Stary Dąb

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Stary Dąb

20 lis 2011, 00:58

Przedzierając się przez gęstwiny lasu, można dojść do otwartej polanki. Przypominała okręg, przy granicach otoczona ze wszystkich stron drzewami. Na trawie rosło kilkanaście różnych gatunków kwiatów, które pokrywały sporą część terenu. Na samym środku rósł pokaźny dąb. Był manifestem natury, potężnym drzewem z ogromnymi gałęziami i wieloma odnogami mniejszych. Często można tutaj także znaleźć zwierzynę, która odpoczywa pod promieniami słońca rankiem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Aleksis i Herubin weszli do polanki, przedzierając się przez drzewa. Drzewiec zapewne zupełnie się tym nie przejmował, ale alchemik miał małe problemy. Drzewa w tym lesie, nie miały żadnej litości dla ludzi. Alchemik parł do przodu, między gęsto rozłożonymi gałęziami. Zaliczył co najmniej dwa zadrapania, spowodowane przez ostre kole na gałęziach. Człowiek najwyraźniej zmierzał w konkretne miejsca, instynktownie zmierzając w określonym kierunku.
Po dziesięciu minutach wreszcie udało się, im dotrzeć na miejsce, była to piękna polanka z ogromnym dębem na środku.
-No,no,no. To miejsce zupełnie się nie zmieniło, to dobrze. Na korze drzewa, rośnie pajęczy mech, przydatna roślina. Potrzebujemy także wilczych korzeni. Nie musimy się śpieszyć.– Jego głos był spokojny i cichy, ale na tyle głośny, aby towarzysz go usłyszał. Było widać, że jest zadowolony. Lubił przybywać w lasie i szukać ziół, poza tym chciał odpocząć po całym zajściu w sklepie.
-Pochodzisz stąd Herubinie?– zaciekawiony spytał drzewca. Zastanawiało go pochodzenia Herubina.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

16 sty 2012, 22:41

Śnieg był tak przyjemnie zimny. Szybko obniżał jej rozgrzane do bardzo wysokiej temperatury ciało, zbijając gorączkę, lecz porządnie wychładzając organizm. Aliyah nie przejmowała się tym jednak. Czuła jak morzy ją sen…Przymknęła oczy wsłuchując się w zwalniające bicie serca. Nie myślała racjonalnie, o ile w ogóle… Chciała jedynie zasnąć.
Lecz ktoś skutecznie jej przerwał. Ktoś, kto nie starał się ukryć swojej obecności. Śnieg skrzypiał pod ciężkimi, nierównymi krokami.
Leżąc na ziemi, z twarzą przytuloną do śniegu otworzyła oczy. Nie uniosła nawet głowy. Nie miała siły. Gdyby zmieniła się w panterę, miałaby ich znacznie więcej. Aczkolwiek transformacja byłaby chyba ostatnią w tym życiu.
Jej oczy powędrowały w dół (jako że leżała u stóp dęby na małym wzniesieniu) ku postaci mężczyzny. Nie mogła spostrzec jego twarzy. Miał spuszczoną głowę. Jedyne co zdołała dostrzec przez spowity mgłą wzrok, to zarys postawnej sylwetki, płaszcz i włosy w nieładzie czesane mroźnym wiatrem…Mógł być kimkolwiek. Jakie to miało znaczenie?
Nagle schylił się, nabrał śniegu w garść. Uniósł głowę i wtedy ujrzała upiorną maskę. Jednolitą, bez żadnego otworu. Leżała jednak tak idealnie, że mogłaby uchodzić za okrutnie zdeformowaną twarz. W oczach Aliyah za taką uchodziła.
Mężczyzna zwrócił się do niej groźnym, zimnym głosem. Jęknęła, bo nie była w stanie nic odpowiedzieć. Czuła się naprawdę fatalnie. Skuliła się jeszcze bardziej, będąc gotową na ostatnią przemianę w zwierzę, by zyskać trochę energii, która pozwoli jej przynajmniej wstać, a może nawet i obronić się przed napastnikiem, który przerażał swoim wyglądem i zachowaniem. Miała dziwne przeczucie, że ów przybysz z lubością skręci jej kark…po prostu.
– Stój – wyszeptała ochrypłym głosem. Nic innego nie przyszło jej do głowy. Zesztywniała. Chciała wtopić się w tło, lecz wiedziała, że nie było to możliwe.
Awatar użytkownika
Posty: 396
Rejestracja: 03 wrz 2011, 23:53
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

