Polowanie na Czarownice

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 631
Rejestracja: 11 lis. 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Polowanie na Czarownice

11 cze. 2014, 19:07

>>Nessir na mnie krzyczał i mówił, że chcecie się sami poznać, żeby was sam nie próbował poznawać. Zgoda. Wszyscy znajdujecie się na niżej opisanej ulicy. Zabawa się zaczyna.

Czarodziejka siedziała w swym ulubionym fotelu i od dłuższego czasu czytała niewielką, zapisaną w starszej mowie, książkę.

Była nią zafascynowana do tego stopnia, że nawet uporczywie atakująca mucha nie potrafiła w żaden sposób oderwać jej od lektury. Owad nie poddawał się. Cały czas próbował zwrócić na siebie uwagę. Bzyczała, uderzała o sufit, odważyła się nawet usiąść na jej nosie i nic. Kompletny brak zainteresowania. Czarownica nawet nie próbowała jej zdmuchnąć. Niestety pech chciał, że gdy wszędobylska mucha usiadła na jednej ze stronic ciekawej książki, akurat w momencie, w którym Złotowłosa postanowiła ją zamknąć. Zatrzasnęła ją niespodziewanie, latający owad nie miał szans.

Kobieta podrapała się po nosie po czym wstała. Przeciągnęła się, ziewnęła. Było już dość późno, około północy. Nie planowała niczego na dzisiejszą noc, chciała odpocząć.

Ostatnio zbyt wiele czasu spędzała przy pracy, zapominając o tym co tak naprawdę sprawia jej przyjemność – sen.
Nie mogłaby, jednak zasnąć, gdyby nie zasiadła na swym dębowym krześle, obitym miękkim, fioletowym materiałem i nie spojrzała w swą magiczną kulę. Usiadła lekko i z wdziękiem, w taki sposób, że krzesło nawet nie zaskrzypiało. Demonstracyjnym ruchem ręki pociągnęła za
purpurowo-bordową chustę, czym odsłoniła okrągły przedmiot wielkości głowy kilkuletniego dziecka.
Lewą dłonią delikatnie ją przetarła, dotknięcie było tak lekkie, że nawet piórko nie powstydziłoby się tej lekkości. W tym samym momencie subtelnie wyszeptała zaklęcie, a gdy skończyła jej oczom ukazał się obraz. Obraz miasta nocą…

Ulice nawet o tak późnej porze były bardzo ruchliwe. W tłumnie spacerujących grupach próżno było, jednak szukać trzeźwych. Z reguły byli to strażnicy patrolujący miasto.

Chociaż i im zdarzało się nierzadko zresztą przyjść na służbę pijanym, czy też nawalić się już podczas pełnienia warty. Byli wtedy dosyć agresywni, a każda próba kontaktu mogła się w najlepszym wypadku skończyć długą i bardzo wyrafinowaną salwą obelg. Dzisiejszej nocy, dzień przed pełnią księżyca, również nie wyglądali na trzeźwych. Przynajmniej jeden z ich konfratrów zachowywał się tak, jakby zaraz miał się przewrócić i do samego rana już się nie pozbierać.
Po zmierzchu na ulicach zwykle panował półmrok co nadawało miastu o tej porze dość nieprzyjaznego wyrazu. Miało to, jednak swój urok. Tajemnicze miasto nocą, gdzie bardzo łatwo dostać drewnianą pałką w łeb od narżniętego draba, przyciągało nietutejszych, szukających przygód do zwiedzania ciemnych ulic.
Uderzony właśnie takim przedmiotem, starszy jegomość pluł krwią i psioczył. Wyzywał od najgorszych swych oprawców, a także czarownicę, przez którą coraz więcej ludzi zaczęło nosić przy sobie broń. Listy gończe, które całkiem niedawno postanowił rozesłać po całej okolicy Rogward sprawiły, że spora grupa ludzi powzięła sobie za cel pojmanie wiedźmy, dostarczenie jej przed obliczę Mortangira i otrzymania sowitej zapłaty.

- A niech ci kuśka uschnie – warczał ledwo mogący się wydostać z rynsztoku siwowłosy mężczyzna. - A żebyś se już nigdy nie pochędożył – dodał po ostatniej nieudanej próbie.

Przechodzący obok strażnicy nawet nie zwrócili na niego uwagi. Przeszli, jak gdyby dla nich nie istniał.
Gdzieś dalej, dwa długouche elfy wykłócały się o sposób w jaki można by było pojmać wiedźmę.
- Zrobimy zasadzkę, inaczej się nie da – rzucił wyższy, o siwo-czarnych włosach.
- Nie pieprz głupot. Bez przynęty nam nie pójdzie… – machnął ręką pokazując tym gestem bardzo dobitnie, gdzie ma plan swojego kompana. - Do tego potrzeba by nam młodego dzieciaka, a skąd my takiego weźmiemy? – zadał pytanie po czym sięgnął do niewielkiej kieszeni, wyciągnął równie niewielką buteleczkę, zapewne z wódką. Pociągnąwszy z niej solidnie wyrzucił ją na ziemię po czym skierował się w stronę portu. Niższy z dwójki, o bardzo ciemnej cerze jak na elfa, ruszył zaraz za nim.

Istotnie, wiedźma największe zło wyrządziła miastu porywając młode dziewczyny w niewiadomym celu. Nikt nie miał pojęcia dlaczego to robi, gdyż do tej pory nie udało się odnaleźć ani jednej z uprowadzonych.

Prócz tego naprzykrzała się na wiele innych sposobów. Rybacy nienawidzili jej za sztormy, które rzekomo raz po raz sprowadzała w ich tereny łowieckie, kupcy i rzemieślnicy oskarżają ją o odstraszanie klientów. Uważali też, że to właśnie przez nią zdarzało im się wytwarzać wadliwe uroki.
- Cholera by ją wzięła – burknął jeden z kupców wychodząc z karczmy, gdzie po raz kolejny nie udało mu się dobić korzystnego dla niego targu.
Na ulicy panował istny rejwach, jak w szczytowych godzinach przed placem ratuszowym, gdzie handlarze prześcigali się w najlepsze, w zachwalaniu swoich wyrobów.
Jedynie rudy kot, jakby nic sobie z tego wszystkiego nie robił. Wylegiwał się na niewielkim parapecie próbując znaleźć najwygodniejszą pozycję do obserwacji.

