Krzykoskrzynka

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 194
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

Krzykoskrzynka

19 sty 2016, 17:50

Wchodząc do baru przez duże, dębowe drzwi pierwszym, co rzucało się w oczy, był sam wystrój głównego pomieszczenia. Na ścianach wisiały różne, głównie przedstawiające jegomościów w fedorach i z katanami w rękach obrazy. Z tyłu baru stała drewniana szafa grająca, która w tej chwili grała "Hotel California". Zaraz obok niej powieszona została jakaś kartka, na górze której znajdował się duży, widoczny napis “Regulamin” - niestety, reszta była zupełnie nieczytelna. Trochę widok przysłaniały tkwiące w kartce rzutki, a trochę była zwyczajnie zniszczona - widać jednak było, że wszyscy obecni mają ją w głębokim poważaniu. W głębi wypełnionego stołami i stołkami głównego pokoju znajdowały się drzwi prowadzące do wychodka. W jednym z kątów stał stół do bilarda.

Po prawej stronie od wejścia znajdował się zwyczajny, długi, drewniany barek. Po jego lewej stronie stały w tej chwili co do jednego zajęte stołki. Po prawej zaś krzątał się przecierający kufle, rozmawiający z ludźmi barman. Człowiek ten posiadał ostre, wyraźnie zaznaczone rysy i bujną, czarną, zadbaną brodę. Pracował w barze od zaledwie kilku miesięcy, ale zdążył się w zupełności zaaklimatyzować i stali bywalcy postrzegali już go jako swojego.

Bar był dwupiętrowym budynkiem - na pierwsze piętro prowadziły znajdujące się na lewo od wejścia drewniane schody. Na górze nie było niczego prócz piętnastu urządzonych w podobny sposób pokojów - w każdym znajdowała się tylko szafa, łóżko i szafka nocna.

Wracając do głównego pokoju - siedziało w nim wiele znanych w mieście osobowości. Większość z nich było stałymi bywalcami baru. Jedną z bardziej rzucających się w oczy postaci siedzący przy barze członek gangu Poszukiwaczy - Sadrigal. Dobrze rozpoznawalny styl - koszula w kratę, będące samymi w sobie ostrzeżeniem przed tym samcem alfa sztruksowe spodnie i uszata czapka z napisem “Meepo” - odbił się na szarych członkach społeczności. Jego imię było jednym z najczęściej wymienianych na ulicy. Ostatnio jeszcze bardziej, jako że był jedną z osób rozmawiających tamtej nocy z zaszykanizowaną na śmierć niewinną personą. Dało się zauważyć kilka nieprzychylnych spojrzeń skierowanych w jego stronę, ale niedbale wciśnięty za pas rewolwer skutecznie odstraszał wszystkich, którzy mieli zamiar wdać się z tym nieciekawym osobnikiem w jakikolwiek spór. Przed nim stał kieliszek whisky.

Zaraz obok niego powoli sączył piwo drugi z trzech obecnych w barze Poszukiwaczy - Drytrak. Ludzie nie zwracali uwagi tyle na niego, co na osobliwy styl i grupę, do której przynależał. Był znany z - w większości nie mających sensu - napisów na koszulkach. Nadal - ludzie i tego członka gangu unikali. Woleli nie mieć styczności z żadnym z właścicieli chopperów stojących przed barem.

Trzeci i ostatni, siedzący po lewej stronie Drytraka członek Poszukiwaczy był postrzegany w zupełnie inny sposób. Niektórzy ludzie nawet odważyli się odezwać do tego charyzmatycznego właściciela stojącego przed barem Cadillaca. Czarny sweter, szara fedora i eleganckie spodnie idealnie pasowały do opinii, jaką obdarzyła go społeczność Leviathana. Podobno ostatnio nawet słyszano jak recytował poematy pod oknem jakiejś piękności. Ludzie tak naprawdę nie wiedzieli, czemu ta trójka się ze sobą trzymała. Były jedynymi osobami, które nie poznały się w barze, a przybyły do niego jako zwarta grupa. Tonuryn bawił się zapalniczką z napisem ”Rodzina jest najważniejsza”.

