Stara Chata

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

Stara Chata

08 sty 2012, 14:37

Stara, drewniana chata, o której każdy już dawno zapomniał, stoi w Lesie Cieni niedaleko Płytkiego Strumyka. Płynie on kilkanaście metrów od niej, za niewielkim wzgórzem.
Niewielka, jeszcze niedawno bardzo zniszczona, lecz teraz odbudowana – dziury w dachu załatane, drzwi wymienione, kilka desek w ścianach również nowych… Widać, że ktoś tu mieszka i dba swój dom. Zbudowana jest pomiędzy dwoma wiekowymi drzewami, których średnice dorównują szerokości jej samej, co daje wspaniałą ochronę przed drapieżnikami oraz działaniem czasu. Gdyby nie to, pewnie już dawno zostałaby pochłonięta przez Las.
W ścianach nadal dwa pozbawione szyb okna – jedno przy wejściu, drugie na wprost niego. W środku chaty kilka zniszczonych mebli. Stolik, który ledwo przetrwał zmaganie z czasem – pod najmniejszym dotykiem może runąć. Łóżko, w troszkę gorszym stanie, bo niezdatne do wygodnego użytku. I jakaś mała, wypełniona starymi naczyniami różnego rodzaju, szafka, na której leży kilka starych szmat, tworzących jakby legowisko dla tajemniczej istoty. Na przeciw wejścia, pod nieoszklonym oknem ktoś ułożył mały okrąg z kamieni, zapewne tworząc coś na kształt kominka. Przed chatą znajduje się podobny ale większy, choć niepełny. Większość kamieni leży w promieni kilku metrów od niego.


-----------------------------------------------------------–

Charm biegł już jakiś czas – wracał z polowania z bagien. Był cały umazany zieloną posoką stwora, którego łeb trzymał pod lewą pachą, by nie wyleciał, podczas gdy on biegł bardzo szybko, zwinnie omijając wielkie pnie drzew.
W końcu trafił na lód… zamarznięty strumień, który płynął gdzieś z oddali. Był dosyć szeroki, choć płytki w tym miejscu, kilka kroków dalej przybierał głębokości, jednocześnie tracąc szerokość, przez co woda nie zamarzła do końca.
Wilk zatrzymał się. Czas, by zmyć z siebie to śmierdzące bagno i zieloną maź – pomyślał. Zostawił węży łeb na brzegu a sam powoli wszedł do wody, brudząc ją zielonym kolorem. Była zimna – tak, odczuł to pomimo swej odporności na niskie temperatury. Zanurzył się cały. Ponurkował jeszcze kilka razy, starając się przemierzyć strumień wpław od brzegu, do tafli lodu, choć pływać nie umiał – strumień był głęboki, ale bez przesady. By się zanurzyć, Charm musiał prawie usiąść na dnie. Cały czas spoczywał na nim stopami, toteż utopienie mu nie groziło. Był też na tyle ostrożny, by nie dostać się pod taflę.
Po chwili wyszedł z wody, na brzeg, trzęsąc się z zimna. Strząsnął z siebie całą wodę wraz z resztkami brudu i poczuł się znacznie lepiej – cieplej i czyściej.
Zabrał swą zdobycz i poszedł kilka kroków wzdłuż strumyka. Natknął się na małe wzniesienie i postanowił na nie wejść, żeby zbadać okolice – na drzewo nie chciało mu się wspinać. Stanął nań, wyprostował się na tyle, na ile pozwalało mu jego przygarbione ciało, i począł się rozglądać.
- Wszędzie drzewa! Wielkie, stare drzewa…- powiedział do siebie z zadowoleniem. Las. W nim czuł się najlepiej – spokój, zwierzyna, ochrona drzew. To jest to! I jeszcze strumień w pobliżu!
Przewertował okolice jeszcze kilka razy i już miał schodzić z pagórka, by pójść dalej i poszukać jakiegoś miejsca do spania – była noc, choć niedługo miał wstać dzień – gdy zobaczył jakiś kształt.
Jego oczy dosyć dobrze orientowały się w otoczeniu w ciemności, ale ten kształt był dziwny. Jakby dwa wielkie drzewa połączony były jakimś obiektem. Drzewa rosły jedno za drugim, więc trudno było to zauważyć, ale jednak dalsze z drzew stało troszkę bardziej w lewo, ukazując fragment cienia, który kończył się jakieś 2,5 metra nad ziemią.
Wilk ruszył w tamtą stronę, wytężając wzrok i już po chwili pewien był swoich podejrzeń– to chata! Podszedł bliżej i potknął się o jeden z niedużych kamieni przed chatą– obejrzał okolicę. Kiedyś było tu coś na kształt ogniska. – rozmyślał – Ciekawe, czy ktoś tu jeszcze mieszka… Ostrożnie i czujnie podszedł do chaty i zajrzał przez dziurę po oknie. Wewnątrz ujrzał tylko prymitywne łóżko, stolik i półkę oraz kilka kamieni pod oknem, obsypane ziemią, zgniłymi liśćmi i śniegiem. W łóżku nikogo nie było, no bo i jak, skoro było połamane…
Charm wszedł do środka. Nikogo tam nie było od bardzo dawna. Nikogo nie czuł, żadnego zapachu, prócz zgniłych liści. To było opuszczone miejsce.
Zauważył w dachu kilka dziur, oraz wołający o pomstę stan miejscami spróchniałych, a miejscami podgniłych ścian. Musiał się tym kiedyś zająć.
Od tej chwili to miejsce jest jego domem. Już miał plany, co do remontów oraz zmian, jakie wprowadzi w tej starej, zniszczonej chacie. Ale teraz jest czas na odpoczynek. Wyszedł przed chatę, spojrzał na paszczę węża, o której niemal zapomniał i położył ją obok wejścia- Chroń to miejsce, bo znajdę Twoją duszę i rozprawię się z nią tak, jak z twoim plugawym ciałem. – warknął groźnie, jakby miał przed sobą wroga, gotowy zadać mu ostateczny cios. Och, to nie mogły być puste słowa.
Po nich na powrót wszedł do chaty, spojrzał na połamane łoże i zaśmiał się sam do siebie. Wypuścił powietrze powoli nosem i usiadł przed kręgiem z kamieni. Zamknął oczy i wprowadził swój umysł w stan, jakiego nauczył go tajemniczy mnich. Stan, gdzie odzyska swoją energię.
Od teraz zawsze będzie tu powracał i mieszkał – taki miał przynajmniej zamiar…

