Polowanie na Czarownice

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Polowanie na Czarownice

11 cze 2014, 19:07

>>Nessir na mnie krzyczał i mówił, że chcecie się sami poznać, żeby was sam nie próbował poznawać. Zgoda. Wszyscy znajdujecie się na niżej opisanej ulicy. Zabawa się zaczyna.

Czarodziejka siedziała w swym ulubionym fotelu i od dłuższego czasu czytała niewielką, zapisaną w starszej mowie, książkę.

Była nią zafascynowana do tego stopnia, że nawet uporczywie atakująca mucha nie potrafiła w żaden sposób oderwać jej od lektury. Owad nie poddawał się. Cały czas próbował zwrócić na siebie uwagę. Bzyczała, uderzała o sufit, odważyła się nawet usiąść na jej nosie i nic. Kompletny brak zainteresowania. Czarownica nawet nie próbowała jej zdmuchnąć. Niestety pech chciał, że gdy wszędobylska mucha usiadła na jednej ze stronic ciekawej książki, akurat w momencie, w którym Złotowłosa postanowiła ją zamknąć. Zatrzasnęła ją niespodziewanie, latający owad nie miał szans.

Kobieta podrapała się po nosie po czym wstała. Przeciągnęła się, ziewnęła. Było już dość późno, około północy. Nie planowała niczego na dzisiejszą noc, chciała odpocząć.

Ostatnio zbyt wiele czasu spędzała przy pracy, zapominając o tym co tak naprawdę sprawia jej przyjemność – sen.
Nie mogłaby, jednak zasnąć, gdyby nie zasiadła na swym dębowym krześle, obitym miękkim, fioletowym materiałem i nie spojrzała w swą magiczną kulę. Usiadła lekko i z wdziękiem, w taki sposób, że krzesło nawet nie zaskrzypiało. Demonstracyjnym ruchem ręki pociągnęła za
purpurowo-bordową chustę, czym odsłoniła okrągły przedmiot wielkości głowy kilkuletniego dziecka.
Lewą dłonią delikatnie ją przetarła, dotknięcie było tak lekkie, że nawet piórko nie powstydziłoby się tej lekkości. W tym samym momencie subtelnie wyszeptała zaklęcie, a gdy skończyła jej oczom ukazał się obraz. Obraz miasta nocą…

Ulice nawet o tak późnej porze były bardzo ruchliwe. W tłumnie spacerujących grupach próżno było, jednak szukać trzeźwych. Z reguły byli to strażnicy patrolujący miasto.

Chociaż i im zdarzało się nierzadko zresztą przyjść na służbę pijanym, czy też nawalić się już podczas pełnienia warty. Byli wtedy dosyć agresywni, a każda próba kontaktu mogła się w najlepszym wypadku skończyć długą i bardzo wyrafinowaną salwą obelg. Dzisiejszej nocy, dzień przed pełnią księżyca, również nie wyglądali na trzeźwych. Przynajmniej jeden z ich konfratrów zachowywał się tak, jakby zaraz miał się przewrócić i do samego rana już się nie pozbierać.
Po zmierzchu na ulicach zwykle panował półmrok co nadawało miastu o tej porze dość nieprzyjaznego wyrazu. Miało to, jednak swój urok. Tajemnicze miasto nocą, gdzie bardzo łatwo dostać drewnianą pałką w łeb od narżniętego draba, przyciągało nietutejszych, szukających przygód do zwiedzania ciemnych ulic.
Uderzony właśnie takim przedmiotem, starszy jegomość pluł krwią i psioczył. Wyzywał od najgorszych swych oprawców, a także czarownicę, przez którą coraz więcej ludzi zaczęło nosić przy sobie broń. Listy gończe, które całkiem niedawno postanowił rozesłać po całej okolicy Rogward sprawiły, że spora grupa ludzi powzięła sobie za cel pojmanie wiedźmy, dostarczenie jej przed obliczę Mortangira i otrzymania sowitej zapłaty.

- A niech ci kuśka uschnie – warczał ledwo mogący się wydostać z rynsztoku siwowłosy mężczyzna. - A żebyś se już nigdy nie pochędożył – dodał po ostatniej nieudanej próbie.

Przechodzący obok strażnicy nawet nie zwrócili na niego uwagi. Przeszli, jak gdyby dla nich nie istniał.
Gdzieś dalej, dwa długouche elfy wykłócały się o sposób w jaki można by było pojmać wiedźmę.
- Zrobimy zasadzkę, inaczej się nie da – rzucił wyższy, o siwo-czarnych włosach.
- Nie pieprz głupot. Bez przynęty nam nie pójdzie… – machnął ręką pokazując tym gestem bardzo dobitnie, gdzie ma plan swojego kompana. - Do tego potrzeba by nam młodego dzieciaka, a skąd my takiego weźmiemy? – zadał pytanie po czym sięgnął do niewielkiej kieszeni, wyciągnął równie niewielką buteleczkę, zapewne z wódką. Pociągnąwszy z niej solidnie wyrzucił ją na ziemię po czym skierował się w stronę portu. Niższy z dwójki, o bardzo ciemnej cerze jak na elfa, ruszył zaraz za nim.

Istotnie, wiedźma największe zło wyrządziła miastu porywając młode dziewczyny w niewiadomym celu. Nikt nie miał pojęcia dlaczego to robi, gdyż do tej pory nie udało się odnaleźć ani jednej z uprowadzonych.