16 sty 2012, 22:52

Zaśmiał się, a głos jego poniosło echo na odległość wielu kilometrów. Było to naprawdę upiorne. Koshi kręcił łbem chaotycznie śmiejąc się coraz ciszej, by wkrótce zamilknąć na dobre. Szedł w jej kierunku. Gdy był w odległości kilku metrów stanął, ledwie utrzymując równowagę. Wyglądał jak moczymorda wracający do domu po całonocnej libacji. Głos, który był równie rozpijaczony rzekł raz jeszcze:
– Droga żabko… – mówił złowrogim tonem całkowicie nad sobą nie panując. – Oczywiście, że dam Ci pół banana. Możemy się podzielić… – klęknął po raz kolejny, by znów chwycić w dłoń trochę śniegu, starannie ubijając.
– Nie wiem co lubią żaby… Może chcesz trochę… kamienia, hmm? – zaśmiał się serdecznie, jakby spotkał dawnego znajomego. Wyciągnął rękę w stronę Aliyah mówiąc nieco rozgniewany:
– Żabko! Czemu nie odpowiadasz?! – przerwał. – Do cholery jasnej! Zdecyduj się! Chcesz tego banana, czy nie?! – krzyknął, po czym zaczął biec w stronę dziewczyny. Był całkowicie niepoczytalny. Będąc w odległości czterech metrów od niej, upadł na twarz, pozostając w bezruchu. Oko na jego płaszczu z pogardą obserwowało las i drzewa tańczące na wietrze…
Awatar użytkownika
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

16 sty 2012, 23:08

Zadygotała. Bynajmniej z zimna, choć powinna czuć wychłodzenie. Uniosła się z trudem na łokciu. Bała się. Miejsce…tajemniczy przybysz, który wyglądał jak najgorszy z koszmarów, jakie mogła wyśnić…wszystko to przywodziło na myśl maskarę z Cieniem w roli głównej. Drugiej takiej rzeźi Aliyah nie miała prawa przeżyć. Nie było też nikogo, kto bohaterską piersią mógłby ją obronić. Została sama.
Odkąd sięgała pamięcią była sama. Rodzice sprzedali ją parze z cyrku, w którym była jedyną pół ludzką istotą zamkniętą w klatce. Jedyną, która na ludzkim ciele zaznała smaku nahajki i szpicruty. Nie miała nikogo, komu mogłaby wypłakać się czy zwierzyć. Ba! nikogo, do kogo mogłaby wypowiedzieć słowa, by nie zapomnieć mowy.
Potem również długi czas była sama. A w szajce? Czy ktokolwiek akceptował ją tym, kim była? Ni człowiek, ni zwierzę. Polimorf.
Umysł miała strzaskany. Jej dusza rozpadła się i rozprysła na miliony kryształowych kawałeczków. Bardzo ciężko było jej skoncentrować się na czymkolwiek. Na słowach obcego, ich gniewnym tonie, ich znaczeniu. Ruchy miała sztywne, niekontrolowane. Oczy tak zaszłe mgłą, że niemal pokryte bielmem. Musiała…musiała się przeobrazić.
Zrozumiała to, gdy dostrzegła, jak szybko zbliża się do niej napastnik. Raz, dwa, trzy – migotliwa mgiełka otoczyła Aliyah. Pantera warknęła ostrzegawczo i impulsywnie odbiła się łapami od ziemi – lądując na plecach mężczyzny, który w czasie jej skoku upadł twarzą w śnieg. Przygniotła go jeszcze bardziej swoim ciężarem. Zsunęła się jednak przypadając nisko do ziemi, sycząc cicho. Ostatni zryw sił w ciele pantery.
Awatar użytkownika
Posty: 396
Rejestracja: 03 wrz 2011, 23:53
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

