Krzykoskrzynka

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

Krzykoskrzynka

19 sty 2016, 17:50

Wchodząc do baru przez duże, dębowe drzwi pierwszym, co rzucało się w oczy, był sam wystrój głównego pomieszczenia. Na ścianach wisiały różne, głównie przedstawiające jegomościów w fedorach i z katanami w rękach obrazy. Z tyłu baru stała drewniana szafa grająca, która w tej chwili grała "Hotel California". Zaraz obok niej powieszona została jakaś kartka, na górze której znajdował się duży, widoczny napis “Regulamin” - niestety, reszta była zupełnie nieczytelna. Trochę widok przysłaniały tkwiące w kartce rzutki, a trochę była zwyczajnie zniszczona - widać jednak było, że wszyscy obecni mają ją w głębokim poważaniu. W głębi wypełnionego stołami i stołkami głównego pokoju znajdowały się drzwi prowadzące do wychodka. W jednym z kątów stał stół do bilarda.

Po prawej stronie od wejścia znajdował się zwyczajny, długi, drewniany barek. Po jego lewej stronie stały w tej chwili co do jednego zajęte stołki. Po prawej zaś krzątał się przecierający kufle, rozmawiający z ludźmi barman. Człowiek ten posiadał ostre, wyraźnie zaznaczone rysy i bujną, czarną, zadbaną brodę. Pracował w barze od zaledwie kilku miesięcy, ale zdążył się w zupełności zaaklimatyzować i stali bywalcy postrzegali już go jako swojego.

Bar był dwupiętrowym budynkiem - na pierwsze piętro prowadziły znajdujące się na lewo od wejścia drewniane schody. Na górze nie było niczego prócz piętnastu urządzonych w podobny sposób pokojów - w każdym znajdowała się tylko szafa, łóżko i szafka nocna.

Wracając do głównego pokoju - siedziało w nim wiele znanych w mieście osobowości. Większość z nich było stałymi bywalcami baru. Jedną z bardziej rzucających się w oczy postaci siedzący przy barze członek gangu Poszukiwaczy - Sadrigal. Dobrze rozpoznawalny styl - koszula w kratę, będące samymi w sobie ostrzeżeniem przed tym samcem alfa sztruksowe spodnie i uszata czapka z napisem “Meepo” - odbił się na szarych członkach społeczności. Jego imię było jednym z najczęściej wymienianych na ulicy. Ostatnio jeszcze bardziej, jako że był jedną z osób rozmawiających tamtej nocy z zaszykanizowaną na śmierć niewinną personą. Dało się zauważyć kilka nieprzychylnych spojrzeń skierowanych w jego stronę, ale niedbale wciśnięty za pas rewolwer skutecznie odstraszał wszystkich, którzy mieli zamiar wdać się z tym nieciekawym osobnikiem w jakikolwiek spór. Przed nim stał kieliszek whisky.

Zaraz obok niego powoli sączył piwo drugi z trzech obecnych w barze Poszukiwaczy - Drytrak. Ludzie nie zwracali uwagi tyle na niego, co na osobliwy styl i grupę, do której przynależał. Był znany z - w większości nie mających sensu - napisów na koszulkach. Nadal - ludzie i tego członka gangu unikali. Woleli nie mieć styczności z żadnym z właścicieli chopperów stojących przed barem.

Trzeci i ostatni, siedzący po lewej stronie Drytraka członek Poszukiwaczy był postrzegany w zupełnie inny sposób. Niektórzy ludzie nawet odważyli się odezwać do tego charyzmatycznego właściciela stojącego przed barem Cadillaca. Czarny sweter, szara fedora i eleganckie spodnie idealnie pasowały do opinii, jaką obdarzyła go społeczność Leviathana. Podobno ostatnio nawet słyszano jak recytował poematy pod oknem jakiejś piękności. Ludzie tak naprawdę nie wiedzieli, czemu ta trójka się ze sobą trzymała. Były jedynymi osobami, które nie poznały się w barze, a przybyły do niego jako zwarta grupa. Tonuryn bawił się zapalniczką z napisem ”Rodzina jest najważniejsza”.

Przy jednym ze stołów siedziała kolejna rozpoznawalna osobowość - Hrux. Ludzie czasem na niego podejrzliwie patrzyli. Odezwało się nawet kilka szeptów. ”To ten, który ostatnio biegał nago po mieście?” - głosiły. Czuć jednak było wokół niego jakąś dziwną aurę. Kilku osobom przypominał pewną charakterystyczną postać z drugiej wojny światowej. W każdym razie - każdy, kto był w więzieniu miał wśród radykalnej społeczności baru pewne poważanie. Nawet, jeżeli siedział za publiczne obnażanie. O stół została oparta jego deska surfingowa, a przed sobą miał otwartego laptopa.

Bar wypełniony był charyzmatycznymi, rzucającymi się w oczy osobami - jednymi z nich była Wierzba, która rzucała się w oczy dlatego, że tego nie robiła. Wydawała się cały czas obserwować, zupełnie sporadycznie się do kogokolwiek odzywając. Ostatnio opinia o niej uległa zmianie. Głównie przez to, że była jedną z pięciu rozmawiających z zaszykanizowaną na śmierć osobą tamtej nocy. Jednak jako jedyna zarejestrowała szczegóły, które umknęły innym. Znała kolejność, w jakiej ludzie rozmawiali z tamtą osobą i zaobserwowała jej humor. W obecnej chwili podszedł do niej wysoki jegomość z czarnym melonikiem na głowie, postawił przed nią kufel piwa.

