Ciemna noc grudniowa

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

Ciemna noc grudniowa

17 lis 2013, 22:35

Muzyka
Obrazek
Ciemna grudniowa noc. Płatki śniegu powoli opadające ku ziemi. Piękny zimowy widok, skąpanego we mgle miasta. Kilka małych bryczek, wracających z Londynu, po zaopatrzeniu się w niezbędne produkty. Kościół, pobrzękujący raz po raz dzwonem, wzywający na wieczorną mszę. Dzieci biegnące do domów, zimne jak bałwany. Jakiś samotny dżentelmen, palący fajkę na ganku swego małego domku. Niesamowity spokój, którym szczyciła się owa wioska na obrzeżu. Już za miesiąc, nie dłużej, okaże się, czy świat został ponownie uratowany. Od pokoleń zwyciężali zamykający. Czasem ledwo, czasem przypadkiem, zdarzało się także, iż zdobywali niesamowitą przewagę. Czy tak będzie tym razem? Czas pokaże. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, ten dziwny pierwiastek człowieczeństwa, który siedzi nawet w najbardziej przeżartych złem bestiach. Rozdartych pomiędzy uczucia, jakie czuje w stosunku do ludzkości… a Starszych Bogów. Istoty tak potężne, iż mogłyby zniszczyć świat. Istoty, które nie widzą przebaczenia, litości, współczucia. Rasa panów, którzy przybędą rządzić światem. Niepodzielnie i bardzo krwawo.

Co do zamykających… Dziwni ludzie. Walczą za każdym razem, przeżywają – w większości. Acz nigdy nie zdarzyło się tak, by któryś opuścił grę z własnej woli. Zawsze była to śmierć, bądź jakiś niefortunny wypadek. Ale kto tam wie, może to po prostu Starsi Bogowie nasyłali na nich swoich poddanych? Macki z oddali kierowały bezsilnymi, małymi ludźmi? Kto by pomyślał, a jednak. Cóż, nie zdradzając jednak wiele…

Brama póki co pozostaje zagadką. Wszyscy wiedzą, że znajdzie się gdzieś w centrum zamieszkania graczy, acz nikt nie posiada dokładnych informacji gdzie. Pozostają spekulacje, wierzenia, przepowiednie. Ostatniego dnia i tak wszystko jest jasne. Bywało i tak, że nikt nie odnalazł bramy, więc wszyscy rozchodzili się do domów w spokoju. Tym razem wszystko będzie inaczej. Podświadomie każdy z graczy spodziewał się czegoś większego, wspanialszego. Kierowały nimi różne przesłania. To przelatujący kruk, to oczy patrzące z oddali, to znów dziwny sen. Wszystko wskazywało na krwawe rozstrzygnięcie. Ponadto, gracze chyba dopisali liczebnością. Im bliżej rozgrywki, tym więcej było dziwnych zdarzeń w okolicy. Komuś zniknął pies, innym razem podpalono chatkę na uboczu. Bardzo dziwne.

Okiem prostego mieszczanina:

13 Grudnia

W okolicy pojawił się bardzo znany detektyw, Sherlock Holmes. Nie ma wątpliwości, iż jako następstwo dziwnych wypadków. Jako, iż mężczyzna był dżentelmenem, starał się nie wydawać na zbytni widok. Prowadził dochodzenie w spokoju i harmonii. Bez jakichkolwiek podejrzeń właściwego celu przybycia. Bo kto by się spodziewał, iż arystokrata jego pokroju, będzie się bawił w jakieś dziwne, tajemnicze i groźne, rytuały. Chyba tylko szaleniec. Wielki Detektyw nie był przecież tego typu człowiekiem. Był spokojny, ułożony, miał także w zwyczaju pić herbatę o godzinie piątej. Przykładny Anglik. Nie to co Ci… Ci, którzy zjawili się niedawno… ulicznicy…

Była ich dwójka. Przyjechali nie wiadomo skąd, nikt nie wie po co. Jeden mniejszy, taki kurdupel z deka, a druga trochę większa, ładna nawet i pewnie już któryś z chłopów by się za nią wziął, gdyby nie obawa, że złapie jakieś skurwysyństwo. Ciekawe czy ona się w ogóle goliła. Brudna pinda, tfu! Tylko się to tałatajstwo po mieście plącze, tylko lata jak pogrzane, pewnie i kradnie i rabuje. Tylko problemy przyniosą. Dużo problemów. To nie na mój umysł! Nie to co Tom, młody tom…

Tom Sawyer. Chłopaczyna jest zawsze ogolony, miły i do tego ma takie pocieszne zwierzątko. Porządny obywatel, nic dodać, nic ująć. Poznałem także niedawno pana Warrena. Jego nazwisko to chyba Brown, acz nie mam pamięci do tego typu spraw. Wydaje się porządnym gościem, przyjechał dość niedawno. Mimo tego, iż jest obcy, nie obawiam się przy nim o swoje zdrowie. Ma rewolwer. Niewielu je ma. Natomiast pan James Howlett… to ostry gość. Wydaje mi się, iż będą z nim problemy. Ma oczy wilka, takie jak jego pies. Żona mówi, iż gderam bez sensu, acz ja wiem swoje. Będą z nim problemy…

Na PW otrzymaliście wytyczne co do miejsca waszego zamieszkania. Wolę, abyście sami je opisali, nie odbierając wam tej przyjemności. Dodam jedynie, iż panuje zima, zaś jesteśmy w Anglii. Ponadto, na PW otrzymaliście dokładnie określony przedmiot, jaki wam przynależy, oraz opis jego działania. Możecie już z niego korzystać, a nie chcąc go ujawniać, wysyłać mi o tym noty na PW. Na razie nie wiecie, gdzie znajdują się inni gracze. Dobrym rozwiązaniem byłaby przechadzka. Macie także dowolność w poszukiwaniu innych magicznych artefaktów, jeśli to was kręci. Grę czas zacząć, życzę miłej zabawy.

