Być jak bohater

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 632
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Być jak bohater

28 cze 2013, 11:27

Wieści.

Dla Vergardu nastały trudne czasy, niektórzy zaryzykowaliby stwierdzenie, że są to najcięższe chwile jakie nadeszły podczas panowania Falryka III Torgena. Istotnie. Każda wojna, którą rozpoczynało wielkie królestwo Vergardu, zwane też krajem lwa, była z góry wygrana, a straty, które ponosiło państwo były naprawdę niewielkie. Wojna, która zaczęła się wraz z poślubieniem przez Falryka Ilizy zebrała ogromne żniwo. Zginęło tysiące wieśniaków, mieszczan oraz rycerzy. Wojska ubywało, a problemów jak na złość było coraz więcej i nic nie wskazywało na to, że sytuacja odwróci się ku lepszemu. Zwycięstwo Torgena III, wielkiego stratega, stanęło pod znakiem zapytania. W szeregach żołnierzy szerzył się niepokój, ludzie w miastach zaczynali plotkować o rychłej zmianie władcy, jednak sam pan Vergardu nie zwracał na to uwagi i konsekwentnie robił swoje, dążył do zwycięstwa. Musiał działać szybko, ponieważ wojska Beldvika zbliżały się z każdą minutą, a bezpośrednie starcie było tylko kwestią czasu. Syn króla, Angus II dostał polecenie udać się w północną część kraju, blisko morza, w kierunku półwyspu Nejski, by tam uformować oddziały złożone z zawodowego, dobrze wyszkolonego wojska, pojmanej na owych terenach hołoty, ochotnikach, którzy często do wojska trafiają sami w poszukiwaniu sławy, czy też chęci ukrycia się przed wymiarem sprawiedliwości, czy wolnych plemionach, które za godziwą zapłatę chętnie udzielą swego oręża władzy.

Półwysep Nejski

Od samego rana straszny hałas, olbrzymi ruch i pełno wojska. Taki obrazek mogli ujrzeć mieszkańcy półwyspu, na którym zazwyczaj panował spokój. Już dzień wcześniej wydawało się, jakby w karczmach zrobiło się nagle tłoczno, a i ludzie, jakby nowi, inni. Tego też dnia ludzie zaczęli chować swoje zapasy głęboko w piwnicy, córki zamykać w pokojach tylko po to, aby uchronić je przed wojskiem, a właściwie hołotą zdolną do wszystkiego.
Wojsko przemaszerowało błyskawicznie, wszyscy równym tempem, obok siebie, jeden obok drugiego, jeden za drugim. Dopiero za regularną armią cała zgraja, zbieranina. Na przedzie żebracy skuszeni perspektywą otrzymania darmowego jedzenia i alkoholu, a za nimi reszta szumowin i prostaków. Wszystkich prowadził Angus II Torgen, jechał z wypiętą klatką w pięknej lśniącej, srebrnej zbroi na śnieżnobiałym koniu, którego ogon majtał się na prawo i lewo odganiając nieprzyjazne owady, które od natłoku ludzi, brudu i smrodu nagromadziły się na półwyspie w sporych ilościach, jakby również szykowały się do wojny.
Po kilku godzinach Ardgard opustoszał, a wszyscy wojskowi przenieśli się w miejsce docelowe, na ogromne polany, które znajdowały się kilka metrów za miastem. Tam również przeprowadzane są zapisy i każdy kto chciałby dostać się do armii musi udać się właśnie do obozu.
Ten był nadal w stanie surowym, kilka namiotów, ogniska, pełno koni, błota i ciężko pracujących żołnierzy. Tylko do jednego namiotu ustawiła się kolejka, jakby rozdawali w nim złoto za półdarmo.
W samym środku zielonego dość pokaźnych rozmiarów namiotu znajdowało się duże biurko i kilka krzeseł, wszystkie bogato zdobione, chyba dębowe. Na największym krześle siedział mężczyzna, stary, posiwiały, ubrany w czarny, długi płaszcz o bardzo szerokich rękawach. W ręku dzierżył pióro, którym nieustannie coś bazgrał na zwojach papieru. Dookoła stały liczne straże, które pilnowały, aby spokój tego miejsca nie został zachwiany ani na chwilę, lecz często jakiś pijany zawadiaka zmuszał ich do użycia siły. - Ruszać się! , - Do cholery ile można czekać?! – Te i wiele innych wulgarnych słów zdało się słyszeć z tłumu, który był już bardzo znudzony długim oczekiwaniem, a nic nie wskazywało na to, że coś się zmieni.
Na półwysep przybyli nawet bardowie, którzy ochoczo układali pieśni o wojakach idących na wojnę, często też na śmierć, po chwałę i sławę, po wieczne życie dla swego imienia.
"Patrz, to oni,
Dzielni i zdolni,
Idą na wojnę,
Zabiorą dziewką cnotę."
Taką krótką piosnkę wymyślił jeden z wędrownych grajków widząc szeregi zbrojnych, którzy przygotowują swój oręż do boju.
- Myślisz, że mamy szansę wygrać? – zapytał mężczyzna swego brata stojącego na samym końcu kolejki. – Jebać wygraną, spalmy kilka wiosek, zabawmy się z dziewkami i wróćmy cichaczem do domu. – Odparł mu dość głośno, a swą wypowiedzią tylko rozbawił stojących w pobliżu ochotników. Teraz wszystko miało się zacząć. To była ostatnia szansa do odwrotu, ale czy miał on sens?

