Początek końca

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

Początek końca

15 lip 2014, 18:31

Obrazek

Od wielu godzin drużynie towarzyszył jedynie stukot końskich kopyt, i przytłumione oddechy, wydobywające się wraz z obłoczkami pary ze spierzchniętych ust. Gdy prawie każdy zapomniał o karczmie i jej upiornym lokatorze, niebo za rozświetliła łuna, odbita w kłębach gęstego dymu. Można się było tego spodziewać. Staruszek pewnie pomyślał o wszystkim, w tym o tym, by pomioty nie mogły zbyt długo ucztować na jego stygnących zwłokach.

Pierwsze płatki śniegu opadały na drzewa przy drodze, a każdemu pozostało jedynie obcować ze swoimi myślami. Jeszcze tydzień temu, z różnych, znanych jedynie sobie przyczyn wsiedliście na statek, nie wiedząc nawet w co się pakujecie. Za wami zostawało słoneczne Orlais, ze swoimi uliczkami, cienkim winem i łatwymi panienkami, czekającymi w prawie każdym mieście na tych, których sakiewki wydawały słodki brzęk. Zmierzaliście do Fereldenu, gdzie nawet żarcie było podłe, jeśli wierzyć marynarzom, a oni raczej znali się na rzeczy. Rejs, zaskakująco spokojny jak na tą porę roku wywrócił wam wszystkim flaki na lewą stronę. Ponad dwa tygodnie siarczystych burz, gdy łupina statku smagana była lodowatym wichrem i falami wyższymi od niego samego. Nawet elf, który stał za sterem wyglądał na dziwnie zielonego. Mimo to jakoś udało się wam wytoczyć, gdy krypa przestała kołysać się, skrywszy się w ostatnim wolnym porcie Fereldenu. Wolnym, tylko z tej racji, że pomioty nie posiadały szkutników. Nie zagościliście tam jednak długo. Szara Strażniczka, niewiele bardziej rozmowna w tamtych dniach niż przeciętny hurlock przegoniła was przez najgorsze speluny, w poszukiwaniu kogoś dostatecznie szalonego, by popłynąć na ziemie objęte władaniem Plagi. Potem jeszcze tylko krótki rejs, w przeciekającej szalupie, wraz z zapasem mięsiwa niewiadomego pochodzenia i staruszkiem o zaskakująco ostrym uzębieniu, a mogliście poczuć pod stopami stały grunt.

Obrazek

Z zamyślenia wyrwało was basowe ujadanie. Pokryty czarnymi tatuażami mabari zrównał swój krok ze srokaczem, na którym jechała zakapturzona elfka, choć i co do tego mogliście mieć wątpliwości. Szara strażniczka, poza szpiczastymi uszami, wystającymi z otworów w kapturze, nie dzieliła ze swymi potencjalnymi pobratymcami zbyt wielu cech. Wystarczyło zerknąć Lirshel, by poznać różnice między elfką, a Szarą Strażniczką, która was prowadziła. Wojowniczce brakło wręcz filigranowo elfiej budowy. Nie była też w żadnym względzie stereotypem fereldeńskiej matrony, mając nie więcej niż dwadzieścia parę wiosen. Urody mogłaby pozazdrościć jej niejedna orlezjańska szlachcianka, ale raczej ponury nastój, który i wam zaczął się udzielać psuł nieco ten wizerunek. Zresztą ktoś najpierw musiałby odebrać jej włócznie przewieszoną przez plecy i mieć dosyć bigla, by zajrzeć pod zbroje.

Tymczasem nieliczne przydrożne drzewka zaczęły zagęszczać się, a na horyzoncie zamajaczyła puszcza. Parę niezdrowo wyglądających kruków, zerwało się z pobliskiego drzewa, odsłaniając niezbyt przyjemny widok. Najwidoczniej tutejsza ludność, w ogarniającym kraj szaleństwie wolała wybrać najprostszą drogę. W końcu sznurów i lin, nigdy nie brakło. Powoli przestawało to kogokolwiek dziwić. Jazda tu, była niczym podróż przez ogarnięty chora maligną umysł; jakby każdy krok odkrywał coraz nowe, bardziej spaczone wizje szaleństwa, które niosła ze sobą Plaga. Dzieci nabite na pale, w ofierze dla hordy, pozostałości krwawych rytuałów, których celów można się było jedynie domyślać, czy zwęglone resztki uchodźców, albo wzdęte już ciała, które pozostawiała za sobą fala bestii i poprzedzającej je anarchii. Przy tym, zwykłe wisielce zdawać się mogły czymś rażąco ludzkim i normalnym. Otwierająca pochód dziewczyna nawet nie odwróciła głowy, jakby celowo pomijając te kolejne świadectwo nędzy i rozpaczy. Nie było zresztą czasu na postój. Choć mróz zaczynał dawać się wszystkim we znaki, wyraźnie nie dotykał pokrywającego trakty błocka. Lepka, brązowawa substancja, zdawała się żyć własnym, podłym życiem spowalniając każdy krok.

Łatwo było stracić tutaj poczucie czasu. Wszystko zdawać by sie mogło, że wszystko wstrzymało dech w oczekiwaniu. Wtem dobiegł was przyjemny dla ucha, lekko chropowaty ale ewidentnie kobiecy głos.

W prawo. W zagajniku na wschód stąd powinniśmy móc przenocować.

Nie było sensu dyskutować. Bez tych krótkich rad i wskazówek, dawno pogubilibyście się w tym kraju. Stwórca jeden wiedział, czemu ktokolwiek chciał tu wcześniej żyć.
Nim dotarliście do "zagajnika na wschód od wisielców", słońce zdążyło skryć się za drzewami. Tego miejsca z pewnością nie obejmowała żadna mapa, a jednak jakoś do niego trafiliście. Gęste chaszcze, które dały się we znaki każdemu, kogo natura pobłogosławiła wzrostem wyższym od krasnoluda, zakrywały to miejsce, praktycznie odgradzając je od zewnętrznego świata. Zagajnik… dziewczyna musiała mieć poczucie humoru, nazywając tak tą plątaninę gałęzi i pajęczyn. Chyba tylko dobra wola Stwórcy, nie rzuciła nikomu pod nogi paru przerośniętych pająków, tak popularnych w tych okolicach. W końcu jednak wydostaliście sie z nich na niewielką polankę. Jej środek zajmowała stara, drewniana chata o podniszczonym dachu i zatrzaśniętych okiennicach. Opuszczona od paru lat, jak i samo to miejsce nie wyglądałaby zbyt zachęcająco, gdyby nie alternatywa spędzenia kolejnej nocy pod gołym niebem, w towarzystwie niepokojących dźwięków, rozchodzących się po nocy. Zardzewiały zamek w drzwiach puścił po paru porządniejszych kopniakach. Wnętrze niczym nie zaskakiwało. Stare skóry rozwieszone na ścianach i gruba warstwa kurzu pokrywająca podłogę, wraz z płótnem żaglowym, którym zakryto dwa łóżka, szafę i parę skrzyń. Jakby ktoś się stąd wyprowadził i zapomniał wrócić.