Przy jednym ze stołów siedziała kolejna rozpoznawalna osobowość - Hrux. Ludzie czasem na niego podejrzliwie patrzyli. Odezwało się nawet kilka szeptów. ”To ten, który ostatnio biegał nago po mieście?” - głosiły. Czuć jednak było wokół niego jakąś dziwną aurę. Kilku osobom przypominał pewną charakterystyczną postać z drugiej wojny światowej. W każdym razie - każdy, kto był w więzieniu miał wśród radykalnej społeczności baru pewne poważanie. Nawet, jeżeli siedział za publiczne obnażanie. O stół została oparta jego deska surfingowa, a przed sobą miał otwartego laptopa.

Bar wypełniony był charyzmatycznymi, rzucającymi się w oczy osobami - jednymi z nich była Wierzba, która rzucała się w oczy dlatego, że tego nie robiła. Wydawała się cały czas obserwować, zupełnie sporadycznie się do kogokolwiek odzywając. Ostatnio opinia o niej uległa zmianie. Głównie przez to, że była jedną z pięciu rozmawiających z zaszykanizowaną na śmierć osobą tamtej nocy. Jednak jako jedyna zarejestrowała szczegóły, które umknęły innym. Znała kolejność, w jakiej ludzie rozmawiali z tamtą osobą i zaobserwowała jej humor. W obecnej chwili podszedł do niej wysoki jegomość z czarnym melonikiem na głowie, postawił przed nią kufel piwa.

- To miejsce jest wolne? - spytał, patrząc prosto na Wierzbę.

Z kąta pokoju dochodziła muzyka. Uważny słuchacz mógł rozpoznać utwór "Gangster's Paradise". Przy stole siedział czarny policjant, który wydawał się zupełnie nie interesować tym, że jest na służbie. Słuchał muzyki, kiwając przy tym głową. Ludzie nie próbowali z nim rozmawiać. Znali go. Ba! Kto nie znał? Kiedyś był bardzo aktywnym, przyjaznym, stałym bywalcem. Ostatnio pojawiał się w barze raczej sporadycznie. Xariel. Czarny policjant znany przez swoje strzały ostrzegawcze w tył głowy z glocka. Miał opinię człowieka, z którym lepiej nie zadzierać. Nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, co tu robi. Co bystrzejszy bywalec połączył pracę policjanta z tajemniczą śmiercią, chociaż trudno było zapamiętać, że ten człowiek jest policjantem, a nie gangsterem.

Oddalony trochę od Poszukiwaczy, chociaż bezsprzecznie próbujący się zbliżyć do tego towarzystwa, przy barku siedział Grynfa. Większość ludzi po prostu nie wiedziało, co o nim myśleć. Wyglądał na typowego, słuchającego rapu rowerzystę. Wmawiali jednak sobie, że nikt zdrowy na umyśle nie przebywałby w tym miejscu tak często i z tym człowiekiem musi być coś nie tak. Może był tajnym członkiem gangu albo agentem specjalnym? To by tłumaczyło, czemu starał się jak najbardziej wbić w społeczność Poszukiwaczy. Był jedną z osób rozmawiającą z zaszykanizowaną na śmierć osobą.

Zaraz przy nim siedział pijący wielkie piwo Darrian. Czarny od węgla olbrzym spędzał większość czasu przy barze zwyczajnie nic nie mówiąc. Ludzie zwykle zwracali się do niego tylko jak zepsuło się coś, co wymagało jakiejkolwiek wiedzy informatycznej bądź elektronicznej. Jeden z podejrzanych, którzy rozmawiali nocą z tamtą osobą. Nikt tak naprawdę nie wierzył w to, że tak pomocny i bezkompromisowy człowiek mógł zrobić coś takiego, ale jednak należał do niesławnej ostatnimi czasy piątki.

Trzasnęły drzwi. Do baru wszedł Zeler, rozglądając się za jakimś wolnym miejscem. Na twarzach kilku z bywalców pojawiły się uśmiechy. Wszyscy lubili Zelera, mimo że odruchowo sięgali do kieszeni na widok człowieka, którego styl wprost mówił ”ziomek, masz ognia?”. Ten sympatyczny, uwielbiający gotować olbrzym uchodził za jedną z lepszych osób odwiedzających bar.