Opisujecie jak się tu dostaliście i takie tam, aż do momentu wejścia do namiotu, gdzie trwają zapisy. Możecie się zapoznać, porozmawiać.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 632
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

17 lis 2013, 22:29

Leśni wojownicy nadciągali z niewiarygodną jak na ludzi prędkością. Ktoś szalony mógłby stwierdzić, że dzikusy to w ogóle nie są ludzie, a dzieci demona zwanego niegdyś matką naturą.

Tak mawiały legendy, które niosły się z ust do ust ludzi całego Vergardu. Istotnie, najeźdźcy nie zachowywali się jak cywilizowani ludzie, napadali i zarzynali bezwzględnie nie dając nikomu najmniejszej szansy. Lecz skąd wzięli się w tym lesie? Co ich tutaj przywiało? Tego prawdopodobnie bardzo ciężko będzie się dowiedzieć, a może nigdy nie będzie to nikomu dane…

Czwórka bohaterów nie była w najkorzystniejszej sytuacji. Ścigani, ranni, głodni i potwornie zmęczeni nie mogli uciekać, nie byliby w stanie na dłuższą metę stawić czoła zdeterminowanemu, żądnemu krwi pościgowi.

Musieli wymyślić coś innego. Las nadal pokryty był mgłą, lecz nie tak gęstą jak jeszcze godzinę temu, gdy wszyscy żyli, a jedyną niedogodnością był coraz bardziej doskwierający głód.
Aran, mimo że ranny nadal potrafił trzeźwo myśleć i prawdopodobnie znalazł rozwiązanie największego z ich problemów, prawdopodobnie, bo nie mógł przewidzieć jak to wszystko się zakończy. Nie potrafił przewidzieć ruchów przeciwnika, co zrobi, gdy dotrze na polanę, czy odnajdzie ich tymczasową dziuplę. Ezebiel jak i pan Nornik nie protestowali i błyskawicznie zatopili się w ciemnej dziurze, do której chwilę później, po pewnym namyśle wskoczył również Adearin, który miał chyba największe problemy zdrowotne z całej grupy. Jego rana potwornie krwawiła, bez pomocy długo nie pociągnie. Daren również potrzebował pomocy, ale jego dziura w ręce nie sprawiała, aż tak wielkich problemów. Aż dziw bierze, że jeszcze nie zemścił się na wątpliwej jakości łuczniczce.
Pies Piotrka niestety nie mógł wskoczyć za swym panem do małej, ukrytej w ziemi spiżarki, gdyż zwyczajnie nie było tam dla niego miejsca. Musiał poradzić sobie sam, tylko czy da radę…

Dzicy zbliżali się, byli już tylko kilkanaście metrów od polany, byli już tuż, tuż, a gdy tłumnie wpadli przed zrujnowaną chatkę narobili sporego hałasu.