Btw, wasze zwierzęta rozumieją co do nich mówicie, więc możecie im nakazać coś robić.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

22 gru 2013, 20:13

Nie wiedział jak zareagować na wyraz twarzy, postawę rozmówczyni. Była dziwaczna. Czegoś się bała? Przecież był małym chłopcem, który nic nie mógł jej zrobić, a ona patrzyła jakby widziała potwora. To przecież nie tak. Oliver nie był potworem. Oliver był sierotą. Bezdomną sierotą na dodatek. Nie był w stanie spowodować choć cienia zagrożenia. On nie był od bycia zagrożeniem. On był od przeciwstawiania się zagrożeniu. Zrobił naburmuszoną minę, bo czuł, że ona go obraża swoim stosunkiem do niego. Ale czy powinien się obrażać? Ta gra była niebezpieczna. Mógł takie wrażenie robić, jeśli ktoś wiedział co i jak. Dziewczyna chyba wiedziała. A może… może to nie jego wina? Może… może to chodzi o co innego? Ten poranek był podejrzanie dziwny. Dzieciak też czuł się dziwnie. Coś było nie tak. Coś było zdecydowanie nie tak.

Słysząc słowa tej, która go obudziła, zdziwił się. Przecież… przecież to było odwrotnie! To nie oni! To.. to tamci drudzy! Nie wiedział kim byli, ale wiedział, że na pewno nimi nie jest. Chciał to wykrzyczeć prosto w jej twarz, ale coś go powstrzymywało. Nie wiedział co. Po prostu pomimo usilnych chęci jedno przeczucie sprawiało, że z jego ust nie wyszło choć jedno słowo na ten temat. Po prostu milczał. Nic nie mówił. Patrzył na nią. Zastanawiał się co najrozsądniej byłoby zrobić. Zacisnął wargi. Jego dłonie zacisnęły się w pięść. I tak jej nie uderzyłby, ale… ale… ale coś tutaj było i on nie wiedział co z tym zrobić. Nadal nic nie mówił. Dziewczyna poprosiła o podążanie za nią. On ruszył. Bez słowa. Bez prośby wyjaśnienia. Męczyło go stanie w miejscu. Musiał coś zrobić. Ruszyć naprzód. Dlatego właśnie szedł.

Nie myślał o wielu rzeczach, o których powinien myśleć. Po prostu ruszył. Próbował ignorować to, co się działo. Sny, podejrzane pojawienie się tej dziewczyny, która zresztą też była dziwna. Musiał myśleć jasno, nie mógł kierować się emocjami… Chociaż tak bardzo chciał. Tak było to naturalne, ale jednocześnie tak zgubne.

Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

24 gru 2013, 11:02

Sprzątanie lokalu okazało się dość ciężkim zajęciem. Trzeba było bowiem znaleźć szmaty, którymi można by wymyć podłogę, a które leżały w najmniej spodziewanym miejscu. Namoczenie ich także zdawało się niemal niewykonalne, do momentu w którym wampir odkrył, iż za wodę może mu posłużyć roztopiony śnieg. Będąc już wyposażonym w zamoczoną ścierę, udało mu się jakoś uporać z wylanym trunkiem. Następnie ustawił krzesła, postarał się też wytrzeć krwistopodobne coś, pływające po podłodze. Jego ironiczny żart zgasł w pustce otaczającej go ciszy. Nikogo, niczego, był sam. Otaczający go spokój zdawał się być magiczny… acz i złowieszczy. Był w końcu obcy. Jako istota bardzo stara, prawdopodobnie przywiązany był do jakiegoś miejsca. Mogła być to nawet jego trumna. Kto wie?

Gdy skończył przydługie sprzątanie, mógł podziwiać swoje dzieło. Gdyby oceniała to bierna i zaznajomiona z wyglądem przed i po przyjściu wampira, dusza, powiedziałaby zapewne, iż wygląda to źle. Drakula był jednakże zadowolony. Zakończona praca poskutkowała poszukiwaniami. Sprawdził bar, stoły, kurtki na wieszakach, wreszcie przyszedł czas na zaplecze. Gdy oczom mężczyzny ukazał się mały, bladoniebieski pokoik, wiedział że coś jest nie tak. Owszem, były tam klucze, ładnie powieszone na małym gwoździu. Były także wiadra wypełnione po brzegi wodą, co było dziwne. Najdziwniejszy był kawałek rafy rosnący na ścianie. Dosłownie wczepiony w deski i żywy. Kawałek drewna leżał na ziemi, odłamany od reszty, idealny dla jego celów. Klucze też przestały być problemem. Brakowało tylko farby, lecz i ten problem dało się załagodzić, wycinając na desce pojedyncze litery. Nie wyglądało to co prawda za cudownie, acz swą funkcję spełniało. Przybił tabliczkę i już, już mógł być dumny ze swego dzieła. Zamknął drzwi i ruszył ku taborowi. Było już całkiem wcześnie.

Wiem, panie. - odrzekł starzec. Wyglądał na jeszcze bardziej pomarszczonego niż zwykle.
W czasie Twojej… nieobecności, kilku z nich napadło na jednego z naszych. Zabrali go gdzieś, nie zdołaliśmy go obronić. – słowa wychodziły ciężko, mężczyzna wyraźnie bał się reakcji Drakuli. Oczy miał przekrwione, jak gdyby płakał.
Zabrali mojego syna. Nie spocznę, póki nie znajdziemy odpowiedzialnych za to i ich nie zabijemy. – Jego głos przybrał mocniejszy ton, wskazujący na to, iż nie będzie miał żadnych skrupułów. Cyganie bardzo serio traktowali pojęcie rodziny. Sytuacją niepojętą była dla nich taka strata.