17 sty 2012, 12:26

Koshi leżał na twardym żwirze. Mimo, iż oczy jego były zamknięte widział biel idealną… Przyjemny śmiech przypominający radość życia, której doświadczył tak niewiele… Nie czuł swojego ciała, był nikim. Ani jedną cząstką swego dawnego wampirzego truchła… Ani jedną myślą w swym bujnym umyśle… Ani jednym wspomnieniem…
– Cholera… – usłyszał niski, męski głos tuż za sobą. Był on wypełniony gniewem. Naznaczony ognistym temperamentem właściciela. – Twoje nędzne ścierwo jeszcze mi się przyda… – po czym wampir poczuł silny chwyt za szyje. Zapewne gdyby był człowiekiem w pełni świadomym to poczułby ból. Coś uniosło go do pionu. Czuł gorący oddech karku.
Otworzył oczy. Siły wracały…
Znów plaża. Tym razem noc. Dźwięk wielkich fal rozbijających się o wysokie klify, śpiew mew, które już dawno powinny spać…
Czucie w całym ciele wracało. Czuł drobne kamyczki pod bosymi stopami. Czuł delikatną, morską bryzę… Czuł jak jego umysł staje się coraz jaśniejszy i trzeźwy. Stan podobny do upojenia alkoholowego mijał, a energia znów zaczęła gościć w truchle męczennika.
Chwyt ustał. Koshi w końcu mógł ujrzeć postać mężczyzny. Lecz gdy odwrócił się nie zobaczył kompletnie nic, poza plażom ciągnącym się po horyzont.
Nagle zrozumiał… wszystko. Dowiedział się co musi zrobić. Musi wrócić do życia… Znów umierał…
Wiedział, czyja była to zasługa i dlaczego dane mu było po raz czwarty wrócić do świata żywych…
Demon nie mógł przecież pozwolić, by jego nosiciel zginął. Jego ciało było zbyt cenne, by móc je stracić…
Zamknął oczy, skupiając się na trafieniu do bramy oddzielającej świat śmiertelny od boskiej plaży na której tak wiele przeżył.
Duża masywna konstrukcja skalna… Wyglądała jak twór matki natury… Chaotyczny, lecz mimo wszystko idealny… Obrócił się za siebie i poszedł…
Powrót trwał. Ile? Dwa błyśnięcia.
A może… Trzy?
Tak czy siak wrócił.
Pierwsze co poczuł to zimno na twarzy. Zimno bijące od kawałka stali. Potem? Potem był ciężar na plecach. Tak. Pierw dotyk. Potem wzrok, słuch i cała reszta.
No i tak było. Dyszenie? Ale czyje?
Zaraz, zaraz… gdzie ja mogę być? Hmm? – pomyślał. Czuł się jak nowo narodzony. Potem poczuł zapach. Tak bardzo mu znany… ale skąd? Coś mu tutaj ewidentnie nie pasowało, zwłaszcza, że kompletnie utracił pamięć, która miała wrócić dopiero za parę minut…
Odwrócił się. Zobaczył… Kota?! Nie… To nie był kot… To pantera…
Oczy jego były wielkości dużego talerza. Ciepło jakie poczuł na sercu błyskawicznie rozprzestrzeniło się żyłami. Błyskawicznie zdjął maskę, obawiając się jakiejś magicznej sztuczki… A może? Nie był pewien, czy to nie sen… Może dalej trwał zawieszony między wymiarami? Tak? A może to rzeczywistość?
Widział ją… Własnymi oczyma… Ta sama blizna… To samo spojrzenie…
– Aliyah? – zapytał niemal szeptem. Rękoma próbował ją objąć, obawiając się, że przelecą one jak przez pustkę… Jednak zostały… Czuł dotyk jej futra…
Awatar użytkownika
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

