Zejście

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Zejście

25 sty 2015, 22:14

Obrazek
Widok na zniszczoną wioskę w dolinie.
Ciemność. W nieprzeniknionym mroku zbudziła się myśl z głębokiego snu. Serce zabiło pompując życiodajną energię. Moc nasyciła wyschnięte żyły. Uśpione przez niezliczone wieki mechanizmy ruszyły. Z początku powoli, ociężale, każdy ruch trwał wieczność wydając żałosny, pokutny jęk, echo przeszłości. Struktura sekunda po sekundzie nabierała tempa, aż w końcu pracowała z całą wydajnością, wprawiając wszystko w drżenie, wypełniając przestrzeń boską pieśnią. Rzeczywistość niezauważalnie się zmieniła dla śmiertelnych oczu, lecz wszystkie wyższe siły zaklęły się trwożnie. Świadomość sięgnęła oczekując oporu, ale tego już nie było. Bariera zniknęła. Runy zblakły, strażnicy osłabli. Ostrożnie, oczekując pułapki jaźń wysunęła swe macki poza więzienie. Od tysięcy lat nie znała bowiem niczego innego. Jednak nic już jej nie ograniczało – prawie. Istota przepełniona euforią uderzyła z całą swoją potęgą. Świat zadrżał w posadach. Wiedza i wspomnienia zaczęły spływać wprost do bytu. Obserwował każdy zakątek, pochłaniał informacje, analizował docierające do niego dane. Nie wyczuwał Pierwszych, jedynie dostrzegał ich pozostałości. Ruiny. Żyjące rasy były słabe, pozbawione przewodnictwa, rozproszone, skłócone. Świat krwawił i byt wraz z nim, ponieważ stanowili jedność. Złączeni na wieczność. Nadszedł czas. To co zostało powstrzymane milenia temu teraz się ziści. Rytuał zostanie ukończony. Zbawienie – dla wszystkich. Niech się raduje wszelkie życie, niech płaczą bogowie.
*

Krasnolud Kazgar stał przed swoim namiotem przyglądając się kolejnym nowym twarzom, które wkraczały do pośpiesznie wzniesionego obozu. Skrzywił się widząc niedbale zbudowaną palisadę. Jako krasnolud miał obsesję na punkcie perfekcji, zwłaszcza w kwestiach inżynieryjnych. Jeżeli coś się robi to powinno się to robić dobrze albo wcale! Taką wyznawał zasadę, no ale mógł wybaczyć niedokładność ze względu na okoliczności. Palisada nie miała ich przed nikim bronić, choć zapewne nie odparłaby nawet ataku zgrai niziołków. Jednak nawet kamienne mury nic by tu nie pomogły, skoro ich wrogiem była sama ziemia.

Zwrócił swój wzrok na wschód, gdzie rozciągała się zniszczona część doliny. W dawnych latach biegła tamtędy rzeka Lyri. Do niedawna była to bardzo malownicza kraina. Pełna lasów, trawy, zwierząt i czystych stawów. Teraz – za sprawą trzęsienia ziemi – na powierzchnię wypłynęła gorejąca lawa. Ziemia zaś pękła tworząc istną pajęczynę potężnych szczelin, z których największa miała ponad dwieście metrów szerokości i ciągnęła się tak głęboko, że na jej dnie bulgotało morze ognia, czasami podczas erupcji zalewając okolicę gradem rozżarzonej skały. Parę pojedynczych okolicznych gór zamieniło się wulkany leniwie wypluwające pasma smoczej krwi, jak często nazywano lawę w tych stronach. Nikomu nieznane kryształy wyrosły jak grzyby po deszczu. Miały różne kształty i rozmiary. Jeden z nich znajdował się tuż obok krasnoluda, doprowadzając go do furii swoim wysokim, buzującym dźwiękiem. Cały obóz był w nim pogrążony. Początkowo zdawał się całkiem przyjemny dla ucha, jednak po kilkunastu godzinach wsłuchiwania się można było stracić zdrowe zmysły. By tego uniknąć wieczorem wpychał sobie kawałki materiału do uszu. Zauważył również, że źle sypiał. Śniły mu się jakieś psychodeliczne wydarzenia, wielkie przestrzenie i różne geometryczne kształty. Nie rozumiał. Czy to coś mogło znaczyć?