Przestraszony pies barda uciekł w głąb lasy, uciekając omal nie zginął od włóczni, która poleciała w kierunku niego.
Słychać było jak ziemia się trzęsie, musiało ich być co najmniej kilkudziesięciu skoro narobili takiego rabanu. Trwało to niespełna kilkanaście minut po czym wszystko ucichło tak szybko jak się zaczęło. Dookoła nie było słychać żadnego szumu, tupotu stóp, czy drgania ziemi. Wszędzie było cicho i spokojnie… jak na wojnie.
Wyjście z dziury było już na tyle bezpiecznie, że bohaterowie owej straszliwej przygodny mogli już spokojnie wyjść na powierzchnię.

Mgła praktycznie całkowicie zanikła, a poprzez korony drzew przebijały się delikatne promienie słoneczne oświetlając, niektóre miejsca w lesie jak i niemal całą polanę, na której na próżno było szukać ciał napastników.

Zwłoki dzikusów, jakby rozpłynęły się w powietrzu, prócz krwi nie pozostało po nich zupełnie nic. Wyglądało to tak, jakby armia dzikusów, która przybyła nieco za późno pozbierała ciała swoich martwych, rozpłatanych przez równie martwego przeciwnika.
Przynajmniej zrobiło się mniej krwawo…
Ezebiel, bard i dwóch wojaków, samotni, zagubieni w lesie, bez żadnego planu, bez żadnego celu. Czy na pewno?
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

18 lis 2013, 18:29

Kiedy Piotr zaczął wchodzić do dziury, chciał zabrać ze sobą psa. Nawet nie pomyślał o tym, aby zostawić odwiecznego towarzysza. Jednak tamten, spanikowany, uciekł w las. Bardowi nie pozostało nic, prócz nadziei, że jeszcze kiedyś spotka swojego ukochanego psa. Nie powstrzymał się, oczywiście. Zaczął rzucać kąśliwe uwagi do łuczniczki. Co ona sobie myślała? Przecież ten gość wcale ich nie uratował. Nie omieszkał powiedzieć tego na głos.

Dzicy zbliżali się, a więc Nornik przyspieszył tempo. Po chwili znalazł się w środku. Rozejrzał się po skromnej spiżarni. Kiedy już wszyscy tu byli, cicho spytał, czy da się tą dziurę jakoś zasłonić. Czuł, jak wiele nóg depcze trawę nad nimi. Musiało ich być naprawdę dużo. Może nawet setka? Ale co oni, biedni, mogli zrobić? Musieliby mieć wielkie szczęście, aby tamci ich nie znaleźli. Bard był blisko od biegania w kółko i krzyczenia "WSZYSTKICH NAS POŻRĄ!". Wątpił, że przeżyłby taką akcję. Głównie z trzech powodów, które siedzą obok niego.

Czuł się trochę skrępowany. Nie było tu dużo miejsca, wszyscy musieli się upchać na małej przestrzeni, co komfortowe bynajmniej nie było. Przynajmniej mieli co jeść, jakby dzikusy miały plan robić oblężenie dziury. Spojrzał po wszystkich. Najbardziej chyba nielubił łuczniczki, po jej ostatniej wypowiedzi. Jaka pyskata! Resztę miał w dupie. Niby tacy wojownicy, a tylko do słabszego barda mocni. Ciekawe co by było, gdyby mieli dać popis przed publicznością. Zastygli by, nie wiedząc, co robić. Nie mogli zrozumieć, że on tak się czuje na wojnie?

