Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 30 gru 2011, 23:47
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 6873872

Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

14 sty 2012, 18:39

Północno-wschodnie granice Lasu Cieni. Nieco rzadszy niż w gęstwinie, mieszany las, drzewa są tu jednak równie wysokie. Głównie ze względu na to, że nie wycięto tych największych ze względu na brak odpowiednich umiejętności do tego. Jest to część zdecydowanie częściej odwiedzana przez zbieraczy z okolicznych wiosek, drwali, myśliwych, wszystkich którzy korzystają z Lasu Cieni by wyżywić swe rodziny.
Jednocześnie jest to też miejsce, w którym bliżej nieokreślona rzeka, płynąca do tej pory niemal przez cały Las Cieni, wypływa wreszcie z niego i kieruje się dalej ku morzu.
To miejsce jest >tu<.
*

Nieczęsto pozwalała sobie na takie podróże na skraj Lasu, teraz jednak jej plan tego wymagał. Podróżowała wzdłuż rzeki, obserwując ją. Była ona poniekąd dość intuicyjnym szlakiem dla tych którzy chcieli zapuścić się w głąb Lasu, większość gości pochodziło jednak bardziej z północy niż wschodu, a przynajmniej takie statystyki posiadała driada.
Dotarłszy ostatecznie na sam skraj jej terytorium, wspięła się wysoko na drzewo i rozejrzała po rozciągających się poza Lasem pustkowiach. Nigdy nie wyściubiła nosa dalej niż teraz i nie wiedziała co może znajdować się gdziekolwiek dalej. Ale nie bardzo ją to obchodziło, a ostatnie co miała teraz na myśli to opuszczenie swojego domu.
Po takiej chwili refleksji, zeszła z drzewa i wybrała sobie spokojny zakątek przy brzegu rzeki, by mogła tam przygotować się do tego co zamierzała zrobić. Poniekąd zabolało ją, że musiała teraz rozpruć misternie przyszytą do sakwy skrytkę. Była zadowolona ze swej roboty, nie mogła nic zarzucić ani użytym materiałom ani samej robociźnie – okazało się to jednak niewystarczające by kamień umilkł. Jeden zręczny ruch i fioletowy amulecik ponownie trafił do jej rąk. Obejrzała go ponownie z krytycznym spojrzeniem.
"Myślę, że Matka najlepiej zdecyduje co z tobą zrobić." – pomyślała sobie, jednocześnie pozbawiając kamyk sznurka, z którym go znalazła. Następnie wcisnęła go do ciasnej skrytki jaką wykonała na skórzanym pasku, którym potem się przepasała.
W chwilę później zajmowała się już rozplątywaniem i przygotowywaniem sieci, którą zrobiła w głuszy. Składała się ona ze sznurków wykonanych ze zwierzęcego włosia, ich jelit i roślinnych pnączy. Rzadko zajmowała się łowiectwem w ten sposób więc nie miała zbyt dużego doświadczenia, jej umiejętności obróbki skóry przydały się jednak na tyle, że potrafiła przygotować solidną sieć.

Puściła swój warkocz wolno, po czym pokonała zamarznięty brzeg rzeki, a potem wpadła już w głęboką, zimną toń. Ogólnie nie robiłaby tego całego cyrku, gdyby po prostu potrzebowała ryby. Ona potrzebowała ryby żywej, do tego możliwie dużej, a jeszcze do tego, takiej która pływa od czasu do czasu do morza.

[ Dodano: Nie Sty 15, 2012 3:59 pm ]
Szamotanie się z siecią, w zimnej wodzie nie należało do najprostszych. Rozstawiła ja jednak w poprzek nurtu rzeki i po dość długim czasie oczekiwania udało jej się schwytać odpowiedni gatunek ryby, co do którego była pewna, że podróżować może po całej długość rzeki, wędrując też poza Las – w stronę morza, czymkolwiek ono było. Nie chciała skrzywdzić ryby, jednak musiała ją wykorzystać, tak by przetransportować kamień jak najdalej stąd. Skoro sama nie bardzo chciała i mogła się stąd ruszać, liczyła że Matka Natura pokieruje rybą zgodnie z tym co będzie najlepsze dla niej samej.
Unosząc się na wodzie, trzymała mocno rybę, nie pozwalając jej uciec. Zręcznym ruchem sięgnęła do pasa i wyciągnęła stamtąd skryty, fioletowy amulet. Brutalnym gestem, bez mrugnięcia okiem, nakarmiła nim rybę, upewniając się, że zrobiła to dokładnie. Zwierzęciu nie powinno z tego tytułu przydarzyć się nic złego, a zalegający w jego żołądku kamień powinien być tam dość bezpieczny, do czasu… Z czułością pożegnała się z rybą, po czym oddała ja nurtowi rzeki. Przyłożyła dłoń do ust i zamknęła na chwilę oczy, wnosząc do Matki Natury cichą modlitwę.
Czym prędzej wyszła z wody, od razu wskakując w najbliższe drzewo, po to by się ogrzać. Nie było już tu dla niej nic i pozbierawszy swoje rzeczy, mogła wracać do głuszy.

