Ascendencja

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

Ascendencja

07 paź 2015, 19:43

Wielki Bazaar Sigil! To miejsce, które iście nadmiarem wrażeń nawet Czuciowca mogłoby doprowadzić do szaleństwa. Rzeczy do spróbowania tyle, że dziesięć razy po pięć dziesięcioleci zajęłoby skosztowanie ich wszystkich. Cała ta część Sigil pokryta jest różnokolorowymi łatami namiotów, straganów, flag, banerów, malowideł, kurtyn i zawieszek, tworząc jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną i wirującą bez opamiętania fontannę wrażeń, kolorów i wzorów. Tutaj kupcy z setek planarnych i pierwszaczych światów rozstawiają swoje stragany, oferując przechodniom jedzenie, picie, ceramikę, materiały, ubiory, sznury, wyroby kamienne - słowem, wszystko, co ktoś odwiedzający Miasto Drzwi mógłby potrzebować, chcieć bądź pożądać. I skoro zdecydowana, zdecydowana większość planarów prędzej czy później przechodzi przez Sigil, można było spokojnie założyć, że zaspokojone mogą zostać tu potrzeby i gusta właściwie każdego z odwiedzających, nieważne, jak egzotyczne byłyby. Z miejsca, w którym spotkały się niespodziewanie Anante i Rihin (Anante od razu rzuciła się z uściskiem na niziołkę) można było zauważyć stragan z duszowym miodem pitnym, uzyskiwanym ponoć z duchów jakiegoś nadzwyczajnie odległego pierwszaczego świata, sklep z czarnymi, brzydkimi grzybami, wykopanymi podobno spomiędzy korzeni Yggdrasila, Jesiona Światów, dziesiątki butelek, wypełnionych, jak hałaśliwie zapewniał sprzedawca, powietrzem ze świętej Góry Celestii, które każdego trepa miało oczyścić ze zła przy pierwszym wdechu, gliniane misy, w których żarzyły się płomyczki, podobno pochodzące z Planu Żywiołu Ognia, które, gdy zapalone, zgasną dopiero przy odpowiednim podmuchu, inaczej paląc się przez wieczność, i wiele innych niesamowitych rzeczy. Rihin pojawiła się tu, zaciągając tu również Fone, żeby uzupełnić zapasy ziela fajkowego, i nieco zagubiła się we frenetycznym nastroju tego miejsca, starając się przynajmniej zarejestrować wszystko, co kupcy mieli do zaoferowania. Z podobnych przyczyn przybyła tu Anante - potrzebowała swojego "ziela orzeźwiającego", bez którego bolała ją głowa i nie czuła się dobrze. Towarzyszył Anante Mipper, który przyszedł tutaj po komponenty do jemu tylko znanych magicznych eksperymentów. Ponowne spotkanie kobiet było dość wybuchowo entuzjastyczne, a ponad ich głowami (o co naprawdę nie było trudno) towarzyszący im mężczyźni instynktownie porozumieli się tym przełamującym wszystkie bariery, smutnym wzrokiem mężczyzn towarzyszących kobietom na zakupach.

Kilka minut zajęło, żeby kobiety zdążyły się od siebie wreszcie odkleić i przedstawić sobie nawzajem mężczyzn; Mipper irracjonalnie poczuł lekkie ukłucie zazdrości, kiedy zobaczył, jakim spojrzeniem Anante obrzuciła młodego Fone. Spotkanie należało do tych przyjemnych, i wszyscy oddali się temu nastrojowi, ciesząc się, jedni nieprawdopodobnym spotkaniem, a inni - nowymi znajomościami.

Wtedy jednak Anante poczuła lekki dotyk przy pasie, ulotny na tyle, że niemalże zdający się złudzeniem, w okolicy... jej sakwy, przed chwilą kupionej, zawierającej dużą porcję dobrej jakości zioła, na które wydała większość tego, co przy sobie miała. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, sakwa zniknęła, a za jej wystający ogon ktoś pociągnął, mocno. Odwróciła się gwałtownie, niemalże się przewracając, i zobaczyła znikającą w ciżbie gębę szyderczo uśmiechniętego diabelstwa, trzymającego jej sakwę i przebijającego się przez przypominające ruchome piaski tłumy ludzi. Nie był daleko.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

07 paź 2015, 20:38

Miasto Drzwi; jeśli kiedykolwiek istniało miejsce, które diablica mogłaby nazwać swym domem to właśnie Sigil byłoby mu najbliższe. Choć minęła ponad dekada, od chwili gdy ostatni raz przebywała tu dłużej, niźli w trakcie krótkiego przeskoku między kolejnymi planami, wciąż pamiętała jego charakterystyczną aurę. Zapach, czy może raczej smród tysiąca i jeden światów, gwar rozmów, trzask magii i chrzęst oręża. Krzyki, śmiech i utyskiwania niezrzeszonej rzeszy istot, które przybywały tu z całego multiwersum. Choć niestety nie przyniosła jej w te strony ani zrodzona z potrzeby serca chęć, ani dobry wiatr, to jednak nie potrafiła nie uśmiechnąć się lekko, zatonąwszy w gąszczu straganów, by choć na chwilę zapomnieć o części swych strapień. Oczywiście nie było to działanie do końca bezcelowe w jej wypadku, gdy z godnym podziwu uporem przeczesywała kolejne stoiska, w poszukiwaniu pewnego szczególnego narkotyku. Jakkolwiek próbowała, nigdy nie potrafiła wymówić poprawnie jego nazwy, zawierającej nazbyt wiele syczących spółgłosek, na których kaleczyła sobie tylko język, o nieprzystojnie ostre kiełki. Tak więc sama dla siebie zwała je Wiosennym Zielem, a przeważnie starczył sam opis, by sprzedawcy wiedzieli czego szuka, a przynajmniej potrafili się tego domyślić. Nic jednak nie szkodziło by nie rzuciła okiem i na inne dobra, jakimi obracali w tym miejscu mniej, lub bardziej zaradni kupcy i takim też trafem wpadła na Rihin.