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

18 lis 2013, 19:31

Aran nie był w stanie uwierzyć, że jego szalony pomysł naprawdę zadziałał. Jakby tego było mało, zastanawiał się też, jakim cudem tak długo się powstrzymał od wyładowania się na łuczniczce, chyba instynkt samozachowawczy przeważył nad złością. Zamiast planować zemstę na niewiaście, prawie cały czas patrzył na zachowanie barda, o którego obawiał się, że spanikuje i zacznie krzyczeć, zanim tamci sobie pójdą. Odgłosy z góry faktycznie mogły człowieka napełnić strachem najodważniejszego męża, ziemia aż się trzęsła w rytm marszu ich wrogów.
Wojak nie miał zamiaru bezczynnie siedzieć, byli w końcu w spiżarni. Kiedy na górze przechodził oddział lisowatych dziwadeł, on po prostu złapał najbliższy kawałek mięsa i zaczął go jeść, zaspokajając głód i regenerując siły. Robił to jednak powoli, stając się nie wydać z siebie żadnego dźwięku, zwłaszcza mlaskania. Jakoś mu się to najwidoczniej udało, wróg przeszedł, nie zauważając ich a z góry zaczęło do ich dziury świecić słońce. Teraz powinni się wygramolić na górę i zastanowić co zrobić, opatrzyć rany i tak dalej. Problem polegał na tym, że Aran miał o wiele lepszy pomysł co zrobić.
Żołdak zamierzał podejść do łuczniczki, złapać ją za gardło, przycisnąć do ściany i pełnym złości i agresji głosem wykrzyczeć. - Słuchaj kurwo. Wiem, że na polu walki bywa różnie, dlatego dam ci jedną szansę. Spójrz mi w oczy i powiedz, że ten postrzał nie był celowy. – Gdy przedstawi swoje żądanie, dociśnie ją do ściany jeszcze mocniej by nadać swojej groźbie realności. Nie żartował, jeśli zobaczy w jej oczach choć cień wątpliwości, to się źle skończy.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

19 lis 2013, 18:27

Gdy wskoczyła do środka okazało się, że w spiżarni było dużo mniej miejsca niż wcześniej myślała. Przestrzeń przy okazji odbierały jej sylwetki trzech mężczyzn którzy znajdowali się w tej dziurze razem z nią. Wycofała się pod najdalszy regał obserwując ich z niepokojem, a to patrząc się na sufit, skąd pochodziły co raz to bardziej niepokojące dźwięki. Strach prawie ją paraliżował, nie była w stanie nawet pisnąć. Cała jej odwaga, która wcześniej umożliwiała jej w miarę trzeźwe i skuteczne myślenie. Skuliła się pod regałem, usiłując przetrwać te okropne minuty, które ciągnęły się niczym wieki. W jej myślach przewijały się wszystkie modlitwy, których nauczyła się jako dziecko. Błagała o to żeby tylko udało im się przeżyć. Wszystkim, nawet temu okropnemu, niewdzięcznemu grajkowi.
Nie wiedziała co ze sobą zrobić, po prostu siedziała na klepisku, zajęta własnym przerażeniem. Wtem wszystko umilkło, nawet szczekanie nieszczęsnego psa. Zapanowała prawie idealna cisza, w porównaniu ze wcześniejszy hukiem zbliżających się wrogów. Uniosła głowę z chwilowym przypływem nadziei na lepsze jutro. Zaczęła niepewnie podnosić się z podłogi, by zostało jej to przerwane przez jednego z wojowników.
Trudno było mówić, a co dopiero krzyknąć z dłonią zaciskającą się na jej gardle. Z jej ust wydobył się tylko cichy pisk, na pół zaskoczenia, pół przerażenia. Spojrzała z przestrachem na rycerza, próbując w tym samym czasie skupić się na wykrzyczanych przez niego słowach, by odpowiedź na nie była prawdziwa, a przynajmniej taka która pozwoli jej na przeżycie.
-Nie… Nie zrobiłam tego specjalnie!- udało jej się powiedzieć na tyle głośno by postrzelony przez nią rycerz usłyszał.– To był przypadek- wyszeptała na wydechu, ledwo mogąc nabrać powietrza w płuca. Nerwowo patrzyła na jego twarz, drżąc niczym osika.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 263
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