Nie czekając na was, szara strażniczka podeszłą do paleniska i wrzuciwszy do niego parę przygotowanych dawniej i mocno wyschniętych bierwion, zabrała sie za rozpalanie ognia. Konie stały spokojnie na zewnątrz skubiąc trawę, o ile nikt nie zapomniał uwiązać ich do kołka wbitego przed domkiem.

-Nie powinniśmy mieć problemów z pomiotami. -rzuciła kobieta, nie ściągnąwszy nawet kaptura, z którego wystawały tylko zaczerwienione koniuszki jej uszu– Nie ma żadnych w pobliżu, a w każdym razie ja żadnego nie wyczuwam. Podzielcie się łóżkami jak chcecie, ja mam swój śpiwór.
Powiedziawszy to sięgnęła po zapasy z torby, którą przyniosła ze sobą i usadowiwszy się na zakurzonym zydlu zaczęła spokojnie jeść.

//Kolejność na razie dowolna. Możecie gadać, gwałcić, czy co tam chcecie. Nie dziwić się moim randomowym postom jako NPC.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

15 lip 2014, 19:57

– Co ja tu kurwa robię. – Ta myśl towarzyszyła Darrianowi przez całą podróż, z przerwami na koncentrowaniu prostych zaklęć uzdrawiających na swoich bebechach w próbach uciszenia choroby morskiej, które udawały się raz bardziej raz mniej. Zasklepianie ran czy wspomaganie układu immunologicznego to jedno, uspokajanie buntujących się kwasów żołądkowych to kompletnie inna sprawa, zwłaszcza w świecie niezaawansowanym na tyle by wiedzieć o związku ucha środkowego z tego typu dolegliwościami. Co do samych myśli natomiast, były w pełni uzasadnione, jeśli spojrzeć by na sytuację z perspektywy trzeciej osoby. Grupka nic nie wiedzących o sobie losowych awanturników, z których dwie ledwo nadają się do wyjścia z domu bez pozwolenia rodziców prowadzonych przez Szarą Strażniczkę na samobójczą misję. Cóż mogło powodować wątpliwości?

Prawda, interesowała go Plaga, zwłaszcza odkąd zasłyszał o jej połączeniu z krwią i można było doszukiwać się jakiegoś rozsądku w przemieszaniu się za czoło Pomiotów atakujące Orlais gdzie czekali na nich tylko maruderzy pilnujący Stwórca wie czego co mogło być istotne. Czy Pomioty miały w ogóle jakąś logistykę? Łańcuchy zaopatrzenia? Cokolwiek co możnaby poddać sabotażowi? Nie zanosiło się, by przy okazji szukania odpowiedzi, było im pisane bawić się w partyzantkę, czyli najpewniej przyjdzie im zginąć nie wpływając na nic.

Starzec w karczmie, wbrew pozorom, poprawił morale Darriana, ukazując, że mimo wszystko, da się jeszcze gdzieś schronić przed pomiotami, nawet, kiedy już ci na tym nie zależy. Mieli też jakiś cel – Krąg magów co mogłoby stwarzać problemy, acz chyba nawet Templariusze nie są na tyle szaleni, by odrzucać dodatkowe źródło kul ognia w takich okolicznościach, czy spod ich piecza, czy nie. Zawsze była też opcja skłamania, że jest z kręgu w Orlais, Kirkwall, czy innego zadupia Thedas.

W końcu, jednak, po odległym pokazie ostatniej woli spaczonego starca, dotarli gdzieś, gdzie mogli się zatrzymać i według ich wykrywacza Pomiotów na dwóch nogach, mogli to zrobić względnie bezpiecznie. Powitała ich stara chata z parą łóżek w środku, co zapowiadało konflikt, od którego ich przewodniczka przynajmniej odstąpiła.

- Bylebym nie musiał spać z naszym krasnoludzkim towarzyszem. - Zaznaczył spokojnie, lecz stanowczo na głos, po chwili dla uspokojenia nastroju dodając. - Do krasnoludów nic nie mam, acz preferuję kobiece ciało obok swojego, niechętnym mogę pożyczyć koc. – Apostata miał ochotę pacnąć się w głowę za fakt, że rozpoczął od czegoś, co mogło zostać zinterpretowane, jako rasistowski docinek, ale było na to za późno. Usprawiedliwił się sam przed sobą zmęczeniem po podróży, i po położeniu swojej torby na bliższym mu łóżku, zaczął przeszukiwać pomieszczenie, w którym się znaleźli, w poszukiwaniu czegokolwiek przydatnego. Szansa, że ludzie uciekający przed śmiercią z rąk pomiotów zostawili coś przydatnego była dość spora. Gdyby napotkał jakiś zamek, potraktuje go prostym impulsem magicznym ze swojego kostura, niewymagającym ani nakładów energii magicznej ani szczególnego skupienia. Czy coś znajdzie czy nie, później planował wyciągnąć ze swojej torby pasek suszonego mięsa i zanim weźmie pierwszego gryza, skierować do towarzyszy następujące słowa.