[z/t]
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 11
Rejestracja: 25 lis 2012, 17:34
GG: 39974524
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37670#37670

02 gru 2012, 19:43

Fergun teraz zaczynał żałować, że zjawił się w tym lesie i zapuścił się w nieznane. Jeżeli nieznajoma miała towarzyszy, to oznaczało, że niedługo dojdzie do walki a przewaga liczebna przeważyłaby szalę zwycięstwa na stronę kobiety i potencjalnych kumpli. Tak więc działać trzeba, jeżeli chce się wygrać, to najlepiej jest wykonać pierwszy ruch sprawdzając przeciwnika… A raczej dokładniej przyglądając się mu, bo może ma przy sobie jakiś mieczy czy też nóż.
Wraz z zmniejszaniem dystansu, nieznajoma wyglądała coraz to dziwniej, aż mężczyzna sobie uświadomił, że nie ma do czynienia z człowiekiem tylko z jakimś tworem. Mężczyzna ścisnął mocno miecz i rozejrzał się szybko po okolicy szukając jakiegoś ukrytego maga, który sprowadził tutaj tego żywego trupa.
Jakim sposobem się poruszasz i do mnie przemawiasz, rozkładająca się kobiecino? – powiedział chłodno jakby go to nic nie obchodziło, jednak czuł się zagrożony bardziej niż przed chwilą. Jeden nekromanta wydawał się większym problemem niż zgraja bandytów z rozkładającą się panienką na czele. – Nigdzie mi się nie śpieszy, wpierw powiedz co robisz w głębi tego lasu? Mogę Ci przysiąc, że nie jestem tu by czynić zło komukolwiek… No ludziom. – powiedział i znowu zrobił dwa kroki w przód. Teraz dzieliło ich może z trzydzieści metrów, na pewno nie więcej.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