20 lis 2013, 17:27

Gdy Adearin wlazł już do dziury, zamknął oczy i oczekiwał najgorszego. Mimo tego, że się modlił, to sam nie wierzył w to, że przeżyją. Słyszał okropny hałas, jakby cała armia dzikusów właśnie przechodziła. Nie uwzględniał innej możliwości, niż rychłe odkrycie ich kryjówki. Gdy już wszystko ucichło, odetchnął jakby z ulgą. Rozejrzał się po bokach i nieco zdziwił. Aran w najlepsze zajmował się posiłkiem, jakby zupełnie nie czuł powagi sytuacji. Bard i łuczniczka za to byli nie mniej wystraszeni niż przedtem.
W końcu trzeba było wyjść z dziury, co niezbyt cieszyło Adearina. Zranione ramie niemiłosiernie krwawiło, przysparzając tym samym masy kłopotów. On sam nie chciał wyjść na najsłabszy element drużyny, prosząc o jakąkolwiek pomoc przy wyjściu. Dobył noża myśliwskiego i zdrową ręką wbił go w trawę nad dziurą. Resztkami sił starał się wygramolić ze schronienia o własnych siłach pomagając sobie wbitym wcześniej nożem.
Gdy ta sztuka już mu się udała, usiadł na skraju spiżarni tak aby nogi swobodnie opadały do środka. Dopiero po dłuższej chwili zobaczył, ze trupów nie ma. Z całej masy martwych ciał, została tylko krew. Chwilę siedział i wpatrywał się w to wszystko z opuszczoną szczęką, nie wiedząc co robić dalej. Ze zdumienia przecierał oczy i klepał się po twarzy. Znów zaczął podejrzewać, że to jakieś pośmiertne wizje. Niestety ale żył nadal i to co miał przed oczami było prawdziwe. Z osłupienia wyrwał go krzyczący Aran. Jakby odgarniając obecny widok, spojrzał do dziury i westchnął.
– Aran, zostaw. – powiedział, odwiązując swój prowizoryczny opatrunek. – Chyba mamy większe problemy. – dodał wskazując na łąkę.
Niezależnie od tego czy kompan usłuchał by prośby, wyszukał by znaleziony wcześniej zwitek papieru i dał mu do przeczytania.
– To było przy naszym kapitanie. Przeczytaj. – zakomunikował krótko.
Mógłby sam to przeczytać, jednak teraz nie miał na to czasu. Ważniejszą dla niego sprawą była jego ręka, która nie dawała o sobie zapomnieć. Zaciskając zęby z bólu odrzucił opatrunek i przyjrzał się ranie. Wiedział, że musi to zrobić. Chwycił bukłak z gorzałką i odkorkował go. Najpierw upił solidny łyk, a później rozlał cześć na ranę. Z bólu wpił palce w ziemię i zagryzł zęby tak, że czuł iż te trochę się ukruszyły. Gdy minęła pierwsza fala bólu, znów napił się trunku. Nie do końca wiedział czy ten zabieg coś da, ale musiał być dobrej myśli. Wylał resztę alkoholu i cisnął pusty bukłak gdzieś w krzaki żeby rozładować falę złości ogarniającą jego ciało.
– Dobra kobieto, była byś tak miła i znalazła kawałek czystej szmaty? Mam tu mały problem z ręką. – zwrócił się do łuczniczki, licząc na jej pomoc.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 632
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

20 lis 2013, 22:05

Przerażeni i bezbronni, siedzieli w małej, ciasnej dziurze pośrodku ogromnego lasu, w którym, aż roiło się od nieprzyjaciół, od wrogo nastawionych dzikusów, którzy tylko czekali na to, aby Ci wychylili swe głowy z kryjówki prosto pod ich ostre niczym brzytwa miecze.

Bohaterowie, jednak nie byli na tyle głupi by przedwcześnie wychodzić na zewnątrz. Dopiero z nadejściem świtu, pierwszych blasków słońca, gdy ciemna noc zamieniła się w piękny jasny poranek, gdy mgła opadła, a lisy odeszły postanowili wystawić nos z pozornie lichego ukrycia.
Bard o dziwo siedział bardzo cicho, nie mówił za wiele, mimo że przez cały czas był śmiertelnie przerażony. Nie ułożył żadnej pieśni, chyba strach przyćmił mu umysł twórczy. Może to i dobrze? Adearin i Aran nie przepadali za jego balladami, tak samo jak za nim i mówiąc krótko nie próbowali ukrywać tego w żaden sposób. Przypuszczalnie, gdyby teraz ułożył jakąś wzniosłą pieść nie zostałby nawet skarcony wzrokiem, gdyż obaj wojacy zajęci byli sobą. Daren nawet dobrał się do gardła łuczniczki, jednak nie w celach przyjemnych, przynajmniej dla niego, a w celu odebrania tego co mu się należy. Może najzwyczajniejszych w świecie przeprosin. Wątpliwym było, że w normalnej sytuacji to by mu wystarczyło, jednak na ten moment to było jedyne co mógł zrobić. Nie mógł jeszcze bardziej osłabiać swoich szans na przeżycie zabijając bądź co bądź swojego towarzysza, jakikolwiek by nie był.