Przy kolejnym ze stołów siedziała Lota. O tak, ta to była znana. Kilku z bywalców nawet utrzymało, że słyszało jej śpiew. Oczywiście - nikt im nie wierzył. Nie wierzyli, że można wyjść niezmienionym z tak podniosłego wydarzenia. Jak to zdarza się z popularnymi osobami - krążyło o niej wiele plotek. Największe poparcie zyskały chyba te, że nie nosi niczego pod sławnym futrze z norek i te, że ma znajomości w rządzie. Była jednym z powodów, dla którego w barze nie było żadnych młodych ludzi - od razu się nieszczęśliwie zakochiwali, a większość z nich wolała tego uniknąć. Była jedną z osób, które rozmawiały z zaszykanizowaną osobą.

Barman widocznie się nad czymś zastanawiał. Po chwili dało się zauważyć, że doszedł do jakiegoś wniosku. Ciągle przecierając kufel, podszedł do znajdujących się przy barku ludzi. Wytarł rękę o niegdyś białą, wciągniętą w spodnie koszulę, po czym z kieszeni wyjął pomięty, widocznie czytany wiele razy list.

- Wiecie, chcą zamknąć Krzykoskrzynkę - zaczął, mówiąc do grupy, która teraz uważnie nadstawiała uszu i jednego, na nic niereagującego stałego bywalca baru, który po prostu sączył piwo i nigdy z nikim nie rozmawiał. - Piszą tu - kiwnął głową na list - że niby bar sprzyja powstawaniu hermetycznych grup - co to, kurwa, są hermetyczne grupy? - a do tego dochodzi to ostatnie zaszykanizowanie - powiedział, po czym westchnął. - Wiecie, jesteście stałymi bywalcami i myślę, że brakowałoby wam tego miejsca tak samo jak mi. Nie sądzicie, że jakbyśmy odkryli sprawcę i przekonali tych tam, na górze, że nie szkodzimy, to by nam pozwolili ciągle tu przebywać?

Prócz wymienionych osób w barze znajdowało się wiele mniej i bardziej znanych person. Jedna z nich, z kotem na ramieniu, właśnie podeszła do słuchającej grupy i zaczęła patrzeć się na Sadrigala.

- Jadłam dziś czekoladę - wyrzuciła z siebie, po czym odeszła i zaczęła mówić losowe fakty ze swojego życia do człowieka, którego ludzie zaczęli żartobliwie - mniej czy bardziej - nazywać “warzywem”, jako że po prostu siedział przy barze i na nic nie reagował. Z tyłu baru dało też się słyszeć dialog.

- Przecież mówiłem, że będę cię informował o postępach w każdą niedzielę! - powiedział ponad dwumetrowy, budzący szacunek człowiek, którego większość ludzi z baru kojarzyła i szanowała, jako że kiedyś pojawiał się dużo częściej.

- Nie informowałeś mnie o niczym od dwóch miesięcy - padła odpowiedź.

Zaraz obok nich toczyła się emocjonująca gra w bilarda - ktoś o bardzo gładkich rysach z brodą godną licealisty grał sam ze sobą. Nikt nie wiedział, kim jest, ale go znosili, mimo że miał powszechną opinię zboczeńca. Podobno kiedyś rozdawał ludziom w prezentach słoiki kiszonych ogórków. Może w taki sposób wkradł się w ich łaski.