Potrząsł głową dotykając masywną dłonią zimnego kryształu. Poczuł dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Uczeni z całego kraju przybyli rozwikłać ich tajemnicę. I wciąż przybywali. Zresztą nie tylko oni. Już teraz obóz przypominał małą wioskę, gdzie zamiast chałup stały namioty i wozy. Co chwila ktoś się krzątał próbując upchnąć naiwnym jakieś amulety odpędzenia od złego, marnej jakości mikstury, które zamiast leczyć prędzej pomogłyby zejść z tego świata oraz inny szajs nie wart złamanego miedziaka. Były jednak pośród tej zgrai oszustów i nieudaczników osobniki znające się na swoim fachu. Całe szczęście, że zamówił w Minaloit odpowiednie zapasy, inaczej by przepłacił i to słono, a żaden krasnolud nie lubił wydawać więcej niż potrzeba.

Wrócił do namiotu zasiadając za niewielkim biurkiem zawalonym książkami. Studiował mapy i przekazy historyczne szukając jakiś wzmianek o podziemiach w tym rejonie, lecz na nic konkretnego się nie natknął. Może to były korytarze mrocznych elfów? Ale jeżeli tak to gdzie ich mieszkańcy? Przecież ta rasa nie wymarła, nie, to niemożliwe. Było tyle możliwości, jednak żadna nie wydawała się realna. Słyszał że kilka ekspedycji już ruszyło w głąb podziemi. Żadna do tej pory ani nie wróciła, ani nie dała znaku życia. Poza tym zlokalizowano znacznie więcej wejść niż początkowo przypuszczano. Każda z powstałych szczelin, a było ich, cóż, dużo – miała w sobie co najmniej po dwa wejścia. Nie wspominając już o wielu wejściach powstałych na powierzchni. Czasami bywało tak, że zbyt ciężki wóz przejeżdżał nad korytarzem, którego sufit był uszkodzony i ten zawalał się, tworząc kolejne wejście. Było ich po prostu zbyt dużo, aby każde należycie zbadać. W wielu przypadkach natomiast okazywało się że wejścia prowadziły donikąd bowiem korytarze albo były zasypane, albo skrywały zabójcze pułapki. Jedna z ekspedycji zaklinała się jakoby posadzka w korytarzu zamieniła się w ogień. Nie wiadomo na ile było w tym prawdy, lecz z eskapady wróciło tylko kilka jednostek. Na chwilę obecną poznano trzy wielkie wejścia. Aczkolwiek Kazgar wiedział o jednym, znanym tylko sobie. Znalazł je badając wschodnią stronę osuniętej góry. Wiązał z tym wejściem wielkie nadzieje, dlatego trzymał jego istnienie w całkowitej tajemnicy. Do czasu aż zgromadzi drużynę i wyruszy odkryć jego sekret. Krasnoludy – mimo swoich wielu cnót – posiadały także bardzo paskudne wady. A jedną z nich była chciwość. A Kazgar jako historyk był chciwy wiedzy.

Złączył dłonie opierając łokcie o blat. Spojrzenie małych, czarnych oczu skupiło się na skaczącym płomyku świecy.