Z karczmy wyleciał z hukiem kolejny mężczyzna, jednak sprawiał wrażenie zupełnie trzeźwego. Nikogo to nie obeszło. Jedynie sam poszkodowany pokrzykiwał coś w stronę drzwi.

- Człowiek chce się tu czego dowiedzieć o tej pieprzonej wiedźmie, a tu go jak psa, jak gówno jakie, za drzwi i nie wracaj – krzyczał. - Ja wam jeszcze pokażę wy psie syny! – zapewne mężczyzna krzyczałby tak jeszcze bardzo długo, gdyby ktoś nie zdzielił go pałą w tył głowy. Szatyn osunął się na ziemię bezwładnie niczym szmaciana lalka. Rozbójnik odszedł zaś w ciszy. Miał szczęście, że w pobliżu nie było straży miejskiej.
Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

11 cze. 2014, 22:56

Dzisiejszego wieczoru karczma cierpiała na wyraźne torsje, raz po raz wypluwając nadprogramowych gości. Ów dociekliwy mężczyzna nie był ani pierwszą, ani ostatnią ofiarą, która wyleciała bezceremonialnie za drzwi. Ba, nie był nawet rekordzistą w kwestii ilości przelotów. Choć obecnie laur należał do pewnego krzepkiego staruszka, wyrzuconego już dziś pięciokrotnie, o pierwsze miejsce uparcie rywalizowała pewna zadzierżysta dziewczynka.

Za pierwszym razem stawiała na naturalność. Nic tak nie ułatwia sprawy, jak wypisana na twarzy pewność siebie i głębokie przekonanie o swej niewinności.

Krista wyfrunęła za drzwi, gdy tylko karczmarz napotkał jej spojrzenie. "To nie jest miejsce dla smarkaczy!" – ryknął na do widzenia.

Drugi raz okazał się bardziej owocny. Otwarte okno było dla niej jak imienne zaproszenie. Podobnie uważał i tłusty kocur, który osyczał nieproszonego gościa z dezaprobatą. Imiennych zaproszeń nie powinno rozdawać się na prawo i lewo.

Udało jej się zwędzić trochę jedzenia z kuchni i na pojednanie poczęstowała kota kawałkiem ryby. Schody zaczęły się dopiero, gdy Krista zdecydowała się powęszyć trochę wśród gości. Bystre oczy karczmarza ponownie wypatrzyły skulonego smarkacza i tym razem postawny mężczyzna wyrzucił ją za drzwi osobiście.

Minęło kilka godzin zanim porządnie obtłuczona dzieweczka zdecydowała się wrócić do karczmy. Całe miasto trąbiło o czarownicy, w dodatku na dniach ściągnęło tu całe mnóstwo obcych. To drugie znacznie bardziej interesowało Kristę, czemu trudno się dziwić. Ktoś, kto z trudem wiąże koniec z końcem jest mniej zainteresowany perspektywą anonimowych zaginionych, gdy w grę wchodzi prosta droga do poprawienia warunków bytu. Zajęci sprawą czarownicy przyjezdni byli mniej zajęci sprawą własnych sakiewek.

Te kilka godzin przerwy w szturmie na karczmę okazało się dobrym pomysłem. W budynku wrzało jak w ulu i nikt nie zwracał większej uwagi na wzrost i wiek gości. W chwili gdy kolejny wulgarny drab wyleciał przez chwiejące się już w zawiasach drzwi, Krista dostrzegła swoją szansę i wśliznęła się do środka.

Poczuła się, jakby ktoś istotnie wepchnął ją do ula. Rumor przeszkadzał w rozróżnieniu choćby pojedynczych słów, a nawet siedzący przy jednym stole musieli niemalże krzyczeć, by się porozumieć. Po sekundzie o oszołomioną smarkulę potknął się jakiś dryblas i wylał połowę zawartości swego kufla na sąsiada. Krista czmychnęła pospiesznie, chowając się pod jednym ze stołów. Już po chwili wystrzeliła spod niego jak z procy, gdy jakiś zdenerwowany gość kopnął ją w żebra. Jęcząc z cicha i obmacując bolące kości, skryła się w ciemnym rogu tuż obok najbardziej oddalonego od drzwi stolika.

Od drzwi dzieliła ją plątanina ludzkich i stołowych nóg, kilkanaście kufli i jeszcze więcej zapijaczonych mord. Szybko przekalkulowała, że mniej bolesne będzie pozwolenie, by karczmarz wyrzucił ją za drzwi po raz trzeci. Niemal się zasmuciła, gdy zobaczyła go spoconego i zadyszanego, uwijającego się za ladą jak w ukropie. Zdecydowanie miał lepsze rzeczy do roboty.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty. 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

12 cze. 2014, 10:33

Amalor nie był pewny jak długo siedział w karczmie obserwując kolejnych wyrzucanej z niej ludzi i nieludzi chcących albo wypić coś gratis, lub dowiedzieć się czegoś o wielkiej złej wiedźmie, która pewnie właśnie chędożyła się z grupą demonów, czy inną bajeczką rozpowiadaną przez ulicznych naganiaczy. Mimo swojego zwyczajowego nastawienia, co do tej całej wiedźmy to najemnik musiał przyznać, że był sceptyczny, co do conajmniej połowy przypisywanych jej występków. Grunt, żeby ciemny lud w to wierzył, więcej zapłacą za jej głowę, kiedy rzuci ją im na stół.