08 gru 2012, 22:09

Pytania zbiły ją z pantałyku. W zasadzie nie zastanawiała się dlaczego tak się dzieje. Chodziła, mówiła, denerwowała się – wszystko jak za życia, z kilkoma drobnymi różnicami.
Cud. Taki świecki, bo bogowie mnie raczej nie lubią.
Zapewnienia padające z ust nieznajomego zabrzmiały raczej złowrogo. To, co miało ją uspokoić, zmroziło zastygłą już krew w jej nieczynnych żyłach.
Ja tu mieszkam. I zaraz wróci mój mąż. Wiesz, on jest wojownikiem nad wojownikami. Zabija gołymi rękoma. Lubię cię, więc lepiej już idź, bo jeszcze ci coś zrobi za to, że ze mną gadasz. Nie raz już tak zrobił. A jeśli przyjdzie ze swoimi kolegami…
A jednak miała trochę oleju w głowie. Postanowiła jakoś odstraszyć nowo napotkanego, groźnego jak dla niej kogoś. Miała nadzieję, że uda jej się go wystraszyć takim gadaniem.
Awatar użytkownika
Posty: 11
Rejestracja: 25 lis 2012, 17:34
GG: 39974524
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37670#37670

13 gru 2012, 18:25

Słowa nieznajomej nie były prawdą, a jeżeli nawet, to brzmiały bardzo komicznie. Fergun nie wierzył, że Bogowie wskrzesili by byle kogo – dziewczyna szlajała się po terenach Lasu Cieni, który powszechnie był uważany za niebezpieczny… Tak słyszał wojak zachęcony właśnie takimi opowiastkami, nie spodziewał się on tutaj towarzystwa a na pewno nie obecności jakiegoś ożywieńca, o których wcześniej mało słyszał.
Gdzie jest Twój pan? – powiedział donośnie, oczekując, że dostanie jasną odpowiedź na swoje pytanie. Władczym tonem głosu chciał zastraszyć samotną kobietę… A raczej trupa przedstawicielki płci pięknej – Nie wierzę w to, że masz gdzieś tu swoich towarzyszy. A nawet jeżeli, to skrzyżuje z nimi miecze jeżeli zajdzie taka potrzeba. Nie boje się, nie przystoi mi.
Fergun zrobił cztery ostrożne kroki w przód powoli zbliżając się do potencjalnego przeciwnika. Na razie nie było jego zamiarem zaatakować a wydobyć podstawowe informacje o pochodzeniu tego czegoś. Jest zbyt ciekawy by zabić napotkanego żywego trupa tak od razu.
Po dokładnym przyjrzeniu się, mężczyzna stwierdził, że narażanie życia dla jednego trupa nie ma najmniejszego sensu, dlatego też zatrzymał się i nie miał zamiaru już ruszyć w przód. Chyba, że zostanie do tego zmuszony.
Mówisz, trupie, że żyjesz… Śmiem twierdzić, że masz przy sobie jakieś cenne przedmioty… Na przykład monety – przerwał na chwilę by wzmocnić efekt spokojnie wypowiedzianych słów – Daj mi jednego suwerena a pozbędziesz się mnie. Odejdę stąd zostawiając Cie i twoich towarzyszy w spokoju. Przybyłem tu na łowy i przez Twoją osobę nie zdołałem nic upolować… Żądam rekompensaty. – mimo tego, że Fergun jest uczciwym człowiekiem, to stwierdził, że nie wróci z pustymi rękoma. Nie po to marzł i przedzierał się przez te zaspy.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

15 gru 2012, 15:05

Postradałeś rozum? Kolejny, który uważa, że muszę mieć pana tylko dlatego, ze jestem martwa!
Gdyby krew krążyła w żyłach nieumarłej, z pewnością zagotowałaby się w tej chwili. Schyliła się energicznie, zginając ciało w nienaturalnej pozie, zupełnie jakby była przewieszonym przez sznur niepełnym workiem mąki. Zgarnęła pokaźną ilość śniegu w małe, nieumarłe dłonie i ulepiła z niego śniegową kulkę.
Wyprostowała się i trzymając pigułę w prawe dłoni, kontynuowała mówienie.
Niewychowany, nieokrzesany, niegrzeczny i jeszcze kilka słów zaczynających się na nie! Myślałam, że chcesz mnie po prostu zabić, a ty chcesz mnie okraść? Bezczelność, która przechodzi wszelkie pojęcie. Wielki wojownik, który wymusza haracz od nieumarłych! -ze złości cisnęła śnieżką wprost w Feguna.
Zrobiła krok do tyłu, a zaraz potem kolejny.
Wstydź się żywy człowieku, wstydź! I okaż trochę szacunku dla zmarłych. Szczególnie, gdy nie rzucają się na ciebie z pazurami.
Powiedziawszy wszystko, co miała powiedzieć, odwróciła się na nieumarłej pięcie i weszła do chatki. Zamknęła za sobą nędzną imitację drzwi i szybko zastawiła je przesuwając posłanie Charma. Skoro wcześniej leżały na nim trzy osoby, powinno być wystarczające, aby zabarykadować wejście do chatki.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