17 sty 2012, 17:43

Serce pantery biło szybciej, lecz z wyraźnym trudem, ociężale. Jej oddech był urywany, płytki. Przylegała nisko do ziemi, na miękko ugiętych łapach, by móc powalić przeciwnika, gdyby zamierzał zaatakować, lecz naprawdę nie chciała, aby doszło do starcia. Była zbyt słaba…
Czekała, obserwując mężczyznę, który jeszcze przez chwilę leżał bez ruchu. Już miała odetchnąć z ulgą, gdy się poruszył. Niemrawo, ale jednak. Musiała być gotowa na wszystko. Napięła mięśnie, nawet nie do połowy możliwości, a już zaczęły drżeć. Koniec ogona nerwowo przecinał powietrze, krótkimi smagnięciami.
Obcy uniósł się na tyle, żeby tylko móc się odwrócić. Gładka maska, która przysłaniała mu twarz, znów wywołała u Aliyah dziwne skojarzenia. Czemu ten ktoś nosił maskę i to jeszcze bez żadnego otworu? Czyżby twarz miał aż tak zdeformowaną? Pozbawioną oczu, ust, nosa? Czy był to defekt od narodzin czy wynik nieszczęśliwego wypadku? Może pożaru? Strach pomyśleć, co kryło się za tą stalową zasłoną. Połyskująca powierzchnia "wpatrywała się" w panterę, jakby mierząc jej siły. Nieruchoma i bezlitosna.
Gdy podniósł rękę, przygotowała się. Ale nie na to, co przyszło jej ujrzeć.
Znieruchomiała na chwilę, zanim ogarnęła ją panika. Oto widziała ducha! Twarz tak znajomą, tak ukochaną, lecz przecież nieprawdziwą. Poczuła bolesne ukłucie w sercu. Spuściła łeb, łapiąc chrapliwie powietrze. Łapy jej zadygotały, ledwo się na nich trzymała. Jak Los mógł być dla niej tak bezlitosny?! A może postradała do reszty zmysły? Może to majak wywołany przez gorączkę. Z pewnością…
Jednak był rzeczywisty. Skoczyła na niego, a nie na śnieg. Nie był widmem…Kto więc bawił się tak okrutnie jej kosztem, używając iluzji lub innych czarcich sztuk, by omamić jej wzrok? Przecież ON był martwy. Widziała jego skrzydła. Których ten ktoś tutaj nie miał! Zaskomlała żałośnie.
Nagle mężczyzna objął ją. Dotyk był prawdziwy. Dziwnie znajomy nawet. A poza tym skąd znał jej imię. Chyba już straciła do reszty rozum, dopuszczając do niego myśli niemożliwe…
Cofnęła się w obawie, wyrywając się z ramion mężczyzny. Chciała się przemienić. Musiała. Cofnęła się jeszcze o krok, dając susa pod drzewo, gdzie leżało jej odzienie. Nie spuszczała z mężczyzny wzroku, w którym malował się strach, dezorientacja i niedowierzanie. Bała się owej istoty, która podawała się za Koshiego, przyjmując jego oblicze.
Skupiła myśli, mając świadomość, że jeśli teraz zmieni się w człowieka, już nie będzie powrotu do ciała pantery. Nie w tym stanie. Nie będzie mogła się bronić. Ale jako zwierzę, nie mogła mówić. Moment i otoczyła ją migocząca mgiełka. Pod drzewem już była kobieta, która niezdarnie zakrywała swe ciało ubraniem. Pierwsze i jedyne, co wyrzuciła z siebie słabym szeptem było:
– Przecież ty nie żyjesz…
Awatar użytkownika
Posty: 396
Rejestracja: 03 wrz 2011, 23:53
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

17 sty 2012, 18:14

Dyszał ciężko. Jeszcze chwilę temu był całkiem… martwy. Z trudem podniósł się na ziemie, za pomocą mięśni brzucha. Czuł się zmęczony, po tym wszystkim nie miał okazji do odpoczynku, nie licząc omdlenia w drodze do Minolith. Na jego twarzy walczyły dwa uczucia. Smutek i radość, z przewagą tego pierwszego.
Był zdołowany, że ukochana od niego ucieka. Może go odtrąciła? Może nie był odpowiednio dla niej dobry? Nie wiedział.
Mimo wszystko czuł radość, że w końcu ją znalazł. Po tym wszystkim co przeszedł. Nie wyglądała zbyt dobrze, lecz bez problemu odnalazł w niej swoją boginię, która stała się jego wyznaniem od momentu poznania. Idealne ciało i twarz… Twarz na której gościło teraz zmieszanie. Czy ona się mnie boi? – myślał. Była smutna i widać było, że niedawno płakała. Z jakiego powodu?
Co wydarzyło się pod jego nieobecność? Zaparł się na rękach, by klęknąć przed nią, utrzymując się na rękach. Po jego policzku spłynęła łza, lecz była ona jedynie zwiastunem całego deszczu smutku, który ogarnął jego umysł.
Zacisnął pięści co najmniej tak mocna, jak zęby… Zamknął oczy, próbując ogarnąć myśli, które ścierały się ze sobą. Czy to koniec sensu jego życia? Nie wiedział. Nadzieja trzymała go przy życiu. Choć kochał ją na zabój, nie wiedział co ona do niego czuje…
Jej słowa jakby go dobiły… Cały ciężar ciała spoczywał na rękach. Głowa między ramionami, z której spływała rzeka smutków. Zastępy kruczych włosów przysłaniały lico…
– Więc dla Ciebie jestem już martwy? – rzekł cicho, całkowicie zrezygnowany. Był wyczerpany mentalnie. Co drugie słowo do niego dochodziło, potęgując się… Nie wiedział co czynić, ani jakim cudem udało mu się ją znaleźć… Co się stało?… Co?
To jedno słowo było jakby błaganiem. Pragnął tylko tego… Tylko tego za co ma ją przebłagać. Gotów był rzucić się pod gilotynę w jej imieniu… Tak. Był pewien, że zrobiłby dla niej wszystko.
W głębi duszy słyszał demoniczny szept, który jakby śmiał się z niego. Nic dziwnego. Był nieudacznikiem, ledwie trzymającym się tego świata…
Delikatnie smagał palcami maskę wciąż próbując odnaleźć odpowiedź na to pytanie. Nie patrzył już na nią. Wyglądała, jakby nie chciała jego spojrzenia, jakby gardziła nim… Może miała rację? Kim był?…
Sam nie wiedział…
To może… Czym był?
Pytanie było równie trudne, jak poprzednie…
Czuł jak płatki śniegu delikatnie spadają na jego kark. Tylko to trzymało go od myśli, że to może być sen. To było zbyt realne… W bałaganie myśli odnalazła się jedna, która przebiła się na zewnątrz.
– Czemu? – wydukał. Wszystko przychodziło mu z taką trudnością, jak dziecku…
Awatar użytkownika
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

