Cykl

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

Cykl

06 lut 2015, 16:21

Obrazek

Nikt już nie pamięta, czym była klątwa i czemu służyła, powstała ona bowiem tak dawno temu, że nawet bogowie stracili wiedzę na ten temat. Faktem jest, że powróciła, a może nigdy nie odeszła, może została tylko uśpiona. Ale nie tak jak świat, który to odradzał się ze swoich nędznych resztek raz za razem, ona cały czas pozostawała taka sama, zdaje się występować poza czasem, poza rzeczywistością, jest czymś tak odległym i niezrozumiałym, że wykracza poza ludzkie pojmowanie, a jednak wciąż sprowadza na to królestwo ogromy bólu, nieważne jak próbowali walczyć z nią ludzie. Choć nadzieja zawsze istniała – jeszcze nie tak dawno temu przekleństwo zostało wypędzone. Nikt nie wie, który cykl się wtedy zaczął, a który skończył. Teraz nie miało to absolutnie żadnego znaczenia. Wielkie czyny równie wspaniałych bohaterów z przeszłości odeszły w zapomnienie. Wszystko zaczynało się od początku, ich starania poszły, można by rzec, na marne. Rzeczywiście, ich poświęcenie wydaje się teraz pozbawione znaczenia. Wszystko to jest częścią wiecznie trwającej walki, bohaterowie oddawali życia za bohaterów, robili to ze świadomością, że jedynie odwlekają to, co nieuniknione, a jednak walczyli. Czy w sercach dzisiejszych ludzi wciąż tli się odwaga i wiara? Podobno ich niezłomność jest legendarna nawet wśród istot wyższych, które to już przed wiekami zeszły ze sceny i zajęły miejsca na widowni, uciekając przed ludzką furią. Furię tę, gdy zabrakło im celu, skierowali przeciw samym sobie, taka już była ich natura. Brat stanął przeciwko bratu, ongiś wspaniałe królestwo, zjednoczone przez naiwnego króla, ponownie zostało podzielone. Zawsze kończyło się tak samo, a może zaczynało, nikt nie potrafił odnaleźć sensu w tym, co kierowało światem. Tam, gdzie wszystko miało początek i koniec nieskończenie wiele razy, tam, gdzie królestwa rodziły się i upadały, tam, gdzie ludzie od początku swego istnienia błądzą po omacku, tam znajduje się rozwiązanie. Wielu wyruszyło w jego poszukiwaniu, wielu nie wróci, ale nie była to uczciwa cena, rozwiązanie mogło być jedynie iluzją, tak jak i wszystko w tej przeklętej krainie. Wam odmówiono śmierci, wy, nieumarli, nie macie nic do stracenia, możecie jedynie iść naprzód, ruszyć w pogoń za tym, co utraciliście, co utracili wszyscy – historią, wspomnieniami. Ale czy istoty tak ulotne mogą dokonać podobnych czynów? Powiadają, że z desperacji rodzi się siła.

W sercu królestwa znajdował się wspaniały ogród. Miał on być symbolem odrodzonej ludzkości, ery panowania człowieka, czymś, co przypominałoby o pokonaniu klątwy. Pokolenia ludzi miały przychodzić tu w poszukiwaniu spokoju i odpoczynku, mieli przysiąść na dawniej miękkiej trawie i wpatrywać się w gwiazdy, rozmyślać nad życiem i nad sobą. Bawić się tu z dziećmi, uczyć je szacunku do tego, co żywe. Zabierać miłości swego życia na romantyczne przechadzki i pielęgnować ich związki. Król kazał posadzić tu rozmaite gatunki roślin, brukowane ścieżki były po obu stronach otoczone kwiatami, gdzieś dalej majaczyły zadbane żywopłoty, a za nimi rosły wspaniałe drzewa. Gdzieniegdzie postawiono również pomniki, miały one upamiętniać czyny wielkich ludzi, chronić je przed wiecznym zapomnieniem. W samym centrum parku wybudowano także swego rodzaju, wykonaną w całości z kamienia, sporą altanę, która była niejako przedsionkiem pewnej tajemniczej konstrukcji, którą podobno król wzniósł w chwilowym przebłysku dalekowzroczności. Wydawało się, że nic już nie odbierze im tego spokoju.

