Stary Dąb

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Stary Dąb

20 lis 2011, 00:58

Przedzierając się przez gęstwiny lasu, można dojść do otwartej polanki. Przypominała okręg, przy granicach otoczona ze wszystkich stron drzewami. Na trawie rosło kilkanaście różnych gatunków kwiatów, które pokrywały sporą część terenu. Na samym środku rósł pokaźny dąb. Był manifestem natury, potężnym drzewem z ogromnymi gałęziami i wieloma odnogami mniejszych. Często można tutaj także znaleźć zwierzynę, która odpoczywa pod promieniami słońca rankiem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Aleksis i Herubin weszli do polanki, przedzierając się przez drzewa. Drzewiec zapewne zupełnie się tym nie przejmował, ale alchemik miał małe problemy. Drzewa w tym lesie, nie miały żadnej litości dla ludzi. Alchemik parł do przodu, między gęsto rozłożonymi gałęziami. Zaliczył co najmniej dwa zadrapania, spowodowane przez ostre kole na gałęziach. Człowiek najwyraźniej zmierzał w konkretne miejsca, instynktownie zmierzając w określonym kierunku.
Po dziesięciu minutach wreszcie udało się, im dotrzeć na miejsce, była to piękna polanka z ogromnym dębem na środku.
-No,no,no. To miejsce zupełnie się nie zmieniło, to dobrze. Na korze drzewa, rośnie pajęczy mech, przydatna roślina. Potrzebujemy także wilczych korzeni. Nie musimy się śpieszyć.– Jego głos był spokojny i cichy, ale na tyle głośny, aby towarzysz go usłyszał. Było widać, że jest zadowolony. Lubił przybywać w lasie i szukać ziół, poza tym chciał odpocząć po całym zajściu w sklepie.
-Pochodzisz stąd Herubinie?– zaciekawiony spytał drzewca. Zastanawiało go pochodzenia Herubina.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 74
Rejestracja: 22 paź 2011, 21:17
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?t=928

20 lis 2011, 14:54

– Chodź, chodź! – Elianna głośno poganiała Aliyah, sama mknąć niczym burza przez las, niczym wiatr omijając masę gałązki i niczym brutal depcząc kolejne rośliny. W lesie czuła się świetnie i bezpiecznie. W końcu mało kto był w stanie dogonić półelfke potrafiącą biec pełnym sprintem pomiędzy drzewami, czasem wspinającą się na drzewa oraz potrafiącą się magicznie kamuflować. A gdy miała na dodatek łuk to ta kombinacja była na dodatek zabójcza. Teraz jednak swojej ukochanej broni nie miała, ale wciąż czuła się bezpiecznie w cieniu drzew. W końcu, szła z nią Aliyah, która w kociej formie potrafiła walczyć… chyba. Elianna w praktyce nie widziała swej towarzyszki w akcji. Spojrzała na nią badawczo. Dziwny napój także przestał na nią działać.
– Dobrze, że wróciłaś do siebie. – powiedziała uśmiechnięta, wciąż w półbiegu, by nagle wydostać się z zwartego lasu. Zatrzymała się i spojrzała przed siebie. Dostrzegła enta oraz człowieka po czym odskoczyła w tył i dobyła sztyletu, cicho sycząc. Dosłownie.
To, że człowiek nie wyglądał na niebezpiecznego to inna sprawa – w oczach Elianny był zagrożeniem.
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

20 lis 2011, 19:00

Cień długo nie szukał ofiary, w końcu wypatrzył wilka, czuł od niego zapach krwi. Wilk był ranny i oddzielił się od reszty, więc był bardzo łatwym celem. Matthew w króciutkiej chwili pojawił się przy nim, nadział na ostrze z cienia, które wysunęło się z jego ręki i rzucił biednym wilkiem przed siebie, po czym odbił się od ziemi łapiąc w locie wilka swoją paszczą i z wielkiem impetem uderzając trzymanym wilkiem w wielki dąb. Krew rozprysła się niemal na każdego w okolicy, w ciemności rzucanej jeszcze przez noc widać było tylko błysk oczu i kłów cienia, który z nieżywą ofiarą w zębach rozejrzał się tylko, z zaskoczeniem zareagował na obecynych tutaj.
-HUahau freśc fłam Po czym wypluł zmasakrowanego wilka z ust i powtórzył
-Cześć Wam! Spojrzał na półelfkę, podrapał się po głowie i spytał
-A to kto? Pokazał palcem na nią, po czym znowu zadał pytanie A co wy tutaj robicie?
Awatar użytkownika
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

