Polowanie na Czarownice

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Polowanie na Czarownice

11 cze 2014, 19:07

>>Nessir na mnie krzyczał i mówił, że chcecie się sami poznać, żeby was sam nie próbował poznawać. Zgoda. Wszyscy znajdujecie się na niżej opisanej ulicy. Zabawa się zaczyna.

Czarodziejka siedziała w swym ulubionym fotelu i od dłuższego czasu czytała niewielką, zapisaną w starszej mowie, książkę.

Była nią zafascynowana do tego stopnia, że nawet uporczywie atakująca mucha nie potrafiła w żaden sposób oderwać jej od lektury. Owad nie poddawał się. Cały czas próbował zwrócić na siebie uwagę. Bzyczała, uderzała o sufit, odważyła się nawet usiąść na jej nosie i nic. Kompletny brak zainteresowania. Czarownica nawet nie próbowała jej zdmuchnąć. Niestety pech chciał, że gdy wszędobylska mucha usiadła na jednej ze stronic ciekawej książki, akurat w momencie, w którym Złotowłosa postanowiła ją zamknąć. Zatrzasnęła ją niespodziewanie, latający owad nie miał szans.

Kobieta podrapała się po nosie po czym wstała. Przeciągnęła się, ziewnęła. Było już dość późno, około północy. Nie planowała niczego na dzisiejszą noc, chciała odpocząć.

Ostatnio zbyt wiele czasu spędzała przy pracy, zapominając o tym co tak naprawdę sprawia jej przyjemność – sen.
Nie mogłaby, jednak zasnąć, gdyby nie zasiadła na swym dębowym krześle, obitym miękkim, fioletowym materiałem i nie spojrzała w swą magiczną kulę. Usiadła lekko i z wdziękiem, w taki sposób, że krzesło nawet nie zaskrzypiało. Demonstracyjnym ruchem ręki pociągnęła za
purpurowo-bordową chustę, czym odsłoniła okrągły przedmiot wielkości głowy kilkuletniego dziecka.
Lewą dłonią delikatnie ją przetarła, dotknięcie było tak lekkie, że nawet piórko nie powstydziłoby się tej lekkości. W tym samym momencie subtelnie wyszeptała zaklęcie, a gdy skończyła jej oczom ukazał się obraz. Obraz miasta nocą…

Ulice nawet o tak późnej porze były bardzo ruchliwe. W tłumnie spacerujących grupach próżno było, jednak szukać trzeźwych. Z reguły byli to strażnicy patrolujący miasto.

Chociaż i im zdarzało się nierzadko zresztą przyjść na służbę pijanym, czy też nawalić się już podczas pełnienia warty. Byli wtedy dosyć agresywni, a każda próba kontaktu mogła się w najlepszym wypadku skończyć długą i bardzo wyrafinowaną salwą obelg. Dzisiejszej nocy, dzień przed pełnią księżyca, również nie wyglądali na trzeźwych. Przynajmniej jeden z ich konfratrów zachowywał się tak, jakby zaraz miał się przewrócić i do samego rana już się nie pozbierać.
Po zmierzchu na ulicach zwykle panował półmrok co nadawało miastu o tej porze dość nieprzyjaznego wyrazu. Miało to, jednak swój urok. Tajemnicze miasto nocą, gdzie bardzo łatwo dostać drewnianą pałką w łeb od narżniętego draba, przyciągało nietutejszych, szukających przygód do zwiedzania ciemnych ulic.
Uderzony właśnie takim przedmiotem, starszy jegomość pluł krwią i psioczył. Wyzywał od najgorszych swych oprawców, a także czarownicę, przez którą coraz więcej ludzi zaczęło nosić przy sobie broń. Listy gończe, które całkiem niedawno postanowił rozesłać po całej okolicy Rogward sprawiły, że spora grupa ludzi powzięła sobie za cel pojmanie wiedźmy, dostarczenie jej przed obliczę Mortangira i otrzymania sowitej zapłaty.

- A niech ci kuśka uschnie – warczał ledwo mogący się wydostać z rynsztoku siwowłosy mężczyzna. - A żebyś se już nigdy nie pochędożył – dodał po ostatniej nieudanej próbie.

Przechodzący obok strażnicy nawet nie zwrócili na niego uwagi. Przeszli, jak gdyby dla nich nie istniał.
Gdzieś dalej, dwa długouche elfy wykłócały się o sposób w jaki można by było pojmać wiedźmę.
- Zrobimy zasadzkę, inaczej się nie da – rzucił wyższy, o siwo-czarnych włosach.
- Nie pieprz głupot. Bez przynęty nam nie pójdzie… – machnął ręką pokazując tym gestem bardzo dobitnie, gdzie ma plan swojego kompana. - Do tego potrzeba by nam młodego dzieciaka, a skąd my takiego weźmiemy? – zadał pytanie po czym sięgnął do niewielkiej kieszeni, wyciągnął równie niewielką buteleczkę, zapewne z wódką. Pociągnąwszy z niej solidnie wyrzucił ją na ziemię po czym skierował się w stronę portu. Niższy z dwójki, o bardzo ciemnej cerze jak na elfa, ruszył zaraz za nim.

Istotnie, wiedźma największe zło wyrządziła miastu porywając młode dziewczyny w niewiadomym celu. Nikt nie miał pojęcia dlaczego to robi, gdyż do tej pory nie udało się odnaleźć ani jednej z uprowadzonych.

Prócz tego naprzykrzała się na wiele innych sposobów. Rybacy nienawidzili jej za sztormy, które rzekomo raz po raz sprowadzała w ich tereny łowieckie, kupcy i rzemieślnicy oskarżają ją o odstraszanie klientów. Uważali też, że to właśnie przez nią zdarzało im się wytwarzać wadliwe uroki.
- Cholera by ją wzięła – burknął jeden z kupców wychodząc z karczmy, gdzie po raz kolejny nie udało mu się dobić korzystnego dla niego targu.
Na ulicy panował istny rejwach, jak w szczytowych godzinach przed placem ratuszowym, gdzie handlarze prześcigali się w najlepsze, w zachwalaniu swoich wyrobów.
Jedynie rudy kot, jakby nic sobie z tego wszystkiego nie robił. Wylegiwał się na niewielkim parapecie próbując znaleźć najwygodniejszą pozycję do obserwacji.

