Zejście

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Zejście

25 sty 2015, 22:14

Obrazek
Widok na zniszczoną wioskę w dolinie.
Ciemność. W nieprzeniknionym mroku zbudziła się myśl z głębokiego snu. Serce zabiło pompując życiodajną energię. Moc nasyciła wyschnięte żyły. Uśpione przez niezliczone wieki mechanizmy ruszyły. Z początku powoli, ociężale, każdy ruch trwał wieczność wydając żałosny, pokutny jęk, echo przeszłości. Struktura sekunda po sekundzie nabierała tempa, aż w końcu pracowała z całą wydajnością, wprawiając wszystko w drżenie, wypełniając przestrzeń boską pieśnią. Rzeczywistość niezauważalnie się zmieniła dla śmiertelnych oczu, lecz wszystkie wyższe siły zaklęły się trwożnie. Świadomość sięgnęła oczekując oporu, ale tego już nie było. Bariera zniknęła. Runy zblakły, strażnicy osłabli. Ostrożnie, oczekując pułapki jaźń wysunęła swe macki poza więzienie. Od tysięcy lat nie znała bowiem niczego innego. Jednak nic już jej nie ograniczało – prawie. Istota przepełniona euforią uderzyła z całą swoją potęgą. Świat zadrżał w posadach. Wiedza i wspomnienia zaczęły spływać wprost do bytu. Obserwował każdy zakątek, pochłaniał informacje, analizował docierające do niego dane. Nie wyczuwał Pierwszych, jedynie dostrzegał ich pozostałości. Ruiny. Żyjące rasy były słabe, pozbawione przewodnictwa, rozproszone, skłócone. Świat krwawił i byt wraz z nim, ponieważ stanowili jedność. Złączeni na wieczność. Nadszedł czas. To co zostało powstrzymane milenia temu teraz się ziści. Rytuał zostanie ukończony. Zbawienie – dla wszystkich. Niech się raduje wszelkie życie, niech płaczą bogowie.
*

Krasnolud Kazgar stał przed swoim namiotem przyglądając się kolejnym nowym twarzom, które wkraczały do pośpiesznie wzniesionego obozu. Skrzywił się widząc niedbale zbudowaną palisadę. Jako krasnolud miał obsesję na punkcie perfekcji, zwłaszcza w kwestiach inżynieryjnych. Jeżeli coś się robi to powinno się to robić dobrze albo wcale! Taką wyznawał zasadę, no ale mógł wybaczyć niedokładność ze względu na okoliczności. Palisada nie miała ich przed nikim bronić, choć zapewne nie odparłaby nawet ataku zgrai niziołków. Jednak nawet kamienne mury nic by tu nie pomogły, skoro ich wrogiem była sama ziemia.

Zwrócił swój wzrok na wschód, gdzie rozciągała się zniszczona część doliny. W dawnych latach biegła tamtędy rzeka Lyri. Do niedawna była to bardzo malownicza kraina. Pełna lasów, trawy, zwierząt i czystych stawów. Teraz – za sprawą trzęsienia ziemi – na powierzchnię wypłynęła gorejąca lawa. Ziemia zaś pękła tworząc istną pajęczynę potężnych szczelin, z których największa miała ponad dwieście metrów szerokości i ciągnęła się tak głęboko, że na jej dnie bulgotało morze ognia, czasami podczas erupcji zalewając okolicę gradem rozżarzonej skały. Parę pojedynczych okolicznych gór zamieniło się wulkany leniwie wypluwające pasma smoczej krwi, jak często nazywano lawę w tych stronach. Nikomu nieznane kryształy wyrosły jak grzyby po deszczu. Miały różne kształty i rozmiary. Jeden z nich znajdował się tuż obok krasnoluda, doprowadzając go do furii swoim wysokim, buzującym dźwiękiem. Cały obóz był w nim pogrążony. Początkowo zdawał się całkiem przyjemny dla ucha, jednak po kilkunastu godzinach wsłuchiwania się można było stracić zdrowe zmysły. By tego uniknąć wieczorem wpychał sobie kawałki materiału do uszu. Zauważył również, że źle sypiał. Śniły mu się jakieś psychodeliczne wydarzenia, wielkie przestrzenie i różne geometryczne kształty. Nie rozumiał. Czy to coś mogło znaczyć?

Potrząsł głową dotykając masywną dłonią zimnego kryształu. Poczuł dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Uczeni z całego kraju przybyli rozwikłać ich tajemnicę. I wciąż przybywali. Zresztą nie tylko oni. Już teraz obóz przypominał małą wioskę, gdzie zamiast chałup stały namioty i wozy. Co chwila ktoś się krzątał próbując upchnąć naiwnym jakieś amulety odpędzenia od złego, marnej jakości mikstury, które zamiast leczyć prędzej pomogłyby zejść z tego świata oraz inny szajs nie wart złamanego miedziaka. Były jednak pośród tej zgrai oszustów i nieudaczników osobniki znające się na swoim fachu. Całe szczęście, że zamówił w Minaloit odpowiednie zapasy, inaczej by przepłacił i to słono, a żaden krasnolud nie lubił wydawać więcej niż potrzeba.

Wrócił do namiotu zasiadając za niewielkim biurkiem zawalonym książkami. Studiował mapy i przekazy historyczne szukając jakiś wzmianek o podziemiach w tym rejonie, lecz na nic konkretnego się nie natknął. Może to były korytarze mrocznych elfów? Ale jeżeli tak to gdzie ich mieszkańcy? Przecież ta rasa nie wymarła, nie, to niemożliwe. Było tyle możliwości, jednak żadna nie wydawała się realna. Słyszał że kilka ekspedycji już ruszyło w głąb podziemi. Żadna do tej pory ani nie wróciła, ani nie dała znaku życia. Poza tym zlokalizowano znacznie więcej wejść niż początkowo przypuszczano. Każda z powstałych szczelin, a było ich, cóż, dużo – miała w sobie co najmniej po dwa wejścia. Nie wspominając już o wielu wejściach powstałych na powierzchni. Czasami bywało tak, że zbyt ciężki wóz przejeżdżał nad korytarzem, którego sufit był uszkodzony i ten zawalał się, tworząc kolejne wejście. Było ich po prostu zbyt dużo, aby każde należycie zbadać. W wielu przypadkach natomiast okazywało się że wejścia prowadziły donikąd bowiem korytarze albo były zasypane, albo skrywały zabójcze pułapki. Jedna z ekspedycji zaklinała się jakoby posadzka w korytarzu zamieniła się w ogień. Nie wiadomo na ile było w tym prawdy, lecz z eskapady wróciło tylko kilka jednostek. Na chwilę obecną poznano trzy wielkie wejścia. Aczkolwiek Kazgar wiedział o jednym, znanym tylko sobie. Znalazł je badając wschodnią stronę osuniętej góry. Wiązał z tym wejściem wielkie nadzieje, dlatego trzymał jego istnienie w całkowitej tajemnicy. Do czasu aż zgromadzi drużynę i wyruszy odkryć jego sekret. Krasnoludy – mimo swoich wielu cnót – posiadały także bardzo paskudne wady. A jedną z nich była chciwość. A Kazgar jako historyk był chciwy wiedzy.