20 lis 2011, 20:08

Aliyah starała się dogonić Eli, biegnąc za nią w ludzkiej postaci, lecz szybko zarzuciła ten pomysł i przeobraziła się w panterę. Z rozpędu wdrapała się na pierwsze, lepsze drzewo i pędziła za półelfką skacząc z gałęzi na gałąź. Była to bardzo wygodna, ale i spektakularna forma poruszania się. Dawała też wiele swobody, była bezpieczna i pozwalała kontrolować otoczenie.
Gdy Elianna przystanęła, polimorfka zeskoczyła, miękko lądując na czterech łapach. Uniosła łeb, by dostrzec zawziętą minę półelfki, której usta tworzyły teraz wąską kreskę. Pantera powiodła wzrokiem za jej spojrzeniem.
Nieopodal stało coś, co przypominało wielkie chodzące drzewo. Aliyah nigdy nie widziała czegoś czy kogoś takiego i nie potrafiłaby tego nazwać. Ale że było ogromne i wyglądało groźnie, wysunęła pazury, którymi zaryła płytko w ściółce. Jednak jej towarzyszka nie zareagowała w ten sposób na to dziwne stworzenie, lecz na człowieka stojącego obok. Wyglądał on bardziej na zielarza niż wojownika, ale cóż – pozory mogą mylić…
Nagle poczuła za sobą obcy zapach krwi i obróciła się gwałtownie. Jej ogon miotał się gniewnie, a z gardła dobył się warkot.
To był kolejny stwór, którego nie znała nigdy wcześniej. To, co zrobił z wilkiem, nie świadczyło o nim zbyt dobrze, dlatego Aliyah coraz szerzej szczerzyła kły…
Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

20 lis 2011, 21:27

Ent chciał już zacząć nieco naginać prawdę o swoim pochodzeniu gdy zjawiła się kobieta i dziwne zwierzę. Ent westchnął jedynie i wolno kręcił głową wykazując swoje rozczarowanie elfką. Ryknął głośnie a jego ciało zniknęło ze wzroku wszystkich, wszędzie latały szczątki roślin tworząc coś w rodzaju kopuły. Chwila nie minęła a wszystko powróciło do względnej normy. Widzowie ujrzeli jedynie chudego i poranionego satyra. Rany zdążyły jako tako się zasklepić, więc nie wyglądał już tak źle. Cofnął się o parę kroków ignorując resztę. Pstryknął palcami a z ziemi wysunął się spory korzeń, na którym wygodnie usiadł. Spojrzał w oczy elfki, niby zwyczajna ale tak zdziczała. Uwięziona w cywilizacji ludzi, bezbronna otoczona przez nich samych. Były to tylko jego przypuszczenia ale cierpiało na to pół stworzeń innych niż ludzie. Rozwiązywało to zagadkę nagłego syczenia i agresji. Wszyscy byli zdenerwowani i właśnie po chwili Herubin wpadł na pomysł. Zerknął na swoją torbę by upewnić się, że ma swoją Caritiem. Może to idealna szansa by znowu poczuć to co wcześniej ale tym razem zapanować nad piękną?– pomyślał ciągle myśląc. Postanowił wziąć artefakt bogów. Zaczął grać piękną melodie, cichą i spokojną jak strumień lodowatej wody. Wszystko szło zgodnie z planem, aż jedna niefortunna nuta zmieniła wszystko. Muzyka było sroga i melancholijna. Dodawała uczucia pustki i smutku, jakiej jeszcze nikt nie czuł. Ręce rwały się do kolejnych strun, jak szalone. Opuszki palców dawno były starte gdy jakimś cudem satyr przestał grać. Wszyscy musieli odetchnąć z ulgą gdy złowieszcza muzyka przestała mącić w ich głowach. Herubin siedział ciągle w tym samym miejscu, zalany zimnym potem wpatrywał się niemal błękitnymi i zimnymi oczami w Bentruma, jakby prosząc go o pomoc. Tylko on nie przebudził się z transu, lira jeszcze przez chwile brzmiało w jego sercu. Wyrwany z rytmu odetchnął strzepując z siebie krople potu. Ruszył w stronę drzewa by odwrócić się o złapać za szorstką korę. Nie wiedział co się stało ale nie mógł panować nad swoim ciałem, a z czasem było jeszcze gorzej. Cały czas wmawiał sobie, że to nie Ceritiem bo przecież on jest Ceritiem a ona nim. Dlaczego teraz? Czy dobrze zrobiłem przyjmując gest bogów? Czy jest w stanie zrezygnować z wiecznego szczęścia i najważniejsze czy przeoczył granice?