Dlaczego zatem siedział i marnował czas zamiast wyruszyć, lub samemu o coś zapytać? Otóż po pierwszym osobniku wywalonym z karczmy, postanowił poczekać na innych i dowiedzieć się najpierw, jakich pytań lepiej nie zadawać, by nie musieć potem prać płaszcza po bliskim spotkaniu z błotem. Podobnych mu awanturników robiło się ostatnimi czasy na pęczki, jednak żaden jeszcze niczego nie osiągnął, co tylko poprawi jego reputację, kiedy to jemu się uda, ale w tym celu musiał zrobić także dobre pierwsze wrażenie by potem było wiadomo czyje imie mają wysławiać.

Kiedy mężczyzna zaczął powoli się nudzić i zamierzał zabrać się do właściwej części swoich planów, do karczmy wślizgnęło się dziecko. Chyba dziewczynka, acz w tym wieku żadnych kształtów nie było się co dopatrywać, a nie każdy chłopak miał cierpliwość do regularnego ścinania włosów. Pewnie polowała na sakiewki, bo co taka dziewczynka mogła robić w karczmie pełnej zapijaczonych mężczyzn? Na świadczenie pewnych usług była jeszcze chyba za młoda, acz nie o takich rzeczach się słyszało. Przeciętny pijaczek kompletnie oleje zagrożenie ze strony takiej małej osóbki, jednak Amalor wiedział, że wśród takich łachmaniarzy potrafią się ukrywać nieźli kieszonkowcy. Niestety, jego oczekiwania, co do dziecka szybko wyparowały, kiedy potknął się o nią jakiś typ i było widać, że nie do końca radzi sobie w tłumie. Problem polegał na tym, że sytuacja, jaką wywołała groziła rozpoczęciem burdy a to nie było nikomu na rękę. Cóż, mleko, lub raczej piwo, się rozlało, więc nic już nie mógł na to poradzić, prócz dobrania się do przyczyny ewentualnej burdy.

Najemnik podniósł się z zajmowanego przez siebie krzesła, podniósł z ziemi swój łuk i kołczan, z którego wyciągnął jedną ze strzał, by wbić ją następnie w oparcie krzesła, na znak, że miejsce nadal jest zajęte, i ruszył w kierunku skulonej w rogu dziewczynki, z prawym sierpowym gotowym by utorować sobie drogę w razie czego. Kiedy uda mu się przecisnąć przez tłum, rzuci w stronę dziewczynki krótkie "Chodź, zanim cię rozdeptają" i skieruje się z powrotem do swojego stolika.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

13 cze. 2014, 12:28

Każdy może przywyknąć do smrodu. Nie trzeba go lubić, to oczywiste, lecz w pewnym momencie przestaje on tak przeszkadzać, nie utrudnia koncentracji. Czas działał jak alkohol – znieczulił. Pot? Ryby? Stary tłuszcz, przypalone potrawy, piwo wsiąkające w deski stołów, krzeseł i podłogi? To nie był problem. Przynajmniej dla Gudrum, gdyż przez lata przyzwyczaiła się do podobnych warunków i panujący zapach nie przewiercał jej nozdrzy, jak było to w przypadku co wrażliwszych panien – choć takie, powiedzmy sobie szczerze, rzadko się tu pojawiały.

Kobieta lawirowała między klientelą karczmy, dziwiąc się w myślach jednocześnie, jak wiele jej tu ostatnio. Izba nie należała do najmniejszych, a i tak wypełniona była dziś po brzegi. Jak i wczoraj, przedwczoraj… Przy każdym stole rozmawiano, kłócono się – zewsząd słychać było śmiech, uniesione głosy, beknięcia lub pijacki, znacznie mniej zrozumiały bełkot. Dziewczyna wyjątkowo nie skupiała się na żadnej konkretnej konwersacji. Pracy było dużo, urabiała ręce po łokcie, a wszystko to pod czujnym, choć trochę zmęczonym okiem karczmarza. Z wprawą zbierała kufle ze stołów, nawet nie udając, że zamierza zetrzeć nagromadzony na nich przez godziny brud, wracała do kuchni, przynosiła więcej alkoholu i paskudnych potraw. Czasem czmychała przed wielkimi, męskimi łapskami, których właściciele usilnie próbowali zbadać, co karczemna dziewka chowa pod sukniami. Czasem uważnie lustrowała pomieszczenie, szukając nowych gości – tempo rotacji było dziś zabójcze – i spieszyła, by ich obsłużyć. Opcjonalnie pokręcić się wokół i pokazać, że jest na każde ich zawołanie.

Była. Wiedziała o tym doskonale.

Czarny i średniej świeżości kosmyk włosów Gudrum wsunęła za ucho. Nie miała czasu na odpoczynek, ale szaleństwo ostatnich nocy zaczęło jej się dawać we znaki. Przystanęła w kącie, gdy ruch zdał się jej nieco mniejszy. Czarownica, o której mówili wszyscy, może i zrobiła niezłą reklamę całej okolicy, gdyż wszędzie, po prostu wszędzie kręcili się głupcy z ambitnym pomysłem pojmania wiedźmy i zainkasowania wielkiej nagrody (a ci musieli coś zjeść, wypić, gdzieś się przespać i coś podupczyć), lecz sprawiła przy tym sporo kłopotów. Większość mieszkańców nosiła przy sobie broń, dzieciakom nie pozwalano bawić się na podwórkach bez opieki, nocą strach było wyjść poza karczmę – przynajmniej w przypadku Gudrum, dla której był to i dom, i praca. Westchnęła. Zawsze lubiła podsłuchiwać gości karczmy, lecz ostatnio i to zrobiło się drażniące. Gdyby miała zebrać wszystkie usłyszane pomysły na schwytanie wiedźmy, gdyby skompletowała wszystkie plany niedoszłych bohaterów na wydanie pieniędzy z nagrody – powstałaby gruba, zapisana maczkiem księga. Być może zarobiłaby na niej pieniądze, być może ktoś by o niej usłyszał. Szkoda, że dziewczyna nie umiała nawet pisać.