- Jako, że będziemy przez najbliższe tygodnie zdani na siebie, myślę, że wypadałoby przynajmniej podzielić się podstawową wiedzą na swój temat, by wiedzieć do kogo się o co zwracać. Jestem Darrian, i jestem tu od miotania kul ognia i jak każdy szanujący się mag, znam podstawy magii leczniczej. Umiem też tropić, co może nie pasować do waszego stereotypowego maga. – Przedstawił swoją propozycję i siebie samego, wkręcając odrobinę żartobliwego tonu do swoich słów na przełamanie lodów, by następnie wziąć się za swoją kolację, a przynajmniej to co będzie musiało za nią ujść, gdyż planował racjonować żywność.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

16 lip 2014, 10:25

Cisza zaczynała być irytująca. Nie była absolutna, to jasne, drużynie przypadku towarzyszył stale tętent kopyt, ciężkie oddechy koni, wiatr, mijane zwierzęta – nawet te najmniejsze, które ukryte były przed ich wzrokiem. Na tym można się było skupić, tym zająć, gdy godziny podróży mijały wolno i mało rozrywkowo. Na towarzyszy na pewno nie można było liczyć.

Nikt się nie odzywał. Lirshel nie liczyła tych momentów, gdy wydawane było krótkie polecenie czy informacja przez Szarego Strażnika, gdyż żaden z nich nie rodził normalnej, zdrowej konwersacji. Nie znali się, byli ostrożni, być może też ciągle w szoku po ujrzanych scenach wywołanych przez Plagę. Elfka nie mogła jednak powiedzieć, że to rozumie, mimo że przeżyła to samo. Naprawdę jej się nudziło.

I nadal nie wiedziała, w jaki sposób dołączyła do tego markotnego składu.

Uciekła, to chyba najważniejsze. Jej życiu chwilowo nic nie zagrażało, a było to więcej, niż mogła sobie w tych niebezpiecznych czasach wymarzyć. Wmawiała to sobie ciągle, obserwując uczestników wyprawy i wymyślając, kim mogą być. Skąd się wzięli, po co tu są. Skupiła się na tym zajęciu o tyle bardziej, gdy mijali nabite, bezwładne ciała zamordowanych dzieci, trupy i krew. Wszędzie śmierdziało, wszystko zdawało się gnić, a w powietrzu wisiało coś ciężkiego i przerażającego. Lirshel nie chciałaby poznać osoby, której taki widok w żaden sposób by nie poruszył. Ona sama czuła ciarki, choć niewiele miało to wspólnego z opadającą temperaturą.

Zagajnik to szumne słowo, pomyślała, rozglądając się wokół. Każdy czuł jednak zmęczenie i nawet tak mało zachęcające miejsce wydawało się teraz idealne na odpoczynek. Stara, opuszczona chatka była tu szczytem luksusu. Zanim Lirshel weszła do środa, raz jeszcze upewniła się, czy jej koń uwiązany jest prawidłowo. Zerkała przy tym na krasnoluda, do którego tak bardzo to zwierzę – w jej opinii – nie pasowało. Wzbudzał respekt. Prędzej wyobraziłaby go sobie na gnającym niedźwiedziu, by dopełnić majestatu – wywołany zmęczeniem obraz rozbawił ją, parsknęła więc cicho i szybko po tym wydała dźwięk, który równie dobrze mógł być wzięty za kichnięcie. Przetarła nos, przeciągnęła się i weszła za grupą do chaty.

Zamek w drzwiach został wyłamany kopnięciem i chyba tylko przez skromność (lub chwilową obojętność wywołaną wysiłkiem) nie zaproponowała wcześniej pomocy przy jego otwarciu. Wnętrze chaty, jak się mogli spodziewać, było brudne i śmierdziało stęchlizną. Wszędzie dostrzec można było pajęczyny, a warstwa kurzu na deskach podłogi skutecznie mogła zastąpić posłanie.

Jak w domu.

Zaczęła zrzucać z siebie balast, szykując do odpoczynku. Była głodna i za chwilę planowała spożyć zasłużony, choć wątpliwej jakości posiłek. Chyba wszystko jej już było jedno.

Pierwszy odezwał się ludzki mężczyzna, przedstawiając siebie i swoje warunki wspólnego nocowania w chacie. Lirshel uśmiechnęła się, choć czuła się niemalże zaskoczona jakąkolwiek chęcią kontaktu. Z miejsca poczuła sympatię do Darriana, bo złamał wreszcie tę ciężką, nieprzyjemną atmosferę. I wypieprzył za drzwi chaty ciszę.

Na tym łóżku zmieści się nawet troje z nas – stwierdziła, szybko włączając się do rozmowy. – W każdym razie ja rezygnuję. Nie przywykłam do spania na łóżku, wolę podłogi. Jestem Lirshel.

Elfka położyła swoje rzeczy blisko paleniska, tam planując rozłożyć się ostatecznie. Zamierzała przyłączyć się wcześniej do Darriana i razem z nim przeszukać skrzynie. Nie potrzebowała jednak do tego siły – coś czuła, że nie będzie miała z nimi większego problemu; na wypadek, gdyby okazały się zamknięte.

Walczę, jak pewnie już zauważyliście, tym – dodała, wskazując na ułożone przy legowisku sztylety. – Umiem się nimi posługiwać, znam się trochę na truciznach, otwieram zamki. – Wymownie spojrzała na wykopane wcześniej drzwi, przegryzając uśmiech. – Dobrze się ukrywam. To chyba wszystko.

O jednej, najlepiej wyuczonej sprawie wolała na razie nie wspominać. Nie przy okazji pierwszej rozmowy, by nie zrazić do siebie towarzyszy i nie wymuszać na nich dodatkowej ostrożności.

Zresztą… to zawsze była przydatna karta – o ile nie mówiło się o niej tak otwarcie.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

16 lip 2014, 12:26

Cholera, czy ja jestem najstarsza w tym towarzystwie? Ta myśl towarzyszyła Halaste przez większość czasu, bowiem tak ruda mięśniaczka, jak i drobna elfka wyglądały na dość dużo młodsze od niej, wiek maga zapewne był zbliżony do jej trzydziestki (tak przynajmniej obstawiała), a na temat krasnala nie miała opinii, bowiem każdy przedstawiciel jego rasy wyglądał dokładnie tak samo. Zresztą, cholera. Dlaczego, żeby zabawić się w swoje urodziny musiała znosić towarzystwo ras niewolniczych? No tak, podróż ta nie była jedynie zabawą, stanowiła też swoistą misję ze strony Pana. On to powiedział apostatce, że ta misja będzie mieć duży wpływ na pozycję sekty, oczywiście, jeżeli najwyższa służka nie zawiedzie. Reszta jej ludzi jest sobie… Gdzieś. Abigail pewnie wróciła do Orlais, a Valarth… Z nim nigdy nie mogła być niczego pewna. Ufała mu, oczywiście, ale nie miała bladego pojęcia, gdzie też mógł się udać. Czuła jednak, że gdy tylko skończy się to szaleństwo związane z Plagą, to kult się znów odrodzi, jak przepowiedziano. Nie mogła się doczekać tej chwili.