Złączył dłonie opierając łokcie o blat. Spojrzenie małych, czarnych oczu skupiło się na skaczącym płomyku świecy.

*
Jak to się wszystko zaczęło?
Spotkali się w Minaloit, w jednej z karczm, gdzie usłyszeli o wydarzeniach w Górach Ikrem. Zbieg okoliczności? Zrządzenie losu? A może przeznaczenie? To pozostawało tajemnicą. Zapytacie się – ale dlaczego akurat tutaj? Dlaczego w tym momencie? Czasami by zaistniał bohater wkroczyć musi przeznaczenie. Była to godzina próby wszelkiego istnienia. Życie wielu leżało w rękach nielicznych. Spośród milionów ci zostali wybrani przez los oraz czas, gdyż koniec był tuż, tuż. Cień kładł się na krainę oraz świat, mimo że nikt nie był w stanie go widzieć. Nie byli w stanie, gdyż zapomniano o dawnych czasach i nie było już nikogo, kto by o nich pamiętał…

Początkowo nie zainteresowali się kataklizmem, który nawiedził Autonomię. Wydawał się odległy, nie odczuwano tu bowiem jego skutków, a w górach mieszkało niewielu. Wszyscy mieli własne problemy lub troski, niektórzy zapewne kontrakty do spełnienia, a w karczmie znaleźli się tylko na spoczynek i grzaniec ciepłego miodu w zimową noc. Jednak gdy do przybytku wkroczył pewien krasnolud wraz z człowiekiem – wszystko się zmieniło. Ten krasnolud, o imieniu Targan, był asystentem Kazgara z rodu Brasina, wielkiego historyka i mistrza nauk znanego w całym Minaloit i poza granicami. Oświadczył, że poszukuje bohaterów gotowych podjąć się trudu zbadania niebezpiecznych ruin odkrytych właśnie w nawiedzonej przez zniszczenie dolinie. Obiecał bajeczne wynagrodzenie, co miał potwierdzić przybyły wraz z nim człowiek przedstawiający się jako Łapa, najemnik. W dowód dobrej woli krasnolud pokrył koszty jadła i noclegu dla wszystkich. Pito i jedzono bez umiaru korzystając z dobrodziejstwa nieznajomego. Członkowie przyszłej drużyny nie znali się. Różnili się pochodzeniem, wierzeniem oraz charakterem. Jednak połączył ich tej nocy jedno – żądza przygody i sławy. Bogactwo i chwała. Myśl o zaginionych skarbach rodem z legend i baśń odpowiadanych przez bardów. Od kielicha do kielicha i od słowa do słowa przyjęli propozycję Targana zawierzając mu. Następnego dnia, o samym świcie opuścili miasto wraz z karawaną zapasów Kazgara. Było tam wszystko co potrzebne do wielkiej wyprawy. Jadło, napoje, broń, zbroje, magiczne przedmioty i inne wspaniałości. Torgan obiecał, że jeżeli podpiszą umowę z Kazgarem jego mistrz z pewnością powierzy im część tych wspaniałości. To tylko wzmocniło zapał podróżników.

W wygodnych powozach, otuleni ciepłymi futrami, podróżowali przez krainę zbliżając się coraz bardziej do doliny. Świadczył o tym widok nieba, które na zachodzie przypominało olbrzymi czarny obłok zwisający nad szarym, zeschniętym lądem. Jakiż to był kontrast w porównaniu do otaczającego ich krajobrazu pogrążonego w łagodnym, zimowym śnie. Biały puch zalegał na drzewach, rzeki i jeziora natomiast skute były taflą lodu. Nie zamartwiano się jednak. Pito miód, zajadano pieczone mięsiwo, słuchano opowieści Torgana i innych członków karawany, przyszła drużyna powoli się poznawała, chociaż daleka była przed nimi droga do tego tytułu. Po kilku dniach przybyli do doliny. Do Otchłani. Śnieg ustąpił lawie, chłodne powietrze gorącym podmuchom gniewnego, wzburzonego wiatru, rześki zapach lasów duszącemu odorowi siarki oraz podziemnych wyziewów. Obrazu katastrofy dopełniały krystaliczne formacje wyrastające z ziemi niczym bolesne zadry. Wysoki, czysty ton rozbrzmiewał w całej okolicy. Przemawiał on do każdego na swój sposób, budząc w słyszących go rozumnych istotach różne emocje. Od smutku, wesołości, po żal i rozpacz. Nie były one intensywne, nie zaćmiewały umysłu, lecz ich rozgłos ciągle towarzyszył niczym irytująca mucha bzycząca koło ucha.

Musicie się przyzwyczaić - odezwał się Torgan siedzący pośród poszukiwaczy przygód z butelką wina w dłoni. Nie miał już na sobie futra ani żadnego ciężkiego, wierzchniego odzienia. Temperatura tutaj panująca przypominała tę w samym środku lata. Żar bijący od rzek lawy i nagrzanego podłoża był nieznośny, do tego odchodziło suche, duszne powietrze. – Najgorzej jest w nocy, kiedy jest cicho. Ale to i tak nic w porównaniu do zdradliwego podłoża. Musicie uważać gdzie stąpacie, jeden nieostrożny ruch i ziemia otworzy się pod waszymi stopami i was pochłonie. Najlepiej nie zbaczać ze ścieżki.


Puknął się w nos uśmiechając szeroko.


Raz żem widział jak jeden z wozów wpadł prosto w ogień. Jechał i puf, nie ma. Tylko wielka dziura żaru.