Wracając jednak – ludzie nie rozmawiali o niczym innym. Ciągle dało się usłyszeć plotki na temat aktualnego miejsca pobytu wiedźmy, choć z pewnością wszystkie z nich były gówno warte. Okolicznych mieszkańców i przejezdnych opanowało szaleństwo i Gudrum naprawdę nie mogła się doczekać, aż się ono skończy. Tymczasem wróciła do pracy, ponownie ogarniając wzrokiem izbę. Niby niewiele się zmieniło – kilku gości wyleciało, zastąpiło ich kilku następnych; ktoś grzecznie wyszedł zwymiotować na podwórko, inny komuś obił mordę – lecz kilka szczegółów przykuło jej uwagę. Paru zakapturzonych gości (ci zawsze wydawali jej się interesujący), dwie całkiem ładne, ale trochę zaniedbane kobiety (które na pewno nie wrócą dzisiaj do domów z pustą sakiewką) i… mężczyzna zaczepiający dziewczynkę. Gudrum kojarzyła ją z dzisiaj, została wyrzucona przez karczmarza. I dobrze. Nie było to miejsce dla dzieci. Nawet dla tych brudnych i, jak się zdawało na pierwszy rzut oka, sierot. Ale ten gość co? Podupczyć chciał? Szukał rozrywek, mało wymagających rozmówców? Z braku laku podeszła do ich stolika, daleko przecież nie miała.

– Będziecie coś pić? – zapytała krótko i konkretnie. Głos miała lekko zachrypnięty, gdy pytanie kierowała do mężczyzny. Zerkała jednak ciekawie na dziecko, na dziewczynkę-przybłędę. Nie, nie nalegała na jej wyjście.

Generalnie miała w dupie, czy mała może tu siedzieć. Postanowiła karczmarzowi zostawić ściganie zbyt młodych gości, ona miała wystarczająco dużo własnej roboty.

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 261
Rejestracja: 31 sty. 2013, 17:03
Lokalizacja postaci:
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

13 cze. 2014, 14:04

Pirat szedł mocno chwiejnym krokiem w stronę karczmy. Tak mu się przynajmniej wydawało. Jego stan jasno wskazywał na to, że nie do końca jest w pełni świadomy swoich czynów. Wolno przebierał nogami, tak jakby sprawiało mu to największą trudność. Głowa co jakiś czas leciała mu w dół, a bełkot który wydobywał się z jego ust raczej nie zachęcał do jakiejkolwiek rozmowy. Szedł wolno, zaliczając slalom od jednej strony ulicy do drugiej. Był pijany do tego stopnia, że musiał co jakiś czas robić krótkie przerwy w marszu. Podpierał się wtedy o najbliższą mu rzecz i starał uspokoić wirujący świat. Jakże on uwielbiał gdy świat mu wirował przed oczami. Z rozbawieniem na twarzy obserwował najbliższą okolicę. Starał się zorientować, mniej więcej, gdzie jest. Niestety, nie szło mu to zbyt dobrze. Może byłoby łatwiej gdyby nie był w tym mieście po raz pierwszy.

Nadal miał w głowie słowa dwóch jegomościów których spotkał w porcie. Mówili jasno, że musi się kierować wzdłuż tej ulicy, a dojdzie do karczmy. Nie obchodziło go zbytnio do jakiej. Ważne żeby mógł usiąść na czymś stabilnym i napić się czegoś zimnego. Zresztą, kolesie z którymi gadał nie wyglądali na stałych bywalców jakiś wyrafinowanych przybytków. Był całkiem pewien, że poszukiwana karczma będzie na jego kieszeń. Odetchnął głęboko kilka razy i podjął dalszą wędrówkę.

- Kurwa, przecież ta droga nie ma końca. – mruknął do siebie gdy spojrzał wzdłuż ulicy. Widok rzeczywiście nie napawał optymizmem. Szedł dobre pięć minut, a karczmy nadal nawet nie miał w zasięgu wzroku. Chwile rozważał czy możliwe było zabłądzenie, ale po krótkim namyśle stwierdził, że aż takim matołem nie jest. Co prawda lepiej sobie radził na otartym morzu, ale w mieście jeszcze nigdy się nie zgubił. Chciał podtrzymać tą dobrą passę.

W końcu doszedł. Był szczęśliwy. Może dlatego, że ostatni odcinek pokonał niemal na słuch. Widział naprawdę mało. Było nieziemsko ciemno, a on był zalany w trupa. Dopiero gdy usłyszał podniesione głosy gości był pewny, że ma do czynienia z karczmą. Zaciągnął się specyficznym powietrzem i pchnął masywne drzwi karczmy. Pierwsze co poczuł to smród. Był nieziemsko ostry. Na statku nigdy tak nie śmierdziało. Jameson ostrożnie przekroczył próg i wolnym krokiem szedł w kierunku szynkwasu. Nie spodobało mu się tutaj. Było za dużo ludzi, mało miejsca, a kobiety wyglądały na mocno zaniedbane i brzydkie. Noc zapowiadała się fatalnie.

Całkiem przez przypadek usłyszał pytanie karczemnej dziewki. Przyklasnął dłońmi i po chwili stał już przy stoliku i kobiecie w niebieskich łachmanach. Szybko zmierzył ją wzrokiem i ocenił. Mogło być gorzej.
– Co za głupie pytanie. Będziemy, a przynajmniej ja. Na początek zimne piwo. – powiedział po czym z wyraźną ulgą dosiadł się do siedzącej już dwójki. Wyciągnął na stół jakieś trzy złote monety. Tak mu się przynajmniej zdawało. W rzeczywistości były to dwie monety i jeden guzik od jego kamizelki.

Miał nadzieję, że siedząca już dwójka nie będzie robić problemów z jego obecności. Wyglądali na szczęśliwą rodzinę. Usiadł wygodniej przy stoliku lekko odsuwając się od niego.