17 sty 2012, 20:52

Spojrzała mu w oczy. Odnalazła w nich blask radości przyćmiony smutkiem, który po chwili ostatecznie zgasił tę radość. Oblicze z rozpromienionego stało się zafrasowane, przybite, zrezygnowane. Pozbawione złudzeń.
Patrzyła na niego, siedząc nago na śniegu, ale nie czuła zimna. Przykrywała się odzieniem, kurczowo zaciskając na nim palce. Musiała wyglądać jak siedem nieszczęść. Zmierzwione włosy, opuchnięte, podkrążone oczy, zapadłe policzki. Szklisty wzrok świadczył o trawiącej jej ciało gorączce z pewnością wywołanej znacznym osłabieniem.
Nie to jednak ją teraz trapiło, lecz mężczyzna, który podpełzł do niej, klęcząc, wspierając się z trudem na rękach. Nie mogła dłużej patrzeć na twarz posiadającą rysy, oczy, usta Koshiego. Wyciągnęła rękę, chcąc dotknąć opuszkami tańczących na wietrze włosów, ale cofnęła ją w pół drogi.
– Widziałam skrzydła i krew. Dużo krwi – wyszeptała, oddychając ciężko.
Na to wspomnienie zrobiło jej się niedobrze. Oparła się o pień, kalecząc plecy o szorstką korę. Choćby chciała płakać, nie miała czym. Kiedy wreszcie poznała mężczyznę, który ją pokochał, któremu się oddała bez obaw, świat musiał jej go odebrać. Życie stało się takie proste, stawiało jasne cele. Wydawało jej się, że poznała swoją drogę.
Tymczasem On zrozumiał ją zupełnie inaczej. Na dodatek błędnie. Nawet fakt o śmierci wampira nie spowodował, że umarł w jej sercu i myśli. Wręcz przeciwnie – starała się pielęgnować pamięć o nim, aby żył w niej na wieki. Ale ciało i rozum walczyły ze sobą. Kochała Koshiego równie mocno, jak i nienawidziła. Przynajmniej do czasu, kiedy nie dowiedziała się, że nie żyje.
– Wyglądasz jak on, ale Koshi nie żyje! Widziałam! – wyła żałośnie. – Co mu zrobiłeś?! – wyrzuciła nieoczekiwanie.
Myśli miała splątane. Umysł musiał płatać jej figle. To nie mógł być Koshi, a jednak wątpliwości zaczęły miotać jej duszą.
Awatar użytkownika
Posty: 396
Rejestracja: 03 wrz 2011, 23:53
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

