Być jak bohater

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Być jak bohater

28 cze 2013, 11:27

Wieści.

Dla Vergardu nastały trudne czasy, niektórzy zaryzykowaliby stwierdzenie, że są to najcięższe chwile jakie nadeszły podczas panowania Falryka III Torgena. Istotnie. Każda wojna, którą rozpoczynało wielkie królestwo Vergardu, zwane też krajem lwa, była z góry wygrana, a straty, które ponosiło państwo były naprawdę niewielkie. Wojna, która zaczęła się wraz z poślubieniem przez Falryka Ilizy zebrała ogromne żniwo. Zginęło tysiące wieśniaków, mieszczan oraz rycerzy. Wojska ubywało, a problemów jak na złość było coraz więcej i nic nie wskazywało na to, że sytuacja odwróci się ku lepszemu. Zwycięstwo Torgena III, wielkiego stratega, stanęło pod znakiem zapytania. W szeregach żołnierzy szerzył się niepokój, ludzie w miastach zaczynali plotkować o rychłej zmianie władcy, jednak sam pan Vergardu nie zwracał na to uwagi i konsekwentnie robił swoje, dążył do zwycięstwa. Musiał działać szybko, ponieważ wojska Beldvika zbliżały się z każdą minutą, a bezpośrednie starcie było tylko kwestią czasu. Syn króla, Angus II dostał polecenie udać się w północną część kraju, blisko morza, w kierunku półwyspu Nejski, by tam uformować oddziały złożone z zawodowego, dobrze wyszkolonego wojska, pojmanej na owych terenach hołoty, ochotnikach, którzy często do wojska trafiają sami w poszukiwaniu sławy, czy też chęci ukrycia się przed wymiarem sprawiedliwości, czy wolnych plemionach, które za godziwą zapłatę chętnie udzielą swego oręża władzy.

Półwysep Nejski

Od samego rana straszny hałas, olbrzymi ruch i pełno wojska. Taki obrazek mogli ujrzeć mieszkańcy półwyspu, na którym zazwyczaj panował spokój. Już dzień wcześniej wydawało się, jakby w karczmach zrobiło się nagle tłoczno, a i ludzie, jakby nowi, inni. Tego też dnia ludzie zaczęli chować swoje zapasy głęboko w piwnicy, córki zamykać w pokojach tylko po to, aby uchronić je przed wojskiem, a właściwie hołotą zdolną do wszystkiego.
Wojsko przemaszerowało błyskawicznie, wszyscy równym tempem, obok siebie, jeden obok drugiego, jeden za drugim. Dopiero za regularną armią cała zgraja, zbieranina. Na przedzie żebracy skuszeni perspektywą otrzymania darmowego jedzenia i alkoholu, a za nimi reszta szumowin i prostaków. Wszystkich prowadził Angus II Torgen, jechał z wypiętą klatką w pięknej lśniącej, srebrnej zbroi na śnieżnobiałym koniu, którego ogon majtał się na prawo i lewo odganiając nieprzyjazne owady, które od natłoku ludzi, brudu i smrodu nagromadziły się na półwyspie w sporych ilościach, jakby również szykowały się do wojny.
Po kilku godzinach Ardgard opustoszał, a wszyscy wojskowi przenieśli się w miejsce docelowe, na ogromne polany, które znajdowały się kilka metrów za miastem. Tam również przeprowadzane są zapisy i każdy kto chciałby dostać się do armii musi udać się właśnie do obozu.
Ten był nadal w stanie surowym, kilka namiotów, ogniska, pełno koni, błota i ciężko pracujących żołnierzy. Tylko do jednego namiotu ustawiła się kolejka, jakby rozdawali w nim złoto za półdarmo.
W samym środku zielonego dość pokaźnych rozmiarów namiotu znajdowało się duże biurko i kilka krzeseł, wszystkie bogato zdobione, chyba dębowe. Na największym krześle siedział mężczyzna, stary, posiwiały, ubrany w czarny, długi płaszcz o bardzo szerokich rękawach. W ręku dzierżył pióro, którym nieustannie coś bazgrał na zwojach papieru. Dookoła stały liczne straże, które pilnowały, aby spokój tego miejsca nie został zachwiany ani na chwilę, lecz często jakiś pijany zawadiaka zmuszał ich do użycia siły. - Ruszać się! , - Do cholery ile można czekać?! – Te i wiele innych wulgarnych słów zdało się słyszeć z tłumu, który był już bardzo znudzony długim oczekiwaniem, a nic nie wskazywało na to, że coś się zmieni.
Na półwysep przybyli nawet bardowie, którzy ochoczo układali pieśni o wojakach idących na wojnę, często też na śmierć, po chwałę i sławę, po wieczne życie dla swego imienia.
"Patrz, to oni,
Dzielni i zdolni,
Idą na wojnę,
Zabiorą dziewką cnotę."
Taką krótką piosnkę wymyślił jeden z wędrownych grajków widząc szeregi zbrojnych, którzy przygotowują swój oręż do boju.
- Myślisz, że mamy szansę wygrać? – zapytał mężczyzna swego brata stojącego na samym końcu kolejki. – Jebać wygraną, spalmy kilka wiosek, zabawmy się z dziewkami i wróćmy cichaczem do domu. – Odparł mu dość głośno, a swą wypowiedzią tylko rozbawił stojących w pobliżu ochotników. Teraz wszystko miało się zacząć. To była ostatnia szansa do odwrotu, ale czy miał on sens?