– Bezpiecznie tak przyprowadzać córkę w takie miejsce? – zagadnął do łucznika i niezbyt przytomnym wzrokiem spojrzał na dziewczynkę.

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

14 cze. 2014, 13:55

Gdyby jej matka wciąż żyła, zapewne wywlokłaby ją stąd za ucho, po czym sprała krawiecką miarą, jak miała w zwyczaju. Szczerze mówiąc, Krista wiele by dała, żeby ktokolwiek ją stąd wyciągnął, niechby i za to ucho. Czy to ciekawość, czy wielka chęć zrobienia czegoś "na diabła", czy zwykła potrzeba skołowania kilku miedziaków bardzo często pakowała ją w podobne kłopoty, a dziecko, jak to dziecko, lubiło najpierw robić, potem myśleć. Szybko zdała sobie sprawę, że dużo szybciej zarobi kolejnego kopniaka, niż usłyszy coś interesującego. Na schronienie też nie miała co liczyć, a choć bała się wracać do domu, perspektywa włóczenia się po ulicy w obecnych czasach też napawała ją lękiem. Koniec końców, znalazła się w kropce, jak przysłowiowy mysikrólik w norce. Sowa w osobie draba, który się o nią potknął, wciąż szukała pod nogami sprawcy, z wypisaną na twarzy nieukrywaną chęcią przygrzania mu w ryj. Krista wzdrygnęła się i skuliła jeszcze bardziej. Wydawała się o połowę mniejsza niż w rzeczywistości.

- Chodź, zanim cię rozdeptają – usłyszała. Wytrzeszczyła niebieskie oczka na przybysza, w pierwszym odruchu próbując czmychnąć gdzieś daleko. Za sobą jednak miała ścianę, a słowa wypowiedziane przez przybysza brzmiały całkiem życzliwie.

Na ulicy bardzo szybko ją uświadomiono, że kiedy dziewczyna osiąga pewien wiek, może wybrać sobie odpowiednią "karierę". Kristę zawsze mierził widok obdartych, chudych dziewcząt wygłaszających swoje jękliwe "Poszukujesz towarzystwa na tę noc?". Kiedy jej ojciec przywlókł ze sobą jedną taką, najwyżej kilka lat starszą od niej, i pożyczył córce podobnej przyszłości, Krista przysięgła sobie, że pierwszemu takiemu amatorowi zręcznym ruchem skróci instrument.

Przypomniawszy sobie teraz tą przysięgę, miała ochotę wybuchnąć śmiechem nad własną głupotą. Kiedy mężczyzna odwrócił się i nie czekając na nią wrócił do swego stolika, Krista podreptała za nim, by zdążyć przemknąć się utworzoną przezeń wyrwą w ścianie gości.

Wspięła się na za duże krzesło i wlepiła lekko obrażone spojrzenie w najemnika, jakby chciała burknąć "No coo?!". Nie dość, że gapił się na nią, jak na jakąś wymiętoszoną, nieszczęsną, psia go mać, dziecinę, to jeszcze, kanalia, się śmiał.

W rzeczywistości Krista ani nie uważała łucznika za kanalię, ani tym bardziej nie czyniła na poważnie podobnych spekulacji na temat jego matki. Po prostu wstyd jej było, że wpakowała się w takie gówno na własne życzenie.

- Czego chcesz? - burknęła, wodząc wzrokiem od całkiem ładnego łuku, po absurdalne, purpurowe piórko na czubku kaptura – Nie jestem…


Przerwała jej karczemna dziewka, która nagle wyrosła tuż obok niej. Spojrzała w górę nieco zbita z tropu, napotykając jej zmęczone całodzienną pracą spojrzenie.


– Nmmic… ja tylko… – wyjąkała niepewnie. Wyrzuci mnie… , pomyślała. Wciąż bolące żebra przypomniały jej, że to z pewnością nie będzie przyjemna wycieczka.

Wtem do stołu przydryfował malowniczo obdarty mężczyzna o wyglądzie (i zapachu) spłukanego marynarza, ewidentnie zabalsamowany w czarnoziem. Krista zawsze uważała, że do karczmy ludzie chodzą trzeźwi, a wychodzą pijani, ten jednak najwyraźniej nic sobie nie robił z utartych reguł. Zawartość jego sakiewki, demonstracyjnie przypiętej do pasa, odebrała jej chęci do ewentualnego wzbogacenia się jego kosztem. Była jednak pewna, że dałby się obrobić nawet z własnej głowy i szybko by tego nie zauważył.

Dziad już na pierwszy rzut oka odstręczał ją stokroć bardziej niż denerwująco uśmiechnięty najemnik-kogut.

Fuknęła głośno, gdy zasugerował, że Kogut jest jej ojcem.

– Chyba śnisz! - pisnęła. Jej głosik zupełnie nie pasował do wypełnionej rechotem, krzykami i pijacką dyskusją karczmy. Zerknęła z lękiem w stronę draba, któremu zaplątała się pod nogi, a który właśnie zamierzał wyegzekwować na sąsiedzie zwrot wylanego piwa. Krista zsunęła się z krzesła i schowała za spódnicą dziewki. Układała już w myślach przekonujące wytłumaczenie, dlaczego kręciła się po karczmie przez cały wieczór.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty. 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

14 cze. 2014, 14:53

// Heh, kogut. O tym nie pomyślałem.

Teraz powinien nastąpić moment, w którym Amalor drapiąc się po głowie zastanawiał się po jaką cholerę tak w ogóle ruszył się w kierunku dziewczynki. W tej chwili nie szukał usług, z którymi każdemu ta sytuacja by się skojarzyła a nawet jeśli, to wolałby widzieć jakieś krągłości w wybranej przez siebie pracującej kobiecie. Czyżby najzwyczajniej w świecie zrobiło mu się żal na widok jej przerażonej twarzyczki zapędzonej w kąt? Może chodziło o fakt, że respektował takich jak ona, radzących sobie samemu, podcinając sakiewki i okradając stragany. Było to trudne życie, ale ci, którzy przetrwali taką młodość, stawali się silni a fakt, że ta dziewczyna żyła, sugerował, że była na dobrej drodze. Rynsztok często okazywał się lepszym trenerem niż najsurowszy sierżant. Jednak oczywiście chodziło tu o Amalora, on się rzadko kiedy zastanawiał, chyba, że działo się coś naprawdę istotnego.

