Ascendencja

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

Ascendencja

07 paź 2015, 19:43

Wielki Bazaar Sigil! To miejsce, które iście nadmiarem wrażeń nawet Czuciowca mogłoby doprowadzić do szaleństwa. Rzeczy do spróbowania tyle, że dziesięć razy po pięć dziesięcioleci zajęłoby skosztowanie ich wszystkich. Cała ta część Sigil pokryta jest różnokolorowymi łatami namiotów, straganów, flag, banerów, malowideł, kurtyn i zawieszek, tworząc jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną i wirującą bez opamiętania fontannę wrażeń, kolorów i wzorów. Tutaj kupcy z setek planarnych i pierwszaczych światów rozstawiają swoje stragany, oferując przechodniom jedzenie, picie, ceramikę, materiały, ubiory, sznury, wyroby kamienne - słowem, wszystko, co ktoś odwiedzający Miasto Drzwi mógłby potrzebować, chcieć bądź pożądać. I skoro zdecydowana, zdecydowana większość planarów prędzej czy później przechodzi przez Sigil, można było spokojnie założyć, że zaspokojone mogą zostać tu potrzeby i gusta właściwie każdego z odwiedzających, nieważne, jak egzotyczne byłyby. Z miejsca, w którym spotkały się niespodziewanie Anante i Rihin (Anante od razu rzuciła się z uściskiem na niziołkę) można było zauważyć stragan z duszowym miodem pitnym, uzyskiwanym ponoć z duchów jakiegoś nadzwyczajnie odległego pierwszaczego świata, sklep z czarnymi, brzydkimi grzybami, wykopanymi podobno spomiędzy korzeni Yggdrasila, Jesiona Światów, dziesiątki butelek, wypełnionych, jak hałaśliwie zapewniał sprzedawca, powietrzem ze świętej Góry Celestii, które każdego trepa miało oczyścić ze zła przy pierwszym wdechu, gliniane misy, w których żarzyły się płomyczki, podobno pochodzące z Planu Żywiołu Ognia, które, gdy zapalone, zgasną dopiero przy odpowiednim podmuchu, inaczej paląc się przez wieczność, i wiele innych niesamowitych rzeczy. Rihin pojawiła się tu, zaciągając tu również Fone, żeby uzupełnić zapasy ziela fajkowego, i nieco zagubiła się we frenetycznym nastroju tego miejsca, starając się przynajmniej zarejestrować wszystko, co kupcy mieli do zaoferowania. Z podobnych przyczyn przybyła tu Anante - potrzebowała swojego "ziela orzeźwiającego", bez którego bolała ją głowa i nie czuła się dobrze. Towarzyszył Anante Mipper, który przyszedł tutaj po komponenty do jemu tylko znanych magicznych eksperymentów. Ponowne spotkanie kobiet było dość wybuchowo entuzjastyczne, a ponad ich głowami (o co naprawdę nie było trudno) towarzyszący im mężczyźni instynktownie porozumieli się tym przełamującym wszystkie bariery, smutnym wzrokiem mężczyzn towarzyszących kobietom na zakupach.

Kilka minut zajęło, żeby kobiety zdążyły się od siebie wreszcie odkleić i przedstawić sobie nawzajem mężczyzn; Mipper irracjonalnie poczuł lekkie ukłucie zazdrości, kiedy zobaczył, jakim spojrzeniem Anante obrzuciła młodego Fone. Spotkanie należało do tych przyjemnych, i wszyscy oddali się temu nastrojowi, ciesząc się, jedni nieprawdopodobnym spotkaniem, a inni - nowymi znajomościami.

Wtedy jednak Anante poczuła lekki dotyk przy pasie, ulotny na tyle, że niemalże zdający się złudzeniem, w okolicy... jej sakwy, przed chwilą kupionej, zawierającej dużą porcję dobrej jakości zioła, na które wydała większość tego, co przy sobie miała. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, sakwa zniknęła, a za jej wystający ogon ktoś pociągnął, mocno. Odwróciła się gwałtownie, niemalże się przewracając, i zobaczyła znikającą w ciżbie gębę szyderczo uśmiechniętego diabelstwa, trzymającego jej sakwę i przebijającego się przez przypominające ruchome piaski tłumy ludzi. Nie był daleko.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

09 lis 2015, 20:52

Tonat Shas wyraźnie odetchnął z ulgą, usłyszawszy, że nie odrzucili jego propozycji od ręki; najwyraźniej wiele, w tym prawdopodobnie i jego własna skóra i kariera, zależały od powodzenia ich misji. Mipper, znający Harmonium z długotrwałej i częstej z nimi współpracy, od razu zorientował się, o co biega. I wiedział też, że sprawa - jakby oczekiwana kwota tego nie mówiła ponad wszelką wątpliwość - była naprawdę duża. Częste negocjacje, jakie musiała w swoim życiu uskuteczniać Anante, mówiły jej, że z całą pewnością mogła jeszcze coś z Shasa wycisnąć - i że zgoda była nieco przedwczesna. Kiedy tylko Mipper i Anante skończyli mówić, Twardogłowy energicznie pokiwał głową, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech nadziei.