- To miejsce jest wolne? - spytał, patrząc prosto na Wierzbę.

Z kąta pokoju dochodziła muzyka. Uważny słuchacz mógł rozpoznać utwór "Gangster's Paradise". Przy stole siedział czarny policjant, który wydawał się zupełnie nie interesować tym, że jest na służbie. Słuchał muzyki, kiwając przy tym głową. Ludzie nie próbowali z nim rozmawiać. Znali go. Ba! Kto nie znał? Kiedyś był bardzo aktywnym, przyjaznym, stałym bywalcem. Ostatnio pojawiał się w barze raczej sporadycznie. Xariel. Czarny policjant znany przez swoje strzały ostrzegawcze w tył głowy z glocka. Miał opinię człowieka, z którym lepiej nie zadzierać. Nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, co tu robi. Co bystrzejszy bywalec połączył pracę policjanta z tajemniczą śmiercią, chociaż trudno było zapamiętać, że ten człowiek jest policjantem, a nie gangsterem.

Oddalony trochę od Poszukiwaczy, chociaż bezsprzecznie próbujący się zbliżyć do tego towarzystwa, przy barku siedział Grynfa. Większość ludzi po prostu nie wiedziało, co o nim myśleć. Wyglądał na typowego, słuchającego rapu rowerzystę. Wmawiali jednak sobie, że nikt zdrowy na umyśle nie przebywałby w tym miejscu tak często i z tym człowiekiem musi być coś nie tak. Może był tajnym członkiem gangu albo agentem specjalnym? To by tłumaczyło, czemu starał się jak najbardziej wbić w społeczność Poszukiwaczy. Był jedną z osób rozmawiającą z zaszykanizowaną na śmierć osobą.

Zaraz przy nim siedział pijący wielkie piwo Darrian. Czarny od węgla olbrzym spędzał większość czasu przy barze zwyczajnie nic nie mówiąc. Ludzie zwykle zwracali się do niego tylko jak zepsuło się coś, co wymagało jakiejkolwiek wiedzy informatycznej bądź elektronicznej. Jeden z podejrzanych, którzy rozmawiali nocą z tamtą osobą. Nikt tak naprawdę nie wierzył w to, że tak pomocny i bezkompromisowy człowiek mógł zrobić coś takiego, ale jednak należał do niesławnej ostatnimi czasy piątki.

Trzasnęły drzwi. Do baru wszedł Zeler, rozglądając się za jakimś wolnym miejscem. Na twarzach kilku z bywalców pojawiły się uśmiechy. Wszyscy lubili Zelera, mimo że odruchowo sięgali do kieszeni na widok człowieka, którego styl wprost mówił ”ziomek, masz ognia?”. Ten sympatyczny, uwielbiający gotować olbrzym uchodził za jedną z lepszych osób odwiedzających bar.

Przy kolejnym ze stołów siedziała Lota. O tak, ta to była znana. Kilku z bywalców nawet utrzymało, że słyszało jej śpiew. Oczywiście - nikt im nie wierzył. Nie wierzyli, że można wyjść niezmienionym z tak podniosłego wydarzenia. Jak to zdarza się z popularnymi osobami - krążyło o niej wiele plotek. Największe poparcie zyskały chyba te, że nie nosi niczego pod sławnym futrze z norek i te, że ma znajomości w rządzie. Była jednym z powodów, dla którego w barze nie było żadnych młodych ludzi - od razu się nieszczęśliwie zakochiwali, a większość z nich wolała tego uniknąć. Była jedną z osób, które rozmawiały z zaszykanizowaną osobą.

Barman widocznie się nad czymś zastanawiał. Po chwili dało się zauważyć, że doszedł do jakiegoś wniosku. Ciągle przecierając kufel, podszedł do znajdujących się przy barku ludzi. Wytarł rękę o niegdyś białą, wciągniętą w spodnie koszulę, po czym z kieszeni wyjął pomięty, widocznie czytany wiele razy list.

- Wiecie, chcą zamknąć Krzykoskrzynkę - zaczął, mówiąc do grupy, która teraz uważnie nadstawiała uszu i jednego, na nic niereagującego stałego bywalca baru, który po prostu sączył piwo i nigdy z nikim nie rozmawiał. - Piszą tu - kiwnął głową na list - że niby bar sprzyja powstawaniu hermetycznych grup - co to, kurwa, są hermetyczne grupy? - a do tego dochodzi to ostatnie zaszykanizowanie - powiedział, po czym westchnął. - Wiecie, jesteście stałymi bywalcami i myślę, że brakowałoby wam tego miejsca tak samo jak mi. Nie sądzicie, że jakbyśmy odkryli sprawcę i przekonali tych tam, na górze, że nie szkodzimy, to by nam pozwolili ciągle tu przebywać?