Prócz tego naprzykrzała się na wiele innych sposobów. Rybacy nienawidzili jej za sztormy, które rzekomo raz po raz sprowadzała w ich tereny łowieckie, kupcy i rzemieślnicy oskarżają ją o odstraszanie klientów. Uważali też, że to właśnie przez nią zdarzało im się wytwarzać wadliwe uroki.
- Cholera by ją wzięła – burknął jeden z kupców wychodząc z karczmy, gdzie po raz kolejny nie udało mu się dobić korzystnego dla niego targu.
Na ulicy panował istny rejwach, jak w szczytowych godzinach przed placem ratuszowym, gdzie handlarze prześcigali się w najlepsze, w zachwalaniu swoich wyrobów.
Jedynie rudy kot, jakby nic sobie z tego wszystkiego nie robił. Wylegiwał się na niewielkim parapecie próbując znaleźć najwygodniejszą pozycję do obserwacji.

Z karczmy wyleciał z hukiem kolejny mężczyzna, jednak sprawiał wrażenie zupełnie trzeźwego. Nikogo to nie obeszło. Jedynie sam poszkodowany pokrzykiwał coś w stronę drzwi.

- Człowiek chce się tu czego dowiedzieć o tej pieprzonej wiedźmie, a tu go jak psa, jak gówno jakie, za drzwi i nie wracaj – krzyczał. - Ja wam jeszcze pokażę wy psie syny! – zapewne mężczyzna krzyczałby tak jeszcze bardzo długo, gdyby ktoś nie zdzielił go pałą w tył głowy. Szatyn osunął się na ziemię bezwładnie niczym szmaciana lalka. Rozbójnik odszedł zaś w ciszy. Miał szczęście, że w pobliżu nie było straży miejskiej.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

01 lip 2014, 22:00

A więc tak wygląda śmierć. Nie czuł bólu, co było dziwne. Zawsze wyobrażał sobie śmierć w męczarniach. Śmierć z przepicia może nie była powodem do dumy, ale przynamniej obyło się bez bólu. Wyglądało na to, że po prostu zasnął w pijackim śnie i już nigdy nie będzie dane mu się obudzić. Nie umiał sobie przypomnieć co robił tuż przed śmiercią, ale musiał być dobrym człowiekiem. Nie wiedział jakim cudem trafił akurat tutaj.

Najpierw zobaczył piękną kobietę. Szła w jego kierunku. Z pewnością była swego rodzaju przewodnikiem który ma go przeprowadzić na drugą stronę. Za życia był niezbyt religijnym człowiekiem, dlatego nie wiedział dokładnie z czyją religią jest ona związana. Może nie będzie zadawać wielu pytań i obejdzie się bez wpadki. Jameson nie mógł o tym zbyt długo myśleć, ponieważ całą uwagę skupiał na blondwłosej piękności. W całym swoim życiu nie widział piękniejszej. Nie wiedział czy to była zaplanowana akcja, ale spełniała ona wszystkie jego pragnienia. Włosy, oczy, usta, ciało. Wszystko to było idealne. Wiedział, że nie będzie mu łatwo się z nią rozstać.

Nie miał słów, aby opisać co czuł gdy dotknęła jego twarzy po raz pierwszy. Świat nagle zawirował, a on znalazł się w zupełnie innym miejscu. Było to bardzo miłe miejsce. Jeśli miał być szczery to nie spodziewał się aż takiego ładnego pomieszczenia. Nie był dobrym człowiekiem, wiedział o tym. Uważał, że po śmierci jedyne co go czeka to jakieś puste i brudne miejsce gdzie będzie skazany na cierpienie przez wieczność.

Takie niespodzianki lubił najbardziej. Miła komnatka, piękna kobieta na jego kolanach. Czego więcej potrzebował do szczęścia? Zapewne alkoholu. Zaczął się rozglądać niepewnie czy aby w pobliżu nie ma jakiegoś dzbanuszka z winem czy innym trunkiem. Rozglądał się zanim kobieta nie zaczęła mówić. Mówiła ładnie, ale bez najmniejszego sensu. Jak ma niby zgarnąć dziewuchę skoro nie żyje? Po co w jego raju miałaby się pałętać dziewczynka? Taki trójkąt raczej mu nie odpowiadał. Chciał jakoś zaprotestować, ale spostrzegł, że jest unieruchomiony. Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiał.

– Przyniosę Ci dziewczynkę, chłopca, zwierzaka, co tylko sobie zapragniesz, kochana. Ale może najpierw napijemy się czegoś dobrego i dostanę jakąś zaliczkę żeby lepiej mi się jej szukało? – powiedział gdy blond włosa piękność skończyła mówić. – Może szybki numerek na tym fotelu? Wydaje się być odpowiedni do tego typu czynności.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

03 lip 2014, 00:02

Gudrum udało się pozbyć zbędnego ciężaru ze swego ciała co, jednak nie było takie proste. Bezwładny, pijany w sztok mężczyzna nie należał do najlżejszych, mimo swojej niezbyt masywnej postury.

W końcu, jednak obolała dziewczyna mogła odczuć ulgę spowodowaną brakiem zbędnego balastu. Ewakuacja z głównej sali karczmy była w tym momencie dobrym pomysłem. Tam działo się bardzo wiele, chwila spokoju kobiecie na pewno nie zaszkodzi. Myślałby kto – chwila spokoju. Gdy tylko weszła do pomieszczenia usłyszała piskliwy głos, jakby małej dziewczynki, która wołała o pomoc. Wołanie dochodziło z góry, tu na dole było nieco niewyraźny, mimo to nadal Gudrum mogła rozpoznać głos Kristy. Już raz próbowała ratować małolatę i nie wyszła na tym zbyt dobrze, jednak pozostawienie biednej dziewczynki pewnie nie dało by jej spokoju przez resztę wieczoru, a może nawet i całe życie.

Gdyby ktoś założył się, że dzisiejszego wieczoru do karczmy wpadnie dzikus i narobi nieziemskiego rozgardiaszu, pływałby pewnie teraz w wannie pełnej monet. Beir, jednak chyba nie zdawał sobie sprawy, że wygląda co najmniej komicznie, a ludzie przekrzykiwali się w zakładach kiedy zostanie wyrzucony z karczmy.