- Otrzymacie dodatkowe dwa tysiące sztuk złota na pokrycie kosztów podróży - czy też ich ekwiwalent w klejnotach, ponieważ taką właśnie walutę najchętniej przyjmują czarty. Udostępnimy wam kwatermistrzostwo, żebyście mogli dobrać sobie potrzebny ekwipunek. I mamy dla was jeszcze coś - Shas skinął głową w stronę stojącego obok, do tej pory milczącego jak głaz krasnoluda, którego mina z całą pewnością nie była przepełniona nadzieją i optymizmem. Krasnolud odchrząknął, burknął, zakręcił się i wydobył zza pazuchy przedmiot, w którym wszyscy rozpoznaliście strzałę. Mężczyzna kontynuował: - Ta strzała, kiedy położycie ją na płaskiej powierzchni, nieomylnie pokaże wam drogę do miecza - żebyście wiedzieli, jak go odnaleźć. Kiedy zakończycie misję z powodzeniem, zdejmiemy ze strzały ograniczenie - będziecie mogli, a przynajmniej pan, dostojny magu, dostroić ją do jakiegokolwiek innego przedmiotu. Pomiędzy klejnotami, sutą nagrodą i tą strzałą, uważam, że jest to wystarczająca pomoc. Klejnotów nie damy wam jeszcze teraz; zostaną dostarczone do miasta Żebra, waszego pierwszego przystanku, do pani Shandrali w Gimnazjonie Pary. Tam będziecie mogli je odebrać - i użyć ich do utorowania sobie drogi do Dis. Portal do Żeber odnajdziecie w karczmie Żwir, niedaleko Wielkiego Bazaaru; należy poprosić oberżystkę o klucz do ostatniego pokoju po prawej na pierwszym piętrze. Tam znajduje się portal - klucz do pokoju jest jednocześnie kluczem do niego. Oprócz tego - wydobył okrągły kawałek dziwnego metalu, którego nawet Mipper nie był w stanie zidentyfikować - to jest klucz uniwersalny, który otworzy każdą bramę, prowadzącą do Wytrzymałości. Kiedy odzyskacie już miecz, odnajdźcie dowolną bramę do miasta - ten klucz ją otworzy. W samym Dis istnieją dwie takie, na ile wiem.

Skończył; najwidoczniej powiedział wszystko, co miał do powiedzenia. Odchylił się do tyłu i czekał na odpowiedź.

Rihin targały sprzeczne emocje; współpraca z Harmonium nie była czymś, czego szukałaby, gdyby miała wybór, chociaż perspektywa utarcia nosa demonom była dla zuchwałej niziołki mimo wszystko kusząca. Także i pieniądze, mimo tego, jakie wrażenie zrobiły na Anante, dla Rihin nie znaczyły prawie nic. Jedyną przyczyną, dla jakiej ruszy na wyprawę, było to, żeby dopilnować, żeby Anante z niej wróciła - w końcu nie może tak zostawić przyjaciółki, a bez niej jej szanse powrotu wyglądały naprawdę mizernie. Gdyby mogła, próbowałaby przekonać Anante, że żadne pieniądze nie są warte tego ryzyka - błysk chciwości w oku diabelstwa mówił jej jednak, że przekonywanie okaże się daremne. Ze zrezygnowaniem więc pozwoliła ponieść się nurtowi.

Także Fone raczej bezwiednie kontynuował przebywanie z formującą się powoli drużyną, kompanią towarzyszy - czuł już lekkie przywiązanie do nich, a ich znajome twarze dodawały mu otuchy w obcym mieście. Nie miał zbytnio co ze sobą zrobić, nie mając żadnego punktu zahaczenia w swoim poszukiwaniu, a Rihin uznała, że mogą zabrać go ze sobą - zdolności bojowe posiada, pokazał to i udowodnił, utrzymując dwa abiszaje w szachu, więc na wyprawie przydatny będzie, a przy okazji mogą nauczyć go języka, życia w Sferach i pomóc mu przyzwyczaić się do swojego nowego domu - zawsze coś za coś, zawsze równa wymiana. Za swoją część nagrody Fone z pewnością będzie mógł nawet jeśli nie odnaleźć swoją poszukiwaną, to poczynić w tym poszukiwaniu znaczne postępy. Chłopak czuł, że zamiary kompanii wobec niego są szczere i życzliwe, nie wyczuwając w nich fałszu - został więc z nimi. Szczególnie wiele powiedziało mu to, że Rihin od razu, bez wahania rzuciła się na pomoc potrzebującemu - przekonało go o tym, że to właśnie w tym towarzystwie chciałby przebywać.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