17 sty 2012, 21:36

Słuchał jej z nadzieją. Matka głupich, ale umiera ostatnia… Jej głos świadczył o jej wycieńczeniu. Musiała wiele przeżyć. Wiele wycierpieć… Ale czemu? Co się stało pod jego nieobecność? Ktoś ją skrzywdził? Na samą myśl jego pięści zaciskały się gotowe do boju i oddanie życia, którego cel miał tuż obok siebie… Cel, który wątpił. To co mówiła przypomniało mu walkę… Incognito… Przypomniał sobie to lustrzane odbicie i ból jaki wtedy poczuł… Nie wiedział jakim cudem udało mu się przeżyć… Po co udało mu się przeżyć… Skoro miłość jego życia wyrzekła się go… Wątpiła… Był zbyt zaślepiony własnymi myślami, by zauważyć, że kobieta wyraźnie nie wierzy w jego tożsamość… Tożsamość mężczyzny, którego kocha.
Spojrzał na nią raz jeszcze. Była taka realna, zmarnowana… Gdy dotarł do niego sens ostatniego zdania podniósł delikatnie głowę. Jego spojrzenie powędrowało do jej jak zawsze cudownie szmaragdowych oczu. Pamiętał sytuacje z plaży, gdy pokazywał jej świat za pomocą więzi. Tutaj także nie mógł tego użyć, nie teraz. Uśmiechnął się lekko, acz ciepło. Tak, jak zwykł to robić tylko przy niej. Ostrożnie zaparł się na rękach i wstał. Ruchy jego były powolne, by nie przestraszyć wciąż wątpiącej ukochanej…
W lewej dłoni dzierżył maskę, którą opuścił. Powędrowała ona w grubą warstwę śniegu, gładko upadając. Jego ręce powędrowały do guzików płaszcza, które zaczął powoli rozpinać. Ty był jedyny sposób na okazanie jej tego co się stało… póki co…
Gdy ostatni z nich został rozpięty, wampir zdjął odzienie, podając Aliyah. Wyglądała na zmarzniętą. Liczył, że gest ten pomoże mu udowodnić swoją tożsamość…
Po chwili uśmiechnął się jeszcze szerzej, po czym obrócił się. Na miejscu skrzydeł znajdowała się przecinająca w pionie jego plecy na pół, blizna. Była ona niezwykle szeroka, co świadczyło o tym, jak wielka była rana…
Oczekiwał z wielką nadzieją jej reakcji, od której zależało jego życie. Być, albo nie być… Stał z opuszczonym łbem, tyłem do swej lubej…
Awatar użytkownika
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

17 sty 2012, 22:19

Nie wiedziała, czego spodziewać się po mężczyźnie. Potrafił przyjąć wygląd Koshiego, mógł zaraz zdjąć zasłonę i ukazać prawdziwe oblicze. Czego od niej chciał? Czyżby karmił się cierpieniem innych? A może znali się i teraz dokonuje na niej zemsty, nie wiedzieć, za co?
Głowa pękała jej od nadmiaru myśli, podejrzeń, wątpliwości. Także od emocji – gniewu, smutku, żalu, strachu. Mieszanka, która chciała rozerwać ją od środka na strzępy.
Obserwowała, jak wstaje. Maska runęła w śnieg z cichym skrzypnięciem. Dopiero teraz Aliyah uświadomiła sobie, że siedzi naga. Przeszedł ją dreszcz. W tym samym momencie mężczyzna podał jej płaszcz…Okrył nią nim i wtedy coś się zmieniło w jej świadomości.
…leżała na skraju klifu. Tam ją znalazł. Po raz pierwszy była blisko. Zaczęła go poznawać. Potem znała już zarys jego sylwetki. Chwilę później brzmienie głosu. Dotyk chłodnych dłoni. Smak ust. Zanim poznała jego duszę, pochwyciła jeszcze jeden drobny element. Być może pominięty przez zwykłych ludzi. Ale ona nie była zwykła…
Płaszcz przesiąknięty był na wskroś Jego zapachem. Czyżby morderca ukradł wampirowi także jego odzienie? Niemożliwe, aby zapach był nadal tak intensywny. Wtulając się w okrycie wyobraziła sobie, że oplatają ją ramiona kochanka. Że On tu jest. Że nadal trwa. Było to tylko wyobrażenie. Przymknęła oczy. Była senna, bardzo słaba.
Gdy otworzyła oczy… Jęknęła bezgłośnie, zakrywając usta dłonią. Zachowywała się, jak wtedy, gdy spostrzegła i rozpoznała skrzydła. Znieruchomiała, nie mogąc nic zrobić. Wszelkie mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa. Ta blizna, długa i szeroka… Niemożliwe! Musiała śnić, majaczyć w malignie. A może już nie żyła? Skrzydła…widziała tylko skrzydła. Nie znalazła ciała. Nie miała pewności, że jest martwy. Sama sobie to dopowiedziała.
Popatrzyła na mężczyznę trzeźwiej. Wzięła głęboki oddech, rozkoszując się znajomym zapachem. Jeśli nawet nie był Koshim, a całość zdała się iluzją…była to piękna iluzja. Najlepsza jaką mogła otrzymać w takiej chwili, na skraju wycieńczenia. Najcudowniejszy ze snów, jaki mogła wyśnić.
Chciała wstać, lecz nie mogła. Chciała coś powiedzieć, ale miała ściśnięte gardło. Przechyliła się więc najdalej jak mogła wyciągając ramię. Jej palce ledwo musnęły but na wysokości kostki. Pewnie nawet tego nie poczuł.
Odwróć się mój kochany…mój jedyny – unosiła ku niemu błagalne spojrzenie. Sen był prawdą, czy prawda była snem? Porzuciła wątpliwości.
Awatar użytkownika
Posty: 396
Rejestracja: 03 wrz 2011, 23:53
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

