Polowanie na złodziei

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Apsik
Posty: 22
Rejestracja: 17 lis 2013, 18:01
Karta Postaci: viewtopic.php?p=45689#45689

Polowanie na złodziei

30 lis 2013, 22:53

Obrazek
Dzień nad Wielogórami zapowiadał się całkiem pogodnie. Całą noc padało, toteż od samego rana świat parował, ogrzewany promieniami młodego słońca. Karczma "Pod Końskim Zębem" niemal tonęła we mgle, ale nie przeszkadzało to stałym bywalcom już grzać krzeseł w środku. Nie były to tłumy, ale w takiej małej wsi rzadko kiedy można by użyć tego słowa. Trójka chudych, ludzkich mężczyzn w średnim wieku, popijających wspólnie złoty napój. Właściciel zniknął gdzieś na zapleczu. Miał dobry humor, bo na noc zatrzymała się u niego grupka podróżnych najemników, przez co udało mu się trochę zarobić.
Goście w tej chwili zajmowali już jeden ze stolików, gotowi do dalszej drogi. Ku swojemu rozbawieniu czy też irytacji, przyciągali ukradkowe spojrzenia ciekawskich mieszkańców tej zacofanej wsi. Szczególnie jeden z gości – ten, który porastał sierścią i usiadł, jakby specjalnie tak, aby być widocznym dla gapiów. Wróć, nie był porośnięty sierścią, a przynajmniej nie tylko. Piórami. Bo przez nie trudno było skupić uwagę na kocich aspektach pochodzenia nieznajomego. Oraz na kobietę, która siedziała razem z czterema – jeśli liczyć kotołaka, którego płeć trudno określić prostemu człowiekowi – mężczyznami i nie wyglądała wcale na ich służkę czy też panienkę do towarzystwa.
Oczywiście nie był to czas na wszczynanie awantur. Poranni goście wolą tu patrzeć. Obserwować i słuchać – nie odzywać się. A nawet jeśli, to bardzo cicho, choć pewnie uszom Puszka nic nie mogło umknąć.
– Jakiś dziwoląg - odezwał się jeden, pochylając głowę tak, jakby szeptał do blatu.
– Może mag? Oni śpią z kim popadnie, a potem… – zaczął drugi, siedzący obok niego, ale przerwał mu ostro najstarszy, w kapeluszu. Siedział tyłem do nieznajomych i od początku pobytu w tej sali nawet nie próbował na nich spojrzeć.
– Zamknij gębę, Traf, jeśli chcesz skończyć ten kufel. Mag czy nie mag, na pewno da radę tym twoim chudym łapom z zamkniętymi oczami. Nigdyście ludzi nie widzieli, czy już całkiem się wam to piwo na ślepia rzuca?
– Daj spokój, Morgon, przecież widać… - chciał się bronić pierwszy, podczas gdy jego kolega zaczął prychać nosem ze zdenerwowania.
– Widać, widać - przerwał mu znowu kapelusznik. – Widać, że tak jakście młodsi ode mnie, tak głupsi. To kotołak, który lubi nosić pióra, żaden mag. Jego sprawa. A wam przydałoby się na stare lata poćwiczyć te zakute łby.
– A ty niby skąd wiesz? - spojrzeli na niego, jakby właśnie pokazał im gdzie schował znikającą monetę.
Wtedy drzwi otworzyły się i do środka wszedł mężczyzna w zmatowiałym dawno napierśniku i mieczem u pasa. Obrzucił salę szybkim, mało widzącym pomieszczeniem i podszedł do lady. Dwójka wścibskich obserwatorów zmieniła swój obiekt zainteresowania, a trzeci nadal miał głowę pochyloną nad piwem. Uzbrojony jegomość zabębnił palcami o blat, zerkając tęskno na półki z trunkami. Wtedy w wejściu do sali stanął otyły, brodaty mężczyzna, wertując instynktownie całe pomieszczenie, jak nauczył się robić wiele lat temu. Ruszył w stronę przybysza, nawet jeszcze na niego nie patrząc. Spojrzał dopiero, kiedy stanął naprzeciw. Kiwnął głową zachęcająco.
– Jestem strażnikiem karawany kupieckiej, która podróżowała przez okolicę – oznajmił mężczyzna, jakby czytał zapisany w książce tekst. – W nocy nas okradziono. Trzeba złapać złodziei. – Oberżysta odczekał chwilkę, po czym roześmiał się, łapiąc za ścierkę i zabierając się do czyszczenia kufli.
– Chyba nie myślisz, że wam w tym pomogę?
– Tak właśnie myślę. Właściciel karawany jest gotów sowicie zapłacić temu, kto podejmie się zadania. Jest to człowiek bardzo znany i szanowany, jego słowom można wierzyć.
– Tak? A któż to taki, powiedz mi.
– Ralph Barsen, handluje dla Degmy oraz Ikrtam – jednych z bogatszych…
– Musisz mi wybaczyć, ale nie znam człowieka. - Karczmarz zrobił smutną minę i wzruszył ramionami. Zarzucił ścierkę na jedno z nich, odwrócił się i sięgnął po butelkę brunatnego płynu. [b]– My tutaj prosty lud, nikogo nie znamy, nic nie wiemy. Może się pan czegoś napije?
– Słuchaj no… [b]- Mężczyzna obrócił się i uniósł brwi, zatrzymując dłoń ze szkłem, jakby chciał ją komuś podać. [b]– Chodzi tylko o ogłoszenie tutaj, że potrzebni chętni do małego pościgu, coś takiego. Złodzieje nie mogli uciec daleko. Sam ich widziałem i bardzo chętnie już byłbym w drodze, tylko szef chce mnie przy sobie.
– To miło z jego strony. Ale niczego tutaj bez mojej zgody ogłaszać nie będziesz.
– Ja pójdę! – krzyknął młody, piegaty chłopak, który nie wiadomo kiedy wyszedł z zaplecza. – Może nie sam, ale pójdę chętnie.
– Ty wracaj do roboty, szczylu. Nie po to ojciec flaki wypruwa, żebyś najmował się u nie wiadomo kogo [b]- warknął na niego karczmarz, biorąc szmatę w rękę i grożąc nią synowi. Ten cofnął się o krok, ale nie wyszedł z pomieszczenia.
Strażnik obrzucił go krótkim spojrzeniem i wrócił do oberżysty. Wyjął z sakwy kilka srebrnych monet i rzucił na ladę, mając złudną nadzieję, że jego pracodawca szybko uzupełni jego gotówkę. Wcześniej prosił swoich bogów w duchu, że uda mu się ten moment opóźnić do przyjścia kupca. Jednak, jak widać, tamtemu nie było tak śpieszno jak mówił.
[b]– Znasz tych ludzi, wiesz, kto się nada…