Ocknęliście się. Pierwsze wróciło czucie, uderzyła was paraliżująca fala chłodu, trwała ona jednakże tylko krótką chwilę, choć wciąż nie było wam ciepło, leżeliście na czymś twardym i zimnym, nie czuliście się komfortowo. Wasze umysły wciąż starały się odnaleźć w sytuacji, jakby uczyły się wszystkiego od nowa, stopniowo przypominając sobie sposób swojego funkcjonowania. W uszach zaczęliście słyszeć skwierczenie ognia i przyjemny szum drzew, uspokoiły one nieco wasze skołatane nerwy, nadały też waszym myślom swoisty rytm, dźwięki porywały wszystkich do tańca. Gdy zaciągnęliście się nosem odrzuciła was odrażająca kaskada gnilnych aromatów. Powietrze było bardzo wilgotne. Popchnięci zapachem otworzyliście oczy, zostaliście natychmiastowo oślepieni przez tańczący pięć metrów od waszych twarzy ogień. Gdzieś po drugiej stronie paleniska – na skraju pomieszczenia – stała spowita płaszczem, kobieca postać. Unoszące się znad ogniska rozgrzane powietrze nieustanie falowało, tym samym uniemożliwiając rozszyfrowanie rysów twarzy nieznajomej. Warto też dodać, że jej sylwetka wydawała się jakby zamglona, nierealna. Kobieta najpewniej zdawała sobie sprawę z waszej obecności, ale nie interesowała jej ona zbytnio. Każdy z was – nie licząc widma tajemniczej postaci – był tu całkiem sam. Wprawdzie czuliście otaczającą was obecność, ale nie mogliście nic z tym faktem zrobić, byliście zdani wyłącznie na siebie, póki co.

Wykonana z kremowej cegły, niewielka konstrukcja, w której się znajdowaliście, została zbudowana na podstawie sześciokąta. Wszystkie ściany oraz sufit zostały w mniejszym lub większym stopniu zburzone, zostały jedynie kolumny, które owe ściany dawniej łączyły, większość gruzów została niedbale wyniesiona przed budynek i walała się gdzieś po okolicy, składające się na podłogę, wykonane z tego samego materiału kafle były strasznie popękane, a w większości szczelin – szczególnie tych na zewnętrznych kaflach – wyrastał mech. W samym centrum zrujnowanej altany, w odległości nieco ponad pięciu metrów od każdej ze ścian, paliło się ognisko, jednakże nie unosił się znad niego dym, wydawało się w jakiś sposób specjalne. Wrażenie to pogłębiał fakt, że paliwem nie było drewno, a długi miecz wetknięty w stertę kości, których większość już dawno zamieniła się w pył. Nie spalały się one jednak, płomienie nie wyrządzały tym przedmiotom żadnych szkód. Bijące od niego ciepło było czymś niesamowicie kojącym, rozumieliście już, co ćmy dostrzegały w ogniu, któremu tak bardzo chciały oddać swoje życie. W jego pobliżu czuliście się równie bezpiecznie, co w objęciach matki. Wypełniał on trawiącą wasze serca pustkę i przynosił ulgę, sprawiał, że czuliście się lepiej. Ten moment mógłby trwać wiecznie.

Mieliście na sobie jakieś strzępki ubrań, obok leżała podobnej jakości broń. Za waszymi plecami wschodziło słońce. Za widmową postacią najwyraźniej była inna budowla, większa od tej, w której się znajdowaliście. Wszędzie indziej był las, a raczej gęsta puszcza. Przyroda postanowiła odzyskać to, co kiedyś jej odebrano, park był niesamowicie wręcz zaniedbany, a miejscami wyglądał jak istne pobojowisko. Z altany rozchodziło się osiem różnych dróg, każda z nich prowadziła w innym kierunku, nie były one zbyt dobrze widoczne, ale możliwe było bezproblemowe poruszanie się nimi. Wokół nie brakowało pozostałości po różnych machinach, połamanych drzew i wyschniętych ciał, w które stopniowo wrastały korzenie. Od nieumarłych zależało, czy będą tu samotnie wyczekiwać końca, czy może ruszą w wybranym przez siebie kierunku.

*Sesja jest lekko sandboxowa i stawia przed wami wiele ścieżek oraz zakończeń. Cel możecie wybrać sobie sami, a jeśli nie jesteście tego pewni, to możecie zwyczajnie odgrywać swoją postać, a przeznaczenie samo was znajdzie. Możecie iść wszędzie, możecie robić i zbierać wszystko. Z umiarem, oczywiście. Powodzenia, nieumarli!
Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

06 lut 2015, 20:59

Zbudził się, z czegoż jednak? Nie wiedział, w jednej chwili naraz poczęły dochodzić do niego wszelkie bodźce. Poczuł chłód, jak wiatr zgrabnie przemyka mu po twarzy, jak plecy drżą z niewygody i mrozu, jak dłonie mimowolnie zaciskają się nie wiadomo po co. Zdawał się coś słyszeć, tak, iskierki ognia wesoło skwierczały, drzewa żałobnie lecz w zgodzie szumiały, a powietrze tak wilgotne roznosiło zapach śmierci, tak bliski i tak daleki jednocześnie. Otworzył oczy, natychmiastowo jednak został oślepiony blaskiem pobliskiego paleniska, ponownie otworzył ślepia, oczy powoli dostosowywały się do tego jasnego płomienia.

