Polowanie na Czarownice

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 632
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Polowanie na Czarownice

11 cze 2014, 19:07

>>Nessir na mnie krzyczał i mówił, że chcecie się sami poznać, żeby was sam nie próbował poznawać. Zgoda. Wszyscy znajdujecie się na niżej opisanej ulicy. Zabawa się zaczyna.

Czarodziejka siedziała w swym ulubionym fotelu i od dłuższego czasu czytała niewielką, zapisaną w starszej mowie, książkę.

Była nią zafascynowana do tego stopnia, że nawet uporczywie atakująca mucha nie potrafiła w żaden sposób oderwać jej od lektury. Owad nie poddawał się. Cały czas próbował zwrócić na siebie uwagę. Bzyczała, uderzała o sufit, odważyła się nawet usiąść na jej nosie i nic. Kompletny brak zainteresowania. Czarownica nawet nie próbowała jej zdmuchnąć. Niestety pech chciał, że gdy wszędobylska mucha usiadła na jednej ze stronic ciekawej książki, akurat w momencie, w którym Złotowłosa postanowiła ją zamknąć. Zatrzasnęła ją niespodziewanie, latający owad nie miał szans.

Kobieta podrapała się po nosie po czym wstała. Przeciągnęła się, ziewnęła. Było już dość późno, około północy. Nie planowała niczego na dzisiejszą noc, chciała odpocząć.

Ostatnio zbyt wiele czasu spędzała przy pracy, zapominając o tym co tak naprawdę sprawia jej przyjemność – sen.
Nie mogłaby, jednak zasnąć, gdyby nie zasiadła na swym dębowym krześle, obitym miękkim, fioletowym materiałem i nie spojrzała w swą magiczną kulę. Usiadła lekko i z wdziękiem, w taki sposób, że krzesło nawet nie zaskrzypiało. Demonstracyjnym ruchem ręki pociągnęła za
purpurowo-bordową chustę, czym odsłoniła okrągły przedmiot wielkości głowy kilkuletniego dziecka.
Lewą dłonią delikatnie ją przetarła, dotknięcie było tak lekkie, że nawet piórko nie powstydziłoby się tej lekkości. W tym samym momencie subtelnie wyszeptała zaklęcie, a gdy skończyła jej oczom ukazał się obraz. Obraz miasta nocą…

Ulice nawet o tak późnej porze były bardzo ruchliwe. W tłumnie spacerujących grupach próżno było, jednak szukać trzeźwych. Z reguły byli to strażnicy patrolujący miasto.

Chociaż i im zdarzało się nierzadko zresztą przyjść na służbę pijanym, czy też nawalić się już podczas pełnienia warty. Byli wtedy dosyć agresywni, a każda próba kontaktu mogła się w najlepszym wypadku skończyć długą i bardzo wyrafinowaną salwą obelg. Dzisiejszej nocy, dzień przed pełnią księżyca, również nie wyglądali na trzeźwych. Przynajmniej jeden z ich konfratrów zachowywał się tak, jakby zaraz miał się przewrócić i do samego rana już się nie pozbierać.
Po zmierzchu na ulicach zwykle panował półmrok co nadawało miastu o tej porze dość nieprzyjaznego wyrazu. Miało to, jednak swój urok. Tajemnicze miasto nocą, gdzie bardzo łatwo dostać drewnianą pałką w łeb od narżniętego draba, przyciągało nietutejszych, szukających przygód do zwiedzania ciemnych ulic.
Uderzony właśnie takim przedmiotem, starszy jegomość pluł krwią i psioczył. Wyzywał od najgorszych swych oprawców, a także czarownicę, przez którą coraz więcej ludzi zaczęło nosić przy sobie broń. Listy gończe, które całkiem niedawno postanowił rozesłać po całej okolicy Rogward sprawiły, że spora grupa ludzi powzięła sobie za cel pojmanie wiedźmy, dostarczenie jej przed obliczę Mortangira i otrzymania sowitej zapłaty.

- A niech ci kuśka uschnie – warczał ledwo mogący się wydostać z rynsztoku siwowłosy mężczyzna. - A żebyś se już nigdy nie pochędożył – dodał po ostatniej nieudanej próbie.

Przechodzący obok strażnicy nawet nie zwrócili na niego uwagi. Przeszli, jak gdyby dla nich nie istniał.
Gdzieś dalej, dwa długouche elfy wykłócały się o sposób w jaki można by było pojmać wiedźmę.
- Zrobimy zasadzkę, inaczej się nie da – rzucił wyższy, o siwo-czarnych włosach.
- Nie pieprz głupot. Bez przynęty nam nie pójdzie… – machnął ręką pokazując tym gestem bardzo dobitnie, gdzie ma plan swojego kompana. - Do tego potrzeba by nam młodego dzieciaka, a skąd my takiego weźmiemy? – zadał pytanie po czym sięgnął do niewielkiej kieszeni, wyciągnął równie niewielką buteleczkę, zapewne z wódką. Pociągnąwszy z niej solidnie wyrzucił ją na ziemię po czym skierował się w stronę portu. Niższy z dwójki, o bardzo ciemnej cerze jak na elfa, ruszył zaraz za nim.

Istotnie, wiedźma największe zło wyrządziła miastu porywając młode dziewczyny w niewiadomym celu. Nikt nie miał pojęcia dlaczego to robi, gdyż do tej pory nie udało się odnaleźć ani jednej z uprowadzonych.

Prócz tego naprzykrzała się na wiele innych sposobów. Rybacy nienawidzili jej za sztormy, które rzekomo raz po raz sprowadzała w ich tereny łowieckie, kupcy i rzemieślnicy oskarżają ją o odstraszanie klientów. Uważali też, że to właśnie przez nią zdarzało im się wytwarzać wadliwe uroki.
- Cholera by ją wzięła – burknął jeden z kupców wychodząc z karczmy, gdzie po raz kolejny nie udało mu się dobić korzystnego dla niego targu.
Na ulicy panował istny rejwach, jak w szczytowych godzinach przed placem ratuszowym, gdzie handlarze prześcigali się w najlepsze, w zachwalaniu swoich wyrobów.
Jedynie rudy kot, jakby nic sobie z tego wszystkiego nie robił. Wylegiwał się na niewielkim parapecie próbując znaleźć najwygodniejszą pozycję do obserwacji.