09 lis 2015, 21:03

Shandrala z szokiem spojrzała na Leizara, jakby zdumiała ją niepomiernie jego propozycja. Po chwili odchyliła głowę do tyłu i wybuchnęła perlistym, niepohamowanym śmiechem, a wszyscy zobaczyli, jak ten śmiech ujmuje jej lat. Najwidoczniej dawno nie miała tak dobrej okazji do śmiechu. Kiedy już dała upust swojemu rozbawieniu, spojrzała jeszcze raz na Leizara, przecierając łzawiące oczy, i powiedziała:

- Haaa! Myślisz, że porzucę to miejsce, na które pracowałam całe życie, na korzyść pchania się w Baator za brzdękiem, którego i tak mam skrzynie? Upadłeś na głowę w międzyczasie? I nie, nie mów mi nic więcej o tym, co chcesz tam robić, bo czuję, że to jest ten typ wiedzy, który może trepa ugryźć w dupsko. Na torturach trzęsie się trumną. I skoro chcesz pchać się w Baator, udzielanie ci pożyczek jest luksusem, na który ja, biedna, niestety niezbyt mogę ci pozwolić. Sto sztuk złota, Leizar, albo możesz iść się szpicować. Interes to interes.

Awatar użytkownika
Varame
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

14 lis 2015, 17:08

- Wyśmienicie. Cały ten wysiłek mówi mi, że Harmonium rzeczywiście pokłada w naszej małej ekspedycji nadzieję. Miło mi o tym słyszeć. - oznajmił mag, pocierając gałkę swojej laski. Zastanawiał się przez krótką chwilę nad wszystkim, co zostało już powiedziane, po czym kontynuował - Zanim przejdziemy dalej… cóż za niebezpieczeństwa przewiduje na naszej drodze Harmonium? Rozumiem, że spotkaliście się już z diabłami w progu ich siedliska, powinniście mieć dla nas jakieś wskazówki, ostrzeżenia i tak dalej.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

16 lis 2015, 01:51

Mernir przytaknął głową na znak zrozumienia słów swoich kompanów. Niemniej, wyczuwał on w ich mowie łańcuchy, które mozolnie owijały się wokół jego ciała. Mowa towarzyszy, jakoby prostująca poglądy na temat tego niebezpiecznego miejsca, ograniczała potencjał poznawczy. Bowiem w istocie obrońcy ludu płonęła chęć empirycznego doświadczania, aby wyrobić własne zdanie na temat wszechrzeczy. W oczach wędrowca z Limbo, doktor otoczył go protekcjonalną opoką, niby rodzicielka dłoń wskazywała na rozsądne kierunki. Mernir nie miał zamaskowanemu uzdrowicielowi za złe tego, że ten starał się odgonić wszelkie niewiadome, które mogłaby przywołać złą przygodę. Jednakże to ból pokazywał słabość, w ciemności głupoty iskierki mądrości stawały się latarniami bezpiecznych przystani, niepowodzenie ujawniało fałszywe ścieżki. To wszystko było kompozycją smaku wolności, mieszaniną słodyczy i gorczycy.

Githzerai, mimo nie okazywania tego po sobie, zaintrygował się kontrastem dwóch indywiduów, z którymi przyszło mu podróżować. Przewodzili, na każdym kroku wykładali na kościanej tacy informacje, jak powinno się postępować, co należało zrobić: jeden uważał że czasu na badania nieznanego nie było, drugi twierdził, że właśnie owy czas był i należało z niego skorzystać, gdy go zabraknie. Nadal cwany lis czmychał z jednej nory do drugiej, poszukując w nich zwierzyny zapewniającej przetrwanie, a - być może - przetrwaniem Leizara były możliwości i pieniądze? Jedno siało drugie. Xal nadal stanowił niewiadomą, chociaż posiadał on skłonności uprzedmiotowienia. Pieniądze były narzędziami, za które kupował skalpele. Tymi instrumentami swego fachu leczył rannych, lecz kim byli oni w jego skrytych za okularem maski oczach? Organiczną wiedzą wzbogacającą potencjał? Mernir akceptował swoich towarzyszy, nawet jeżeli miał o nich błędne pojęcie, to chętnie skrystalizowałby je, dążąc do prawdy. Jednakże tylko jednego nie był w stanie zaakceptować - ograniczenia. Sam obrońca nosił w sobie celę, a była ona nieperfekcyjnym ciałem i nie wystarczająco bystrym umysłem. Zbyt wiele ziaren mroku wypuściło z ziemi czarne ciernie. Kolejne nasienie spaczenia jedynie wzmocniłoby truciznę płynącą w żyłach wraz z krwią.