Ezebiel nie dość, że przestraszona całą tą sytuacją, atakiem dzikich, potwornym widokiem śmierci, ogromnej liczbie trupów leżącej dookoła to jeszcze Aran…

Najwyraźniej nie zauważył, że postrzelenie go było całkowicie przypadkowe i kobieta musiała mu się tłumaczyć, zapewniać, że to był czysty niefart. Oby tylko jej spojrzenie i wszystkie wypowiedziane słowa wystarczyły wojownikowi, bo na tak małej przestrzeni trudno byłoby się jej w jakikolwiek sposób obronić, tym bardziej, że prócz Adearina, który rzucił w stronę Arana dwa w sumie niepotrzebne słowa nikt nie był w stanie jej pomóc. Piotr raczej nie był typem wojownika, przynajmniej nie na małej przestrzeni, gdzie przeciwnik ma cię na wyciągnięcie ręki, silnej ręki, acz rannej.

Wygramolenie się z dołu, który wbrew pozorom dla rannego człowieka, nawet mężczyzny, mógł wydawać się bardzo głęboki.

Adearin mimo wszystko poradził sobie z tym wyzwaniem prawie doskonale. Prawie, bo wciągając się na górę przy użyciu noża strasznie się zabrudził, a drobinki piasku dostały się nawet do ranny powodując dość ostry ból. Chłopak miał chyba dziś dzień konia, gdyż co róż wpadał na pomysły godne prawdziwego uczestnika średniowiecznej szkoły przetrwania. Dezynfekcja rany przy pomocy alkoholu na pewno mu nie zaszkodziła, lecz mimo to spowodowała ogromny ból, byłby o wiele większy, gdyby nie częściowe znieczulenie.

Wszyscy byli już na zewnątrz, promienie słońca coraz bardziej dawały im się we znaki trafiały prosto w ich twarze powodując, że chwilami nic prócz jasnego światła nie widzieli.


Adearin przekazał swojemu kompanowi z oddziału zawiniątko papieru, bardzo sponiewierane i powyginane we wszystkie strony świata. Żeby to odczytać trzeba by być naprawdę dobrym grafologiem. Niestety w pobliżu, być może nawet w promieniu najbliższych kilkuset kilometrów takowego nie było, więc drużynie tak czy siak musiał wystarczyć Daren, który aktualnie ową karteczkę posiadał. Już samo rozwinięcie jej mogło sprawić brudnemu i rannemu wojownikowi masę problemów, a co dopiero odczytanie zabrudzonego krwią i błotem kawałka papieru.
Gdy po kilku krótszych, a raczej dłuższych chwilach pełnych pasjonującej walki ze skrawkiem zapisanego gęsim piórem papirusu udało się go wreszcie dostatecznie dobrze otworzyć, aby był zdatny do przeczytania oczom wojownika ukazał się tekst pisany ręką samego Angusa II.

Oto jakie przesłanie zawierał:

________________________________________________________________________________________

"Ja, głównodowodzący Torgeńskiej armii – Angus II, pragnę przydzielić Tobie i Twojemu oddziałowi bardzo ważne zadanie, od którego zależy bardzo wiele, a może nawet istnienie całego Vergardu. Przeprawisz się, zatem przez lasy Arskie, aż do samego królestwa Cartyjskiego. Tam w Kamenie, jednym z miast znajdujących się za południowo-wschodnią częścią lasów, odnajdziesz człowieka imieniem Buliden i ze wszystkimi swymi ludźmi, w każdy możliwy sposób wesprzesz go i jego wojska, które lada moment przystąpią do powstania.
Niżej podpisany Angus II Torgen."

________________________________________________________________________________________

Wydawałoby się, że rozkaz jest prosty i jasny, jednak nie przewidywał nieprzewidywalnego. Nie mógł przecież przewidzieć ataku dzikusów, gdyż te nigdy wcześniej nie zdarzały się w tych rejonach.