Opisujecie jak się tu dostaliście i takie tam, aż do momentu wejścia do namiotu, gdzie trwają zapisy. Możecie się zapoznać, porozmawiać.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

28 lis 2013, 14:13

Byli bezpieczni, mieli rozkazy. Cóż więcej im potrzeba? Tak, mieli swoje zadanie, jednak w tym momencie było prawdopodobnie niemożliwe do wykonania.

Ranni i zmęczeni mieli kierować się do miasta by tam wspierać powstanie. Żadnych szczegółów, konkretnych informacji. Jeno krótka notka i cześć. Dobrze, że łuczniczka posiadała niezbędne materiały do opatrzenia rany Adearina, bo bez tego z jego ręką mogłoby być bardzo kiepsko. W grę wchodziła nawet utrata ręki.
Oblanie alkoholem na pewno było bardzo bolesne. Musiało piec niemiłosiernie, ale przynajmniej pomogło. Rana Arana nie była, aż tak poważna i nie trzeba było jej specjalnie opatrywać. Wystarczyła zwykła kąpiel w wódce.

Daren był wyraźnie poirytowany rozkazami jakie wyczytał z małej, zawiniętej kartki papieru.

Pomoc w walce, wsparcie. Tak, cały oddział miałby może jakieś szanse, ale dwóch żołnierzy to nie oszukując się, żadne wsparcie. Nawet tacy, którzy dobrze znali swoją robotę i wykonywali ją z należytą precyzją i zaangażowaniem. Dwie osoby to zdecydowanie za mało. Była oczywiście jeszcze łuczniczka oraz bard, ale oni nie należeli do ich oddziału, a umiejętności bojowych zbyt wielu nie posiadali. Ezebiel strzelała z łuku, a Piotrek mógł tylko napierdzielać przeciwnika swoją lutnią, ot, tyle.
Mimo wszystko nie mieli gdzie wracać. Powrót do obozu? A po co? Co by powiedzieli? Kto by im uwierzył. Zostaliby zapewne uznani za dezerterów, więc albo szli dalej w stronę miasta, albo całkowicie zmieniali kierunek i szli w swoją stronę szukając nowego miejsca do życia, bo w Vergardzie byłoby o nie teraz bardzo trudno.

Nornik zły i poirytowany zachowaniem towarzyszy wobec niego postanowił, że odejdzie, cicho i bez pożegnania opuści to marne zgromadzenie.