15 gru 2012, 17:35

Biegł, a wiatr pieścił jego jasne futro. Śnieg nie ranił jego łap, płatki nie przeszkadzały, niska temperatura tylko pomagała, był dzieckiem bliźniaczych gór, najwyższych, najdoskonalszych i najbardziej okrutnych dla życia. Zima nie była dla niego wzywaniem, nie tutaj w tych ciepłych dolinach gdzie puch zamieniał się w papkę. Jego drobne mięśnie były zbyt słabe by znieść tempo, które narzucał im ich pan. Determinacja sprawiała, że pędził dalej, nie chciał wiedzieć co by było gdyby Charm nie chwycił go i nie umieścił na plecach. Malec swoimi chwytnymi szponami wkręcił się w futro, nieco boleśnie ale skutecznie. Nie straszne mu było czy opiekun skacze, skręca, a nawet się turla. Wyzbył się dumy, musiał gnać by uratować matkę. Niewiedza była okrutna, nie wiedział czy coś się w ogóle stało, nie wiedział kto był przeciwnikiem, nie wiedział nawet czy zmierzają w dobrym kierunku. Dopiero gdy wyczuł delikatną, jak na trupa, woń matczyną uspokoił szalejące serce.
Zbliżali się, tylko ile czasu im zostało. Zobaczył przez chwile zarys chatki między drzewami, byli blisko, musi się udać, MUSI! Dotarli, a wilkołak mógł nawet nie zauważyć gdy malec zeskoczył i zawarczał na przybysza. Był teraz wielkości średniego jamnika, nic czego można by się bać jednak nie pisklę. Drzwi były zamknięte ale czuł, że matka tam jest. Powoli okrążał przeciwnika w ten sposób by mieć za sobą ścianę chaty. Nie mógł ryzykować, mógł wziąć Ari za zakładnika!
Spojrzał w oczy człeka, głupiec atakujący rodzinę, rodzinę Izydora na jego nieszczęście.
Złość z niego kipiała, nie chciał zwyciężyć, chciał tylko rozszarpać tego pacana, za to że ośmielił się oddychać powietrzem z jego ziemi. Coraz gorzej radził sobie z telepatią, nie kontrolował swoich mocy. Jego emocje uwalniały się od czasu do czasu łącząc jego umysł z którąś z osób. Dziwne uczucie, tym razem też się ujawniło. Fergun mógł porozumieć się umysłowo z gryfem, jednak malec nie użył słów, były to tylko uczucia, głównie negatywne w stosunku do jego osoby. Takie spierdalaj wyrażone w bardziej emocjonalny sposób, każdy jakoś musi radzić sobie ze stresem niet? Obserwował go, choć realnie miał małe szanse to był gotów odgryźć mu nogę jeśli podejdzie wystarczająco blisko jego domu.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