Dotarłszy do Gimnazjon Pary, Mernir poświęcił chwilę na zinterpretowanie dźwięków, obrazów i zapachów. Z początku nie wtrącał się do rozmowy lisa z nieznajomą. Pochłaniał ich słowa, ale nie ocenił ich. Jeno czerpał z nich wiedzę, którą potem zamierzał wykorzystać w swoich celach. Po chwili rozmowa stała się targowaniem, a chociaż Mernir w żebraczym stylu próbował zdobyć pieniądze od Xala, nadal czuł się jak dziecko we mgle, gdy tematu dotykały sfer brzdęków. Postanowił dalej błądzić.

- Hm. Być może zainteresuje cię inna waluta, zaradna właścicielko? - wtrącił się bezpośrednim, niemniej spokojnym głosem. Ton był szczery, a komplement - chociaż straszliwe pokręcony - prawdziwy. - Jak postrzegasz czyny, pani? Czy jesteś skłonna zapłacić nam przepustką za czyn? - zaproponował, świadomie próbując nieco zbić z tropu pozostałych członków małej drużyny.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

16 lis 2015, 22:22

Shas wzruszył ramionami, słysząc pytanie Mippera. Był w dość dobrym humorze po tym, jak udało się dojść do porozumienia; odpowiedział więc jowialnie:

- Panie Mipperze, z pewnością, jako mag, zna pan czerń kwestii czartów znacznie lepiej od nas, nieczaromiotów. Mogę jeno udzielić drobnej rady: praworządność czartów jest kluczem, i o ile będziecie mieć dobrą przyczynę, żeby być tam, gdzie będziecie, włos wam z głowy nie powinien spaść. Najwidoczniej, niestety - zauważalnie posmutniał - nasi bracia dobrej przyczyny, według diabłów, nie mieli.

***

Słuchając wypowiedzi Mernira, w czarnych oczach Shandrali pojawiło się wyraźne zaciekawienie. Jej postawa zdawała się mówić coś na kształt "czyżby ten cwaniak przypadkiem przyprowadził tu kogoś interesującego?", kiedy pochyliła się do przodu. Kiedy Mernir kończył, w oku Shandrali pojawił się figlarny błysk. Kątem oka spojrzała na Leizara i uśmiechnęła się szelmowsko.

- Świetny pomysł, trepie - kiwnęła głową. - Dam temu, tu, wreszcie okazję do zajęcia się prawdziwą, uczciwą pracą, chociażby przez dzień czy dwa. Może, kto wie, coś mu wreszcie strzeli do głowy i zacznie robić to częściej? - pod koniec nie ukrywała już nawet kpiny i rozbawienia z sytuacji, jakby sam widok Leizara przy jakiejś uczciwej pracy wydawał się dla niej wystarczającym ekwiwalentem zapłaty. - Nowy fragment jednego z budynków jest dobudowywany; przydałaby im się tam pomoc w noszeniu kamieni i przy budowaniu. Pokażę wam, gdzie i jak! - kontynuowała, ledwie powstrzymując śmiech, patrząc na minę Leizara. Było dla niej teraz oczywiste, że stu sztuk złota nie miał, i coś jej zaczęło nie pasować - jak miał wobec tego zamiar zapłacić za usługi Odłama, czegokolwiek by od niego nie chciał? - ale w sposób oczywisty zaczęła się nagle zbyt dobrze bawić, żeby przestać.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

17 lis 2015, 15:12

Propozycja githa zainteresowała Shandralię. Jej oko błysnęło. Kobieta bystro spojrzała w Mernira. Po chwili zerknęła ona na swojego druha, Leizara, nie ukrywając przy tym złośliwości. Najwidoczniej układ odpowiadał właścicielce, bowiem przedstawiła ona szczegóły pracy. Poprosiła o targanie kamieni do konkretnego miejsca oraz pomoc w wykończeniu dobudówki. Czyżby Shandralia nie wyobrażała sobie lisa wśród robotników, skoro nie ukrywała swej ekscytacji spowodowanej myślą o harującym łachmycie?