Dosyć powiedzieć, że po krótkiej chwili szczerego zaskoczenia, ogoniasta nie miała nawet zamiaru skrywać szczerej radości, jaką obudził w niej widok niziołczej druidki. Zresztą, nie zwlekała też długo i nim ta zdążyła choćby pisnąć, porwała ja w ramiona, przyciskając do siebie, jak gdyby nie widziały się nie parę lat, ale całe wieki, kwitując tylko śmiechem ostrzegawcze warknięcie kotowatego kompana swej przyjaciółki. Momentalnie też przeszła od czynów do słów, zalewając ich entuzjastycznym potokiem drugą dziewczynę i prawie nie okręcając jej dookoła własnej osi, nim jeszcze dotarło o niej, że niekoniecznie powinna to robić w środku tłumu. Tak czy inaczej, przy Anante panowie faktycznie mogliby ponarzekać, darząc się zasępionymi spojrzeniami, gdy wraz z Rihin wymieniała się plotkami ze stu i jeden światów, gdyby tylko ledwie chwilkę później nie spostrzegła przystojnego młodzieńca, towarzyszącego swej dawnej kompance przygód. Przez moment na tyle długi, by balansował na granicy taktu, diablica przyglądała się chłopakowi, uśmiechając do niego ciut zadziornie, a zarazem na tyle naturalnie, by na chwilę zatuszowało to, jak bardzo nieludzkie były jej własne oczy. Sądząc zresztą po lekkim błysku, jaki czaił się na ich krawędzi, młodzian przypadł jej go gustu, niemniej jednak nim dane mu było się przedstawić, uczuł, jak coś obłego ociera się o jego ramię. Jednak, gdy tylko obrócił się zaniepokojony, uraczył go ciepły śmiech rogatej pannicy, rozbawionej jego odruchem.

-Więc jak, Rihin, przedstawisz mi swego towarzysza, czy... co na miłość Bane'a?!-Nim jeszcze dokończyła pytanie, uczuła jak nagle coś ledwie muska jej pas, a tuż za znikającą niepostrzeżenie sakwą, za którą wcale niemało zapłaciła szarpie ją za ogon. I czego jak czego, ale tego nietaktu puścić płazem nie mogła! Gdyby nie jej nieco odmienny od ludzkiego zmysł równowagi, pewnie w następnej chwili wylądowała by na bruku, tuż po zawadiackim pół-piruecie. W jego trakcie okryty rudawym meszkiem ogonek, owijający się do tej pory niepostrzeżenie wokół kostki Fone'a chlasnął go w dosyć bolesny sposób po wewnętrznej stronie uda.-Cholera jasna...wracaj tu, gnojku!-warknęła wściekle i nim ktokolwiek miał choćby cień szansy ją powstrzymać, pognała w ślad za złodziejaszkiem, na ile tylko mogła wyciągając mimo wszystko dosyć krótkie w porównaniu do pełnowymiarowych śmiertelników nóżki, w szaleńczym tańcu, kreślonym pośród przemieszczającego się nieustannie tłumu.

Awatar użytkownika
Varame
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

07 paź 2015, 21:32

Ktoś inny zapewne dawno by już utonął w rzece entuzjazmu Anante, który wzbierał i wzbierał podczas jej krętej wędrówki od straganu do straganu. Na szczęście Mipper był odpowiednio przygotowany; dziewczynę darzył łagodną obojętnością, której mury były zaiste niewzruszone. Wlókł się za nią, z jednym okiem zawieszonym na jej podskakującym, och, jakże słodko niewielkim tyłeczku, a drugim wypatrując specyfików, po które się tu pofatygował. Oczywiście nie miał nic przeciwko lekkiego, powiedzmy, opóźnienia. Jego zadanie nie było naglące. A na pewno nie tak naglące, jak niektóre względy pewnego diabelstwa…
O mało co nie wpadł na Anante, która nagle się zatrzymała, a po krótkiej chwili rzuciła do przodu. Stracił ją na chwilę z oczu, ale po chwili bez trudu odnalazł - uniósł brew, spoglądając na wirujące szaleństwo, dwie mikruskowate kobiety zamknięte we wzajemnym uścisku. Mipper musiał przyznać, że trudno było oderwać wzrok od tornada biustu i zadeczków, udało mu się jednak puścić oczko do młodzieńca, który również zwrócił na niego uwagę - był chyba znajomym tej drugiej. Nowe osobistości, nowe znajomości. Dzień zapowiadał się świetnie.

