39

Już przez chwilę wydawało jej się, że zginie. Prawie całe życie przeleciało jej przed oczami. Widziała, że rycerz jest wściekły. W sumie nie dziwiła mu się, też by była gdyby ją ktoś przypadkiem ustrzelił, niczym jakiegoś kuraka. Chciała się jakoś zrehabilitować w jego oczach, ale nie pozwolił jej na to. Teraz i ona słyszała dziwny szum, huk, przytłumione wrzaski dobiegające z głębi lasu. Zwiastowało to znowu strach i niepewność, co się stanie za chwilę. Chciała znaleźć się jak najdalej stąd, najlepiej we własnym domu, z rodzicami. Teraz zdała sobie sprawę, że ucieczka była głupim pomysłem. Prawie rozbeczała się z tego powodu. Kolejną falę smutku wywołało to, że zostawiła swojego konia, mniej więcej z tej strony skąd nadchodziła kolejna fala, z pewnością, wrogów. Jej ukochany koń!
Musiała jednak zebrać się w sobie, by nie wyjść na głupiego bachora. Umieściła swój łuk na plecach i pobiegła za mężczyzną. Chyba nie miała innego wyjścia niż trzymać się jego, chociaż zazwyczaj, jej niewinny umysł nie podejrzewał nikogo o złe zamiary, to tutaj pojawiła się pewna iskierka nieufności. Jednak jak już wspominała, zostałaby tutaj sama, zdana na łaskę losu. Chyba wolała zdać się na nieznajomego, który do tej pory jej nie zabił. Albo nie robił niczego innego.
Kiedy wydostała się z lasu na polanę. Pierwsze co rzuciło jej się mnóstwo martwych i zakrwawionych ciał poniewierających się na polanie. Po tym zobaczyła równie zakrwawionego, ale żywego mężczyznę. Chyba w dzisiejszym dniu spotkała ich jak nadto. Uciekała przecież od wydania jej za mąż, a tutaj co krok napotyka jakiegoś. Z deszczu pod rynnę jak to powiadają. Rycerz mierzył mieczem w pajaca którego spotkała już wcześniej. Nie życzyła mu dobrze, głównie przez ból który nadal odczuwała w okolicach prawej łopatki. Prawdę mówiąc w myślach życzyła mu jak najgorzej. Nie polubiła go.
Najwyraźniej będzie teraz podróżować z tymi nieznajomymi. Przez jej ciało przeszedł zimny dreszcz strachu. Z nieznajomymi, powtórzyła sobie w głowie. Ta myśl znowu przyprawiła ją o szybsze bicie serca. Wyszła jednak na polanę by jakoś zaakcentować swoją obecność. Nie liczyła na to, że mogłaby im się do czegoś przydać, jednak postanowiła sobie, że nie będzie kulą u nogi.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 265
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