*
Jak to się wszystko zaczęło?
Spotkali się w Minaloit, w jednej z karczm, gdzie usłyszeli o wydarzeniach w Górach Ikrem. Zbieg okoliczności? Zrządzenie losu? A może przeznaczenie? To pozostawało tajemnicą. Zapytacie się – ale dlaczego akurat tutaj? Dlaczego w tym momencie? Czasami by zaistniał bohater wkroczyć musi przeznaczenie. Była to godzina próby wszelkiego istnienia. Życie wielu leżało w rękach nielicznych. Spośród milionów ci zostali wybrani przez los oraz czas, gdyż koniec był tuż, tuż. Cień kładł się na krainę oraz świat, mimo że nikt nie był w stanie go widzieć. Nie byli w stanie, gdyż zapomniano o dawnych czasach i nie było już nikogo, kto by o nich pamiętał…

Początkowo nie zainteresowali się kataklizmem, który nawiedził Autonomię. Wydawał się odległy, nie odczuwano tu bowiem jego skutków, a w górach mieszkało niewielu. Wszyscy mieli własne problemy lub troski, niektórzy zapewne kontrakty do spełnienia, a w karczmie znaleźli się tylko na spoczynek i grzaniec ciepłego miodu w zimową noc. Jednak gdy do przybytku wkroczył pewien krasnolud wraz z człowiekiem – wszystko się zmieniło. Ten krasnolud, o imieniu Targan, był asystentem Kazgara z rodu Brasina, wielkiego historyka i mistrza nauk znanego w całym Minaloit i poza granicami. Oświadczył, że poszukuje bohaterów gotowych podjąć się trudu zbadania niebezpiecznych ruin odkrytych właśnie w nawiedzonej przez zniszczenie dolinie. Obiecał bajeczne wynagrodzenie, co miał potwierdzić przybyły wraz z nim człowiek przedstawiający się jako Łapa, najemnik. W dowód dobrej woli krasnolud pokrył koszty jadła i noclegu dla wszystkich. Pito i jedzono bez umiaru korzystając z dobrodziejstwa nieznajomego. Członkowie przyszłej drużyny nie znali się. Różnili się pochodzeniem, wierzeniem oraz charakterem. Jednak połączył ich tej nocy jedno – żądza przygody i sławy. Bogactwo i chwała. Myśl o zaginionych skarbach rodem z legend i baśń odpowiadanych przez bardów. Od kielicha do kielicha i od słowa do słowa przyjęli propozycję Targana zawierzając mu. Następnego dnia, o samym świcie opuścili miasto wraz z karawaną zapasów Kazgara. Było tam wszystko co potrzebne do wielkiej wyprawy. Jadło, napoje, broń, zbroje, magiczne przedmioty i inne wspaniałości. Torgan obiecał, że jeżeli podpiszą umowę z Kazgarem jego mistrz z pewnością powierzy im część tych wspaniałości. To tylko wzmocniło zapał podróżników.

W wygodnych powozach, otuleni ciepłymi futrami, podróżowali przez krainę zbliżając się coraz bardziej do doliny. Świadczył o tym widok nieba, które na zachodzie przypominało olbrzymi czarny obłok zwisający nad szarym, zeschniętym lądem. Jakiż to był kontrast w porównaniu do otaczającego ich krajobrazu pogrążonego w łagodnym, zimowym śnie. Biały puch zalegał na drzewach, rzeki i jeziora natomiast skute były taflą lodu. Nie zamartwiano się jednak. Pito miód, zajadano pieczone mięsiwo, słuchano opowieści Torgana i innych członków karawany, przyszła drużyna powoli się poznawała, chociaż daleka była przed nimi droga do tego tytułu. Po kilku dniach przybyli do doliny. Do Otchłani. Śnieg ustąpił lawie, chłodne powietrze gorącym podmuchom gniewnego, wzburzonego wiatru, rześki zapach lasów duszącemu odorowi siarki oraz podziemnych wyziewów. Obrazu katastrofy dopełniały krystaliczne formacje wyrastające z ziemi niczym bolesne zadry. Wysoki, czysty ton rozbrzmiewał w całej okolicy. Przemawiał on do każdego na swój sposób, budząc w słyszących go rozumnych istotach różne emocje. Od smutku, wesołości, po żal i rozpacz. Nie były one intensywne, nie zaćmiewały umysłu, lecz ich rozgłos ciągle towarzyszył niczym irytująca mucha bzycząca koło ucha.