Miał ochotę dalej się nim rozkoszować, lecz los skutecznie odwrócił uwagę maga - oto Anante zakrzyknęła po raz drugi, tylko tym razem jej głos był przepojony niepokojem, nie radością. Zły znak. Podążył za nią wzrokiem, kiedy rzuciła się w pogoń za… czymś. Nietrudno się było domyślić, że padła ofiarą jakiegoś kieszonkowca czy czegoś podobnego. Mipper przewróciłby oczami, gdyby miał na to czas.
Zamiast tego skupił swą uwagę na tłumie, wypatrując winowajcy.

To było trudne zadanie. Różnokolorowa ciżba była jedną, skłębioną masą, w której ginęły jednostki, wchłaniane przez tłum popychających się, krzyczących osobistości wszelkiej maści. Na szczęście, pomimo wieku, staruszek wzrok miał doskonały - najprawdopodobniej jedno z błogosławieństw czy może dziedzictwo jego matki. Złodziejaszka zidentyfikował szybko, jak mu się wydawało. Skinął dłonią, a gałka jego kostura zabłysła na krótką chwilę czarodziejską iskrą, kiedy magia obudziła się do życia i wzleciała w przepełnione rozgorączkowanymi nawołaniami, gęste powietrze. Miał nadzieję, że wszystko pójdzie bez szwanku. Jeśli ten kieszonkowiec uniesie się w powietrze i tam zawiśnie, będzie wiedział, że czar wypalił. W przeciwnym razie… Anante będzie raczej musiała poradzić sobie sama, chyba że jej przyjaciółka i koci towarzysz jakoś zareagują.

To chyba było wszystko, czego mógł w tej chwili spróbować. Pomoc w tej chwili była jego obowiązkiem nie tylko dlatego, że był ziomkiem Anante, ale też dlatego, że był jednym ze stróży prawa w tym dziwnym i zdumiewającym mieście. Jego praca na tym właśnie polegała, nie? W samym jej sercu nie leżały papiery, tylko właśnie to. A przynajmniej dopóki żaden Twardogłowy nie weźmie spraw w swoje ręce, choć akurat w tej chwili było to wątpliwe.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 65
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

07 paź 2015, 23:10

Sigil, miasto, które ją wychowało, albo prostując. Miasto, które starało się ją wychować. Wszystko, co Rihin mijała przechadzając się zaludnionymi uliczkami, przypominało jej o dniach, które przeminęły i miały już, ku jej wielkie radości, nigdy nie powrócić. Nostalgiczne myśli wręcz zalały jej duszę, zakrywając ją nieprzyjemną mgłą zamyślenia. Dlatego właśnie odwiedzanie Klatki nigdy nie przychodziło jej z lekkością. Często odkładała te wizyty, przygotowując się na to twarde zetknięcie z rzeczywistością, przebywając w spokojnych, wyludnionych, dzikich miejscach, albowiem w Sigil długo czekać nie trzeba, aby spotkała ciebie miła, czy też nie, przygoda.

Owa mądrość wymyślona przez nią na poczekaniu w tym przypadku sprawdziła się doskonale. Już pierwszego dnia na jej drodze stanął zagubiony w tym świecie olbrzym, który zasługiwał na przynajmniej odrobinę pomocy i wiedzy, zanim matka wypchnęła go zdradliwie z ciepłego gniazda, wprost w objęcia ciemnej i smrodliwej ulicy Klatki. Jako że tej pomocy nie otrzymał, Rihin, widząc w nim cząstkę siebie z przed tak wielu lat, postanowiła udzielić mu pomocy i zająć się nim przynajmniej do czasu, kiedy nie znajdzie mu odpowiedniego schronienia.

Mężczyzna nic nie mówił, ale był całkiem pożyteczny, więc nie namyślając się długo kobieta postanowiła zagłębić się wśród kupieckiego gwaru i zakupić sobie odrobinę fajkowego ziela, tuż przed wyruszeniem w dalszą drogę i znalezieniem towarzyszowi przytulnego kąta do osiedlenia.

Niespodziewane i lekko niechciane uściski, które spotkały ją podczas przechadzki, zaskoczyły małą kobietę swoją wylewnością, energią i radosnymi okrzykami. Mało kto się tak z nią witał, dlatego też na jej twarzy pojawił się grymas zakłopotania i lekkiego otumanienia. Większość osób czuła przed nią respekt i traktowała z szacunkiem. Co prawda, zwracające się do niej humanoidy bardziej zważały na kroczącą przy jej boku czworonożną bestię, niż na zaledwie metrową kobietę. Być może to właśnie te dziewczęce wylewności i pozbawienie jakichkolwiek uprzedzeń, którymi obdarzała ją ogoniasta, a których w swoim życiu tak mało smakowała, rozbudziły w niej szczere, przyjazne uczucia, po raz pierwszy od śmierci dawnego opiekuna.