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

25 sty 2016, 14:45

- Dziękuję, postoję - odpowiadam, uśmiechając się do pogrążonego w malignie, majaczącego Hruxa. Ledwo udało mi się zrozumieć jego słowa, a jedno spojrzenie na jego - niestety, jedyną - część garderoby utwierdziło mnie w przekonaniu, że ten świetnie się bawi. Ech.
Zaprawdę, ze wzruszeń pozostało mi jedynie wzruszenie ramion, a z uniesień - uniesienie brwi. Za długo już gniję w tym miejscu, żeby takie rzeczy robiły na mnie wrażenie. Widziałem już setki podobnych scen - ludzie ogarnięci szaleństwem, wykrzykujących unisono “rak” w rytm bałaganu, który robili; cały bar skupiony na zażartej kłótni dwójki ludzi, która kończy się dopiero, kiedy oboje zainteresowanych zostaje siłą wyciągniętych z pomieszczenia; strzelanina, przewrócone stoły służące za barykady, krzyki rannych - a to wszystko z powodu jednej teczki, która pojawiła się w złych rękach o złym czasie. Tysiąc wspomnień, z których każde mogłoby robić za tragedię w teatrze.

Zostawiam tę myśl samą sobie, czując wibrację smartfona w kieszeni. Wyciągam go, a tam - o zgrozo - esemes od Ficjusza. Przyglądam się przez chwilę złowrogiemu avatarowi, po czym otwieram wiadomość, przygotowując się na najgorsze.
“bądź moim policjantem ;) xoxo”
Ten człowiek chyba na zawsze pozostanie dla mnie zagadką. Cóż - wzruszam ramionami - mogło być gorzej.

Podnosząc wzrok znad ekranu napotykam spojrzenie Hruxa. Całe moje jestestwo pragnie się wzdrygnąć, ale jakoś wytrzymuję. Jego słowa wyłaniają się niby topielce, niby jakaś ohydna parodia Afrodyty z piany, którą ów szaleniec toczy ze swoich ust. Obserwuję kroplę śliny, która spada mi na sweter.
Chcialbym się skulić, wejść pod stół i złapać się za którąś z nóg. Niestety, to marzenie ściętej głowy. Muszę pozostać silny. Na przekór oślizgłego dotyku, na przekór dźwiękowi taśmy klejącej i miętego papieru.
Mogłem dziś nie wychodzić z domu.

Dopiero. kiedy z duszy spada mi kamień, jakim jest towarzystwo Hruxa, sięgam za siebie i zdejmuję kartkę. Nawet nie trudzę się, żeby przeczytać zawartości - po prostu ją zgniatam i rzucam do kosza. Rzucam spojrzenie Wierzbie, która również wydaje się być lekko oszołomiona spotkaniem z największym postrachem tego baru.
Wzdychając, wreszcie siadam na krześle i, zdejmując kapelusz, czochram swoje gęste, kręcone włosy.

- Powiedziano mi, że masz jakieś soczyste info o szykanizacji…? - zagaduję, stawiając pod koniec nutkę zapytania. Szybkie spojrzenie na dziewczynę sprawia, że zmieniam zdanie.

- Barman! - podnoszę głos - To co zawsze, dwa razy! - zamawiam, dla podkreślenia słów gestykulując. Po chwili na stole lądują dwa kubki z gorącym kakao, oba ze stosowną słomką.

Patrzę na Wierzbę pytająco.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 194
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

Grooving Up Slowly

27 sty 2016, 21:25

- SIEMA ZWIERZAKI - usłyszeli wszyscy ludzie znajdujący się w głównej sali. Człowiek, który właśnie wszedł, jakimś cudem potrafił zaznaczyć brak jakiejkolwiek interpunkcji nawet mówiąc. Ludzie się obejrzeli na nowo przybyłego. Kilku z nich od razu wyszło, jako że i tak robiło się już ciemno. Gdzieś w kątach odezwało się kilka cichych “o nie”. Przybysz jednak zajął się najbliższym celem - Zelerem. Rzucił do niego kilka słów, które słyszał tylko - i tak już zszokowany - kucharz. Z szafy grającej doszło "Sunshine of Your Love"

Udał się do baru, zamówił “najsilniejsze, co mieli” i usiadł wygodnie, wcinając się czasem w losowe konwersacje tylko po to, żeby obrazić matki rozmawiających. Wyglądało na to, że świetnie się bawił i nikt nie miał zamiaru go ruszać. A nawet przez chwilę zaczął dogadywać się z chodzącym po barze, pokazującym ludziom sprośne rzeczy recydywistą, o którego uspokojenie został poproszony Xariel.