W sumie, nikt nie powinien mu się dziwić. Był przez trójkę bardzo źle traktowany, a przecież prawdopodobnie na to nie zasłużył, ba, Aran powinien być mu wdzięczny, bo to dzięki jego szaleńczej odwadze jeszcze żył.
Odszedł. Jednak jego odwaga skończyła się już kilkadziesiąt kroków dalej, gdy dookoła zdało się słyszeć wycie wilków, czy ruchy innych, drapieżnych mieszkańców lasu. Jeszcze bardziej dzikich niż ich niedawni przeciwnicy. Iść samemu przez las, czy zostać z bandą ludzi, którzy go nie trawią, jednak w pewien sposób zapewniają schronienie? Życie albo śmierć. Trzeba było się na coś zdecydować.

Drużyna zdołała już niemal całkowicie, przez te kilka godzin, które znajdowali się na polanie opróżnić podziemną skrytkę na jedzenie.

Nic ich już tutaj nie trzymało. Czuli się już znacznie lepiej, nie byli już tak wyczerpani, ale przede wszystkim nie czuli głodu. Nawet długa wędrówka wydawałaby się teraz naprawdę bardzo komfortowa, bo z pełnym brzuchem zawsze jest lepiej.
Nie mogli dłużej siedzieć i nic nie robić. Z ranami obu panów było już zdecydowanie lepiej i powinni coś postanowić. Z jasnego poranka nie zostało już prawie nic. Popołudniu bardzo szybko zaczęło się ściemniać, a an niebie pojawiło się pełno szarych chmur. Chyba będzie burza…
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

30 lis 2013, 19:25

Adearin rozkoszował się mięsiwem w najlepsze gdy kątem oka złowił ruch. Odłożył jedzenie i w skupieniu wpatrywał się w oddalającego barda. Wiedział, że kiedyś się podda. Nie sądził jednak, że tak szybko. Nie było mu go szkoda. Grajek byłby tylko kulą u nogi, a jemu nie uśmiechało się narażanie własnego życia dla człowieka jego pokroju.

Wstając podszedł do łuczniczki. Spojrzał na nią i dwoma palcami wskazał na oddalającą się postać. Miał nadzieję, że kobieta pojmie o co mu chodziło i tym razem nieco celniej wymierzy z łuku. Był pewien, że druga pomyłka nie zostanie jej wybaczona tak szybko. Sam chwycił za płaszcz i sprawdził czy starczy im żarcia na drogę do miasta. Bo w końcu co innego mieli zrobić. Uznał to za jedyną rozsądną opcję. Gdy już ocenił, że jedzenia będzie akurat dla trzech osób w milczeniu przewiesił pakunek przez plecy i spojrzał na nową drużynę. Jeśli dobrze liczył, czekało ich jakieś cztery dni wędrówki spokojnego marszu

.
- Nie ma co się szczypać i trzeba ruszyć do tego Kamenu. - powiedział twardo. - Potem się zobaczy co będzie.

Szczerze nie liczył, że odnajdą tego całego Bulidena. Zostało ich dwóch, a mieli pomagać w jakimś powstaniu. Cała sytuacja wydawała się absurdalnie śmieszna. Nie mógł wyobrazić sobie powstania które by wymagało wsparcia takiej zbieraniny jak ich były oddział. W zamyśleniu pokręcił głową i splunął na ziemię. W tym towarzystwie raczej uda im się dotrzeć do Kamenu bez problemu, a potem trzeba będzie się jakoś zmyć i nie dać rozpoznać stacjonującym tam wojakom. Wyglądało na to, że jego wojskowa kariera właśnie dobiegła końca. Szkoda, zdążył nawet polubić taki tryb życia.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