Ujrzał ją, kobietę, tuż za ogniskiem, zamgloną i ledwie widoczną niczym widmową zmorę. Nie był sam, a może jednak był? Możliwym było iż tajemnicza postać mogła być tylko jego wymysłem? Próbą umysłu który starał się znieść wszechobecną pustkę i samotność? Powoli, podpierając się wstał, zauważył iż był odziany w jakieś łachmany a i dzierżył pas z sztyletem w nim schowanym. Rozejrzał się, był w jakimś wydawałoby się pomieszczeniu, a raczej w tym co po nim zostało. Obok niego leżał łuk, niby myśliwski i strzały w ilości sztuk dziewiętnastu, podniósł łuk po czym utwierdzając się iż jest sprawny zawiesił go na plecy. Kłopotliwe okazały się jedak strzały, on nie miał kolczanu toteż nie miał gdzie ich skryć, uznał jednak że musi je wziąść i powciskał je, jak najwięcej się da pomiędzy pas a biodra, stwierdził że jeśli nie będzie wykonywał gwałtownych ruchów to strzały nie powinny wypaść. Na ziemi pozostało około pięć sztuk strzał które podniósł i trzymał w dłoni, miał zamiar je nieść póki nie znajdzie czegoś lepszego, nie chciał by się zmarnowały.
Nagle zaczął się zastanawiać kim jest i co tu robi, po co mu ten łuk? po co podniósł strzały? Dręczyło go te pytanie ale nie mógł sobie na nie odpowiedzieć, zrobił to instynktownie. Spróbował przypomnieć sobie swoje imię, cokolwiek, w jego umyśle była biała plama, wysilał się ale na nic się to zdawało, w pewnym momencie niespodziewanie jego usta mimo oporu wymówiły jedno słowo– Airand. Nie wiedział czy to jego prawdziwe imię, czy naprawdę jest Airandem, ale stwierdził że od tej pory będzie się tak zwał. W oddalonej o parę metrów altanie ujrzał ogień, palenisko w które wbity był miecz, rozpałką nie było jednak drewno– lecz szczątki. Nie miał czasu zastanawiać się dlaczego ten ogień jest inny, wiedział jednak iż przyciąga on, że jego widok przynosi ukojenie, błogi spokój.

Nie mógł jednak z nim pozostać, coś w jego głowie sugerowało mu iść, gdziekolwiek, po prostu nie mógł tu pozostać. Postanowił podejść jak najbliżej widmowej postaci, równocześnie wymówił również zlepek słów który wydawał mu się najodpowiedniejszy– Kim jesteś? I co ja tu robię?- rzekł nerwowo. Im bliżej był widmowej kobiety tym więcej widział, nie jej jednak lecz to co za nią. Za kobietą była inna, niewyraźna budowla, naokoło znajdowała się puszcza, a tuż za nim wstawało słońce. Uznał iż podejmie próbę dotknięcia kobiety, by przekonać się czy to iluzja czy prawda.
Awatar użytkownika
Lakras
Posty: 38
Rejestracja: 16 lis 2014, 01:06
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51226&sid=346c605f8e6922b3cefce5a53452c75c#51226

08 lut 2015, 00:11

Cichy zbudził się nagle. Otworzył oczy i rozejrzał dookoła. Pomieszczenie, w którym się znalazł wyglądało bardzo realistycznie, jednak szybko zdał sobie sprawę, że otaczająca go ciemność, to tylko złudzenie, szyderstwo jego umysłu. Na jego usta wdarł się drapieżny uśmiech poszerzający zmarszczki i bruzdy, które już od dawna zdobiły jego twarz.
Uśmiech ten momentalnie zbladł, kiedy do jego uszu dotarł przeszywający gwizd. Potężnie zbudowany mężczyzna poderwał się nagle na równe nogi i rzucił się w szaleńczą ucieczkę.

Czuł na swoich plecach macki straszliwego zimna, które goniły go zawzięcie odbierając mu iskierki życia pozostawione przez złudny los w jego piersi, za każdym razem, kiedy zwolnił, bądź potknął się o nierówny grunt.

Lodowate łapska pochwyciły go w końcu, ściskając go niczym szmacianą laleczkę i zagłębiając się swoimi odnóżami w jego wnętrzu, momentalnie sięgając do jego umysłu i serca, brutalnie wyrwały ciepło, które pozostało w jego ciele i wypluły go, przeklinając i ciskając jego truchłem w nieskończoną przepaść, z której nigdy już nie miał się wydostać.