Przez praktycznie całą podróż milczała, jak to zwykle miała w zwyczaju. Nawet specjalnie się nie przyglądała swoim towarzyszom, no, może poza próbą stwierdzenia ich rasy i wieku. W zasadzie mało ją obchodziło, co się z nimi wszystkimi stanie. Mogli szczeznąć, byleby tylko ona przeżyła. Twarz Halaste nie wyrażała żadnych emocji, negatywnych, czy pozytywnych. Absolutnie nikt nie mógł określić, jakie jest jej nastawienie do tej sprawy. Chciała sprawiać wrażenie cichej profesjonalistki, za którą uchodziła dawniej w sekcie. Nie chciała też rzucać się w oczy, raczej unikała towarzystwa, na statku większość dnia spędzała w kajucie na medytacji, a kiedy dotarli do celu, po prostu poszła za resztą.

Na wygwizdowie, do którego ciągnęła ich Strażniczka, maginka nie czuła się zbyt dobrze. Rzadko kiedy musiała zwiedzać takie tereny, a co dopiero spędzać w nich czas dłuższy, niż parę godzin. Podróż przez krzaki była dla niej katorgą, resztki różnych roślin pozostały na jej szacie, a także we włosach. W momencie, gdy znaleźli się w chacie, usiadła na jedynym jak do tej pory wolnym łóżku i po prostu zaczęła to wszystko z siebie zdejmować. Mało ją obchodziło, co w tej chwili robiła reszta drużyny, dopóki nikt nie próbował zmuszać jej do rozmowy. Planowała przez cały wieczór nie odezwać się słowem i poświęcić się medytacji, a następnie spaniu.

No właśnie, spanie. Ruda elfka kazała im podzielić się łóżkami. Halaste nie obchodziło to, czy śpi z kobietą czy z mężczyzną, gdyby któreś zaczęło się do niej dobierać, to nauczyłaby ich rozumu po swojemu. Właśnie to planowała oznajmić, po czym zignorować całe otoczenie i zająć się sobą.
Chcę łóżko, wszystko mi jedno z kim śpię – i już więcej się w dniu dzisiejszym nie planowała odezwać.

Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

16 lip 2014, 23:50

Cisza, trupy i niska temperatura. Właściwie było wszystko, do czego Khorn zdążył się przyzwyczaić podczas swoich przygód, jeśli można je tak nazwać. Wycieczka statkiem wciąż mu doskwierała. Nie dość, że dziwnie trzęsło, wszystko śmierdziało rybami, to jeszcze zmuszony był spać oddalony od skał i pod gołym niebem. Sama myśl śmierci pod gołym niebem przyprawiała go o ciarki, chociaż był już martwy od kilku lat.
Przez cały czas starał się przyglądać towarzyszom broni. Zwłaszcza Szarej Strażniczce. Wszyscy wyglądali na młodych, ona zaś najbardziej. Ciężko było mu stwierdzić ile ma lat, cholera to wie ile te powierzchniaki potrafią żyć i jak wygląda ich proces starzenia. Miał tylko nadzieję, że na każdego z nich młot działa tak samo skutecznie. Na wszelki wypadek. Dla pewności postanowił kolejny raz zerknął swój rodzinny "młot", a następnie na tarczę.(był to młot ze srebrnorytu, ozdobiony krasnoludzkimi runami, rodzinne insygnia Khorna; zakończony był jakby wystającym zeń sztyletem, taki "na wszelki wypadek, gdyby miażdżenie nie wystarczyło"; tarcza była okrągła, świecącą na czerwono, dosyć sporą, zdawać by się mogło, że pierwotnie tarczą nie była, tylko częścią czegoś większego) Ta druga jakimś cudem była wiecznie czysta i nieskalana, wręcz idealna, co wydaje się dosyć dziwne ze względu na użytkowanie w dość ekstremalnych warunkach. Do tego tak ładnie połyskiwała szkarłatem. Ale do rzeczy, trzeba było dalej obserwować kompanów, którzy… Wysiedli i zaczęli przedzierać się przez jakieś dzikie, suche krzaki. Cóż, nie pozostało mu nic innego jak szybko zlecieć z konia i swymi dość krótkimi, acz umięśnionymi, nogami pomachać nieco w celu dogonienia pozostałych. Cholerne szkapy z długimi nogami.
Jedno było dobre. Podczas gdy wysocy towarzysze z powierzchni męczyli się gałęziami strzelającymi im w twarz, Khorn szedł sobie spokojnie nadrabiając odległość dzielącą go i resztę gromady. Mimo wszystko wiedział, po co dołączył do tej ekspedycji. Był już martwy(dla pewności dodam, że po prostu jest członkiem Legionu Umarłych, jeśli ktoś posiada jakąś wiedzę na temat krasnali i zobaczy, podczas przebierania, tatuaże na torsie oraz plecach Khorna może, byłbym nawet rad, napisać coś o tym) i postanowił swoją dolegliwością zarazić jak największą ilość plugawych istot zwanych pomiotami.
W końcu przestali przedzierać się przez dziwne, suche krzaki i natknęli się na jakiś stary drewniany domek, którego zamek chwilę później uległ solidnym butom Szarej Strażniczki. Ma dziewczyna krzepę, trzeba przyznać. Z pewnością na pierwszy rzut oka na to nie wygląda, ale sam fakt bycia Strażnikiem sprawia, że zasiewa ziarno szacunku w duszy krasnoluda. Widział niegdyś jednego, tam, na dole. Chłopie, krasnoludy to silne chłopy, ale co ten człowiek tam wyprawiał… Pomioty nie miały pojęcia, w którą stronę powinny się rozpadać. Aż miło było patrzeć. Khorn wiedział, że jeden taki to jak tuzin innych. Podświadomie nawet czuł się zabezpieczony w pewien sposób. Nawet jeśli inni okażą się bezużyteczni, nadal pozostanie on i Szara.