Wampir położył się spać. Koniec dnia przyniósł mu wiele wrażeń, które… nie były czymś zwykłym. A co było dalej, zapytacie. Otóż przez najbliższe kilka nocy zajmował się Hrabia sprawą nowo otwartego lokalu. Starał się go jak najbardziej rozsławić, przyciągnąć nowych klientów, przerobić wystrój na nowocześniejszy, zatrudnić cyganów do pracy w nim oraz zamówić nowe, czasem niezwykłe trunki. Stało się to jego oczkiem w głowie. Kompletnie zapomniał o zalegającym mu z długiem, Bobie McErnalius'ie. Bawił się reklamą, szukał nowych rozwiązań taktycznych. Konkurencji praktycznie nie miał, musiał więc walczyć jedynie z samym sobą. Liczne kontakty pozwoliły na doprowadzenie interesu do normy niemal światowej. Było ładnie, schludnie i sensownie. Wieczorami bar pękał w szwach. Ludzie, pytani o taką nagłą zmianę, odpowiadali iż bali się poprzednich właścicieli. Nie dziwota wcale. Każdy by się bał.

Przechodząc do ich sprawy. Ryboludzie nie zostali odnalezieni. Zaszyli się gdzieś lub zwyczajnie uciekli. Także poszukiwania chłopaka nic nie dały. Co prawda zgłosił się jakiś młody mężczyzna, imieniem Tom Sawyer, który pokazał jego ucho, acz nic więcej nie chciał mówić. Miał krew na rękach. Cyganie uznali go za wroga, jako że człowiek naturalnie szuka kogoś, kogo można obwinić. Wzięli, wynieśli za miasto i zadźgali nożami. Głowę powiesili na konarze jakiegoś drzewa, flaki dali dzikim zwierzętom. Najdziwniejszym faktem było to, iż znaleźli przy nim jeden z 'przedmiotów'. Przynieśli go zaraz Drakuli, orędując jego zwycięstwo, jak im się wydawało. Niemniej, był to krok ku lepszemu jutro.

A co z wielkim kiermaszem i innymi cudami świąt? Gigantyczna orgia w wynajętym domu, niemal karnawałowe święto cyganów oraz dużo, dużo wina, kobiet i śpiewu. Gdzieniegdzie pojawiły się także narkotyki oraz tytoń. Większej ilości informacji autor udzielić nie może, ponieważ sam leżał zaćpany w kącie.

I tak dochodzimy do 24 grudnia. Daty niezwykłej, bo świątecznej. Dnia odpoczynku i zawieszenia broni. Ha, kto jednak przestrzega takich rzeczy w obliczu zagrożenia, jakim zdaje się być przybycie przedwiecznych?! Nikt. Albo idioci. Tych zaś niemało w Anglii. Hrabia został wyrwany nagłym ciosem z zamyślenia nad nowym biznesem. Jak? Otóż stary cygan przypomniał mu o grze. Zabawne, że to niezamieszany człowiek o tym pamiętał.

Zmrok przybrał białą szatę. Śnieżyca stała się dzisiaj siostrą wiatru, ganiającą po tym ludzkim padole. Zmysły Hrabi podpowiedziały mu, gdzie należy szukać. Zresztą, nawet gdyby był zwykłym człowiekiem, poczułby mrowienie całego ciała. Punkt się objawił. To tam przyjdą, bądź zostaną zatrzymani, Starsi Bogowie. Zbadanie tego miejsca stanowić miało dzisiejszy cel Drakuli…

Obrazek
Kościół zdawał się gigantyczny. Mroczny, o bladych ścianach, praktycznie pozbawiony ozdób. Witraże przedstawiające męczenników rzucały cienie na ławy, przyprawiając o dreszcze. Czarownica czekała tu cały dzień, kazała im nikogo nie wpuszczać. Drzwi zostały zamknięte potężną zasuwą, za nimi wywieszona karteczka oznajmiająca chorobę księdza. Nie wiedzieli co zrobiła z nim wiedźma. Dopiero po zmroku pozwoliła otworzyć drzwi. Zaczęła także odprawiać dziwny rytuał, szepcząc w niezrozumiałym języku. Już wcześniej wyjawiła, iż boi się o własne życie, stąd też potrzeba obrony kogoś ze strony Starszych. Zadziwiające słowa. Oddała im także nóż (przedmiot) z wiadomością: "Za fatygę."

Wkroczył. Majestatycznie, odważnie, męsko. Kopiąc w drzwi, podpierając się laską. Uśmiechnięty, z makabrycznym wyrazem twarzy i ciekawym tikiem oka. Blady, z zielonymi włosami. Przerażający. Ale i elegancki. Twine nigdy wcześniej nie widział kogoś, kto miałby tyle stylu. A jednak stał, przypatrując się wszystkim z wyższością. Vlad Drakula w swej ludzkiej postaci. Śnieżyca oplatająca go i wpadająca do kościoła. Wim skupiona na rytuale, oderwana od rzeczywistości. I oni, dwójka dzieciaków. Przyszedł ich zabić? Zjeść? Porozmawiać? Przyłączyć się? Ciekawe.
Pokój Wim był równie zagracony jak hol. Gdyby była artystką, można by śmiało stwierdzić, iż utrzymywanie takiego bałaganu było dziełem sztuki. Była jednakże tylko młodą czarownicą, ciągnącą go ku sobie i zapraszającym ruchem kładąca się na jedynym czystym miejscu. Łóżku. Zdecydowała się działać szybko. Ściągnęła jego koszule, pozbawiła się swojego odzienia. Zapytała czy może pozbawić go spodni. Mogła. Zapytała, czy wolałby, aby zgasiła światło. Wolałby. Zapytała czy chce. Chciał.