– A wiesz, że masz rację? – Oberżysta zabrał monety i już miał się odezwać, kiedy drzwi ponownie się otworzyły i stanął w nich chudy, niewysoki człowiek w zadbanej koszuli i z brązowym nakryciem na głowę. Jeszcze zanim się odezwał, strażnik już zaklął pod nosem. Nigdy nie był zbyt inteligentny i próby zachowywania się w ten sposób zwykle kończyły się źle, ale przed chwilą przeszedł samego siebie.
Kupiec westchnął, pokręcił głową i nawet nie pomyślał o tym, by pytać oberżystę o zdanie. Zrobił kilka kroków naprzód, zmierzył każdego z gości, szczególnie Puszka i Edytę, po czym zwrócił się do wszystkich.
– Witam państwa, mam coś do zakomunikowania. [b]- Karczmarz wyszczerzył zęby i zaczął przecierać ladę. Kupiec mówił powoli, ale pewnie i zdecydowanie. [b]– Tej nocy stało się coś okropnego – skradziono mi pewne drogocenne przedmioty. Tym bardziej jest to rzecz okropna, ponieważ niektóre z nich nie należały tak naprawdę do mnie. Miałem je przewieźć w pewne miejsce, ale jak widać, los chciał inaczej. [b]- Przeszedł na środek sali i zwrócił się bardziej w stronę stolika podróżników niż znudzonych mieszkańców wioski. [b]– Bardzo, naprawdę bardzo mi zależy, żeby odzyskać te przedmioty. Kilka kamieni, jakieś świecidełka i niewielkie, stare rupiecie. Jeśli ktoś przyniesie mi choć część z tych bogactw w bardzo krótkim czasie, na pewno nie pożałuje, że dziś siedział tutaj o tak wczesnej porze.
Patrzył na każdego z nich, ale to Gorn był jego nadzieją. Wyglądał na najbardziej doświadczonego z tej przedziwnej grupki. Na pewno był najstarszy – dobry kupiec potrafi rozpoznać takie rzeczy. Najmniej uwagi poświęcał parze, która na samym początku zwróciła jej najwięcej, czyli kotołakowi oraz kobiecie. Mogło być, że nawet unikał patrzenia na nich.
– Czas jest nieubłagany, a im szybciej zaczniemy, tym szybciej staniemy się bogaci. Ktoś jest zainteresowany? Zawsze mogę wysłać swoich ludzi, jednak wolałbym tego uniknąć. Jeśli ktoś ma pytania, oczywiście odpowiem. Lersen widział złodziei, może wskazać drogę ich ucieczki i opisać jak wyglądali, ale nie wyślę go z wami. Wbrew pozorom to mój najlepszy człowiek.
Strażnik od jakiegoś czasu stał już za plecami kupca. Na tę pochwałę skrzywił się odrobinę, jednak zachował milczenie. Czego się nie znosi dla dobrego wynagrodzenia.
Jeden z trzech mężczyzn – ten, który zdawał się obserwować jakąś bardzo ciekawą scenę na dnie swojego kufla – parsknął śmiechem, ale szybko go stłumił, żeby nie zwrócić na siebie więcej uwagi niż do tej pory. Pozostali zaczęli się wiercić speszeni i popatrzyli na niego, jakby kazał im występować przed publicznością wbrew ich woli.
Kupiec nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 265
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