Prócz wymienionych osób w barze znajdowało się wiele mniej i bardziej znanych person. Jedna z nich, z kotem na ramieniu, właśnie podeszła do słuchającej grupy i zaczęła patrzeć się na Sadrigala.

- Jadłam dziś czekoladę - wyrzuciła z siebie, po czym odeszła i zaczęła mówić losowe fakty ze swojego życia do człowieka, którego ludzie zaczęli żartobliwie - mniej czy bardziej - nazywać “warzywem”, jako że po prostu siedział przy barze i na nic nie reagował. Z tyłu baru dało też się słyszeć dialog.

- Przecież mówiłem, że będę cię informował o postępach w każdą niedzielę! - powiedział ponad dwumetrowy, budzący szacunek człowiek, którego większość ludzi z baru kojarzyła i szanowała, jako że kiedyś pojawiał się dużo częściej.

- Nie informowałeś mnie o niczym od dwóch miesięcy - padła odpowiedź.

Zaraz obok nich toczyła się emocjonująca gra w bilarda - ktoś o bardzo gładkich rysach z brodą godną licealisty grał sam ze sobą. Nikt nie wiedział, kim jest, ale go znosili, mimo że miał powszechną opinię zboczeńca. Podobno kiedyś rozdawał ludziom w prezentach słoiki kiszonych ogórków. Może w taki sposób wkradł się w ich łaski.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 276
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

19 sty 2016, 18:20

- Analiza tracheotomiczna i astrologiczna obecnej koniunkcji wiedzie mnie do przekonania, że masz nadefekowane we łbie, kiełbie - szczerząc czterdziestoośmiokaratowe zęby, wszystkie, wypowiedział swe słowa mądrości w stronę barmana Sadgirlal, jak kazał się zwać wszystkim obecnym, odrywając się na moment od wielkiej księgi nieskończonej mądrości w wersji kieszonkowej, którą przeczesywał po raz tysięczny, napawając się każdym słowem czy dziko inteligentną grą słów, którymi, niczym To, Co Pozostawił Za Sobą Finnegan, tekst był naszpikowany. Tylko najwięksi znawcy boskiego kodeksu PDK odnajdą w nim prawdziwą wartość, i próbie, póki co, nie sprostał nikt oprócz jej autora - co utwierdzało go w słusznym przekonaniu, że był najinteligentniejszą osobą w pomieszczeniu, co oczywiście jakimkolwiek wyzwaniem dla jakiegokolwiek reprezentanta nieplebsu nie było - jedynym możliwym wyjątkiem była ta intrygująca futrzastonorka w czarnych podkolanówkach, co do której wiedział, że być może część tajemnych nawiązań i gier logicznych zdołałaby rozwiązać - co samo w sobie wnosiło ją na wyższy poziom drogi do ostatecznego oświecenia niż reszta tego plebsu, na widok którego chciało mu się oddać się eutanazji - wszyscy oni, utwierdzał się w przekonaniu każdej minuty, zasługiwali na absolutną szykanację, najpełniejszy i najdoskonalszy wymiar tej boskiej sztuki. Nadejdzie dzień, w którym będzie się mógł jej oddać, o tak, Sadgirlal czekał na tę piękną, boską i zimną jak zemsta na talerzu chwilę z rosnącą niecierpliwością, trzymaną jednak w ryzach przez jego nieskończoną cierpliwość i mądrość. W międzyczasie, głaszcząc swój gigantyczny szczerozłoty Desert Eagle inkrustowany diamentami, ze srebrnym, grawerowanym napisem "Happiness" biegnącym wzdłuż lufy, i przypominając sobie ponownie, że załadował wybuchową, napalmową amunicję, zdolną spalić cały budynek jednym strzałem, wychylił ostatki tego złotego, kojącego duszę i umysł płynu, pozwalającego mu znosić towarzystwo tak bliskie zezwierzęconemu plebsowi, po czym oddał się jeszcze jednej ze swoich słynnych przemów.

- Szykanacja, mówisz. Czym jest szykanacja i hermecja, jeśli nie dokładnym i idealnym odzwierciedleniem prawd, jakie grają w duszy każdemu z nas, nawet i wam? Z pewnością podstawowa zdolność do samoanalizy potwierdziłaby tę totalną, jedyną i ostateczną prawdę, stanowiącą jeden z fundamentów świata; nawet maczetowy plebs i węglowi wojownicy włochatości, nawet niestrudzone blogerki roku 2008 i pożeracze kijów świadomi są, jeśli nie świadomie, to nieświadomie, tego faktu - bo też i dyskutować z prawdą jest niemożliwością, jedyną opcją jest skulenie się w strachu i jej akceptacja, prowadząca też i do awansu społecznego i duchowego - kiedy wreszcie dotknie takowy plebs realizacja, że droga świadomości jest drogą najtrudniejszą, z pokorą zaczyna podchodzić do wędrówki po drabinie szlachectwa aż do szczytu, tego wspaniałego miejsca, z którego wzrok jednostki nadludzkiej, na nim zasiadającej, widzi wszystko i wszędzie, niczym z kokpitu choppera.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