Musicie się przyzwyczaić - odezwał się Torgan siedzący pośród poszukiwaczy przygód z butelką wina w dłoni. Nie miał już na sobie futra ani żadnego ciężkiego, wierzchniego odzienia. Temperatura tutaj panująca przypominała tę w samym środku lata. Żar bijący od rzek lawy i nagrzanego podłoża był nieznośny, do tego odchodziło suche, duszne powietrze. – Najgorzej jest w nocy, kiedy jest cicho. Ale to i tak nic w porównaniu do zdradliwego podłoża. Musicie uważać gdzie stąpacie, jeden nieostrożny ruch i ziemia otworzy się pod waszymi stopami i was pochłonie. Najlepiej nie zbaczać ze ścieżki.


Puknął się w nos uśmiechając szeroko.


Raz żem widział jak jeden z wozów wpadł prosto w ogień. Jechał i puf, nie ma. Tylko wielka dziura żaru.


Hlóin mógł potwierdzić te słowa. Niemal czuł jak ziemia krzyczy rozdzierana przez jakieś straszliwe, niepojęte moce. Nie potrafił ich w żaden sposób określić. Po prostu czuł w głębi duszy agonię skał. Rzadko doświadczał takich przeżyć, ale żadne, które przeżył nie było tak intensywne jak to. Nie tylko on czuł, że coś jest nie w porządku. Energia magiczna była w dolinie niezwykle silna, zagęszczona. Zdawało się jakby zakryła wszystko aż po horyzont jakimś kloszem, dławiąc to co pod nią. Czarowanie nie będzie łatwe w takich warunkach, każda taka próba będzie wiązać się z dodatkowym ryzykiem.


Mistrz Kazgar to wyjątkowa osoba – kontynuował krasnolud łypią co chwila potężny łyk wina, aż mu nieco ściekało po bujnej, rudej brodzie. – Żyje bardzo długo, nawet jak na krasnoluda. I źle nie wygląda. Wciąż ma siły na małe co-nieco – mówiąc to zaśmiał się rubasznie. – Ale tak naprawdę jest bardzo poważny. Spędza całe dnie nad księgami, czyta i pisze, to jeden z największych mędrców po tej stronie świata. Sami zobaczycie.


W końcu dostrzeżono obóz pilnowany przez dwójkę strażników dzierżących włócznie. Kilku chodziło ostrożnie wzdłuż palisady wypatrując intruzów. Po ich zbrojach i odznaczeniach można było wywnioskować, że służą oni namiestnikowi Minaloit. Dość logiczne zważając na to, że całe wydarzenie miało miejsce na jego ziemiach. Gdy karawana zawitała do środka skierowała się ku wysokiemu, czerwonemu namiotowi. Rozłożony był przed okrągłym placem, wokół którego znajdowały się te największe i najważniejsze. Wśród nich można było dostrzec na przykład fioletowy należący do magów z akademii magicznej Morinhtaru czy też biało-złoty Zakonu Lorveniuszy.


Powóz zwolnił zatrzymując się. Torgan zatarł dłonie.


Koniec wycieczki – oznajmił głośno i zeskoczył na ziemię. – Teraz poznacie swojego pracodawcę.


Wskazał ręką wejście do namiotu, czyniąc zapraszający gest. Poszukiwacze przygód bez zbędnego ociągania się weszli do środka.


Wnętrze spowite było w lekkim półmroku. Powietrze zaś wypełniał lekko słodki zapach przynoszący na myśl bukiet kwiatów. Kłęby szarawo-białego dymu wydostawały się z dwóch wysokich, kamiennych koksowników stojących przy wejściu. Ogień się w nich tlący miał dziwny niebieski odcień. Ziemię wyścielał włochaty dywan tłumiący odgłos kroków. Za stojącym pośrodku masywnym biurkiem zasiadał krasnolud pogrążony w lekturze opasłej księgi. Pomagał sobie w czytaniu lupą.