Jedno trzeba przyznać, jej przerażone spojrzenie, gdy się odezwał było warte każdych pieniędzy. Strach oznaczał kontrolę a jeśli coś naprawdę go interesowało, to właśnie kontrola nad innymi, nieważne, w jaki sposób zdobyta, byle była. Prawdę mówiąc, najemnik oczekiwał, że dzieciak skorzysta z sytuacji by opuścić przybytek tak szybko jak mógł, ale ku jego zaskoczeniu, mała podążyła za nim, mniej lub bardziej chętnie i nawet usiadła przy stoliku, który na szczęście pozostał wolny. Para ciemnoniebieskich oczu wpatrywała się w niego przez chwilę, wyrażając więcej niż tysiąc słów, co tylko poszerzyło uśmieszek na ustach łucznika.

- Spokojnie mała, zrobienie ci krzywdy jest ostatnie na mojej liście priorytetów w tej chwili. – Odezwał się spokojnie równo z nią, ignorując jej słowa i po krótkiej przerwie z nutką humoru dodał - Ale jeśli zrobisz coś głupiego, to pamiętaj, że ostatnie nadal znaczy, że jest na tej liście. – Zaśmiał się kończąc swoją krótką wypowiedź, tylko po to by zostać zaczepionym przez kobietę zdającą się usługiwać klientom, która chyba powinna być teraz bardziej zajęta prawdopodobieństwem burdy w przybytku. Musiało chodzić o to, jak sytuacja pomiędzy nim a dziewczynką wyglądała, mimo niewinnego pytania o to, co mogłaby podać, w końcu było to dość jednoznaczne.

- Kufel piwa. Dobrego. – Odparł, znów spokojnie acz z nutką rozbawienia, która rozbrzmiała głośniej, gdy kontynuował. – Wiem jak obecność tej małej tu wygląda i prawdę mówiąc, mam to gdzieś. Osobiście oczekiwałem, że ucieknie i nadal może to zrobić. – Wytłumaczył obecność małej, rozkładając ręce i wzruszając ramionami na koniec. Nie, żeby mógł ją ustrzelić jakby zaczęła uciekać, musiałoby mu coś paść na głowę bardziej niż zwykle, by wejść do zatłoczonej karczmy z cięciwą na łuku.

Cała sytuacja niepotrzebnie się skomplikowała, bo zrobiło mu się szkoda dziecka w kącie, ale przynajmniej zrobiło się ciekawie, więc nikt nie miał zamiaru narzekać. Oczywiście nie skończyło się na babie, która postanowiła go zaczepić z pytaniem o następną kolejkę, gdyż ktoś inny musiał usłyszeć jej pytanie i się doczepić, tym razem ktoś, kto raczej kolejnego kufla oglądać nie powinien, w dodatku pasujący do dwóch przedstawicielek płci żeńskiej, nosząc ubranie w równie opłakanym stanie jak one. Uśmieszek zaczął powoli znikać z ust Amalora, gdy zapijaczony marynarz założył, że myszowłosa dziewczynka jest jego córką na co ta zareagowała dość gwałtownie, zrywając się z siedzenia i chowając się za kiecką kobiety roznoszącej napitki. Najemnikowi pozostało tylko przeciągnąć dłoń po twarzy i westchnąć w świetle tej sytuacji.

- Dobra, dobra. Słuchajcie panienki. – Odezwał się ponownie, kierując wypowiedź także do pirata. - Miałem właśnie ruszyć się od tego stołka gdy ten dzieciak się napatoczył i wszystko się nagle skomplikowało. Jestem tu tylko, żeby dowiedzieć się czegoś o tej chędożonej wiedźmie, a to całe zamieszanie przyprawia mnie o migrenę. Nie wiem jak u was, ale kiedy złapie mnie migrena, jestem bezużyteczny w kwestii polowań na wiedźmy. Zamiast napitku powiedz mi lepiej gdzie się skierować po te informacje. – Nadal nie było nadmiernej powagi w jego słowa, przynajmniej do ostatniego zdania, skierowanego do tej dorosłej z przedstawicielek płci pięknej.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 631
Rejestracja: 11 lis. 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

14 cze. 2014, 18:42

W karczmie było bardzo tłoczno. Ludzie dosłownie przeciskali się między sobą, aby dostać się czy to do środka, czy też w zupełnie przeciwnym kierunku.

Było głośno i duszno. W całej oberży pachniało pieczoną cebulą, spalonym mięsem i czymś jeszcze co naprawdę trudno było zidentyfikować. Karczmarz raz po raz nalewał piwa do kufli, a karczmarki, które dziś miały pełne ręce roboty, zabierały je i zanosiły do gości. Niektóre, co śmielsze uśmiechały się i ochoczo mrugały w kierunku podchmielonych już klientów. Zapewne liczyły na solidny napiwek, nie tylko w postaci kilku miedziaków.

Wszyscy byli zajęci sobą. Nikt nie zwracał uwagi ani na małą dziewczynkę, ani na jej obrońcę, a już na pewno nie na pirata, ponieważ takich jak on było tutaj na pęczki.

Jameson nieszczególnie się zresztą odznaczał. Cuchnął jak inni, miał stare, wytarte ubrania – ot zwykły ubogi piracina szukający alkoholu i łatwej rozrywki.

Z karczmy co chwila ktoś wychodził, czy to o własnych siłach, czy to przy pomocy stróżującego mężczyzny. Był to wysoki, krótko obcięty, dość otyły mężczyzna, który mimo swej tuszy sprawiał wrażenie groźnego i zabójczo poważnego.