19 sty 2016, 18:34

Darrian miał okazję być wszędzie, gdzie można było się znaleźć w tym mieście. Zaczął jak każdy, z samego dołu, docierając na jakiś czas nawet do przemawiania z Panelu Administracji i wracając spowrotem pomiędzy szarą masę, pośród której wcale się nie czuł źle. Nie wszyscy wiedzieli, że to był on, w końcu wtedy mył mordę i lubił purpurę o wiele bardziej a nawet używał innego imienia, a może to teraz używał innego, nie, żeby to miało znaczenie. Miał teraz kompletnie inną reputację i mu to pasowało, mało kto nie wisiał mu jakiejś przysługi. 'Skrzynka była właśnie z reguły pełna takich osób, mających więcej ambicji niż zdolności by gdzieś dotrzeć albo takich, których szczęście opuściło, na ich własne życzenie bądź przez zrządzenie losu. Często dziwadeł. Głównie dziwadeł. Był tu w sumie od zawsze, widział wielu, przychodzili i znikali. Mało kto dawał radę w tym mieście a było warto, kiedy otwarły się bramy obecnych władz i zaczęły się one angażować. Znowu mówiło się o jakichś reformach, plotkowano o renowacjach, ale nie zanosiłoby się, by w starego wyjadacza takiego jak on, miało coś szczególnie uderzyć, wiec siedział cicho.

Teraz jednak spokojne siedzenie z boku Skrzynki trafił szlag, bo jakiś debil, bądź debile, kogoś "zaszykanowali" czy jakaś inna bzdura. Normalnie siedziałby ze spokojem ducha na uboczu i cieszył się spektaklem, ale tak się złożyło, że był ostatnią osobą, która rozmawiała z ofiarą, co malowało cel na jego plecach. Nikt jeszcze się go nie uczepił, ale to była tylko kwestia czasu. Nie trzeba było się angażować z pierwszą lepszą osobą, która mogła zniknąć bez słowa, ale cóż, nawet on czasem zatęsknił za rozmową. Po wszystkim trzeba będzie zagadać do barmana o jakimś monitoringu dookoła Skrzynki, miałby dzięki niemu alibi a tak będzie musiał się tłumaczyć. Nienawidził się tłumaczyć.

Ciekawie się zrobiło, kiedy barman się odezwał nie do kolejnej smutnej mordy wyżalającej całe swoje życie, a do wszystkich zebranych. Zamknąć Skrzynkę? Ktokolwiek wpadł na ten pomysł chyba dawno nie widział rozruchów na ulicach, ale przynajmniej byłoby ciekawie, zanim ci na górze nie ulegliby presji.. albo nie rozstrzelali tłumu. W każdym razie, będzie ciekawie, więc tak długo, jak uda się mu wyplątać z podejrzeń, niech się dzieje co chce.

- Duperszwance same. - Wymamrotał sam do siebie słysząc odpowiedzi, które wtórowały barmanowi, kiwając głową i biorąc kolejny łyk z kufla. Póki ktoś do niego nie podejdzie, miał cała sytuację w głębokim poważaniu, były od tego służby, których przedstawiciel nawet był na miejscu. Opinia tłumu była za nim, na razie i zachowywanie się inaczej niż zwykle powodowałoby tylko plotki. Nie mógł siedzieć spokojnie, ale mógł siedzieć niespokojnie, i taka perspektywa mu wystarczała.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 276
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

19 sty 2016, 18:47

Sadgirlal wiedział, kto oprócz niego rozmawiał z tą zaszykanizowaną osobą. Wiedział, kto mówił z nią ostatni - był to niedźwiedź, czyli nie dźwiedź, czyli co?, nieczłowiek, czarny od plebejskiej pracy w kopalniach uranu, brudzącego na czarno, jak wszyscy wiedzieli. Wyszedł z założenia, że skoro okazał się tak skuteczny, należą mu się gratulacje. Wstał więc ze swojego siedziska, emanując alfowością, pewnością siebie, zapachem Montblanc Legend i błyskając złotymi zębami, podszedł zawadiacko do stolika czarnego niedźwiedzia, postrachu północnych lasów, i rzekł:

- Doskonale, człowieku! Wszyscy wiedzą, że nikt nie jest niewinny - a ja doskonale wiem, dlaczego zaszykanowany duperszwanc niewinny nie był, dlatego też i jestem dumny z twojej postawy i tego, do czego ona doprowadziła, nieważne, co mówi na ten temat władza, bądź świadom tego, że masz moje poparcie we wszystkich przedsięwzięciach, które możesz chcieć podjąć - proponuję jednakowoż, żeby pierwszą była raptowna relokacja, kiedy bowiem plebejscy przedstawiciele nieopierzonej władzy dowiedzą się o twym uczynku, z pewnością nadeślą tu swe psy gończe i koty łowne i mowne. Służę czoperem, którego szybkość i gwałtowność podbiły już niejedną fortecę, i nie tylko damskiego serca, opowieści, które moglibyśmy wymienić, przyjacielu! - Nie mówił przy tym, oczywiście, cicho.

Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

19 sty 2016, 19:06

Le Drytrak, największy żartowniś w promieniu 1337 mil siedział sobie spokojnie z nogami założonymi na stół. Obserwował pozostałych barowiczów na wzór wija-półboga szykującego się do szaleńczego i bezlitośnie zabójczego skoku na swoją beznadziejnie nieszczęsną ofiarę. I tak jak owy wij, Drytrak czuł się w tym miejscu jak król dżungli, istny predator nad predatorami, przedstawiciel rasy nadludzi z pięcioma tysiącami punktów rankingowych. FeelsGoodMan. Powoli sączył piwo przez słomkę wystającą spod jego hełmu, gdy barman zaczął spamować jakieś monologi.