Rozmowa, jak to z Anante już wcześniej bywało, miała się właśnie powoli zacząć nakręcać, aby później przejść w nieprzerwany potok słów diablęcia, kiedy to ten jakże znajomy cykl przerwał niespodziewany atak aroganckiego głupka. Tak, głupka. Właśnie tym był mężczyzna porywający się na grupę, obok której kroczy potężna, żółtooka bestia. A może i nie głupek? Może zdolności tego trepa są tak potężne, że bez zastanowienia pozwala sobie na tak bezsensowną arogancję? Szybkie myśli przemknęły przez umysł Rihin, zanim ruszyła spiesznie na pomoc małej diablicy. Nie będzie przecież stać bezczynnie i podziwiać ponętnych dla niektórych kształtów przedzierającej się przez tłum dziewczyny. Wręcz przeciwnie. Czując gotowość Fargi, Rihin przepełniło podekscytowanie. Tłum mógł z lekka przeszkadzać, jednak nic już nie mogło powstrzymać wprawionej w ruch przez złodziejski trybik machiny dzikiego instynktu, który obudził się zarówno w napiętym zwierzęciu, jak i w jego pani.

Nie zważając na przechodniów, zagubionego pierwszaka i nowo poznanego maga o zbereźnych myślach, które zdradzały subtelne, nie mogące wręcz uciec bystrym oczom oczom Rihin spojrzeniach, kobieta jednym susem wskoczyła na grzbiet Fargi i pochylając się szepnęła jej coś na ucho. Zwierzęcia jednak nawet nie trzeba było zachęcać. Gotowe, ruszyło, jakby szczęśliwe z tak nieoczekiwanego wyzwania, przeskakując zwinnie nad głowami gapiących się humanoidów, a w razie potrzeby, przy małej pomocy mocy Rihin, odbijając się od mocnych ścian Klatkowych domów. Dogonienie złodziejaszka nie powinno być problemem…. Prawda?

Awatar użytkownika
Zeler
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

07 paź 2015, 23:33

Nigdy nie widział takiego tłumu. Prawdę mówiąc, Fone nie był przyzwyczajony do obecności kogokolwiek, oprócz jednej osoby w swoim życiu. Zagubiony w przedziwnym mieście pełnym przedziwnych stworzeń czuł się zupełnie bezradny. Do tej pory podążał za jednym tropem, który nagle się urywał, pozostawiając go zupełnie z niczym. Całe szczęście w tym, że wyciągnęła do niego pomocną dłoń ta mała, śmieszna kobietka, która mimo swoich rozmiarów wcale nie wyglądała na dziecko... nie żeby jakieś wcześniej widział.

Uprzejmie, powoli skinął głową na przywitanie starca z wielką białą brodą, powtarzając ten gest również w kierunku rogatej kobiety, starając się ukryć grymas niezadowolenia, gdy poczuł coś na swojej nodze. Nie lubił, kiedy dotykało się go w taki sposób, ale być może był to zwyczaj miejscowych? Rahel zawsze powtarzała, że musi być uprzejmy w stosunku do kobiet.

Syknął, gdy ten sam ogon chlasnął go po udzie. Coś wywołało poruszenie w ich małej grupce i nim w ogóle wiedział co takiego mogło się wydarzyć w tak dużej zgrai ludzi, rogate, rude stworzenie ruszyło w pogoń za kimś podobnym do siebie. Jego "opiekunka" wskoczyła na swojego kota niczym na rumaka i pognała w kierunku pogoni. W pierwszej chwili Fone się wystraszył. Nie chciał zostawać sam w takim tłumie z kimś zupełnie nieznajomym, dlatego ruszył biegiem tą samą trasą co niziołka. Jego możliwości w tym miejscu zupełnie zaskakiwało, ale ile był w stanie z siebie dać?

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

08 paź 2015, 00:05

Anante żywo i żwawo przeciskała się przez tłum; była szczupła i zwinna, przychodziło jej to więc z łatwością, ale złodziej również taki był i nadganianie go nie przychodziło jej łatwo. Odnosiła jednak wrażenie, że była coraz bliżej - aż do momentu, w którym wyrwali się z tłumu i kalejdoskopu straganów na wolność, na uliczki, gdzie to dłuższe nogi złodzieja sprawiły, że nieco odskoczył od Anante.

Problemem, jaki napotkały Rihin i Farga, było zwyczajnie to, że nie było gdzie lądować. Cała okolica była napakowana wręcz różnymi mieszkańcami Sigil, tworzącymi tłum nieznacznie tylko przerzedzający się w pobliżu wielkiego kota. Nie było zwyczajnie gdzie wylądować, i nie było również od czego się w żaden sposób odbić - stragany nie wytrzymałyby w żaden sposób ciężaru kota i jego jeźdźca, a najbliższe domy znajdowały się dość daleko, poza morzem stoisk i namiotów. Rihin zorientowała się w tym, i tylko to uratowało ją przed narobieniem poważnych szkód - i wynikających z nich długów do spłacenia. Pościg przebiegł więc tradycyjnie - Farga sunęła do przodu szybko i sprawnie. Trzeba jednak było przyznać, że tłum rozstępował się przed wielkim kotem sprawnie, kiedy Rihin ścigała złodzieja, pozwalając jej nadrobić nieco dystansu do przepychającej się na czele Anante i pozostającego tylko nieco poza jej zasięgiem złodzieja.

