Krzykoskrzynka

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

Krzykoskrzynka

19 sty 2016, 17:50

Wchodząc do baru przez duże, dębowe drzwi pierwszym, co rzucało się w oczy, był sam wystrój głównego pomieszczenia. Na ścianach wisiały różne, głównie przedstawiające jegomościów w fedorach i z katanami w rękach obrazy. Z tyłu baru stała drewniana szafa grająca, która w tej chwili grała "Hotel California". Zaraz obok niej powieszona została jakaś kartka, na górze której znajdował się duży, widoczny napis “Regulamin” - niestety, reszta była zupełnie nieczytelna. Trochę widok przysłaniały tkwiące w kartce rzutki, a trochę była zwyczajnie zniszczona - widać jednak było, że wszyscy obecni mają ją w głębokim poważaniu. W głębi wypełnionego stołami i stołkami głównego pokoju znajdowały się drzwi prowadzące do wychodka. W jednym z kątów stał stół do bilarda.

Po prawej stronie od wejścia znajdował się zwyczajny, długi, drewniany barek. Po jego lewej stronie stały w tej chwili co do jednego zajęte stołki. Po prawej zaś krzątał się przecierający kufle, rozmawiający z ludźmi barman. Człowiek ten posiadał ostre, wyraźnie zaznaczone rysy i bujną, czarną, zadbaną brodę. Pracował w barze od zaledwie kilku miesięcy, ale zdążył się w zupełności zaaklimatyzować i stali bywalcy postrzegali już go jako swojego.

Bar był dwupiętrowym budynkiem - na pierwsze piętro prowadziły znajdujące się na lewo od wejścia drewniane schody. Na górze nie było niczego prócz piętnastu urządzonych w podobny sposób pokojów - w każdym znajdowała się tylko szafa, łóżko i szafka nocna.

Wracając do głównego pokoju - siedziało w nim wiele znanych w mieście osobowości. Większość z nich było stałymi bywalcami baru. Jedną z bardziej rzucających się w oczy postaci siedzący przy barze członek gangu Poszukiwaczy - Sadrigal. Dobrze rozpoznawalny styl - koszula w kratę, będące samymi w sobie ostrzeżeniem przed tym samcem alfa sztruksowe spodnie i uszata czapka z napisem “Meepo” - odbił się na szarych członkach społeczności. Jego imię było jednym z najczęściej wymienianych na ulicy. Ostatnio jeszcze bardziej, jako że był jedną z osób rozmawiających tamtej nocy z zaszykanizowaną na śmierć niewinną personą. Dało się zauważyć kilka nieprzychylnych spojrzeń skierowanych w jego stronę, ale niedbale wciśnięty za pas rewolwer skutecznie odstraszał wszystkich, którzy mieli zamiar wdać się z tym nieciekawym osobnikiem w jakikolwiek spór. Przed nim stał kieliszek whisky.

Zaraz obok niego powoli sączył piwo drugi z trzech obecnych w barze Poszukiwaczy - Drytrak. Ludzie nie zwracali uwagi tyle na niego, co na osobliwy styl i grupę, do której przynależał. Był znany z - w większości nie mających sensu - napisów na koszulkach. Nadal - ludzie i tego członka gangu unikali. Woleli nie mieć styczności z żadnym z właścicieli chopperów stojących przed barem.

Trzeci i ostatni, siedzący po lewej stronie Drytraka członek Poszukiwaczy był postrzegany w zupełnie inny sposób. Niektórzy ludzie nawet odważyli się odezwać do tego charyzmatycznego właściciela stojącego przed barem Cadillaca. Czarny sweter, szara fedora i eleganckie spodnie idealnie pasowały do opinii, jaką obdarzyła go społeczność Leviathana. Podobno ostatnio nawet słyszano jak recytował poematy pod oknem jakiejś piękności. Ludzie tak naprawdę nie wiedzieli, czemu ta trójka się ze sobą trzymała. Były jedynymi osobami, które nie poznały się w barze, a przybyły do niego jako zwarta grupa. Tonuryn bawił się zapalniczką z napisem ”Rodzina jest najważniejsza”.

Przy jednym ze stołów siedziała kolejna rozpoznawalna osobowość - Hrux. Ludzie czasem na niego podejrzliwie patrzyli. Odezwało się nawet kilka szeptów. ”To ten, który ostatnio biegał nago po mieście?” - głosiły. Czuć jednak było wokół niego jakąś dziwną aurę. Kilku osobom przypominał pewną charakterystyczną postać z drugiej wojny światowej. W każdym razie - każdy, kto był w więzieniu miał wśród radykalnej społeczności baru pewne poważanie. Nawet, jeżeli siedział za publiczne obnażanie. O stół została oparta jego deska surfingowa, a przed sobą miał otwartego laptopa.