- Siedem s-postów pod rząd? Wnoszę o warna - powiedział, wstając. Paskudna sprawa, kogoś tak strollowano, że aż sobie strzelił z kuszy w głowę, sama ofiara nic Drytraka nie obchodziła, ale ktoś sobie śmieszkuje na jego rewirze, tego nie mógł tolerować. Sprawdził czy rewolwer jest na swoim miejscu i już chciał ruszyć w kierunku barmana, gdy przypomniał sobie o znacznie ważniejszej sprawie. Pan Gibon znowu pojawił się barze, a ostatnio zdarzało się to wyjątkowo rzadko, a ich pionki do gry w Smoki i Lochy zaczęły już dawno gnić. Artefaktów się zachciało. :failfish: Podbiegł do niego z prędkością Grynfy wylatującej z Bezgłowej i rzucił:

- To Drasim przyszedł! Z POSTEM! Ale akcja się szykuje! :hype: :mokro: - ulotnił się równie szybko, jak się przy nim pojawił, to dopiero była partyzantka, na 102.

No ale dobrze, wracając do sprawy, którą przedstawił barman. Drytrak, robiąc oszałamiające salto i przelatując nad głowami innych bywalców tego syfu, znalazł się przy barze.

- Dobra, ty gnoju - rzucił wulgarnie, natychmiastowo edytując swoją wiadomość. - Dobra, panie kolego. :wilczek: Może pokażesz mi jakieś zapisy z archiwum, bo inaczej może być ciężko…

- Trudno! - przerwał mu jakiś koniopodobny człowiek z białą brodą.

- …znaleźć tego śmieszka-heheszka, a bardzo bym chciał mu łeb rozwalić jak soczystego melona, wiesz.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

19 sty 2016, 19:30

Jeśli Poszukiwacz myślał, że Darrian się przejmie jego nagłym przejawem debilizmu, to niestety czekał go zawód. Z początku całkiem olewał fakt, że tan się w jego stronę skierował i zaczął wykrzykiwać co mu ślina na język przyniosła Dopiero, kiedy dotarło do nieco co wykrzykiwał pajac, zwrócił na niego tak naprawdę uwagę, co okazał odsunięciem kufla od ust i odłożeniem go na stół, czyli tym co i tak zamierzał właśnie zrobić. Następnie odchylił się do tyłu, by się oprzeć i usadowić wygodnie, przygotowując się na nieuniknione starcie dwóch samców alfa, z których jeden wszedł na jego terytorium.

Głowa Darriana powoli zaczęła się obracać w stronę poszukiwacza. Napięcie wręcz wibrowało powietrzem pomiędzy nimi (albo były to bezsensowne krzyki Sadrigala), z każdym ułamkiem sekundy było coraz bliżej do nawiązania kontaktu wzrokowego, który miał przekazać pełnię tego, jak bardzo słowa rewolwerowca uderzyły w masywnego chłopa. Gdyby kogoś to obchodziło, zapewne wstrzymywał oddech patrząc jak daleki kuzyn Chewiego kierował spojrzenie na swojego oponenta, a kiedy ich oczy się spotkały, miał do powiedzenia tylko jedno słowo.

- Rałs. - Wydusił z siebie niskim głosem, pomiędzy pomrukiem a warknięciem. Jego pełne wyrazu spojrzenie było istną manifestacją znudzenia i braku zainteresowania, w myśl którego powrócił po chwili wzrokiem spowrotem do kufla, olewając agresora.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 276
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

19 sty 2016, 19:41

Sadgirlal autentycznie oniemiał, kiedy niedźwiedź... szczeknął. Ludzkiej mowy w żaden sposób to, co wydobyło się z otchłannej gardzieli nie przypominało, za to odgłosy wydawane przez co dziksze, co słabiej oswojone psy jak najbardziej, z odpowiednią jednak dla zapadającego w sen zimowy, opływającego tłuszczem po pełnych sukcesu łowach wszystkożercy, kadencją i grubością nieokrzesanego, pierwotnego głosu. Śmierdziało zresztą potem, Sadgirlal zrewidował więc swój pierwszy pomysł o zapewnieniach dobrej woli i pomocy, dochodząc wreszcie do wniosku, że nie dla psa kiełbasa, i miałby później zasmrodzony cały czoper, więc od początku wiedział przecież, że niedźwiedź tylko zawarczy, że nie będzie musiał tak naprawdę w żaden sposób mu pomagać, kupować mu karmy ani niczego takiego, a ziarno zostało zasiane, i wszyscy już patrzyli na tego nieokrzesanego barbarzyńskiego potwora jak na mordercę. Odwrócił się więc, śmiechem zbywszy zwierzęce szczeknięcie, i odszedł z powrotem na swe prawowite miejsce, unosząc prawą rękę dla pożegnania bestii, mówiąc, że nie ma dla niej czasu już, że niech i tak będzie, niech zdziczałą bestią, szykanującą na śmierć, zajmą się gończe psy i czarne koty policji, jemu nic a nic już nie jest do tego.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 64
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

19 sty 2016, 20:07

Z PAMIĘTNICZKA WIERZBY
GODZINA 949.