Wzrostem nie różnił się od swoich pobratymców. Jednak tylko na tym kończyło się podobieństwo. Skórę bowiem miał gładką, nie twardą i pomarszczoną jak większość krewniaków. Czarną kozią bródkę zadbaną, lśniącą i związaną na przemian srebrną oraz złotą nicą. Paznokcie przycięte, czyste. Włosy ciemnie, długie, gęsto opadające kaskadą na mocarne ramiona wyraźnie zarysowane spod burgundowej, jednolitej szaty.


Mistrzu - rzekł Targan z szacunkiem i powagą, jakże niepasującą do obrazu krasnoluda, który wraz z podróżnikami pił i żartował przez cały czas.


Kazgar odłożył księgę podnosząc wzrok. Widząc Łapę zmarszczył nieco brwi, ale na ustach wykwitł mu nikły uśmiech. Ten człowiek, heh. Wstał rozkładając szeroko ręce.


Witam was, śmiałkowie! Ufam że podróż minęła spokojnie i mój asystent zapewnił wszelkie wygody. Nie lubię owijać w bawełnę i zabaw słownych. Powiem wprost. Chcę byście razem ze mną zeszli w samo serce mroku. Widzieliście okolicę, więc zapewne wyobrażacie sobie jak to wszystko wygląda tam – Kiwnął głową do tyłu jakby chcąc im wskazać rozciągające się poza obozem liczne rozpadliny i szczeliny. – Niemniej wiem że możecie mieć różnorakie pytania, wątpliwości, dlatego nawet jeśli się teraz zgodzicie to wyruszymy dopiero jutro o świcie. Czas ten możecie spożytkować na dogłębniejsze zapoznanie się z sytuacją panującą w dolinie, pytania lub zabawę. Z mojej strony zapewniam sowitą zapłatę. Słowa dotrzymuję, Torgan!


Asystent skoczył ku kufrowi leżącemu przy łóżku i wyjął z niego kilka pergaminów, po jednym dla każdego z nowoprzybyłych.


Za pomoc w zejściu oferuję wam na głowę: po sto sztuk złotych monet, sto srebrnych i trzysta miedzianych. Po dwa rasowe konie czystej krwi z najlepszych stajni Autonomii, do tego otrzymacie prawo do pięćdziesięciu procent znaleźnego łupu. Podzielicie się nim według własnego uznania.


Kwota była porażająca. Łapa, który kilka razy pracował dla historyka podczas różnych ekspedycji nigdy nie otrzymał więcej niż pięćdziesiąt suwerenów jako całość, a w niektórych przygodach przyszło mu się otrzeć o śmierć. Skoro w tym przypadku oferowano takie sumy, to jakie było niebezpieczeństwo? Wszyscy zapewne mieli podobne myśli, jednak wizja takiego bogactwa była nie do odparcia.


Targan ułożył pergaminy na biurku wkładając pióro do kałamarza.


Wystarczy się podpisać – powiedział Kazgar ze słabo pobrzmiewającą w tle niepewnością. Złączył dłonie za plecami. – To tylko formalność. Wasz pierwszy krok. Uwierzcie mi. To odmieni oblicze wszystkiego.



>> Niniejszym zaczynam. Zastanawiałem się czy nie zacząć od rauz w podziemiach, ale obiecałem że będziecie mogli zrobić jakieś zakupy i nieco się poznać nim skoczycie do wody. Toeretycznie jako tako się znacie, bo razem jechaliście przez parę dni w karawanie, ale to taka dość pobieżna znajomość, ot, imiona i niewiele więcej. W obozie jest wszystko, karczma, burdel i tak dalej, dla każdego coś się znajdzie, wystarczy popytać. Warto pytać, może odwiedzić magów z Mori albo namiot pladynów i poprosić o błogosławieństwo. Zaczynamy i mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

03 lut 2015, 17:47

Mężczyzna milczał. Nie pokazywał po sobie żadnych emocji, bardziej skupiony na wycieraniu rąk niż na słowach kobiety, które zdawały się go w ogóle nie poruszać. Gdy skończyła nie odzywał się jeszcze przez kilka chwil.