Bar wypełniony był charyzmatycznymi, rzucającymi się w oczy osobami - jednymi z nich była Wierzba, która rzucała się w oczy dlatego, że tego nie robiła. Wydawała się cały czas obserwować, zupełnie sporadycznie się do kogokolwiek odzywając. Ostatnio opinia o niej uległa zmianie. Głównie przez to, że była jedną z pięciu rozmawiających z zaszykanizowaną na śmierć osobą tamtej nocy. Jednak jako jedyna zarejestrowała szczegóły, które umknęły innym. Znała kolejność, w jakiej ludzie rozmawiali z tamtą osobą i zaobserwowała jej humor. W obecnej chwili podszedł do niej wysoki jegomość z czarnym melonikiem na głowie, postawił przed nią kufel piwa.

- To miejsce jest wolne? - spytał, patrząc prosto na Wierzbę.

Z kąta pokoju dochodziła muzyka. Uważny słuchacz mógł rozpoznać utwór "Gangster's Paradise". Przy stole siedział czarny policjant, który wydawał się zupełnie nie interesować tym, że jest na służbie. Słuchał muzyki, kiwając przy tym głową. Ludzie nie próbowali z nim rozmawiać. Znali go. Ba! Kto nie znał? Kiedyś był bardzo aktywnym, przyjaznym, stałym bywalcem. Ostatnio pojawiał się w barze raczej sporadycznie. Xariel. Czarny policjant znany przez swoje strzały ostrzegawcze w tył głowy z glocka. Miał opinię człowieka, z którym lepiej nie zadzierać. Nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, co tu robi. Co bystrzejszy bywalec połączył pracę policjanta z tajemniczą śmiercią, chociaż trudno było zapamiętać, że ten człowiek jest policjantem, a nie gangsterem.

Oddalony trochę od Poszukiwaczy, chociaż bezsprzecznie próbujący się zbliżyć do tego towarzystwa, przy barku siedział Grynfa. Większość ludzi po prostu nie wiedziało, co o nim myśleć. Wyglądał na typowego, słuchającego rapu rowerzystę. Wmawiali jednak sobie, że nikt zdrowy na umyśle nie przebywałby w tym miejscu tak często i z tym człowiekiem musi być coś nie tak. Może był tajnym członkiem gangu albo agentem specjalnym? To by tłumaczyło, czemu starał się jak najbardziej wbić w społeczność Poszukiwaczy. Był jedną z osób rozmawiającą z zaszykanizowaną na śmierć osobą.

Zaraz przy nim siedział pijący wielkie piwo Darrian. Czarny od węgla olbrzym spędzał większość czasu przy barze zwyczajnie nic nie mówiąc. Ludzie zwykle zwracali się do niego tylko jak zepsuło się coś, co wymagało jakiejkolwiek wiedzy informatycznej bądź elektronicznej. Jeden z podejrzanych, którzy rozmawiali nocą z tamtą osobą. Nikt tak naprawdę nie wierzył w to, że tak pomocny i bezkompromisowy człowiek mógł zrobić coś takiego, ale jednak należał do niesławnej ostatnimi czasy piątki.

Trzasnęły drzwi. Do baru wszedł Zeler, rozglądając się za jakimś wolnym miejscem. Na twarzach kilku z bywalców pojawiły się uśmiechy. Wszyscy lubili Zelera, mimo że odruchowo sięgali do kieszeni na widok człowieka, którego styl wprost mówił ”ziomek, masz ognia?”. Ten sympatyczny, uwielbiający gotować olbrzym uchodził za jedną z lepszych osób odwiedzających bar.

Przy kolejnym ze stołów siedziała Lota. O tak, ta to była znana. Kilku z bywalców nawet utrzymało, że słyszało jej śpiew. Oczywiście - nikt im nie wierzył. Nie wierzyli, że można wyjść niezmienionym z tak podniosłego wydarzenia. Jak to zdarza się z popularnymi osobami - krążyło o niej wiele plotek. Największe poparcie zyskały chyba te, że nie nosi niczego pod sławnym futrze z norek i te, że ma znajomości w rządzie. Była jednym z powodów, dla którego w barze nie było żadnych młodych ludzi - od razu się nieszczęśliwie zakochiwali, a większość z nich wolała tego uniknąć. Była jedną z osób, które rozmawiały z zaszykanizowaną osobą.

Barman widocznie się nad czymś zastanawiał. Po chwili dało się zauważyć, że doszedł do jakiegoś wniosku. Ciągle przecierając kufel, podszedł do znajdujących się przy barku ludzi. Wytarł rękę o niegdyś białą, wciągniętą w spodnie koszulę, po czym z kieszeni wyjął pomięty, widocznie czytany wiele razy list.

- Wiecie, chcą zamknąć Krzykoskrzynkę - zaczął, mówiąc do grupy, która teraz uważnie nadstawiała uszu i jednego, na nic niereagującego stałego bywalca baru, który po prostu sączył piwo i nigdy z nikim nie rozmawiał. - Piszą tu - kiwnął głową na list - że niby bar sprzyja powstawaniu hermetycznych grup - co to, kurwa, są hermetyczne grupy? - a do tego dochodzi to ostatnie zaszykanizowanie - powiedział, po czym westchnął. - Wiecie, jesteście stałymi bywalcami i myślę, że brakowałoby wam tego miejsca tak samo jak mi. Nie sądzicie, że jakbyśmy odkryli sprawcę i przekonali tych tam, na górze, że nie szkodzimy, to by nam pozwolili ciągle tu przebywać?