17 sty 2012, 22:52

Stał w bezruchu czekając na jakąkolwiek reakcję ukochanej. Każda sekunda przedłużała okres, który wydawał mu się trwać wieczność. Zupełnie, jakby przeżywał swoje życie od początku, bez niej… Chwila pustki i zwątpienia. A więc nadal nie wierzyła…
Zacisnął pięści, a po policzku spłynęły kolejne łzy. Tyle przeszedł, by znów móc ją ujrzeć… Lecz ta wędrówka była niczym w porównaniu do tego, co przeżywał teraz…
Czarne chmury zebrały się nad jego głową. Czy znów miał być sam? Czy taki był rozkaz tego doskonałego stratega, jakim był los? Nikt tego nie wiedział, a zwłaszcza on, mimo iż powinien to wiedzieć najlepiej…
Wahał się. Pragnął jej wszystko pokazać… wszystko co przeżył…i wszystko czego przeżyć nie zdołał… Ale nie mógł. Pamiętał co wydarzyło się wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy. Pamiętał jej słowa podczas lotu… Ach… Już nigdy tego nie doświadczy… Tyle pięknych chwil dała mu para wielkich, wampirzych skrzydeł… Lecz jeśli była to cena za szczęście to nawet nie żałował… Zapragnął znów być normalny… Znów być człowiekiem? Może tego od niego oczekiwała? Może miała dosyć tego dziwoląga? Zamknął oczy, przypominając sobie jaki był na samym początku… Mały, niewinny niedźwiedź… Może wtedy kochałaby go bardziej?
Jego umysł szalał. Każdy aspekt własnego ciała, czy też życia wydawał mu się być przyczyną teraźniejszości…
Tak bardzo chciał pokazać jej jak starał się o życie…
Stał, jakby czekając na wyrok, który mógł brzmieć tylko – śmierć. Włosy buntowały się, podsycane gniewem wiatru. Jego spodnie mówiły o uczuciach…O niezapełnionych dziurach… O obietnicy, którą złamał. Tak… Zapewne o to chodziło…
Kochanie… Wybacz… – mówił sam do siebie. Co czynić? Dalej walczył.
Odwrócił się, czekając na cios, który gotów był przyjąć bez jakiejkolwiek gardy. Nie bał się go. Oznaczał on koniec. Lecz nie jeden koniec przeżywał… Czuł żal…
Stał naprzeciw niej. Otworzył oczy, wpatrując się w jej szmaragdowe tęczówki. Widział w nich coś, jakby strach, lecz nie był pewny. Wiedział, że kusiła go zdradliwa nadzieja. Lecz ramię, które wyciągnęła… Co pragnęła mu pokazać?
– Poznajesz mnie, kochana? – wydukał. W tonie jego wyczytać można było strach. Strach, jakiego nie czuł od wieków. Nie bał się tak niczego, jak jej odpowiedzi na to pytanie.
Siedziała owinięta w płaszcz, jak za dobrych czasów… Była taka pozbawiona życia… Smutna… Pragnął ją uściskać, zaopiekować się nią, lecz bał się jej reakcji… Bał się akceptacji…

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Grynfa, Vereomil
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.