Stary Dąb

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Stary Dąb

20 lis 2011, 00:58

Przedzierając się przez gęstwiny lasu, można dojść do otwartej polanki. Przypominała okręg, przy granicach otoczona ze wszystkich stron drzewami. Na trawie rosło kilkanaście różnych gatunków kwiatów, które pokrywały sporą część terenu. Na samym środku rósł pokaźny dąb. Był manifestem natury, potężnym drzewem z ogromnymi gałęziami i wieloma odnogami mniejszych. Często można tutaj także znaleźć zwierzynę, która odpoczywa pod promieniami słońca rankiem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Aleksis i Herubin weszli do polanki, przedzierając się przez drzewa. Drzewiec zapewne zupełnie się tym nie przejmował, ale alchemik miał małe problemy. Drzewa w tym lesie, nie miały żadnej litości dla ludzi. Alchemik parł do przodu, między gęsto rozłożonymi gałęziami. Zaliczył co najmniej dwa zadrapania, spowodowane przez ostre kole na gałęziach. Człowiek najwyraźniej zmierzał w konkretne miejsca, instynktownie zmierzając w określonym kierunku.
Po dziesięciu minutach wreszcie udało się, im dotrzeć na miejsce, była to piękna polanka z ogromnym dębem na środku.
-No,no,no. To miejsce zupełnie się nie zmieniło, to dobrze. Na korze drzewa, rośnie pajęczy mech, przydatna roślina. Potrzebujemy także wilczych korzeni. Nie musimy się śpieszyć.– Jego głos był spokojny i cichy, ale na tyle głośny, aby towarzysz go usłyszał. Było widać, że jest zadowolony. Lubił przybywać w lasie i szukać ziół, poza tym chciał odpocząć po całym zajściu w sklepie.
-Pochodzisz stąd Herubinie?– zaciekawiony spytał drzewca. Zastanawiało go pochodzenia Herubina.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

21 sty 2012, 23:07

Pozwoliła podawać się z rąk do rąk. Bo cóż miała zrobić? Nie miała siły poruszyć palcami. By nie marnować iskier energii, jakie w niej się zatliły dzięki gęstemu wywarowi, który wzmocnił natychmiastowo konające ciało i wyrwał je ze szpon Śmierci, przymknęła oczy, koncentrując się na oddechu. Starała się, aby był miarowy, lecz niezbyt głęboki, by mroźne powietrze nie kuło w płuca. Nie patrzyła, co czyni medyk. Do jej uszu dochodziły tylko różne obce i znajome dźwięki. Cieszyło ją to, że były wyraźniejsze. Oznaczało to, że wracają zmysły.

Nagle ogarnął ją strach. A może to poprawa stanu przed ostatecznym ciosem? Do tej pory naszło ją wrażenie, że umarła, a martwy Koshi przyszedł do niej, by zabrać jej ciało. Że byli już razem w Karinie Umarłych. Może teraz również zawierzyłaby tej myśli, gdyby nie obecność mężczyzny. On na pewno nie pojawiłby się w wizji przedśmiertnej, no bo po co?