Hlóin mógł potwierdzić te słowa. Niemal czuł jak ziemia krzyczy rozdzierana przez jakieś straszliwe, niepojęte moce. Nie potrafił ich w żaden sposób określić. Po prostu czuł w głębi duszy agonię skał. Rzadko doświadczał takich przeżyć, ale żadne, które przeżył nie było tak intensywne jak to. Nie tylko on czuł, że coś jest nie w porządku. Energia magiczna była w dolinie niezwykle silna, zagęszczona. Zdawało się jakby zakryła wszystko aż po horyzont jakimś kloszem, dławiąc to co pod nią. Czarowanie nie będzie łatwe w takich warunkach, każda taka próba będzie wiązać się z dodatkowym ryzykiem.


Mistrz Kazgar to wyjątkowa osoba – kontynuował krasnolud łypią co chwila potężny łyk wina, aż mu nieco ściekało po bujnej, rudej brodzie. – Żyje bardzo długo, nawet jak na krasnoluda. I źle nie wygląda. Wciąż ma siły na małe co-nieco – mówiąc to zaśmiał się rubasznie. – Ale tak naprawdę jest bardzo poważny. Spędza całe dnie nad księgami, czyta i pisze, to jeden z największych mędrców po tej stronie świata. Sami zobaczycie.


W końcu dostrzeżono obóz pilnowany przez dwójkę strażników dzierżących włócznie. Kilku chodziło ostrożnie wzdłuż palisady wypatrując intruzów. Po ich zbrojach i odznaczeniach można było wywnioskować, że służą oni namiestnikowi Minaloit. Dość logiczne zważając na to, że całe wydarzenie miało miejsce na jego ziemiach. Gdy karawana zawitała do środka skierowała się ku wysokiemu, czerwonemu namiotowi. Rozłożony był przed okrągłym placem, wokół którego znajdowały się te największe i najważniejsze. Wśród nich można było dostrzec na przykład fioletowy należący do magów z akademii magicznej Morinhtaru czy też biało-złoty Zakonu Lorveniuszy.


Powóz zwolnił zatrzymując się. Torgan zatarł dłonie.


Koniec wycieczki – oznajmił głośno i zeskoczył na ziemię. – Teraz poznacie swojego pracodawcę.


Wskazał ręką wejście do namiotu, czyniąc zapraszający gest. Poszukiwacze przygód bez zbędnego ociągania się weszli do środka.


Wnętrze spowite było w lekkim półmroku. Powietrze zaś wypełniał lekko słodki zapach przynoszący na myśl bukiet kwiatów. Kłęby szarawo-białego dymu wydostawały się z dwóch wysokich, kamiennych koksowników stojących przy wejściu. Ogień się w nich tlący miał dziwny niebieski odcień. Ziemię wyścielał włochaty dywan tłumiący odgłos kroków. Za stojącym pośrodku masywnym biurkiem zasiadał krasnolud pogrążony w lekturze opasłej księgi. Pomagał sobie w czytaniu lupą.


Wzrostem nie różnił się od swoich pobratymców. Jednak tylko na tym kończyło się podobieństwo. Skórę bowiem miał gładką, nie twardą i pomarszczoną jak większość krewniaków. Czarną kozią bródkę zadbaną, lśniącą i związaną na przemian srebrną oraz złotą nicą. Paznokcie przycięte, czyste. Włosy ciemnie, długie, gęsto opadające kaskadą na mocarne ramiona wyraźnie zarysowane spod burgundowej, jednolitej szaty.


Mistrzu - rzekł Targan z szacunkiem i powagą, jakże niepasującą do obrazu krasnoluda, który wraz z podróżnikami pił i żartował przez cały czas.


Kazgar odłożył księgę podnosząc wzrok. Widząc Łapę zmarszczył nieco brwi, ale na ustach wykwitł mu nikły uśmiech. Ten człowiek, heh. Wstał rozkładając szeroko ręce.


Witam was, śmiałkowie! Ufam że podróż minęła spokojnie i mój asystent zapewnił wszelkie wygody. Nie lubię owijać w bawełnę i zabaw słownych. Powiem wprost. Chcę byście razem ze mną zeszli w samo serce mroku. Widzieliście okolicę, więc zapewne wyobrażacie sobie jak to wszystko wygląda tam – Kiwnął głową do tyłu jakby chcąc im wskazać rozciągające się poza obozem liczne rozpadliny i szczeliny. – Niemniej wiem że możecie mieć różnorakie pytania, wątpliwości, dlatego nawet jeśli się teraz zgodzicie to wyruszymy dopiero jutro o świcie. Czas ten możecie spożytkować na dogłębniejsze zapoznanie się z sytuacją panującą w dolinie, pytania lub zabawę. Z mojej strony zapewniam sowitą zapłatę. Słowa dotrzymuję, Torgan!


Asystent skoczył ku kufrowi leżącemu przy łóżku i wyjął z niego kilka pergaminów, po jednym dla każdego z nowoprzybyłych.


Za pomoc w zejściu oferuję wam na głowę: po sto sztuk złotych monet, sto srebrnych i trzysta miedzianych. Po dwa rasowe konie czystej krwi z najlepszych stajni Autonomii, do tego otrzymacie prawo do pięćdziesięciu procent znaleźnego łupu. Podzielicie się nim według własnego uznania.


Kwota była porażająca. Łapa, który kilka razy pracował dla historyka podczas różnych ekspedycji nigdy nie otrzymał więcej niż pięćdziesiąt suwerenów jako całość, a w niektórych przygodach przyszło mu się otrzeć o śmierć. Skoro w tym przypadku oferowano takie sumy, to jakie było niebezpieczeństwo? Wszyscy zapewne mieli podobne myśli, jednak wizja takiego bogactwa była nie do odparcia.


Targan ułożył pergaminy na biurku wkładając pióro do kałamarza.


Wystarczy się podpisać – powiedział Kazgar ze słabo pobrzmiewającą w tle niepewnością. Złączył dłonie za plecami. – To tylko formalność. Wasz pierwszy krok. Uwierzcie mi. To odmieni oblicze wszystkiego.