Wszedł do domku. Miejsca było sporo, nie było na co narzekać. Szukając sobie jakiegoś miejsca przy palenisku słuchał słów Strażniczki. Szara skończyła swoją wypowiedź w tym samym czasie, w którym Khorn przestał szukać i rozpoczął zajmować swoje miejsce.
Krasnolud położył swą broń i tarczę, a następnie począł ściągać swój żeliwny, nieźle poobijany pancerz. Jego tors i plecy zapełnione były tatuażami oraz bliznami. Okolice prawego barku owinięte miał bandażem, tak samo jak udo lewej nogi. Powoli, bez pośpiechu zaczął je ściągać, w celu ich zmiany. Były już nieco stare i należało zadbać, by rany dobrze się zagoiły. Wtem usłyszał głos pierwszego z awanturników, a następnie pozostałych. Wcale nie doszukiwał się docinek w ich słowach, postanowił więc przekazać im tylko istotną informację.
- Nie potrzeba mi łóżka. Podłoga wystarczy – rzekł dość twardym głosem z dodatkiem chrypki. Dawno z nikim nie rozmawiał, co z pewnością mógł zauważyć ktoś z wprawnym uchem.
Dwoje z towarzyszy przedstawiło się i mniej więcej opisało swoją rolę. Fakt, że Darrian jest magiem nie zmartwił go zbytnio. Dopóki nie próbuje go zabić, wszystko jest w porządku. Poza tym, takie ogniste kule sprawiają wiele radochy oczom krasnoluda. Szczególnie jeśli trafiają w grupkę mrocznych.
Co do elfki, cóż. Z pewnością wydawała się bardziej przyjazna i przyjemna dla oka niż Darrian, chociaż nadal pozostawała kwestia przydatności w walce z pomiotem. Trzecia zaś, która swego mienia jeszcze nie wyjawiła, miała jakąś kwaśną minę. Wydawać by się mogło, że nie wyruszyła tutaj do końca z własnej woli. Khorn postanowił nie pozostawać dłużny.
– Mówią mi Khorn. Będę tu pełnił rolę tarana - dodał, można by stwierdzić, żartobliwie, wskazując na swój rynsztunek. Jego słowa nie wyrażały żadnych emocji, jednak z oczu można było wyczytać zupełnie co innego. W jego głowie szalała istna burza emocji, którymi nie zamierzał się dzielić. Jego "entuzjazm" nieco osłabł od czasu utraty swej dawnej trupy, jednak kilka porządnych bitek powinno przywrócić mu cechującą go niezłomność.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

18 lip 2014, 18:38

D

la Andre podróż zdecydowanie nie należały do najprzyjemniejszych. Męczyła ją choroba morska, a dodatkowo nie pomagało jej niezbyt dobrej jakości jedzenie, które zmuszeni byli jeść. Całe szczęście, na statku nikt nie przeszkadzał jej w samotnym i milczącym cierpieniu, więc mogła rzucać wszystkim spojrzenia pełne pogardy i obrzydzenia do tego co ją otaczało. A otaczało ją wzburzone morze i łajba, które najlepsze lata miała już dawno za sobą.

N

ie zdziwił ją zbytnio mężczyzna w karczmie. Raczej czuła do niego podziw, że sam postanowił ze sobą skończyć zanim Plaga skończy z nim. W dodatku udało mu się zebrać siły, by nic nie zostawić Pomiotom. Ona w takiej sytuacji zapewne postąpiłaby podobnie… Postąpiła już raz podobnie, ale nie chciała przywoływać tych upiornych wspomnień. Nie teraz, nie kiedy Plaga szalała po Fereldenie i była wystarczająco blisko by zbierać swoje krwawe żniwo.

S

zara Strażniczka, która prowadziła ich przez kraj ogarnięty pożogą od razu wzbudziła w dziewczynie podziw i szacunek. Mimo tego, że prawdopodobnie była elfką (poznała to po uszach wystających z kaptura) to nie miała typowej smukłej i gibkiej elfiej budowy ciała. Dodatkowo miała na sobie zbroję, a z tego co wiedziała owa rasa raczej wybierała możliwie najlżejszy i najmniej ograniczający ruchy ubiór.

N

ie spodobało jej się to co widziała podczas podróży przez las. Z wymownym milczeniem przyglądała się wisielcom zwisającym z gałęzi i kołyszącym się wraz z powiewami wiatru. Nie spodobały jej się martwe dzieci, zabite przez dorosłych w jakimś chorym celu. Zwęglone lub wzdęte od gazów zwłoki także nie przypadły jej do gustu. Kiedyś już widziała to wszystko, więc podróż przez las była dla niej niczym przywołanie z pamięci każdego bolesnego wspomnienia. Nie odwracała jednak wzroku. Nie robili tego także jej milczący towarzysze. Odpowiadała jej taka drużyna. Nie lubiła bezsensownych działań, a takimi było gadanie dla zajęcia czymś głowy i języka. Jedynie młoda elfka wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale powstrzymywało ją milczenie towarzyszy. I dobrze.

C

hatka w lesie także widziała już lepsze czasy. Nie wiedziała czy lepsze było nocowanie pod gołym niebem, czy noc w starej, zatęchłej i wilgotnej chacie. Kiedy dobrze spętała swojego konia i weszła do chatki stwierdziła, że spanie pod gołym niebem było chyba lepszym pomysłem. Nie mając większego wyboru zajęła miejsce najbliżej drzwi. Na podłodze oczywiście. Odpięła pas z mieczem i zabrała się za odpinanie napierśnika oraz naramienników. Nagle okazało się, że wszyscy potrafią mówić, kiedy to pierwszy Darrian zaproponował zapoznanie się z resztą grupy.