Kolejny wieczór w ukryciu mija mi spokojnie. Nikt nie zdaje sobie nawet sprawy z mojego istnienia i czujnej obserwacji, jaką prowadzę nad tym hermetycznym towarzystwem. Moje badania zaczęły się od innych hermetycznych stowarzyszeń, które stwierdziły, że to właśnie ten bar jest centrum choroby, mianowicie raka, który toczy PBF-y od środka, polecając mi tym samym trzymać się od Krzykoskrzynki z daleka. Zignorowałam jednak tę nic nie wartą radę. Chociaż do tej pory zastanawiam się, jak dokładnie trafiłam do tego miejsca, gdzie burak buraka burakiem pogania. Brakuje tu jeszcze Buraka, który jako wierzchowiec jest doskonały.
Idąc dalej, mają tutaj dziwne zwyczaje poprawności językowej i wtrącają do więzienia, lub biczują, za przecinki i kropki. Słyszałam nawet o strażnikach pochodzących z ledwo poznanej przeze mnie krainy Przecinkologii. Nie interesuje mnie to jednak jak na razie. Im mniej się odzywam, tym mniej widać moją ignorancję w owym temacie.
Aaaaa! Cóż oni tutaj wyrabiają. Wszędzie jakieś randomy latają, a gdzieś w pobliżu czai się zapewne Absolut absolutny, który jest absolutnie nie absolutny w swojej absolutności.
Ale ja tak właściwie nie o tym! Ktoś zaszykanował sobie jednego z użyszkodników. Ot tak, bez powodu. Na szczęście wiem, kim są podejrzani i mam zamiar dociec prawdy w tym morzu pełnym raków. Strzeżcie się! Buraki! Kiedy przyjdzie czas, wyciągnę wszystkie swoje rzepy i pioruny z rękawa na wierzch. Wasze obiecanki-cacanki o epickich projektach Jakubów 2.0 już więcej nie zamydlą mi oczu! Prze.....

- Agrh – Wierzba zatrzasnęła notes podrywając głowę do góry i mierząc niepewnym wzrokiem stojącą nad nią osobę. Wyglądał podejrzanie, jak wszyscy tutaj. Z pewnością będzie chciał złożyć jej jakąś propozycję, z której się później nie wywiąże, zostawiając ją samą na lodzie, z połową ukończonej już pracy. Albo po prostu był to jakiś śmieszek, chcący szykanować ją za jej nijakość i nieudzielanie się w buraczanej społeczności. Była też opcja, że będzie ją dręczył za porzuconą gdzieś w niebycie postać kociego łotrzyka, czy nie nachodzenie admina we dnie i w nocy, aby jej poprawki przekazał do KP.

- To zależy! – Jej łamiący się głos dał znać o paranoicznym strachu przed rozmowami – Jak maż zamiar mnie szykanować, to lepiej tutaj nie siadaj! Mam słabe serduszko i tego nie zniosę! Jednak jeśli chcesz sobie po prostu posiedzieć, to bądź moim gościem. Nie mam nic przeciwko.

W tym momencie Drytrak zaczął uskuteczniać swoje harce po pomieszczeniu. Wierzba pochyliła się nad notesem ściskając długopis ze złością i zasłaniając przed nieznajomym swoje bazgroły.


Z PAMIĘTNICZKA WIERZBY
GODZINA 949,5.

Ten śmieszek w hełmie znowu uskutecznia jakieś głupie akcje. Lata sobie pod sufitem, używa edycji i myśli, że ujdzie mu to na sucho. Zaraz dostanie młotem w głowę, albo jakimś stalaktytem i się skończy to niesubtelne surfowanie, a zacznie płakanie o niesprawiedliwość. Przynajmniej muzyki się da posłuchać.

Tutaj przerwała pisanie, zamykając znowu notes i wracając całą swoją uwagą do gościa w czarnym meloniku.

- Więc, jak już musimy o czymś pogadać, to lepiej zarzuć tematem, bo ja nigdy tego nie robiłam, nie robię i nie będę robić. I wgl mało się odzywam przecież, a jeśli już to robię, to leci jedno jako tako śmieszne słówko i do widzenia. Teraz się tak rozgadałam, bo może wiesz coś o tej straszliwej szykanizacji? A jak chcesz ze mną uskuteczniać jakieś tajne akcje, to źle trafiłeś.

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

19 sty 2016, 21:12

Szaleńcy.