Z karczmy wyleciał z hukiem kolejny mężczyzna, jednak sprawiał wrażenie zupełnie trzeźwego. Nikogo to nie obeszło. Jedynie sam poszkodowany pokrzykiwał coś w stronę drzwi.

- Człowiek chce się tu czego dowiedzieć o tej pieprzonej wiedźmie, a tu go jak psa, jak gówno jakie, za drzwi i nie wracaj – krzyczał. - Ja wam jeszcze pokażę wy psie syny! – zapewne mężczyzna krzyczałby tak jeszcze bardzo długo, gdyby ktoś nie zdzielił go pałą w tył głowy. Szatyn osunął się na ziemię bezwładnie niczym szmaciana lalka. Rozbójnik odszedł zaś w ciszy. Miał szczęście, że w pobliżu nie było straży miejskiej.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

24 cze 2014, 16:04

Nic w życiu nie wychodziło łatwo. Ratowanie samic tym bardziej.

Usłyszał za plecami donośny ryk dominującego samca. Odwrócił się, łagodnie uwalniając uścisk na przedramieniu zielonookiej. Spojrzał na nadchodzące bydle, które skupiło uwagę na osobie Beira. Nadchodził wysoki i potężny przedstawiciel gatunku ludzkiego, który dzierżył w dłoni podręczne drzewo do czynienia krzywdy. Trzeźwy i uważny wzrok Kła skupił się na potencjalnym zagrożeniu. Nie zrozumiał krzyków samca, dlatego musiał mieć się na baczności.

Gdy dwie męskie postacie się zetknęły, w powietrzu zdominowała aura napięcia i jeszcze niewyzwolonego gniewu. Beir-Ugair spoglądał w swego adwersarza niczym stary wilk, który z pogodą ducha oczekiwał na krwawą walkę. W odróżnieniu od większości ofiar beznożnej istoty, ta dwójka samców była sprawna i gotowa na bój o terytorium. Kieł ugiął kolona i stanął bokiem do oponenta. Podniósł ręce na wysokość głowy i przyjął pozycję do bójki. Spokojne jak podmuch wiosennego wiatru szare oczy wychwytywały każdy ruch. Słuch także był gotowy do zaalarmowania ciała o nagłym bodźcu.

Beir chciał jeno przebić się do paszczy stwora i uciec z jego wnętrza. Uczyniłby to, ale coś zwróciło jego uwagę. Nadal uważny – albowiem nie kierował się wyłącznie wzrokiem – zerknął na znaną mu już młodą formę życia. To niby chłopiec, niby dziewczynka siedziało na organicznej wypustce. Jakiś słaby samiec próbował coś zrobić z tym niedorozwiniętym biedactwem. Być może istniała nadzieja dla rozwoju tego szczenięcia, albowiem nie wypiło wydzieliny stwora. Jeśli uratowałby szczenię od wpływów poczwary i zarażonych, mógłby to wykorzystać.

Nagle człowiek z lasu odskoczył na bok, będąc gotowym na uderzenie krzywdzącego drzewa trzymanego w łapie potężnego samca. Oddalając się od niego, Beir pobiegłby ku słabszego samca, który próbował zainfekować szczenię z warkoczykiem. Kieł staranowałby zatrutego swym potężnym barem, wjechałby w tego biedaka jak dzik w rzyć leśniczego. Pokonując niebezpieczeństwo, mocarne dłonie bezceremonialnie chwyciłyby dziecko za pachy.

- Ty – wymamrotał z ledwością. - Ja. Ratować.

Umiejscowiłby zdobyty bagaż na baranach. Wiedząc, że stanął się źródłem niepokojów, wiedząc o tym, że każdy teraz zapewne chciał go upolować, natychmiast ruszył ku wyjścia. Biegnąc w nieco przygarbionej pozycji – aby utrzymać dzieciaka na plecach – zbliżał się do otworu gębowego. Jeśli trza było, to i po stołach skakałby jak żabka po kamyczkach, coby zmniejszyć dystans do upragnionego celu. Gdyby się udałoby mu to, otworzyłby tkankę potężnym ciosem prawej nogi. Wyszedłby na zewnątrz karczmy i pobiegłby jęzorami miasta – pobiegłby gdzieś…

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

25 cze 2014, 23:43

Krista nie wierzyła swoim oczom. Bedą się bić!

Gdy do dzikiego podszedł miejscowy wykidajło, dziewczynka zdała sobie sprawę, że są na świecie ludzie wyżsi od monstrualnego przybysza. Jednak dalej jej dziecięce oczy widziały normalnego, acz dużego człowieka stojącego naprzeciw niedźwiedziopodobnego olbrzyma. Wydawało się jej, że taki jak on mógłby wyrywać z ziemi drzewa, jakby to były marchewki.

Złość na Gudrum była efektem jednej sprzeczki i przypadkowego spotkania, a więc na tyle krótkotrwała, by Krista poradziła jej w duchu, by szybko stąd zmykała. Ona też zamierzała to zrobić. Burdy w karczmie pochłaniały zwykle całą uwagę, a ktoś mógłby to wykorzystać by się do niej…

Dzieweczka zesztywniała ze zgrozy, gdy tuż obok siebie usłyszała czyjś nalany bełkot. Aparycja pijaka sprawiała, że przy nim nawet dzikus wyglądał estetycznie. Krista odruchowo odsunęła się, porażona odorem bijącym mu z ust. W końcu zabrakło jej krzesła, a pijak nadal nie rezygnował.

- Z-zawołam ojca! – Cholerne, ciężkie krzesło i ciężki stolik. Może udałoby jej się wymknąć, wpaść po schodach na górę… Ze zgrozą uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia w którym pokoju ulokował się Kogut.