30 lis 2013, 19:37

Porządna dawka żarcia na pewno poprawiła Aranowi humor, nawet po notce z rozkazami. Mieli inne wyjście niż spróbować wykonać instrukcje z notatki? Niby tak, szkoda tylko, że wszystkie inne były jeszcze bardziej niebezpieczne lub absolutnie nierealne. Dlatego właśnie nie nadawał się na dowódcę, nie cierpił podejmowania takich decyzji. W końcu z zamyślenia nad beznadziejnością ich sytuacji wyrwał go bard, który próbował się po cichu wynieść. Daren już chciał coś z tym zrobić, potem jednak zerknął w stronę swojego ostatniego żyjącego kompana, który dawał łucznice wyraźny sygnał co należy z grajkiem zrobić. Dobra szansa żeby sprawdzić czy się do czegoś przyda.
Wojak leniwie wstał, po czym miał zamiar podejść do kobiety, mając zamiar stanąć obok niej bez słowa, patrząc w kierunku oddalającego się chodzącego trupa z dłonią na rękojeści miecza. Biorąc pod uwagę jego wcześniejszy wobec niej, sama jego obecność powinna ją do oddania strzału zmotywować. Jeśli jednak jej to nie wystarczy, pozostaną inne rzeczy, do których kobieta mogła się im przydać. W takim przypadku, po prostu bezceremonialnie walnie ją tarczą przez łeb by straciła przytomność.
A zakładając, że łuczniczka strzeli odchodzącemu w plecy (w co Aran wątpił), po prostu odejdzie od niej, zostawiając ją ze świadomością tego co zrobiła, bez słowa przytaknie Adearinowi i ruszy wraz z nim, rzucając tylko krótkie - "Idziesz czy wolisz żeby cię lisy zjadły?"– w stronę łuczniczki.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

03 gru 2013, 21:06

Nie miała co ze sobą zrobić, postąpiła więc podobnie jak dwaj pozostali mężczyźni– wzięła kawałek mięsa ze spiżarni i usiadłszy na ziemi, zaczęła jeść. Zaczęła się zastanawiać co zamierza zrobić dalej. Chyba nie wypadałoby zrobić nic innego, jak ruszyć za żołnierzami. Przynajmniej stwarzało to większe szanse na przeżycie, niżby podróżowała sama… Chyba. Nigdy przecież nie można było wiedzieć, co zrobi ktoś obcy, nieprawdaż? Równie dobrze mogliby ją zabić, gdyby zaczęła zawadzać w ich podróży. Postanowiła sobie że pod żadnym pozorem nie będzie im zawadzać. Mogłoby się to skończyć dla niej bardzo źle, biorąc pod uwagę lisie trupy które jeszcze do niedawna walały się po polanie.
Zerknęła na oddalającego się barda. Potrzebował samotności czy może odchodził od nich? Nie wiedziała tego, jednak zdziwiła ją reakcja obydwu wojowników. Czy oni kazali jej, zastrzelić go? Poczuła się niepewnie, gdy jeden z nich podszedł do niej, jednoznacznie wskazując co ma zrobić. Poczuła się jeszcze gorzej gdy Aran z nich stanął z jej drugiej strony. W dodatku z dłonią opartą o rękojeść miecza. Czy nie wystarczyło już śmierci na dzisiejszy dzień? Przecież obydwoje prawie nie padli pod ciosami wrogów, ona sama nie oberwała od jednego z nich za jej chybiony strzał. Przykazała sobie przecież, że nie będzie się im stawiać.
Odłożyła na bok kawałek mięsa który jadła i podniosła się z ziemi. Wzięła swój łuk i jedną strzałę. Po raz kolejny jest zmuszona odebrać komuś życie, a wszystko to przez jej głupią decyzję ucieczki z domu. Otrząsnęła się z tych myśli. Nie chciała by drżały jej ręce. Podniosła łuk, założyła strzałę na cięciwę i wymierzyła w plecy niczego nie spodziewającego się barda. Nie było mowy żeby nie trafiła, nawet gdyby tego bardzo chciała. Oddała strzał.
Zapewne ruszyła by w drogę razem z rycerzami, bo co ma począć sama, biedna kobieta w tym lesie?

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52218
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.