Nie miała zbyt wiele czasu na polemikę nad istotą miejsca i czasu. Wampir przytknął jej coś ciepłego do ust i ze słowami prośby na ustach, wychylił naczynie. Czynił to bardzo ostrożnie, uważnie bacząc, by się nie zakrztusiła. W głowie Aliyah pojawiła się figlarna myśl, do której się uśmiechnęła w duchu.
Smak napoju był paskudny. Mało powiedziane. Nigdy nie piła nic gorszego od tego wywaru. Niestety nie mogła zaprotestować, jak tylko pić grzecznie, przełykając szybciutko. Przypominał jej inny ziołowy napar, który miał wzbudzać apetyt, lecz miast tego, wywoływał odmienną reakcję. Aczkolwiek działał. Aliyah wówczas pochłaniała wszystko, co mogło zabić smak wywaru z piołunu.
Gdy przeklęty napój się skończył, a ona wychlipała ostatnią jego kropelkę. Popatrzyła na nich zaniepokojona. W końcu nic takiego się podczas jej wędrówki nie wydarzyło. Nie wiedziała, o co mogło im chodzić…
Nie – wyjąkała. – Nie miałam wypadków. Tylko droga była daleka i prowadziła przez góry i ja.. – zawahała się. – Nic nie jadłam ani nie piłam. Nie myślałam o tym – urwała.
Potoczyła po nich wzrokiem, by upewnić się czy jej wierzą. Wszak mówiła prawdę. Nie do końca wyznała, jak ciężko zniosła myśl o śmierci ukochanego, który jednak żyje. Wysiłek psychiczny przeniósł się na ciało i takie były tego skutki. Zastanowiła się też, czy powinna mówić im o tajemniczej przyprawie, jaką dostała od Oskara. Nie wiedziała, że był to narkotyk. Silny, odurzający, wprowadzający w błogostan, lecz również obniżający odporność. Duże dawki powodowały wyraźny, odczuwalny spadek formy. A Aliyah nie żałowała sobie go tamtego wieczoru.
Wahała się, czy wyjawić im ten sekret. Tak dobrze i lekko czuła się po zażyciu. Teraz też mogłaby sobie przyprawić tym jakiś napój. Od razu poprawiłaby sobie samopoczucie. To ta myśl popchnęła ją do sięgnięcia po mieszek.
Ostatnie, co piłam, było wino z tą przyprawą. Poprawia samopoczucie – wyciągnęła rękę ku medykowi. Czy był to błąd? Ktoś taki, jak on, szybko oceniłby, czym jest owa "przyprawa".
-
Awatar użytkownika
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

21 sty 2012, 23:45

Pasowali do siebie. Hevan przypatrzał się im i zauważył więź silniejszą niż jakakolwiek magia, która czyniła ich zupełnie do siebie podobnymi. Chociaż na pierwszy rzut oka ta dwójka było troszkę mniej… dopasowana.
Hevan wysłuchał opowieści polimorfki w ciszy, przygotowując jednocześnie trochę mniej skomplikowaną miksturę, tym razem dla niego i demona. To rozpuszczonego śniegu dolał kilka kropel tego mocnego alkoholu, gdzieś zza pleców złapał grudkę śniegu, ścisnął i nadał kształt kostki, następnie wrzucając ją do kubka. Wypił jednym haustem połowę i wyciągnął naczynie w stronę demona. Srogi trunek wykrzywił mu lekko twarz
Bogowie… jakie to mocne
Wino z przyprawą… przyprawa brzmiała wystarczająco podejrzanie, ale nie było widać żadnych skutków ubocznych, żadnych dziwnych reakcji organizmu na leki. Chyba że…
-Przysuń jej głowę bliżej ognia, delikatnie.
Hevan z największą łagodnością rozszerzył palcami powieki kobiety, by ujrzeć rozszerzone do granic możliwości źrenice.
Rzucił pod nosem plugawe przekleństwo, i zaczął pakować swoje rzeczy do torby.
-Weź Ją na ręce i chodźcie.
Kapłan doszedł do wniosku że jednak tym razem wypada podać jakiś powód, na dobrą sprawę jak na razie wypowiedział tylko kilka słów.
-Podano jej paskudny narkotyk, meritum, na dodatek zmieszany z alkoholem. Ona jest istotą magiczną i nie można do końca przewidzieć skutków działania tego świństwa. Na dodatek przyjęła sporą porcję leków i jest osłabiona. Nie mam tutaj odpowiednich przyrządów by Ją zbadać, więc musisz mi zaufać jeszcze jeden raz, dla jej dobra. Teraz chodź, nie mamy zbyt wiele czasu.
Awatar użytkownika
Posty: 396
Rejestracja: 03 wrz 2011, 23:53
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