12 lis 2013, 16:28

Młody wojownik miał dość i niezbyt spodobały mu się tłumaczenie napotkanego barda. Zresztą nie przypominał sobie, aby miał sojusznika w ulicznym grajku. Wzniósł miecz w celu zadania śmiertelnego ciosu gdy zza drzew wybiegł Aran. Słabo go znał i nigdy z nim nie rozmawiał. Jednak niewątpliwie należał do jego oddziału. Zamarł z mieczem i nie wiedział zbytnio co zrobić dalej. Dziwiło go, że wylazł ze środka dziczy a w dodatku w towarzystwie grajka i kobiety z łukiem. W to drugie już kompletnie nie chciało mu się wierzyć.
Zaczął podejrzeć, że nie żyje i to wszystko to jakieś pośmiertne omamy. Nic, ale to kompletnie nic nie trzymało się tu kupy. Jednak oprzytomniał, słysząc słowa kompana. Było pewne, że kolejnego ataku dzikusów nie przeżyją. Czasu było cholernie mało, a musieli jeszcze zabrać trochę żarcia z nory. Sam nie da rady wejść do spiżarni i wyjść o własnych siłach, głównie przez nieco rozwalone ramie. Spojrzał na dwójkę nowych kompanów i ściągnął swój płaszcz.
Rzucił go dziewczynie która nie wiedzieć czemu postanowiła wyleźć na sam środek polany, czekając niewiadomo na co.
– Łap to i za mną. – zakomunikował krótko. - Ty tez. – powiedział do barda.
Szybkim krokiem skierował się do wcześniej oglądanej spiżarni i gestem dłoni pokazał ją dwójce.
– Ty wchodź do środka i wybieraj przydatne żarcie. – powiedział ostrym, żołnierskim tonem do grajka. – Ty, je pakuj i zrób z płaszcza prowizoryczny worek. – wskazał tym razem na łuczniczkę. – Ja was ubezpieczam w razie czego. – zakończył ściągając tarczę z pleców.
Jeśli mieli dołączyć do niego i Arana to był najwłaściwszy moment na udowodnienie swojej przydatności. O zachowanie kobiety się raczej nie martwił bo wyglądała jak dziecko zagubione we mgle, nie wiedząc gdzie się znalazła. Natomiast gdyby grajek postanowił nie wykonać polecenia lub psioczyć, chlasnął by go na odlew mieczem który ciągle trzymał w dłoni i sam zlazł do dziury podając łuczniczce jedzenie. Następnie spróbował by się wygramolić z dziury i dołączyć do Arana, poganiając przy tym kobietę. Natomiast gdyby zarządzana przez niego akcja, poszła szybko i sprawnie, podał by rękę bardowi i pomógł wyleźć z dziury. Sam chwycił by płaszcz z jedzeniem i również dobiegł do uciekającego Arana.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 634
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

12 lis 2013, 23:08

Wszyscy znajomi Nornika wiedzieli o nim jedno i mogliby mówić o tym w ciemno nie martwiąc się, że ktoś oskarży ich o składanie fałszywych świadectw – bard był cholernie dziwnym, pokręconym i do pewnego stopnia nierozgarniętym człowiekiem.

Istotnie, Piotrek był dziwakiem, strasznym, a jego dziwactwa można było dostrzec niemal na każdym kroku. Nawet w lesie, gdzie omal nie zginął zajmował się głupotami, składał ballady. Sprawiał wrażenie, jakby zewnętrzny świat się dla niego nie liczy, jakby ważna była tylko jego wyobraźnia i świat przez nią wykreowany gdzieś w jego głowie.
To omal nie doprowadziło go do śmierci z ręki, jakby nie było człowieka, który stał po jego stronie.
Adearin, gdy tylko dostrzegł wyłaniającego się z buszu mężczyznę o wątpliwej posturze od razu, odruchowo zapałał do niego niechęcią, wyciągnął miecz i notabene spróbował go zabić.
Jak trafne jest przysłowie traktujące o tym, że głupi ma zawsze szczęście mógł wiedzieć jedynie sam pan Piotr, który doświadczał tego uczucia chyba nie pierwszy raz, gdy cudem uchodził z życiem.
Czy to podczas wywalania z karczmy, czy teraz, tu, w lesie, w którym wszystko co się rusza czyha na jego głowę.

Adearin zaś zachowywał się dość nieodpowiednio w stosunku do zwłok, bądź co bądź swojego kapitana.

Nie powinno mówić się źle o zmarłych, nawet jeśli rzeczywiście byli bezużytecznymi śmieciami. Mimo że przeszukiwanie ciała nie powinno podchodzić jeszcze pod bezczeszczenie zwłok to wielu osobą, szczególnie duchownym, których tu akurat brakowało, wydałoby się to niesmaczne. Niemniej mężczyzna dokonał tego co sobie postanowił. Mylił się jeśli liczył na odkrycie niezliczonych tajemnic skrywanych pod ubraniem już byłego dowódcy jego oddziału. Odnalazł jedynie niewielki kawałek zwiniętej w rulon kartki.. Niestety nie było czasu na czytanie. Rana, którą doznał w ostatnim pojedynku zaczynała dawać o sobie znać… i to cholernie. Ból przeszywał całe ciało, aż dziw, że młody rycerz był w stanie się poruszać. Znalezienie wody niestety nie jest zbyt proste, szczególnie w takim miejscu toteż nie było czym obmyć rany. Jedynie suche, czyste szmaty, o ile można o takowych mówić w lesie, leżące na ziemi obok zdemolowanego stolika. Prowizoryczny opatrunek powstrzymał krwawienie, jednak pozbycie się bólu było już w rękach kogoś innego. Chyba tylko modły do kogoś wyżej mogłyby pomóc.