Morda Logana. Tuż nad jego twarzą. Wykrzywiona w parszywym uśmiechu, rozpoznawalnym tylko dla podobnym jemu. Uśmiech był wredny. Wilk musiał się cofnąć, gdy jego pan zaczął się podnosić. Ten sam zagracony pokój, stróżki światła przedzierające się między sprzętami. Gdzieś za nimi powinno być okno. Koło niego leżała skulona, błogo uśmiechnięta, Wim. Wszelakie oznaki wilkołactwa zniknęły, jedynie nieodłączny kieł pozostawał na swoim miejscu. Ah ten kieł. Chyba pierwszy raz zdarzyło się James'owi robić to z częściowo przemienioną wilkołaczką. Niezapominana przygoda. Dżentelmeni nie rozmawiają jednak o takich rzeczach, toteż pozostanie ona jedynie między nimi. Podejrzewał zgodnie z prawdą, iż może teraz przeszukać cały dom, posprawdzać szuflady, piwnicę, przerzucić graty. Dziewczyna wydawała się nieprzytomna, piła jakieś zioła na sen. Podobno zwalczały u niej chęć zabijania. Śmieszna sprawa, wilkołak który nie chce zabijać. Nigdy. Szczęście, że w ogóle nie zaszyła się gdzieś w dziczy. Byłaby to wielka strata dla Jamesa. Logan zlazł z łóżka i zaskamlał żałośnie, jak gdyby chciał aby jego pan podążył za nim. Wim zareagowała na to jedynie przewróceniem się na drugi bok i ukazaniem nagich piersi, wystających teraz spod kołdry. To prawdopodobnie czary sprawiały, iż w domu było ciepło i nie trzeba było palić w piecu. Dobrze byłoby mieć taką czarownicę pod ręką. Szczególnie, że miała do niego słabość. Do niego jednakże należał wybór: zostać i wrócić do snu… lub przeszukać i wyjść. Grał fair czy nie?
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

24 gru 2013, 16:14

// Well, that escalated quickly.

James otworzył oczy, widząc tuż przed swoją twarzą rząd zębów. Drgnął gwałtownie zrzucając psa z łóżka. W odwecie szturchnął go nogą w bok, popychając tym sposobem na ścianę. Westchnął, próbując odegnać od siebie wizję psiej gęby.
- Będziesz coś chciał.

Kątem oka nadal widział dziewczynę. Jeśli się nie obudzi, to nawet lepiej. Dużo lepiej. Czy grał fair? Oczywiście, że tak. Poniekąd. Podniósł się ubrał, zebrał wszystkie swoje rzeczy. Czy nie był fair? Przecież wróci, nadal potrzebował cholernych ziół. I to nie na sen, a wręcz przeciwnie. Odwrócił się do Logana, gdy ten zaskomlał. Znowu się chciał nabijać? Nie, wyglądało, że nie. Chciał coś pokazać. Dobrze, pokaże. Pokaże wszystko. James miał zamiar przyjrzeć się wszystkiemu, co mogło mu się w jakiś sposób przydać. Zwłaszcza jeśli chodzi o piwnicę, która pozostała nieodwiedzoną przez niego częścią domu. A zarazem najbardziej obiecującą.

- Jak znajdziesz coś sensownego, to daj znać. – wymruczał do wilka. Nie chciał wywracać domu do góry nogami i tak był w nim wystarczający syf. Raczej wolałby pozostawić wszystko tak, jak było. No, poza jakimiś ubytkami. Bo te zapewne nastąpią. "Sporządzę napój", that's what she said. Właśnie widać.
Spróbował znaleźć jakiś papier, pióro, czy cokolwiek czym można pisać. Taką kartkę, za napisem "Mam nadzieję, że nigdzie dziś nie wychodzisz." zostawiłby gdzieś na widoku.

Gdyby miał jeszcze wrócić z tym cholerstwem i zastać pusty dom, cóż, nie. Nie miał zamiaru tracić czasu, w żadnym wypadku. Stracił go już wystarczająco jak do tej pory. Popędził Logana i sam ruszył najpierw przez dom, a później na wszechobecny śnieg, gdzie miał znaleźć "kwiat modliszki", co to w ogóle za nazwa?

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

28 gru 2013, 19:42

Hrabia był bardzo zadowolony z siebie. Nie sądził, że zarządzanie lokalem tak dobrze mu będzie wychodzić. W jego głowie zaczął się rodzić pewien pomysł. Skoro zażył daru długowieczności to czemu by nie otworzyć jakiegoś biznesu który przetrwał by wieki? Całkiem dobra myśl. Jako właściciel nowego lokalu, sprawnie dyrygował swoimi podwładnymi. Gdy tylko wszedł na zaplecze, kazał wylać gdzieś podejrzaną wodę znajdującą się w wiadrach. Znalezioną rafę również natychmiast nakazał usunąć ze ściany. Nie wiedział czy to ma jakiekolwiek znaczenie. Nie chciał żadnych podejrzanych śladów po poprzednich właścicielach. Zamyślony co jakiś czas odwiedzał małą piwniczkę pod lokalem gdzie składował zamawiane kartony. Minie jeszcze wiele miesięcy zanim plany produkcji własnego trunku wejdą w życie. Z pewnością kartonów było mniej niż potrzebował. Zanim wyszedł z lokalu zamówił kolejną partię. Większa dostawa to coś czego obecnie potrzebował. Transport opłacił podwójnie aby wszystko dojechało na wczoraj.