15 gru 2012, 20:08

Do końca nie wiedział, czy taki szybki bieg jest konieczny. Czy ma jakiekolwiek podstawy, by gnać na złamanie karku w stronę domu. Co z tego, że Izydor zachował się tak bardzo dziwnie? Przecież to nie musiało od razu znaczyć, że Ari rzeczywiście jest w niebezpieczeństwie. Dzieci miewają różne… odpały. Jedno może uciec przed ogniskiem, bo w wyobraźni jakiś demon przez nie patrzy nań i się śmieje, on zaś ubzdurał sobie, że coś złego dzieje się z jego matką. Tak działa dziecięcy umysł. Mnóstwo w nim rzeczy zmyślonych, wyobrażonych, nieprawdziwych. Lecz emocje, które Wilk zobaczył w nim były takie prawdziwe…
Wątpliwości zostały rozwiane jeszcze daleko przed chatą, gdy pierwsze zapachy dotarły do wilczych nozdrzy. Ktoś był w pobliżu. W pobliżu jego terytorium, jego miejsca, w pobliżu Ari. Izydor miał rację. Ten dzieciak musiał być z kobietą naprawdę silnie połączony, skoro zdołał z takiej odległości rozpoznać sytuację.
Karm przyspieszył, jego skoki stały się wyższe i dalsze, mięśnie pracowały dwa razy intensywniej. Młot, razem z pazurami u czterech łap, rył w śniegu wyraźny ślad, czasem nawet sięgający czarnej ziemi. Ten, kto przechodziłby tamtędy w ciągu kilku najbliższych dni, z pewnością uciekłby jak najdalej tego miejsca.
Nie minęło kilka sekund, gdy chatka wychyliła się zza drzew. Potem pojawiło się i źródło tego wszystkiego – niewielki, niegroźny mężczyzna z mieczem na plecach. Naznaczony na twarzy – takie szczegóły nie umknęły czujnemu oku. Niegroźny, bo tak go opisała na samym początku sylwetka. To nie będzie trudne.
Nie zatrzymał się, dopóki nie znalazł przed chatą. Skoczył tak, że wylądował jakieś trzy metry przed nieznajomym i przejechał jeszcze trochę po śniegu. Stanął obok Izydora, który musiał wcześniej dyskretnie z niego zeskoczyć. Młot w jego łapie został zupełnie przykryty śniegiem. Zmysły czujne, ciało gotowe na wszystko, umysł, ogarnięty wściekłością, starał się opanować.
- Czego tu szukasz? - spytał tylko pewnie przez zęby, nie zwracając uwagi na zachowanie gryfa. Nie zamierzał nic więcej mówić. Nie spojrzał na budynek, nie szukał Ari, Petry, Siwej, chodziło mu tylko o odstraszenie niechcianego gościa. Koniec z tym. Więcej ich tam nie chciał. Szczególnie, gdy chcieli atakować jego stado. Nie miał co do tego pewności, ale w tej chwili go to nie obchodziło.
Koniec z przyjaznym wilczkiem, który zaprasza wszystkich do chaty. Czas zacząć jej bronić.
Awatar użytkownika
Posty: 11
Rejestracja: 25 lis 2012, 17:34
GG: 39974524
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37670#37670

15 gru 2012, 20:13

Zachowanie nieumarłej było absurdalne i prosiła się tylko o to by Fergun zaatakował, aczkolwiek wiedział, a raczej domyślał się, że takie działanie jest celowe i wojak ma dać sie sprowokować i zaatakować. Niestety nawet rzut śnieżką i wyzwiska skierowane w stronę mężczyzny nic nie dały, stał on niewzruszony w pozycji obronnej. Przecież nikt by nie chciał by biedny nieprzygotowany wojak został zaatakowany.
Odpuść sobie. Chce tylko zapłatę za mój zmarno… – urwał w pół słowa przez to, że nieznajoma się obraziła i schowała się w chacie. – No cóż. – powiedział pod nosem, ale w tym momencie na teren nieumarłej wbiegł wielki stwór, a za nim kolejny.
Zdezorientowany Fergun jeszcze mocniej chwycił swój miecz i nabrał powietrza bacznie patrząc na swoich przeciwników. Jeden z nich najwidoczniej nie był zadowolony z jego obecności tutaj. Drugi również, lecz wilkołak został zagłuszony przez gryfa – do jego umysłu docierały negatywne emocje takie jak złość… A nawet coś więcej. Nie były to emocje wyrażane przez wojaka i szybko mężczyzna domyślił się, że przekazuje mu je niemy przeciwnik, który najprawdopodobniej chce oznajmić tym iż nie jest tu mile widziany. Mężczyzna zareagowałby tak samo gdyby ktoś wszedł na jego teren i czegoś wymagał… jedynym sposobem na przeżycie było teraz uznanie wyższości przeciwników.
Dopiero po chwili Fergun oprzytomniał i szybko odpowiedział na pytanie:
Bądźmy szczerzy – na mojej stronie stanął nieumarły wraz z ukrytym gdzieś magiem. Nie chcę kłopotów, pragnę tylko dopaść tego kogoś, kto zasadził się tu na mnie – przerwał na chwilę, dobierając w głowie słowa – Jeżeli nie podoba się Wam moja obecność, to oddale się stąd i nigdy więcej mnie nie zobaczycie, lecz wiedźcie, że chciałem dobrze. W tym domu przebywa kontrolowany trup.
Mężczyzna uświadomił sobie właśnie jak bardzo ma przesrane – dziewczynie nie kłamała mówią, że ma tutaj męża i kolegów.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