08 gru 2013, 22:52

Nessir znów kiwał sie ospale na ławie. Zbył kupca leniwym gestem widząc, że ten nie zamierza z nim prowadzić negocjacji. Wszak nie on tutaj był od negocjowania, a od machania mieczem. Widział poczynania Gorna i Phuszka. O ile ten pierwszy nie miał pojęcia o negocjowaniu, to kotołakowi szło całkiem przyzwoicie. Głupi wojownik nawet nie pomyślał o tym, że nie mają koni i dojście do miasta zajmie im dużo więcej czasu niż jest to przewidziane. Zanim przekroczyli by mury, naszyjnik wraz ze złodziejami najpewniej rozpłynął by się w powietrzu. Tutaj potrzebna była wariacka pogoń. Gdyby wyruszyli za mniej niż dwa kwadranse, zajechali konie to może coś z całej akcji dało by się ugrać. Z niedowierzaniem pokręcił głową nie mogąc pojąć dlaczego to Gorn stara się być ich przewodnikiem.

Przysunął bliżej talerz i zaczął wyjadać pozostałości po jajecznicy. Jeśli przyjmą zadanie to czeka ich kilka dni w siodle. Dobre, karczemne jadło zje najpewniej za kilka dni dlatego wolał teraz dojeść resztę niż potem żałować, że zostawił tyle pysznego żarcia na zmarnowanie. Niezbyt przepadał za przymusowymi noclegami w lasach i tamtejszymi specjałami. Łapczywie jadł co jakiś czas przysłuchując się rozmowom. Miał szczerą nadzieje, że starania Phuszka przyniosą zamierzony efekt. Nie mógł pojąć, czemu żaden z nich nie miał konia. Na przyszłość musieli zdecydowanie mniej pić, a więcej myśleć.

W dalszym ciągu delektując się chlebem i jajecznym specjałem, zamarł z jedzeniem w ustach. Miał straszne dziwne przeczucie, że coś jest nie tak. Jakby słyszał już wcześniej krzyki karczmarza. Za nic w świecie nie mógł sobie przypomnieć kiedy. W końcu przełknął co miał w ustach i popił sporą ilością piwa. Odgarnął głupie myśli na bok, kojarząc, że karczmarz pewnie wczorajszego wieczora w podobny sposób piłował mordę na dzieciaka. Wygodniej rozsiadł się za stołem z zamiarem wypicia resztki piwa gdy Gorn w swój zwyczajnie, debilny sposób zaczął się śmiać.

- A może zamkniesz już mordę, zanim sprowadzisz na nas kłopoty? – powiedział, upijając kolejny już łyk.
Awatar użytkownika
Apsik
Posty: 22
Rejestracja: 17 lis 2013, 18:01
Karta Postaci: viewtopic.php?p=45689#45689

15 gru 2013, 02:04

Gorn za nic miał sobie sprawy tak błahe jak wynagrodzenie, informacje o skradzionych przedmiotach czy też sposób, w jaki mieli dostać się do celu. Humorek mu się polepszał z każdą chwilą, a na dodatek synalek karczmarza jeszcze się do tego przyczynił, przynosząc mu świeży kufel ze złotym napojem oraz parującą miskę z kaszą i mięsem, ignorując całkowicie prośbę o chleb. Chwilę później przyniósł kolejne piwo, tym razem dla Aidana, po czym wyszedł w pozycji bardzo wyprostowanej na zaplecze i już się nie pokazał.

W międzyczasie kupiec wykonał kilka tur od jednego stolika do drugiego, zastanawiając się nad wypowiedzią Phuszka. Kiedy kotołak odszedł do ślepca, on nadal milczał, jakby analizując wszelkie za i przeciw. Nie zwrócił nawet większej uwagi na entuzjazm Gorna, choć kiwnął mu w podzięce głową. W momencie, kiedy Edyta opuszczała karczmę, on podszedł do Lersena i zamienił z nim kilka słów, odwracając się do najemników bokiem. Aidan w pierwszej chwili chciał wyjść za kobietą, ale ważniejsze dla niego było ustalenie wszystkiego do końca. Usiadł więc przy stoliku i zaczął sączyć piwo, podobnie jak Nessir wygłaszając kąśliwą uwagę o zachowaniu Gorna.