Tymczasem Hrux, który usłyszał powitanie nowo przybyłego i szukał w tym swojej okazji, posurfował do toalety. Wszyscy schodzili mu z drogi, w większości udając, że go ignorują. Kiedy wsurfował do toalety, jego oczom ukazał się dość zwyczajny widok. Pisuar, trzy kabiny, lustro i umywalka. Jednak wszystko było w opłakanym stanie. Na ścianie widniało kilka grafitti “ayylmao” i zaczynających się od “>implying”. Widniał tam też tag jakichś wandali, który głosił “Sarl i Stara Gwardia xoxo”. Hrux musiał szybko załatwić swoją potrzebę. Kto wie, ile okazji właśnie uciekało w głównej sali.

W pierwszym pomieszczeniu rozległ się donośny trzask z góry. Uważny obserwator mógł zobaczyć Drytraka, który przed chwilą wszedł po schodach. Jeszcze uważniejszy, a więc taki, który za nim poszedł, mógłby dostrzec gangstera wywalającego drzwi swoją głową. Zapewne uważał to za rozwiązanie niezwykle subtelne i ciche. Jednakże prawie wszyscy znajdujący się piętro niżej usłyszeli jakieś dźwięki, których źródła określić nie potrafili. Rozwiązaniem byłoby udanie się na górę.

Tymczasem Drytrak przez - jakimś cudem - ocalały kask oglądał miejsce… zbrodni? Ofiara podobno sama strzeliła sobie w głowę, ale bez wątpienia została zaszykanowana. Czy to zbrodnia, czy to samobójstwo? Kto wie. Ważne było, żeby znaleźć winnego. A członek gangu naprawdę się w to zaangażował.

Ujrzał roztartą po całej podłodze krew. Zapewne barman próbował tu posprzątać, a zrobił tylko większy bałagan. Na łóżku za nią leżał dziennik. Ostatnia strona była zapisana następującymi wyrazami: “...jego słowa były takie mądre. Nie mogłam im się oprzeć. Poczułam się głupia i zaszykanowana jednocześnie. Nie jestem w stanie tego wytrzymać”. Na poprzednich stronach nie było nic, co mogłoby naprowadzić na tożsamość mordercy.

Kiedy już miał się odwrócić, do pokoju wpadł promień słońca i odbił się od czegoś metalowego leżącego w miejscu, gdzie brakowało deski. Podchodząc bliżej, zauważył, że to dużych rozmiarów, złota łuska od naboju do pistoletu. Z czymś mu się kojarzyła. Nie miał jednak czasu jej dokładnie obejrzeć, jako że obok niego pojawiło się nagle dużo dymu.

- Ayylmao! Ayylmao! - wydobyło się z ust nowo przybyłej osoby. Brzmiało i wyglądało jak kaszel, ale te słowa jakby same pojawiały się w mózgu. Kiedy dym się rozrzedził, oczom Drytraka ukazał się… otyły człowiek z długimi włosami, w fedorze, w glanach i z kataną w każdej ręce.

- Co do…? - powiedział mężczyzna, rozglądając się tym samym, po czym zauważył Drytraka. - Ekhem… I mean - czemu mnie wezwałeś - ayylmao - śmiertelniku? - mówił, czasem przerywając kaszlem, w tym momencie widocznie oczekując odpowiedzi Drytraka.

Tymczasem na dole ubrany na złoto jegomość wyjął z torby drugą koszulkę z napisem “My ascendance is inevitable. A day, a year, a millennium—it matters not. I hold the patience of stone and the will of stars” i zaczął ją nakładać na grubą warstwę innych, które już miał na sobie. Zaczął krzyczeć coś o religii, ascendencji, władzy nad światem i polityce.

Zeler wpadł w lekkie drgawki. Żadna reakcja i losowa szykanacja wywołały u niego lekkie załamanie emocjonalne. Jeszcze był ratunek. Jednak wyglądało na to, że jego leczo rosło w siłę. Już nie tylko on się z nim utożsamiał, a nawet kilku bywalców baru. Czyżby kucharz coś planował?