Ezebiel, początkowo wyglądająca na słabą łuczniczkę tym razem sprawiła się na medal, a Aran mógł dziękować jej i jej zdolnością, że przeżył to starcie, mimo że wcześniej został przez nią raniony.

Już na pierwszy rzut oka widać było, że jest przerażona, nogi trzęsły się jej niczym galareta, nie wiedziała co zrobić. Pomóc? Uciekać? Tylko gdzie? W lesie zaroiło się od dzikich oddziałów i ciężko byłoby jej samej znaleźć jakieś schronienie. Daren oczywiście nie pozwolił sobie pomóc, odrzucił ją natychmiastowo. Mało brakowało, a pożarłby ją swoim wzrokiem. Był na nią ewidentnie wściekły. Zemsta – jedyna rzecz jaka przez chwilę plątała mu się gdzieś tam w jego wojowniczej głowie. Mimo wszystko dał spokój, odgłosy nadchodzące z głębi lasu, a będące coraz głośniejsze skutecznie zmieniły nastawienie Arana.

Oboje udali się w stronę chatki, pobiegli czym prędzej.

Łuczniczka nadal nie była przekonana co do tego czy dobrze robi idąc za mężczyzną, który bądź co bądź jest do niej nastawiony negatywnie, jednak innego wyjścia nie miała. Piotr Nornik mógł serdecznie podziękować Aranowi za ocalenie życia, bo gdyby nie jego reakcja Adearin najpewniej skróciły go o to i owo, tak że lutnia nie byłaby mu do niczego potrzebna. Jak to ma się z przysłowiami, przeważnie się sprawdzają.

Wojownik, który chwilę wcześniej został powstrzymany przed wykonaniem wyroku na bezbronnym bardzie najwyraźniej poczuł zew przywódcy.

Zaczął wydawać rozkazy, oczywiście ani kobieta, ani artysta nie myśleli się sprzeciwiać. Musieli się spieszyć, dzikie odgłosy były już coraz bardziej wyraźne, a w oddali pomiędzy nimi można było zasłyszeć ryk konia, głośne, przeraźliwe rżenie, jakby ktoś go właśnie zarzynał. Po chwili zmieszało się, jednak z rykiem nadciągających dzikusów i przepadło na zawsze.
Zebrać jedzenia nie mogli zbyt wiele, gdyż większość stanowiły spore jelenie udźce, które nijak do transportu ręcznego się nie nadawały. Mogli zabrać jedynie kilka, a i one były bardzo ciężkie i znacznie opóźniały i spowalniały ucieczkę.
Ucieczka w las powinna zacząć się jak najprędzej. Na polanę zaczynały dolatywać bowiem pierwsze strzały toteż pewnie w kilka chwil dotrą i strzelcy, a to nie wróżyło niczego dobrego.
Przeczekanie w jakiejś kryjówce byłoby dobrym pomysłem, gdyby tylko udało się takową znaleźć…
Niestety na ich drodze nie było nic prócz drzew, wzniesień i dołów. Ranni daleko nie uciekną…
Niech Bóg ma ich w swojej opiece.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

13 lis 2013, 15:34

Kiedy owy wojownik ruszył w bliżej nieokreślone przez niego miejsce, kazał Piotrowi za nim iść. Nie to, aby biedny bard się bał jakiegoś niewychowanego skurwiela. On się tylko bał jego miecza. W duchu podziękował Aranowi, że go od niego uratował. Przy pierwszej lepszej okazji miał zamiar powiedzieć to i owo temu niewychowanemu wojownikowi. Pod nosem wymruczał wiązankę przekleństw tak, aby tamten nie słyszał i ruszył za nim.

Okazało się, że zmierzają do jakiejś nory. Jak powiedział skurwiel, była to spiżarnia. Kazał im do niej wejść. On miał wybierać jedzenie. Miał zamiar to zrobić, ale najpierw chciał zamienić kilka słów z wojem.
-Możny wojowniku, czy mogę mieć do ciebie prośbę? Chciałbym, abyś przestał być niemiły, i zaczął traktować mnie z szacunkiem. To, że nie wybrałem twojej ścieżki, która polega na rąbaniu po głowach wszystkich, nawet sojuszników, jak się okazało, nie oznacza, że jestem zły.