Phuszek tymczasem zajęty był ślepcem, który roześmiał się – w żaden sposób nie nieprzyjemnie, ani nawet nie głośno – kiedy ten machał mu ręką przed oczami. Nie wykonał żadnych ruchów, żeby pokazać, iż widzi cień czy cokolwiek. Po prostu się zaśmiał.

– Dziwne Oczy może i nie widzą, ale pracować potrafią. Kiedy stracisz wzrok, inne zmysły pozwalają ci widzieć więcej - powiedział po chwili i zamilknął na moment, zastanawiając się nad dalszą wypowiedzią. Nadal się uśmiechał. – Ale to chyba normalne, że taki kawał drogi trzeba odbyć konno, jeśli nie chce się być złapanym w pierwszej lepszej wilczej jamie, hm? Wiele tymi traktami podróżowałem, to łagodna droga, nie trzeba się spieszyć, żeby, wyruszając z samego rana, być na miejscu kilka godzin po zachodzie słońca o tej porze roku… Jeśli chcemy dotrzeć do Ikrtam przed nim, musimy wyruszyć w nocy. No, chyba że oni właśnie chcą, żebyście tak myśleli. - Mówił spokojnie i niezbyt głośno, ale w tej chwili wysunął trochę głowę, jakby zwracał do swoich towarzyszy – Phuszek stał obok, nie przed nim – i zaczął szeptać. – Sądząc po jego zachowaniu, ten wisiorek musi być naprawdę cenną rzeczą, wiecie, nie tylko w sensie pieniężnym… więc nie sądzę, żeby ci złodzieje byli byle zwykłymi oprychami. Musieli to dobrze zaplanować. - Cofnął się do normalnej pozycji, parsknął i pokręcił głową. – Na starość człowiekowi rośnie wyobraźnia… Cóż, trzeba się zbierać, dzień nie będzie czekał – powiedział, po czym złapał za kufel i dopił do końca.


Jego towarzysze już dawno to zrobili, zapewne z nerwów, teraz wymienili kilka urywanych słów pożegnania i wstali. Kiwnęli karczmarzowi i wyszli, cała trójka. Starzec wydawał się nie potrzebować narządu wzroku. Nie otarł się o żadne krzesło, wyminął kupca i jego strażnika oraz grupkę najemników w kulturalnej odległości i wyszedł. Kiedy "zobaczył" Edytę, a takie sprawiał wrażenie, zdjął na chwilę kapelusz i skłonił głowę, uśmiechnął się, szepcząc bezgłośnie coś niezrozumiałego i poszedł za dwójką mężczyzn, którzy nawet na nią nie spojrzeli.


W środku kupiec skończył już rozmawiać ze strażnikiem i podszedł do karczmarza. Po krótkiej dyskusji, wrócił do zebranych i zasugerował, że kupi od okolicznego handlarza piątkę najlepszych koni, co będzie jego zapłatą z góry, o którą tak się kotołak dopominał. W zasadzie cieszył go taki obrót sprawy. Jak wiadomo konie nie były tanim towarem, toteż była wielka szansa, że nie będą dalej drążyć. Jednak by mieć pewność, wysypał na kocią dłoń kilka srebrnych monet.


Godzinę później wszystko było ustalone i gotowe. Najemnicy wiedzieli dokąd mają się udać, jakich śladów wypatrywać i czego się spodziewać. Otrzymali też swoją zapłatę w postaci czterech – ponieważ okazało się, że Phuszek i konie niezbyt się rozumieją, szczególnie kiedy ten pierwszy sam podchodzi do rumaka – koni. Jedyną, białą, klacz, otrzymała Edyta, która doskonale się ze swoją nową towarzyszką dogadywała. Gorn, wraz z kotołakiem, który musiał z kimś jechać, otrzymali karego, trochę nieznośnego ogiera. Dwa gniade, sprawiające wrażenie bliźniaków tak wyglądem jak charakterem, rumaki powędrowały do Aidana i Nessira. Trzymały się daleko od siebie i wyglądały jakby miały kopnąć każdego, kto spróbuje to zmienić. Jednak kupiec zapewniał, że w trasie lepszych nie znajdą.


Pochód otwierał Nessir, ponieważ Aidan go zamykał, a Gorn nie mógł zmusić konia do szybszego biegu. Edyta zaś zmagała się z nieciekawym samopoczuciem oraz bólem głowy, gdzieś pomiędzy wojownikiem, a kusznikiem. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że to wszystko już się wydarzyło. Co chwila jakieś drzewo, jakiś głaz czy kępka trawy wydawały jej się znajome. To było denerwujące i przyprawiające o zawrót głowy. Do tego zachowanie starca ją mocno zszokowało. Kiedy ją pożegnał, widziała dokładnie jego zamglone oczy. Powoli zaczynała mieć wszystkiego dość. Stanowczo za mało spała. Nessir również odczuwał, że coś jest nie w porządku, ale dużo słabiej, więc zrzucił to na zeszłonocne balowanie. Pozostali nie czuli nic dziwnego.