Magia Mippera okazała się niewystarczająco precyzyjna, żeby wyłuskać jedno z setek ciał pośród tłumu, przez cały czas pozostające w ruchu i raz to znikające, raz to pojawiające się w jego polu widzenia. Tym bardziej, że odniósł jakieś mgliste wrażenie, że istotę, którą starał się magicznie przyłapać, coś chroniło. Być może mógł unieszkodliwić najpierw chroniącą go w jakiś sposób magię, żeby dorwać drania? Coś mu mówiło, że było w tym złodzieju coś szczególnego, co niekoniecznie potrafił zidentyfikować, ale co pozostawało swego rodzaju niesmak w jego ustach. W jego określonym jasnymi zasadami świecie coś takiego, co umykało identyfikacji, było czymś naprawdę niepożądanym, nie czuł się więc z tym dobrze.

Tymczasem jednak, zanim mag zdążył zdecydować, jak do tego fantu podejść, jak prawdziwy Guwernat analizując wszystkie możliwości i wybierając optymalny plan postąpienia, złodziej zniknął mu z oczu, uciekając dalej. Westchnął, uznając, że nie może przecież pozwolić dziewczynie znowu pozwolić wpakować się w tarapaty - i statecznie ruszył za towarzystwem, korzystając z dość szerokiej, ale szybko znikającej drogi, którą stworzyły dla niego Rihin i Farga. Widział jeszcze przedzierających się przez tłum towarzyszy dzięki swojemu wzrostowi, udawało mu się więc swoim tempem podążać.

Fone pędził, przepychając się przez ciżbę najszybciej, jak mógł. Nadrabiał najszybciej z całego towarzystwa, i niemalże na równi z Anante wyrwał się z tłumu w sieć uliczek, otaczających Wielki Bazaar. Widzieli jeszcze znikającego za rogiem złodziejaszka, pobiegli więc za nim - Anante na przedzie, Fone tylko nieco z tyłu. Kiedy nieco później pojawiły się Rihin i Farga, błyskawicznie wykorzystały przewagę swojej szybkości, wyprzedzając prowadzącą do tej pory dwójkę i wpadając jako pierwsza w boczną, obskurną alejkę, w której zniknął złodziejaszek. Zdążyła jeszcze zobaczyć, jak rąbek jego zielonej szaty znika za nim w gasnącym na ścianie portalu - i drań zniknął. Jej uwaga przeniosła się natychmiast na coś innego, na to, co właściwie działo się w alejce. Wpadający za nią Anante i Fone zobaczyli to samo, podobnie, jak Mipper, który nadciągnął zdecydowanie najpóźniej z nich wszystkich, zaniepokojony odrobinę tym, że żadne z nich jeszcze nie zawróciło.

Spory, barczysty mężczyzna w zdobnej kolczudze był atakowany przez kilka ohydnych istot - niemalże czterometrową bestię, przypominającą wyglądem insekta, którą Anante mogła zidentyfikować jako diabła baatezu - gelugona, i trzy mniejsze, dwumetrowe potwory, czarne jak węgiel, podobne do gargulców, skrzyżowanych w jakiś sposób ze smokami - abiszaje. Monstra bawiły się samotnym wojownikiem, kalecząc go ostrymi jak brzytwa kłami, tańcząc dookoła niego i drażniąc, jak koty, torturujące mysz. Mimo oszołomienia i ran, mężczyzna, nie poddając się, wyprowadzał coraz to nowe ciosy długim mieczem, świecącym jasnym światłem w jego dłoni.

Pojawienie się Rihin, Farga, Anante i Fone nie zostało dobrze przyjęte, i, na wysyczany głosem najwyższego z potworów rozkaz, trójka pomniejszych demonów zostawiła wojownika, aby powstrzymać siłą interferujących. Mipper przyspieszył nieco kroku, słysząc jakieś dziwne odgłosy, i dotarł na miejsce, kiedy walka już się rozpoczęła - napastnicy nie dali zbyt dużego wyboru.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

08 paź 2015, 09:44

Anante gnała poprzez tłum, nawet nie siląc się, by krzyczeć o pomoc w ujęciu złodzieja. Była w Sigil; miejscu, które od wieków mimo wszystko rządziło się prawem silniejszego, wbrew wszystkim hasłom jakie głosiły niektóre frakcje i część trepów. Zresztą, nawet gdyby ktoś chciał jej pomóc, w tej ciżbie stałby się bardziej utrapieniem, niźli asem w rękawie, najpewniej kończąc całą gonitwę efektownym uderzeniem o bruk. Była zdana tylko na siebie i... cieszyło ją to. Kochała ruch; szum krwi pędzącej po swym ciele, gdy skryte pod skórą mięśnie wyprężały się w coraz większym wysiłku. Nawet nieprzyjemne kłucie w piersi, jakie nieodmiennie wracało do niej po dłuższej chwili, gdy mimo wszystko niespecjalnie wytrzymały organizm zacznie się poddawać, byłoby nagrodą, gdyby tylko... No właśnie, gdyby tylko mogła dogonić swą ofiarę. Czarcia krew aż zagorzała w jej żyłach, kreśląc kolejne akty zemsty, jakimi pragnęła uraczyć niepokornego złodzieja. Dosyć powiedzieć, że ciśniecie na bitewne pola Acheronu, czy do serca Otchłani było dlań jedną z przyjemniejszych alternatyw. Problem w tym, że drań był od niej po prostu większy, co momentalnie wykorzystał, gdy tylko wyrwali się poza przestrzeń Wielkiego Bazaru, wbiegając do jednej z setek, jeśli nie tysięcy odchodzących od niego wąskich i zdecydowanie bardziej opustoszałych uliczek.