Palce Cichego uniosły się lekko, wyrwały się siłą z oblekającego jego ciało zimnego odrętwienia. Mężczyzna poruszył się rzężąc cicho nawet nie w pełni świadomy, lub jak kto woli, nie w pełni rozbudzony.
Jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa rzucając sporadycznymi, spazmatycznymi ruchami kończynami,to w lewo, to w prawo, unosząc pył w górę i tworząc nad wojownikiem swoistą parodię baldachimu wziętego wprost ze szlacheckiego łoża.

Tak zimno.

Wycharczał w końcu rozbudzając swój umysł mocnym kopnięciem i zwijając się w drżący kłębek. Jego jasne, załzawione oczy uchyliły się lekko, tylko po to , aby zaraz zacisnąć się mocno z powodu oślepiającego dla nich blasku, panującego w miejscu, w którym Cichy się znalazł. Gdzie ja jestem? Kim jestem? Ach…. Pamiętam….Coś, pamiętam przepaść i ból.. I czerń, o tak, ją pamiętam najbardziej.

Szczęka Cichego zacisnęła się nagle, kiedy wojownik z wielkim trudem podźwignął się do pozycji siedzącej, jego druga próba obejrzenia świata przebiegła nieco spokojniej, bardziej metodycznie, co prawda zajęła mu więcej czasu, ale było to konieczne aby przyzwyczaić pogrążone w ciemności oczy do odrobiny światła.

Wolnym ruchem podniósł głowę. Brudną od piachu ręką przetarł oczy i, w końcu, zauważył stojącą przed nim postać. Kobieca sylwetka była zamazana, a rysy jej twarzy zasłaniało kuszące swoim ciepłem ognisko. Mężczyzna stęknął cicho przysuwając się do niego, dopiero w tedy zauważył leżący przy jego boku stary miecz i puklerz. Zatrzymał na nich wzrok zastanawiając się długo.

Miałem kiedyś miecz. Pamiętam jak się błyszczał, jak moi wrogowie uciekali na jego widok…. Chyba miał jakieś imię, ale nie wiem jakie. Kiedyś, ktoś go pobłogosławił swoim pocałunkiem i och…Później nastała ciemność.- Wskazał martwym palcem na marnie wyglądające żelastwo i zwrócił się do oddalonej od niego postaci – To nie jest mój miecz, kobieto. Gdzie jest mój miecz?


Jego głos był zachrypiały, słaby, jednak spojrzenie miał twarde. To wystarczyło.

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

08 lut 2015, 14:10

Llewyna otworzyła jedno oko. Leżała tak już przez długi czas, wsłuchując się w ciche potrzaskiwanie ogniska i miły dla ucha szum drzew. Przyzwyczajając się do zimna i niewygody. Zobaczyła płomienie jak przez mgłę, z początku całkowicie nie zauważając migotliwej postaci za nimi. Od tak długiego czasu nie otwierała oczu, że teraz, kiedy już to zrobiła, po jej policzkach spłynęły łzy. Mimo to, nie odwracała spojrzenia od ognia. Był ciepły. Blask, który dawał, koił jej duszę i nerwy.

Wytarła twarz grzbietem dłoni i usiadła, ciesząc się ciepłem i światłem. Była spokojna. Dużo czasu spędziła na rozmyślaniach, leżąc na chłodnej posadzce, i poukładała sobie ten niewielki skrawek wiedzy o… czymkolwiek, który posiadała. Znała swoje imię. To wystarczyło.

Odgarnęła splątane włosy z twarzy i podniosła wzrok, który padł na ledwo widoczną kobietę za ogniskiem. Llewyna zamrugała, próbując bardziej przyjrzeć się falującej, zamazanej sylwetce. Jej wysiłki spełzły na niczym.

Spróbowała się podnieść na nogi. Niestety, zatoczyła się i upadła, co z pewnością było niecodziennym widokiem, zważając na zgrabną sylwetkę dziewczyny. Odetchnęła głęboko kilka razy i złapała leżący nieopodal kij. Tym razem udało się jej wstać, podpierając się kosturem jak laską. Llewyna była lekko oszołomiona trudem, z jakim przychodziły jej najprostsze rzeczy. Chód, widzenie, myślenie. Uczyła się wszystkiego na nowo, jak gdyby obudziła się właśnie z długiej katatonii.

Okrążyła ognisko, chcąc lepiej przyjrzeć się tajemniczej postaci, którą zauważyła wcześniej.

Jak się nazywasz?