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

29 sty 2016, 17:24

Wpadł do toalety niczym szatan. Chwilę siłował się z drzwiami od kabiny próbując się wcisnąć do środka razem ze swoją nieodłączną deską, lecz zrezygnował z tego pomysłu ponaglany potrzebami fizjologicznymi. Hrux nie wierzył PiSuarom, toteż zawsze gdy tylko miał taką możliwość wybierał kabinę. Rozpiął rozporek swoich kąpielówek:

Pokaż treść
Obrazek
*(rysunek poglądowy bez kieszeni) i starał się trafić wszędzie tylko nie do muszli. Wbrew pozorom, zadanie było o wiele trudniejsze niż się wydawało gdy uwzględniało się wszelkiego rodzaju rykoszety w niewielkiej przecież kabinie. Wirtuozyjne połączenie fizyki płynów, prawa powszechnego ciążenia oraz mechaniki zderzeń niecałkowicie niesprężystych w codziennym zastosowaniu zawsze wprawiało mężczyznę w dobry nastrój.[/p]

Wyszedł z kabiny i nim dotknął swojej świętej deski zahaczył o umywalkę. Odkręcił na maksimum wszystkie krany, zatykając wcześniej ujścia wody, obmył ręce, chwycił za deskę i wysurfował po lekko zamoczonych już kafelkach. Gdy znalazł się na zewnątrz zamknął za sobą dokładnie drzwi i dodatkowo uszczelnił je u dołu oraz z boku przy użyciu uniwersalnej szarej taśmy klejącej psikniętej WD-40. *To połączenie zatrzymałoby nawet sraczkę* - pomyślał z dumą uśmiechając się do siebie. Wprost nie mógł się doczekać kiedy niedługo ktoś otworzy drzwi i też będzie mógł złapać falę.

Lawirował między kolejnymi osobami kierując się instynktem i chęcią pozyskania podwładnych. Nic więc dziwnego, że pierwszą osobą jaką wybrał był złoty jegomość wściekle ciskający avatarami. Musiał mu się przypodobać, po drodze wyjął więc z kieszeni kąpielówek zwykłą, pomiętą, białą koszulkę bez rękawków i znanym już wszystkim markerem wyrysował na nich napis"Doing nothing is hard, you never know when you're done.". Teraz na pewno będą najlepszymi kolegami, a tamten przy użyciu swoich absoltunych środków sfinansuje plan podbicia miasta przez Hruxa.

Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 194
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

Light My Fire

31 sty 2016, 23:59

- Wyczuwam… wyczuwam zaburzenia mocy! - krzyknął mężczyzna z katanami. Zaczął się rozglądać, po czym spojrzał na Drytraka, który właśnie zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością. - Zaraz wracam! - dodał, po czym zniknął w chmurze dymu.

Tym samym pojawił się w łazience, odtykając wszystkie zlewy i próbując naprawić dzieło zniszczenia, które wyrządził Hrux. Pod nosem rzucał takie słowa jak “nikczemnik” i “złoczyniec”. W chmurze dymu obok niego pojawił się mop i zaczął wycierać podłogę, zaraz po wszystkim nie było żadnego śladu.

- Mój bar! Chciał zatopić mój bar! Jak przyjdzie czas to mu pokażę! - wykrzyknął w niebiosa, po czym znów zniknął i pojawił się obok Drytraka. Patrzył się na niego chwilę, zastanawiając się, czemu tamten nagle przestał reagować. Widocznie majestat osoby, która przed nim się pojawiła tak mu się rzucił na mózg, że przestał być w stanie na cokolwiek reagować. Kataniarz popukał w nieruchomy kask. Wyglądało na to, że był w stanie poczekać jeszcze chwilę.

Tymczasem ubrany na złoto człowiek wpatrywał się w Hruxa z lekko przymrużonymi oczami. Patrzył na niego, a w zamian dostawał spojrzenie trzech par okularów słonecznych. Wreszcie postanowił się odezwać. Po jego głosie było słychać, że zdecydowanie próbuje brzmieć jak najniżej.

- Wiem, co planujesz, nędzny śmiertelniku. Wiedz, że jestem ponad tobą i twoimi marnymi planami. Nie masz ze mną szans! - mówił do Hruxa, dając mu znać, jak bardzo podrzędnym stworzeniem dla niego jest i jak bardzo jest ponad wszystkimi zebranymi.