- Brzmi uczciwie - zgodził się na warunki otrzymania przepustki. - Ciężka praca uszlachetnia. Nawet jeżeli moi kompani nie zgodzą się na to, ja z chęcią wykonam to zadanie - tłumaczył spokojnie. Oparł swój kostur o ladę. - W zamian poprosiłbym o strawę i towarzystwo, albowiem mam pytania. Ale to potem. Udam się od razu na plac budowy. Niechaj pani wskaże mi drogę.

Mernir, niezależnie od decyzji reszty drużyny, udałby się do pracy. Zgodził się na nią, ponieważ widział w niej okazję do rozgrzania ciała i nauki czegoś zupełnie nowego. Gdyby dotarłby na wyznaczony teren, zapytałby o zakres obowiązków. Potem wypełniałby je należycie, ze starannością. Jeżeli byliby tam robotnicy, Mernir przyjąłby ich rady i nauki dotyczące budownictwa. Jeżeli poczułby się pewniej, zrozumiawszy wszystko, przyśpieszyłby robotę, coby zmaksymalizować efekty. Widać byłoby, iże obrońca ludu nie bał się wysiłku fizycznego. Mimo pozornie wątłego ciała, posiadał w sobie siłę.

Gdy praca zakończyłaby się sukcesem, szarooki dołączyłby do grupki robotników. Zamierzał - z grzeczności - zapoznać się z nimi. Oczywiście, gitch zachowywałby manierę i dozę dystansu, lecz pozwalałby sobie na oszlifowanie powierzchownej strefy towarzyskiej, wymieniając się uwagami, drobnymi anegdotami, nieustanie pamiętając o nieprzekraczaniu pewnej granicy. Te istoty nie musiały wiedzieć o nim więcej, niż to, na co pozwalał.

Później Mernir wykorzystałby godzinę na osobisty trening. Wykonywał pieczołowicie ćwiczenia wzmacniające ciało. Po ich wykonaniu, powróciłby do pracodawczyni. Zapewne trudno byłoby zbudować nową część budynku w jeden dzień, lecz pewnie coś posunęło się do przodu. Mernir oczekiwałby od właścicielki strawy i towarzystwa w rozmowie.

Awatar użytkownika
Varame
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

17 lis 2015, 18:15

- Nigdy nie marnuję szansy nauczenia się czegoś nowego - powiedział czarodziej z błyskiem w oku, który już po chwili złagodniał. Umilkł, jakby wyrażał tym niewielkim gestem jakiś szacunek. Oczywiście, kiedy było już po wszystkim, nie kwestionowało się decyzji, które zaprowadziły umarłych do, cóż, śmierci. Gdyby ludzie zajmowali się takimi sprawami, już dawno by ich nie było.
Krótka chwila dla uczczenia końca, to wszystko, czego potrzebowało ludzkie sumienie, by móc zostawić to za sobą. Mipper westchnął w duszy.
- Dobrze. Formalności związane z papierami możemy załatwić później; osobiście się tą kwestią zajmę - jeszcze dziś będzie się można mnie tu spodziewać. Jak napomknęła moja towarzyszka, tak ważnej kwestii nijak nie idzie załatwić bez odpowiednich dokumentów. Zanim jednak przyjdzie na to czas, myślę, że możemy załatwić sprawę ekwipunku, jeśli oczywiście nie gonią pana, panie Shasie, ważniejsze obowiązki.

Był ciekawy, w co Harmonium było skłonne ich wyposażyć. Z tego, co zaszło do tej chwili, możnaby wywnioskować, że wiele; na to też liczył Mipper. Owa skradziona broń najwyraźniej znaczyła dla nich zbyt wiele, by powstrzymywali się przed czymkolwiek.

Jeszcze wczoraj nie uwierzyłby, gdyby ktoś mu zaczął opowiadać o jego niedalekiej przyszłości. No dobra, uwierzyłby. Papierkowa robota nigdy nie była ciekawa, nie ważne, jak dobry trep mógłby by być w jej wypełnianiu. Każdy chciałby wierzyć w podobne bajki w takiej sytuacji.

I oto stał, ekscytując się nadchodzącą wyprawą jak dziecko. Pewnie Twardogłowi zacierają teraz ręcę, ciesząc się na myśl, że udało im się kogoś przekonać do wycieczki na niemalże pewną śmierć.
Mipper spojrzał na Shasa. Tym razem też z błyskiem w oku.
Mag starzał się. Zaczynał chyba też szaleć, skoro zgodził się na to wszystko.
Kochał to.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.