Nawet ona sama zdziwiła się ochrypłością swojego głosu. Sprawiał wrażenie nieużywanego od długiego czasu. Naprawdę musiała nad sobą popracować. Pozbyć się tej absurdalnej nieudolności, nadać sens swojemu życiu.
Znała swoje imię. Wiedziała, że jest przeklęta. I to w sumie tyle. Ale chciała coś z tym zrobić, a to już było dużo.
Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

08 lut 2015, 15:11

Z wciąż zamazanej sylwetki tajemniczej kobiety pociekły smugi mgły, tańczyły one jeszcze przez chwilę w powietrzu, ich ruchy zdawały się mieć pewien rytm, przez większość czasu leniwie szybowały, stan ten przerywały jedynie gwałtowne zrywy, które to diametralnie zmieniały ich kształt, a cały proces powtarzał się. Jedna z takich widmowych nici uderzyła Llewynę prosto w twarz, poczuła nieznany jej wcześniej, aczkolwiek bardzo przyjemny, odurzający zapach. Nie trwało to jednak długo, wstęgi zniknęły po zaledwie paru sekundach. Skwierczenie ognia na moment ustało. Postać wpatrywała się w ognisko bezmyślnym wzrokiem, oczy miała wytrzeszczone i nieruchome. Llewyna nie mogła stwierdzić koloru skóry, a nawet włosów rozmówczyni, jednakże jej rysy były bardzo łagodne i kobiece.

– Wybacz, nie rozumiem cię. Naprawdę przepraszam, chciałabym, ale… – Jej głos był przeszywający i zdawał się brzmieć echem w głowie nieumarłej, nawet mimo jego sztucznego wydźwięku można było doszukać się w nim czegoś na kształt życzliwości, zrozumienia. – Duchu, nie istniejesz. Nie żyjesz, ale też nie umarłeś. – Przez jej twarz nie przebiegł choćby jeden grymas, jakby była tylko martwym posągiem.

Trzaski płomieni wróciły do normy, wiatr wciąż wydobywał dźwięki z liści.

Awatar użytkownika
Nifrea
Posty: 87
Rejestracja: 18 wrz 2014, 12:42
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3061

08 lut 2015, 16:11

Quann otworzyła oczy, co zaowocowało jedynie w doświadczeniu przez nią przeszywającego całe jej ciało chłodu. Była to jedyna rzecz, którą obecnie odczuwała. Emocje były jej obce – nie było dla niej radości i rozpaczy, odwagi i lęku, siły i słabości. Jej wnętrze ogarniała wszechobecna pustka. Kompletnie nie obchodziło ją gdzie jest, co tu robi. Nie interesowała ją jej własna tożsamość. Strzępki niezbitych i niejasnych informacji nie pozwalały jej myśleć. Ba!, nie miała nawet na to ochoty – stała otępiała i bezradna czekając co się z nią stanie, spoglądając chwilami na nic dla niej nie znaczącą okolice. Była jedynie nic nieznaczącym, szarym obiektem na tle innych, nic nieznaczących, szarych, obiektów.


Nagle jej oczom ukazało się coś nieznajomo… znajomego. Płomień… – pomyślała wpatrując się w żarzący się na jej oczach ogień. Podeszła do niego parę kroków, ospale wyciągając rękę w jego kierunku. Ciepło przenikało powoli przez całe jej ciało, podsycając w niej zapał, temperament i pewność siebie oraz łagodząc oziębłość, którą jeszcze niedawno była wręcz przesiąknięta. Apatia momentalnie ustała – płomień całkowicie wypełniał pustkę w jej duszy. Czuła się przy nim spokojnie i bezpiecznie, a przebywanie w jego objęciach sprawiało, że poczuła w sobie ogromną, namacalną wręcz siłę. Nie była pewna ani jak, ani dlaczego, ale chciała, by ta wspaniała chwila… a właściwie, wspaniałe uczucie, trwało przy niej bez końca.
Dziewczyna, tym razem znacznie żwawiej, zbliżyła swą dłoń jeszcze raz, jeszcze bliżej płomienia. Żar stawał się jeszcze przyjemniejszy, wręcz podniecający. Quann nie bała się ognia. Tego co może spowodować, jak się zachować, czego być konsekwencją. Postrzegała go tym samym jako coś więcej niż tylko źródło ciepła. Kontakt z nim sprawił, że kobieta zaczęła myśleć. Rozumować. Poznawać. Nie chodziło tu o same umiejętności, a motywację. Zmianę postawy. Spojrzała na swoje ciało, okryte rozpruwającymi się wręcz szatami, przez które trudno było nie zauważyć raz po raz kawałka prześwitującego brzucha, bioder czy piersi. Dotknęła i przetarła twarz wolną dłonią, jakoby dopiero poznawała, jak działa dotyk. Jednak co najważniejsze – uświadomiła sobie, że słowo chodzące po jej myśli słowo "Quann" było czymś więcej niż tylko poukładanym zbitkiem przypadkowych liter. Dziewczyna utożsamiła się z nim. Nie była pewna czy słusznie, ale obecnie wszystko było dla niej jedną wielką niewiadomą. Poza ogniem. Jedynym czego nie mogła, a naprawdę chciała odnaleźć, był cel.