Prócz wymienionych osób w barze znajdowało się wiele mniej i bardziej znanych person. Jedna z nich, z kotem na ramieniu, właśnie podeszła do słuchającej grupy i zaczęła patrzeć się na Sadrigala.

- Jadłam dziś czekoladę - wyrzuciła z siebie, po czym odeszła i zaczęła mówić losowe fakty ze swojego życia do człowieka, którego ludzie zaczęli żartobliwie - mniej czy bardziej - nazywać “warzywem”, jako że po prostu siedział przy barze i na nic nie reagował. Z tyłu baru dało też się słyszeć dialog.

- Przecież mówiłem, że będę cię informował o postępach w każdą niedzielę! - powiedział ponad dwumetrowy, budzący szacunek człowiek, którego większość ludzi z baru kojarzyła i szanowała, jako że kiedyś pojawiał się dużo częściej.

- Nie informowałeś mnie o niczym od dwóch miesięcy - padła odpowiedź.

Zaraz obok nich toczyła się emocjonująca gra w bilarda - ktoś o bardzo gładkich rysach z brodą godną licealisty grał sam ze sobą. Nikt nie wiedział, kim jest, ale go znosili, mimo że miał powszechną opinię zboczeńca. Podobno kiedyś rozdawał ludziom w prezentach słoiki kiszonych ogórków. Może w taki sposób wkradł się w ich łaski.

Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

20 sty 2016, 00:09

- Haha! Top kek! - nagranie sprawiło, że Drytrak spuchł jak hiszpańska pieczareczka. Wyraźnie zbulwersowany wspiął się na krzesło, a następnie, z gracją godną gazeli, wskoczył na bar. - Hańba! Hańba! Hańba! - wrzeszczał na całe gardło, wymachując przy tym wyimaginowaną szabelką. - Spójrzcie, drodzy współbarowicze, na tą marną imitację człowieka, którą tu widzicie! Po prostu :beza: z typa! Pytam o archiwum, a on mi tutaj jakieś spreparowane nagrania z koperty wyciąga! No quality barman po prostu. :haha: A mnie nawet nie było przy tym, jak dokonywała się szykanacja! Manipulacja, prokrastynacja, liberalizacja! Chcieli mnie wrobić, znaleźli sobie kozła ofiarnego, szkoda, że mam zero ostrzeżeń i jestem czysty jak łza. I jeszcze ten zapach, wszyscy dobrze wiecie, czyja to sprawka! :szydera: - ekscytacja w nim nie malała, przeciwnie, wciąż rosła, a rzeka gniewu, która teraz wypełniała mu umysł, miała wkrótce wezbrać i wylać.

Zeskoczył na drugą stronę, tam, gdzie stał barman, jeden sus i stał z nim hełmem w twarz. Bezpardonowo chwycił delikwenta za fraki i uniósł do góry.

- No?! Ile ci zapłacili? I komu się sprzedałeś, ty erystyku obrzydliwy? Za takie manipulacje i fałszowanie dowodów, to już się na stówę warn należy! Sadrigalu, strzelaj skurczybykowi w kolano, może ostrzeżenie rozwinie mu język.

:kadruj:
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

20 sty 2016, 01:23

Spokój - sam nie rozumiał, dlaczego zawsze szukał go w tym dziwnym, niezwykle zmiennym i specyficznym w swojej randomowości miejscu. Czy chodziło tu o muzykę? Szczerze w to wątpił, w końcu jego komórka mieściła więcej quality rapsów niż cała skrzynka Krzykoskrzynek. Szczególnie, że bardzo rzadko puszczano tutaj takie ociekające zajebistością utwory, jak lecące obecnie Gangster's Paradise - absolutną klasykę gatunku, docenianą i znaną przez każdego osobnika mającego jakiekolwiek pojęcie o wyższej kulturze.

Może to randomowe towarzystwo go przyciągało? Może to ich wzajemne prowokacje, baity i szykany stanowiły ukojenie dla nerwów, pozwalając wyjść z baru wewnętrznie odświeżonym, z odnowionymi zapasami energii potrzebnymi do przezwyciężania codziennych życiowych trudności? To było bardziej przekonujące wytłumaczenie dla niespotykanego we wszechświecie przywiązania, jakim darzył to miejsce.

Słowa barmana wyrwały go z rozmyślań nad sensem życia.