-Wracaj tu suczy synu! Żeby cię Loviatar popieściła...-zakrzyknęła, czując jak każde kolejne słowo drażni, już i tak przypominającą papier ścierny krtań, nim jeszcze Rihin wystrzeliła obok niej na swym kocie, znikając za granicą zaułka. Biegnąc sama ledwie wyłowiła błysk gasnącego już portalu, nim jednak dane było jej skląć złodziejaszka przybyło jej aż nazbyt wiele powodów do zmartwień. Oto bowiem grupka najprawdziwszych diabłów zabawiała się samotnym podróżnym, raniąc go i torturując w sobie tylko znanym celu. Nawet gdyby coś zaiskrzyło w sercu diablęcia, w normalnych okolicznościach niestety i tak ostawiłaby nieszczęsnego trepa na pastwę losu, najzwyczajniej w świecie nie upadłszy jeszcze na tyle na głowę, by rzucać się na czwórkę zdecydowanie roślejszych i lepiej wprawionych w walce niż ona przeciwników. Była w tym też spora podszytego nutką egoizmu, aż nazbyt życiowego racjonalizmu i kto wie, czy nie miał tu swego udziału szept czarciej krwi, każący sądzić, iż śmiertelnik czymś sobie zasłużył na podobne traktowanie. Szczególnie, iż jego miecz, aż nazbyt kojarzył się jej z paladyńską czeredą... Tak czy inaczej nim zdążyła choćby zakląć głośniej i zrejterować w przeciwną do zamieszania stronę trzy pomniejsze diabły ruszyły w ich stronę.

-Farruk...-syknęła wściekle, wyszarpując przy tym z pochwy u pasa dosyć specyficzny rapier, o lekko ząbkowanej z jednej strony, czarnej klindze, wokół której można by przysiąc czaił się mrok. Wybór pewnie i tak miała średni, pozbawiona koszulki kolczej, spoczywającej akuratnio w sakwie na jej własnych plecach, musiała wybierać, między walką na bardziej otwartej przestrzeni, gdzie czarty miały jeszcze zdecydowaną przewagę liczebną, bądź też cofnąć się do miejsca, gdzie tylko jeden z nich na raz mógłby jej zagrozić, co z kolei odsłaniało na atak jej towarzyszy. Tak więc klnąc w duchu wszelkich bogów, władców Piekieł i Otchłani, jacy tylko przyszli jej na myśl, dopadła boku niziołczej szamanki, gotowa bronić jej tak długo, jak nie przybędzie odsiecz, lub bądź co bądź nie uda im się zasiec wspólnymi siłami prawie dwa razy większych od siebie monster. Nie polegała przy tym specjalnie na Fone'u, aż za dobrze mając w pamięci jak naiwne i nierozgarnięte potrafią być pierwszaki. Tedy też liczyła tylko na to, iż ten odciągnie uwagę napastników od Mippera na tyle długo, by czarodziej jakimś cudem utkał jedno ze swych zaklęć posyłając diabły w cholerę.

Tymczasem sama, zmiąwszy w ustach parę nieprzystojnych panience słów, wyłowiła najbardziej wysuniętego na bok grupki stwora i starając się wypatrzyć jakikolwiek słaby punkt w okrywającym go pancerzu, natarła nań w dogodnej chwili, tak by nieco odciągnąć go od reszty kompanów. Wiedziona doświadczeniem starała się wykorzystać niedogodna bestiom budowę terenu i własny, raczej mikry wzrost w miarę możliwości zapędzając maszkarę w miejsca, gdzie zwyczajnie brakło jej przestrzeni do wygodnego atakowania, głównie polegając przy tym na gwałtownych unikach i w razie konieczności nieco desperackich paradach. Starała się na ile tylko mogła "pokłóć" nieszczęśnika, w taki sposób by utrafić w jakikolwiek witalny punkt na jego ciele. Bądź co bądź trochę wiedziała o swoich "większych" kuzynach i zamierzała to teraz wykorzystać. Jednako przy pierwszej okazji, dającej jej cień szansy na wycofanie się za pierwszą linię i przekazanie pałeczki w zagnaniu cholery na śmierć komuś innym, bez uszczerbku dla reszty drużyny, skorzystałaby z niej i sięgnąwszy po nieodłączoną kuszę poczęła nakręcać mechanizm korbowy, nakładając nań bełt, by wpakować porządny kawałek alchemicznego srebra w najbliższego maszkarona.