Zaślepiona natłokiem ostatnich emocji, zamierzała wciągnąć rękę jeszcze bardziej w ogień, by wręcz się z nim zjednać, kiedy nagle coś zwróciło jej uwagę. Niepasujący do majestatycznego obrazu jej najukochańszego miejsca element. Przez smugę ubóstwianego przez nią ognia dostrzegła zarys jakiegoś człowieka. Był na tyle wyraźny, że rozpoznała w nim kobietę. I na tyle niewyraźny, że nie mogła on nim powiedzieć nic więcej. Odeszła dwa kroki od płonącego stosu, nadepnąwszy bosą stópką na jakiś przedmiot. Był nim sztylet. Choć wcześniej tędy przechodziła, nie zwróciła na niego uwagi. Nawet go nie widziała. Quann podniosła go, niezręcznie chowając za prowizoryczny pas, ciągle obserwując niezidentyfikowaną przez nią kobietę. Odejście od ogniska nie było zbyt przyjemnym uczuciem, ale nie czuła się z tym źle. Obecność damy mogła nadać sens jej egzystencji czyli to, czego obecnie potrzebowała, a tym samym to, co motywowało ją do podjęcia jakichkolwiek działań.
Ty! – wykrzyknęła, pokazując palcem w kierunku zamazanej postaci. Była wyprostowana jak nigdy, a ton jej głosu wskazywał, że nie chcę się bawić w żadne gierki.
Kim jesteś i dlaczego tu jesteś? – zadała krótkie i zwięzłe pytania, na które oczekiwała poważnej odpowiedzi. W razie niepotrzebnych jej zdaniem kombinacji nie chciała używać przemocy. Przynajmniej nie teraz.
C-co ja tu robię… – dodała, tym razem znacznie, znacznie ciszej, do siebie wręcz. Powoli opuściła rękę. Nie wiedziała o co pytać tę kobietę. Czy w ogóle pytać. Dopiero teraz ogarnęła co w ogóle jest wokół niej. Jedno wielkie pobojowisko, podniszczone budowle, machiny, połamane drzewa, wyschnięte ciała. Kraina przesiąknięta dawno wytartą krwią. W jej głowie zaiskrzyło, że być może poza nią samą i tajemniczą kobietą, musi być tu coś, a może ktoś jeszcze. Były też drogi. Dużo dróg. Opcji wydawało się być wiele, ale mimo wszystko miała nadzieję, że te dwa krótkie zapytania wskażą jej właściwą drogę, a przynajmniej kierunek, w którym musiałaby się udać, by ją odnaleźć. W innym przypadku – nie miała zamiaru czekać.

Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

08 lut 2015, 18:13

Airand zdecydował się na włożenie strzał za pas. Ograniczało to jego ruchy i było niewygodne, a do tego zapewne nie będzie mógł wyciągnąć ich w walce z uwagi na to, że groty w takim wypadku zaczepiłyby o pas. Cóż – zawsze pozostawało mu pięć sztuk, które wziął do rąk.

Kobieta, do której odezwał się łucznik, przez jakiś czas była cicho. Wpatrywała się w płomień, jakby ten ujawniał przed nią jakieś głębokie tajemnice. Jednak po spojrzeniu w niego, Airand nie dostrzegł niczego niezwykłego. Ot, płonąca kupka kości z wbitym w nie mieczem. Mimo że czuł się przy nim bezpiecznie i było mu ciepło, wywoływało dziwne uczucia.

Wreszcie zakapturzona postać uniosła głowę, ukazując bladą, acz bardzo ładną twarz. Miała pełne, czerwone wręcz usta. Nie wyglądała na więcej niż dwadzieścia lat. Chociaż na pierwszy rzut oka wywoływała sympatię, to wyraz twarzy – zmartwiony, udręczony i tajemniczy – wywoływał niemały niepokój. Widać było, że ta osoba jest czymś więcej, niż się wydaje. Uśmiechnęła się do Airanda, z początku ignorując jego pytania.

- Ah. Kolejny nieumarły przybywa do pogrążonej w smutku krainy, szukając tego, co utracił. W ciągu podróży zapomni jednak o tym celu, stając się albo jednym z nich, Pustych, albo tym wybranym. Ale co ja mówię. Przecież ten wybrany nie żyje od wielu lat. Nadzieja umarła – jej wzrok zamglił się na chwilę, jakby nagle nawiedziło ją jakieś niechciane wspomnienie. - Kim jestem? Nazywają mnie Ostatnią. Ostatnią z tych, które miały strzec. Ostatnia, która strzeże ostatniego – w tej chwili jej wzrok znów padł na płomień. – Co tu robisz, pytasz – roześmiała się gorzko. - Pytanie, które zadaje sobie tak wielu.