>> Niniejszym zaczynam. Zastanawiałem się czy nie zacząć od rauz w podziemiach, ale obiecałem że będziecie mogli zrobić jakieś zakupy i nieco się poznać nim skoczycie do wody. Toeretycznie jako tako się znacie, bo razem jechaliście przez parę dni w karawanie, ale to taka dość pobieżna znajomość, ot, imiona i niewiele więcej. W obozie jest wszystko, karczma, burdel i tak dalej, dla każdego coś się znajdzie, wystarczy popytać. Warto pytać, może odwiedzić magów z Mori albo namiot pladynów i poprosić o błogosławieństwo. Zaczynamy i mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić.
Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

01 lut 2015, 19:49

Natura badanych przez niego kryształów wydawała się mu coraz to bardziej dziwaczna, raz do niego przemówiły, potem odpowiadały jedynie milczeniem. Jego pragnienie wiedzy ponownie sprowadziło na niego kłopoty, takiego rozwoju wypadków Kalmaros się w ogóle nie spodziewał. W głowie zaroiło mu się od pytań, które to po chwili zostały wyparte przez potok mieszanych uczuć, upadł na ziemię. Przez chwilę wizja jego eksplodującej głowy wydawała się aż nazbyt prawdziwa, przeraziło to elfiego maga, okropny dźwięk wciąż siał spustoszenie w jego czaszce, skutecznie utrudniając mu pozbieranie myśli. Tymczasem powstała ze szczątków kryształów breja zrodziła jakąś dziwaczną istotę, Kalmaros przyglądał się temu procesowi z oczami pełnymi przerażenia, po chwili stał przed nim kryształowy humanoid o kolorze krwi. Wyczuł w nim jakąś obecność, coś dobrze mu znanego, ale jednocześnie egzotycznego, to coś… było jego kopią, czy coś w tym guście. Nie wiedział tylko po co miałyby zrobić coś takiego, jaki był w tym sens. Kryształy zdawały się karmić energią, którą im przekazywał, następnie zmieniały barwę na czerwoną – taką, jaką teraz ma ta istota – i odrzucały go. Widocznie razem z magią pobrały informacje o samym magu, wydawało mu się to czymś niemożliwym. Nie dość, że były odporne na magię, to jeszcze ją przechwytywały i… analizowały. Ale co z nią robiły, tworzyły ludzkie odbicia? Czemu miałoby to służyć? Przekaz telepatyczny stwora wyrwał go z transu, trzeba było działać, nie był to czas na główkowanie. Nie rozumiał, co miała na myśli kryształowa istota. O jakim złączeniu mówił, co on ma zamiar zrobić? Jego umysł został kolejny raz zbombardowany przez tysiące różnych głosów, to, co usłyszał wcześniej wracało ze zdwojoną siłą, w jego uszach brzmiał chaos.

Wiedział, że zaraz nastąpi coś złego, to musiało być złe. Szybko podniósł się i odwrócił od tajemniczego bytu. Ten zaś kusił go niby wąż, obiecywał to, czego Kalmaros pożądał, jego myśli wybuchły w wewnętrznym konflikcie. Miał jednak świadomość, że to on powołał tę istotę do życia i to dlatego wie ona doskonale czego elf w życiu pragnął. Kim to coś jest, by obiecywać mi takie rzeczy, co za nonsens, nie dam się zaślepić tym żałosnym próbom uśpienia mego umysłu, muszę… uciekać. Podejmowanie walki z czymś, co składało się z pochłaniających magię kryształów i w dodatku pewnie znało go na wylot nie wydawało mu się zbyt trafionym pomysłem. Zerwał się do biegu. Dotarła do niego kolejna fala wysyłanych przez golema słów, brzmiały one dla niego jak totalny bełkot, nie pojmował on ich sensu, a wzmianka o "połączeniu się" wywołała u niego jeszcze większy niepokój. Brzmiało to dla niego jak bezpośrednia groźba, nie miał zamiaru się z kimkolwiek łączyć. Obrócił się lekko i zerknął przez ramię, kryształowy Kalmaros ruszył za nim, serce zabiło mu mocniej, przyśpieszył i po chwili biegł tak szybko, jak tylko mógł. Sam nic nie mógł na to poradzić, postanowił uciekać w kierunku centrum obozowiska, tam będą ludzie, którzy mu pomogą – a przynajmniej taką miał nadzieję.

– Pomocy! Kryształy ożyły! – Zaczął krzyczeć, by zwrócić na siebie uwagę.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

02 lut 2015, 04:48

Elf wyprężył się jakby ktoś zdzielił go w twarz. Spiął brwi i zmrużył gniewnie oczy. Napięcie było łatwo wyczuwalne i można je było kroić tępym nożem.

Wielka szkoda, człowieku – rzekł nie kryjąc oburzenia. Gwałtownym ruchem schował przedmiot z powrotem do rękawa. Łapa mógł usłyszeć cichy, żałobny syk dobiegający z wnętrza kuli. – Wypatrzyłem w tobie coś interesującego, ale widać pomyliłem się, no cóż, zdarza się. Przyjdzie ci pożałować tej decyzji, bądź pewnym.

Odwrócił się zamaszyście zarzucając włosami. Zerknął na Filiasza, który poczuł obcą aurę ingerującą z jego własną. Nim jednak zdążył cokolwiek zdziałać dziwne wrażenie ustało, nie wiedział do kogo ta moc należała, mógł wyłącznie zgadywać, iż był to jego pobratymiec. Anemetius westchnął ciężko, zgrzytnął zębami i opuścił pośpiesznie namiot, zawiewając długą szatą przy każdym kroku. W wejściu zatrzymał się zwracając ponownie do Łapy władczym głosem.

Mogłeś otrzymać więcej niż ci się marzy. Naprawdę cenisz życie członków tej drużyny? – Potrząsł głową z wyraźną dezaprobatą oraz rozbawieniem. – Nigdy nie pojmę waszej rasy, żegnaj.

I to powiedziawszy złotowłosy odszedł. Nawet jeżeli ktoś by za nim wybiegł z namiotu, zauważyłby wyłącznie zanikającą sylwetkę niczym złudną iluzję. Może i nią był? Wskazywałoby na to fakt, że nikt poza Łapą i Filiaszem w żaden sposób nie zareagował na obecność nieznajomego ani nawet go nie zauważył czy wyczuł. Kimkolwiek lub czymkolwiek był należało zdać sobie sprawę, że istnieli tacy, którzy próbowali zaszkodzić Kazgarowi. W ten czy inny sposób. Ale dlaczego? Czy historyk miał wrogów gotowych zaryzykować wszystko, by przeszkodzić w ekspedycji? Warto byłoby się o to zapytać.