Jednak co bystrzejsi, czy raczej trzeźwiejsi, dostrzegali jego potencjał i nie do końca spisywali go na straty w walce z Bronkiem. Drab nacierał na niedźwiedzia dość niezdarnie, aczkolwiek z dużym impetem. Dopiero cios wypustką powstrzymał ochroniarza przed atakiem.
Prawie łysy mężczyzna, mimo swej siły był nad wyraz powolny. Z wielką łatwością pozwolił nieco oszołomionemu jeszcze po poprzednim ciosie dzikusowi na złapanie swej drewnianej broni. Nikt na dobrą sprawę nie spodziewał się, ze kilka ciosów skierowanych na wątrobę może powalić takiego potwora. Bronk pod naporem ciosów zwymiotował wprost na Ugaira. Chwilę później drab klęczał przed średniego wzrostu dzikusem, jakby składając mu hołd. W rzeczywistości cały czas wymiotował.

Pewnie Beir spróbowałby zadać jeszcze kilka ciosów, gdyby nie początkowe poruszenie, a później grobowa cisza jaka nastała w sali. Do karczmy weszło sześciu uzbrojonych mężczyzn ze straży miejskiej.

W rękach trzymali piki, a do pasa przypięte mieli krótkie, jednakowe miecze. Łatwo i sprawnie zaczęli rozganiać towarzystwo.
- Wynocha mi stąd zapchlone kundle! – krzyknął jeden z mężczyzn, ten, któremu najbliżej było do dowódcy małego oddziału. W odróżnieniu od pozostałych nie był zakuty w żelazny hełm, a po ziemi ciągnęła się za nim purpurowa peleryna.
- A tyś co za jeden? – zwrócił się do niedźwiedzia. Mówił do niego, mimo że cały czas wzrok wpatrzony miał w zwijającego się na podłodze Bronka. Chyba był równie zdumiony co reszta przebywających w karczmie osób. - Aleś go urządził – wzruszył obojętnie ramionami.

Wszystko co działo się w karczmie przechodziło obok jednego z przebywających tam gości. James leżał na stole pogrążony w błogim śnie. Dla niego nic co rzeczywiste aktualnie nie istniało.

Byłw swoim cudownym świecie.

- O nie mój drogi – przeczesała ręką brudne włosy pirata. – Na zapłatę trzeba sobie zasłużyć. Przyniesiesz mi dziewczynkę, a dostaniesz czego tylko zapragniesz – Uśmiechnęła się i wstała. Podeszła do niewielkiej szafki i wyciągnęła niewielką karafkę pełną czerwonego napoju. Oprócz tego wzięła jeszcze dwa pozłacane kielichy. Postawiła je na stole tuż obok unieruchomionego Jamesona i nalała do pełna.
- Proszę, weź – powiedziała. Pirat poczuł, że może poruszyć prawą ręką. Cóż, dobre i to.
- Wydajesz się być bardzo odważny – uśmiechnęła się. Lubiła to robić. - Jestem ciekawa ile jesteś w stanie dla mnie zrobić – zapytała, jakby jego poprzednie zapewnienia nie były dostateczną gwarancją. Złotowłosa uniosła kielich i upiła łyk. Lekkim skinieniem głowy nakazała mężczyźnie, aby zrobił to samo.
- Za pomyślność twojej – zastanowiła się przez chwilę. - Naszej misji – dodała w przeciągu jednej chwili.

Gdy Krista wyciągnęła mały nożyk w kierunku dwóch elfów, nie pozostało im nic innego jak tylko głośno się roześmiać. Stali i z politowaniem wpatrywali się na małą dziewczynkę, która ostatecznie okazała się nie być tak całkowicie bezbronna.


- Myślisz, że tylko ty nosisz przy sobie zabawki? – Roviel spojrzał na swojego towarzysza po czym obaj wyjęli krótkie miecze, które do tej pory bezpiecznie tkwiły w pochwach przypiętych do pasa.
- Jak widzisz nasze zabawki są nieco ostrzejsze – powiedział ten drugi. Mimo iż z pokoi wychodzili co chwila ludzie, aby sprawdzić kto lub też co jest źródłem tych hałasów, nikt nie kwapił się pomóc małej dziewczynce. Wszyscy zwyczajni stali w drzwiach i przypatrywali się, jakby ktoś urządził sobie na korytarzu w karczmie teatrzyk. Jedynie Amalor był bardziej zainteresowany całą sprawą. Gdy tylko wyszedł ujrzał plecy dwóch elfów. Nie minęło kilka sekund, a stali już zwróceni ku niemu z mieczami w dłoniach.
- A tobie co do tego? – rzucił oschle niższy z elfów. - Luriviel, to przecież ten najemnik z dołu. – elf zwany Lurivielem popatrzyła swojego towarzysza, jakby nie bardzo wiedział o kogo chodzi. - To on siedział z tą małą przy jednym stole – wytłumaczył kręcąc jedynie głową w geście zrezygnowania. Dopiero wówczas elf o bardzo ciemnej cerze skojarzył fakty potwierdzając to lekkim wzdrygnięciem.
- Ciekawe jak poradzi sobie z nami dwoma – Luriviel uśmiechnął się. - Uważaj, nie możemy zapomnieć o dziewczynie – Roviel obrócił się i wbił swe niebieskie ślepia w przestraszoną Kristę. - Dobra, mała nigdzie nie pójdzie, za bardzo się boi – To był znak dla niższego z elfów. Byli gotowi do walki. Widząc łuk, który trzymał Amalor nie mogli pozostać bierni. Luriviel ruszył prawą stroną korytarza. Podłoga zaskrzypiała.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

03 lip 2014, 01:26

Jameson poczuł niewyobrażalną ulgę. Przez jedną krótką chwilę nie zwracał uwagi na swoją blondwłosą piękność. Musiał rozruszać prawą dłoń. Nie wiedzieć czemu, ręka zdrętwiała mu prawie do łokcia. Czuł delikatne mrowienie, które niesamowicie go wkurwiało. Domyślał się czemu kobieta użyła takich środków ostrożności, ale częściowy paraliż nie podobał mu się wcale. Jameson był pewien, że gdyby nie był skrępowany już dawno zacząłby się do niej dobierać. Siłą czy po dobroci, to nie miało dla niego najmniejszego znaczenia.