Odstręczający typ sparaliżował ją strachem i niemal zupełnie zapomniała, że gdzieś tam w złachmanionych ubraniach ukrywa całkiem ostry nożyk. Wyciekła z niej cała brawura, jaką zaprezentowała wcześniej i na krześle kuliła się obecnie jedynie wystraszona jedenastolatka. Nawet idiota wyczytałby z jej oczu, że jeszcze sekunda i da drapaka.

Krista wrzasnęła dziko, a tylko jej wzrok, skierowany jakby nie w to miejsce co trzeba, mógł ewentualnie ostrzec pijaka. Dziewczynka szarpnęła się i natrafiła na pustkę, zwalając się na podłogę. Krzesło zachybotało się niebezpiecznie.

Oszołomiona upadkiem, obolała i wciąż przerażona dziewczynka nie do końca wiedziała, co się właściwie dzieje. W pierwotnym odruchu osłoniła rękami głowę, w której kołatała się jak na razie jedna tylko myśl: uciekać stąd jak najszybciej.

Za wrabianie w ojcostwo serdecznie przepraszam :)
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

26 cze 2014, 11:32

Amalora w pokoju powitał dość przewidywalny widok, no, może z wyjątkiem za małego łóżka, acz i tak były to lepsze warunki niż często oglądał. Pozostało mu mieć chyba jedynie nadzieję, że nie będzie zbyt dużego wiatru, by sen nie musiał się mierzyć z koncertem zepsutej okiennicy acz ponownie, bywało gorzej. Do ciekawostek należał też fakt, że zaraz za nim do pokoju nie wpadła pewna bardzo konkretna dziewczynka, acz to nie był jego problem, a przynajmniej to sobie powtarzał w głowie.

- Jeśli była na tyle głupia by tam zostać, jej problem. - Mruknął sam do siebie by w końcu uciszyć budzące się z wieloletniego snu sumienie i zabrał się za prawdziwie istotne rzeczy. Po pierwsze zostawił wszystkie zbędne rzeczy przy jednym z łóżek, by następnie zdjąć z siebie koguci płaszcz z kapturem, który powędrował w to samo miejsce, do towarzystwa z sakwą i butami. Najemnik bardzo chętnie zdjąłby skórznię i położył się spać jak go natura stworzyła, acz po pierwsze słomiane wypełnienie pościeli a po drugie spore prawdopodobieństwo odwiedzin szybko pogrzebały te myśli.


Kolejną istotną sprawą, było zapewnienie sobie możliwości spokojnego snu. Po pierwsze, pod poduszkę powędrował sztylet a po drugie, Amalor miał zamiar przeszukać pomieszczenie w poszukiwaniu czegokolwiek szklanego lub blaszanego, jakiejś butelki, świecznika, kaganka czy czegokolwiek, co po uderzeniu o ziemię wywołałoby jakiś hałas. Planem było następne oparcie takiego przedmiotu o klamkę drzwi, tak, aby po ich otwarciu dany przedmiot powędrował na ziemię, wywołując hałas służący za alarm i pobudkę. W razie znalezienia więcej niż jednego, drugi postawiłby na oknie. Na dole omijało go wiele rzeczy, acz to był problem tych na tyle głupich by tam zostać.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

26 cze 2014, 17:24

Gudrum była konkretną, opanowaną kobietą, która zwykle radziła sobie w trudnych sytuacjach. Czy do takich należało dziwaczne, niepokojące zachowanie cichego, umięśnionego obserwatora? Nie wiedziała. Dotknął jej, złapał jej ramię, ale czy to był pierwszy taki raz? Pracowała w karczmie, takich zdarzeń było tu pełno, próbowano ją łapać w lepszych miejscach, nawet jeśli jej wątpliwa atrakcyjność zwykle odstraszała potencjalnych zainteresowanych. Już od początku czuła jednak niepokój związany z obecnością tego olbrzyma (choć, gdy już podszedł bliżej, wcale nie okazał się aż taki wysoki) i nie mogła się opanować. Sparaliżowało ją na moment, chciała krzyknąć, lecz wtem sytuację uratował Bronk – prawdopodobnie wywołując jeszcze większą awanturę.

Każdy wiedział, jak to się skończy. Każdy trzeźwy, kto zdolny był odkleić cielsko od brudnych, nasiąkniętych piwem blatów, śledził uważnie coraz to bardziej napiętą sytuację. Lanie pysków zawsze stanowiło główną atrakcję dla prymitywnej, mało wymagającej gawiedzi. Być może i Gudrum zaliczałaby się do tej grupy, gdyby nie fakt, że wszystko – jak na złość pod nosem karczmarza – zaczęło się od niej. Albo od dziwnych upodobań mało rozgarniętego dziwaka, który postanowił ją zaczepić dwoma słowami i silnym uchwytem. Zdecydowanie nie chciałaby zostać uderzona przez kogoś z takimi łapskami.

Mogła jednak skorzystać z okazji i czmychnąć. Mężczyzna chwilowo stracił nią zainteresowanie, prawdopodobnie rozdrażniony zachowaniem amanta młodej dziewczyny, którą Gudrum wcześniej bezlitośnie pociągnęła za brudne kudły. Nikt nie wiedział, co działo się w głowie awanturnika, ale tym gorzej – skończyć się mogło większą tragedią niż tylko poobijane twarze. Nikt też nie wiedział, co kierowało karczemną dziewką, gdy rzuciła się przed dziewczynkę, starając się ją osłonić. Instynkt? Niezrozumiały impuls? Atmosfera w izbie zrobiła się gorąca i zwyczajnie niebezpieczna, a dziecko nie było temu winne.

W ogóle nie powinno go tu być. Gówniara może i nie zrozumiała tego za pierwszym, drugim i czwartym razem, ale z jakiegoś powodu kobieta nie chciała pozwolić na jej krzywdę. Nie myślała zresztą wiele o motywach, gdy zakryła ją przed pędzącym w jej stronę wyrośniętym dzikusem.