22 sty 2012, 01:29

Koshi słuchał ukochanej w nadziei, że dowie się czegoś nowego. Czy naprawdę tam była? Co widziała? Co przeszła? Myśli te nie pozwalały mu normalnie myśleć. W tym czasie medyk zmieszał kolejny medykament, który tym razem sam łyknął, podając Enigmie. Może to była trucizna przeciw wampirom? Nie wiedział, ale nie bał się raz jeszcze zaufać człowiekowi, który uratował życie damie jego serca. Przechylił naczynie wlewając wszystko na raz. Nie bawił się w smakowanie, po prostu przełknął. W żołądku poczuł przyjemne ciepło. To byłoby chyba na tyle, a przynajmniej taką miał nadzieję. Odstawił kubek na bok, tuż obok kapłana, który zaczął badać tajemniczą mieszankę. Kochanie, gdzieś Ty była? – zastanawiał się bez przerwy. Powoli z niezwykłym wyczuciem przysunął głowę Aliyah bliżej ogniska tak, by mężczyzna mógł jej się przyjrzeć.
Zaklął pod nosem i zaczął się pakować. Wydał prostą komendę. Koshi nie był do tego przyzwyczajony, lecz teraz wydawał się być potulny jak baranek. Pragnął zrobić wszystko, by było jak dawniej…
Rozmarzył się przez chwilę, lecz nie trwało to dłużej niż kilka sekund. Z niezwykłą uwagą chwycił polimorfkę tak, by było jej jak najwygodniej. Nie zakładał maski na wypadek, gdyby znów coś jej się przyśniło. Pragnął, by czuła że jest przy niej i nie pozwoli jej nikomu skrzywdzić…
Zanim jednak poderwał ją z ziemi owinął ją w swój czarny płaszcz, z czerwonym haftem. Chciał mieć pewność, że nie zmarznie. Nie wiedział gdzie kapłan zamierza ich zaprowadzić. Ufał mu… Ignorując jego zapewnienia spytał jedynie:
– Dokąd idziemy? – ton jego był niczym niezniszczalna skała. Twardy i bez emocji, mimo iż naprawdę cholernie się bał o życie swej lubej…
Awatar użytkownika
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

22 sty 2012, 13:38

Dokonawszy oględzin całego ekwipunku, pogody, oraz planując drogę powrotu, Hevan jeszcze raz rzucił okiem na wielki dąb na polanie. Cholernie niepokoiła go obecność tego niezwykłego drzewa…
Od momentu przybycia minęło około godziny, więc Hevan poczuł powrót energii którą wcześniej zdezaktywował. Na razie delikatny, lecz zanim dotrą do jego posiadłości będzie w pełni gotowy do walki. Walki, gdyby taka potrzeba zaistniała, bo jak na razie wszytko toczyło się niezwykle spokojnie. Podczas ich ostatniego spotkania sprawy wyglądały nieco inaczej.
-Mam dużą posiadłość w mieście, tam jest cały mój sprzęt i o wiele lepsze warunki niż tutaj. Ruszajmy, ściemnia się.
Hevan poprawił torbę na ramieniu i zaczął przedzierać się przez zaspy. Mgliście przypominał sobie drogę powrotną, znowuż nie odszedł od miasta aż tak daleko.
Bogowie, prowadźcie mnie
z/t x3
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

19 mar 2012, 17:14

Ztęskniony za przyjaciółmi Cień, idąc do sklepu alchemika postanowił najpierw odwiedzić swoje ulubione miejsce – las. Może by coś nawet upolował, w końcu dawno tego nie robił. Idąc przez las zupełnie przez przypadek trafił pod stare drzewo i polanę.
Wiązało się z nią wiele wspomnień, głównie nieprzyjemnych, ale to miejsce było całkiem przyjemne do posiedzenia i kojarzyło mu się też z przyjaciółmi. Usiadł przy drzewie i postanowił w końcu od dłuższego czasu odpocząć. Była noc, więc spokojnie położył się na polance i patrząc w gwiazdy marzył o tym, żeby kiedyś jakąś złapać, i jak to legendy mówią spełnić swoje jedno życzenie.
Awatar użytkownika
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

21 mar 2012, 22:40

MG:

Las Cieni ożył, po długim, zimowym śnie. Drzewa odzyskały swą koronę, ruszające się gałęzie, pod wpływem oddechu powietrza, grały setkami liści melodię natury. Uspokajający zmysły szum podkreślał refleksyjną aurę polany, otuloną ciemnością wiosennej nocy. Mali grajkowie rozpoczęli swą symfonie, muzyka dziesiątek świerszczy rozniosła się po okolicy. Prastary dąb niewzruszony niczym przez wieki, czuwał, obserwując świat swymi niewidocznymi oczyma. Malutkie świetliki, świecące w kolorze błękitu, krążyły wokół majestatycznego obserwatora jakoby próbowały podokuczać mu, wystawić na próbę jago cierpliwość. Jak zwykle – nieskutecznie. Ziemia była miękka dla pół-materialnych stóp niewielkiego Matthew-a. Leżał oparty o skórę drewnianego starca i dumał o swej przeszłości, obserwując nieboskłon pokazujący tysiące gwiazd.
Miejsce to, kiedyś było świadkiem tragedii, odgrywanej przez jego samego. Pamięć mu nie szwankowała, a będąc sam, złe wspomnienia wracały, nie tłumione tym razem przez nikogo. Niemalże zabił swych przyjaciół, dotkliwie zranił zmiennokształtną kobietę, a drugą, towarzyszkę pierwszej, uśmiercił. Czy posiadał poczucie winy? Przecież żałował swych dokonanych czynów, jednak, w głębi jego duszy, tam, gdzie egzystuje prawdziwy on, takie przed świadczenie nie istniało. Jest łowcą, lubi zabijać, to jego dzika natura. Zamordował swego ojca, otumaniony żądzą polowania na zwierzynę, który przybrany rodzic na końcu się stał. Ludzka miłość do cienistej rasy zakończyła się czerwienią człowieczej krwi. Matthew posiadał człowieczeństwo, lecz on sam człowiekiem nie jest i nie będzie. Samotność powinna być jego więzieniem, ponieważ jest potworem i będzie nim zawsze… Ale nic na tym świecie nie jest pewne. Los znowu rzucił swe kości, a przeznaczenie wypełni zakład, rzucając cienia w wir przyszłych wydarzeń.
Jego nieomylny węch wykrył zapach ludzkiej istoty, idącej dokładnie w kierunku polany. Szelest liści zdradzał położenie osobnika, woń stawała się, co raz silniejsza. Kroki, można rzecz, szybkie, ale delikatnie stąpały po miękkiej glebie. W końcu wyszła istota zza ściany drzew, trzymająca koszyczek dziewczynka. Biegła ile tchu przed siebie, często patrząc zza siebie. Czym bliżej dębu, to widoczniejszy stawał się jej niebieski wzrok – pełny strachu. Ubrana w białą sukienkę, mknęła boso w kierunku tylko jej znanym. Długie, kasztanowe włosy powiewały na wietrze, twarz pełna piegów pokazywała ogromne przestraszenie, ale czym? Zza ściany drzew wyszła kolejna istota. Czarny, masywny niedźwiedź. Ruszył ku przyszłej kolacji. Dziecko potknęło się o korzeń dębu, chwilę później upadając boleśnie. Próbowała wstać, ale nie dawała rady. Najwidoczniej zwichnęła kostkę, a niedźwiedź był blisko…
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

24 mar 2012, 09:45

Choć dawniej dopuścił się wielu złych czynów, teraz przychodził czas na pokutę. Gdy zobaczył ogromnego niedźwiedzia zawachał się przez chwilę. Już nie był nie mal cztero metrowym potworem, nie miał nawet dwóch metrów. Był malutki. Jego wzrost sięgał może jednego łokcia, ale po chwili to już nie miało znaczenia. Teraz to niedźwiedź był ofiarą, a Cień stał się drapieżnikiem.
Cienisty zaczą biec w stronę ogromnego niedźwiedzia, zaś ogromna bestia biegła w stronę Matthew'a i małej dziewczynki. W panującej ciemności, Cień mógł być zupełnie niezauważalny. Podczas biegu nagle znikną. Nie zauważyła tego ani dziewczynka, ani ogromny niedźwiedź, tak samo jak nie zauważyli w ogóle obecności Cienistego drapieżnika.
Znikną z zamiarem pojawienia się na głowie bestii i wbicia jej prosto w oko najdłuższego i najostrzejszego, cienistego ostrza jakie mógł w tej chwili stworzyć.
Dlaczego tak dobry łowca jak Cień, wybrał akurat ukłucie w oczy? To był najprostszy sposób, jak i najszybszy na ubicie ogromnej bestii. Jego ostrze mogłoby nie być wystarczająco długie, aby przebić się przez futro i poderżnąć niedźwiedzie gardło, ale z pewnością było na tyle długie, aby dotarło przez oko i wbiło się w jego mózg. Jeśli tylko wbił już ostrze, aby upewnić się, że bestia nie żyje, na końcu wbitego ostrza stworzył kolce, które przebiłyby kolejne części zawartości czaszki niedźwiedzia.
Awatar użytkownika
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