Zawsze byłeś uległy wobec innych, mój uczniu – rzekł zerkając na blondyna wbijającego wzrok z ziemię. Chłopak nie był pewien czy wzbudził w mistrzu gniew, dlatego wolał nic nie mówić. – Gdybyś mnie zapytał czy możesz mi tu przyprowadzić jakąś magiczkę żadną mej wiedzy od razu bym ci odmówił, ale skoro już tu jest. – Wykrzywił usta, ale można było ujrzeć przenikający na nich uśmiech. – Niech będzie. Poza tym rzeczywiście jest coś, co byś mogła dla mnie zabrać, skoro masz zamiar udać się do tych przeklętych ruin. Choć nie wiem czemu i uważam to za szalony pomysł, ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby.

Odchylił poły namiotu robiąc przejście dla kobiety.

Arhos, przynieś coś do picia. – polecił młodzieńcowi, który bez żadnego słowa odszedł w stronę jaskini.

Namiot od środka prezentował się tak, jak powinno każde miejsce poważnego badacza. Aparatura alchemiczna na stole, regały z książkami, biurko zawalone papierami, parę kufrów i dwa posłania oraz wiele rozmaitych drobiazgów. Uwagę Doskonałości przykuła kupka rozkruszonych czerwonych kryształów w jednej z fiolek, a było ich bardzo dużo. Niektóre wypełnione płynem, inne nie, a jedna z nich grzała się nad magicznie zaklętą płytką metalu służącą do podgrzewania materiałów alchemicznych. Czarnowłosy usiadł na jedynym krześle stojącym przy biurku.

Uczeń przyniósł dwie drewniane miseczki wypełnione chłodną, orzeźwiającą wodą i podał je gościowi oraz gospodarzowi. Samemu natomiast usiadł z tyłu na posłaniu.

Słucham więc – ponaglił Imonuoel opróżniając szybko miseczkę. – Co chcesz wiedzieć?

Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

03 lut 2015, 20:29

Kuniat stał i obserwował, ork nie zdołał zranić obcej istoty co więcej kryształowy przeciwnik wyrwał mu broń z rąk i rzucił nią gdzieś daleko co nie wróżyło orkowi zbyt dobrze. Niespodziewanie jednak humanoid dość mocno oberwał od atakującego z dystansu Łapy, mocno go to rozwścieczyło. Pisknął przeraźliwie po czym wstał i zasklepił dziurę powstałą po trafieniu przez kamień. Samego orka owy krzyk odrzucił na jakieś dziesięć metrów, najwidoczniej było to celowe zagranie ze strony wrogiej istoty.
Nagle niczego się nie spodziewając krasnolud usłyszał jak nieznany głos w jego głowie przemawiał do niego, był pełen pasji, ale był to zły głos, nieprzyjazny i wrogi, Kuniat odrzucił gwałtownie w myślach słowa tajemniczej istoty po czym wykrzyknął doniośle– Nie będziesz mnie straszyć, na nic się zdadzą twoje próby przekabacenia zarówno mnie jak i ich, żegnaj się z tym światem!- po tych słowach Humanoid wystawił przed siebie lewą dłoń z której na miejscu szponów wyrosła dość duża tarcza która ewidentnie miała za zadanie chronić tors przeciwnika. Przeciwnik pochylił się po czym kryjąc się za tarczą począł przeć w przód, prosto na Łapę obok którego stał właśnie Kuniat który błyskawicznie postanowił że oto czas na działanie.