Wiedziała, że hałas w karczmie zwróci uwagę strażników z aktualnego patrolu i w przypadku większej bijatyki pojawi się jakaś pomoc. Rzadko się zdarzało, że czuła się zagrożona w miejscu swojego zamieszkania i pracy. W miejscu, w którym spędziła przecież tyle czasu i które znała jak własną kieszeń.

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 263
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

26 cze 2014, 21:09

Zimny pot oblewał skronie pirata. Leżał niemal pozbawiony świadomości opierając czoło o chropowatą powierzchnię stołu. Mógłby przysiąc, że słyszy dźwięk płynącego po stole piwa. Sam je zresztą wylał gdy próbował dopić zawartość kufla. Światła które wypełniały karczmę wściekle migały, a w połączeniu z wirującym wnętrzem budynku dawało bardzo ciekawy efekt.

James chciał wstać. Bał się jednak, że gdy tylko będzie próbował postawić pierwszy krok to spadnie gdzieś w przepaść. Na samo dno oceanu. Nawet przez chwilę zdawało mu się, że wiruje w szaleńczym tańcu wraz z innymi gośćmi w karczmie. Nie miał pojęcia co to za dziwny taniec, ale spodobała mu się ta wizja do tego stopnia, że na jego ustach można było zobaczyć rozmarzony uśmieszek.

Przez chwilę nie mógł złapać tchu. Wpędziło go to w niemałą paranoję, do tego stopnia, że znów myślał o głębinach mętnej wody w której mógł się topić. Było to co najmniej dziwne. Nigdy nie bał się wody. Nigdy chyba nie bał się bardziej niż teraz. Uniósł się w końcu nad taflę wody. Chciał wznieść ręce w triumfalnym geście, ale napotkał przy tym niesamowity opór. Jakby jego własne kończyny ważyły tyle co drewniane pale podtrzymujące pomosty.

Niesamowity szum w głowie został zastąpiony bardzo jasnymi promieniami słońca. Raziło go do tego stopnia, że musiał zamknąć powieki. Spowodowało to nagły zawrót głowy i niepokojącą ciszę w środku czaszki. Gdy je otworzył, zobaczył kobietę. Wyciągała do niego ręce. Były bardzo drobne i delikatne. Pirat miał wrażenie, że gdyby zdecydował się chwycić jedną z nich, to ta pękła by jak porcelanowa ozdoba.

Ciśnienie zaczęło rozsadzać mu głowę. Chciał się napić wody w której dryfował, ale rozsądek nakazywał inaczej. Miał wrażenie, że zaraz umrze z pragnienia. Wiedział, że nie wie co robić. Nie czuł nic aby za chwilę poczuć, że serce bije mu trzy razy szybciej niż w normie.

Chyba padało i chyba było rano. Pirat miał szczerą nadzieję, że nic się nie stało.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 632
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

28 cze 2014, 19:37

Złotowłosa westchnęła znudzona i zmęczona. Przyglądanie się miastu o tak późnej porze z reguły ją bawiło. Widok ludzi pijanych do nieprzytomności, zataczających się, czy bijących się ze sobą utrwalą ją w przekonaniu, że mimo iż są przedstawicielami tej samej rasy to ona stoi zdecydowanie wyżej w hierarchii.

W takich momentach była dumna z posiadanej wiedzy i kultury. Można powiedzieć, że gardziła ludźmi zniżającymi się do takiego poziomu. Mimo to bardzo lubiła urządzać sobie rozrywkę, oczywiście kosztem biednych, niczego niespodziewających się ludzi.

Gdy magiczne oko, w które zaglądała wprowadziło ją do karczmy jedynie pokręciła głową. Co za hołota – pomyślała dając upust swoim emocjom w głośnym, szczerym chichocie. Chwilę później obserwowała wnętrze oberży już z kamienną, niewzruszoną twarzą.

Nie umknęło jej żadne zdarzenie. Jej uwadze nie uszła również mała, szczupła, a przede wszystkim bardzo młoda dziewczynka, która znajdowała się chyba nie tam gdzie powinna. Biedactwo – uśmiechnęła się złośliwie. Coś na to poradzimy – powiedziała sama do siebie w myślach, aby za chwilę rozprostować ręce nad swoją magiczną kulą.

Zaczęła czarować, jej ręce poruszały się delikatnie, to w prawo, to w lewo, jakby delikatne fale na morzu niesione przez poranną bryzę. Czarując wymamrotała pod nosem kilka słów, a w jej kryształowym oku zaczął rysować się obraz.

Z każdą chwilą był coraz wyraźniejszy, nabierał ostrych kontur. Przez chwilę był, jednak niejasny, zamazany, jakby za mgłą. Blond włosa kobieta przetarła swymi dłońmi gładką powierzchnię kuli, a gdy je zabrała ujrzała całkowicie pijanego mężczyznę. Był na tyle upojony alkoholem, że sił wystarczyło mu jedynie na utrzymanie się na drewnianej ławie przy stole.
- Ten będzie idealny – ziewnęła jednocześnie składając usta w nieznacznym uśmiechu.

Gdy James ocknął się, podniósł nieznacznie głowę. Strasznie go bolała, czuł jakby ktoś walił w nią kilofem, bardzo solidnie, z siłą dorodnego krasnoluda. Obraz, który ujrzał był zamazany.

Kształty niewyraźne, nienaturalne i strasznie rozmyte. Ależ mu się kręciło w głowie – koszmar.

Dopiero z czasem zaczynał widzieć wyraźniej, wydawało by się, że trwało to godzinami zanim dostrzegł pierwszy wyraźny kształt – ludzką sylwetkę.

Postać szła ku niemu delikatnymi, miękkimi krokami. Stawiała je równo i z gracją jakiej nie powstydziłaby się największa dama. Kilka chwil później, które dla Jamesona zdawały się być wiecznością znalazła się na tyle blisko, aby pirat mógł ujrzeć ją w całej okazałości.