Nie przykro mi ale nie możecie nie ulec lirze :P
Awatar użytkownika
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

21 lis 2011, 16:17

Alchemik był skoncentrowany na wyszukiwaniu odpowiednich ziół. Wilcze korzenie, były małymi roślinami, ukryte głęboko w trawie, ale nie mogły się ukryć przed bacznym wzrokiem poszukiwacza. Wyją powoli sierp i kucną przy pierwszym korzeniu. Delikatnie odciął potrzebną część rośliny i schował ją do nośnika. Mógł nazbierać mnóstwo rzeczy i nawet nie odczuć ciężaru ich wagi, dzięki mocy "plecaka". Alchemik nie był nawet świadomy, czających się osób w zaroślach. Cała jego uwaga była poświęcona roślinom, nie przejmował się niczym innym, myślał, że jest bezpieczny. Jak bardzo się mylił.
Wilczy korzeń miał tylko jedną potrzebną właściwość alchemiczną. Maść wykonana z tej rośliny, doskonale leczyła poparzenia na skórze. Podobno można z tego jeszcze zrobić szampon do włosów, ale Aleksis nie znał receptury, a szkoda. Mógłby na szamponie lepiej zarobić niż na maści.
Alchemik zebrał dość sporo korzenia, już miał udać się do dębu po mech, ale coś jak zawsze musiało skomplikować iście trudne zajęcie, jakim jest pakowanie roślinek do nośnika. Coś zawsze musi pójść nie tak, nie po myśli człowieka. Nawet spokojna polanka, stała się obszarem pewnego problemu.

Bentrum usłyszał ryk Herubina, który po prostu znikł zostawiając po sobie szczątki miejscowej roślinności. Jednak za chwilę, wszystko wróciło do normy. Drzewiec w formie satyra usiadł na ogromny korzeń, przez siebie przyzwanym. Alchemik spojrzał zdziwionymi i lekko zdezorientowanymi oczyma na towarzysza. Satyr wyjął instrument muzyczny. Była to mała harfa. Aleksis pomyślał, że Herubin ma duszę muzyka i chce trochę pograć, umilając czas poszukiwań składników. Alchemik nadal nie zdawał sobie sprawy z obecności kogokolwiek, prócz nich .
Muzyka powstała przez szarpnięcie strun, palcami satyra. Była piękna i spokojna. Człowiek poczuł się lepiej. Poczuł się szczęśliwszy. To była najpiękniejsza melodia i zaraz pierwsza jaką usłyszał w swym życiu. Nostalgia ujawniła się w jego duszy. Zatęsknił za mistrzem, przypominając sobie stare dobre czasy nauki. Szczery uśmiech zawitał na twarzy słuchacza, ale radość szybko zmieniła się w negatywne emocje.