Awatar użytkownika
Varame
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

08 paź 2015, 18:58

Czarodziej westchnął, przyglądając się, jak magia gubi drogę, zamazuje się i w końcu rozpływa się w powietrzu, zostawiając swojego pana z rozczarowaniem i poczuciem jakiegioś absurdalnego umniejszenia, jak gdyby był zbyt słaby, by zmusić tę kapryśną sukę do działania. Ha! Gdyby tylko mógł usprawiedliwić się w ten sposób. Nie trafił i tyle, nie ma co się rozwodzić nad przyczyną tej małej porażki.
Mimo wszystko, coś tu nie grało. Złodziejaszek miał w sobie jakiś pierwiastek nieznanego, jakąś dziwną nierówność, która w większym stopniu intrygowała Mippera niż działała mu na nerwy. Pewnie, nikt nie lubił, kiedy jego czarodziejskie sztuczki nagle okazywały się bezużyteczne, a decyzja na skorzystanie z owych - nietrafiona, ale może gdyby zdołał zrozumieć, co tu zaszło, mógłby zapobiec takim zawstydzającym sytuacjom w przyszłości.
Ruszył za swoimi wkrótce-znajomymi, którzy, zgodnie z jego przewidywaniami, rzucili się w szaleńczą pogoń za kieszonkowcem. Tunel pustej przestrzeni, który zostawiła za sobą ta przerażająca kocica i jej zwierzę szybko się zamykał, więc mag przyśpieszył kroku, by nie musieć się później przedzierać przez ten okropny tłum. Cóż za utrapienie!

Zachowując, według siebie samego, całkiem żwawe tempo, wszedł do alejki... i prawie natychmiast się wrócił, wychylając się z rogu tylko, by jednym okiem przeanalizować sytuację panującą w uliczce. Po chwili rąbek jego kapelusza ponownie zniknął. Na bogów! Baatezu! Kto by pomyślał? Na pewno nie Mipper. Nie wiedział, kto pierwszy rzucił tu rękawicą, ale wątpił, by to Anante czy któryś z jej ziomków uznał tę chwilę za dobrą na bijatykę. Cokolwiek się tu stało, po kieszonkowcu nie został nawet ślad, a oni byli w tej chwili zaplątani w następną aferę. Doprawdy, Sigil nieźle potrafiło skurla przetrzebić z wszelkich nadziei na spokojne życie.

Czarodziej tkał już zaklęcie, wiążąc między palcami formułkę na czarodziejską klatkę. Baatezu miały irytującą skłonność do otrzepywania się z wszelkich ognistych zaklęć, więc wszystkie tego typu sztuczki odpadały, a Mipper wątpił, by miał pod ręką coś, co nie stałoby się cierniem w tyłku zarówno dla tych diabłów, jak i dla zmagających się z nimi śmiałków, a przynajmniej nie tutaj, w tej chwili. Sytuacja była trudna, ale wierzył, że jakoś jej zaradzi. Moc manipulacji rzeczywistością nigdy nie była bezużyteczna, nieważne, jak bardzo zazdrosny, niemagiczny trep mógłby tego pragnąć.

Magia przybierała powoli swoją formę, wciskała się w kształt, jaki na niej wymuszał za pomocą żelaznego uścisku woli. Błękitna energia przeskakiwała między jego palcami i laską, szczypiąc i sprawiając, że ręce staruszka swędziały. Czuł jej niecierpliwość.
Kiedy wydawało się, że czary za chwilę eksplodują, Mipper przeniósł całą ich istotę do swojej dłoni i uderzył nią w ziemię, pozwalając magii przez nią popłynąć. Potem strzepał kurz z ręki i przyjrzał się efektom swojej pracy.
Zamierzał umiejscowić klatkę mniej więcej w środku alejki, tak, by jej czarodziejskie ściany stały się dla maszkar prawdziwym utrapieniem, nie pozwoliły uciec i znacznie zmniejszyły mobilność. Już przygotowywał następne zaklęcie, a na gałce jego laski powoli gromadził się szron. Diabły nie potrafiły bronić się przed mrozem tak dobrze, jak przed płomieniem. Może jak trzaśnie któregoś w łeb zimnym niczym dupa władcy Canii pociskiem, to zareaguje. Byle nie zdążył zwrócić uwagi na Mippera.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 65
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

08 paź 2015, 20:30

Potężne pazury wielkiego kota zaskrobały o bruk, wydając przy tym nieprzyjemne dla uszu dźwięki. Pościg, wcześniej hamowany przez zbyt wolno pierzchających z drogi bestii przechodniów, teraz nabrał pełni kolorytu. Otwarta przestrzeń na szczęście bardzo prędko naprawiła wcześniejsze błędy, pozwalając jeźdźcy nietypowego wierzchowca szybko prześcignąć towarzyszy i wpaść w ślad za złodziejaszkiem, wprost w obskurną alejkę, której początkowy widok wywołał na twarzy Rihin delikatny uśmieszek. Bo cóż to była przecież za typowa dla takich trepów miejscówka. Celowo uciekali bardziej brudnymi i szemranymi uliczkami, aby tą skromną manipulacją wystraszyć i zniechęcić ścigających ich ludzi.