Nazywam się Andre i chyba już zauważyliście czym walczę.– odezwała się pewnie, bez zająknięcia, podbródkiem wskazując na swój dwuręczny miecz, który stał oparty o ścianę obok niej. Dziewczyna usadowiła się na podłodze siadając po turecku i owijając się szczelnie płaszczem, który z powodzeniem pełnił rolę koca. Wilcza skóra, którą narzucała na siebie dodatkowo grzała ją w kark i górną część pleców, dzięki czemu żaden mróz nie był jej straszny.
Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

19 lip 2014, 23:50

Tymczasem elfka ściągnęła w końcu kaptur, odsłaniając burzę rudych, wręcz czerwonych włosów, spiętych pod zbroją i płaszczem, by nie wadziły w trakcie poruszania się. Wyciągnąwszy je na razie spod nich, odetchnęła ciężko i założyła nogę na nogę, poprawiając sięgające za kolana, skórzane buty podbite stalą. Ci co byli bliżej, mogli teraz dostrzec, że zarówno ich czubek jak i pięty, aż do wysokości kostki przyozdobione, czy raczej uzbrojone były długimi ostrzami. Trudno było określić, jak ciężki jest pancerz, który nosiła. Skórzany płaszcz, nabijany licznymi ćwiekami o srebrnej barwie sam z siebie musiał sporo ważyć. Na wysokości serca umieszczono symbol gryfa, stojącego na tylnych łapach, a pod nim miecz otoczony spiralą z kości. Mogliście tylko zgadywać co oznacza. Powyżej kolan łatwo było zaobserwować metaliczny błysk płytek, składających się na zbroję łuskową. Dłonie kobiety osłaniały proste, skórzane rękawice, pozbawione palca wskazującego i kciuka. Odpiąwszy grubą, szarą pelerynę z ramion, rzuciła ją po prostu na ziemie i odwróciła się w końcu w waszą stronę. Twarz miała młodą, o dosyć ostrych, acz przyjemnych dla oka rysach. Spod wyraźnie zaznaczonych brwi i rzęs na świat spoglądała para złotych oczu. Najbardziej spostrzegawczy z was dostrzegali w nich chłodne rozbawienie i tak przeciwne temu co sami odczuwaliście rozluźnienie. Jakby na ten moment dla kobiety przed wami przestało liczyć się to, że staję, czy dwie dalej mogły czaić się pomioty, albo inna, gorsza cholera. Odgarnąwszy przydługą grzywkę, uśmiechnęła się lekko i odezwała do was przyjemnym, lekko chrypiącym głosem.

Chyba większość wolał by mieć przy sobie piękną kobietę, niż krasnoluda, bez urazy dla Ciebie Khornie, martwy legionisto. Taki już po prostu jest świat. -uniosła lekko prawy kącik ust, nadając swojemu uśmiechowi nieco ironicznego wyrazu– W sumie, jak zauważyła Lirshel łóżka są dosyć szerokie, więc chyba skorzystam z oferty Darriana. -w jej oczach pojawił się na moment żywszy błysk, lekko wesoły i odejmujący jej wyglądowi agresywności.– Mówcie mi Alystin, albo po prostu Aly. Walczę nie tylko włócznią, choć ją najłatwiej dostrzec. Jak łatwo się domyślić, jestem chodzącym i tymczasowo jeszcze żywym czujnikiem na pomioty. Na nich się znam i w ich zabijaniu się specjalizuje. Ot całe i moje życie. -westchnęła prawie dramatycznie, wyraźnie celowo i bez chęci wywołania litości.– Znam się też na zastawianiu pułapek, ziołach, zarówno trujących jak i leczniczych, choć w ograniczonym zakresie. -zerknęła na Darriana– Co nie pasowało by do stereotypowego wojownika, znam się też co nieco na źródle kul ognia, magusie. -westchnęła lekko i znowu odgarnęła kosmyk włosów, po czym spojrzała na maginię siedzącą na łóżku, po czym powiedziała do niej bez cienia emocji, czy wrogości– A mnie wszystko jedno czy dożyjecie poranka. Wasz wybór, co robicie i czy za mną podążacie, ostrzegam tylko, że nie ma stąd łatwej drogi powrotu, o ile jakakolwiek istnieje. -po tych słowach wyciągnęła manierkę z sakwy i pociągnęła z niej porządny łyk. Przeciągnąwszy się, z cichym trzaskiem stawów podniosła się i zaczęła rozpinać ćwiekowany płaszcz, odsłaniając skrytą pod nim koszulkę kolczą.

Tymczasem Darrian wraz z Lirshel zaczęli dobierać się do dwóch skrzyń, stojących pod ścianą. Każde zabrało się do tego jednak inną metodą.

Mag szybko rozprawił się z prostym zamkiem, za pomocą odrobiny magii wyrwanej z pustki. To co zobaczył w środku, nawet po horrorze jaki zostawiali za sobą, wystarczyło by zwrócić obiad. Leżały tam świetnie zakonserwowane zwłoki niemowlęcia. Ktoś rozłupał jego czaszkę i ukształtował niczym puchar. Rączki przyszył do tułowia, usunąwszy uprzednio żebra i wnętrzności, które wykorzystał, łącząc ze stopami. Do całego procesu użyto magii, i to na tyle dużo, by nawet teraz magus mógł wyczuć, że choć dusza opuściła to ciałko, to ból, jaki ono odczuło nadal w nim pozostaje. Co dziwne, przyglądając się wnętrzu skrzyni dostrzegł runy, wytarte i matowe. Chwilowo nie był jednak pewien co oznaczają. W szczególności, że by je odczytać, musiałby okazać upiorne znalezisko reszcie towarzyszy.

W tym samym momencie Lirshel udało się w końcu rozgryźć działanie zamka i otworzyć drugi kufer, choć prawie nie wygięła przy tym jednego z wytrychów. Jego wnętrze zajmowało sporo oprawionych w miękką skórę notatników i książek. Jeśli zaczęła je przerzucać, jej dłonie natrafiły w końcu na zawinięte w szmatkę klucze, oraz niewielką buteleczkę, z nieokreślonym, czerwonawym płynem. Mogła szukać dalej, bądź zadowolić się tym, co odkryła.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

20 lip 2014, 13:20

// Fun fact – Thedas to skrót od "The Dragon Age Setting".