Była to zaiste piękna, złotowłosa kobieta. Włosy miała długie, aż po pas. Grzywka, którą zaczesywała tak, aby opadała na lewe oko, zakrywała je całkowicie, łącznie z całą lewą stroną buzi.

Drugim okiem – koloru szafirów – wpatrywała się prosto w Jamesa, jakby chciała przejrzeć go na wylot. Usta jej były delikatnie czerwone, a policzki nieco przypudrowane z lekkimi rumieńcami.

Na szyi, nieco bladej, wisiał długi srebrny naszyjnik zwisający, aż do samych piersi, gdzie kończył się srebrnym, dziwnie powykręcanym medalionem. Na sobie miała długą, opadającą na podłogę sukienkę koloru morza.

Dekolt nie był zbyt wyzywający, aczkolwiek razem z medalionem leżących na niewielkich jędrnych piersiach kusił, aby zajrzeć pod ubranie. Była boso, nie miała na sobie żadnego obuwia, a palce zarówno u stóp, jak i u rąk lśnił różnymi odcieniami błękitu. Całość kryła się pod zapachem pomarańczy i irysów, w których zapewne lubowała się kobieta.

Dotknęła jego twarzy, delikatnie, poczuł jak jej dłoń przytula się do jego policzków. Była gładka i przyjemnie ciepła, aż chciałoby się, aby pozostała tam na zawsze.

Poczuł się zdecydowanie lepiej. Zawroty głowy całkowicie ustały, a i mdłości przeszły jak ręką odjął. Dopiero wówczas zauważył, że wcale nie siedzi już w karczmie, a w miłym i przytulnym pokoju. Opiera się o dębowy stół, a swoim brudnym tyłkiem siedzi na krzesłach z fioletowymi obiciami. W pomieszczeniu prócz stołu znajdował się kominek oraz bujane krzesło, dwa szerokie fotele oraz niewielka sofa. Nic szczególnego mężczyzna nie mógł zobaczyć. Aura, którą roztaczała kobieta była miła i przerażająca za razem, było w niej coś co przyciągało bardziej, aniżeli miejsce, w którym był. Pirat chciał jej dotknąć, lecz nie mógł, była tak blisko, a on siedział nie mogąc poruszyć ani ręką, ani nogą. Był sparaliżowany, uwięziony na krześle.
- Witaj – powiedziała spokojnie. - Cieszę się, że do mnie przyszedłeś – uśmiechnęła się, a oczom mężczyzny ukazały się dwa rzędy śnieżnobiałych zębów. Złotowłosa usiadła Jamesowi na kolana, jednak ten nie mógł jej dotknąć, mimo że podświadomie bardzo tego pragnął.

- Pomożesz mi – rumieńce na jej twarzy zrobiły się wyraźniejsze. - Pomożesz mi, przyprowadzisz do mnie mała dziewczynkę z karczmy, dobrze wiesz o kogo chodzi – musnęła wargami jego usta.

- Jeśli zrobisz do dla mnie – przesunęła dłoń z twarzy na jego klatkę piersiową. - Sowicie cię wynagrodzę – dodała do tego jej śliczny uśmiech i pocałowała go w policzek.

Gdy Jameson leżał nieprzytomny na stole, kilka kroków dalej zaczynało się robić naprawdę bardzo ciekawie. Beir-Ugair uciekając spod ręki kata jakim miał się dla niego okazać Bronk prawdopodobnie odwlekł nieco to co było nieuniknione.

Nie zrobił tego, bo się bał – można było go nazywać dzikusem, ale na pewno nie tchórzem – robił to, aby uratować biedną, przerażoną Kristę. Gdyby tylko wszyscy na raz nie zapałali chęcią niesienia pomocy biednemu dziecku…

Gundrum, chociaż postąpiła bardzo szlachetnie, zrobiła coś bardzo głupiego. O ile wstawionemu mężczyźnie mogła się w jakiś sposób przeciwstawić to z napierającym dzikusem nijak szans mieć nie mogła.

Beir nie mógł się zatrzymać, zderzenie z Gudrum i pijanym mężczyzną spowodowało, że na chwilę stracił równowagę, jednak utrzymał się na nogach. Kobieta i natrętny gość polecieli na drewniany stół, który zarwał się i runął razem z nimi na ziemię. Poobijani i posiniaczeni leżeli teraz oboje, Gudrum na spodzie, a pijak na niej. Nie było to zbyt przyjemnie, szczególnie dla dziewczyny, gdyż mężczyzna nie pachniał zbyt zachęcająco. Najgorsze było to, że półprzytomny nie potrafił się podnieść i tylko leżał bezwładnie stękając i wzdychając ciężko co jakiś czas.

Ugair nie zdołał, jednak złapać Kristy tak jak wcześniej sobie założył. Dziewczynka wykorzystała moment zderzenia trójki i ruszyła pędem przed siebie. Potykała się jeszcze kilka razy zanim na dobre stanęła na proste nogi i zaczęła biec.

Nie zdołała, jednak przebyć więcej niż dziesięć metrów, gdy na jej drodze stanął Roviel próbując ją pochwycić. Nie odezwał się ani słowem, wyciągnął przed siebie jedynie swe blade ręce, jednak i jemu Mysikrólik się wywinął. Skulona wbiegła na schody. Niższy z dwójki elfów błyskawicznie skoczył za nią. Gdyby nie dwaj mężczyźni, którzy akurat zastawili mu drogę pewnie by ją dorwał, a tak mógł oglądać tylko jej plecy.
- Co ty robisz? Goń ją idioto… – krzyknął jego wysoki towarzysz. Chwilę później biegł już tuż za nim po schodach.

Amalor tej nocy na pewno nie zazna spokojnego snu. Żelazny świecznik, który znalazł w szufladzie niewielkiej komody jedynie w pewnej części spełnił powierzone mu zadanie.