Umilkła, wyraźnie dając do zrozumienia, że rozmowa dobiegła końca, a ona nie ma mu nic więcej do powiedzenia. Teraz zależało od niego. Z miejsca, w którym przebywał, wychodziło odpowiednio osiem dróg. Były one ułożone niezwykle symetrycznie. Znajdowały się na północ, północny zachód, zachód, południowy zachód, południe, południowy wschód, wschód i północny wschód.

********

Cichy mówił do postaci. I to wcale nie cicho. Wymagał czegoś od niej. Odpowiedzi. Tęsknił za starą bronią w dłoni. Ładna kobieta uniosła głowę, spoglądając przez dłuższą chwilę na postawnego mężczyznę. Jej nienaturalnie czerwone oczy jakby wierciły w duszy. Nie była zwyczajna.

- Spokojnie, młody nieumarły. Twój oręż… Nie odzyskasz go. Tak jak swojej przeszłości. Zagubiona na zawsze. Teraz stoisz tutaj, na końcu i zarazem początku, wymagając. Ale czego wymagasz? Nie mogę oddać ci… ciebie. W tę podróż udajesz się sam – powiedziała cichym głosem, po czym zaczęła wpatrywać się w ogień.

Z miejsca, w którym znajdował się Cichy, prowadziło osiem dróg. Północna, północno zachodnia, zachodnia, południowo zachodnia, południowa, południowo wschodnia, wschodnia i wreszcie północno wschodnia. Otaczał go las. Mógł siedzieć w miejscu, nic nie robiąc. Mógł probować kontynuować rozmowę z kobietą. Albo mógł wyruszyć.

Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

08 lut 2015, 20:15

Po wypowiedzeniu słów do tajemniczej kobiety Airand czekał aż odpowie, ta jednak siedziała wpatrzona w ogień, bez słowa. Mimo iż on nie widział w płomieniu niczego niezwykłego to jednak widocznym było iż to niewidoczne coś dostrzega nieznajoma. W końcu kobieta podniosła głowę i spod kaptura ukazała się jej młoda, blada twarz na której jednak nie gościł uśmiech a a zmartwienie, mimo to po chwili kobieta uśmiechnęła się, jakby widząc coś znajomego.

Kobieta poczęła mówić a on ze skupieniem słuchał, mówiła o umarłej nadziei, o wybrańcu a także w pewien sposób o sobie, kim były ostatnie? Dlaczego ten płomień wydaje się być taki wyjątkowy? I jacy puści?-przeszło mu przez myśl. Gdy skończyła on nieśmiało odpowiedział– Choćby był to najmniejszy promyk który ledwo się tli nadzieja zawsze we mnie będzie, ja wiem że nie zatracę tego. Widzę jednak że wypełniasz swoją rolę więc nie będę pytał o więcej, żegnaj nieznajoma- tu zakończył po czym postał chwilę w zadumie zastanawiając się w którą stroną obrać kierunek po czym ruszył drogą prowadzącą na północny-wschód, nie wiedział czy idzie w dobrym kierunku, nic nie wiedział, po za jednym-kierowała nim nadzieja na odnalezienie siebie.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

09 lut 2015, 19:17

Otworzył oczy z niejakim zaskoczeniem, tak, jakby nie spodziewał się tego już kiedykolwiek zrobić. Pierwsza myśl – zdziwienie. Pierwsza czynność po otwarciu oczu – spojrzał na swoje suche, sfatygowane, poryte bruzdami i pokryte żółtą skórą ręce, ze smukłymi i długimi, acz zniszczonymi upływem czasu palcami. Czy musiała istnieć przyczyna, z której uważał je za ważne? Czy to ważne?

Co jest ważne?

Nie wiedział, kim czy też czym jest ani skąd się tu wziął. Nie znał swojego imienia, jeśli kiedykolwiek je miał. Nie wiedział, dlaczego posiada jakąkolwiek wiedzę ani gdzie ją nabył. Był jednak świadomy tego, że ją ma. Tak, jakby został zbudowany, a wiedza – dana mu.

Czy umarł? Czy żył? Nie wiedział. W obecnej chwili, kiedy siedział na podłodze z umysłem wypełnionym oszołomieniem istnienia, nie czuł żadnych potrzeb. Jedynym impulsem, jaki czuł, była chęć poznania samego siebie odrobinę lepiej. A i ten impuls był… łagodny, jakby stępiony apatią. Mimo to był on jedynym, co w tej chwili miał.