Z karczmy wyleciał z hukiem kolejny mężczyzna, jednak sprawiał wrażenie zupełnie trzeźwego. Nikogo to nie obeszło. Jedynie sam poszkodowany pokrzykiwał coś w stronę drzwi.

- Człowiek chce się tu czego dowiedzieć o tej pieprzonej wiedźmie, a tu go jak psa, jak gówno jakie, za drzwi i nie wracaj – krzyczał. - Ja wam jeszcze pokażę wy psie syny! – zapewne mężczyzna krzyczałby tak jeszcze bardzo długo, gdyby ktoś nie zdzielił go pałą w tył głowy. Szatyn osunął się na ziemię bezwładnie niczym szmaciana lalka. Rozbójnik odszedł zaś w ciszy. Miał szczęście, że w pobliżu nie było straży miejskiej.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

17 cze 2014, 23:21

Jameson zmęczonym wzrokiem obserwował wesołe towarzystwo z którym dane było mu przebywać. Wolno wodził po każdym z towarzyszów. Gwar i alkohol bardzo skutecznie otumaniły pirata do tego stopnia, że nie słyszał nawet co się do niego mówi. Nie rozumiał dokładnie tego co mówiła do niego dziewczynka czy łucznik. Wiedział bardzo dobrze co trzeba było robić w takich sytuacjach.

Wyciągnął ze swojej torby fajkę oraz garść tytoniu. Już dawno temu nauczył się, że człowiek najmądrzej wygląda gdy przytakuje komuś jednocześnie wypuszczając z ust dym. Nie znał osoby która by się na to nie złapała. Jako że nie wiedział o czym rozmawiają, planował mądrze udawać. Może ten pomysł by wypalił gdyby pirat był trzeźwy. Osoba która zdecydowałaby się oglądać poczynania starego wilka morskiego mogłaby zobaczyć, że ten upuszcza fajkę na ziemie po czym efektowanie spada z ławy próbując ją podnieść. Przykładowy obserwator zauważyłby, że Jameson nie podnosił się przez dłuższą chwilę przy czym wydawał dość dziwne dźwięki. Dopiero po chwili dwie brudne łapy znów złapały się stołu i próbowały przywrócić resztę cielska do pionu.

– Najmocniej przepraszam. Nigdy dotąd mi się to nie zdarzyło. – wytłumaczył się, mając nadzieje, że reszta towarzystwa mu uwierzy.

Co dziwne, gdy znów siedział przy stole, piwo bezpiecznie stało i pieniło się w najlepsze. Wszystkie znaki wskazywały na to, że pirat leżał trochę dłużej niż powinien. Sięgając łapczywie po kufel spostrzegł dwóch elfów. Oczywiście potencjalne zagrożenie zignorował całkowicie i wyszczerzył do nich zęby.

– Wasze zdrówko panowie! – wznosząc kufel powiedział do siedzącej obok nich dwójki. – Na czym to skończyliśmy? – zapytał łucznika starając się znowu nabić fajkę.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

18 cze 2014, 10:07

Z powodu trójki przybłęd otaczających Amalora, ten mógł się pochwalić przegapieniem dwójki elfów, którzy najwyraźniej się nimi zainteresowali i w dodatku byli w stanie samymi słowami sprawić, by karczmarz stał się ich chłopcem na posyłki. Gdy właściciel przybytku do nich podszedł i przedstawił swoją ofertę, nie trzeba było najemnikowi zbyt wiele czasu, by jego humor się poprawił. Ten wieczór zdawał się zmierzać do nikąd a perspektywa noclegu, dawała nadzieję na bardziej owocne jutro, zwłaszcza to, w jaki sposób się objawiła. Taka nagła uczynność oberżysty nie była czymś normalnym a takie anomalie z reguły znaczyły, że ktoś pociąga za sznurki, co oznaczało wpływy, a wpływy z kolei implikowały pieniądze.

- Widać szczęście jednak nam dopisało. No, chyba, że ten dwuoosobowy pokój okaże się przystosowany dla par, wtedy, ktoś nóg w dupie nie ma. - Odpowiedział właścicielowi, nadając tym słowom wydźwięk żartu, spotęgowany własnym śmiechem po zakończeniu wypowiedzi. Wydźwięk ten jednak ukrywał test, czy ta obawa przypadkiem nie okaże się prawdziwa, gdyż dodatkowych komplikacji mu nie trzeba było.


- Pytanie tylko, czy nasz kapitan coś ostatnio złupił, czy jemu obrobili ładownię, bo sam za trzy mordy, nawet jeśli jedna jest moja, płacić nie będę. – Dodał, równie rozbawionym głosem, gdy tylko pirat wyczołgał się spod stołu, po czym wziął długi łyk ze swojego kufla, co po chwili powtórzył, gdy ich pijany towarzysz wzniósł toast.

Pozostała jeszcze kwestia dziewczynki, która niestety nie znalazła oparcia w karczemnej dziewce, która wytargała ją za włosy z powrotem dość blisko jego przestrzeni osobistej. Rządza mordu w oczach dziecka była przez chwilę bardziej widoczna niż mała by chciała, co tylko jeszcze bardziej rozbawiło Amalora. Ta mała zaczynała mu się podobać, i to nie w seksualnym kontekście, jaki zapewne chętnie by mu przypisała ta roznosząca piwo kobieta. Mała oczywiście szybko wróciła do niego, co było do przewidzenia, biorąc pod uwagę, że w tej sytuacji był najbliższą jej osobą i nawet miała coś do powiedzenia.