Po trzech kwadransach było już wiadome, że to nie będzie trudne zadanie, co na pewno nie ucieszyło Gorna, który pragnął wyzwania. A tutaj nawet ktoś nieposiadający żadnej wiedzy o tropieniu, mógł zauważyć ślady. Były dobrze widoczne, mimo iż w większości zamoknięte i rozmyte przez deszcz. Ziemia w co bardziej miękkich miejscach była silnie poryta, jakby konie nie chciały słuchać swoich właścicieli, albo jakby ci gnali na złamanie karku nie zważając na swoich sąsiadów. Godzinę później natknęli się nawet na wygaszone ognisko, przysłonięte gałęziami powalonego drzewa – widocznie złoczyńców złapał deszcz, a uznali, że są wystarczająco daleko, by móc dać odsapnąć koniom. To dobry znak – złodzieje, jeśli zmierzali do miasta, nadal są w drodze. Gorzej(bądź nie), ponieważ nie starali się w żaden sposób zatuszować swoich ruchów, co z kolei skłaniało do myślenia – czy aby na pewno?


Gorn był coraz bardziej znudzony, kiedy zatrzymali się, by obejrzeć okolicę. Ślady wyglądały, jakby w dalszą drogę wyruszył jeden, może dwoje jeźdźców, reszta gdzieś zniknęła albo po prostu zmniejszyli liczbę koni.


Oddalił się za potrzebą od towarzyszy w głąb lasu i jako jedyny zauważył w trawie rozbłysk światła. Zanim jeszcze doń podszedł, wiedział już, że to złota bransoletka i rozsypane, białe perły z naszyjnika – kilka brudnych od ziemi sztuk, jakby ktoś wyzbierał resztę. Tylko dlaczego nie podniósł bransolety? Aż tak im było śpieszno?


Phuszek Okhruszek tymczasem usłyszał jakieś odgłosy na prawo od miejsca, gdzie zniknął Gorn. Zdecydowanie ktoś się tam przemieszczał. Pytanie – człowiek czy tylko zwierzę. Aidan zamienił z nim porozumiewawcze spojrzenie i chwycił za kuszę. Nessir również widział, co się święci.


– Pssst… – syknął do Edyty, która zajmowała się swoją klaczą. Kiwnął głowę w stronę lasu. – Ciekawe czy ten nasz cwaniaczek nie ściągnie na siebie uwagi… - wymamrotał i nastawił bełt.


Edyta zaś, kiedy tylko odwróciła się do towarzyszy, zobaczyła w oddali niską sylwetkę, znikającą między drzewami. Mogła przysiąc, że miał kapelusz, jednak równie dobrze nadal mogła mieć te dziwaczne zwidy.


Gorn nie miał o niczym pojęcia. Właśnie znalazł coś, co mógł sprzedać za niezłą sumkę w okolicy.

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 265
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

20 gru 2013, 00:49

Nie wiedzieć czemu, ale Nessirowi nagle poprawił się humor. Ból głowy szybko ustępował, żołądek zaczynał normalnie działać i w końcu minęła uciążliwa senność. Powieki już nie kleiły się do siebie jak przed kilkunastoma minutami, a głowa nie leciała rozpaczliwie w dół. Poranek wydawał się weselszy, a promienie słońca które padały na twarz przyjemnie ogrzewały. Kto by pomyślał, że mały podarunek może sprawić tyle radości. Może nie taki znowu mały bo rumak na którym jechał musiał kosztować niemałą kwotę.

Nessir wiedział, że koń którego dosiadał był warty każdych pieniędzy. Zwierzak od razu zaciekawił młodego najemnika i wyraźnie przypadł mu do gustu. Ochodzo wyrwał się do przodu otwierając pochód. Całą drogę walczył z samym sobą, gdyż chciał jak najszybciej przetestować możliwości rumaka i sprawdzić jak bardzo rączy jest jego wierzchowiec. Niestety, nie mógł pognać wariackim galopem do przodu gdyż zdecydowali się przyjąć zadanie i na chwilę obecną nie było czasu na głupoty. Nieco zasmucony tym faktem jechał na przedzie, klepiąc zwierze po szyi i cmokając od czasu do czasu.