zt.
Pozbywam się tu amuletu.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

31 mar 2013, 18:25

Kierowana instynktem i znajomością geograficzną Zmienna pod postacią rannego jastrzębia kierowała się prosto na północny wschód, gdzie z wolna płynęła rzeka o źródle w jeziorze na środku kontynentu. Już niedaleko było do jej Uścia w morzu, a jeśli uda jej się tam dotrzeć droga do Lokent pozbawiona będzie większych przygód.
Ciągle czuła ból w nodze, jednak nie przeszkadzał w locie tak bardzo, jak gdyby przeszkadzał podczas chodzenia na dwóch nogach. Co prawda, mogłaby wtedy liczyć na łud szczęścia pod postacią karawany zmierzającej w stronę księstwa, ale w czasie przedwiośnia niewielu kupców decydowało się na wyprawy w celach handlowych. W większości spotykani na traktach ludzie jechali w odwiedziny do swoich rodzin. Tacy rzadko pomagają nieznajomym, szczególnie takim z poważnym uszczerbkiem na zdrowiu.
Dziewczyna leciała wysoko, nad koronami drzew. Nie chciała ryzykować zahaczenia zranioną kończyną o przypadkową gałąź. Pół biedy gdyby w lesie rosły same drzewa liściaste– drzewa mieszały się, z przewagą wiecznie zielonych iglaków. Jeśli igła dostałaby się w nogę, driada zemdlałaby chyba. Tak, lot nad roślinami był najmądrzejszym wyborem. Mogła stąd obserwować większy teren, mimo że nie nie szukała między pniami nikogo szczególnego. Ot, przyzwyczajenie z dawnych czasów.
Utrata krwi dała jej się jednak we znaki. Dodatkowo czuła metaliczny smak w dziobie, bardzo chąc się go pozbyć. Będąc już przy graniczu Lasu Cieni, obniżyła lot, gdyż drzewa nie rosły już tak wysoko i gęsto jak we wcześniejszej częśći. Leciała tak, aż w końcu zniżyła lot tak nisko, że była w stanie swobodnie napić się zimnej, orzeźwiającej wody. Przed nią jeszcze długa droga, byłoby szkoda gdyby umarła z odwodnienia gdzieś na środku szczerego pola i została zjedzona przez dzikie zwierze. Nie tak wyobrażała sobie swój koniec, chociaż szczerze mówiąc, w ogóle nie chciała go sobie wyobrażać.
Awatar użytkownika
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