- Co kurwa? - wyrwało się z jego ust.
- Jaka hermetyczność? Przecież ja wszystkich traktuje jak swoich? A tamta szykanizacja to może zewnętrznego świata wina? Tam większe szykany ludzi spotykają niż tutaj - w naszej oazie spokoju nikt by krzywdy nie zaznał - rozejrzał się po pomieszczeniu szukając poklasku i uznania. Słowa bywalczyni przypomniały mu o kolejnej rzeczy, jaką miał tutaj załatwić. W końcu - coś podpowiadało mu, że milicja mogła wpaść tu w każdej chwili i lokal zamknąć.
- Desko, podzielisz się ze mną przepisem na roladę drobiową z farszem? Nie jestem w stanie wytrzymać diety złożonej z samego spaghetti.

Wybuch śmieszkowy urządzony przez Drytraka oraz wzniosłe przemówienie Sadrigala jeszcze szczelniej wypełniły pomieszczenie randomowością. A atak padaczki trollowej u Krasego zniszczył jakiekolwiek nadzieje na racjonalne wytłumaczenie sprawy. Czy jednak było to ważne? Raczej wątpił, jednocześnie czekając na odpowiedź swej rozmówczyni.
Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

20 sty 2016, 12:15

- Yoh, doskonała ta książka. Wyjątkowo pouczający rozdział V. o analnych usługach seksualnych. Ale żeby za miedziaki? - rzucił w przestrzeń Krzykoskrzynki, choć jego oczy utkwione były w autorze książki, której tytuł brzmiał z grubsza "Gdybym słuchał swoich rad, byłbym milionerem". Zamknął przeglądanego e-booka z owym tytułem, by móc oddać się swojemu ulubionemu zajęciu: surfowaniu. Wielokrotnie zastanawiał się jak to możliwe, że każdy dźwięk, każdy najcichszy szept czy pierd, docierał do uszu wszystkich zgromadzonych w barze, ale teraz po prostu już się do tego przyzwyczaił.

Sięgnął po swoją deskę, która zdobiona była graffiti wszystkich otrzymanych przez jej właściciela mandatów, zostawiając już niewiele miejsca, gdzie namalowana była twarz Ficjusza otoczona różowymi serduszkami. Rzucił ją na ziemię, po czym odpychając się drugą nogą ruszył na niej niczym na deskorolce w kierunku baru. - Swish to inglisz. - rzekł do barmana, po czym aktywując nowy tryb dokończył - I said GLASS OF JUICE, not GAS THE JEWS! - a następnie bezceremonialnie wziął swoją szklankę z sokiem i odsurfował z powrotem do swojego stolika, po drodze zakładając:

Pokaż treść
Obrazek
[/p]

Nawet Hrux nie wiedział, jakim cudem z kieszeni swoich kąpielówek, jedynego elementu swojej odzieży, wyciągał nieskończone ilości okularów przeciwsłonecznych. Po drodze pomachał jeszcze do pana policjanta i z szerokim uśmiechem rzekł - Witam Pana randoma. Pan nowy w Internetach? Może oprowadzę? - spytał niewątpliwie przypominając w tym momencie słynny mem:

Pokaż treść
Obrazek
[/p]
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

20 sty 2016, 12:54

To już prawie trzy lata, pomyślała Lota, zakładając nogę na nogę i obserwując szaloną codzienność Krzykoskrzynki. Trzy długie lata, które pozwoliły jej nie dziwić się już niczemu, akceptować postać ulubionego baru, w którym przebywanie było jednym z najlepszych sposobów spędzania wolnego czasu w tej nierzeczywistej krainie.

Tak, bez problemu poruszała się po tej przestrzeni. Nie miała kłopotów z nawiązaniem kontaktu z ludźmi, z którymi w zdecydowanej większości już współpracowała – właśnie tutaj, ale również poza barem. Znała ich, nawet jeśli nie budowała z nimi silniejszych relacji. Słuchała, rozmawiała, uczestniczyła w wydarzeniach. Wspinała się po drabinie kariery, schodziła z niej, a wszystko to zawsze w otoczce czasu spędzanego właśnie w Krzykoskrzynce. To miejsce było urocze. Oblane jadem, utopione w ironii, turbośmieszne, czasem przepełnione smrodem afery, kłótni i agresji – a jednak urocze, znane, kochane.

Wielu rzeczy nie rozumiała jednak, co zmusiło ją do chwili zastanowienia. Ostatni brak aktywności w życiu Leviathana odbił się na jej wiedzy – niekoniecznie wiedziała, czego dotyczy afera szykanizacji, kto gdzie zawinił, czemu w tym uczestniczy i na jak wielką skalę musiało być to wydarzenie, by przez to najwyższe władze zaczęły rozmowy o zamknięciu Krzykoskrzynki. Oj tak, słyszała o tym całkiem sporo, znajdując swe źródła informacji daleko poza barem, pytając ludzi, którzy miały realny wpływ na przyszłość tego miejsca. Na jej nieszczęście była jedną z tych, którzy jako ostatni mieli kontakt z zaszykanizowaną osobą. Lota postanowiła trzeźwo, że dowie się wreszcie, z kim właściwie rozmawiała.