Nie uśmiechał się, jego twarz była jak skała. Twarda i niewzruszona. Do pomocy miał swój kij, którym już nie raz przyłożył pijanemu, sprawiającemu kłopoty gościowi. Co jakiś czas podchodziła do niego karczmarka przynosząc kufel piwa. Jora, bo tak wołano na ochroniarza, przechylał naczynie i wypijał całą jego zawartość dosłownie w kilka sekund. Mimo iż przez cały wieczór wypijał sporo alkoholu to wytrzymywał na swym stanowisku do białego rana. Kiedy to ostatni pijaczek zwlekał się ze stołu i próbował trafić do drzwi, aby następnie wyrżnąć się i zasnąć, gdzieś w rynsztoku.

Już grubo po północy do oberży weszło dwóch elfów, których wcześniej można było spotkać na dworze.

Usiedli przy ostatnim wolnym stoliku – dokładnie naprzeciw Amalora. Pokryty wymiocinami stół odstraszał wszystkich, ale jak widać im to nie przeszkadzało. Przez chwilę wodzili wzrokiem od niego, przez Gudrum i pirata po dziewczynkę bacznie im się przyglądając. W ich oczach było widać coś co mogło zaniepokoić obserwowanych. Ich oczy były zimne i pozbawione jakiejkolwiek jaskrawości, były mocno wypłowiałe. Pozbawione energii. Po chwili obserwacji wyższy z przybyłych podniósł do góry rękę po czym skiną na karczmarza. Ten pozostawiając wszystkie swoje obowiązki podbiegł do nich, nadstawił ucha i słuchał. Elf wyszeptał mu kilka krótkich słów, a gdy skończył, właściciel oberży wyprostował się i skierował do grupki siedzącej naprzeciwko.

- Gudrum do roboty! Nie płacę ci za zagadywanie gości – ryknął twardym, męskim głosem.

- Jeszcze tu jesteś? Chyba nie chcesz jutrzejszej nocy spędzić na dworze co? – zapytał unosząc głos. Skończywszy udzielać reprymendy swojej podwładnej skierował się bezpośrednio do Amalora i Jamesona.
- Panowie jak widzę nietutejsi – karczmarz kompletnie zignorował dziewczynkę. - Może potrzebujecie noclegu? A może potrzeba wam kobiety? – uśmiechnął się obrzydliwie ukazując rzędy żółtych jak ser zębów. - Nie powinniście tutaj sprowadzać takich młódek – westchnął rzucając jedynie przelotne spojrzenie na Kristę. Normalnie wywaliłby ją za drzwi, ale najwidoczniej przestraszył się rosłego łucznika.

- To jak będzie? Ludzi zjeżdża do miasta przez tą wiedźmę co nie miara. Trudno teraz o nocleg
wyprostował się i powiódł ręką po karczmie.

- Spójrzcie jaki tutaj ruch, tak jest codziennie od kilku dni – wypiął tłusty bebech, był dumny z tak licznie wypełnionej oberży. – Ostał mi się jeden, dwuosobowy pokój – wskazał palcem na drzwi prowadzące na piętro.- Mała może spać na podłodze, nie wezmę za nią grosza, taki będę, ot co – po raz kolejny się uśmiechnął. Z jego ust wydobył się okropny odór. Pachniało cebulą, czosnkiem i spalonym mięsem.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

17 cze. 2014, 20:53

Mężczyzna może i próbował się tłumaczyć z niezręcznej sytuacji, ale Gudrum postanowiła nie wdawać się z nim w żadne dyskusje. Naprawdę nie wzbudzało to jej większego zainteresowania. Uniosła jedynie sceptycznie brwi, ogarniając coraz to liczniejszą gromadę przy najbliższym stoliku. Stała tak może chwilę, lecz i tak pozwoliła sobie na zbyt długą przerwę. Przetarła zmęczone oczy. Już niedługo. Jeszcze trochę nocy, bądź silna.

Była świadoma, że nie rozmawia z okolicznymi mieszkańcami. Pamięć miała niezłą – do twarzy, do głosów i rozmów, jednak z niczym nie mogła skojarzyć siedzącej obok trójki. Nowoprzybyły buc, od którego cuchnęło gorzej niż od niektórych stałych bywalców karczmy (co było nie lada osiągnięciem!), sprawiał wrażenie, jakby obecny szynk był tylko jednym z wielu przystanków na jego alkoholowej, obciążającej sakiewkę drodze. Nawali się jak dziki, co nie powinno zresztą trwać zbyt długo, zrzyga na stół, zaczepi jakąś pannę i wyjdzie. Wielu tu takich, nawet jeśli ten wyróżniał się osobliwym wyglądem zniszczonego pirata. To można było i zobaczyć, i poczuć. Ten trzeźwy z kolei każdym swoim czynem i słowem pokazywał, że nie pochodzi stąd. Prosił o dobre piwo, phie! Dostanie takie, jakiego naleje mu karczmarz, a dobrze i tak będzie, jeśli otrzyma je w czystym kuflu. Prosił o informacje dotyczące wiedźmy. Pewnie, czemu nie. Znowu pudło.

Gudrum mogła nimi sypać. Jednej nocy nasłuchała się tyle plotek na temat czarownicy, że całego następnego dnia by nie starczyło na ich opowiedzenie. Chociaż… jeśli każda z tych informacji miałaby zmienić się w monetę wdzięczności mężczyzny… Co jej to przeszkadza, że wszystkie są niewiele warte. To przecież tylko biznes, prawda?