Nie czekając na odpowiedź tamtego, wgramolił się do nory. Kiedy był obok dziewki, odezwał się do niej.
-Hej, łuczniczko! Jak ci się podoba moja ballada? – Po czym mrugnął do niej.
Kiedy wszedł do owej spiżarni, zaczął ją przeszukiwać. Wszystko, co było zdatne do zjedzenia, podawał dziewce.

Chciał pomóc. Wiedział, że na wojnie nie jest zbyt przydatny, ale bard często się przydaje do podniesienia morali. Niestety, od czasu do czasu trafiały się takie skurwiele jak ci dwaj. Zero szacunku, zero wychowania, tylko bluzg za bluzgiem, i myślą, że mogą wydawać innym rozkazy. Piotr nienawidził tego typu ludzi.

Przeraziły go, nawet bardziej niż owy miecz, odgłosy nadciągających wrogów. Z tego wnioskował, że było ich dużo. Za dużo. Była ich czwórka, z czego tylko trójka umiała walczyć. Nie wiedział, czemu się na nich uwzięli, ale prawdą było, że nie mieli z nimi szans. Kiedy usłyszał świst strzał, zaczął gramolić się z nory. Nie mieli więcej czasu, zamierzał po prostu zaproponować, aby stąd spierdalali. Nie było dobrym pomysłem, aby stać tutaj, kiedy wszyscy wrogowie nadejdą. Czekał na rękę wojownika.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

13 lis 2013, 17:08

Aran naprawdę zastanawiał się, której części słowa "spierdalamy" Adearin nie zrozumiał, kiedy ten zaczął wydawać grajkowi i łucznicze, która jednak postanowiła do nich dołączyć jakieś polecenia. Niestety, skutkiem ubocznym jego działań było uratowanie grajkowi życia, co nie szczególnie go w tej chwili interesowało. Po chwili jednak wraz z pierwszą strzałą wpadającą na polanę dotarło do niego, że zajmowali się oni żarciem. Cała ta sytuacja nabrała trochę przyjemniejszych barw, przynajmniej na ułamek sekundy, po którym dotarła do niego smutna prawda – za cholerę nie będą w stanie uciec w ich stanie. To już nawet nie była kwestia balastu w postaci grajka i prowiantu, to była kwestia zmęczenia i ran po walce. Ich przeciwnicy byli gotowi do walki i przewyższali ich liczebnie w niewiadomym stopniu, ucieczka była samobójstwem. I tak by ich dogonili.
- Ta cała sytuacja to jakiś pierdolony żart. – Powiedział na głos sam do siebie, podsumowując ich nadchodzącą śmierć. Mieli chyba tylko jedną opcję – schować się. Pytanie tylko gdzie? Chatka była zbyt oczywista i dzikusy raczej nie były na tyle głupie by do niej nie zajrzeć. Mogli się schować w spiżarni, problem polegał tylko na tym, że ta też była na widoku. Hm, czy aby napewno? W końcu obecna mgła skutecznie utrudniała widoczność. Aran wpadł na szalony pomysł, na tyle szalony, że mógł równie dobrze ich uratować lub zabić. Nie mieli oni jednak szczególnego wyboru.
- Kurwa, zmieniam zdanie. Za cholerę im nie uciekniemy w naszym stanie. Musimy się ukryć, jeśli nikt nie ma lepszego pomysłu to proponuję spiżarnię. W tej mgle może ją przeoczą. – Oznajmił, prezentując swój szalony plan. Prawdę mówiąc, nie oczekiwał, że inni się zgodzą, nie bardzo go to jednak obchodziło. Niech sobie uciekają, dziwadła, które na nich polowały będą miały przynętę, która ich od niego odciągnie.