16 gru 2012, 13:46

Żebym ci zaraz nie pokazała co to znaczy kontrola! -ściany chatki nie były zbyt dźwiękoszczelne, Ari słyszała co za bzdury wygadywał ten wojownik. Ba, usłyszała też tupot Izydora i głos Charma, co sprawiło, że nabrała odwagi.
Gdyby znalazła w chatce jakąś ścierkę, mogłaby go przegonić na cztery wiatry, ale niestety żadnej w zasięgu wzroku nie miała.
Nie mając odpowiedniego oręża pozostało jej siedzenie w chatce i groźne nieumarłe pocharkiwanie.
Stało się jednak coś co wprawiło ją w dobry humor. Minęła chwila lub dwie zanim do martwego mózgu dotarło to, co ją ucieszyło. Usłyszała Izydora! Jej dziecko do niej wróciło! Gdyby była w pełni funkcjonalna, pewnie nawet by zapłakała z radości. Niestety nie była w stanie uronić ani jednej łzy. Niewielką namiastkę tego dawał jej roztopiony śnieg, który spływał jej po twarzy, którym wcześniej się okładała. Prawie zapłakana Ari. Tyle wygrać.
Zabrała się za ponowne przesuwanie posłania tak, żeby móc uchylić drzwi chatki. Chciała wyjrzeć z niej i zobaczyć co też ciekawego dziać się będzie na zewnątrz. Gdy już to zrobiła, zobaczyła swojego synka. Urósł, zmężniał, cud miód i orzeszki.
Zrobiło sie jej prawie żal wojownika, który został wystawiony na patwę wiecznie skorego do bójki Izydora i Charma, który bronił swojej chatki. A raczej chatki Ari, ponieważ nieumarła uważała się teraz za jedyną właścicielkę, skoro wszyscy gdzieś z chatki wyfrunęli. Prawie czyni wielką różnicę, nadal pamiętała, że Fergun próbował okraść ją z suwerenów, których nie miała.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

16 gru 2012, 19:48

Kolejna bitwa, ależ emocje, wszystko co kochał Izydor, pot, krew i łzy! Rzecz jasna wszystkie przeciwnika, bo co to za bohater jak mokry i zasmarkany. Warknął ale jako, że nie miał pyska był to bardzo nieprzyjemny, ciężki do określenia dźwięk. Stanowczo musiał popracować nad wojennym okrzykiem. Teraz to mógł tylko napędzać kurczaki do szybszego znoszenia jajek, a oto mu na pewno nie chodziło.
Obserwował ruchy przeciwnika, który wydawał się dziwnie mało agresywny. Jakiś taki znowu ciapciak, jak on nie lubił gdy jego obiad zaczyna gawędzić. Nie rozumiał większości słów, jego mały móżdżek podpowiadał, że jest właśnie w sposób okrutny obrażany w tym ich nienaturalnym języku! Tak na pewno wyzwał go od męskiego człona, na pewno! Słyszał już to gdzieś gdy Charm poszedł do lasu, to musiało być to! Mądry gryfek wydedukował.
Podszedł bliżej oblizując się, obrócił swoją nienaturalnie wielką głowę do wilka, potem znów na niedojdę co tam jak słup stała, a potem znów na pape. Nie był to zbyt delikatny znak do ataku, Izydor mistrzem strategii nie był i zaczęło się.
Jego małe serce uderzała o klatkę piersiową próbując się wyrwać. Napiął wszystkie mięśnie. Istna maszyna, która wymagała jedynie paliwa w postaci gniewu. Istny omen nadchodzącej wojny, burza zniszczenia, demoniczne piekło, tyle różnych określeń właśnie wymyślił mały gryfek.
Biegł jak wiatr, szykował kolejne kroki jakby był szachistą, planował i kombinował. Nie chciał się nudzić tą walką, to było pewne że wygra, chciał jednak zyskać czas, nie miał go tyle by marnować go na każdego ciapciaka co się do chaty przypałęta. Oj zaciesznie on wyglądał gdy wiatr smagał go po ciele, oj zaciesznie. Skoczył, przeturlał , znowu szybki skok w bok, szarża, a to wszystko na tak krótkim dystansie.
Zobaczył go, widział strach w jego oczach, to musiało być to. Wyczuł moment, silne uda uniosły go w niebiosa, w sensie kilka metrów ale jakby to spowolnić i nie pokazać ziemi to by było epickie. Nagle stracił panowanie nad ciałem, skrzydła się rozłożyły i zamiast ukąsić przeciwnika w kolana zrobił szereg akrobacji. Skończyło się na tym że wisiał głową w dół, zaczepiony swoimi chwytnymi łapkami o nogę wojownika. Troszkę mógł poczuć zadrapań ale stworzenie nie uszkodziło nawet materiału. Gorzej z butami, których górny język zaczął podgryzać, wiszenie w takie pozycji nie pozwoliło mu na inną taktykę. Niezręczna sytuacja…
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