Jeśli Darrian czegoś oczekiwał od swoich towarzyszy, to na pewno nie było to poczucie humoru, zwłaszcza, ze strony Strażniczki, która, jak się okazało, nazywała się Alystin i miała dość przyjacielskie nastawienie. Ba, jakby tego było mało, okazała się nawet niebrzydka i w dodatku zdecydowała się dzielić z nim łóżko. O Szarych krążył pierdyliard legend, które wpłynęły na postrzeganie tej grupy przez maga, jako niemalże zakonników, stroniących od towarzystwa innych, więc ich przewodniczka była dla niego miłym zaskoczeniem. Inni też zdawali się prezentować jakieś nadzieje, przynajmniej z jednym wyjątkiem. Krasnolud w roli tarana był zawsze mile widzianym dodatkiem do każdej bojowej jednostki, mieli też dziewkę z mieczem dwuręcznym, co wyglądało conajmniej ciekawie i maszynkę do otwierania zamków z parą sztyletów. Problemem pozostawała maginka niemająca ochoty na rozmowy, bez żadnego widocznego powodu. Ukrywający coś mag zawsze stanowił potencjalne problemy, acz Strażniczka raczyła to sama wytknąć, więc uznał, że ten fakt na razie przemilczy.

Oczywiście, równie szybko jak sprawy zaczęły się układać, zaraz musiały znów ruszyć na kurs kolizyjny, gdy tylko apostata pozbył się zamka z kufra, który postanowił przeszukać, by znaleźć coś, co komuś innemu wywróciłoby bebechy na lewą stronę. Sam Darrian miał do czynienia z dziwnymi rytuałami, więc zawartość skrzyni nie poruszyła go tak bardzo, acz nadal była na szczycie listy obrzydliwych zastosowań magii krwi, jakie widział. Udało się mu jednak powstrzymać się od pokazania po sobie tego, co znalazł, i zamknął kufer tak szybko jak go otworzył.

- Niestety, muszę zepsuć nastrój. – Oświadczył reszcie, po odwróceniu się od kufra. – Uważajcie, co otwieracie, ktokolwiek tu mieszkał, zabawiał się dość zaawansowaną magią krwi. Tego kufra za mną, w ogóle nie ruszajcie, chyba, że tęsknicie za mdłościami. Zaproponowałbym go spalić, ale słup dymu ma tendencję do zwracania uwagi. Jak coś znajdziecie, dajcie mi znać, wiem swoje o magii krwi i może znajdzie się tu coś użytecznego. – Przyznał się do swoich praktyk magicznych, z wyraźną niechęcią. Chciał jednak jakoś zaznaczyć swoją opinię w tej sprawie, jako ekspercką a poza tym, lepiej było się przyznać, skoro już nadarzyła się okazja. Przynajmniej, w przeciwieństwie do niektórych, był w stanie mówić o niewygodnych sprawach, zamiast wszystko i wszystkich olać. Było za późno by wracał do domu, a reszcie musiałoby paść na głowę, by go z tego powodu znielubić, biorąc pod uwagę warunki, w jakich się znajdowali, w dodatku, jak na razie był szczery i nie prezentował najmniejszego zagrożenia. By podkreślić brak złych zamiarów, odłożył kostur obok łóżka, które, podejrzewał, teraz przyjdzie mu zajmować samemu, tak w końcu inni reagowali na magię krwi. Pozostało mu tylko w końcu zabrać się za coś do zjedzenia, jak planował, zanim znalazł zwłoki.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

21 lip 2014, 17:54

No tak, nie planowała się odezwać, ale to jeszcze nie oznaczało, że tak musiało być. Jeszcze pięć lat temu może zaparłaby się, skrzyżowała ręce na piersiach i zignorowała ich wszystkich, wypinając się na nich swoim zgrabnym tyłkiem. Teraz jednak uznała, że aby egzystować w zgodzie z drużyną, postanowi się przełamać. Pomyślała jedynie, że to Pan wciąż wystawia ją na próbę, a ona zamierza udowodnić mu, że jest wierną służką, że nie sprzeciwi się jego woli. Musiała więc odezwać się, a dogodnym na to momentem był ten, w którym Strażniczka skończyła mówić. Trzeba było zacząć udawać, że lubi niewiernych, aby móc z nimi współpracować jak należy. Nie chciałaby przecież skończyć ze sztyletami Lirshel w plecach. Ech, ta mała elfka. Słuchająca czuła, że ona najbardziej będzie działać na jej nerwy, bo sprawiała wrażenie zbyt towarzyskiej, jak na jej standardy.

– Halaste. Param się magią, głównie entropii, a także specjalizuję się w tej bitewnej. Potrafię też korzystać ze sztyletu. Unikam szerokim łukiem praktykowania magii krwi, gdyż uważam to za idiotyzm, a także brak szacunku do samego siebie i otoczenia ("no chyba, że Pan każe, ale to w wyjątkowych sytuacjach" – dodała w myślach) – zakończyła wypowiedź i, podobnie jak Aly, nie włożyła w nią żadnych emocji. Mówiła trochę tak, jakby została wyciszona, tyle, że jej głos nie brzmiał równie kretyńsko, jak ex-maga z Cudów Thedas, którego zapamiętała bardzo dobrze właśnie przez wydawane przez niego dźwięki. No cholera, jakby mówił przez zatkany nos, tylko dwa razy śmieszniej.

Zwróciła uwagę na niepewność w oczach Darriana, zanim poszedł sprawdzić, co znajduje się w skrzyni. "No i dobrze" – pomyślała. "W dzisiejszych czasach pewni możemy być chyba tylko tego, że umrzemy i że Bezimienny nad nami czuwa". W czasie, gdy reszta towarzystwa wesoło gwarzyła, ona dalej zajmowała się pozostałościami roślin, znajdujących się na jej Panu ducha winnej szacie. Niczego tak nie kochała w podróżach, jak cudów flory.
Coś ją zaswędziało w głowę. Podrapała się i poczuła, że właśnie zmiażdżyła coś niewielkiego. Tym czymś był czarny robak, wyglądający na całkiem niegrożnego. W zasadzie to nawet nic jej nie zrobił, po prostu sobie chodził i samo to spowodowało, że kobieta wręcz musiała się podrapać. Lekko zirytowana, zaczęła ścierać z palców pozostałości insekta, po czym wróciła do dalszego oczyszczania odzieży. Że też matka nie nauczyła jej żadnego czaru, dzięki któremu jednym ruchem mogłaby pozbawić się wszelkiego syfu. Wrrr.