//Macie chujowego posta, ja idę się uczyć.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

13 lis 2013, 18:38

Chyba najlepiej czuła się gdy miała jasno sprecyzowany cel. Nie musiała się zastanawiać co ma zrobić, czego ma nie robić. Z milczeniem przyjęła rozkaz i złapała rzucony jej płaszcz. Zdeterminowana i gotowa do działania ruszyła za mężczyznami, jednak w pewnej chwili usłyszała słowa które wytrąciły ją na chwilę z równowagi. Nie było w jej charakterze zachowywać się w ten sposób, a w dodatku jeszcze tak mówić do drugiego człowieka, ale chyba dzisiejsze zajścia zupełnie pozbawiły ją wcześniejszego wychowania i ogłady.
-Jak śmiesz?!- wysyczała do człowieka z lutnią.– uratował dzisiaj twoją głupią dupę przed śmiercią z rąk tych dzikusów, a ty dalej masz do niego jakieś pretensje?
Po czym dalej śmiertelnie oburzona zabrała się za pakowanie płaszcza prowiantem który rzucał jej bard. Nawet nie chciało jej się komentować tej głupiej zaczepki z balladą. Jak on mógł w takim momencie myśleć o czymkolwiek innym, oprócz tego jak nie dać się zabić?
Gdy pierwsze strzały zaczynały docierać na polanę zrobiło się jej nieprzyjemnie. Bardzo nieprzyjemnie. Odczuwała ogromną chęć ucieczki gdzieś daleko, jak najdalej stąd, jednak powstrzymała tę chęć i twardo trwała przy swoich tymczasowych towarzyszach. Jeżeli mieliby uciekać, uciekłaby razem z nimi. Gdyby wybrali dziwny pomysł schowania się w spiżarni, wskoczyłaby tam razem z resztą. Nie miała niczego innego do wybory, bo gdyby zostałaby sama prawdopodobieństwo śmierci zamieniłoby się w smutną przyszłość.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 265
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

13 lis 2013, 19:40

Adearin zacisnął zęby ze złości słysząc jazgot grajka. Czy tego typu ludzie nigdy nie wiedzą kiedy należy zamknąć ryj na kłódkę i posłusznie wykonywać polecenia? Najwyraźniej nie. W duchu modlił się aby kiedyś przyszły czasy gdy służba wojskowa będzie obowiązkowa. To nauczyło by tych wszystkich gryzipiórków co to znaczy prawdziwe życie. Z najwyższym trudem opanował się gdy ten prosił go o okazanie szacunku. Chyba wszyscy istniejący bogowie tego świata trzymali jego rękę, aby ta nie powędrowała ku twarzy Piotra. Zamknął oczy i nie odzywając się patrzył jak idzie im robota. Cicho liczył, że może jakaś zbłąkana strzała dosięgnie grajka, tak jak jego poprzedniego kompana który znajdował się dokładnie w tym samym dole.
Niestety, nie mógł długo tak stać bo rana sprawiała coraz to większe kłopoty. Schował w końcu miecz i złapał się za rozwalone ramie. Czuł jak rana pulsuje, a krwotok nie chce ustać. Miał naprawdę przejebane. Jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji było zszywanie na żywca przez kogoś kto zapewnie nie miał o tym bladego pojęcia, co nie napawało go zbytnim optymizmem. W dodatku, aby kogoś zszywać trzeba było mieć do tego przybory. On oczywiście ich przy sobie nie miał, Aran zapewne też. Jedyną nadzieją była łuczniczka, bo na barda też nie miał co liczyć.
Z pierwszymi strzałami on również zaczął wątpić w powodzenie misji. Ucieczka w takim stanie raczej była niemożliwa. Plan Arana był dobry. W tej mgle, o której istnieniu jakoś zapomniał, powinni mieć szansę na ocalenie życia. Martwił się tylko, czy aby we czwórkę wszyscy wejdą do dziury, a jeśli już, to czy pies grajka ich nie zdradzi.
Nie czekając długo wlazł z powrotem do dziury i przykrył się tarczą. Kątem oka spojrzał na kobietę, która widocznie również została wyprowadzona z równowagi. Nie dziwił jej się i tylko czekał, aż ta strzeli w mordę zalotnemu muzykowi. Dalej zaciskając zęby zaczął odmawiać w myślach wszystkie znane mu modlitwy. Jako, że nie znał ich wielu to już po chwili wszystkie się powtórzyły a on sam stwierdził, że to chyba nie wystarczy i należy liczyć na zwykłe szczęście. Oby tylko kundel ich nie zdradził.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 20 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.