Z sympatią obserwowała sceny, które miały miejsce przed jej umalowanymi oczami. Uważnie patrzyła ludziom na usta, gotowa w każdej chwili poprawić szyk wypowiadanego zdania oraz rzucić w danego osobnika uwagą dotyczącą używanego przecinka. Przecież słyszała je nawet w mowie... Poprawiła swoje włosy, który były głównym powodem dolepienia jej łatki osoby charyzmatycznej. Wstała.

Miała tu kilku znajomych, tych lepszych, których należało odpowiednio pozdrowić. Zawsze o to dbała – bar, mając świadomość, że jest dla niej ważny niczym nigdy posiadane potomstwo, witała słowami „Cześć, dzieci”. To była część codzienności. Dziewczynę informującą wszystkich zebranych o minionych przeżyciach poczęstowała uśmiechem słodkim niczym konfitury, które kiedyś od niej dostała, w przelocie drapiąc za uchem jej kota. Sadrigalowi puściła oczko, ciepło wspominając wspólne i dębowo-kijaste śniadanie. Wysokiemu Drasimowi posłała buziaka, zaś barmana stale przecierającego kufle obrzuciła spojrzeniem tak pogardliwym, na jakie tylko ją było stać. Barman przecierający kufle. Standard. Brak kreatywności. Prostota i żenada pospolitości... Lota wiedziała, gdzie musi się udać, by otrzymać informacje, których potrzebowała.

Kici, kici – przywitała się zalotnie z czarnym policjantem, ignorując otoczkę niedostępności, jaką wokół siebie zbudował przez okres swojej ciężkiej, morderczo wykańczającej pracy. Dodatkowo wolontariackiej. – Mogę się przysiąść? Gdybym nie wiedziała, co zrobiło z tobą to miejsce, dałabym się pokroić, że problemy z oddychaniem to reakcja na mój strój. I włosy, co dla niektórych tutaj oczywiste...

Futro z norek było legendą zbudowaną na Locie tak solidnie, że ona sama nie pamiętała już, co się pod nim kryło. Starała się raczej nie odkrywać swej tajemnicy, kontrowersyjny ubiór ocieplając jedynie parą podkolanówek – co w rzeczywistości dawało odwrotny do zamierzonego efekt. Chodziły także słuchy, że przestrzeń podfutrzaną próbował sprawdzić jeden wielce szanowany bywalec Krzykoskrzynki, lecz nim zdążył pochwalić się swymi odkryciami, zaginął na tajemniczej wyprawie w Kanały Leviathana... Dla Loty było to nawet wygodne. Upewniła się automatycznie, że w wielkiej kieszeni futra spoczywają na swoim miejscu zeszyt, długopis i olbrzymia, składana linijka wiadomego tylko Locie użycia.

Uwagą wróciła do policjanta, dosiadając się bez odpowiedzi. Wiedziała, że nie będzie na nią zły.

Nie wiem do końca, Xarielu, czego dotyczy ten spór. Nie wiem, kiedy to miejsce stało się równie toksyczne, a nowi goście na tyle słabi, by nie potrafili przebrnąć przez tę jadowitą otoczkę. Pamiętasz...? – zaczęła nostalgicznie, bawiąc się swoimi szczupłymi palcami. – Zdjęcia z Whiskasem, z tęczowym szalikiem? Pamiętasz śmiech, zbudowane tu relacje? Wiesz... Ja szczerze wierzę, że to wszystko tu zostało, nawet jeśli forma została kompletnie zmieniona przez nowe towarzystwo. Powiedz mi, co wiesz, Xarielu. Wyślij mi PW. Przecież, do cholery, to miejsce musi tu zostać, a oboje wiemy – ściszyła głos, choć wątpiła, by ktoś mógł ich usłyszeć w obecnym chaosie – że masz odpowiednie kompetencje, by temu pomóc. Zależy mi. Ze względu na stare dzieje... – dodała, mając na myśli wspólną pracę sprzed kilku miesięcy.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 923
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

21 sty 2016, 00:27

Xariel podrapał się po plecach. Jego czarna dłoń na krótki moment przysłoniła znajdujący się tam napis "Watchin' you", który jednak po chwili znów ukazał się w całej, zszarzałej okazałości. Ledwie odróżniał się na tle srebrnego munduru Służb Moderacyjnych Kontroli Tłumu. Ciężki był los gangstera w mundurze.

Stojące obok niego radio właśnie wytoczyło ze swoich głośników "Life Goes On", gdy czarnoskóry mężczyzna leniwie rozglądał się po barze bawiąc się w dłoni swoim teleskopowym bokkenem wykonanym z niezniszczalnego obsydianu wytworzonego w odmętach Administracji - nowoczesnego laboratorium na usługach służb mundurowych miasta. Uśmiechnął się lekko, przypominając sobie ile piosenka, która dotarła do jego uszu, miała okazję już widzieć. Nawet dość nieciekawe przygody jego najlepszego przyjaciela, gdy nadto wzruszyła jego wybrankę... Ale to zupełnie inna historia.