25 mar 2012, 01:21

MG:

Drzewny starzec westchnąłby z politowaniem, widząc mord wykonany przez te same istnienie, co ostatnim razem. Niestety – natura nie podarowała ust prastaremu dębowi. W milczeniu oglądał działanie cienia, pozbawione krzty subtelności oraz najmniejszego szacunku do tego miejsca. Gleba ponownie skosztowała krwi, tym razem zwierzęcej.
Matthew nie miał zamiaru patyczkować się z niedźwiedziem, od razu zabierał się do gaszenia życia, niczym jak zimna woda zalewająca płomyczek ognia. Poruszał się zabójczo szybko i nieziemsko dokładnie, w dodatku panowała noc, jego najulubieńsza pora. Nieograniczony przez światło, pojawił się nagle na głowie bestii. Nie myśląc zupełnie o niczym, niż zabijaniu, uformował część swej pół-materialnej powłoki w mroczne ostrze, sekundę później cienista broń przeszyła gałkę oczną owej bestii, nie miała najmniejszych szans, jednak cień postanowił brutalnie sprawdzić, czy aby na pewno zakończył istnienie swej ofiary. Cienista materia, zanurzona w tkance organicznej pokonanego niedźwiedzia, ponownie zaczęła się przeistaczać. Chwilę później martwy mózg został przedziurawiony przez kolce, które także przebiły czaszkę w wielu miejscach. Zwierzyna upadła, a jej posoka, wydobywająca się z głowy, zaczerwieniła trawę.
Dziewczynka obserwowała, jak ścigający został zabity przez niewyjaśnioną siłę, jakoby litująca się opaczność spojrzała na nią przychylnym wzrokiem i postanowiła ją uratować – niestety, nie miała zamiaru dziękować sile wyższej. Cała się trzęsła, z powodu panującego zimna i równie niebezpiecznego strachu. Wiosenne noce nadal były mroźne i skrajnie groźne, szczególnie dla dzieci, które są ubrane w przewiewne stroje. Dziewczynka, nie mogąc wstać na swe nogi, zaczęła się czołgać. Pełzać, jak robak, próbując oddalić się jak najszybciej z okolicy spoczywającego truchła. Była przerażona i zmęczona, ale musiała uciekać. Myślała, iż czeka na nią ten sam los, co spotkał, nieżyjącego już, mieszkańca lasu.
Matthew mógł przestraszyć zwierzę, nie musiał zabijać bydlaka na oczach dziecka. Jego nieświadomy umysł nie zdawał sobie sprawy, że taki obraz zostanie przez owe dziecko zapamiętane do końca życia… Lecz ponownie musiał działać. Wiedział, iż tak słaby, młody człowieczek nie przetrwa nocy…
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