- Miło, że próbujesz pomóc, acz ja szukam informacji, które nie zostały już powtórzone setkę razy, bo takie słyszałem. – Odparł, robiąc chwilę przerwy zanim postanowił zaspokoić młodzieńczą ciekawość, dającą do zrozumienia, że jednak nie chciała uciec jak najdalej. Oby tylko nie wyobrażała sobie za dużo. - Poluję na wszystko, za co zapłacą. Mężczyzn, kobiety, czarownice, nawet małe dziewczynki. – Dodał, mając następnie zamiar położyć dłoń na jej głowie i rozczochrać jej włosy, tak dla zapewnienia, że ma ją jeszcze za małą dziewczynkę.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

19 cze 2014, 11:42

W karczmie robiło się, jakby nieco luźniej. Ludzie powoli zaczynali rozumieć, że za kilka godzin będą musieli wstać do pracy, czy innych zajęć. Oczywiście takich było niewielu.

Zdecydowana większość postanowiła, jednak jeszcze trochę zabalować ku uciesze karczmarza i jego sakiewki.

Mężczyzna w pobrudzonym, białym fartuchu wydawał się być tym faktem bardzo zadowolony, ponieważ co róż, nawet rozmawiając z Amalorem, rozglądał się po karczmie obserwując gości.

Uśmiechnięty pomacał sakiewkę przypiętą do pasa. Szybko, jednak ponownie skierował swój wzrok na najemnika.

- Co do ceny… na pewno się dogadamy przyjacielu – położył lewą rękę na ramieniu łucznika.
- To co? Pokazać wam wasz pokój? – klepnął mężczyznę dwa razy, po czym zabrał rękę.

Spojrzał na Jamesona. Uśmiechnął się z politowaniem. Widok zataczającego się człowieka nie był mu oby, a jednak zawsze sprawiał mu taką samą radość.

- Wasz towarzysz da radę wejść po schodach? – Zaśmiał się, głośno i obrzydliwie, a drobne resztki kurczaka, którego zjadł niedawno zaczęły wylatywać z jego ust, brudząc stół przy, którym siedzieli.

- Zapraszam – machnął ręką przecierając usta po czym skierował się w stronę schodów. Wszyscy stojący na jego drodze schodzili z niej, jakby bali się grubasa w pobrudzonym fartuchu.

- O czarownicę możecie wypytać Gudrum, siedzi tu tylko i nic nie robi to pewnie słyszała to i owo – rzucił pogardliwe spojrzenie w kierunku dziewczyny.

- Ale rano panowie, rano – ponaglił swoich klientów, jakby od sprzedaży noclegu na dzisiejszą noc zależały dalsze losy jego interesu.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

19 cze 2014, 18:44

Nigdy nie widział gorszego miejsca od miasta.

Zdawałoby się, że Beir-Ugair przyzwyczaił się do dziwot tego świata, lecz nadal zaskakiwało go coś nowego. Nigdy nie postawił nogi w dziwnej mieszanie, jaką było miasto. Kamienne struktury przypominały potwory, które połykały wchodzące do ich paszczy stworzenia. To coś – co nazywano budowlami – nawet się nie musiało starać, bowiem dwunożni najwidoczniej pragnęli tego, aby być przeżutym i pożartym. Niektórzy otwierali bestię od środka, krzycząc potem do tych jeszcze niepożartych, jeszcze nie wchłoniętych przez niejadalną kupę nieożywionego mięsa. Zaiste, to umysł obłąkanego boga musiał wykreować substancję zwaną miastem.

Więc obserwował. Szybko doszedł do wniosków, że natura miała mało wspólnego z tą brukowaną otchłanią. Niby zabici ludzie czasem wychodzili z paszczy się nieruszającego stwora. Czasem wychodzili w nowym odzieniu, jakby oblepieni wielobarwnym śluzem poczwary. Częściej byli odurzeniu po wypluciu z łukowego pysku, pozbawieni dawnej pewności w swym chodzie. Mamrotali coś, trzymając w dłoniach niezidentyfikowane, wypukłe przedmioty. Jakowaś kobieta pochyliła skórzany pojemnik ku swych ust, coby pić z niego niczym z matczynej piersi. Jak można było tak żyć? Na czym polegało przetrwanie w tym miejscu? Królik ucieka od lisa. Tutaj królik sam przychodzi do lisa. Szaleństwo.

Włóczył się po długaśnych, błotnistych językach skupiska dwunożnych i beznożnych istot. Często na jęzorze leżeli ci, którzy mieli pecha dostać po łbie obrobioną gałęzią. Być może były to maluczkie drzewa służące do czynienia krzywdy? Beir nie wiedział. Było mu gorąco od wielogłowego kotła, który powoli, samoistnie się mieszał. Kołyszące się czerepy wrzeszczały słowa między sobą, komunikowały się warknięciami, krzykiem, śmiechem, płaczem i gniewem. Beir-Ugair nagle zapragnął jednego: urwania wszystkich gadających głów.

Szedł i wielokrotnie czyjeś dłonie dotykały jego ciała. Szukały czegoś, ale nie mogły tego odnaleźć, bo to nie istniało. Kończyny najczęściej próbowały złapać za coś przy pasie z boku. Kieł ignorował to, starając się zrozumieć środowisko, w którym przyszło mu teraz funkcjonować. Być może były to obyczaje miastowego ludu, odpowiednie rytuały przyjmujące obcego do swej społeczności? Żadna ręka jeszcze nie skrzywdziła człowieka z lasu, dlatego nie należało wyciągać pochopnych wniosków.

Przez dłuższy czas spoglądał w większego potwora. Ten nieustannie wyrzygiwał starych i połykał nowych. Obrzygani niejednokrotnie powracali do żołądka bytu, czyżby poszukiwali tam czegoś? Poszukiwanie… magiczny artefakt za odzieniem! Wyciągnął magiczny artefakt przedstawiający podobiznę tej, która była nazywana wiedźmą. Misterne runy zapewne były skomplikowanym zaklęciem, niemniej Beir nie był zdolny do odczytania tychże znaków. Dumał, dlaczego zaczarowany przedmiot mógł zostać zwyczajnie porwany, był bardzo niestabilny, nawet wiatr mógł go porwać. Mężczyzna zauważył także, że wielu człeków posiadało ten wspaniały, ale delikatny relikt. Wielu chciało odnaleźć tę, która nazywana była czarownicą – cokolwiek znaczyło to słowo.