Spadł zaraz po tym jak na korytarzu rozległ się głośny hałas, jakby ktoś biegł, przed czymś uciekał, ktoś kogoś gonił. Podłoga skrzypiała, a wstrząsy wywołane dość szybki przemieszczaniem się kilku postaci zrzuciły go z niestabilnego miejsca, na którym był ułożony. Mężczyzna nie musiał się specjalnie wsłuchiwać w głosy dochodzące zza drzwi, aby rozpoznać wśród nich znajomy, cienki głosik wołający o pomoc.

Beir-Ugair tymczasem stał na dole lekko zdezorientowany. Nagle to małe, nierozwinięte do końca stworzenie ludzkie wymknęło mu się i pomknęło w górę.

Może mógłby spróbować je gonić, jednak na jego drodze ponownie stanął Bronk. Tym razem nie czekał, nie ostrzegał. Uderzył biorąc szeroki zamach z góry celując prosto w głowę.
- Wypierdalaj… – zamilkł na ułamek sekund, jakby zabrakło mu słów. - dzikusie – dokończył po krótkiej chwili zawahania. Cios był silny, a uderzenie omal nie zwaliło niedźwiedzia z nóg, odepchnęło go na dobre dziesięć stóp w tył, a z czoła przybysza popłynęła strużka krwi. Ochroniarz ruszył na niego niczym taran…

– Jeszcze jeden – powiedział zamyślony sam do siebie. Zbieranie grzybów nie należało do jego ulubionych zajęć, lecz tylko tak mógł pozyskać niezbędne składniki do stworzenia cennego wywaru.

Nigdy, jednak nie zapuszczał się tak głęboko w Dziką Puszcze. Był lekko zaniepokojony ogarniającym go ciemnością, która nasilała się z każdym kolejnym krokiem wciągającym siwobrodego mężczyznę w głąb przerażającego lasu. Jego broda nie była jeszcze tak okazała jak innych braci – był od nich zdecydowanie młodszy – jednak nie raz pokazał, że zasługuje na szacunek w równym stopniu co oni. Dlatego też nie mógł zrozumieć dlaczego to właśnie on zbierał grzyby głęboko w borze. Bolało go to tym bardziej, że jego bracia oddawali się właśnie znacznie przyjemniejszym zajęciom.

Nagle, całą swoją uwagę, którą do tej pory skupiał na ciemności i niewielkich grzybkach serpentynowych skierował na sporych wielkości krzach, w którym coś poruszało się niespokojnie.


Mężczyzna zaczął się cofać, jednak po kilku krokach poczuł na plecach drzewo, w które wszedł. Wyciągnął swój złoty sztylet przed siebie i czekał. Z ciemności wyłoniła się postać, wyglądała jak wilk, jednak stąpała na dwóch łapach, była wyższa i zdawałoby się, że jej żądza krwi jest zdecydowanie większa od zwykłego wilka. Zbliżała się bardzo szybko, siwobrody skuliwszy się zamknął oczy i wyskoczył z impetem, ze sztyletem wyciągniętym przed siebie

Beir nie miał pojęcia skąd ów obraz wziął się w jego głowie, nie potrafił przyporządkować go do żadnej do tej pory przeżytych chwil. Czy to on był napadającą bestią? Nie, przecież nie przypominał wilkołaka ani trochę.

Poczuł jak jego głowę przeszywa przeraźliwy ból, który omal nie zwalił go z nóg.

Idę po ciebie! – Beir-Ugair miał poważne kłopoty.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

28 cze 2014, 20:28

Najtrudniej było złapać pierwszy oddech. Przygnieciona przez śmierdzące, pijane cielsko nie była zdolna nawet jęknąć o pomoc, co dopiero zrzucić z siebie pechowego natręta i odczołgać się na bezpieczną odległość. Bolało. Wszystko ją bolało i na tę chwilę nie mogła nawet stwierdzić, co zostało uszkodzone najbardziej. Czuła się zgnieciona, poobijana i skrzywdzona. Wszystko stało się tak szybko… Cuchnący oddech pijaka był w tym momencie jej najmniejszym zmartwieniem, nawet jeśli w żaden sposób nie stanowił też udogodnienia sytuacji. Słyszała wokół siebie hałas, ale nie potrafiła rozróżnić pojedynczych głosów. Zamroczona nie wiedziała, gdzie znajduje się szalony dzikus i czy nadal stanowi jakieś zagrożenie.

Spróbowała się uwolnić raz, drugi. Ostry ból odezwał się w całym ciele, które dopiero co zniosło ciężki upadek. Gudrum chrząknęła, wreszcie jęknęła, cudem uwolniła rękę, a potem jeszcze większym zrzuciła z siebie ten obrzydliwy ciężar. Odetchnęła głębiej, czując jednocześnie łzy gromadzące się pod powiekami. Bolało, gniotło, piekło. Wszędzie czuła otarcia i świeże obicia po zderzeniu ze stołem, podłogą i po przygnieceniu. Jeszcze przez moment nie potrafiła dojść do siebie i ocenić sytuacji, nie była w stanie nawet pomyśleć o ucieczce. Był to jednak paraliż strachu, który nie trwał zbyt długo.

Kolejną chwilę zajęło jej uniesienie się na łokciach. Była cała rozczochrana, lecz nikt – nawet ona sama – nie zwracał teraz uwagi na niechlujny wygląd. Gorzej prezentowała się karczemna izba ze złamanym stołem, niejednym kuflem w kawałkach, pełna pijusów i cuchnąca jak chyba nigdy dotąd. Każdy patrzył teraz w jednym kierunku – gdzieś pod ścianę, gdzie głównym sprawcą zamieszania troskliwie zajmował się Bronk. Polała się krew. Nie pierwsza i nie ostatnia tej nocy, sądząc po wzburzeniu strażnika. Gudrum naprawdę nie żałowała dzikusa. Przez ból poczuła mściwą satysfakcję, która zaraz zmieniła się w kolejny grymas cierpienia. Wstała.