Pewnie zaczęłaby mówić, gdyby nie trzecia z osób feralnego stołu. Dziewczynka, która najwyraźniej zbyt emocjonalnie podeszła do próby spokrewnienia ją z ciekawskim gościem – prawdopodobnie kolejnym poszukiwaczem przygód i pieniędzy. Albo traktującym polowanie na wiedźmę jako pracę lub pasję. Kto ich tam wie, przejezdni… W każdym razie – dziecko niespodziewanie i kurczowo uczepiło się sukni karczemnej dziewki, zatrzymując ją i tym samym zaskakując. Głupia gówniara. Bezmyślny smarkacz, który nie umie zachować pozorów ogłady. Przecież jasne, że mądrzej by było udawać córkę gościa, który przyciągnął ją do tego stolika. Skłamać, ale zadbać o chwilowe plecy, które zdecydowanie przydawały się w karczmach pełnych pijanych mężczyzn w różnym wieku. Dzieciaki nie miały za grosz instynktu, lecz – znowu – nie była to jej sprawa.

Nigdy nie miała okazji się nad tym zastanowić, ale chyba nie lubiła dotyku małych, osieroconych (w jej opinii) dziewczynek. Sprawnie chwyciła jej kasztanowy warkocz i odciągnęła, prawdopodobnie sprawiając małej trochę bólu. Trochę. Niech się przyzwyczaja. Popchnęła ją lekko w stronę łucznika, zostawiając ją jego opiece. Skinęła głową, tym samym pokazując, że przyjęła bezczelne zamówienie obu mężczyzn i już miała odwrócić się, by je zrealizować, gdy…

Ryk karczmarza sprawił, że zapomniała o wszystkich rozmyślaniach, o zmęczeniu i chwilowym rozleniwieniu. Po zamówione piwo prawie pobiegła, nie chcąc narazić się na więcej słów nagany. Słyszała coś o propozycji noclegu, kątem oka zarejestrowała nową, podejrzaną klientelę – elfy. Nieistotne. Dwa kufle – wyjątkowo umyte – postawiła na blacie przed mężczyznami, rozlewając w pośpiechu trochę ich zawartości. Wiedziała, że karczmarz zadba o to, by ich rachunek się zgadzał i opuściła izbę, dając wcześniej znak innej dziewce. Gdy została zastąpiona, pobiegła na górne piętro, gdzie mieściły się pomieszczenia przeznaczone na nocleg. Zapomniała o ostatnim z pokojów, które należało jakkolwiek przygotować na gości – tych czy innych. Pluskiew spod sufitu na pewno nie była w stanie usunąć, przewietrzyć też nie miała jak. Mogła jednak opróżnić nocnik i poprawić wygląd obu pryczy, przyklepując starą pościel. Gdy stwierdziła, że pomieszczenie nadaje się na noclegownię, opuściła górne piętro. Miała tu – w karczmie – dostęp wszędzie, ale też wszystko podpadało pod jej obowiązki.

Jeszcze tylko trochę. Być może później będzie miała okazję zaczepić zainteresowanego plotkami łucznika – potencjalne źródło dodatkowego zarobku.

Stłumiła ziewnięcie i wróciła do pracy.

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

17 cze. 2014, 22:10

Potok słów uwiązł jej w gardle i przerodził się w pełen zaskoczenia okrzyk bólu, gdy kobieta, którą podświadomie uznała za najbardziej życzliwą i godną zaufania, pociągnęła ją za warkoczyk. Złapała się krawędzi stołu, żeby nie wpaść na ochrzczonego przez nią mianem Koguta najemnika i rzuciła dziewce pełne złości spojrzenie. Gdyby nie fakt, że otaczało ją grono całkiem nieprzyjemnych dorosłych, spróbowałaby oddać. Zadowoliła się jedynie wepchnięciem jej w wyobraźni do cuchnącej, oleistej wody w porcie.

Przeraziły ją jej własne myśli. Miała przecież zapomnieć!

Ryk karczmarza sprawił, że podskoczyła kilka centymetrów w górę. Już po wszystkim, ponownie miała ochotę podskoczyć, tym razem z radości. Rozwiązał się problem samotnej wędrówki po nocy! Gdyby była starsza, pewnie szybko skojarzyłaby, że wolne pokoje w karczmie przy takiej ciżbie oznaczają tylko to, że na nocleg decydują się jedynie prawdziwi desperaci. Nawet gdyby powiązała ze sobą te fakty, nie zraziłoby jej to prawie wcale. Sama mieszkała w nie lepszych warunkach.

Pomyślała tęsknie o ukrytym w schowku garnku zsiadłego mleka, którego pewnie nigdy już nie spróbuje.

Jej spojrzenie prześlizgnęło się, jakby obojętnie, po dwóch elfach siedzących nieopodal. Nie podobali jej się ani trochę, choć zwykle lubiła podpatrywać elfy. Sama chciałaby być taką wysoką, dostojną, wymuskaną panną o spiczastych uszach. Nikt by jej nie podskoczył. Ci tutaj jednak przypominali parkę śliskich, szarych węgorzy o mętnych oczach i mętnych myślach. Ucieszyła się, że nie była sama.

Nie była? Zerknęła podejrzliwie na Koguta i Pirata. Nawet ten zalany marynarz wydawał się jej przyjemniejszy w obyciu niż te elfy. Może dlatego, że najpewniej nazajutrz nie będzie jej pamiętał. Kogut z kolei najwyraźniej nie pałał do niej szczególną niechęcią, lub dobrze się ukrywał.

Schyliła się pod stołem, że niby poprawia portki i rzuciła szybkie spojrzenie na buty przybyszów. Buty często mówiły jej więcej, niż gęby.

- W mieście znikają dziewczyny. Mówią, że wiedźma je łapie – powiedziała, prostując się. Pamiętała, że Kogut szukał informacji, a tak się składało, że co nieco słyszała. W końcu mieszkała w tej dziurze od ponad dziesięciu lat.

- Poginęło ich trochę. Znaczy się, więcej, niż zwykle. Polujesz na czarownice? – palnęła, nim zdążyła ugryźć się w język. Jeszcze nie tak dawno jasno chciała mu dać do zrozumienia, że absolutnie nie chce mieć z nim nic wspólnego. Cóż… nie po raz pierwszy łapała się na tym, że ma zdecydowanie za długi jęzor.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos, Sonneillon
Liczba postów: 52085
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.