*

Tymczasem Kalmaros przekreśliwszy swoje szanse postanowił ratować się ucieczką. Przerażony kryształowym humanoidem pierzchnął ogarnięty paniką, krzycząc ile sił w płucach o pomoc. Całe szczęście nie oddalił się znacznie od obozu. Najwidoczniej usłyszał go Guro’Tun, który wybiegł naprzeciw. Jednak elf jakby go nie zauważył i pobiegł dalej zdjęty strachem wpadając do obozu, w którym podniósł się szmer. Kilka osób wyjrzało z namiotów, niewielki tłumek zgromadził się przed wejściem, patrząc na dyszącego elfa chciwie walczącego o każdy dech. Wszyscy obserwowali. Za palisadą, jakieś sto metrów od obozu, pośrodku ścieżki, ork pozostał sam naprzeciw zbliżającej się istoty z kryształu. Ta widząc go zatrzymała się niepewnie, przekrzywiając pokraczną głowę.

Twoja jaźń jest nam obca – Myślowy przekaz wniknął do świadomości biegnącego orka, który uniósł tarczę chcąc nią powalić przeciwnika. – Dołączysz do nas. To tylko kwestia czasu. To co rozdzielone zostanie złączone. I…

W tym samym momencie ork uderzył tarczą z całym impetem. Humanoid zachwiał się niepewnie, lecz nie upadł, zamiast tego kontratakując szponiastą ręką. Pazury przejechały po naramienniku pozostawiając na nim głębokie, czerwone ślady. Jeszcze jeden taki cios i będzie po nich. Stwór cofnął się krążąc dookoła wojownika jak sęp nad padliną. Poruszał się zadziwiająco płynnie i pewnie, wykonując rękoma zaczepne gesty, a krwiste pazury jaśniały pełne energii.

Walka z nami nie ma sensu. Jesteśmy przeznaczeniem tego świata.

Jaki ruch wykona Guro’Tun?

*

Do namiotu Kazgara wpadł jeden ze strażników obozu, przerywając odbywającą się w nim rozmowę. Podobnie stało się z karczemnym namiotem, w którym przebywał Łapa oraz Filiasz. Mężczyźni poinformowali, że ork walczy z dziwną, kryształową istotą. Mroczka usłyszawszy krzyki i gwar rozchodzący się w obozie szybko wyłapała ich źródło oraz znaczenie. Tylko Doskonałość nie miała pojęcia o całym zdarzeniu zajęta rozmową z blondynem i swoimi eksperymentami.

<< Oto pierwszy przeciwnik w sesji. Od razu mówię, że Krasy samemu z nim nie da rady. Macie szansę pokazać jak działacie drużynowo.
Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

02 lut 2015, 14:37

Doskonałość wysłuchała słów młodzika z uwagą, z rozbawieniem patrząc w jego uciekające oczy. Nie chciał spojrzeć ani na nią, ani w jej jasnoniebieskie, idealne patrzałki. Komiczna sytuacja. Może nie obca, ale z pewnością interesująca. Młodzi ludzie byli tacy… podatni. Na wiele rzeczy, ale chyba najbardziej na manipulację, a szczególnie manipulację uczuciami. Tacy skłonni do wiary i zaufania, do myślenia o świecie jak o kałuży, która nie ma w sobie głębi.

Rozważyła propozycję, oddalając się na chwilę od płytkich myśli. Z eksperymentów nie wyniosła wiele, więc w tym zaproszeniu widziała swoją szansę, ale z drugiej strony wątpiła, że Imunoleocośtam przyjmie ją z chęcią i uśmiechem na ustach. W końcu to nie on przysłał tutaj swojego psiaka, ale tajemniczy Członek Jej Drużyny. Musiała przyznać mu pomysłowość.

Przygryzła dolną wargę i zmarszczyła czółko w wyrazie zamyślenia, w myślach głośno śmiejąc się z reakcji małego człowieka. Mimo wszystko, musiała pomyśleć. Nie miała już pomysłów na interakcję ze śpiewającymi skałami i uważała, że wyciągnęła z nich wszystko, co się dało. A przynajmniej wszystko, co mogła. Jedyne, co jej pozostało, to szukanie wiedzy u innych zamiast prób wyciągnięcia jej z ziemi na własną rękę. Nie wątpiła, że to, co odkryła, jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Niestety, póki co nie mogła zanurkować w głębiny i zbadać wszystkiego.

Podjęła decyzję i odpowiedziała chłopakowi.

Nie dziwota. Zapewne pochowali się w swoich dziurach i czekają do jutra — westchnęła i przetarła twarz wolną dłonią — No nic. Odpowiadając na twoje pytanie — owszem, jestem zainteresowana spotkaniem z twoim mistrzem, o ile byłbyś tak miły i zaprowadził mnie do niego.

Mówiąc, wkładała w swoje słowa odrobinę mocy. Jednocześnie pozwoliła odrobiny magii uciec, co na chwilę spotęgowało wpływ jej aury. Momentalnie wokół nich zrobiło się trochę goręcej.
Dla niej, oczywiście, nie stanowiło to żadnego problemu.
Ale dobrze było być branym na poważnie.
Awatar użytkownika
Krasy
Posty: 46
Rejestracja: 08 lis 2014, 16:22
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50844

02 lut 2015, 14:57

Bladooki patrzył z niedowierzaniem na humanoidalną postać od której po prostu się odbił. Jego jedyny naramiennik trzymał się jakby na pokaz, lecz to było o wiele za mało by złamać Srebrny Blask. Guro'Tun uśmiechnął się, wytrzeszczając swoje orkowe kły. Taki przebieg wydarzeń oznaczał nic innego jak wyzwanie, czyli coś co każdy zielonoskóry uwielbiał.

Wojownik wciągnął łapczywie powietrze, po czym wydał z siebie bojowy ryk, który z pewnością usłyszał każdy obecny w obozie. Miało to służyć zwiększeniu własnego morale oraz wezwanie drużyny do walki. Orkowi do najgłupszych z ludzi było daleko wiedział jednak, że mierzenie się sam na sam z nieznanym przeciwnikiem jest niezbyt dobrym pomysłem.

Kryształowy twór krążył wokół niego zachowując się jakby zaczepnie. Guro'Tun stał w miejscu, obracając się razem z agresorem. Stał na lekko ugiętych nogach. Ciężar orkowego cielska niemal w całości spoczywał na tylnej nodze. W ten sposób Srebrny Blask miałby większe szanse na uniknięcie ewentualnego obalenia.