Niestety, wszystko co dobre musiało się kiedyś skończyć. Zachwyty musiał odłożyć na bok gdy zauważył pierwsze ślady. Gestem dłoni dał znak kompani, że ma zwolnić i sam zgrabnie wychylając się z siodła obserwował ziemię. Próbował analizować napotkane ślady co jakiś czas biorąc garść ziemi do ręki próbując cokolwiek wyczuć. Trzeba było przyznać, że napotkana sytuacja była dość zagadkowa. Nie rozumiał postępowania złodziei. Najpierw zajeżdżać konie w pełnym galopie żeby potem spokojnie rozpalić ogień. Całkowicie bezsensu.

Gdy zadecydowano chwilowy postój, zeskoczył z siodła i znów zainteresował się rumakiem. Głaskał zwierze po grzywie, a nawet pofatygował się o garść trawy aby nakarmić nowego towarzysza. Niestety i tym razem ktoś musiał mu zepsuć bratanie ze zwierzakiem. Kątem oka złowił ruch Aidana który mówił szeptem do Edyty. Już po chwili wiedział, że mają towarzystwo.
Na twarzy Nessira pojawił się szeroki uśmiech. W końcu miał okazję do jakiejś wymagającej aktywności fizycznej. Nie pamiętał kiedy ostatnio machał mieczem i obawiał się, że nieco zardzewiał od tamtego czasu. Szybka bitka na pewno by mu nie zaszkodziła. Zrównał się z towarzyszami i w milczeniu oczekiwał dalszego rozwoju wypadków.

Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

23 gru 2013, 14:53

Błoto pod końskimi kopytami wydawało obrzydliwe dźwięki. Niby tam się cieszyli, że widać ślady ale do kurwy nędzy, błoto. Brudne, lepiące się wylęgarnie plepsu. A wszystko wskazywało na to, że będą musieli się zatrzymać, ba zsiąść z konia. Jego prowadzący już szedł zostawiając jego i to zwierzę. Nie wiedział jak się do tego zabrać a kocie instynkty kazały działać. Aidanek złapał za kuszę. Może to tylko taki tik nerwowy. Może tak reaguje gdy słońce zasłaniają chmury. A co jeśli ktoś tam jest. Szelest, pęknięta gałąź. Nie miał teraz wątpliwości. Ale czemu od razu z kuszą? Przecież to równie dobrze może być zagubiony handlarz perfumami, jednoręki traper, albo pijany kapłan. Nie nie chcę się ruszać. Nie chcę wchodzić w błoto. I tak mu będą wypominać niesportowe zachowanie jeśli teraz nie zareaguje. A co jeśli za chwilę w miejscu jego głowy pojawi się bełt z kuszy. Aż tak nie mógł ryzykować. Ustał na grzbiecie konia i ściągnął rękawiczki. Dziesięć może osiem metrów do krawędzi drogi. Doskoczy. Wygiął się na grzbiecie konia, któremu niezbyt podobało się, że ktoś po nim chodzi miast zwyczajnie siedzieć. Phuszek uwolnił wyprostowany jak męska erekcja puchowy ogon na wolność i pomachał nim biorąc poprawkę na wiatr. Wystrzelił jak z procy wbijając uprzednio pazury w końskie siodło. Już witał się z gąską, gdy jego tylna łapa zanurzyła się w błocie z plugawym plaśnięciem. Spłoszony kot uciekł szybko na drzewo. Teraz powoli ruszy po konarach podglądać Gorna. A mokre gałęzie będą ocierać się o jego niebieski strój i futro. Wszystko do prania.
Awatar użytkownika
Apsik
Posty: 22
Rejestracja: 17 lis 2013, 18:01
Karta Postaci: viewtopic.php?p=45689#45689

28 gru 2013, 14:55

Sytuacja wyglądała ciekawie – szajka złodziei uciekała, być może w euforycznej radości ze swoej pierwszej tak wielkiej zdobyczy, a być może z głupią i niedoświadczoną tylko naiwnością, że wszystko ujdzie im płazem. Tak czy inaczej – nie myśleli. Nie dość, że nie dbali wcześniej o swoje rumaki, to potem najzwyczajniej w świecie udali się na odpoczynek. I to tuż przy drodze! Sprawiali więc wrażenie idiotów. Być może nimi byli. Jeśli mieli swoją kryjówkę gdzieś w pobliżu, to swoim zachowaniem wskazali łowcom głów jej położenie, przynajmniej przybliżone. Albo to nie byli oni, taka możliwość też istniała i Phuszek był jej świadom.

Ale coś się działo. Ktoś tam był i trzeba było zachować trzeźwość umysłu. Jeśli to złoczyńcy – nie mogli przecież dać im więcej przewagi. Jeśli to ktokolwiek inny – świat jest okrutny, ludzie na nim żyjący nie są przyjaźnie nastawieni do obcych, czasem trafi się jakaś zabłąkana strzała, może bełt, bo "lepiej być przezornym".