25 mar 2012, 21:36

Poczuwszy krew na swojej materii w formie ostrza przypomniał sobie stare czasy. Ta z pozoru spokojna polana znowu została spowita aurą ciemności i śmierci i ponownie przez te samo stworzenie.
Cienisty nie widział w tym zbyt wielkiego lub inaczej przerażającego wydarzenia, ale sam jeszcze mało wiedział o uczuciach ludzi, co pewnie było skutkiem tego, że rzadko ostatnimi czasy zaglądał do swojej jakże przydatnej dla niego książki, którą skrywał w swoim ciele. W ciszy pozostałej bo zbrodni, słychać było przez chwile przewracające się kartki papieru. Cień po raz kolejny wertował strony małej, ale zawierającej całe mnóstwo przydatnych dla niego informacji książeczki i w końcu zrozumiał czemu mimo tego, że zagrożenie zniknęło dziewczynka dalej czuła wręcz paniczny strach.
Wiedział, że jeśli dziewczynka zobaczy jego postać, chociaż tak małą śmiertelnie się wystraszy, więc natychmiast jego ciało przybrało postać małego, cienistego pieska z błękitnymi, widocznymi w tych niemalże egipskich ciemnościach oczyma.
Podszedł do dziewczynki, sapiąc jak na małego pieska przystało tak, aby dziecko nie wystraszyło się jego nagłego pojawienia się.
-Cześć! Nazywam się Matthew i można powiedzieć, że jestem gadającym pieskiem! Pozwól, że Ci pomogę!
Nikt nigdy zbytnio nie zwracał uwagi na głos Cienia. Kiedyś, gdy był ogromną, kilkumetrową bestią, jego głos brzmiał jak na drapieżnika przystało – był szorstki i chrapliwy – gdy tylko ktoś słyszał go w tamtych czasach mogły przejść go dreszcze. Jednak teraz jego głos był zupełnie inny. Można nawet powiedzieć, że niwelował przerażającą aurę, którą był spowity malutki cień. Teraz jego głos był miękki, wyższy, po za tym jego sposób mówienia i wyrażania emocji przez słowa wyraźnie emanował przyjaźnią i pozytywnymi emocjami oraz był niesamowicie szczery. Tak samo też Cienisty mówił do małej dziewczynki. Sam jego głos powinien był ją choć trochę uspokoić. Ogólnie mówiąc dziewczynka mogła odnieść wrażenia jakby stał przed nią magiczny piesek, który uratuje ją z każdej opresji. Cała akcja nie była w żaden sposób zaplanowana, było to najzwyklejsza reakcja cienia, chciał jak najskuteczniej uspokoić dziewczynkę, poprzez szczere uczucie przyjaźni jaką darzył wszystkie istoty na jakie oczywiście nie polował.
Zaraz po swoich słowach podniósł dziewczynkę, co nie było dla niego wielkim problemem mimo rozmiarów i postaci psa, bo chociaż był mały to nadal silny, a w panującej ciemności nie było widać, że Cienisty zmienił swoją postać nie całkowicie, ale tak, aby podnieść dziewczynkę, która powinna być spokojna, ale jednak oszołomiona tymi wszystkimi wydarzeniami, więc nie powinna zauważyć zmian. Cień postanowił, że zaniesie zmarznięte dziecko do najbliższego mu znanego, ciepłego miejsca – do starej chaty gdzie niegdyś mieszkał ze swoim ojcem. Nie myślał teraz o złych wspomnieniach i o tym, że zabił własnego ojca, chciał jak najprędzej i najskuteczniej pomóc dziecku i w jakiś sposób wynagrodzić jej te straszne wydarzenia, które właśnie przeżyła.
Awatar użytkownika
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

01 kwie 2012, 16:13

MG:

Matthew zajrzał do swej książeczki, by dowiedzieć się i jednocześnie zrozumieć strach w sercu dziecka. Po przeczytaniu odpowiednich linijek zdań, przemienił się w cienistego, przyjacielskiego pieska i jak gdyby nic, podszedł do dziewczynki. Pomysł zamienienia się w przedstawiciela czworonogich, byłby genialny, gdyby nie fakt, że nadal wyglądał dość abstrakcyjnie, nienaturalnie. Mimo, że jest biegły w manipulacji materii mroku, to nadal ograniczały go niektóre aspekty nadawania aparycji przybranym kształtom. Choćby cienista sierść, która przypominała tą prawdziwą.
Dziewczynka zobaczyła ruch w trawie, nie dała rady już uciekać. Poddała się losowi, zaczęła chlipać i prosić znane jej bóstwa o pomoc. Skóra jej rąk była pełna zadrapań, oczy nie potrafiły ukryć wylewającego się przerażenia. Nagle, z trawy wyłonił się cień, zbliżył się do człowieka i zaczął mówić. Pies, który mówi… Dziecko, będące wcześniej pod wpływem dużego szoku, zemdlało. Bezwładnie leżało na ziemi, jedynie delikatnie poruszająca się klatka piersiowa zdradzała funkcje życiowe.
Sowa usiadła na gałęzi samotnego dębu, przelatując z lasu. Swymi głębokimi ślepiami obserwowała grane przedstawienie przez aktorów przeznaczenia. Zadowolona, przemówiła wydając z siebie dźwięczne dźwięki. Po chwili odleciała, zastanawiając się, jak potwór będzie opiekować się człowieczym dziecięciem…
Matthew mógł bez problemów zanieść nieprzytomną do swego byłego domu. Noc stawała się zimniejsza, a chłodne, silne wiatry nie oszczędzały nikogo, popychały brutalnie liście drzew, co niektóre, słabsze, odpadały z gałęzi, porywane przez wschodni oddech powietrza.
A jedna gwiazda niespodziewanie spadła z nieboskłonu…

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.