Chwycił tarczę nieco pewniej, jednocześnie łapiąc topór nieco wyżej, w celu uniknięcia ewentualnego złamania drzewca. Bladooki doskonale wiedział, że przeciwnik jest "twardy". Pokładał jednak duże nadzieje w ostrzu, które jeszcze nie zdążyło go zawieść.

Stał jeszcze przez chwilę, obserwując ruchy nieprzyjaciela, po czym raz jeszcze wydał z siebie morderczy ryk. Nie czekając na wsparcie rzucił się z całym impetem na nieprzyjaciela. Tym razem jednak większą uwagę skupił na obronie, niżli ataku. Tarczą zakrył możliwie największą powierzchnię swojego ciała. Miał nadzieję, że kryształowy pozwoli mu zbliżyć się jeszcze bardziej – na odległość skutecznego uderzenia ostrzem topora.

Awatar użytkownika
Lakras
Posty: 38
Rejestracja: 16 lis 2014, 01:06
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51226&sid=346c605f8e6922b3cefce5a53452c75c#51226

02 lut 2015, 18:45

Znasz tą starą piosnkę Czaszko? Tę, o chłopcu i jego owcach. Och, czekaj. Zanucę ci ją, chociaż to było tak dawno temu. W sumie, pamiętam tylko jej koniec. To szło jakoś tak. Owce mu zabili, rodzinę przepędzili, jego powiesili i już nigdy o tym nie mówili. Ha! Cóż za piękna pieśń! Ile w niej rozkosznej przyjaźni i słodkiej miłości…..Czaszko? Cóż to za pokrzykiwania? Czyżby coś się tam działo?

Mroczka przyspieszyła kroku kierując się w stronę obozowiska swojej drużyny. Jakże wielkie zdziwienie wymalowało się na jej twarzy, kiedy zauważyła grupkę ludzi szemrzących między sobą niedaleko namiotu jej obecnego pracodawcy.
To przeraźliwe uczucie pogłębiło się jeszcze bardziej, kiedy jej oczom ukazał się wrzeszczący coś o pomocy elf czarodziej, którego wcześniej widziała na wzgórzu, jak rozmawiał sobie w najlepsze z kryształem.

Wtedy nie chciałam mu przeszkadzać, jednak teraz nie mam wyboru. Bogowie zgnilizny! Ukażcie tych, którzy zmuszają mnie do poświęcenia reszty mojego wolnego dnia na wysłuchanie płaczu tego trzęsącego się z przerażenia długouchego, którego umysł jest jeszcze bardziej krzywy niż mój własny. Ha! Czaszko, czyż to nie zabawne?

Ruszyła przed siebie szturchając pierwszą napotkaną osobę ręką, a gdy to nie pomogło przystawiła jej do twarzy czubek swojego kosturu i poruszyła nim lekko zaglądając pustymi oczodołami w błyszczące przerażeniem oczy młodego kupca.

– Nie rozumiem waszego podniecenia tymi głośnymi krzykami.

Rzekła cicho zza czaszki, po czym dotykając kosturem chłopaka odsunęła go na bok i przebrnęła szybko przez tłum wychodząc na środek, tuż obok dyszącego głośno czarodzieja.
Rzuciła mu spojrzenie na wpół przymkniętych, śniących oczu, po czym wzdrygnęła się reagując na zwierzęcy wrzask, który wydały z siebie płuca olbrzymiego orka.
Mroczka ściskając kostur spojrzała się w oddalone o parę metrów, samotne postacie. Jedną mięsistą i obrzydliwą, drugą kryształową i na swój sposób piękną. Owe postacie toczyły właśnie bój, a głupiec, który go wywołał stał sobie tutaj dysząc jej w twarz plugawym oddechem tchórza.
Uśmiechnęła się leciutko zerkając na czarodzieja.

- Mój drogi, rozumiem, że to dopiero początek twojej drogi tą ścieżką. Nie jest ona łatwa. Rozmawianie z martwymi rzeczami może być kłopotliwe i wymagające cierpliwości, aby nie rozbudzić w tych rzeczach czegoś… – Przy tych słowach machnęła niedbale ręką w stronę humanoidalnej postaci rzucającej się właśnie na orka - …czegoś właśnie takiego. Później dam ci lekcję z kulturalnej rozmowy! Jestem w niej mistrzynią, moja rozmówczyni nigdy jeszcze nie chciała mnie zabić! Nigdy.

Zaśmiała się rozweselona swoimi słowami, po czym wyciągnęła rękę w stronę czarodzieja łapiąc go pod ramię i ruszając w stronę orka.

– Chodźmy, mój najmilszy towarzyszu! Nie chcemy przecież zostawić Srebrnego Blasku samego! Och nie! To by było straszne posunięcie z naszej strony! Nic się nie bój i nie wyrywaj mi się! Sprawdźmy, ile jesteśmy warci! W końcu wołałeś o pomoc, oto przybyła i jest w pełni sił!

Mroczka ciągnęła elfa w stronę kryształu nie zważając na jego protesty.

Cóż to za istota? Jakaż piękna! Chcę się jej przyjrzeć z bliska. I ty, czarodzieju mi w tym pomożesz. Nie można tak przecież niegrzecznie przerywać rozmów, jestem pewna, że to właśnie dlatego ta istota jest taka wściekła! Też bym była. A ty, moja droga? Nie gniewasz się na mnie, prawda? Ależ! Ja jestem dla ciebie dobra, prawda? Czaszeczko?

Kobieta brnęła przed siebie dalej, a na jej twarzy błyszczał szeroki, lekko szalony uśmiech.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

02 lut 2015, 18:49

Łapa uciekał wzrokiem od zdenerwowanego elfa. Człowiek zdziwił się brakiem chęci współrozmówcy na jakiekolwiek negocjacje, jakby propozycja Anemetiusa nie podlegała żadnym zmianom. Łotr wyczuwał próby zmanipulowania swej osoby, albowiem sposób wymowy bogato ubranego długowłosego na to wskazywał. Właściwie, człek nawet pragnął przystać na jego zadanie, ale najwidoczniej uodparnianie całej drużyny kolidowało z planami tajemniczego długowiecznego. Wydawał się on poważnym graczem, grubą rybą.

Łapa zerknął na wychodzącego z namiotu Anemetiusa. Nie pobiegł za nim. Westchnął. Pewne siły zainteresowały się kataklizmem i skrywającą się za nim tajemnicą. Manipulacje, wywieranie wpływów, strategiczne rozmieszczenie pionów na planszy – Łapa wiedział o tym. Był świadomy tego, że i jego pracodawca również był gotowy wykorzystać swych najemników jak najzwyklejsze narzędzia. Banita przystał na to – niechaj go wykorzystują. Jeśli to się opłaca, to niech się dzieje.