Albo też, co wydawałoby się mało prawdopodobne, to właśnie tutaj mieścił się portal, który pochłaniał właśnie końcowy skrawek zielonej peleryny uciekiniera.

Rihin warknęła pod nosem dając znać Fardze aby ta się zatrzymała. Wielki kot napiął potężne mięśnie i pochylił przednią część ciała ku dołowi zatrzymując się, co też uniosło małą kobietę lekko ku górze. Pojedyncza zmarszczka pojawiła się w reakcji na wręcz groteskową scenkę dziejącą się przed jej oczami. W umyśle kobiety pojawił się obraz dzieci pastwiących się nad miotającym się w klatce zwierzęciem. Tyle że w tej sytuacji obraz dzieci zastąpiły potężne potwory, a miotające się w klatce zwierzątko nabrało pokaźnych rozmiarów i przyodziało lśniącą zbroję.

Ukłucie gniewu i lekkiego strachu rozgorzało zarówno w sercu Rihin jak i Fargi, wywołując u tej drugiej głośne warknięcie, przy którym światło dzienne ujrzało wyszczerzone w formie ostrzeżenia długie kły. Zaciskając palce mocniej wokół swojego kija, Rihin zgarbiła się, przylegając brzuchem całkowicie do miękkiego futra, gotowa, aby desperacko zaszarżować, bądź też pierzchnąć czym prędzej przed jakimś rodzajem niespodziewanego ataku.

Właśnie w tym momencie usłyszała za sobą szuranie butów i zduszone okrzyki czy to strachu, czy to zaskoczenia. Przybycie znajomych jej osób polepszyło nieco lekko beznadziejną sytuację, dając jej więcej możliwości, jeśli chodziło o walkę.

Syk najwyższego monstrum wprawił w ruch słynący ze swojej gwałtowności i furii umysł niziołki. Określenie kierującego tą grupą stwora szybko uznała za bardzo przydatne i to też w niego postanowiła skierować swój atak. Zmiażdżenie go jednym, potężnym uderzeniem oznaczało same plusy. Na przykład okrążenie pozostałych przeciwników, pozbawienie ich przywódcy, wprowadzenie między nich zamieszania i zdezorientowania. Rihin miała nadzieję, że jeśli jej pomysł wypali, to wszyscy jej towarzysze wyzbędą się zżerającego ich serca strachu i rzucą się na diabły wspólnie, z dwóch stron.

Szybko, zanim olbrzymi robak wykonał jakikolwiek ruch, Rihin wypowiedziała słowa w śpiewnym i niezrozumiałym języku zawierające w sobie moc, po czym dotknęła spiętej i gotowej do skoku Fargi. Zwierze wzbiło się w górę na nieprawdopodobną dla zwykłych trepów wysokość, z łatwością mijając trójkę wysłanych na nich baatezu i celując wprost w olbrzymiego, przypominającego owada diabła. Kobieta wyprostowała się, gotując swoje ciało do ciosu. Chciała zakończyć to szybko, lekko licząc na to, że forma zaskoczenia, którą wybrała sprawi, że kreatura nie zdąży nawet wnieść protestu przed zmiażdżeniem swojej głowy.

Nawet jeśli coś by poszło nie tak, impet z jakim cielsko wielkiego kota wylądowałoby na potworze powinno go wgnieść w ziemię, co tylko ułatwiłoby dalsze ciosy.

Awatar użytkownika
Zeler
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

08 paź 2015, 21:28

Gdy wszyscy zatrzymali się w wąskiej alejce, ich oczom ukazał się okropny widok. Cztery paskudne stwory znęcały się nad jednym wojownikiem, który choć ranny, cały czas starał się dzielnie bronić. Najwidoczniej demony nie miały zamiaru pozwolić komukolwiek przerwać im ich makabrycznej zabawy, toteż ruszyły z widocznie złowrogimi zamiarami w stronę grupy. Fone nie chciał, by komukolwiek stało się coś złego. Nie lubił przemocy, ale w niektórych sytuacjach tylko ona była rozwiązaniem. Dlatego też musiał działać szybko.

Nie znał możliwości tych obcych bestii, ale wiedział, że jeśli nic nie zrobi, to ktoś tutaj ucierpi. Nie mógł na to pozwolić, dlatego ruszył pomiędzy dwa demony z jednym zamysłem — musiał być znacznie szybszy i silniejszy od nich. Nie wiedział jak to robi, ale po prostu działało. Czuł, jak energia oplatała jego ciało niczym drugie, ciasne ubranie, które wcale nie krępowało ruchów, a wręcz przeciwnie. Jego umysł pracował szybciej, czuł się szybszy, silniejszy i bardziej pewny siebie.

Ruszył pomiędzy dwójkę napastników, z zamiarem szybkiego ich wyeliminowania po czym odciążenia rudej diablicy. Nie znał wytrzymałości stworów ani ich siły, dlatego też skupił się bardziej na unikach, niż parowaniu jakichkolwiek ciosów. Trzymał się nisko, atakując stawy jednego demona kopnięciami, po czym zagęszczał przestrzeń wokół niego by wyprowadzić uderzenia pięściami w twarz drugiego stwora. Mógł liczyć tylko na to, że rzeczywiście okaże się od nich znacznie szybszy.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.