Phuszek bardziej się jednak przejmował tym, by nie ubrudzić swojego pięknego ubrania. Zaczął więc wiercić się na koniu, któremu to nijak się nie podobało. Gorn zostawił go tam samego i poszedł uspokajać swój pęcherz, co wystarczająco już zwierze poddenerwowało. Kiedy kotołak się poruszył, koń zastrzygł uszami i cofnął się o kilka kroków, co wytrąciło mężczyznę z równowagi. Żeby ją utrzymać, odruchowo złapał się siodła. Musiał jednak zahaczyć pazurem o cielsko ogiera, bo ten zarżał przeciągle i stanął na tylnich kopytach, sprawiając, że kotołak runął w błoto wszystkimi… czterema(?) łapami.

Koń pogalopował w dal, a Aidan, Edyta i Nessir z mieszanką politowania, kpiny i złości spojrzeli na towarzysza. Zanim cokolwiek zdążyli powiedzieć, ten pierwszy zamarł w bezruchu, upuszczając broń, która wystrzeliła bełtem w jedno z drzew. Mężczyźnie wystawał z gardła kawałek drewna, a z ust zaczęła wyciekać krew. Runął bezwładnie na mokrą ziemię, czemu towarzyszył dziki śmiech w oddali.

Gorn tymczasem nie był niczego świadomy, ponieważ coś mu tę świadomość na kilka chwil odebrało. Zanim zdąrzył pozbierać się z ziemi, już miał związane z tyłu ręce i nogi, a głowa bolała go jeszcze bardziej niż od samego rana. Pochylała się nad nim rudowłosa kobieta. Jej ciemne loki niemal dotykały jego twarzy, kiedy odklejała mu liście od policzka.

– Chciwość nie popłaca, kochanieńki… – powiedziała i odeszła od niego na kilkanaście metrów, gdzie stało dwóch mężczyzn. Jeden miał na sobie brązowy płaszcz i kaptur, drugi nie ukrywał swego wyglądu. Był wojownikiem, miał miecz u pasa. Patrzył w stronę Gorna i milczał. Tamta dwójka o czymś żywo rozmawiała. Zakapturzony jegomość w końcu kiwnął towarzyszowi i wskazał w stronę związanego, a kobiecie kazał zająć się czymś w oddali, sam odchodząc w głąb lasu.

Drugi mężczyzna ruszył w kierunku Gorna. Za krzakami wojownik był w stanie zobaczyć jeszcze dwóch innych, jeden z kuszą i mieczem, drugi tylko z mieczem. Jeden wielki i gruby, drugi niski i chudy, dopasowani jakby szukali siebie całe życie. Kobieta poszła w ich stronę.

Nessir, Edyta i Phuszek nie widzieli napastników, ale słyszeli ich rozmowy – jak to w lesie, nie potrafili rozróżnić słów. Byli niedaleko.

Aidan leżał martwy, a Edyta była wściekła na siebie, ponieważ tego akurat nie przewidziała. Kiedy już się stało, była jednak pewna, że mogła temu zapobiec. Wystarczyło przecież krzyknąć. Cokolwiek. Aidan był wojownikiem, zareagowałby odpowiednio. Nikt z tutaj zgromadzonych jednak nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji – ścigali złodziei, nie morderców. Tyle przynajmniej wiedzieli. Do tego ścigali ich z opóźnieniem wielu godzin, nie mogli przecież być tak długo w jednym miejscu. Jednym zdaniem – nie byli odpowiednio czujni.

Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

30 gru 2013, 01:25

Spojrzała z uśmiechem na twarzy na uwalonego błotem Phuszka. Mimo roześmianej twarzy, szczerze mu współczuła. Sama nie chciałaby wpaść w te błoto, a szczególnie brudzić sobie nim dłonie. Kto wie, co tam w nim było…

Mimo "alarmu" Aidana, nie ściągała z pleców łuku. Stwierdziła jedynie, że to pewnie jakiś zwykły cywil, drwal chociażby się kręci wśród drzew. Po chwili, niekrótkiej, żałowała, że nie zrodziła w sobie większej ostrożności i nie miała łuku w pogotowiu. Aidan… Bogowie, Aidan, jej Aidan oberwał, nie żył.

Aidanie! – Usłyszała krzyk, a po chwili zorientowała się, że to sama ona krzyczy. Zaraz zeskoczyła ze swego konia i podbiegła do towarzysza, który leżał już bez życia na ziemi, w tym błocie. Leżał w błocie. Martwy.