Cóż, z licznego oddziału pozostało tylko dwóch wojowników, bard i łuczniczka. Czy mogą przydać się powstańcom? Czy będą w stanie zapisać się na kartach historii Vergardu, być może i całego świata?
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

21 lis 2013, 12:39

// Równe 10 min. na posta. Challenge accepted.

Kłamać można na wiele sposobów, słowami, gestami, mimiką, wbrew pozorom nawet oczy mogą kłamać. Są jednak rzeczy które mogą być wyłącznie szczere, jak na przykład strach. Ten w przypadku łuczniczki, na jej szczęście, był szczery.
- Następnej szansy nie będzie. – Powiedział, puszczając przerażoną dziewkę, uprzedzając ją co sie stanie jeśli taka sytuacja by się powtórzyła. Przynajmniej dzięki tej sytuacji trochę się wyładował, co nieświadomie planował zepsuć Adearin, dając mu do przeczytania tragicznie napisaną notkę z rozkazami, zabraną z ciała ich pożal sie boże kapitana.
- Co kurwa?! – Krzyknał po przeczytaniu świstka papieru. – Według tego mieliśmy się niepostrzeżenie przedrzeć do jakichś partyzantów i wspomóc ich powstanie. Zajebiście wyposażyli to "niezwykle ważne zadanie". Jeszcze do niedawna zdychaliśmy z głodu a teraz zostało nas dwóch. Jeśli wrócimy do naszych to mamy przejebane, idąc dalej zapewne też. Pierdolę tą wojne. – Aran bardzo ładnie podsumował sytuację, po czym rzucił notatkę na ziemię w złości i postanowił że najlepszym torem działania będzie sięgnięcie po ukrytą piersiówkę i wypicie połowy jej zawartości na jeden raz. Dlaczego połowy? Otóż drugą połową zamierzał potraktować ranę zafundowaną mu przez łuczniczkę, zaciskając wpierw zęby żeby nie wydać z siebie zbyt głośnego odgłosu.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

21 lis 2013, 23:21

Ulga jaką odczuła była wprost niewyobrażalna. Powstrzymała łzy cisnąc się do oczu i stanęła pewniej na nogach. Usłyszała z góry, jak wojownik potrzebuje jej pomocy. Zebrała się w sobie i tak szybko jak mogła przeszukała spiżarnię, znajdując kilka lnianych szmat. Najpierw rzuciła je mężczyźnie, a później z niemałym trudem wygramoliła się z dziury.
Gdy miała jasno sprecyzowany cel działania, robiła to prawie bez zastanowienia, wprawnymi, pewnymi ruchami. Teraz gdy wiedziała, że widmo śmierci oddaliło się na dalszy plan, prawie całkowicie się uspokoiła. Strach już nie paraliżował, prawie go nie było. Przeszło jej przez myśl, że jeżeli przeżyje przedzieranie się przez las z trzema nieznajomymi mężczyznami, to nigdy nie będzie taka sama. Chyba jednak zmieni ją to na lepsze. Może przestanie wreszcie bać się własnego cienia i postępować zgodnie z ogólnie pojętą logiką.
W swoim plecaku znalazła jeszcze kilka zwojów czystych bandaży, i manierkę z alkoholem, które zabrała z domu. Pochwaliła w myślach swoją zaradność. Na początku dokładniej oczyściła ranę i skórę dookoła niej. Po tym zaczęła sprawnie bandażować ranę, udając że nie słyszy syków bólu. Przecież prosił ją, żeby mu pomogła, a inaczej się tego zrobić nie da. Rozdarła koniec bandaża na pół i zawiązała na supeł, by się nie rozplątał. Zabezpieczyła to jeszcze lnianą szmatą znalezioną w piwnicy. Była dumna ze swojego dzieła.
Zaproponowała też swoją pomoc drugiemu z mężczyzn, chociaż nie była pewna czy przyjmie jej pomoc. Gdyby jednak się zgodził, opatrzyłaby jego ramię. Nie miała pojęcia o czym mówił wcześniej i co go tak zdenerwowało, jednak sądziła że bieganie po lesie z raną od strzały to nie był dobry pomysł. W dodatku w ten sposób mogła zadośćuczynić swój niefortunny strzał.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 263
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