Gdy zobaczył wino od razu się uśmiechnął. Zapomniał o paraliżu, dziewczynie i własnej śmierci. Był niesamowicie ciekaw jakie alkohole są dostępne w zaświatach. Ostrożnie i bardzo delikatnie chwycił za złoty puchar. Jeśli miał być szczery, to nie pamiętał czy kiedykolwiek pił z równie ładnego naczynia. Któryś raz z kolei dziękował sobie w duchu za to jak dobrym był człowiekiem, że trafił do tak wspaniałego miejsca.

Najpierw delikatnie przechylił kielich aby wino znajdujące się w środku trochę zamoczyło ścianki. Zbliżył naczynie do nosa i zaciągnął się zapachem. Wiele alkoholi już wąchał w swoim życiu, ale nigdy nie czuł tak silnego aromatu. Trzeba było przyznać, ze poprzeczka nigdy nie była zawieszona szczególnie wysoko. Zazwyczaj jedyne co można było wyczuć z napojów które pił to gorzała. Z chwilą gdy płyn dotknął jego ust, świat znów stanął dla niego w miejscu. Musiał zamknąć oczy aby delektować się goryczą która zalała najpierw jego przełyk, a potem żołądek. Nie było słów którymi mógłby opisać jak bardzo uwielbia to uczucie.

Pijąc alkohol często myślał, że pora się odbić od dna. Zawsze kończyło się to dopiciem butelki do końca i pustymi obietnicami. Obiecywał sobie, że od następnego dnia skończy z tym i wyjdzie na prostą. Niestety, wieczór zawsze przynosił kolejną butelkę i myśli, że nie potrafi już żyć inaczej. Zawsze gdy chwytał za flachę nic innego się dla niego nie liczyło. Zamroczony alkoholem, nigdy nie chciał budzić się ze snu w który wpadał. Ranek przynosił wstyd i sińce na dłoniach. Nie było popijawy podczas której nie miałby ochoty wyżyć się na pannach czy przypadkowych przechodniach. Miał ze sobą naprawdę duży problem. Wiedział o tym, ale nie chciał o tym myśleć. Zapominał o nim codziennie z kieliszkiem i niszczył to co miał do tej pory. Najważniejsze było to żeby będąc naprutym łudzić się, że był szczęśliwy.

Chlał częściej niż mu na to pozwalało zdrowie. Pijacka gadka w głosie, która zapewniała, że kiedyś ogarnie cały ten bałagan. Od pewnego momentu miał dość życia w tych barwach, męczyło go tak samo jak pijacka czkawka którą niekiedy łapał. Ludzie często odwracali się od niego gdy był zalany. Nie dziwił im się wcale, a jednocześnie irytował go fakt, że nie ma z kim podzielić się jedną z jego najgorszych tajemnic. Zamiast mówić do jakiegoś starego przyjaciela lub kompana, przemawiał do pustej butelki, która akurat leżała na stole. Chyba ona była jego najlepszym przyjacielem.

Wiedział co chciał powiedzieć swojej towarzyszce. Bał się jednak, że znów zacznie artykułować z pauzą. Nieproporcjonalna ilość myśli w głowie do wina znajdującego się w pucharze. Nikt mu nie dawał gwarancji, że dostanie więcej. Byłaby szkoda bo trunek był naprawdę dobry. Potrząsnął głową jakby chciał wyrzucić z niej wszystkie ponure myśli. Znów spojrzał na blondi i uśmiechnął paskudnie.

– Panienko, uznaj to za komplement, ale jednej kończyny nie unieruchomiłaś. – po tych słowach bez wstydu podrapał się po kroczu, wcześniej odkładając pusty już puchar. – Nie chciałbym być niemiły, ale szkoda marnować taką okazję, za chwile może z tych spodni już nic nie zostać. I tego wina można więcej? Ta cała podróż mnie trochę zmęczyła i jestem strasznie spragniony.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

03 lip 2014, 17:40

// Dostawa wpierdolu.

Długousi najwyraźniej zwrócili uwagę na Amalora gdy był na dole, skoro jeden z nich skojarzył go jako tego, który z małą wcześniej siedział. Niby ciężko było na jego kaptur nie zwrócić uwagi, ale zawsze to o czymś świadczyło. Czyżby to właśnie ta para elfów miała coś wspólnego z nagłą zmianą nastroju karczmarza? A może po prostu zwrócili uwagę tylko na dziewczynkę, mając ją już wcześniej na oku a on się tam zaplątał przypadkiem. Łucznik szybko odgonił od siebie te rozważania, które mimo pozornej istotności, tak naprawdę właśnie przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, w końcu dwa obiekty jego myśli właśnie stały się (już nie długo) chodzącymi trupami.

-Panowie, to trochę nie sprawiedliwe, nie wydaje się wam? Zawołajcie jeszcze kilku kolegów! – Wykrzyknął niemal radośnie, co kompletnie nie pasowało do sytuacji, w jakiej się znalazł, acz walka była na tyle uczciwa na ile tylko mogła. W korytarzu na krótkim dystansie doświadczony łucznik raczej nie pudłował, co po dodaniu faktu, zgodnie, z którym najemnik za wczasu dobył już pierwszej strzały, sprawiało, że walka była tak naprawdę jeden na jednego. Niejaki Luriviel nie zdąży się nawet o tym niestety przekonać, gdyż zaraz po prowokacyjnym okrzyku Amalora, w stronę jego torsu pofrunie pewnie wystrzelona strzała. Głowa byłaby lepszym celem, acz wycelowanie w tors powinno zapewnić pewne trafienie, co w tej sytuacji było lepszym wyjściem. W najlepszym wypadku trafienie wyłączy serce lub przejdzie przez dolny odcinek tchawicy celu a w najgorszym przynajmniej przebije płuco.