Przepiękna melodia momentalnie przemieniła się w coś innego. Muzyka stała się zimna, smutna i za spokojna. Melancholiczna. Niczym jak długi szpikulec, wbiła się prosto w serce alchemika. Jego uczucia gwałtownie się zmieniły. Uśmiech znikł, pojawiła się gorycz. Przed oczami, pojawiła mu się wizja przeszłości jego życia o której– jak myślał– zapomniał. Wspomnienia z lat niesamowicie odległych…przypomniała mu się niewola.
-Przestań…błagam!– Krzykną litościwie w stronę satyra. Jednak muzyka nadal grała. Wspomnienia stawały się co raz wyraźniejsze.
Bentrum złapał się instynktownie za uszy, nie podziałało. Łzy już wypływały z oczów, ale nagle nuta rozpaczy znikła. Oszołomiony alchemik spojrzał na Herubina, wyglądał gorzej niż on sam.
-Na Devouler'a! Co to…było?
Aleksis jednak natychmiast przestał się zastanawiać, czym była ta muzyka. Harfa na pewno nie wydawała "normalnego" dźwięku. Alchemik podbiegł do towarzysza, który wyglądał, jakby zaraz miał umrzeć. Złapał go obiema dłońmi za ramię. Potrząsną go dość silnie. Satyr nie reagował, Aleksis jeszcze mocniej potrząsną towarzyszem.
-Herubin?! Herubin! Herubinie, to jakieś złudzenie!. OBUDŹ SIĘ!
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

21 lis 2011, 18:38

Wydarzenie te było zdecydowanie zbyt wielkim przeżyciem dla Cienia. Przyjemna muzyka zmieniła się w gorycz, widział jak cierpią jego przyjaciele, do tego jeszcze przez jego doskonały słuch usłyszał każdy, najdrobniejszy szczegół okropnej melodii. Znowu w jego głowie pojawiły się wizje – wizje z przyszłości. Widział nawet najdrobniejszy szczegół, jakby właśnie to robił, widział każdy ztrzępek rozrywanego przez jego pazury ciała swojego ojca. Ukląk, jego oczy zaczęły wypełniać się czerwoną pustką, w tym momencie były jedyną rzeczą jaką można było zauważyć. Gdyby nie to, że panowała akurat noc cień nie byłby w stanie nic zrobić, ale jednak. Wstał i ruszając czerwonymi ślepiami, każdym w inną stronę krzyczał szaleńczo.
STÓJ!!! NIEEEEEEEEEEEEEee, przestań, przestań, PRZESTAŃ!!!
Przeraźliwym głosem, tak jakby był poddawany najokrutniejszym torturom. Ten szał był jednak inny niż wcześniej w Sklepie "U Bentruma" bowiem po szaleńczym krzyku wszystkich momentalnie oplotły Czarne Ciernie, po czym złapał za szyję Aleksisa, bo stał mu na drodze do "stwórcy" tego okropnego dźwięku, który według szalonej istoty zepsuł wszystko. Więc złapał Alchemika za szyję i rzucił nim z całej siły o drzewo, po czym rzucił się na Herubina i wgryzł się w jego ramię odgryzając kawałek mięsa, ale to nie wszystko. Cień jak dziki zwierz rzucił się odrazu na unieruchomione przez ciernie kobiety, jako, że była noc mógł urzyć swojej umiejętności, pojawił się tóż za półelfką wbijając jej w plecy wytworzone z cienia ostrze, a po chwili staną twarzą w twarz z oplątaną cierniami panterą i mocno przejechał jej pazurami od karku do pyska, zadając dość głębokie rany. Wszystko działo się dosłownie krótką chwilę, ciernie błyskawicznie oplątały ofiary, a cień po zadaniu wszystkich obrażeń, chciał dalej zabijać, dalej sprawiać ból, więc rzucił się znowu na Alchemika jednak gdy jego pazury były milimetry od jego twarzy Cień zatrzymał się, padł na ziemię i krzykną głośno, już swoim, normalnym głosem, ale pełnym rozpaczy i skruchy
Nie!!!
W tym momencie szał miną. Wśród ciszy, którą pozostawił po swoim szale było słychać tylko jego cichy jęk. Cień płakał, nie miał łez, jednak płakał. Tym razem dokładnie pamiętał co się właśnie wydarzyło. Cień był załamany, w tym momencie w jego umyśle była tylko jedna myśl… JESTEM POTWOREM
Awatar użytkownika
Posty: 74
Rejestracja: 22 paź 2011, 21:17
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?t=928