Schował przedmiot za pazuchą.

Po długim badaniu potwora, postanowił wejść do jego brzucha. Był silny, zabije bestię od środka, jeśli trzeba lub zmusi ją do wyplucia go. Martwił go fakt, iże niektórzy wylatywali z bebechów cholerstwa, wyrzucani przez jakowąś wewnętrzną potęgę. Szarooki miał mało do stracenia – tylko życie.

Wszedł do środka, zaciskając pięści.

Wnętrzności zwierzęcia śmierdziały strawą, lecz to dało się przeżyć. Beir-Ugair przestraszył się skomplikowanych organów ogromnej formy życia. Posiadała ona wiele drewnianych wybrzuszeń o czterech grubych żyłach. Do nich przysunięto małe wypustki – również drewniane – na których siedzieli ludzie. Dlaczego dwunożni usadowili swoje dupsko na czymś tak obrzydliwym? Nikt się tym nie przejmował – pożarci nie byli zbyt bystrzy.

Stąpał po twardej tkance, wilgotnej od nieznanych mu wydzielin – przeważnie była ona w barwie pomarańczowej i żółtej. Duszno było, cholernie duszno, chociaż mogło być gorzej. Tkanka pionowa, zamykająca organy od świata zewnętrznego, była również podejrzana. W niektórych jej częściach umieszczone były błyszczące powieki, przez które – z ledwością – widać było okolicę. Kręciło się Beirowi w głowie, niemniej musiał wytrzymać.

Stanął blisko organicznej ściany i oparł się o nią. Znowu patrzył. Wszyscy, oprócz niego, połykali coś z uszatych pojemników. Połykali to z namiętnością. Piękne samice chodziły z tymi uszatymi pojemnikami i rozdawały je siedzącym na wypustkach mężom, a ci znowu połykali zawartość. Zapewne była to trucizna, bo co niektórzy próbowali dotrzeć do paszczy stwora, ale kończyło się to fiaskiem. Ci biedacy chodzili krzywo, niepewnie – a później upadali jak ścięte dęby.

KARCZMA! Więc tak nazywał się gatunek beznożnych stworów. Drapieżnik niemal doskonały, ale nie zabijał od razu. W ślimaczym tempie trawił tych biedaków, wysysał z nich życie jak obślizgłe czarnuchy ze stawów. Jak się te obleśne, małe skurczybyki zwały… nieważne. To nie było istotne. Niechaj bogowie błogosławią tego, który ryknął nazwą potwora. Karczma… niebezpieczne to było.

Skrzyżował ręce i patrzył. Powoli szykował się do wyjścia, jednakże postanowił jeszcze zostać przez moment. Ciekawość była zaprawdę świetną motywacją.

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

21 cze 2014, 17:34

Piwo które pił od dłuższego czasu było bardzo wątpliwej jakości. Oczywiście ten fakt w ogóle nie przeszkadzał staremu piratowi. Ważne, że jako tako się pieniło, miało barwę zbliżoną do normalnego piwa i nie było ciepłe. Naczynie w którym zostało podane też jakoś szczególnie nie odstraszało. Mimo że kufel był wyszerbiony i mocno zakurzony to spełniał jego wymogi. Podparty na łokciach co jakiś czas sięgał po trunek. W głowie mu huczało, a on sam zauważył, że zbliża się do granicy swoich możliwości. Ten fakt również postanowił zignorować.

Na pytanie łucznika postanowił odpowiedzieć dopiero po dłuższej chwili. W pamięci nadal miał swoje nienajlepsze zakończenie kariery na statku. Widocznie spochmurniał wspominając ostatnie słowa kapitana. Splunął na ziemię robiąc przy tym niezadowoloną minę.

– Oddałbym wszystkie kurwy i cały alkohol świata żeby temu kutasowi ojebali ładownie, a statek rozjebali w drobny pył! – odpowiedział towarzyszowi starając się przy tym przekrzyczeć innych ludzi w karczmie. Zaraz po tych słowach znów sięgnął do sakiewki i wyciągnął kolejną garstkę monet. Nie był człowiekiem mogącym się pochwalić dużym zasobem gotówki, ale nikt nie wiedział jakie skarby jeszcze skrywała jego sakiewka.

Aby uspokoić skołatane nerwy chwycił za kufel i duszkiem dopił zawartość. Część zawartości oczywiście lała mu się po brodzie aby spłynąć po szyi i później zamoczyć ubranie. Z hukiem odstawił naczynie i wolnym ruchem otarł twarz. Z uśmiechem na twarzy beknął głośno i jeszcze raz spojrzał na ekipę.

– Dobra kamraty! Dajcie jeszcze jedno piwo to zapoluje na co tylko chcecie! Czarownice, złotego wieloryba czy inne gówno. Noc młoda, mamy czas. – powiedział dumnie, prostując się przy tym. Kufel odstawił na brzeg stołu dając wyraźny znak którejś z dziewek, że trzeba naczynie uzupełnić. Miał nadzieję, że teraz obsłuży ich nieco ładniejsza kobieta niż poprzednio.

Kątem oka złowił małą dziewczynę która nie wiedzieć czemu przypałętała się do stołu dorosłych. Zastanawiało go to przez chwilę. Gdy sam był dzieckiem, miał milion innych zajęć do roboty. Nocne łażenie po karczmach raczej nie było jego ulubionym zajęciem. Skoro mała nie była córką łucznika to może wypadałoby wykorzystać sytuację? W końcu nie była już taka młoda.