Po pozbyciu, lub opóźnieniu pierwszego z przeciwników zaczną się zmienne. Jeśli drugi od razu ruszy do ataku, łucznik upuści łuk i wyciągnie sztylet, rozstawiając ręce na boki by zablokować cięcia nadchodzące z boków, mając na celu zwabienie drugiego z elfów do ataku przez pchnięcie, na który będzie przygotowany, mając zamiar odskoczyć w bok. Po takim odskoku planem było złapanie rozpędzonego pchnięciem przeciwnika za rękę z bronią, szarpnięcie do przodu i wbicie sztyletu w jego szyję pod najwygodniejszym możliwym kątem.

Gdyby natomiast drugi z elfów nie zaatakował od razu, Amalor wykorzysta ten czas na dobycie kolejnej strzały i posłanie jej albo by pozbyć się Luriviela, gdyby ten nadal był w stanie walczyć, lub w drugiego przeciwnika, gdyby temu pierwszemu jedno trafienie jednak wystarczyło, bądź gdyby po pierwszym trafieniu ktoś inny dokończył dzieła.

Jeżeli jakimś cudem doszło by mimo wszystko do sytuacji, w której najemnik musiałby przejść do defensywy, jego plan będzie składał się ze sztuczki z prowokowaniem pchnięcia z większym skupieniem na faktycznym parowaniu i unikaniu ataków i szukaniu słabości w pozycji przeciwników. W sytuacji naprawdę krytycznej, zawsze mógł sięgnąć po swój woreczek, który trzymał w sakwie i posłać jego zawartość w oczy przeciwnika, by następnie zostawić w jego szyi sztylet, bądź wbitą własnoręcznie strzałę, gdyby sztylet był mu potrzebny do dalszej walki.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

03 lip 2014, 19:18

Uderzył go. Uderzył go wielokrotnie. Wyzwalał swą siłę, wbijał ją przez warstwy nieprawdziwego futra, przez tłustą skórę. Moc pragnęła dosięgnąć wątroby, pochłonąć ją niczym beznożna istota dwunożnych. Krzywdząca energia była jak kły wilka, które się zatapiały w bezsilnej ofierze łowów. Polowanie się zakończyło. Beir był mokry od wydzieliny słabości swej zdobyczy. Brakowało czerwonych barw, wtedy Kieł wiedziałby, że i witalność, i potęgę wroga pochłonął. Zdobył nowe terytoria, należało teraz dobić potwora, gdy jego wybraniec upadł.

Obrazek

Rozejrzał się po tych, którzy byli zarażeni. Ich obrońca poległ, nic nie mogło ich uratować. Beir-Ugair zmierzył wszystkich zimnym wzrokiem. Oni ucichli. Ktoś nowy zanurzył się do żołądka karczmy. Grupka istot dzierżących długie i ostre drzewa. Jedna z nich była przywódcą stada. Długaśna i ciemna powieka zwisała z jej pleców, zapewne wyrwana z oka groźnej poczwary. Czerep nie był osłonięty czaszką matowego mutanta. Słabsze od przewodnika osobniki wywoływały wśród chorych poruszenie. Czyżby ci nowi dwunożni przybyli zapolować na beznożny byt? Nie… wyganiali na zewnątrz tych, którzy byli zatruci zabójczym płynem. Lider warknął coś do Beira.

Człowiek z lasu w odpowiedzi skierował lewą ręką za pazuchę. Złapał za magiczny artefakt z podobizną wiedźmy i wyciągnął go na pokaz. Wskazał prawą dłonią na narysowaną czachę samicy.

- Polować.

Rzekłszy to, co potrafił, wystawił język. Wskazał na swój jęzor, a potem przeniósł palec wskazujący w kierunku prawego ucha. Gdy to uczynił, smutno pokiwał głową, dając wszystkim do zrozumienia, że zupełnie nie rozumiał ich warczenia. Zostało mu czekać na reakcję stada.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

04 lip 2014, 10:56

A jednak potrafiła uczyć się na własnych, bolesnych błędach. Nie była strażnikiem, nie patrolowała ulic, nie była matką, kimś silnym czy odpowiednim do ratowania cudzych tyłków. W momencie upadku straciła ochotę na zabawę w samozwańczego bohatera, któremu przyświeca wzniosły cel – była to z jej strony zwyczajna głupota i jako karczemna dziewka już od początku burdy powinna była szukać dla siebie odpowiedniego schronienia. Ale kto mógł wiedzieć, że niewielkie z początku zamieszanie przerodzi się w coś tak dużego? Skutków wypadku nie pozbędzie się szybko, jednak najważniejsze było, że mogła chodzić. Ohydny pijus mógł uszkodzić ją bardziej niż każde zderzenie z karczemnym stołem. Wstała.

Piskliwy głosik był już prawie niemożliwy do zignorowania. Gudrum jednak spróbowała, powstrzymując jednocześnie palącą ciekawość zajrzenia na górne piętro. Mimo opłakanego stanu wciąż nie mogła powstrzymać swojej natrętnej, kobiecej natury, która zmuszała ją do zobaczenia wszystkiego. Usłyszenia. Gdyby tak tylko się wychyliła… Nikt by jej nie zauważył, potrafiła być cicho…

Nie. Nie mogła. Dostałaby po pysku drugi raz, na dokładkę. Powinna się była po dzisiaj nauczyć, że nawet przypadkiem można zwrócić na siebie uwagę i sporo za to zapłacić.