21 lis 2011, 21:08

Na pojawienie się kolejnej istoty półelfka zareagowała automatycznie, odskakując do tyłu, wpadając przy tym na drzewo. Pewna, że to przeciwnik, zrobiła błyskawiczny obrót, znów odskoczyła i przygotowała się do szturmu na swego wroga, uginając nogi. Teraz prawdziwego wroga miała za plecami! Zasadzka! Wykonała kolejny obrót, trzymając nóż w dłoni. Ten jednak zakończył się przedwcześnie, ponieważ Elianna upadła na ziemię wraz z pierwszą nutą. Jej siła była tak potężna, że nie mogła się jej oprzeć. Podniosła się na kolana i w takiej pozycji została, zamykając uszy. Do jej głowy przychodziły przyjemne obrazy.
Pierwszy upolowany jeleń. Duma wypełniła jej serce. Wciąż pamiętała ból w lewej ręce, gdy cięciwa zahaczyła o skórę z powodu jej błędu. Wciąż pamiętała strzałę, przebijającą się przez brzuch zwierza, pokrywając się krwią. Wciąż pamiętała część ciała, która nazywała się sercem. Jej kawałek został na grocie. Wciąż pamiętała, jak dumna z siebie oprawiała zwierzynę. Wciąż pamiętała, jak wszyscy jej gratulowali. Wciąż pamiętała jej smak.
Pierwsze opanowane zaklęcie. Była tak szczęśliwa, gdy okazało się, że rzeczywiście ma moc! Ponownie ta duma z tego, że coś potrafi! Nawet, jeśli to tylko było lekkie rozmycie kolorów swego ciała. Efekty miesięcy siedzenia nad księgami i nauki skupiania magii. Gratulacje od osoby, którą nazywała matką. Bo nią w praktyce była, wychowując Elianne przez całe jej życie.
Odejście z wioski. Otrzymanie łuku, strzał oraz butów. Pożegnanie z matką. Teraz nawet nie wydawało się to smutne. Ostatnie chwile beztroski, początek życia na własną rękę. Ciepło, jaką ją obdarzono. Obiecała sobie wtedy, że wróci się odwdzięczyć, gdy tylko nabierze doświadczenia.
Nagle nuta zmieniła się. Elianna krzyknęła przeraźliwie po czym z jej oczu pociekła łza. Potem kolejna. I kolejna. I jeszcze jedna. Po chwili można było mówić o najprawdziwszym płaczu. Płakała.
Bo widziała, jak człowiek odpiera jej łuk, który był jej najcenniejszą pamiątką. To nie była tylko broń. To był przedmiot, pozwalający jej przeżyć, przedmiot pozwalający być sobą, przedmiot podkreślający obietnice złożoną sobie i przypominający o niej. Przedmiot, który był częścią jej własnej duszy. Zabrany brutalnie, przez człowieka. Człowieka! Upokorzenie, gdy związana leżała na ziemi, pozbawiona nawet prawa pozbawienia się życia. Pewna, że wpierw zostanie zgwałcona a następnie brutalnie zabita.
Wyobrażenia tego, co zrobiono z jej matką. Zgwałcona, przez 9 miesięcy chodziła w brzuchu z czymś co jej jedynie przypominało o tamtym uczuciu. Nie mogąc tego wytrzymać, oddała dziecko i popełniła samobójstwo. Chociaż to nie były jej uczucia, czuła je w własnym sercu. Oparła się dłońmi o ziemię, wciąż płacząc.
Czemu… te wszystkie uczucia?
Upokorzenie. Smutek. Poczucie beznadziei. Brak ochoty życia. Brak nadziei na przyszłość. Brutalna rzeczywistość, rozbijająca jej plany, jej marzenia, jej cele. Brutalna rzeczywistość niszcząca jej psychiczny spokój, rzucająca go w odległy, zacieniony kąt.
Jej ciało pokryte zostało cienistymi cierniami. Ból, pochodzący z prawie całego ciała. Wbijające się ciernie jednak nie wydawały się dla niej czymś ważnym. Chciała wstać. Chciała uciec. Z dala od tego wszystkiego, z dala od tego smutku, od tych problemów. Wrócić do matki i zapomnieć o wszystkim, choćby miała wydłubać sobie oczy, których moc objawiła się wraz z tym jak postanowiła zabić wszystkich ludzi.
– Nie! – wykrzyknęła przeraźliwie i zerwała się na nogi. Jej ręce wyrwały się z pułapki, krwawiąc na całej długości od ran, które na nich powstały. Ból fizyczny jednak nie był tak straszny, jak ten psychiczny.
Uciec. Tylko to się liczyło. Próbowała wyrwać prawą nogę, lecz bezskutecznie.
Krótki impuls.
Naprawdę krótki. Ledwo poczuła, że dwa metrowe ostrza przebijają ją, masakrując płuca. Wypluła z ust krew. Nogi nie mogły utrzymać już ciała, przez co padła na ziemię.
Czemu tu tak ciemno?
Czy to… śmierć?
Resztkami sił płakała. Chciała jedynie zemsty. Czy ona jest aż tak zła? Czy była tak zła, by zasłużyć na śmierć? Czy chęć pomszczenia tego, co stało się jej matce miał ją zaprowadzić do takiej śmierci? Z dala od osób, które nazywała rodziną. Z dala od części swojej duszy. Z poszarpaną przez nędznego człowieka dumą.
Czy to był naprawdę koniec?
Zamknęła oczy. Świat powoli przestawał być realny. To wszystko… to wszystko już miało się skończyć. Nie miało już być zemsty. Ani nadziei. Nie miało być zła, jakie by wyrządziła. Ale także nie mogła już poczuć uścisku ukochanej osoby. Nie miało być strachu – zarówno jej jak i innych.
Tak, to był koniec.
*Mamo…*
Ostatnia myśl. Po czym odpłynęła w mrok.
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 09 paź 2011, 11:03