Szło jej powoli, bardzo na siebie uważała, ale chyba nie stało jej się nic poważniejszego. Mogła chodzić i szybko to wykorzystała, wychodząc z pomieszczenia i zostawiając całą awanturę za plecami. Trzymała się za obolały brzuch, oddychała ciężko i szybko, ale wiedziała, że przez chwilę nic więcej jej nie grozi. Przy samych schodach osunęła się na podłogę, oparła o ścianę i zamknęła oczy. Goście, którzy nie zostali wcześniej przez karczmarza zaproszeni na noc, nie mieli wstępu do tej części budynku. Gudrum chwilowo nie miała siły nawet wejść po schodach do swojej maleńkiej izby, potrzebowała odpoczynku.

Przez głowę zdążyła jej jeszcze przelecieć niepokojąca myśl, że nie zwróciła uwagi na to, co stało się z dziewczynką, którą chciała osłonić. Cóż to był za idiotyczny, nieprzemyślany ruch…

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

29 cze 2014, 14:24

Szarżował wprost na zarażonego mężczyznę, który chciał dotknąć swymi brudnymi łapskami nierozwinięte szczenię. Szarżował, wyzwalając w sobie pokłady gniewu. Beir zacisnąwszy swe zęby, spoglądał z nienawiścią na samca, na którego nacierał. Wiedział, że nic nie zostanie z przekąski karczmy. Rozpędzony bark człowieka z lasu przeistoczył się w mocarną, obuchową broń zdolną do dewastacji wszystkiego, co stanie na jej drodze. Stanęła zielonooka samica.

Nastąpiło zderzenie, które niemal wywaliło dzielnego odkrywcę cywilizacji miasta. Wywrócił on , przez impet swego ciała, służącą potwora oraz skazanego na powolną śmierć bydlaka. Gniew Kła przemieniał się w furię, albowiem się nie godził na wyrządzoną kobiecie krzywdę, którą sam spowodował. Zacisnął pięści. Zamknięte dłonie wydawały się organicznymi młotami oczekującymi na niszczenie łbów wrogów wraz z ich górnymi częściami kręgosłupów. Miał ochotę wyrywać serca z piersi, łamać ręce z trzaskiem i zgniatać gałki oczne jak kurze jajka bez skorupki. Fala dzikiej, prymitywnej agresji zalała jestestwo Beira-Ugaira.

Wreszcie na jego drodze stanął on – wybraniec karczmy. Kolos z maluczkim, obrobionym i trzymanym w dłoni drzewkiem postanowił walczyć przeciwko dzikusowi. Przeciwnik zwany Bronkiem nie zamierzał oddawać organicznego terytorium bez walki. To on był tutaj dominującym człekiem i to on pierwszy rozpoczął bój. Porządnie trzepnął Beira po czerepie. Uzbrojony we własne pięści prawie stracił przytomność od tego ciosu. Uderzenie było na tyle potężne, że wojownik podświadomie cofnął się o dziesięć kroków do tyłu, trzymając za swą zakrwawioną głowę. Obrażania spowodowały coś jeszcze. Coś gorszego od bólu fizycznego.

Brodaty samiec… grzyby. Noc, zbyt dużo drzew. Jego niezadowolenie. Mgła zasłaniała wizję przedstawiającą tego człowieka. Cień w krzakach objętych przez nocną czerń. Bestia… walka. Walka. WALKA!!!

W umyśle Beira rozpoczął się festyn cierpienia. Setki ogników harcowało wokół mózgu, paląc go niemiłosiernie. Czerwone żyły poszerzyły się w białku oczów. Płomienne łańcuchy oplatały duszę ognia. Muzyka tortur niszczyła słuch. Serce waliło jak głowa szaleńca o ścianę.

Stąpał na dwóch łapach zamazany i niewyraźny wilk. Złe ślepia skupione na rannym Beiru. Każdy szpon bestii drżał, jakby w podnieceniu. Zaraz rozleje się krew. Zaraz zapach juchy zmiesza się z oparami żołądka karczmy. Ucieczka oznaczała słabość. Walka albo śmierć. To było polowanie dwóch drapieżników. Kieł ryknął, unosząc głowę ku górze. Pryskał śliną, naprężył wszystkie mięśnie. Sekundę później spojrzał w wilka. Bojownik ruszył!

Odruchowo złapał za pobliską wypustkę i rzucił nią w Bronka, aby odwrócić jego uwagę. Ruchem godnym jeleniej zwinności, znalazł się przy zwalistym cielsku nieprzyjaciela. Mocarną dłonią załapałby za drewnianą pałkę. Lewą wykonałby cios sierpowy w wątrobę adwersarza. Uderzałoby całe ciało Ugaira, począwszy od nóg, z siłą przekazywaną przez biodra a potem barki, kończąc na pięści.

Niechaj zacznie się rzeź!

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

29 cze 2014, 22:03

Człowiek zachowuje się ludzko, dopóki czuje się bezpiecznie. Granica między ludzkością a mniej-ludzkością jest jeszcze cieńsza, gdy kwestia ta dotyczy dzieci. Zachowanie przerażonego dziecka trudno nazwać przemyślanym, a temu, co uczyniła Krista, zaiste daleko było do zasadności.

Skulona na ziemi, obejmująca głowę rekami dziewczynka wrzeszczała ile sił w płucach, gdy rosły dzikus zderzył się ze stojącymi mu na drodze ludźmi. Zza kurczowo zaciśniętych powiek popłynęły łzy, zostawiając jasne ślady na usmolonej twarzyczce. Cudem tylko uniknęła przygniecenia przez szczątki stołu i dopiero czyjeś kończyny śmigające jej tuż przed nosem wyrwały ją ze stuporu. Wtedy do głosu doszedł jedynie pierwotny odruch ucieczki. Krista ucichła w sekundzie i zerwała się do szaleńczego biegu, potykając się i chwiejąc co trochę, wzrok mając utkwiony w jednym, jedynym punkcie – wyjściu. Nie myślała, całą jej świadomość pochłonęła wizja otwieranych z rozmachem drzwi, ucieczki w ciemną noc, z dala od krzyków, pięści, hałasów, piwa i karczmy.