Co do jednego; wszyscy w tym zapomnianym przez Boga mieście byli szaleni. Doszczętnie i nieodwracalnie. A tu, w tym barze? Chłopcze, nawet sobie nie wyobrażasz. Szaleństwo nabiera nowych kolorów w ‘Skrzynce. Tutaj ordynarny obłęd jest czymś, co je się na śniadanie. Tutaj niknie wszystko to, co czyni nas ludźmi. Tutaj ściany pomalowane są krwią zbyt słabych, by przetrwać w tym zakwaszonym żołądku, przeżartym przez własny kwas na wylot już tyle razy, że równie dobrze mógłby robić za sieć na ryby. Tutaj, chłopcze, jeśli nie dajesz sobie rady z codziennością - tutaj zostałbyś rozerwany na strzępy. Och, oczywiście, że nie dosłownie. Ale uwierz mi - lepiej byłoby, gdyby jednak tak to działało. Nie, u nas sprawy mają się inaczej. Albo wchodzisz i mieczem torujesz sobie drogę na krzesełko, gdzie będziesz mógł usiąść

spokojnie, albo wychodzisz stąd zabliźniony i zredukowany do czegoś bardzo, bardzo małego.

Myślałeś, że to jest miejsce dla ludzi cywilizowanych? Ha! Zastanów się dobrze. Kultura osobista i cywilizowany sposób bycia - tutaj jest to tylko płaszcz, mierna zasłona, za którą kryje się świat krwawy i śmiertelnie niebezpieczny. Oczywiście, że potrafimy być cywilizowani. Ale to tylko maska, a nawet wtedy jej ohydne lico wykrzywione jest w wyrazie okropnego, szyderczego uśmiechu. Wielu próbowało opisać panującą tu atmosferę; niektórzy nazwali nas poetami wysublimowanej nienawiści. Dla innych jesteśmy po prostu zwykłymi chamami. To bez znaczenia - liczy się to, że tutaj dobroć jest na wymarciu. Niewielu się ostało wojowników światła, uwierz mi. A tych wcale nie przybywa. Zresztą, spójrz na swój własny świat - czy nie zbyt wiele w nim nienawiści, czy nie za mało miłości? Tak, tak. Ale tutaj, dziecię, tutaj… tutaj ludzie się zmieniają.
Na gorsze.

Ach, pytasz; co tu robię? Jaki mam tutaj interes, że wytrzymuję tę lawinę nienawiści, tę ciężką atmosferę przesyconą szykanami, tych ludzi naszpikowanych złem? Powiem ci, dziecię - jestem tutaj przeciwwagą. Gdzie moje ziomki palą, niszczą - ja odbudowuję. Gdzie oni nienawidzą - ja kocham. Nie, nie robię tego, żeby stanąć kiedyś na jakimś wyższym miejscu. Boże, czasami i mnie opętuje ten wszechobecny demon-szyderca, ten przebiegły kusiciel. Taki po prostu jestem. Może kiedyś padnę, przebity zbyt wielką ilością strzał, z palcami o jeden raz za dużo uderzonymi linijką, z tyłkiem doszczętnie podziurawionym szpilami - a może sam wejdę kiedyś w poczet szyderców, jeśli jeszcze nim nie jestem.
Nie wiem - tyle mogę ci powiedzieć. Ale wiedz, że, choć za pasem mam rewolwer - nie strzelam. Choć mam nóż, nie zabijam. Dlatego, jeśli potrzebujesz wsparcia, biedne dziecię - wesprzyj się o mnie. Wesprzyj się o moich ziomków. Bo choć jesteśmy złodziejami życia, to wiemy, jak słodka jest miłość.
Tyle już lat minęło. Tyle już razy krztusiliśmy się własnym jadem. Tyle razy musieliśmy zaciągać szaliki, żeby nie czuć własnego smrodu, żeby zachować dumę wobec zła, które nami rządzi.
Ale pamiętaj. Nie zapomnieliśmy miłości.

Spójrz, jak się przekomarzają. Zobacz, jak jeszcze jeden dzień trwamy w tym, co w nas najgorsze. Jak nawzajem zabijamy w sobie kreatywność, jak jeden drugiemu próbojemy wyjąć z oka źdźbło. Nadstaw ucho, posłuchaj tych rozmów. Ja też słucham. Każdego dnia, o każdej godzinie - słucham. Słucham i słucham, i słucham, i słucham. Ale nie otwieram ust. Nie otwieram ich, bo wiem, że mój język tylko czeka na sposobność, żeby komuś zepsuć dzień.
Wstrzemięźliwość to trudna rzecz, uwierz mi.

Widzisz? Popatrz, jak spoglądam spod ściągniętych brwi na swoje otoczenie. Jak popijam tutejszą coca-colę (smakuje jak szczyny), jak bawię się tą cholerną zapalniczką, którą dostałem, kiedy jeszcze byłem młody.
Tutaj człowiek szybko się starzeje. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo.

- Co ty wyprawiasz? - pytam Sadrigala, krzywiąc się do niego - Za długo na słońcu się było? - Już mam powiedzieć coś zgryźliwego, ale gryzę się w język i zamykam usta. Uff. Kolejny raz udało mi się wytrwać.
Wpatruję się w tę nalaną mordę i nikt nie ma pojęcia, dlaczego w moich oczach błąka się tak tęskny blask.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

The Other Half

19 sty 2016, 21:51

Barman patrzył na mówiącego do niego Sadrigala. Spokojnie, unosząc lekko brwi. Zdecydował się nie wdawać w rozmowę z nim, mimo że bez problemu mógłby sprawić, żeby tamten zastanowił się nad swoim życiem i zrezygnował z… tego, co robił. Spojrzał na trzymaną w jego ręce książkę. Westchnął. Był zawiedziony jego postępowaniem. Poczekał, aż tamten skończy swoją tyradę i obserwował jego starcie z Chewbaccą. Westchnął ponownie.