Z rozmyślania o dalszy biznesie wyrwał go jak zwykle jego doradca. Niby stary człowiek, a ciągle mu przypominał o cholernej Grze. Ledwo zdążył się uporać z jakimiś ryboludami, a teraz będzie musiał znów ubabrać swoje ręce po łokcie w syfie.
Swoimi zmysłami czuł niemałe anomalie. Cała ta sytuacja denerwowała go niemiłosiernie. Siłą rzeczy musiał coś z tym zrobić. Jakaś niespotykana siła zaciągnęła go aż w samo centrum miasteczka. Pech chciał, że owym centrum musiał być sporych rozmiarów kościół.
Wszystkie opowiastki jakoby wampiry nie mogłyby wchodzić na poświęconą ziemię oczywiście były przesadzone i fałszywe, jednak Drakula nie lubił przebywać zbyt blisko takich obiektów. Pchnął masywne drzwi i przekroczył próg budynku. Głośno westchnął i ostentacyjnie przeżegnał się mocząc wcześniej opuszki palców w wodzie święconej.

Szedł wolno, tak jakby w ogóle nie zwracał uwagi na obecnych w kościele ludzi. Rozglądał się po ogromnym budynku. Trzeba było przyznać, że ludzie mieli mnóstwo wad, ale jeśli chodziło o budowanie miejsc kultu to nie mają sobie równych. Z prawdziwym zaciekawieniem przyglądał się wyniosłym kolumnom i bladym ścianom. Mimo, że nie miał innych ozdób to cieszył oko. A gdyby tak wybudować sobie taki zameczek? Zostawić zakupioną posiadłość i mieszkać w prawdziwym zamku? To dopiero pomysł! Z zamyślenia wyrwała go obecnych w kościele osób. Zrobił zdziwioną minę, tak jakby dopiero teraz zauważył, że ktoś tutaj jest. Dość długą chwilę przyglądał się dzieciakom które miał przed oczami, a później czarownicy odprawiającej modły. Nie wiedział co ma zrobić. Chyba miał przed sobą trójkę graczy. Tylko pytanie po czyjej byli stronie.

– W kolejce do spowiedzi to wy raczej nie stoicie. – powiedział głośno i wyraźnie, delektując się echem które rozbiegło się po kościele.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

28 gru 2013, 21:34

Wiedźma zaprowadziła ich do kościoła. Oliver nie wiedział po co i dlaczego, ale chciał jej pomóc. Nie wiedział dlaczego, ale jeśli bała się tych… tych dziwacznych stworów, musiała chcieć się im przeciwstawić. Potrzebowała też kogoś do ochrony. Dlaczego więc wybrała dwójkę młodych, słabych sierot? Nie wiedział. Nie wydawało mu się to zbyt logiczne. To było tak, jakby zamiast silnego owczarka do ochrony stada owiec wybrać jamnika. Niby też pies, ale roli swej nie spełni dobrze. Podobnie było z nimi. Moment ich próby nadchodził. Był coraz bliżej, zbliżał się z każdą chwilą.

Wykonywał wszystkie jej polecenia. Trudno było mu zrozumieć po co to było. Ciągle go to nurtowało, lecz w pewien sposób odczuwał, że to słuszne. Musieli przecież coś robić! Musieli wygrać grę! Nie było innej opcji. Słyszał dziwaczne słowa, które wypowiadała. Próbował ich nie słuchać. Nie chciał. Pragnął być na nie głuchy.

Czuł obawę. Obawiał się tego, co mogło się stać. Kto lub co mogło pojawić się w kościele. Co mogło się wydarzyć. Oliver chciał uciec. Wybiec. Gnać na złamanie karku. Nie obchodziło go co by się z nim stało, ale coś go tutaj zatrzymywało. Musiał jednak sobie pomóc. Wyjął tabakierę, nasypał sobie trochę na rękę, by następnie przyłożyć nos i wciągnąć tak, jak zawsze to robił. Zaproponował to też swojej… przyjaciółce? Nie wiedział czy mógł ją tak nazywać. Niby tułali się razem przez tyle dni, ale czy to mogło się to równać przyjaźni? Chłopak wiedział. Wiedział, że nie, ale jednocześnie czuł pewną więź, choć równie dobrze mogłaby być to jedynie wspólna sprawa. Nie wiedział jak to interpretować. Nie miał zresztą na to zbyt wiele czasu.

Nadszedł. Drzwi powoli się otwierały. Oliver mimowolnie chwycił za scyzoryk. Otworzył go. Cofnął się za Gemmę, by po chwili wejść między ławki. Nie chciał być blisko niego, ale też nie chciał być zbyt daleko Gemmy. Co robić? Nie wiedział, ale musiał działać, bo… bo to coś musiało być złe. Spojrzał w stronę wejścia. Ujrzał majestatyczną istotę. Budził respekt. Chłopak nawet nie myślał o odezwaniu się. Stanął. Patrzył. Otworzył usta. Nie wiedział co zrobić. Wrócił do Gemmy, pociągnął ją za rękaw. Nic nie powiedział. Chciał tylko, by ona coś zrobiła. Błagalnie ciągnął za jej rękaw.

Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

30 gru 2013, 14:12

K

ościół zawsze wywierał na niej ogromne wrażenie, jednak kiedy był pusty, ze ścianami ginącymi w mroku przerażał ją. Zatrzymała się w progu, patrząc niepewnie na czarownicę, czy na pewno chce tutaj przeprowadzać swój rytuał. Dla wiedźmy chyba jej sprawy były ważniejsze, niż obawy Gemmy, bo nawet nie zwróciła na nią uwagi. Ruda rozejrzała się jeszcze raz po świątyni. Kiedy tu bywała, zawsze w środku było mnóstwo osób, które śpiewały lub modliły się. Teraz panowała tu dzwoniąca w uszach cisza, której przerwanie było jeszcze gorsze od niej samej. Wszelakie dźwięki wywoływały echo, od którego jeżyły jej się włosy. Zebrała się jednak na odwagę i wkroczyła w głąb mrocznego kościoła. Poklepawszy się po kieszeni stwierdziła, że zostało jej jeszcze trochę tytoniu, a i fajka też się jeszcze nigdzie nie zagubiła. Nie dbając o to w jak bardzo uświęconym miejscu się znajduje, kilkoma wprawionymi ruchami rozpaliła tytoń. Przecież palą tutaj kadzidło, jej tytoniowy dym to prawie to samo…

W

o wiele lepszym już humorze wykonywała polecenia wiedźmy, jakiekolwiek by one nie były. Nie do końca później wiedziała, co robiła, ale czy było się czym przejmować? Chyba nie. Liczyło się to, że jej pomagają, spełniają przecież jej prośbę. Mimo tego, że nie była już tak przerażona jak wcześniej, dalej w głębi duszy wyczuwała ten lęk. Upchała go gdzieś w najgłębszy zakamarek swego umysłu starając się zapomnieć o nim, jakby wcale go nie było.

O

uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy, kiedy ujrzała swój upragniony przedmiot można powiedzieć wiele rzeczy. Z jednej strony uśmiech był naprawdę upiorny, nadawał jej wygląd drapieżnika, który za chwilę miałby dopaść swą ofiarę. Z drugiej jednak, wyglądała jak dziecko, które dostało swój wymarzony prezent pod choinkę… Właśnie, czy dzisiaj nie jest wigilia? Nigdy się nią jakoś bardzo nie przejmowała, bo i tak zawsze spędzała ten dzień sama, marznąc pod drzwiami jakiejś wątpliwej reputacji, gospody. Schowała sztylet za pasek spodni, wykonała na próbę kilka ruchów czy w niczym jej nie przeszkadza. Nie przeszkadzał.

O

tworzyła, zablokowane wcześniej drzwi, zgodnie z poleceniem wiedźmy. Właśnie nasypywała sobie dodatkową porcję tytoniu do fajki, kiedy poczuła zimny podmuch powietrza, dobiegający od drzwi. Spojrzała w tamtą stronę, leniwie przekręcając głowę. Poklepała po głowie Olivera, by dodać mu otuchy.

Nie bój się, poradzę sobie z nim– wyszeptała mu na ucho, chcąc nawet na trochę odegnać strach. Podeszła kilka kroków do niespodziewanego gościa, stając pomiędzy nim, a czarownicą odprawiającą swój tajemniczy rytuał.

Kim jesteś, nieznajomy?– Zapytała, wypuszczając z ust kłąb tytoniowego dymu.-A może jesteś kimś więcej, niż tylko nieznajomym?– Przyjrzała mu się bardzo dokładnie, kiedy wkroczył w lepiej oświetlony kawałek kościoła. Nie podobały jej się te zielone włosy. Były okropne, niczym wodorosty wyciągnięte z dna jakiegoś zaśmieconego jeziora. Bladość skóry można było jeszcze jakoś przeżyć, szczególnie przez panującą porę roku. Pozostaje jeszcze tylko ten gustowny ubiór, przy którym Gemma ze swoim cerowanym milion razy i brudnym płaszczem wyglądała jak strach na wróble. Nie bała się go jednak tak panicznie jak Oliver, który ze strachu kulił się za nią. Domyślała się, że obcy był jednym z Graczy, nie przejęła się tym aż tak bardzo. Jeżeli był po ich stronie– pozwoli mu się przyłączyć. Jeżeli nie… cóż. Ktoś tu chyba dzisiaj umrze. Trochę smutno umierać w wigilię.
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

31 gru 2013, 18:19

Drakula wszedł. Powoli, majestatycznie, stanął w wejściu niczym król. Westchnął głośno, przeraźliwie. Tchnienie poniosło się po pustym kościele niczym zawodzenie zjawy. Ruch palców, szybki, tnący zimne powietrze. Woda, spadająca na posadzkę z głośnym chlupnięciem. Jego roziskrzone oczy, mieniące się złem, spoglądające z mroku. Niedbały ruch ręką, zwiastujący modlitwę. Ktoś taki się modlił? A jednak. Przeżegnał się. Szedł powoli. Trzeba było przyznać – miał klasę. Ubranie leżało na nim idealnie, sprawiał wrażenie nieobecnego, zamyślonego, ponad wszystkich. Następnie wykrzywił twarz w akcie zdziwienia. Zadziwiające. Dopiero teraz ich zauważył? Obejrzał sobie ich dokładniej, wyrzekł także kilka słów, siarczyście ostrych. Głos miał mocny, wywołujący echo.