Drogę zastąpił jej zwinny, szary elf i Krista poczuła, jak krew gwałtownie pulsuje jej w uszach. Strach przyspieszył jej ruchy, przemknęła pod jego wyciągniętymi rekami jak strzała i zanurkowała pod pusty stolik, ślizgając się po klepisku. W umyśle zamajaczyły jej szare, wyblakłe oczy i pojawiające się w nich zaskoczenie. Pomknęła w przeciwnym kierunku, wymijając stoły i krzesła. Nawet nie poczuła bólu towarzyszącego obitym kolanom i zdartej skórze na łokciu.

Nie widziała ich, wiedziała jednak, że jest ścigana. Zaszczuty Mysikrólik wpadł na schody i pobiegł przed siebie, nie zastanawiając się nawet nad tym, dokąd pędzi. Krew pulsowała jej głośno w uszach, zagłuszając cały hałas z dołu. Czuła, jak ukryte w jej ubraniu drobiazgi obijają się o siebie i o jej wystające żebra. Głos zostawiła gdzieś pod roztrzaskanym stołem. Tupot ładnych, elfich butów na stopniach, serce dziewczynki zatrzepotało się jak mały ptaszek. Nie oglądać się się za siebie, nie oglądać się za… w ostatniej chwili odbiła się rękami od ściany.

Koniec! Ślepy zaułek!

Krista odwróciła się i dopiero w pełni widząc ścigających ją łowców, przypomniała sobie, co zgubiła.

RATUUNKUUU! – wrzasnęła, aż zapiekło ją w gardle – Pomocy! Niech mi ktoś pomoże! NIECH MI KTOŚ…

Wysoki krzyk dziecka świdrował w uszach, ktokolwiek dziś próbował w karczmie zasnąć, nie miał najmniejszych szans. Mysikrólik, widząc zbliżający się nieuchronnie potrzask, wyrwał sztywnymi ze strachu palcami przemyślnie ukrywany nożyk i wyciągnął przed siebie w desperackiej próbie obrony.

Nie zbliżaj się! – krzyknęła, czując ostry ból w gardle. Zagnana w kozi róg nie miała już nic do stracenia. Może i była dzieckiem, ale jeśli tylko dasz jej szansę, wbije ci nóż aż po rękojeść. Ubrudzona mieszanką łez i kurzu twarzyczka nieprzyjemnie kontrastowała z czystą, żywą agresją w jej oczach. Akurat ten mysikrólik okazał się być pisklęciem raroga.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

30 cze 2014, 15:30

Wszystko wyglądało pięknie. Amalor znalazł świecznik, który miał mu posłużyć za alarm, a okno nie buntowało się zbyt głośno, przez chwilę zapowiadało się kilka godzin bezpiecznego snu. Niestety, tylko zapowiadało i tylko przez chwilę. Ledwo najemnik posadził swoje cztery litery na łóżku, zaraz na korytarzu podniósł się jakiś raban, zrzucając jego alarm z drzwi. W pierwszej chwili oczywiście pomyślał, że to jakaś dziwka uciekała przed alfonsem, bądź niezadowolonym klientem i już wstał by tylko przywrócić świecznikowi dawne miejsce, gdy do jego szpiczastych uszu dotarły kolejne dźwięki z zewnątrz. Najpierw dotarła do niego symfonia pięści, przewracanych stołków i rozlewanych trunków, sygnalizujących początek koncertu pod tytułem karczemna burda, który wszelkie nadzieje na sen wyrzucał za okno. To co dotarło do niego chwilę później, przykuło jego uwagę jeszcze bardziej. Po okolicy rozległ się pisk (bo krzykiem tego się nazwać nie dało) o pomoc, co ciekawsze ten krzyk był łucznikowi znajomy, gdyż należał do dziewczynki na którą się natknął.

– Rozumiem, że zostawienie dziesięciolatki na kilka minut może się źle skończyć, ale żeby cała karczma zaczęła iść w diabły po tym samym czasie? Nosz kurwa mać, a miało być tak pięknie. – Wymamrotał sam do siebie, zbierając swoje rzeczy z podłogi i przywdziewając ponownie cały bojowy rynsztunek, włącznie z kogucim kapturem, będącym jego znakiem rozpoznawczym. Dodatkowo, poświęcił chwilę na przywrócenie łukowi cięciwy, gdyż coś mu mówiło, że może tego potrzebować, nawet, jeśli tylko do zastraszenia kogoś.

Nie było szans by zasnął przy tworzącym się właśnie rozgardiaszu bombardującym jego uszy kilkoma różnymi, mającymi jednocześnie miejsce hałasami, zwłaszcza gdy wraz z rozwijającą się burdą, istniała szansa, że jakaś pochodnia upadnie na rozlany alkohol, co mogłoby poskutkować smażonym elfem w słomianej panierce z pościeli. Amalor otworzył sobie drzwi z buta, by rozładować negatywne emocje i udał się w kierunku ślepego zaułku, do którego korytarz prowadził i z którego dobiegały piski o pomoc. Znalezienie końca korytarza okazało się dość łatwym zadaniem i oczom łucznika ukazała się para elfów mających małą myszowatą dziewczynkę w szachu, odcinając jej drogę ucieczki. Może to nie była i jego sprawa, acz jak już się tam znalazł, mógł coś zrobić.

- Panowie, mała jeszcze nawet łachmanów nie zdjęła a już piszczy tak, że umarłych by obudziła. Albo jesteście tacy dobrzy w te klocki, albo dzieje się tu coś nieciekawego. Osobiście obstawiam to drugie. – Odezwał się, jak zwykle rozpraszając swoich rozmówców humorystycznym podejściem, i stosując niewypowiedzianą groźbę, w postaci wyciągnięcia strzały z kołczanu i kiwnięcia głową za siebie, dając do zrozumienia swoim rasowym kuzynom, że mają wypierdalać.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52121
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.