Zaniepokoiło go jednak iż kryształowy humanoid co chwila zamiennie skręca na lewo i na prawo utrudniając odpowiednie ustawienie się. Rudobrody niespodziewanie popchnął Łapę barkiem w lewą stronę, tam gdzie najpewniej humanoid użyje prawej dłoni a sam ustawił się po prawej stronie po czym wystawił przed siebie Ilvayjera trzymając go w obu dłoniach, cofnął się kawałeczek po czym przeszedł migem jeszcze bardziej na prawą stronę i zaczął obracać się naokoło własnej osii biorąc pokaźny zamach przy czym lekko zbliżył się do humanoida. Trzymając przed sobą poziomo swój młot wybiegł powoli, naprzeciw kryształowemu przeciwnikowi i zamierzał doprowadzić do zderzenia jego młotu z tarczą przeciwnika w taki sposób iż w chwili gdy przeciwnik będzie jak najbliżej jego Kuniat mocarnie naprze swym młotem w środek tarczy mając zamiar zniszczyć ją jednym poziomym uderzeniem całej masy młota jednocześnie jeśli by się mu to udało wykorzystał by energię powstałą w wyniku zderzenia młota z tarczą odskakując od przeciwnika przy użyciu siły Ilvayjera. Jeśli jednak podczas próby zdewastowania tarczy przeciwnika coś by poszło nie tak lub przeciwnik zamierzałby w jakiś sposób przeszkodzić krasnoludowi ten próbował by odbić ewentualny atak przeciwnika drzewcem swego młota.
Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

04 lut 2015, 13:02

Mina Doskonałości była poważna. Nie rozglądała się po namiocie po pierwszych oględzinach, skupiając swoją uwagę na czarodzieju i myśląc intensywnie.

Przede wszystkim chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o niebezpieczeństwach, jakie kryształy stanowią dla nas, czaromiotów. Pomijając fakt, że żywią się czarami… czy kryształowe konstrukty, jakie widziałam na zewnątrz, mają z nimi jakiś związek? Jeśli tak, czy są wrogo nastawione? Jak uniknąć spotkania z nimi? Czy mają jakieś słabości?
Czy minerały da się jakoś pozbawić ich właściwości?

Co takiego kryje się w podziemiach, na co powinnam naprawdę uważać?
Czy śpiewające skały mają jakieś głębsze znaczenie, czy są tylko skutkiem ubocznym czegoś większego?


Czuła się naprawdę szczęśliwą kobietą. Nigdy w życiu by nie pomyślała, że trafi tu na maga, który zgodziłby się na podzielenie się swoją wiedzą. Maska i czarne włosy… to musiał być Łapa. Kiedyś mu za to podziękuje. Za wręczenie jej klucza do takiego skarbca.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

04 lut 2015, 14:21

Mężczyzna odrzucił głowę do tyłu śmiejąc się na głos.

To nie są kryształy – zaczął sięgając po flakonik, w którym znajdowały się pokruszone kawałki czerwonego minerału. Potrząsł naczynkiem. – Przybierają jedynie taki wygląd. W rzeczywistości są to zmaterializowane, obleczone w fizyczną powłokę myśli, fragmenty jaźni. Oddzielne, ale zarazem stanowiące jedność. Analizują, badają, adoptują i przystosowują się do otoczenia. Są niczym uszy i oczy. Te kryształy nie wchłaniają magii, ujmę to dokładniej, nie one, ale coś poprzez nie, rozumiesz? Są tylko przekaźnikiem. Nie można rozpatrywać kryształów jako czegoś odrębnego, one są częścią czegoś większego.

Wysypał zawartość fiolki na biurko i sięgnął po jeden z kawałków. Obracał go w palcach patrząc nań intensywnie. Kryształ uniósł się zawisając nad opuszkiem palca mężczyzny i obracając leniwie. Wydawał przy tym senną, łagodną melodię.