16 gru 2012, 23:17

Karm nie zwracał uwagi na to, co robi Izydor. Najmniejszej. Znaczy widział, ale nie reagował. A niech się pobawi, młody wojownik. Dopóki obcy nic mu nie zrobi… Obcy na pewno nic mu nie zrobi, bo on na to nie pozwoli. A gdyby chociaż spróbował!
Wstał z pozycji, w której wylądował, przybliżył się jeszcze o jeden krok do nieznajomego i patrzył nań z góry. Młot, który ukazał się zloty spod sypkiego śniegu, trzymał w prawej dłoni tak, by w każdej chwili móc go użyć. Czujny i gotowy, by uniknąć choćby najbardziej niespodziewanego ciosu. Ale nie zapowiadało się na żaden cios. Choć kto wie, co gość kombinuje. Nie znał go, więc mógł być zdolny do wszystkiego.
- Ari nie jest kontrolowanym trupem, nigdzie w pobliżu nie ma żadnego kontrolującego ją maga, na ciebie nikt się tutaj nie zastawił, a mnie gówno obchodzi, co chciałeś… - mówił powoli ale wyraźnie, nie spuszczając z nieznajomego ślepi ani na chwilę. W głosie słychać było niebezpieczną nutę. Był wściekły. Starał się opanować, ale mimo wszystko był wściekły.
Niczego nie upolował, to raz. Musiał gwałtownie przerwać spokojny dzień ze swoim podopiecznym, to dwa. Zostawił chatkę na kilka godzin i już ktoś się do niej dobierał, to trzy. Ba, żeby tylko do niej! Do Ari! Najchętniej użyłby tego młota już… Nie. Najchętniej, to by wyrzucił młot jak najdalej i użył swoich pazurów. Przypomniał sobie jak to jest, bo gdzieś w głębi duszy mu tego brakowało, choć starał się to ukrywać. Zdenerwował się jeszcze bardziej, bo nie czuł zapachu żadnej z kobiet. Prócz nieumarłej, oczywiście. Tylko stary, zatarty już trop, który zapewne zostałby tu jeszcze długo po opuszczeniu chaty przez nich wszystkich. Co się z nimi stało? Gdzie się podziały?
- Co chciałeś zrobić? - postawił pytanie nie dając tamtemu możliwości odpowiedzi na pierwszą część wypowiedzi - Co chciałeś zrobić? - powtórzył po chwili wolniej i dobitniej. Zdawało się, że już bliżej podejść nie można. W tej chwili nieznajomy mógłby wsadzić mu jakiś sztylet, ostrze czy cokolwiek w brzuch i byłoby po wielkim czarnym wilku, po Wilku. Byłoby, gdyby nie był na to gotowy.

W chacie zaś Rąsia zeskoczył na ziemię ze swego legowiska, zaniepokojony odgłosami z zewnątrz. Chciał zerknąć przez szparę w drzwiach, ale przez grubą warstwę śniegu trudno było mu cokolwiek zobaczyć. Wahał się przez kilka chwil, po których delikatnie pociągnął za nogawkę Ari, gotowy odskoczyć jakby-co.
Chciał się wspiąć. Ale nie wypadało mu tak po prostu. Musiał otrzymać przyzwolenie. Szczególnie dlatego, że nie przepadał za Izydorem, którego ona… kochała. Nie mógł tego zrozumieć ale cóż… Kto zrozumie ludzi?

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.