Kazgar musiał się dowiedzieć o tym tajemniczym, złotowłosym osobniku.

Łapa ponownie westchnął. Ork walczył z jakimś cholerstwem. Najemnik ukrył twarz za maską. Czmychnął z namiotu, pobiegł do swojego drużynnika w potrzebie.

Łapa biegł, zupełnie ignorując poruszenie wywołane pojawieniem się dziwnej, kryształowej istoty. Zamaskowanym nie kierował altruizm, a czysta potrzeba zysku. Zielonoskóry bydlak, to cholerne monstrum mogło być przydatne w drużynie. Jakość organizacji grupy zwiększała szanse na przeżycie Łapy.

Najemnik wybiegł poza obszar obozu. Kierował się do miejsca potyczki dwóch istot. Dobiegłszy i zobaczywszy zmagania orka, Łapa natychmiast wyciągnął swoją procę balistyczną. Nim wystrzelił pocisk, poświęcił krótką chwilę na zbadanie wzrokiem zachowania ożywionego kryształu. Jasnym stało się, że trza było to rozwalić bronią obuchową. Łapa ustawiłby się w dobrej pozycji – w takiej, która obniżała szansę na postrzelenie sojusznika – i wystrzeliłby w bok krystalicznego elfa.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

02 lut 2015, 21:10

Usłyszawszy wieść o pierwszym wrogu, który pojawił się jeszcze przed wyruszeniem wyprawy, Hlóin nie mógł pozostać obojętny. Był jednak świadom, że w sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie, niewiele mógł zrobić. Nie mógł wytworzyć sobie broni, nie mógł manipulować ziemią w odpowiednim stopniu. Jedynym, co mógł zrobić, było znaleźć sobie broń niemagiczną i spróbować dołączyć do walki. Albo spróbować wykorzystać swoją siłę i rzucić w kryształową istotę dużym kamieniem – powinna być dość krucha, podatna na obrażenia obuchowe.

Jeżeli uda mu się odszukać broń obuchową, nieużywaną przez nikogo, w pobliżu, weźmie ją i spróbuje wesprzeć towarzyszy w walce, czekając na odpowiedni moment do zadania dewastującego ciosu. Jeśli nie – rozejrzy się za kamieniem, najlepiej wielkości pięści lub nieco większym, w okolicy i miotnie nim w istotę z całą siłą, jaką posiada.
Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

02 lut 2015, 22:35

Gdy do namiotu wpadł jakiś żołnież i wręcz wykrzyczał że ork walczy z nieznaną, krystaliczną formą życia Kuniat wiedział że kryształ nie zaatakował bez powodu i ktoś musiał po prostu w jakiś sposób go rozsierdzić. Podobnie jak jego pobratymiec i współtowarzysz podróży który jako pierwszy odkrył iż kryształy są inteligentnymi formami życia, Kuniat wybiegł z namiotu i udał się na miejsce walki.

Tam ujrzał iż na miejscu zebrała się całkiem niezła grupa i widząc iż wielu z nich wyprowadza atak przeciwko kryształowi jednocześnie wolał nie ryzykować zranienia któregoś z towarzyszy. Ustał na bezpiecznym dystansie, dosyć blisko atakującego z dystansu Łapy i trzymając w dłoniach swój młot czekał cierpliwie na dalszy przebieg zdarzeń gotów do interwencji w każdej chwili.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

03 lut 2015, 13:26

Kryształowy humanoid kroczył w tę i z powrotem, wykonując mylne ruchy i badając reakcje przeciwnika. Szukał słabości w jego obronie. Pierwszy zaatakował ork wydając donośny okrzyk. Istota stanęła w miejscu czekając. Kiedy Guro'Tun znalazł się wystarczająco blisko wyprowadził potężny zamach toporem, jednak humanoid kontratakował od dołu łapą. Broń zaklinowała się w przerwach pomiędzy szponami, które poruszyły się i zmniejszywszy między sobą odległość uchwyciły topór w nierozerwalne kleszcze. Potwór szarpnął wyrywając broń orka z ręki i odrzucając ją gdzieś do tyłu. Szpony drugiej łapy zaświeciły orkowi przed oczami, lecz wówczas coś rzuciło istotą na bok. Był to Łapa, który wystrzeliwszy pocisk z procy prawdopodobnie ocalił życie orka. Zaklęty pocisk osiągnął taką siłę rażenia, że wykonał w cielsku kryształu dziurę wielkości zaciśniętej pięści.

Byt wydał ogłuszający, żałosny pisk niczym skamlące zwierzę. Dźwięk ten wytworzył coś na wzór fali uderzeniowej, która zepchnęła orka o jakieś dziesięć metrów do tyłu nie wyrządzając mu większej krzywdy. Była to próba zmniejszenia odległości między nimi. Istota korzystając z tego wstała na równe nogi. Dziura po pocisku zasklepiła się wypluwając kamyk.

Hlóin nie musiał długo szukać. Tuż przy wejściu do obozu stał namiot strażniczy, przed którym znajdowały się stojaki z bronią. Nie myśląc wiele chwycił jedyną obuchową broń – buzdygan i nikt ani myślał mu w tym przeszkodzić. Dołączył do swoich towarzyszy, podobnie jak i Kuniat stojący w pobliżu Łapy. Także Mroczka, która na swój sposób postanowiła wesprzeć drużynę poprzez ściągnięcie siłą winowajcy na pole walki.

Wówczas każdy usłyszał w myślach cichy szept mówiący z taką pasją, że oparcie mu się wymagało niezachwianego postanowienia i żelaznej woli.

Jesteśmy początkiem, jesteśmy końcem, jesteśmy nieśmiertelni. Dołączcie do nas. Wszystko to zostanie wam dane. Wierzycie bogom, ale to oni skazali was na śmierć. My odrzucamy bogów. Odrzucamy śmierć, odrzucamy ten świat.

Humanoid wystawił przed siebie lewą dłoń. Kryształowe szpony skurczyły się wnikając w kończynę, z której wyrosła sporych rozmiarów okrągła tarcza chroniąca cały tors. Fakt ten jednoznacznie świadczył o tym, że wróg analizował i przystosowywał się do sytuacji. Pochyliwszy się i zasłoniwszy tarczą wystrzelił jak strzała, wzbudzając kłęby kurzu. Pędził prosto na Łapę z lekko ugiętą prawą ręką, co chwila uskakując to w lewo, to w prawo, nie dając się w żaden sposób namierzyć. Dystans między nimi drastycznie się zmniejszał.