One myślą – powiedział zaintrygowany, a krwisty blask odbijał się w jego oczach. – Na swój sposób. Są jak piękny kwiat wabiący barwą oraz słodkim zapachem, lecz jeżeli zbliżysz się za bardzo … - Fragment kryształu wykrzywił się tworząc małe ostrze, ale było zbyt małe i słabe, by przebić się przez skórę człowieka. Mimo to nie ustawało kując palec maga bez wytchnienia. – Wówczas stają się niebezpieczną pułapką i przechodzą ewolucję, stają się tym, co widziałaś przed namiotem. Nazywam ten stan Uosobieniem. Myśl zmienia się stając kopią drugiej istoty. Jej celem jest zabicie tego, czyją kopią się stała. Stają się agresywne, przemieniają w drapieżnika. Przed Uosobieniem kryształy, to znaczy myśli, nie atakują nieprowokowane. Wystarczy nie rzucać w ich pobliżu zaklęć, nie odzywać na ich zakusy, ignorować je. O ile wcześniej nie zostały rozbudzone nic nie powinno ci grozić. Tak sądzę, ale niczego nie mogę być pewnym.


Czarodziej zamknął kawałek kryształu w dłoni.


Pytasz się czy kryształy po Uosobieniu mają jakieś słabości? To zależy od tego w kogo się przeistoczyły. Im potężniejsza osoba, tym i one będą potężniejsze. Walka je rozwija, im więcej wrogów, tym szybsza ich ewolucja. Zmieniają się na twoich oczach. Podczas walki z moim kryształowym humanoidem przeszedł aż 4 ewolucje, każda ewolucja polega na porzuceniu poprzedniej formy i przemianie w nową, doskonalszą. Zaczynaliśmy walcząc z dwoma humanoidami, skończyło się na pięciu. Jedyną słabością jest moment ich ewolucji, to znaczy kiedy przemieniają się w czerwoną masą. To z niej powstają. Należy ją albo spalić albo uwięzić, nie może mieć kontaktu z ziemią.


Położył minerał na biurka i machnięciem dłoni odesłał go wraz z całą resztą z powrotem do flakonika, który odłożył na miejsce.


Jeżeli chcesz możesz niszczyć kryształy przy pomocy zwykłej broni obuchowej. Nie są zbyt wytrzymałe w swej naturalnej formie, chociaż istnieje ryzyko, że zaatakowane będą się bronić przy pomocy magii lub same przejdą stan Uosobienia. Pamiętaj, myśli nie są osobne, są częściami czegoś większego. Sądzę że kryształ tutaj byłby w stanie przeistoczyć się w kopię istoty z innego kraju … gdyby mógł. A czy może? Nie wiem. Wolę nie sprawdzać.


Mężczyzna wstał kucając przy jednym z kufrów, które otworzył wypowiadając cicho jakieś niezrozumiałe dla kobiety słowa. Wyjął z niego małą czarną kulę, nie większą niźli zaciśnięta pięść.


Nim powiem ci co znajduje się w podziemiach musisz przysiąść, że zabierzesz ten przedmiot ze sobą.


Przy pomocy magii rozciął sobie kciuk, z którego pociekła strużka krwi.


Przyrzekniesz na klątwę krwi. Twe słowa zwiążę magią i będziesz musiała wykonać me zadanie, inaczej zginiesz. Czy się zgadasz?


Blondyn, dotychczas poświęcający mało uwagi przydługiemu monologowi mistrza, uniósł głowę z zaciekawieniem w oczach.


Jaka będzie odpowiedź Doskonałości?

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

05 lut 2015, 13:19

Doskonałość myślała przez chwilę nad wyborem, dopóki nie uderzyło ją, że żadnego wyboru nie ma. Zgodziła się wykonać usługę w zamian za wiedzę, a tę już dostała. Pozostało jej jedynie wykonać swoja stronę umowy.

Zgadzam się. – wycedziła ponuro.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 4 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos, Loki, Viridar
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.