Olivier zachowywał się dziwnie. Wpierw skulony wszedł między ławki, następnie wrócił do niej. Miał otwarty scyzoryk, znaczy przygotowywał się na walkę… walkę z kim. Walkę z tym dziwnym mężczyzną, który dopiero wszedł do kościoła? Tak pewnym siebie i mocnym aurą, iż nawet oni mogli ją wyczuć? Musiał być bardzo stary, skoro zgromadził w sobie tyle pewności siebie. Wchodził na teran przebywania czarownicy od tak, jak gdyby nigdy nic. Woda święcona na niego nie działała, przeżegnał się nawet. Czym więc był? Gemma zdawała się tym nie przejmować. Poklepała chłopca po głowie, pocieszyła i ruszyła naprzeciw nieznajomemu. Tytoniowy dym przesłonił twarz nieznajomego, gdy wydmuchała go ze swych ust. Nieprzyjemna dziewczyna. Cóż, nie miała powodów by być miła. Nie znała go, nie wiedziała jakie ma plany. Przerażał on ją w równym stopniu co Oliviera, acz nie pokazywała tego po sobie. Nie mogła. Musiała być liderką. Silną, niezachwianą. Dlatego właśnie stała teraz twarzą w twarz naprzeciw tego potwora i dmuchała mu dymem w uśmiechniętą jadaczkę. Jaki będzie jego następny ruch? Jaki jej? Czy był po jej stronie, a może po prostu przyszedł ich zabić?

A co z Wim? Otóż była zbyt zajęta rytuałem, pogrążona w jakimś dziwnym transie, aby w ogóle zwrócić na nich uwagę.

[/oldsize]
Obrazek
Zszedł na dół. Graty pozostawione jak stały, Logan przy jego nodze. Poszukiwania piwnicy zajęły mu kilka chwil. Aby się tam dostać musiał zdjąć dużą, metalową sztabę z drzwiczek. Nie dziwota, że pies sam tego nie uczynił, była cholernie ciężka. Wszystkiemu przyglądała się czarna kotka, najwyraźniej mało zainteresowana wyczynami dwójki wilkowatych. Logan począł węszyć po domu, wyciągając co ciekawsze rzeczy z wysokich stert.

Piwnica była zimna i mroczna. Nie było w niej niczego ciekawego. Pusta. Jedynie na środku stół, silnie emanujący energią. Wyczuwalną na kilometr, chciałoby się rzec. Gdy poszedł bliżej do stoliczka i oparł się o niego, poczuł to pod palcami. Tkanina, niewidoczna i miękka, złożona w kostkę. Gdy chwycił ją mocniej i podniósł, przykryła stół. Którego już tam nie było. Był niewidzialny. Szybko schował niewidzialny materiał do kieszeni. Przecież chciał go stąd wynieść a nie pokazywać każdemu. Wszedł po schodach… użył materiału jako niewidzialnego worka. Teraz mógł już niepostrzeżenie wynieść masę rzeczy. Jednakże, gdy był już przy drzwiach prowadzących z kuchni do przedsionka… wpadł na Wim. Zbladła. Była naga. Piękna, owszem. Ale też z JEGO sierpem w dłoni. Cofnęła się parę kroków. Skuliła. Co z nią zrobi? Co ona zrobi mu, gdy dowie się, że zabrał jej przedmioty. O ile się dowie.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

31 gru 2013, 21:07

Początkowo miał zamiar zabrać kilka rzeczy, później może nawet je oddać. Może nawet zapytać, jak na niego było to zdecydowanie coś. Ale przeszkadzał jeden mankament przeszkadzał sierp. Wim chyba nie mogła się spodziewać, że po wszystkich jej wyczynach, po jej zmianach humoru, dziwactwach i nagłej, usilnej próbie zatrzymania go on będzie tak głupi. Spodziewał się od początku właśnie tego, że skończy się to w dokładnie taki sposób. No, może nie dokładnie. Nie podejrzewał, że będzie trzymał w dłoni niewidzialny worek pełen magicznych przedmiotów. Co chciała przez to osiągnąć? Czemu nie chciała się dogadać? Przecież mógł wrócić, mogli rozstać się w przyjaźniejszej atmosferze.
A tymczasem on stał teraz tuż przed nią, niemająca w gruncie rzeczy niczego, oprócz rzeczonego przedmiotu. Zdaje się, że naprawdę był dla niej ważny, bo nie wysiliła się nawet na to, by czymkolwiek okryć tyłek.

Logan zapewne wyczuł co się święci i właśnie wychodził, jeśli nie, to za moment wyjdzie. Raczej nie było tutaj już czego szukać. Ani rzeczy, ani jakiejkolwiek przyjaźni. Zabawne, jak bardzo mogło jej zależeć na jednym przedmiocie. Przedmiocie, który mogła nawet mieć później. Po cóż był mu sierp, gdyby miał już to zielsko? Po nic. Nie patrzył nawet na sierp, patrzył a nią, zwężone oczy wbijały się oskarżycielsko. Jeszcze nie wiedziała, że złodziej został okradziony. Może nawet nigdy się nie dowie. Nie miał wyrzutów sumienia, już nie.

- Podziękowałbym za pomoc… Ale zdaje się, że żadnej intencji pomocy nie było. – stwierdził oschle. Był zły, każdy by był. Jednak nie miał zamiaru okazywać tego w swoim głosie.
- Rozumiem, że w takim razie czas, abyśmy się rozstali. A to – skinieniem głowy wskazał na sierp – zatrzymaj sobie w takim wypadku. Nie byłby mi później potrzebny, a skoro tylko tyle mogę od ciebie oczekiwać, nie jest potrzebny mi i teraz.

Minął czarownicę i ruszył do wyjścia. Nim opuścił dom przystanął jeszcze na chwilę w progu.
- Jeszcze jedno. Pełnia się zbliża. A tym razem nie wyjadę z miasta na jej okres. – rzucił na odchodne, drzwi trzasnęły gdy je zamknął, może nieco zbyt energicznie. Coś za coś. Można by rzec, że pewien rodzaj wymiany i tak doszedł do skutku. Miał nadzieję ekstrawaganckiej panny Wim już nie spotkać. Ona sama zapewne będzie dość bystra, by nie nawinąć mu się pod nogi. Zwłaszcza gdy nadejdzie pełnia. Czy kobieta przejmowała się tym, że dzięki niej mogą zginąć jacyś ludzie? Zapewne nie, on w tej chwili też nie, może przejmie się tym gdy ochłonie, ale to nie miało już znaczenia.