– Mówisz, że gdzie jest twoja mama? – zapytał w końcu szczerząc się debilnie. Pokazał przy okazji stan swojego uzębienia które, nie było co oszukiwać, nie należało do najlepszych. Oczywiście zgrywał dla rozluźnienia towarzystwa.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

21 cze 2014, 17:54

Do karczmy weszło coś. Inaczej nie dało się chyba nazwać olbrzymiego, zarośniętego, ubranego w skóry dzikusa z pokrytą bliznami facjatą. Przybysz odwrócił skutecznie uwagę Amalora od przesadnie miłego karczmarza, przez co jego słowa zdołały go ominąć szerokim łukiem, łącznie z pytaniem o nawalonego pirata, i jego zdolności motoryczne. Dookoła dzikusa wręcz unosiły się słowa "wpierdol" czy "burda", której członkiem najemnik nie miał być zamiaru, z racji tego, iż zdążył się nastawić na spokojną noc.

- Patrz na tego dzikusa. Tacy też polują na małe dziewczynki, tylko, że je potem zjadają. – Szepnął do dziewczynki, starając się brzmieć poważnie co było trudne, zważywszy na to, że powstrzymywał śmiech, jednak jakoś mu się to udało. Szybko jednak jego chwilowo jednostronną rozmowę z małą przerwał od siedmu boleści pirat, który raczył wyspowiadać się, z nienawiści do czyjegoś statku. Przynajmniej po tym wyznaniu raczył rzucić na stół monetami, wypraszającymi z głowy najemnika wątpliwości, co do wypłacalności siedzącego przed nim pijaczyny. Niestety, musiał on też zdać sobie sprawę, z tego co Amalor mówił o polowaniu na wiedźmę, i chyba chciał się wprosić do podziału zysków. Zawsze można było go zgubić z rana, kiedy kac będzie mu walić kilofem po głowie, zwłaszcza, że zainteresował się dziewczynką. Zaraz, co? Dlaczego na wszystkich bogów nagle najemnikowi zrobiło się nieprzyjemnie na myśl tego, co może z tego zainteresowania wyniknąć. To nie miało sensu i profesjonalista nie mógł sobie na to pozwolić, więc chwilowo, z braku lepszych pomysłów, postanowił to ukryć.

- No to skoro kwestia finansowa rozwiązana, chętnie się udam do tego pokoju, zanim nasz wilk morski zaciągnie mnie do kolejnego kufla. Miło by było obudzić się bez rozpłatania mi głowy przez najmniejszy szmer. – Rzekł, niemalże radośnie, po czym opróżnił swój kufel i wstał z krzesła, by następnie wyciąć tors w karykaturze ukłonu a następnie podnieść swój łuk i ruszyć w kierunku wskazywanym przez dziwnie ponaglającego oberżystę. Podczas wychodzenia z głównej sali karczmy, kompletnie olał małą, mając nadzieję, że cokolwiek mu zaczęło przeszkadzać, zniknie tak szybko jak się pojawiło.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

22 cze 2014, 15:49

Czym jest ten mężczyzna? – szepnęła do ucha jednej z pracujących tu kobiet. Tej samej, która zgodziła się ją przed chwilą zastąpić. – Przyszedł sam? Nigdy mordy nie widziałam.

Mówiła tylko na wpół pogardliwie, bo także z lękiem. Jedno spojrzenie na agresywnie umięśnionego olbrzyma o ponurej, zarośniętej twarzy wystarczyło, by poczuła niepokój. Gudrum wzdrygnęła się dyskretnie na samą myśl, że nowoprzybyłego trzeba będzie obsłużyć. Na razie stał oparty o ścianę i wiele wskazywało na to, że sobie pójdzie. Tak, tego zdecydowanie sobie życzyła. Miała też cichą nadzieję, że stróżujący tu mężczyzna ma na wszystkich oko. Podejrzliwości nigdy za wiele, okolica nie należała do przyjemnych – zwłaszcza ostatnimi czasy.

Sprzątnęła z najbliższego stołu, przy którym goście najwyraźniej osiągnęli już swoje limity. Robiło się coraz później, a karczma zdawała się powoli pustoszeć. Wiadomym było, że do zamknięcia szynku pozostało jeszcze wiele czasu, a kilku z gości i tak zostanie tu na noc, ale atmosfera zrobiła się nieco luźniejsza i lawirowanie między klientelą nie sprawiało kobiecie już tyle problemu. Pokręciła się trochę po izbie, czyniąc swoje powinności i jednocześnie upewniając się, że nie tylko jej nie pasowała obecność olbrzymiego gościa spod ściany. Słyszała szepty, odważniejszy chichot i żarty na jego temat, które kontrastowały jednak z pełnymi niepokoju zerknięciami. Póki jednak nie ruszał się ze swojego miejsca obserwacji, pozostawał nieszkodliwy. Gudrum zerknęła w stronę stolika, przy którym rozmawiała wcześniej krótko z trójką gości i…

By to szlag! Gdzie podział się łucznik?

Kobieta zagryzła spierzchniętą wargę i zaczęła szukać wzrokiem mężczyzny, który zdawał się gotów do zapłacenia za pewne informacje dotyczące czarownicy. Nie było jej przez chwilę, gdzie on się… ach. Minęła się z nim, gdy wchodziła do izby. Szybko zawróciła do wyjścia i tak, by nie mógł dostrzec tego karczmarz, zaczepiła zakapturzonego mężczyznę.

– Znajdź mnie, gdy zrobi się pusto. Szukasz jej, nie ty pierwszy, a ja mam kilka rzeczy, o których pewnie chciałbyś posłuchać. Spalenie tej wiedźmy to tylko kwestia czasu – dodała, by zainteresować swojego rozmówcę. Mówiła cicho i szybko, stojąc blisko łucznika. Gdy przekazała co swoje, wróciła do gości.