Tymczasem Zeler czuł się coraz gorzej, kiedy ostatnio przybyły jegomość kontynuował swoje dzieło, zaczynając mówić coś do Grynfy o jego matce. Człowiekowi-leczo łzy stanęły w oczach. Kilka ludzi zwróciło uwagę na to, że cały czas się trzęsie, ale widząc jego dziwne zachowanie tego dnia, postanowili nie reagować. Szafa grająca zaczęła grać "Hey Joe".

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

01 lut 2016, 14:37

Stał tam patrząc z góry na złotego jegomościa przez trzy pary okularów przeciwsłonecznych gdy nagle zakręciło mu się w głowie co połączone było z silnym bólem skroni. Wyczuł to, wyjątkowo duże stężenie antymemechlorianów właśnie zmaterializowało się w wychodku. Zamknął oczy i przez krótką chwilę, bardzo wyraźnie zobaczył TO:

Pokaż treść
Obrazek[/p]

Jego reakcja mogła być tylko jedyna i właściwa:

Pokaż treść
18+++REAKCJA
[/p]

Niczym oparzony wskoczył na deskę ignorując dziwnie piszczącego kolesia, który zdawał się coś do niego mówić. W tej chwili jednak Hrux był myślami zupełnie gdzie indziej i ABSOLTUNIE ZIGNOROWAŁ go. Rozglądał się gorączkowo szukając źródła nieprzyjemnych doznań. Nie dostrzegł niczego podejrzanego, skierował się więc na piętro, po drodze łapiąc ze stołu swojego laptopa i uśmiechając się do Wierzby. Nim dotarł do schodów zdążył wpisać w Google swoje objawy, a nim wsurfował na piętro dowiedział się, że to na pewno rak i zostały mu maksymalnie dwa tygodnie. Musiał je wykorzystać jak najlepiej, ruszył korytarzem w kierunku jedynych otwartych, a właściwie wyważonych drzwi.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 65
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

03 lut 2016, 01:57

Cały ten testosteron wokół jej stolika powoli przyprawiał ją o zawał serca. Wierzba miała ochotę zmienić się w mgiełkę i popaść w niepamięć, co czasem nawet jej wychodziło. Z jednej rzeczy mogła być tylko dumna. Surfer ochoczo złapał za kufel i rozwiał jej wątpliwości dotyczące zawierającego truciznę picia, w zamian odkrywając przed nią kartę z „S” i słoikiem.
Wierzba spojrzała się na Hruxa, po czym na kartę i znowu na mężczyznę. To raczej nie był przypadek, prawda? Zdając sobie sprawę, że wgapia się w niego już od paru ładnych chwil, odwróciła wzrok w stronę barmana, udała, że słucha go uważnie, a tak naprawdę dostała udaru i oddaliła się w piękne, zielone miejsce pełne podróbek fikcyjnych postaci i niezręcznych opowiastek.
Zamrugała na widok numeru i stojącego przed nią Hruxa. Jego wybuchu fałszywego testosteronu nie zamierzała komentować, pozwalając mu się oddalić i zagłębiając się nosem w swój notes.

Przykleiła na czystej stronie małą karteczkę z cyferkami i otoczyła ją serduszkiem, rumieniąc się przy tym do siebie.

- Co?! Ach tak. – Zamknęła szybko notesik wzdrygając się przy tym, tak pochłonięta zarysowywaniem całej strony serduszkami, że kompletnie zapomniała o Tonurynie.- Kto ci to właściwie powiedział?- Zapytała się spokojnie, próbując być ostrożną w stosunku do każdego. Nawet, jeśli był to jej dobry kolega z Krzykoskrzynki. W końcu, w tym lokalu nie wolno było ufać nikomu. Same węże. Wszędzie.