22 lis 2013, 22:22

Adearin chwilę obserwował jak łuczniczka radzi sobie z jego ręką póki ta nie zaczęła polewać rany alkoholem. Odchylał głowę do tyłu i zamykając oczy co jakiś czas posykiwał z bólu. Zdecydowanie nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie w jego życiu, jednak wiedział, że jest to niezbędne aby ruszyć dalej. Gdy męki dobiegły końca, przyjrzał się uważnie opatrunkowi i westchnął z podziwu. Jego poprzedni twór był niczym w porównaniu z tym arcydziełem.
– Dziękuje Ci dobra kobieto. Jestem Ci winny przysługę. – powiedział, starając się uśmiechnąć.
Musiało wyglądać to nienajlepiej gdyż w dalszym ciągu był cały we krwi. Jednak nie przejął się tym wcale i spróbował wstać na równe nogi. Nie była to łatwa sztuka gdyż jakikolwiek ruch lewej ręki od razu przysparzał mu ogromny ból. W dalszym ciągu krzywiąc się, wstał i otrzepał z kurzu oraz ziemi która zdążyła się przykleić do niego podczas skrywania w dziurze. Dopiero po chwili zaważył wcześniej odebrany zwitek papieru który Aran postanowił wyrzuć. Niezbyt przysłuchiwał się jego słowom, głównie przez towarzyszący ból, dlatego podniósł zwitek i ponownie rozwinął. Chwilę jego oczy śledziły tekst, jednak nie zareagował tak szybko jak towarzysz gdyż poświęcał mu dużo więcej uwagi. Bynajmniej nie dlatego, że miał problemy z czytaniem. Czytał bardzo dobrze, jednak nie mógł uwierzyć w treść rozkazu.
- Przecież to jest kompletnie bezsensu. – warknął gniewnie.
Z początku miał ochotę podrzeć list i cisnąć go gdzieś w krzaki, jednak w ostatniej chwili opanował się i schował go w bezpieczne miejsce. Zamknął oczy i przez dłuższą chwilę oddychał głęboko aby się uspokoić. Gdy minęła dłuższa chwila i wojownik miał w miarę regularny oddech chwycił kawał mięsa i zaczął go jeść. Nie wiedział czy zaraz dzikusy nie wrócą, a jak miał umrzeć to przynajmniej z pełnym żołądkiem.
– To co robimy? – zapytał Arana, przeżuwając kolejny kęs pysznego mięsa.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

23 lis 2013, 09:35

Piotr po prostu nie wiedział, co ma zrobić. Przez towarzystwo został zignorowany. Chciał coś napomknąć, iż Aran powiedział "Nas dwóch", lecz zrezygnował. Po prostu usiadł w kącie, przysłuchując się rozmowie. Gówno go to obchodziło, tak naprawdę. On chciał tylko przeżyć, a następnie dalej układać ballady oraz chędożyć dziewki. Przez to, że tutaj trafił, wszystko mogło się zawalić, zniknąć. On mógł tutaj umrzeć, co mu się za bardzo nie uśmiechało.

Najpierw patrzył, jak wojownik czyta list. Nie był zaskoczony jego gwałtowną reakcją. Dopiero co uszedł z walki, był zraniony i zły. Zdawał sobie sprawę z tego, że mógł umrzeć i wyładowywał się na otoczeniu. Tajne zadanie? No chyba nie. Zostało ich tylko kilku, więc w walce i tak by tamtym nie pomogli. Musiał się zgodzić z Aranem. Zostało ich tylko dwóch. Może trójka. Łuczniczka mogła pomóc. Ale on? Był bezużyteczny. Postanowił, że po prostu ruszy w swoją stronę.

Uśmiechnął się krzywo, po prostu ruszając w stronę, z której przybył. Miał tego dość. I tak go tutaj nikt nie szanował, więc po kiego grzyba ma tu zostawać? Myślą, że są tacy… lepsi. Piotr prychnął cicho. Nienawidził tego typu ludzi. Po prostu go zniesmaczał. Poprawił lutnię na plecach, ciągle idąc przed siebie, nie oglądając się. Jebać ich.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1043
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Ponczolinio
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.