Nawet nie wiedziała, kiedy znalazła się przy stoliku z elfami, który podświadomie omijała od dłuższego czasu. Nie ufała innym i nie szukała z nimi żadnego kontaktu. Zdarzało się jednak, że i tacy odwiedzali karczmę – poza tym jej właściciel ciągle gdzieś się kręcił. Najwyraźniej ta uszasta dwójka z jakiegoś powodu należała do gości priorytetowych, nawet jeśli miejsce znaleźli sobie przy zarzyganym po brzegi stole. Gudrum widziała, jak karczmarz przy nich skakał, rzucając wszystkie swoje dotychczasowe obowiązki. Może warto zapomnieć o swojej niechęci.

– Panowie… – Jak, do cholery, zwrócić się do elfa, by nie poczuł się urażony? – Elf… Panowie będą coś pić, przynieść może piwa? – Zmusiła się do uśmiechu. – Przy ścianie jest pusto i na pewno czyściej, będzie wam wygodniej. – Wskazała machnięciem dłoni kierunek i uprzejmie poczekała na odpowiedź.

Uśmiech zszedł z jej twarzy, gdy znów trafiła wzrokiem na cichego olbrzyma. Co za przerażający typ. Te blizny. To zimne i przyciągające spojrzenie. Na szczęście jest powód, by go stąd wyrzucić – darmo nikt tu nie odpocznie. Co z tego, że Gudrum zwyczajnie bała się podejść i spytać o ewentualne zamówienie? Dała niemy znak karczmarzowi, by zwrócił uwagę na tego mężczyznę i od razu uznała, że przestał to być jej problem. Uniosła brew, ponownie skupiając się na elfach.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

22 cze 2014, 18:55

Uniósł swą mocarną łapę, którą mógłby zastąpić młotek do wbijania gwoździ. Począł masować swą szczękę na wzór dwunożnych starców, którzy wtedy wydawali się mądrzejsi niż w rzeczywistości byli. Niemniej poza: na inteligenta niezbyt Beirowi wyszła. Przypominał teraz kogoś, kto niedawno dostał pięścią po facjacie i próbował pomasować bolące miejsce po uderzeniu.

Zastanawiał się. Wiele par gał ofiar potwora spoglądało w niego, jakby próbowali samym wzrokiem wołać o pomoc. Biedacy, większość z nich już nie miała szans na przeżycie jadu, który świadomie wypijali z uszatego pojemnika będącego mięsem ogromnej, beznożnej poczwary. Niektóre ofiary szeptały między sobą, dając Kłowi do zrozumienia, iże stał się… rozpoznawalny. Pierwsza zasada łowcy została właśnie złamana – nie daj się zauważyć!

Być może było to częścią kultury tych ludzi. Poświęcali siebie potworowi, aby w ten sposób coś udowodnić. Kompletna głupota, lecz trza było ją uszanować. Cywilizacja miasta najwidoczniej polegała na sensie pożerania. Kult jedzenia był czymś ciekawym, ale cholernie niebezpiecznym zarazem.

To miało sens. Był jedyną osobą, która postanowiła przetrwać w brzuchu karczmy. To karczma było utożsamiane z siłami wyższymi, skoro ci wszyscy nieszczęśliwcy dobrowolnie oddali siebie na pożarcie. Tchórze uciekli, odważni pozostali. Karczma, jednak nie było żadnym bogiem. Było ono bestią, którą można zabić! Miało juchę, miało ślinę, wystarczyło bić tam, gdzie trzeba! Chociaż… zabicie stwora mogłoby doprowadzić do paniki tych, którzy wybrali rolę przekąski. Raz jeszcze – szacunek do kultury.

Samice rozdawały płyny ustrojowe karczmy. Były wyróżnione, one same nic nie piły, a jeno roznosiły organiczny syf wypełniony po brzegi toksyczną breją. Czyżby były ulubienicami żarłocznego bóstwa? Jedna z nich zdawała się szczególnie ciekawa. Zielonooka samica wielokrotnie zerkała na zaniepokojonego Beira-Ugaira. Jej spojrzenie nie nosiło w sobie dobroci, było strachliwie. Kieł doznał olśnienia. Ta samica oczekiwała pomocy!

Ruszył.

Ruszył naprzeciw zła, które go otaczało. Siedzące dwunogi były podobnego wzrostu. Beir nie był wysoki, lecz jego postawa sprawiała, że nieco wywyższał się wśród innych samców. Nie obchodziło go to, rzadko zwracał uwagę na posturę ludzi. Wiedział jedno: chudych i grubych łatwiej zabija się od szerokich, ale nie pulchnych osobników. Widział przed sobą grupkę, która stała mu na drodze do samicy.

Rozłożył swe ręce i dosłownie wszedł w nich. Jednym płynnym ruchem obu rąk odgarnął od siebie dwunożnych, nie zważając na ich reakcje – i tak byli niemal martwi. Szedł z chlupotem, bowiem jego bose stopy stąpały po mokrej tkance bytu. Szedł gotowy na walkę, mimo swych gabarytów chodził finezyjnie, jakby doskonale kontrolował każdy mięsień swego ciała.

Zbliżył się do organu z czterema żyłami, przy którym siedzieli ludzie na wypustkach. Rozejrzał się, na chwilę odwracając wzrok od dwunożnej przedstawicielki rodzaju ludzkiego. Pierw Beir skupił wzrok na niebieskookim zakażonym, który patrzył na szczenię z warkoczykiem. Nawet szczenięta były tutaj konsumowane, co za barbarzyństwo! Ten śmierdzący trucizną człowiek za nic miał swój los. Uśmiechał się, ukazując przy tym swe uzębienie. Niezdrowe było, marny los czekał tego przedstawiciela swego gatunku. Był dobrze zbudowany, mógłby być wojownikiem, nawet bohaterem – skończył na dnie łańcucha pokarmowego z własnej woli.

Ta niewielka istota z warkoczykiem wzbudziła żal w sercu Kła. Nie miał bladego pojęcia jakiej płci to było, lecz było dzieckiem. Mogło być wielkim łowcą lub piękną znachorką. Chyba ludzie wybierali swą płeć na pewnym poziomie rozwoju… szczenię z warkoczykiem już nigdy nie będzie mogło wybrać swej drogi. Nawet młodzi woleli umrzeć, co za pech.