Siedział, rozważając i roztrząsając dokładnie to, co uczyni i czy w ogóle coś uczyni. Miał dziwne uczucie, mówiące mu, że powinien mieć potrzeby – jednak nie miał ich. Jakby cały jego byt, jeśli istniał wcześniej, opierał się na ich zaspokajaniu. Teraz, kiedy nie było potrzeb, zniknęła także chęć dążenia do przodu – czy złym losem byłoby siedzenie w tym miejscu przez wieczność, kontemplując i rozważając zagadkę własnego istnienia? Nie znał odpowiedzi, ale coś, wynikającego z jego wrodzonej czy też wbudowanej natury, mówiło, że istniały o wiele gorsze możliwości. Nie wiedział też, czy kontemplacja przyniesie mu samoświadomość. Niemal niczego nie wiedział, oprócz rzeczy, które kiedyś musiały utkwić w nim z nawyku. Jeśli kiedyś zdecydowałby się wstać lub przejść krok, wiedział, że potrafiłby to zrobić.

Zarejestrował obecność. Odkrywał nowe obszary swojej zniszczonej, jakby zżartej rdzą pamięci, patrząc na sylwetkę, stojącą przed nim. Wiedział, zielonego pojęcia nie mając, skąd, że to kobieta – wiedział też, z czym bycie kobietą się wiąże. Wiedział też, że potrafi się z nią skomunikować. Że jeśli otworzy usta i wypchnie powietrze w odpowiedni sposób, usłyszy dźwięk. Na nowo odkrył język, obracając w umyśle różne słowa i instynktownie czując ich znaczenie. Jego poznanie rozszerzało się z każdą rzeczą, na jaką padł jego wzrok, dodając nowe pojęcia i idee. Czuł satysfakcję i zadowolenie.

Nie czuł nadziei, że istota – sylwetka – kobieta, której obraz unosił się przed nim, będzie potrafiła odpowiedzieć na zagadkę jego egzystencji. Taka możliwość jednak istniała. Postanowił otworzyć usta i sprawdzić, czy jego pamięć faktycznie zachowała wzorce tych czynności takimi, jakimi być powinny.

Kim jestem? – ochrypły głos, powoli, kształtując osobno, z wysiłkiem, każdą sylabę, wydobył się z zaschniętej krtani, a kiedy już go opuścił, mężczyzna stał się świadomy tego, że nie brzmiał tak, jak brzmieć powinien. Coś było nie tak – w pamięci nie zachowało się takie brzmienie. Nie potrafił jednak powiedzieć, na czym różnica polegała.

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

09 lut 2015, 20:03

Odpowiedź migotliwej kobiety zaniepokoiła Llewynę w takim samym stopniu, jak tajemnicze wstęgi mgły, które przez chwilę tańczyły w powietrzu. Co to za czary?
Jej popchnęły dziewczynę do wymacania się swobodną dłonią. Ku uciesze Llewyny, jej ręka nie przeniknęła ciała ani nic w tym stylu. Jedynym, co napotkała, była odrobinę chłodna w dotyku skóra i jakieś marne strzępki ubrania. Niezwykle pocieszający wynik, w tej krótkiej chwili strachu i niepewności.
Nadawał on jednak większej głębi słowom kobiety.

Nie istniała? To było nieprawdopodobne. A do tego… nie żyła?
Poczuła zimny dreszcz na plecach. Nie do końca wiedziała, jak to przyjąć. I czy w ogóle. Skąd w końcu mogła wziąć potwierdzenie, że to, co usłyszała, było prawdą?
A jednak gdzieś w głębi siebie wiedziała, czuła zimny ciężar świadomości. Nie żyła. Nie istniała. Duch, który równie dobrze mógł być jedyną osobą, z którą mogła tu porozmawiać, nie rozumiał jej.

Osunęła się na kolana. Kostur zastukał cicho przy uderzeniu z ziemią. Nie była załamana, ale na jej twarzy smutek grubym pędzlem wymalowywał wyraz, który mógłby zostać określony jako połączenie głębokiego zawodu i beznadziei. Rozejrzała się wokół, zwracając uwagę na kołyszące się na wietrze gałęzie drzew, na których listowiu tańczyło światło wschodzącego dnia.

Nie… nie umarłam? I nie istnieję? Dokąd mam w takim razie iść? Co mam ze sobą zrobić?

Wypowiedziała wszystkie słowa szybko i ochryple, i natychmiast tego pożałowała. Po co zadawała takie głupie pytania? Ma iść donikąd. Nic nie robić. Przecież nie istniała.

Spuściła wzrok. Mimo bliskiej obecności ognia, mimo jego kojącej aury, czuła się źle. Pomiziała palcem mech, myśląc nad przyszłością.

Czy wciąż mogę umrzeć? Albo… ożyć? Zacząć życie jeszcze raz?

Próbowała rozmawiać, pchana potrzebą konwersacji, ale nie oczekiwała odpowiedzi, skoro najwyraźniej istota jej nie rozumiała.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.