21 lis 2011, 21:57

Ikaz przemierzał Las Cieni. Wracał z wojny z której udziału się wycofał. Tak kazały mi bóstwa – bronił się w myślach. Promienie księżyca przedzierał się ukradkiem między koronami wiekowych, wysokich drzew. Swój młot jak zawsze podczas podróży trzymał luźno osadzony w prawej dłoni. Nie wiedział dlaczego bogowie zabronili mu mieszania się w konflikt… To już przeszłość – pomyślał…

Wszedł swym luźnym krokiem na polanę, na której znajdował się dorodny, stary dąb. Tuż obok niego zaobserwował grupkę dziwnych istot. Kilka z nich leżało na ziemi. W pierwszej chwili Ikaz pomyślał, że to okoliczna ludność ma problem z banitami, lecz gdy podszedł bliżej zauważył co się stało. Na polanie leżała ranna pół-elfka, którą rozpoznał po charakterystycznych uszach. Nieopodal również w bezruchu znajdowała się pantera, która krwawiła od karku po łeb. Obok stali człowiek oraz dziwny człekopodobny stwór, którym chyba nic nie było. Największe zainteresowanie wzbudziła jednak ciemna istota, klęcząca na ziemi. Ikaz nie wiedział kto to jest, lecz z pewnością nie należał do błogosławionych. Paladyn nie tracąc chwili podjął decyzję, że trzeba działać. Jeśli się mylę, to nic mu się nie stanie – pomyślał…