Ponownie spojrzał na samicę, która była już na wyciągnięcie ręki. Podszedł do niej i złapał ją za rękę. Uścisk był wcale delikatny, w pewien sposób czuły. Paluchy zamknęły się na przedramieniu samicy. Zanurzył swe szare wejrzenie w zieleń jej zwierciadeł duszy.

- Hej – zaczął. - Ty – skończył.

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

23 cze 2014, 21:56

Nie było już w karczmie osoby, która by nie zauważyła odzianego w skóry olbrzyma. Kolos skutecznie odwrócił uwagę Kristy od reszty towarzystwa, toteż spędziła krótką chwilkę na kontemplowaniu jego osoby. Lekko otwarte usta nadawały jej nieco niemądry wyraz.

Obróciła się, autentycznie zaskoczona słowami Koguta. Najemnik z pewnością poczuł swoistą satysfakcję, gdy zobaczył jej minę. Dziewczynka zmrużyła oczka, zła, że dała się tak podpuścić. Jednak mężczyzna był już zajęty czym innym i nie zwrócił na nią uwagi. Krista westchnęła, rozczarowana.

Puszczając mimo uszu całą paplaninę pirata, Krista dalej oglądała sobie przybysza. Zdawało jej się, że ją zauważył, jednak nic nie zaprzątało jego uwagi na dłużej. Krista zachichotała w duchu. Olbrzym zachowywał się tak, jakby nie do końca wiedział, co ma ze sobą zrobić. Pasował do towarzystwa jak wół do karety, gdyby nagle coś strzeliło mu do łba, żeby się przysiąść, z pewnością już na starcie dostałby w mordę. Chyba tylko jego wygląd powstrzymywał kogokolwiek od wyrzucenia gościa na zbity pysk. No, i alkohol. Większość gości była w podobnym stanie rozsypki, co pirat.

Podczas gdy całe jego pijackie przemówienie kompletnie zignorowała, ostatnie słowa były wyraźnie skierowane do niej, choć Krista przez krótką chwilę mogłaby przysiąc, że się przesłyszała. Chwila zamroczenia szybko minęła i Mysikrólik odzyskał rezon i otworzył dziób.

- Pierdol się z własną, skurwysynu!

Od stołu wstawała właśnie jedyna osoba, która w razie potrzeby mogła zapobiec dzieciobójstwu, a to skutecznie przystopowało jęzor dzieweczki. Krista również się odsunęła i zanim rozbiegane, pijane oczka pirata zdołały zlokalizować cel, czmychnęła, chowając się za szynkiem.

Królestwo karczmarza zdawało się być chwilowo niebronione – całą uwagę pochłaniał kolos o wyglądzie dzikusa oraz parka elfów, o których zupełnie Krista zapomniała. Podglądanie długouchych zawsze było ciekawym zajęciem, ale po krótkiej chwili musiała przyznać, że całą niezwykłość i egzotykę zagarnął dla siebie olbrzym. Rozejrzała się szybko w poszukiwaniu drugiej kryjówki, na wypadek gdyby karczmarz zainteresował się poziomem podłogi. Jej wybór padł na pusty, brudny stolik pod ścianą, z dala od większości gości. Podreptała w tamtym kierunku i wdrapała się na jedno z krzeseł, podciągając nogi, by nie zwisały nad podłogą. Tak było znacznie wygodniej.

Kątem oka złowiła dziewkę karczemną, tą babę, która prawie wyrwała jej wszystkie włosy. Z daleka wydawała się taka… niepozorna i wymięta, zwłaszcza w porównaniu z porządnie ubranym najemnikiem. Ot, kobiecina. Ale chwyt miała mocny, Krista to sobie zapamięta. Rano znów będzie musiała "zapolować" na coś w rodzaju śniadania, trzeba wiedzieć, kogo unikać.

Kleiły jej się oczy. Było już naprawdę późno, o tej porze zwykle miała już jakiś zaciszny kącik do spania i chrapała sobie w najlepsze. Teraz musiała poczekać, aż sytuacja się ułoży, kolos wytoczy się z karczmy, a elfy zajmą się sobą. Poszuka sobie wtedy jakiegoś miejsca. Może gdzieś z tyłu, bliżej kuchni…? Gdzieś tam łaził sobie kot, a z kotem spało się dobrze. Ciepło. Pcheł miał z resztą dużo mniej niż przeciętny siennik. Pójście do pokoju wykreśliła chwilowo z listy – wolała nie znaleźć się w jednym miejscu razem z zalanym piratem. Oczywiście, pod warunkiem, że wstanie od stołu.

Obserwowała zmagania dziewki z elfami z mściwą satysfakcją. Dobrze jej tak. Ale prawdziwą radość sprawił jej widok olbrzyma, który nareszcie zdał sobie sprawę z tego, gdzie jest. Dotoczył się do biednej, wymiętej, niepozornej kobieciny i…

Krista zachichotała złośliwie, ukrywając buzię w dłoniach.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

24 cze 2014, 14:52

Wejście do karczmy niedźwiedzia spowodowało wśród ludzi niemałe poruszenie. Każdy, nawet dwa elfy, które wcześniej tak bacznie przyglądały się grupce przy stoliku, jakby o niej zapomnieli.

- Co to za dziwadło? – burknął ten o siwo-czarnych włosach. Nadal nie mogąc uwierzyć w to co widzi przecierał oczy ze zdumienia.
- Roviel… – zatrzymał się na chwile przeczesując ręką swoje długie blond włosy. - Mało tu takich ostatnio? – Elf nazwany Rovielem wzruszył jedynie ramionami. – Za czarownicą ciągnie ludu, aż strach. Napijmy się – machnął ręką i uciął dalszą dyskusję na ten temat

Pozostali nie potrafili tak szybko zrezygnować z widoku dobrze zbudowanego dzikusa, jakim wszyscy zgodnie go okrzyknęli.