W międzyczasie na piętrze coś się zaczęło dziać. Hałas przyciągnął uwagę chyba każdego, kto akurat znajdował się w barze. Wierzba spojrzała się niepewnie na schody, zastanawiając się, czy powinna tam pójść i z ukrycia sprawdzić co się dzieje. W końcu poszedł tam jeden z gangu Poszukiwaczy.
Jednak od tej myśli odwiódł ją surfujący na górę mężczyzna, który posłał jej uśmiech sprawiając, że natychmiastowo opuściła wzrok i zasłoniła policzki, natrafiając wzrokiem na zamówione przez Tonuryna kakao.
Najwyraźniej był to dzień dobroci i wszyscy jej będą serwować podejrzane napoje.
Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

03 lut 2016, 03:27

Detektyw Drytrak cierpliwie badał miejsce zbrodni, maksymalnie wytężając swoje zmysły i starając się uzyskać jak najwyższe rzuty na percepcję. Widział już wiele podobnych temu miejsc, w których rozegrały się mrożące krew w żyłach wydarzenia, jednak ciarki przechodziły go za każdym razem, kiedy miał z czymś takim do czynienia, bo w głębi duszy przecież był osobą bardzo wrażliwą i przykro mu się robiło, jak ktoś go wyzywał. Stąpał ostrożnie niczym pantera rozglądając się za poszlakami i kartkując dziennik poszkodowanej. Nie znalazł żadnych twardych dowodów, z zapisków w pamiętniczku mógł jedynie wywnioskować, że zbrodniarz wojenny był zawodowym erystykiem i erudytą, zawężało to grono podejrzanych, ale konkretów wciąż mu brakowało.

Wtem, jak piorun rozrywający ciszę nocy, pojawił się jakiś śmieszek-heheszek, cała ta sytuacja tak go zaskoczyła, że potrzebował paru ładnych chwil na odnalezienie się w niej, w końcu mu się udało. Zmierzył wzrokiem nieznajomego, w dłoniach dzierżył katany, pojawił się z kłębów dymu, to z pewnością musiał być skrytobójca wynajęty przez poszukiwanego, by pozbyć się Drytraka. Tej szumowanie pewnie się nie spodobało, że Poszukiwacz zaczął węszyć, ale znaczyło to też to, że węszył we właściwym miejscu. Drytrak uśmiechnął się jak postać z anime dla dzieci, radził już sobie z gorszymi przeciwnikami, przez kurczakołaki, chłopki, na nowych barowiczach kończąc. Z prędkością światła wyciągnął swój rewolwer, odskoczył nieco do tyłu i oddał strzał ostrzegawczy między oczy zabójcy. Gdyby ktoś teraz magicznie zatrzymał czas i podszedł z lupą do lecącego pocisku, to zauważyłby, że jest na nim namalowany :wilczek: .

- Rzuć broń i ręce do góry, bo ci łeb rozwalę jak soczystego przedstawiciela rodziny melonowatych! Zostajesz aresztowany za napaść na funkcjonariusza i współudział w szykanacji trzeciego stopnia, co zgodnie z paragrafem ósmym punktu drugiego regulaminu ogólnego z dnia 09.01.2015 karane jest śmiertelnie groźnie. Masz prawo zachować milczenie, wszystko co powiesz może zostać wykorzystane przeciwko tobie.

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

04 lut 2016, 23:54

Z fascynacją przyglądałem się, jak Wierzba metodycznie pokrywa całą stronę dzienniczka sercami. Anatomiczna dokładność, z którą skrupulatnie rysowała każdą tętnicę i wchodzącą do mięśnia żyłę była co najmniej hipnotyzująca.
Zapatrzyłem się tak bardzo, że niemalże podskoczyłem, kiedy zadała mi pytanie.

- Cóż, mm... - jak mogłem jej powiedzieć, że zrobiłem w czwartej ścianie dziurę i między postami wymieniam się wiadomościami z MG? Nie mogłem. Sytuacja była napięta - Powiedzmy, że mam swoje źródła. - wyjaśniłem krótko. Być może nawet zbyt krótko, ale na tę chwilę nie mogłem wymyślić niczego lepszego.

Siorbię głośo kakao, wpatrując się bardzo intensywnie w punkt położony nad lewym uchem Wierzby. Byle nie w oczy, byle nie w oczy.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Infi
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.