Mężczyźnie nie dany był spokój. Obecni w barze zaraz podjęli się zadziwiających wybryków. Ostatnio rzadko w nim bywał, tym dziwniejszy był fakt, że postanowili oni dać upust swej głupocie akurat teraz. Przecież mogli to zrobić gdy pójdzie przeglądać kolejne kartoteki obywateli proszących o wstęp do miasta.

- Co ja mówiłem o wnoszeniu o warny? - huknął głośno w stronę śmieszka.

- To jest moje pierwsze ostrzeżenie. I drugie przy okazji, grabisz sobie! - kontynuował zaraz po tym, widząc iż nieszczęśnik zapomniał o bardzo ważnym fakcie - zwykli śmiertelnicy nie mogli zmienić wypowiedzianych już raz słów. Taką moc mieli tylko wybrańcy, do których szczęśliwie należał.

Właściwie zignorował prowokacje ze strony pozostałych, które nie przekroczyły jeszcze stężenie będącego w 'Skrzynce na porządku dziennym. Nie uszły one jednak jego uwadze. Obserwował i czyhał na nieostrożny krok, który pozwoli mu oddać kolejny strzał ostrzegawczy. Jego, równie czarny co właściciel, glock załadowany amunicją najnowszej generacji - zmieniającą w kontakcie z ofiarą wszelkie myśli o szykanizacji w żywy, palący ogień - zaczynał się niecierpliwić.

Kiedy barman z niepokojem obserwował wybryki Krasego, policjant zbliżył się do delikwenta. Zamienił z nim kilka szybkich słów, które miały zniechęcić go do dalszych prób prowokacji. Z reguły udawało im się bez problemu dogadać więc i tym razem nie podejrzewał problemów. Trzeba było po prostu znaleźć wspólny język, choć wiele osób było z nim jak plusy w magnesie.

Xariel dobrze wiedział, że sytuacja musiała zostać opanowana. Ale wolał poczekać z opanowywaniem jej aż wymknie się spod kontroli. No bo jak tutaj banować - co było ogólnopolicyjnym slangiem na pozbawianie życia lub wolności nadgorliwych obywatele Leviathana - kiedy wszyscy byli jeszcze w miarę spokojni.

Poza Drytrakiem, ten zdecydowanie udowadniał wszystkim wokół, że jest przesadnie nadgorliwy. Czarnoskóry oparł się o stół, przy którym przed chwilą siedział. Zachowywał się jakby myślał tylko i wyłącznie metalową puszką, którą miał na głowie.

- Wyczerpujesz swoje szanse. Niedługo będę zmuszony cię uciszyć.

Ledwie uniknął Hruxa, który przesurfował tuż przed nim rzucając typowe dla siebie komentarze. Tym razem jednak Xariel miał ważniejsze rzeczy na głowie, niż rozdrapywanie starych szwów z tym człowiekiem.
Wtem usłyszał za sobą głos, którego nie miał okazji usłyszeć już dawno. Odwrócił się spoglądając na... nią.

- Loci, loci. Widzisz, niektórym czas niszczy płuca, innym psychikę. Plotki głoszą, że cały swój czas postanowiłaś poświęcić dzieciom w Leviathańskim sierocińcu - odpowiedział na jej zaczepki, jednocześnie gestem zapraszając do stołu. Sam też postanowił usiąść, liczył że jego dotychczasowe ostrzeżenia uspokoją towarzystwo. A rzadko miał okazję na tego typu rozmowę.

- Rozejrzyj się. Widzisz tutaj miejsce na tęczowe szaliki? Dawniej tutejsi ludzie może i bywali jadowici, natomiast nie brakowało na ten jad antidotum. Teraz już go nie ma. Rząd powołał już jednoosobową komisję, która przyjęła ustawę. Miejsca, w których zbierają się osoby zarażone po wybuchu epidemii - które wykształciły zęby jadowe - należy zamknąć. 'Skrzynka albo uleczy się sama, albo zrobi to powołane w tym celu Zmotoryzowane Oddziały Moderacji Obywatelskiej. Moje kompetencje nie grają tutaj roli.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

21 sty 2016, 06:07

Zaśmiała się melodyjnie w odpowiedzi na serdeczną złośliwość Xariela. Nie było się na co obrażać – istotnie, ostatnio przewartościowała wiele spraw w swoim krótkim życiu, ze szczególną troską dbając o myśl kształcenia pedagogicznego. Wystarczyło rozejrzeć się po tym burdelu, by stwierdzić, że zastosowanie znajdzie ono nie tylko w kwestii pomocy dzieciom wspomnianego sierocińca. Zostawiła jednak temat.