Mag, który za dużo gada wrócił. Wspomniał coś o magii krwi, na co Halaste starała się nie zareagować. "No pięknie. Jakby mi było mało elfek i krasnala. Tylko plugawca mi tu jeszcze brakowało. A może zbyt pochopnie go oceniam?" Korciło ją, żeby zobaczyć, co też Darrian zobaczył w skrzyni, ale wolała unikać skutków tego rodzaju zaklęć. To nigdy nie kończyło się dobrze, na co świetnym przykładem było to, co stało się z Kręgiem w Fereldenie. Wprawdzie nie wiedziała, co dokładnie tam się stało, ale krążyły plotki, że to właśnie magowie krwi doprowadzili go do ruiny. Rzuciła tylko okiem na towarzysza podróży, nie wyrażając swoją mimiką tak naprawdę niczego.

Skończyła czyścić szatę. Znów mogła czuć się dobrze i komfortowo, nic ją nie uwierało ani w nogę, ani w głowę, ani też w tyłek. Czuła jedynie na palcach smród zmiażdżonego robaka, jednak doszła do wniosku, że wszędzie unosi się woń śmierci i spoconego krasnala, więc w zasadzie nikt nie zwróci na to uwagi. Sięgnęła do torby po menażkę z wodą i mięso. Zjadła jeden z pasków wędzonej wieprzowiny, przepiła go wodą, a resztę schowała, żeby czasem komuś nie przyszło do głowy ją objadać.



///Halaste podczas ostatniego akapitu tak mniej więcej
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

23 lip 2014, 13:48

Reakcja Darriana na znalezisko była wystarczająca, by zaspokoić ciekawość Lirshel i powstrzymać ją od dalszego przeszukiwania skrzyń. Miała przed sobą jednak swoją, którą otworzyła z niewielkim wysiłkiem – wygrzebane z niej notatniki i książki nie przerażały na tyle, by schować je z powrotem i zatrzasnąć wieko, jak było to w przypadku maga. Miękka skóra, kurz, stare kartki – wszystko to intensywnie pachniało i w jakiś sposób zachęcało, by zagłębić się w lekturę notatek i tekstów. Tak też zrobiła.

Nowe znalezisko, buteleczka z czerwonym płynem i zawinięte w materiał klucze, zainteresowało ją do tego stopnia, że w żaden sposób nie odpowiedziała na przywitanie każdego z uczestników wyprawy – nie oceniła też umiejętności, którymi się pochwalili. Zamiast tego wstała, zostawiając skrzynię otwartą, i podeszła z niezidentyfikowaną substancją do Aly. Elfka znała się trochę na truciznach, ale mając na uwadze to, co w swojej skrzyni znalazł Darrian, w ogóle wolała buteleczki nie otwierać.

Podała ją Szaremu Strażnikowi.

Wiesz, co to może być? Znalazłam pod tym notatnikiem. Razem z kluczami – powiedziała głośniej, by każdy ją usłyszał, mimo że wypowiedź kierowała głównie do Alystin. Być może ktoś z tymczasowych mieszkańców tej starej, przerażającej budy będzie mógł powiedzieć na temat płynu więcej. – W skrzyni było jeszcze więcej notesów i trochę książek. Można się tylko domyślać, czego dotyczą te teksty – rzuciła z przekąsem, wracając spojrzeniem na błyskawicznie zamkniętą przez maga skrzynię.

Nawet nie pytała. Magia, kurwa, krwi. Niemalże splunęła.

Ścisnęła odwinięte ze szmatki klucze i postanowiła – z ciekawości – przymierzyć je do wykopanych wcześniej drzwi. Lirshel wiedziała, że z zamka niewiele mogło zostać, ale jednocześnie była prawie pewna, że znalezione klucze nie służą do otwierania i zamykania chaty. Kto zostawia klucze w miejscu, które już jest zamknięte? Automatycznie rozejrzała się po pomieszczeniu, zupełnie jakby chciała znaleźć coś, co jeszcze wymaga specjalnego sprzętu do otwarcia. Skrzynia? Odpada. Raczej odpada. Ktoś schowałby w kufrze klucze, którymi trzeba otworzyć kolejny kufer?

Spojrzeniem trafiła na Halaste, która najpierw zajęta była czyszczeniem swojej szaty (było to tak idiotyczne w brudnej, zakurzonej chacie, że aż śmieszne), potem zaś swoim posiłkiem. Naprawdę nie była wzruszona. W ogóle. Jadła, mając świadomość, że wszędzie śmierdzi magią krwi, że nie wiedzieli nic na temat poprzedniego mieszkańca chaty i całe to miejsce było co najmniej podejrzane. Ciekawe, że podróżując z Szarym Strażnikiem musieli trafić akurat na takie paskudztwo.

Zachowania kobiety nie skomentowała – każdy miał prawo czuć się zmęczonym po podróży, każdy na swój sposób reagował na stres. Lirshel odnotowała jednak w pamięci, by zbytnio nie spoufalać się z Halaste. Nie wyglądała zresztą na taką, której w głowie przyjaźnie z kimkolwiek.

Ta sama ostrożność tyczyła się też Darriana, który, choć z początku wydał się elfce nawet w porządku, mocno stracił w oczach Lirshel, gdy przyznał się do zabaw z magią krwi. Zawsze każdemu musiało być za mało. Gdy już się dostaje od losu talent magiczny, ciągle szuka się czegoś więcej i więcej, próbuje nowych rzeczy, sięga po coś, co w połączeniu ze swoimi umiejętnościami stanowi zagrożenie. Bo czym innym miała być niby cała ta magia krwi? Najlepszy przykład mieli przed chwilą. Nikt tak naprawdę nie chciał wiedzieć, co stanowiło zawartość skrzyni Darriana.

Lirshel planowała, zaraz po przymierzeniu klucza do zamka, otworzyć notes trzymany pod pachą i przeczytać choć pierwszą stronę zapisków. Powinna być w stanie to zrobić, nawet jeśli czynność ta zawsze sprawiała jej mały kłopot.

Na pewno nie w głowie był jej teraz posiłek i wypoczynek. Mogła czuć zmęczenie, jednak bezpieczeństwo ceniła sobie najbardziej – tu na razie go nie odczuwała.

Potargała krótkie włosy, westchnęła i kucnęła przy wykopanych wcześniej drzwiach.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.