Gówniara będzie musiała poradzić sobie sama. Rozłoży swoje drobne nóżki przed napastnikami (Gudrum nie umiała po głosach ocenić, ile osób kręci się na piętrze – zwłaszcza że wcześniej nie zwróciła uwagi na wchodzącą tam klientelę), w płaczu przeżywając swoje pierwsze razy. Zdarza się. Być może ją pobiją, wyniosą i cała karczma pozbędzie się choć jednego, małego problemu.

Już w momencie, gdy tak pomyślała, poczuła wstyd. Zażenowanie. Żadnej dziewczynce tak naprawdę nie życzyła takiego losu. Nie mogła się jednak zdecydować na wejście i pomoc – tak niczego nie zdziała, wiedziała to doskonale. Mogła za to wrócić do izby, gdzie nagle zrobiło się ciszej. Nie widziała tego, ale być może dzikus został już wyniesiony na podwórko i tam, kopany przez nagle odważnych gości, czuje nadciągający koniec. Gudrum nie była pewna, czy to w porządku, ale chyba właśnie takiego losu mu życzyła.

– Bodajby sczezł. Wagarus. Wyroń. Psi syn – warknęła pod nosem, krzywiąc się lekko.

Gdyby znalazła karczmarza, mogłaby poinformować go o gorącej sytuacji na górze. Był bezczelny i niewiele go obchodziło, ale na pewno dbał o swój interes i nie pozwoliłby na więcej zamieszania tej nocy. Każdy tu pracujący pragnął przecież, by ta już się skończyła. By można było posprzątać, zamknąć karczmę i się położyć.

Znowu nie wiedziała, kiedy to się stało – już zaglądała do izby przez drzwi z korytarza. I to, co zobaczyła, nie uspokoiło jej ani trochę. Znowu stała się obserwatorem akcji, nie mogąc jednocześnie ruszyć się z miejsca. Co tu się wydarzyło przez jej chwilową nieobecność…

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

04 lip 2014, 19:58

Brace yourselves…

Broń dawała złudne poczucie bezpieczeństwa, szczególnie w posiadaniu takiej małej smarkuli. O ile większość po takiej uwadze ze strony napastnika spojrzałaby chłodniejszym okiem na swoje szanse, o tyle Krista, rozwścieczona słowami elfa, poczuła się nagle tak, jakby była w stanie zawojować cały świat. Prosta, acz sprytna manipulacja długouchego osiągnęła swój cel – dziewczynka nie tylko nie zamierzała uciekać, ale jeszcze postanowiła walczyć. Widok Koguta stającego w jej obronie dodał jej odwagi… niestety.

Reguła, wedle której człowiek po odebraniu jednego życia, nie będzie się wahał, by odebrać drugie ma w sobie wiele prawdy. Krista skoczyła z nożem na Roviela, jeszcze zanim Amalor zdążył dokończyć swoją kwestię. Nawet przez chwilę nie zastanawiała się nad możliwymi konsekwencjami swojego czynu. Takie już było przekleństwo jej wieku – najpierw robiła, potem myślała. Niesiona gniewem nie myślała o tym, że zabicie elfa z pewnością nie ujdzie jej płazem. W chwili, gdy podjęła decyzję o ataku też nie myślała o tym, że atakowanie elfa uzbrojonego w miecz, znacznie wyższego, silniejszego i pewnie też zwinniejszego, może skończyć się dla niej tragicznie. Oświecenie przyszło odrobinkę za późno, gdy jej oczy już rejestrowały reakcję elfa na tupot jej nóg po deskach i nagle przyspieszony oddech. Strach wziął górę nad nienormalną odwagą i Krista zawahała się tuż przed zadaniem ciosu. nagle była już tylko małą dziewczynką, otoczoną przez dwóch uzbrojonych nieludzi. Niespodziewane przerwanie akcji sprawiło, że straciła równowagę. W pogotowiu była ściana, na której oparcia szukała dziewczynka, żeby odzyskać równowagę i się nie przewrócić. Przyklejenie się do ściany może ocaliłoby ją przed ewentualnym ciosem.

Krista umiała walczyć, jednakże uliczne walki i nieliczne wypadki wymagające bardziej agresywnej samoobrony nijak miały się do obecnej potyczki. Dziewczynka tak bardzo bojąc się bólu i perspektywy śmierci, najchętniej by uciekła, nie oglądając się za siebie. Dalej jednak miała w pamięci obraz Koguta, wynurzającego się nagle zza drzwi jednego z pokoi, który był chyba najszczęśliwszym widokiem w jej całym krótkim życiu. Kiedy wcześniej zobaczyła te wszystkie twarze obojętnych gości karczmarza, miała ochotę wybuchnąć płaczem. Elfy miały przewagę liczebną, gdyż teraz nawet Krista nie uważała siebie za istotną figurę w tej walce. Jednak fakt, iż Amalor bez wahania stanął po jej stronie zaszczepił w niej coś w rodzaju zobowiązania. Krista tym razem nie zamierzała uciekać. Jeżeli tylko jej błąd nie będzie kosztował jej kończyny lub głowy, postara się mu w jakiś sposób pomóc. Niewiele mogła uczynić w otwartej walce, ale nawet zwyczajnie odwracając uwagę mogła choć trochę przeszkodzić elfom w walce. Nie znała czegoś takiego jak honorowy pojedynek a także była zbyt niska, by przestrzegać zasady dotyczącej ciosów poniżej pasa. Dziewczynka przede wszystkim będzie starała się pozostawać poza zasięgiem elfich mieczy, gdyż za bardzo obawiała się bezpośredniego kontaktu. Z drugiej strony, każdą drobną okazję, jak utrata równowagi, odwrócenie wzroku, zaskoczenie, będzie skłonna wykorzystać. Incydent z ojcem był jednorazowy i reguła morderców nie miała zastosowania w przypadku Kristy – wciąż bała się zabijać. Z drugiej strony, obecnie miała mniejsze opory przed poważnym zranieniem przeciwnika, niż dawniej.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

07 lip 2014, 22:31

Z góry przepraszam za nadmierną ilość spacji w pewnych momentach, ale nie działa mi ona… usunąłem myślę wszystkie niepotrzebne spacje, ale kto to wie. Ślepy jestem nieco.