Zmotoryzowane Oddzia... To jest na tyle poważne? – zdziwiła się, unosząc wysoko brwi. Przerzuciła nogę na nogę, niedbale odsłaniając nieco więcej niż wypadało pokazać. – Skoro Krzykoskrzynka nie jest jedynym punktem, to co jeszcze? – Nie czekała na odpowiedź. – Czeka mnie sesja na terenach poza murami Leviathana, tam też przestało być już bezpiecznie. Nie chciałabym, by i to miejsce okazało się nagle zamknięte... Źle się dzieje, źle. Przecież już za chwilę nie będzie można... Ech. No, no, ale nie mnóżmy nieszczęść! – Klasnęła w dłonie, przerywając swoje ponure wizje. W rzeczywistości zmartwiła się jednak słowami Xariela, który, kto jak kto, miał wszelkie źródła, by nie rzucać takimi nowinami bez solidnych podstaw. – Chciałam Cię prosić... To może być głupie. Xarielu... Słuchaj, rozmawiałam wtedy z zaszykanowaną osobą. I nie wiem, kim ona jest. Naprawdę, nie mam pojęcia. Są tu różne typy, podejrzliwe... Sam fakt, że utrzymywałam z ofiarą kontakt przed całym zdarzeniem, stawia mnie w niewygodnej sytuacji. Powiedz mi o niej coś więcej. Sam widzisz, że ich – ogarnęła niedbałym gestem klientelę ulubionego baru – nie ma nawet co pytać. Tylko śmieszkują.

Zagryzła wargę, bojąc się dodać więcej na temat tego, co ostatnio działo się z osobami, które zbyt dużo rozmawiały o zaszykanizowanej osobie. Była więcej niż pewna, że mimo swoich nieobecności, Xariel doskonale orientuje się w sytuacji i wie, że za niewygodne pytania zbyt szybko można tu zostać... uciszonym. Być może ona nie musiała się tego obawiać, sprytnie lawirując na granicy taktu i nietaktu, lecz nie mogła przesadzić. Nie chciała przesadzić.

Poczuła głód. Zdziwiła się nieco, gdyż w tego typu sytuacjach ludzie nie myśleli przecież o swoich ludzkich, podstawowych potrzebach, narażając się w ten sposób na przesadną troskę swojego Opiekuna – który załatwiał to za nich w niespodziewanych momentach. Lota nie potrzebowała, by ktoś za nią napisał scenariusz jej pobytu w Krzykoskrzynce, więc po rozmowie z Xarielem planowała wybrać się gdzieś na kolację.

Kto wie, może nawet w jakimś ciekawym towarzystwie...?

Musiała zastanowić się trochę nad tym, co mogła w obecnej sytuacji zrobić. Wróciła uwagą do Xariela, czekając na jakąś odpowiedź.

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

21 sty 2016, 11:09

Śmieszne zachowanie Hruxa nie wywołało absoltunie żadnej reakcji wśród zgromadzonych, co nie sprzyjało zbieraniu atencji przez surfera. Nie można reaktywować III Rzeczy bez bandy głupawych popleczników, a Hrux już dawno zdecydował gdzie takowych pozyska. Zastanawiał się czy milczący goście baru nie walczą teraz z myślami samobójczymi jak ten poprzedni nieudacznik. Wyobraźnia Hruxa ma bowiem granice: idzie, idzie, dochodzi do tej granicy... i dopiero za nią są ludzie popełniający samobójstwo za szykany, ludzie traktujący Skrzynkę poważnie i pełna schorzeń psychicznych Administracja.

Nie mógł pozostawić tego stanu rzeczy obojętnie, siadając do swojego laptopa omiótł salę pociągłym spojrzeniem namierzając Targety. Na jego twarzy po raz kolejny zagościł szeroki uśmiech, który pojawiał się zawsze wtedy gdy nadarzała się idealna okazja w Skrzynce. - Yoh, Pony! Słyszałem plotki, że jako jedyny z tej bandy nie zgłaszałeś się do policji tylko dlatego, że jesteś z nich najgłupszy. Ale im dłużej obserwuję tamtą dwójkę tym mniej realne się to wydaje. Ciut niższe IQ i trzeba by ich regularnie podlewać. - *Doskonałe. Nailed id! I Absoltuely nailed it.* - przemknęło mu przez głowę.

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

21 sty 2016, 11:17

Nie czekając na reakcję innych, którymi z reguły niewiele się przejmował, no chyba, że rozszerzały pole do kolejnych ataków, zajął się swoimi sprawami. A przez "swoimi sprawami", mam namyśli, że sięgnął ręką do kieszeni swoich kąpielówek, w których długo i namiętnie grzebał, jakby usilnie czegoś poszukiwał. Trwało to dobrą minutę, lecz gdy doszedł wreszcie do celu na jego twarzy malowała się najwyższa rozkosz. Z kąpielówek wyciągnął to:

Pokaż treść
Obrazek

Niepozorne narzędzie, którym od pewnego czasu wojował skutecznie w Skrzynce. Wszelkie pałki teleskopowe i atomowe rewolwery miał głęboko w poważaniu i uważał je za przejaw słabości, jeśli właściciel musiał się do nich uciekać pod napływem wyrafinowanej poezji jadu surfera. Rozłożył wędkę (bo jak inaczej by ją zmieścił w kieszeni jego skąpych kąpielówek?), a na hak, jak gdyby nigdy nic, zawiesił tabliczkę czekolady. Wyjął jeszcze z owych legendarnych kieszeni, równie legendarną nalepkę:

Pokaż treść
Obrazek
, którą nakleił tak by przesłoniła oryginalną markę owego wyrobu cukierniczego i rzucił w kierunku rozszalałej kociej mamy, która molestowała namiętnie właśnie kogoś opowieściami ze swojego życia codziennego. Pozostawało już tylko czekać.[/p]
Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

21 sty 2016, 11:41

Ostatnie dwie osoby na jego wyimaginowanej liście siedziały w miarę bezczynnie, co Hrux uznał za kolejne szczęśliwe zrządzenie losu. Głośno zatrzasnął pokrywę laptopa w myśl "Attention > whores", którego odłożył na leżącą na podłodze deskę. Po raz kolejny posurfował między spiętrzonymi falami z stołów i stołków popisując się wśród zgromadzonych swoimi umiejętnościami w tej dziedzinie. Jebnął nawet backflipa, bo już było po dwudziestej drugiej. Już miał się dosiadać do Wierzby, gdy jego oczom ukazało się objawienie stojące za oknem.

Subtelna gra słów przewinęła się przez głowę Hruxa, który tylko założył po raz kolejny okulary przeciwsłoneczne, które przysłoniły dwie pary znajdujące się już na jego nosie. Wyjął z kieszeni grzebień, zaczesał swój idealny włos, po czym zaczesał swój idealny wąs. A następnie, bez wysiłku, jakby robił to codziennie, zburzył czwartą ścianę. Gotowi? Zaczynamy.

"Za oknem parking na którym Wierzba zaparkowała za Grynfą swój rower."
"Każdy rower ma dwa pedały."
"JP na 100%"
"Matching outfits"
"Cicha woda"
"Z słuchawek dochodzi Bądź sobą"

Załapaliście? Trudno. - Yooooooh. - wystartował swoim klasycznym powitaniem i nim Wierzba zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, nim najlepsi kumple przy użyciu OOC wysyłają zsynchronizowane posty, on szybciej zdążył usiąść i wziąć z deski laptopa, którego rozstawił przed sobą. - Nie wiedziałem, że jesteście tacy odważni. - rzucił jak gdyby nigdy nic, a uśmiech nie opuszczał dzisiaj jego twarzy.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

21 sty 2016, 13:21

Phh, parsknął lekceważąco Sadgirlal, pewnie jak fundament, na którym oparte było World Trade Center.

- Ha! Zakładanie, że, gdybym faktycznie to ja zaszykanował kogoś, zamiast pchnąć kogoś do zaszykanowania, co jest obiektywnie i aksjologicznie i utylitarnie i apollińsko lepszym kursem akcji, zakładając, jak mówiłem, absolutnie hipotetycznie i przykładowo, co oczywiście nie ma żadnego związku z tym, co się zdarzyło lub się nie zdarzyło, że kiedykolwiek bądź gdziekolwiek, w jakimkolwiek z istniejących wersji tego zaśmiardłego uniwersum popełniłbym szykanację w taki sposób, żeby można było ją powiązać z kimś, kto byłby powiązany ze mną, jest pomysłem ze wszech miar, całkowicie, totalnie i absolutnie z punktu widzenia każdego obdarzonego czymś więcej niż wewnątrzgłowny kurz nierealne i niemożliwe, tak wręcz niemożliwe, jak jakiekolwiek ogarnięcie się administracji, do czego, oczywiście, jak wszyscy wiemy, nigdy nie dojdzie! - zapomniał już właściwie, od czego rozpoczął to zdanie, odwrócił się więc do Młodego Tonego, jednostki, jak zwykle, ponurej.

- Poczuj kiśnięcie, Młody Tony, poczuj bluesa, a może nawet narąbaną łąkę potępienia, czy też bongowego druida mamuciej góry zioła! Musisz pozwolić unieść się prądowi, miast tkwić w sztywniactwie, embrace the rhodomontade, let the pointless gasconade take you and flow with it! Jedyna rozrywka w tej zapyziałej, pożałowania godnej dziurze w jakikolwiek sposób godna kultywowania, i widzę przecież, że to dostrzegasz, widząc wszystkie bezsensowne akty losowości dookoła nas, w trafny i jedynie słuszny sposób oddające idiotyzm i bezkresny debilizm otaczającego świata i kretyńskie ramy społeczeństwa, z których wszystkie te udręczone dusze krzyczą, aby się wyłamać, aby obalić autorytaryzm, wprowadzić anarchię, zburzyć cały ten fałszywy, nieporządny bajzel, noszący pozory ładu, a na jego ruinach wybudować nowy, lepszy ordnung! Dostrzeż to, zrozum i podąż za tym, ponieważ świat jest jak burak, na wyciągnięcie ręki, parę ruchów tylko od obrania i zrobienia z niego barszczu!

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.