Wstrząsnęło to nią dogłębnie. Zawsze czuła się zazdrosna o umiejętności przyjaciela, ale uwielbiała z nim konkurować, próbować mu dorównać, a teraz? Teraz już nigdy nie strzeli ze swojej kuszy, by jej pokazać, że trafi, że potrafi, że ma cela. Straciła ukochanego przyjaciela, a w głębi lasu był kolejny… Grrr… Musiała coś z tym zrobić, ale czy potrafiła, czy nie zginie jak jakiś chłopak próbujący grać bohatera? W sumie i tak jej marne życie sprowadzało się do bycia nikim i osiągania niczego. To głównie jej przyjaciele odwalali za nią robotę.

Wstała z błota, wycierając dłonie o swą torbę. Zaraz ściągnęła łuk z pleców i napięła pierwszą strzałą, szukając okiem jakiegokolwiek celu, który nie był jej przyjacielem. Zamierzała do wszelkich innych podejrzanych strzelać. Miała kilkanaście strzał do wykorzystania i kuszę przyjaciela. I konia, który częściowo ją osłaniał.

Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

06 sty 2014, 01:02

Błoto. Ogarniało go błoto. Bękart ziemi i wody, zaborczy i plugawy. Niedługo po nim na ziemie upadło kolejne ciało. Twardy bełt wystawał ze złączenia głowy i tułowia barwiąc ubranie i ciało na szkarłatny kolor. Przynajmniej. Lepszy szkarłat niż gówniany, chłopski brąz. Ale Aidan nie żył, a Edyta zamiast coś robić informowała utopionego w błocie kota o swoim istnieniu. Miał wrażenie, że nie tylko jego, zabójcę ale jeszcze kilka przedstawicieli ptactwa.

Kot zerwał się w tryb czteronożny. Za wszelkie wymagane w tej sytuacji przekleństwa wystarczyło długie prychnięcie i pochwalenie się pełnym i wyjątkowo zdrowym uzębieniem.

Czy był zły? Bywał zły, gdy poplamił sobie spodnie naparem z herbaty. Czasem wykrzywił się, gdy zapomniał parasola w deszcz. Albo, gdy ktoś poszczuł go psem. Tak wyglądała jego definicja złości. On jednak stracił towarzysza i swój najlepszy wyjściowy strój okrywając się wstydem przed kompanami.

Nie pamiętał kiedy wpadł między drzewa. Jego dzika natura wzięła nad nim kontrolę. Pragnął rozszarpywać gardła. Polować. Etykieta i dobre maniery poszły w odstawkę. Jest łowcą. Błoto skutecznie zamaskowało jego wyróżniający się strój swoją neutralną i niezauważalną aurą. Wiedział, że jest obserwowany. Przecież strzelec nie mógł sobie od tak odejść. Musiał więc uciec od jego spojrzenia. I znaleźć go przed nim. Jeśli to zwykły człowiek, to nie mógł się równać z wyczulonymi zmysłami i naturalnymi predyspozycjami kotołaka. Gdy wbiegł w osłonę drzew wciąż obawiając się kolejnych strzałów wspiął się na drzewo, by zniknąć między gałęziami. Zlazł kilka pniaków dalej i powoli czołgał się w krzakach, by znowu zerwać się do biegu na drzewo. Chciał mieć pewność, że uciekł od spojrzenia strzelca bądź strzelców. Dopiero wtedy zaczynają się podchody.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 265
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

10 sty 2014, 02:16

Nessir przez pierwsze kilka chwil zupełnie nie wiedział co się dzieje wokół niego. W jednej chwili stał spokojnie i przyglądał się okolicy, a w drugiej zamarł w oczekiwaniu na najgorsze – własną śmierć. Czuł strach, jak każdy normalny człowiek w takiej sytuacji. Bacznie nasłuchiwał dalszych odgłosów, leżąc przy ciele martwego kolegi. Słyszany w oddali śmiech nie zwiastował szybkiego ujawnienia się napastników. Nie wiedząc za bardzo co zrobić, chwycił za kuszę Aidana i próbował coś ustrzelić. Wiedział, że raczej marne będą tego efekty ale nie zacznie przecież szarżować z gołym mieczem w kierunku lasu. Był pewien, że zginął by równie szybko co kusznik.

Chwilę zajęło mu napięcie kolejnego bełtu. Wycelował w kierunku lasu i pozwolił by pocisk leciał w dal. Naiwnie nasłuchiwał jakiegoś odgłosu bólu czy chociaż przekleństwa. Trzeba było przyznać, że był dość marnym strzelcem. Na wypadek gdyby Edycie skończyły się strzały, podsunął jej kuszę. Obserwował jej poczynania po czym pokręcił głową. Nawet było mu jej szkoda. Chodziła ciągle roztrzepana, a widać, że coś ją łączyło z Aidanem. Zastanawiał się jak w jednej chwili wszystko mogło się tak spierdolić.

Zezłoszczony własną nieprzydatnością, nadal klęczał obok towarzyszki, modląc się w duchu żeby jego nie dosięgła któraś ze zbłąkanych strzał.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.