- U nie uruchomię dopóki nie spełnisz swojego zdania – kobieta uśmiechnęła się i dolała sobie wina. - Teraz wracaj i pracuj na swoją nagrodę, a zapewniam cię, że nie będziesz żałował –Odłożyła karafkę na stół i pstryknęła palcami. W tym momencie Jameson poczuł dziwne uczucie mdłości, jakby litry piwa, które wypił ostatniego wieczoru ponownie zaczynały dawać o sobie znać. Tracił wzrok, a właściwie obraz, który do tej pory widział tracił na wyrazistości , aż w końcu prócz zgubnej czerni nie pozostało nic.

– Żyjesz? – jeden ze strażników podszedł do Jamesa i szturchnął go delikatnie w ramię. Czynność tą powtarzał kilkukrotnie, dopóki nie uznał, że wystarczy. Gdyby pirat zdecydował się teraz podnieść głowę poczułby, że poprzednie niedogodności związane z mdłościami całkowicie ustały.

A i kaca nie pojawił się tym razem , aby zebrać swoje żniwo. Napić się i nie odczuć skutków popijawy, toż to żadne picie, rzekłby zaprawiony w bojach pijaczek. W końcu nie ma nic przyjemniejszego niż leczenie kaca tym przez co się go ma. James usłyszał w głowie jedynie delikatny szept .
- Pamiętaj, to nasza słodka tajemnica – była to ostatnia wiadomość jaką otrzymał od wiedźmy. Mogło się wydawać, że minęły całe godziny, że świta, słońce wschodzi, kogut pieje obwieszczając chłopom, iż należy wstać, lecz nic bardziej mylnego. Minęła zaledwie jedna, malutka godzina.

-Kolejny idzie na wiedźmę – z tyłu, jeden ze strażników roześmiał się głośno. Umilkł chwilę później, gdy został zmierzony zimnym spojrzeniem dowódcy.


- Nie rozumiesz mnie? Rzeczywiście, wyglądasz jakoś… – Kapitan oddziału przekręcił głowę nieco w prawy, jakby szukał w wyglądzie Beira czegoś co pomoże mu zidentyfikować czym tak naprawdę jest mężczyzna, a w zasadzie skąd może pochodzić. -…inaczej – skończył wyraźnie nie znajdując żadnego innego, lepszego słowa.

- Skoro polujesz na czarownicę… – dowódca wyciągnął zza pasa swój magiczny artefakt, który do złudzenia przypominał ten Beira. - Chodź z nami – wskazał palcem wskazującym na mężczyznę po czym wykonał palcami gest, którym chciał wyrazić, aby niedźwiedź podążył za nim.


- Ktoś zapewne będzie chciał cię poznać – skłonił się delikatnie i swą dłoń skierował na drzwi.
Gotów byłby wyjść, gdyby nie hałasy, które dobiegły z góry .
- Wy trzej, sprawdzić co tam się dzieje, a my już pójdziemy – uśmiechnął się pokracznie do Beira licząc, że ten pójdzie za nim.

Roviel nieco z ignorował, małą przestraszoną dziewczynkę skupiając się jedynie na dzielnym Amalorze. Nie spodziewał się po przerażonej małolacie niczego wielkiego. No może poza próbą ucieczki, ale tutaj nie miała dokąd uciekać, więc i taką opcję odrzucił.

Dziewczyna ku jego późniejszemu zaskoczeniu nie miała, jednak zamiaru stać i biernie przyglądać się jak najemnik walczy w jej obronie. Ruszyła ze swoim nożykiem na elfa, który początkowo jej nie zauważył szykując się do skoku na Koguta. Zrobił to w ostatniej chwili. Kątem oka zauważył nadbiegającą dziewczynkę. Był, jednak tak zaskoczony, że do końca nie wiedział co ma zrobić. Nie mógł uderzyć mieczem, gdyż była mu potrzebna cała i zdrowa. Ku zdziwieniu wszystkich gapiów, Kristy, a także Amalora, o ile dostrzegło się stało, Roviel upuścił swój miecz i sprawnie, aczkolwiek w ostatnim momencie usunął się z toru szarży małej Kristy. Błyskawicznie przystąpił do kontry. Chwycił ją prawą ręką za gardło, a lewą za koszulkę w miejscu, w którym niedługo urosnąć powinny jej piersi i mocno przycisnął do ściany.
- Ty mała jędzo – warknął, jakby w jego słowniku zabrakło nagle gorszych określeń, których można było użyć w tej sytuacji.

Amalor – łucznik z prawdziwego zdarzenia bez problemu zdążył wykonać atak. Strzała trafiła do celu – w prawą część klatki piersiowej. Z ust Luriviela popłynęła krew. Zwalił się na ziemię, miał jeszcze na tyle siły, aby przeturlać się i wpełznąć do jednego z pokoi, w którym były otwarte drzwi. Przerażona kobieta, która jeszcze chwilę temu w nich stała – zemdlała. Zza ściany, za którą ukrył się elf zdało się słyszeć jedynie pojękiwanie. Cud, że jeszcze nie wyzionął ducha.