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

03 sty 2014, 22:37

Gdy Drakula już dokładnie sobie obejrzał każdy zakątek świątyni zwrócił oczy w kierunku postaci krzątających się po budynku. Nawet pozwolił sobie na lekki dowcip, zaczynając konwersację. Był szczerze zdziwiony, że odpowiedział mu jedynie strach na wróble. Najwidoczniej ktoś pomyślał, że postawienie strachu na wróble będzie szalenie śmiesznym pomysłem. Na ten komiczny widok, stary wampir lekko się uśmiechnął.

Z uśmiechem na mordzie podszedł bliżej i zrobił zdziwioną minę. Dopiero po paru dłuższych chwilach spostrzegł, że to co do niego mówi wcale nie jest straszakiem na ptaki, a dziewczynką. Nawet zgrabną, lecz ubraną w byle łachmany. Owa dziewczynka zadała mu pytania oraz za wszelką cenę chciała go wyprowadzić z równowagi. Naprawdę nie wiedział czemu chucha mu tym śmierdzącym dymem prosto w twarz. Podszedł naprawdę blisko niej. Była od niego o wiele niższa. Wampir mierzył jakieś dwa metry, a ona? Była od niego dobre czterdzieści pięć centymetrów niższa. Stanął blisko niej, tak aby poczuła różnicę. Spojrzał z góry i uśmiechnął naprawdę paskudnie. Wlepiwszy w nią swoje czarne ślepia oblizał jakby nerwowo wargi. Dopiero po dłuższej chwili otworzył usta aby coś powiedzieć.

- Jestem najlepszym prezentem jaki mógł Cię spotkać w te święta, dziewczynko. – powiedział z przesadną wesołością w głosie.

Gdy już znudziło mu się stanie nad rudzielcem, oddalił się nieco i spojrzał na czarownicę. Jakby z niedowierzaniem pokręcił głową i mruknął coś pod nosem. Wspierając się o swojej laseczce usiadł na jednej z ław i znów skupił się na dzieciarni. Jeden smark zaplątał się między ławki i bawił scyzorykiem.

- Ah, te dzieci. Tyle razy wam się mówi, że nie wolno biegać z ostrymi rzeczami, a wy ciągle swoje. Schowaj to bo sobie tylko krzywdę zrobisz. – powiedział tym razem do Oliviera.

Rozsiadł się wygodniej i założył nogę na nogę. Lewą stopą lekko podrygiwał w takt tylko sobie znanej melodii. Gwizdnął parę razy ignorując jakby całe otoczenie i zamknął oczy. W rzeczywistości delektował się przepływem mocy i energii jaki panował w tym budynku. Coś wspaniałego. Minęła dłuższa chwila zanim znów spojrzał na rudego gałgana.

- To mówicie, że cały ten cyrk będzie rozgrywany tutaj? – zagadnął od niechcenia.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

04 sty 2014, 00:52

P

atrzyła mu prosto w oczy, kiedy długimi krokami, podchodził do niej. Pod koniec musiała zadrzeć głowę mocno w górę, żeby dalej jej spojrzenie nie znalazło się na wysokości jego, zapewne bardzo drogiej, kamizelki. Zastanowiła się przez chwile, ile dostałaby za te piękne guziki, które dałaby radę opchnąć na pchlim targu. Zapewne wystarczyłoby jej na jedzenie przez cały miesiąc, a może i ciepły kąt w jakiejś pośledniej karczmie należałby do niej? Mimo tych bardzo przyjemnych rozważań, jej wzrok i mina nic, a nic nie straciły na hardości. Wręcz przeciwnie teraz, gdy wyprostowała swoją mikrą posturę wydawała się być jeszcze silniejsza, niż sugerowała jej mina. Toczyli ze sobą walkę na spojrzenia, jednak żadne z nich nie chciało ustąpić. Gemma miała wyrobione zdanie o takich bogaczach i polegało to na tym, że przy jakiejkolwiek okazji pozbawiała ich sakiewki, lub innych niezbyt potrzebnych im rzeczy. Przecież jej przydadzą się bardziej, oni mają jeszcze mnóstwo w zapasie.

Taaak? Już chyba wolałabym węgiel. Z tego miałabym przynajmniej pożytek.– Odpowiedziała mu, niezbyt miło i zmarszczyła swój piegowaty nos.

W

lepiała wzrok w jego plecy, gdy odchodził. Gdyby miała taką moc, zapewnie wypaliłaby dwie dziury w jego gustownym płaszczu, a na plecach pojawiłyby się oparzenia i zwęglone kawałki skóry. Na szczęście dla hrabi, a na nieszczęście dla niej nie posiadała takiej siły. A szkoda. Znielubiła go od pierwszego wejrzenia, można by rzec, ale przecież to wcale nie jej wina. Przecież nie musiał tak się obnosić ze swoją wyższością– dosłownie i w przenośni.

U

siadła w ławce z Oliverem, dalej ciskając pioruny z oczu w stronę Drakuli. Ten najwidoczniej tego nie zauważał.

Nie do końca wiem, co masz na myśli mówiąc "cyrk", ale brama powinna być tutaj. – Odparła od niechcenia. Młody zapewne zbyt bał się przybysza, by mu odpowiadać. Ona uznała, że nic gorszego od Starszych Bogów spotkać jej nie może więc, po co się trząść przed każdą nieznajomą osobą?

> niegrzeczne dzieci dostają w Anglii węgiel zamiast rózgi. c:

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Lota
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.