Jeden z mężczyzn chciał nawet wstać i spróbować z nim swoich sił, jednak zapomniał, że tydzień temu sprzedał swój miecz jakiemuś handlarzowi byle mieć za co chlać. Zrezygnowany usiadł na ławie. Chwycił kufel ręką i upił kilka łyków, dużych łyków. Nikt z poza nim nie był ani przez chwilę na tyle odważny. Dopiero, gdy Beir postanowił przedzierać się przez tłum ludzi blokujących mu drogę, ochroniarz, który powinien zrobić to już dawno, zareagował.

- Stój dziwaku – ryknął. Uczynił to tak głośno, że zagłuszył wszystkich. Był wyższy od niedźwiedzia prawie o głowę.

Również miał szerokie, umięśnione ramiona, a do tego długą, drewnianą pałkę. - Wynoś się albo ci przyleję – rzucił bardzo nieprzyjemnym tonem. Ludzie schodzili mu z drogi, gdy ten podążał w kierunku przybysza.
- Tylko bez burdy mi tutaj! – zawołał karczmarz wchodząc na schody, jednak krótko ścięty ochroniarz zdawał się tego nie słyszeć.

Gudrum nie mogła przewidzieć co się teraz stanie. Z jednej strony dzikus trzymający ją za rękę, a z drugiej dobrze jej znany Bronk.

Silny mężczyzna znany ze swej twardej ręki i kompletnym braku litości. Złośliwi twierdzili, że brakowało mu również rozumu, ale nikt nie odważył się powiedzieć mu to prosto w oczy. Zapewne wtedy poczułby jak smakuje cios zadany drewnianą pałką z brutalną siłą. Gdyby doszło do bójki mogłaby naprawdę ucierpieć, wszak nikt nie znał zamiarów dzikusa wobec niej. Nikt też nie mógł przewidzieć kogo trafi broń ochroniarza.
- Patrzcie ludzie, dzikus chyba znalazł sobie pannę – krzyknął jeden z biesiadników, ucieszony całą tą sytuacją. - Lepiej się odsuń, bo tez przez przypadek zarobisz w łeb, ale od Gudrum – długobrody krasnolud zarechotał niczym świnia.

Cała ta sytuacja, jakby obeszła Amalora, który najzwyczajniej w świecie udał się za karczmarzem do sypialni. Jameson nie mógł się niestety udać razem z nimi.

Był już na tyle pijany, że prawie nie był w stanie podnieść się z ławki, na której siedział. Każda taka próba skończyłaby się zapewne upadkiem na ziemię i koniecznością snu na brudnej, zabłoconej podłodze do białego rana. Jego stan zapowiadał, że za kilka chwil odpłynie do krainy, w której nie czuć bólu, gdzie głowa nie pęka przy każdym, nawet najmniejszym hałasie, a wymioty są jedynie sennym koszmarem. Widząc to, przechodzący obok mężczyźni poklepywali go jedynie po ramieniu i patrzyli z litością w oczach. Jeden nawet próbował go okraść, ale jego kompani go powstrzymali.
- Daj spokój, spójrz na niego. To wrak, a nie pirat, po co ryzykować? – chyba tylko dzięki temu Jameson miał jeszcze po co sięgać do sakiewki. Mężczyzna siedział tak jeszcze przez chwilę, aż bezwładnie opadł na stół. Był prawie nieprzytomny, alkohol spowił jego umysł całkowicie. Prawdopodobnie rano będzie mu bardzo ciężko dojść do siebie… Ah, gdyby to był pierwszy raz.

Amalor zaś wszedł do niewielkiego pokoju na poddaszu, w którym znajdowały się dwa osobne, wąskie łóżka. Kogut od razu zauważył, że ani w jednym, ani w drugim nie będzie mu wygodnie, gdyż zwyczajnie były dla niego zbyt krótkie.

Skromna poduszka wypchana zapewne słomą, a nie gęsimi piórami oraz cienka kołdra przypominająca raczej prześcieradło, aniżeli coś pod czym można było się skryć przed zimnem, raczej odpychały niż przyciągały śpiących gości. Drewnianych okiennic też nie szło do końca domknąć toteż wiatr powodował głośne, często niepozwalające zasnąć trzaskanie. Najemnik chyba już wiedział dlaczego pomimo tylu gości nikt nie zdecydował się na wynajęcie tego pokoju. No cóż, mimo wszystko on musiał gdzieś spać. Nie był z nim ani małej Kristy, ani pijanego Jamesona toteż miał cały pokój tylko dla siebie. Szkoda, że tego nie przewidział. Mógł przecież zabrać z dołu jakąś panienkę.

Karczmarz zamyka wszy drzwi rzucił mu jedynie obrzydliwy uśmiech i życząc spokojnej nocy odszedł do swych zajęć.


Krista będąc z Amalorem była względnie bezpieczna. Mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby był jej ojcem co skutecznie odstraszało napalonych pijaków, którym absolutnie nie przeszkadzał wiek kobiety mającej zaspokoić ich tej nocy.

Teraz, gdy była sama sytuacja znacznie się pogorszyła. Pijani, mniej lub bardziej mężczyźni raz po raz kierowali swój wzrok to na jej twarz, to trochę niżej. Niektórzy zacierali ręce, niektórzy oblizywali usta, a inni żałowali tylko, że nie mają w domu takiej córeczki.

W końcu jeden z napalonych mężczyzn postanowił podejść bliżej dziewczynki, która była teraz całkiem sama.

- Hej mała – powiedział, siląc się przy tym na jak najlepszy uśmiech. Niestety wszystko psuło jego uzębienie, które pozostawiało bardzo wiele do życzenia. - Widzę, że nie masz gdzie spać, a ja mam duże łóżko tam na górze, a noc długa – przeciągnął najdłużej jak tylko się dało ostatni wyraz po czym wskazał palcem na górę. Zbliżył się już na tyle, że Krista była w zasięgu jego ramion. Szkoda, że nie było przy niej jej koguta.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.