Chwycił pewnie Hazusa, po czym rozpoczął szarżę na cienistego. Gdy znajdował się w odległości okołu pięciu metrów zacisnął prawą dłoń najsilniej jak potrafił, po czym uniósł oręż nad głowę. Czas jakby się zatrzymał, gdy potężny obuch z całym swoim gniewem uderzył w ściółkę polany, która zatrząsła się w odległości kilku metrów od uderzenia. Nie długo po tym z artefaktu wydobył się potężny blask, który wnet oświetlił całą polanę. Wszystkie mroczne istoty poznały bólu, jakiego jeszcze nie znały. Był to ból wywołany przez święty młot, który od pokoleń przychodził z odsieczą do każdych prawych istot w niebezpieczeństwie. Sekundy mijały, lecz Ikaz trwając w oślepieniu zdawał się czekać na wyrok. Był niemal pewien, że od jego gestu zależało życie wielu istot. Gdy wreszcie blask uciekł do Lasu, a mrok znów okrył polankę swym płaszczem cienia, Ikaz podszedł do zgrupowania zainteresowany rezultatami swych działań. Serce biło mu tak mocno jak zwykle w chwilach niepewności…
Awatar użytkownika
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

21 lis 2011, 21:58

Aliyah syczała i warczała naprzemiennie, szykując się do skoku. Przednie łapy miękko ugięte, podkurczone tylne blisko przednich. By skoczyć…
Zastygła strzygąc uszami. W oddali zabrzmiała melodia, która w jednej chwili urzekła wszystkich dookoła. Byli jak zahipnotyzowani. Zdezorientowana pantera, poderwała się szeroko rozstawiając łapy i obracając się dokoła własnej osi, patrząc na twarze zgromadzonych. Na ich twarzach malowały się różne emocje, uśmiechy będące obrazem stanu błogości i szczęścia. Czemu tak? Czemu ona…?
Problem leżał w tym, że jako zwierzę, jej zdolności odczuwania emocji jako istota rozumna była ograniczona. Myślała, owszem, ale percepcja otoczenia była zupełnie inna. Muzyka nie miała wpływu na jej emocje, przypisane istotom humanoidalnym, podówczas gdy ona była zwierzęciem…
Wszystko się zmieniło, gdy palce muzyka w złe struny uderzyły, zaburzając harmonię melodii. Towarzysze zaczęli krzyczeć, zasłaniać uszy, padać na kolana, wykrzywiać twarze w grymasie bólu…
Bólu, który i jej się udzielił. Urzeczywistnił, choć nie był to ból wywołany melodią! Pasma czarnych cieni oplotły jej kocie ciało wbijając weń kolce. Gdyby Aliyah była w ludzkiej postaci, mogłoby to skończyć się o wiele gorzej. Szczęściem jej skóra była nieco grubsza, więc ciernie nie wpiły się zbyt głęboko.
Bezwiednie miotała się, próbując uwolnić i powstrzymać potwora, który w szale krzywdził wszystkich. Zajadle szarpała się w tych pętach, gdy stwór zbliżył się Elianny.
Pantera zaskamlała, kiedy ostrze przebiło półelfkę. Nie mogła ryknąć, gdyż jej gardło ściskały cienie. Bezskutecznie próbowała przedrzeć je pazurami. Były niematerialne jak ciało potwora…
Sama nie poczuła, jak poważnych obrażeń doznała. Posoka spływała po jej szyi, łbie, zalewając ślepia. Pantera podbiegła do Elianny trącając ją zakrwawionym pyskiem, liżąc po twarzy, by się przebudziła! Na nic!
Aliyah w przypływie rozpaczy przemieniła się. Był to najgorszy krok jaki mogła wykonać. Jej twarz była oszpecona raną, brudna od wciąż płynąc obficie krwi. To samo miało się z plecami. Nie dość tego, rozszarpane ubranie ukazywało niemal nagie ciało, lecz nie wstyd był teraz najważniejszy. Aliyah skuliła się obok martwej elfki, a płacz targał całym jej zbolałym i rannym ciałem… Obok przyjaciółki czekała na śmierć, mając na ustach słowa modlitwy do Stwórcy w swym ojczystym języku…
Wtem zadrżała ziemia i oblał ją świetlisty blask. Czyżby to była śmierć? Czy Stwórca otworzył swe święte bramy zalewając ich światłem swego majestatu?
Nie! Blask jak się pojawił tak znikł. Aliyah nie widziała dobrze…traciła coraz więcej krwi. Słabła. Robiło się zimno i znów ciemno…

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.