*

Blondyn posłusznie skinął głową pokazując swoją uległość.

Proszę za mną – rzekł chłopak z uśmiechem i poprowadził kobietę, jednak ku jej zdziewaniu nie w stronę obozu. – Mój mistrz nie przebywa w obozie – wyjaśnił jakby przeczuwając niepewność czarodziejki. – Woli pracować w terenie. Z dala od wścibskich oczu i innych magów. Nie ma się czego obawiać.

Oddalając się na zachód schodzili kierując się ku masywnym szczelinom na dnie doliny. Im niżej byli, tym gorętsze stawało się powietrze i ziemia. Podobnie nasilała się intensywność występowania kryształów. W pewnym momencie Doskonałość mogła odnieść wrażenie, że przemierzała las złożony z krwistych kamieni, które przybierały pokraczne kształty.

Nie wolno się z nimi komunikować bez przygotowania – ostrzegł młodociany przewodnik ostrożnie stąpając po ziemi. – Tylko na to czekają. Są jak pułapki. Wabią zbyt wścibskich. Kiedy kogoś upatrzą będą na niego polować aż do skutku. Tak przynajmniej mówi mój mistrz.

Droga była wyczerpująca i nużąca. Czarodziejka spływała potem, nogi zaś ją bolały od łażenia po nierównym terenie to pod górkę, to znowu z niej schodząc. Dotarli do jaskini, przed którą ktoś rozłożył niewielkich rozmiarów namiot bez żadnych oznaczeń i rozbił obóz, o czym świadczyło chociażby palące się ognisko. W jego pobliżu – niby w jakimś ogrodzie – stały kryształowe humanoidy. Było ich pięciu. Każdy podobny, lecz różniący się szczegółami. Jeden miał długie szpony, drugi coś na wzór kryształowego bicza, jeszcze inny skrzydła, a piąty, ostatni, był wierną repliką blondyna, poza faktem iż kryształową.

Kogo tam niesie! – Męski, zrzędliwy głos przerwał panującą ciszę i z namiotu wyłonił się mężczyzna w średnim wieku o czarnych włosach. W oczach czarodziejski wyglądał zupełnie normalnie. Ani piękny, ani brzydki, średniego wzrostu, o twarzy pokrytej szczeciną. Łatwo jednak wyczuć było bijącą od niego silną aurę magiczną, mimo iż nosiła na sobie ślady jej maskowania.

Ach, to ty. – mruknął człowiek wiedząc chłopaka. Przeniósł wzrok z niego na Doskonałość unosząc prawą brew. – Ale kim jest ta paniusia?

Zmrużył oczy wycierając brudne ręce o białą szmatkę z miną mówiącą coś w stylu "kolejna przybłęda".

No proszę, magiczka, co? Czego tu szukasz? Mam już ucznia, drugiego nie szukam. Tym bardziej baby, w ogóle się nie znają na magii.

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

03 lut 2015, 17:04

Doskonałość była zmęczona, ale nie było tego po niej widać. Stała prosto i dumnie, trzymając swój kostur pewnie zamiast opierania się na nim. Oddychała płytko, bowiem powietrze było tutaj gorące. Nie mogła też sobie pozwolić na zasłonięcie nosa dłonią. To byłoby… niegrzeczne. Szczególnie, że sympatię tego osobnika bardzo chciała zdobyć. Starała się wyglądać na pewną siebie, z czym nigdy nie miała większych problemów. Na jej ustach gościła najsubtelniejsza sugestia uśmiechu.

Nie zignorowała uwagi czarodzieja i nie puściła jej w niepamięć. Mimo to, nie zrobiła niczego. Z pewnością, gdyby spróbowała tutaj zademonstrować swoją moc, szybko zostałaby niej pozbawiona przez kryształy. Mag wybrał sobie miejsce, w którym żaden inny czarownik mu nie przeszkodzi w badaniach. Sprytnie.

Rozluźniła się lekko. Była zadowolona, że Imonuoel wyglądał na towarzyskiego człowieka. Kogoś, z kim mogła się dogadać; mężczyznę, czyją przychylność mogła sobie zaskarbić.

Uśmiechnęła się. Powietrze zrobiło się odrobinę cieplejsze, a w jej oczach zatańczył odległy blask.

Dlaczego uważasz, że kobiety nie znają się na magii? To przecież taka delikatna i pełna niuansów sztuka. Z pewnością tylko człowiek o prawdziwie kobiecej naturze mógłby w pełni zgłębić jej tajemnice.

Nikt nie mógł zabronić jej chwili sielankowej konwersacji.

Choć przybywam głodna wiedzy, nie przychodzę tu z prośbą o zostanie uczniem, Imonuoelu. Nazywam się Doskonałość Vatrovadia — skinęła mu głową — i chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o panującej tu sytuacji, oraz… — spojrzała na na kryształowe konstrukty — …tutejszych minerałach, które bardzo mnie interesują.
Dlatego właśnie postanowiłam udać się do kogoś, kto faktycznie zna się na rzeczy i prawdziwie wygląda na człowieka, od którego można spodziewać się rzetelnych odpowiedzi. Oczywiście, rozumiem, że wszystko ma swoją cenę, a wyniki swoich badań na pewno cenisz wysoko. Niestety, nie przynoszę ze sobą nic wartościowego, co mogłabym wymienić za wiedzę, której pragnę. Przybywam z propozycją.

Myślała szybko, układając słowa w odpowiedniej kolejności i stosownie intonując każde z nich, nadając całym zdaniom idealne i dopasowane do sytuacji brzmienie.

Brzmi ona tak: jutrzejszego dnia wyruszam, wraz ze swoją drużyną, w głąb tej przeklętej ziemi. Choć być może brzmi to absurdalnie — owszem, zamierzam wrócić w jednym kawałku. Jeśli jest więc coś, co chciałbyś stamtąd wynieść lub wnieść do środka, powiedz. Z chęcią wykonam tę małą przysługę.
W zamian chciałabym zadać kilka pytań, na które będę mogła spodziewać się szczerych odpowiedzi.

Co ty na to?


Wyraz jej twarzy był zachęcający.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52218
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.