- PW - jedno, jedyne słowo, jakie skierował do Sadrigala, po czym całą swoją uwagę skupił na Drytraku, który właśnie coś do niego krzyczał. O tak, ten zawsze taki był. Wzruszył ramionami. Oczywiście - z chęcią spełni jego życzenie. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, sięgając pod ladę. Chwycił kopertę, która przyszła od rządu, wyprostował się i na oczach Poszukiwaczy wrzucił do niej list, po czym wyjął winyl, który wyglądał… osobliwie. W losowych miejscach był posklejany na klej i taśmę, a i widocznie był jakiś czas temu w czymś zamoczony. Odgadnięcie nie stanowiło raczej problemu, jako że natychmiast po wyjęciu w barze rozszedł się ostry - jeszcze ostrzejszy, niż zwykle - zapach whisky.

- Z przyjemnością, drogi kolego. Jak sobie życzysz - powiedział, po czym udał się do szafy grającej. I wolno, bardzo wolno włożył do niej płytę. Przerwało to aktualnie grane Satisfaction i po chwili rozległ się dźwięk, który bezsprzecznie był głosem Drytraka. Taśmy się cięły i brzmiały jak nieudolnie zmontowane, ale były. W dużym skrócie - obciążały wszystkich Poszukiwaczy i Zelera. I to mocno. Nastroje w barze widocznie się zmieniły, NPC wydali się o wiele bardziej sprowokowani przez tę czwórkę, niż byli wcześniej. Może i by doszło do czegoś więcej, ale znany wszystkim pod innym imieniem, aktualnie Krasy, nagle wstał i zaczął krzyczeć.

- Ha! Szykanatorzy! Za Backero było lepiej! - zaczął z zamiarem kontynuowania, ale zobaczył nieprzychylne spojrzenia. Jego twarze nagle zaczęły się same z siebie zmieniać, a sama postać zdecydowała porażkę obrócić w żart. - Ficjusz pcha Leviathan prosto w gówno - powiedział, po czym zaczął wąchać własny bąk z kieliszka, natychmiastowo zmieniając temat. - Hm, dobry rocznik.

Xariel wyłapał szybkie spojrzenie barmana. No tak, w końcu był policjantem. Usuwanie takich ludzi powinno być jego pracą. Ale może poradzą sobie sami? Zerknął na leżącego w kącie, posiadającego dwie głębokie rany Trova, któremu zaklejono usta taśmą.

Gniew ludu skierował się głównie na dwie osoby - Drytraka i Sadrigala. Tonuryn i Zeler byli osobami lubianymi, chociaż i na nich padły podejrzenia. Lekkie, bo lekkie, ale wciąż - podejrzenia. Na razie nikt nijak nie reagował. Barman zmienił płytę patrząc na Poszukiwaczy. Jego wzrok mówił jakby wasz ruch. Kolejny winyl także został wyjęty z rządowej paczki. Rozległo się Half Face Of God.

- Kurwa mać! - krzyknął przywodzący na myśl konia człowiek z długą, białą brodą. Pół baru na niego spojrzało, oczekując jakiejkolwiek kontynuacji, ale ta nie nadeszła. Wydawał się zajęty sobą, siedząc sobie przy stole i pijąc alkohol.

- Mam nowy fartuch. Z kotem - odezwał się kobiecy głos obok ucha Drytraka, a zaraz po nim rozległo się miauczenie kota i kroki świadczące o tym, że owa osoba już go zostawiła.

Tymczasem Wierzba bardzo udanie próbowała być miła. Jegomość już chciał siadać obok niej, ale kiedy rzuciła coś o tajnych akcjach, od razu zrezygnował. No cóż - przejrzała go, musiał przyznać. Pochwalił sam siebie. Usłyszał na mieście, że został wynajęty do tej sprawy prywatny detektyw. Pierwszy dialog z jakąkolwiek osobą i od razu ją odkrył! Ha! Odszedł w kierunku baru, zostawiając jednak pełny kufel piwa na stole, przy którym siedziała Wierzba. Mogła dalej obserwować w spokoju sytuację w barze, która z każdym momentem stawała się bardziej niebezpieczna.

Do baru wszedł specyficzny człowiek. Cały był ubrany na złoto, oślepiając co bliżej znajdujących się użytkowników. Mimo że był niższy od każdego w barze, w jakiś sposób udawało mu się patrzeć na wszystkich z góry. Na koszulce miał napis “In this moment, I am euphoric. Not because of any phony God’s blessing. But because, I am enlightened by my intelligence”. Rozejrzał się, wściekle rzucił avatar na podłogę, po czym spokojnie usiadł przy stole.

Czy to możliwe? - myślał Darrian, kiedy usłyszał pierwszy winyl. Zaszykanowana została ciągle zmieniająca avatary blondynka. Czy to możliwe, żeby to była ona?

A w siedzącym spokojnie przy stole Hruxie odezwał się starożytny instynkt surfera…

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 4 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Aleksis Bentrum, Google [Bot], Grynfa, Kerreos
Liczba postów: 52179
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.