Gudrum niesiona różnymi wewnętrznymi rozterkami postanowiła , jednak nie wbiec na górę, nie próbowała ponownie ratować Mysikrólika. Może tak było lepiej? Wychyliwszy się zza drzwi, zobaczyła karczmarza, który właśnie podnosił się zza lady, gdzie niewątpliwie znalazł schronienie na czas nawałnicy jaka przechodziła właśnie po jego karczmie.

Wejście straży miejskiej zdecydowanie dodało mu odwagi. Nie spostrzegła nawet, gdy do pomieszczenia wparowało trzech strażników, którzy bez ceregieli powalili ją na ziemię i ruszyli po schodach. Tylko jeden z nich wysilił się na zdawkowe – przepraszam. Siedząc na poobijanym tyłku dziewczyna mogła spostrzec siedzącego w kącie, średniej wielkości, rudego kotka, który akurat oblizywał swoją łapkę. Nie wystraszył się hałasem, był o wiele bardziej odważny, niż wielu z obecnych w karczmie.

Spojrzał, czy raczej spojrzała, gdyż była to kotka , na Gundrum po czym miauknęła kilkukrotnie przybliżając się tak, aby móc otrzeć się o kolano dziewczyny.


- Zdumiewające! – karczemna dziewka usłyszała głos. Nie było, jednak w pomieszczeniu nikogo oprócz niej i kota. - W tym wieku? – głos nie zniknął, ale przecież to absurdalne, żeby zwierzą mówiło! Nawet jeśli wlepiało w Gudrum swe zielone ślepia.

Amalor nawet gdyby chciał zaatakować drugiego z elfów, który akurat przytrzymywał Kristę to zwyczajnie nie mógł. Poczuł na lewym ramieniu silny uścisk, a chwilę później usłyszał głos.

- Czy ktoś mi kurwa wyjaśni co się tutaj dzieje? – głos był ostry, twardy i stanowczy, aczkolwiek pozbawiony emocji. Roviel puścił dziewczynę posyłając jej solidnego kopniaka w tyłek na odchodne. Jęki z pomieszczenia, w którym skrył się drugi elf też, jakby ucichły.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

08 lip 2014, 11:36

To zdecydowanie nie był jej szczęśliwy dzień. Karczmarza widziała tylko przez moment, także ukrytego, nim do korytarza na nowo przepchnęli ją strażnicy. Czemu akurat teraz? Czemu nie sekundy wcześniej, gdy jeszcze nie stała w drzwiach? Czemu nie wtedy, gdy awanturę dało się jeszcze zatrzymać i nie było żadnych ofiar? Prychnęła pod nosem, nie starając się nawet na nic więcej. Nikt nie chciał słuchać, co do powiedzenia ma w tej sytuacji karczemna dziewka, a ona zwyczajnie nie miała sił starać się o uwagę strażników czy kogokolwiek innego.

Znowu siedziała i przez następną chwilę nie planowała tego stanu zmieniać. Oparła głowę o ścianę i przysłuchiwała się odgłosom z góry. Jej uszu dochodziły niezbyt wyraźne krzyki, skrzypienie starej podłogi i mogła niemal z pewnością stwierdzić, że i tam panuje zamieszanie – choć na mniejszą skalę niż w głównej izbie. Powoli jednak robiło się coraz ciszej – wszędzie – i Gudrum przeczuwała, że wszystko niedługo się skończy. Nikt nie mógł przewidzieć, z jakim skutkiem i stratami. Jedynym, co obchodziło na tę chwilę kobietę, był stan dziewczynki poznanej dzisiaj w karczmie i chyba tylko dlatego nie opuściła na razie korytarza. Gówniara nie miała wyjścia – jeśli żyje i jest w stanie się ruszać, będzie musiała opuścić piętro schodami. Wtedy na pewno zostanie przed Gudrum zauważona.

Rozmyślania przerwał jej gadający kot.

Niewiele wiedziała o medycynie i była świadoma, że nikt jej nigdy w tym kierunku nie będzie szkolił. Rozumiała jednak proste rzeczy związane z uszkodzeniami ciała i szybko wywnioskowała, że upadek na stół i przygniecenie przez pijusa mogły nieść ze sobą większe konsekwencje niż ból oraz siniaki. Przewidzenia. Przesłyszenia. Prawdopodobnie nic gorszego nie mogło jej już dzisiaj spotkać. Prawdopodobnie.

Przyjrzała się kotu i po chwili wahania wyciągnęła do niego rękę, pozwalając się obwąchać.

– Co cię niby dziwi, sierściuchu? – spytała, kierując swe słowa do zwierzęcia. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, jak musiała wyglądać z boku; jednocześnie chyba nigdy wcześniej tak bardzo jej to nie obchodziło. – Śmiejesz się ze mnie?

Oderwała się od ściany, pochylając lekko w stronę rozmówcy. Czuła się nieświeża po pracy, pot skleił jej suknie i przydługie włosy. Nadal czuła napięcie po aferze w izbie, co odezwało się bólem karku. Cofnęła wyciągniętą do kota rękę i rozpoczęła nieumiejętny masaż okolic głowy i szyi. Nie przyniosło to żadnej ulgi.

– Bezczelne, rude kobiety uznawane są za wiedźmy. Myślisz, że upiecze się bezczelnemu, rudemu sierściuchowi? – Pokręciła głową, ponownie uświadamiając sobie swoje idiotyczne zachowanie. – Głodny?

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

09 lip 2014, 00:29

Beir nie rozumiał warknięć i innych odgłosów gardła samca ukrywającego swą głowę w czaszce potwora. Człowiek z lasu zignorował badawcze spojrzenie, albowiem zupełnie nie miał pojęcia o tym, iże czujny wzrok przywódcy reszty dwunożnych przeszedł po nim. Kieł dopiero zareagował na porozumiewawcze znaki wykonywane kończynami.

Postanowił zaufać człowiekowi. Udał się za nim, opuszczając brzuch karczmy.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52171
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.