01 kwie 2013, 21:40

MG

Zmienna niesiona była adrenaliną której nie mało nabawiła się na polu walki na którym jeszcze przed chwilą bytowała. Pomimo mniejszego rozmiaru i faktu, że rana na ptasiej łapce nie prezentowała się tak groźnie jak na ludzkiej, to jednak nie zmieniało tego, że ból był porównywalny i konieczna była czyjaś interwencja, gdyż nie wiele brakowało do tego, by Zmienna na zawsze stała się kaleką. Dłuższy lot również nie sprzyjał, bo choć dla pierzastego zwierzęcia był to wysiłek porównywalny z chodem, tak też dla kogoś, kto stracił chwilę wcześniej tyle krwi był to wyczyn poważnie obciążający organizm, zwłaszcza, że rana wciąż była otwarta. Tak więc, kiedy to zmienna podchodziła do lądowania przy wodzie by ugasić pragnienie, tak zachwiała się niebezpiecznie w powietrzu, tracąc kontrolę nad torem lotu. Pomimo zmagań które zapewne podjęła by zmienić ten stan rzeczy i tego, że już zdawało się, że ma jeszcze na tyle silnej woli…to jej ciało już się poddało zmęczeniu. Zaczęła opadać, będąc jeszcze nad koronami drzew. Silny, śródziemny wiatr smagnął jej ciało jednym ze swych silnych ozorów. Kobieta opadała w korony drzew. Obijając się o kwitnące gałązki drzew zmniejszała wytracała prędkość upadku. Chwała bogom, że nie leciała wysoko! Jednak i to nie uchroniło ją przed tym, że ostatecznie wylądowała na kępce, starej, jesiennej, pożółkłej trawy wydobywającej się z pod resztek śniegu. Nieopodal zaś dało się słyszeć strumyk. Zmienna jednak nie rejestrowała więcej. Zmęczenie ją zmogło. Straciła przytomność.
Gdy ją odzyskała znajdowała się w czymś na wzór groty. Tak to przynajmniej wyglądało. Kamienne ściany, chłód i dźwięk kapiącej wody. Jaskinia nie była duża gdyż porucz kącika wysłanego futrami, na której leżała Zmienna w ludzkiej postaci, sterty suchych gałązek lezących przy ścianie oraz ceramicznego naczynia z wodą – nic w niej nie było, a wyjście właściwie było tuż tuż, bo jasne światło poranka wpadało śmiało do pomieszczenia. Noga Driady była owinięta lnianym materiałem, a z opatrunku wydobywał się zapach ziół. Jakby Zmienna miała ochotę z ciekawości zajrzeć pod opatrunek ujrzała by mało eleganckie czerwone zabliźnięte punkty w miejscach po kłach, a do tego należało by dodać dziwne swędzenie i mrowienie. Ponadto, Zmienna mogła wyczuć obecność kogoś bliskiego…innej Driady, którą była zapewne białowłosa kobieta przykucnięta przy wyjściu.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

02 kwie 2013, 17:39

Kręciło jej się w głowie. Upadek może nie należał do najgroźniejszych ale i tak mocno przywaliła w ziemię. Potarła potylicę aby przekonać się czy nie ma żadnej rany. Na szczęście, nie wyczuła niczego.
Noga też opatrzona została pierwszorzędnie. Dziewczyna nie mogła wyjść z podziwu, ten kto to zrobił znał się na swojej robocie jak mało kto. Nałożyła trochę substancji na palec i zbliżyła do twarzy. Nie rozpoznała jej, jednak orzeźwiający zapach sugerował, że ważnym składnikiem jest mięta. Wyciągnęła w stronę palca język. Tak, zdecydowanie mięta.
Zauważyła postać przy drzwiach. Siwowłosa kobieta? Brzmiało znajomo. Tak samo sceneria pozostała niezmienna, chociaż od wyjścia dzieliło ją kilka kroków.
Kim była nieznajoma? Zmienna nie miała pojęcia. Wiedźmom nie wolno było ufać, a za pomoc często żądały zbyt wygórowanych cen. Niemniej jednak została postawiona przed faktem dokonanym, a zemsta czarownic z głuszy potrafi być upiorna. O tym też zdołała się przekonać.
W głowie pytania cisnęły się na siebie. Kim jest ta dobra dusza? Gdzie się znajduję? Jaki ma cel? Jak udało jej się przywrócić mnie do ludzkiej formy? Zagadki dwoiły się i troiły, a odpowiedź na jedno tylko zwiększała pulę lęków i obaw Zmiennej. Nie wiedziała które wybrać, otworzyła usta, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
-Ugh!– Krzyknęła. W ustach dopiero poczuła smak krwi, który zamaskowany został przez miętę. Nadmierne wysuszenie gardła bolało przy każdej głosce, drapiąc struny głosowe. Złapała się za szyję i odkaszlnęła głośno. Poczuła jak wszystko w żołądku zaczęło się burzyć, gotowe wyjść drogą bynajmniej do tego odpowiednią. Przetoczyła się na bok.– Ugh.
Miała nadzieję że obca ją usłyszała, wszak kaszel był wyjątkowo głośny i złośliwie nie chciał odpuścić. Na wszelki wypadek napisała na ziemi cztery duże litery: W O D Y. Nie będąc pewna czy potencjalna wiedźma ją usłyszy narysowała jeszcze kroplę wody. Zadowolona z siebie jakby było to wielkie osiągnięcie, zakaszlała, bijąc się otwartą dłonią w płuca.
Na domiar złego noga przypomniała o sobie, jakby poczuła się urażona że o niej zapomniano. No cóż, na swoją obronę driada miała fakt, że brakowało jej rąk do jednoczesnego walenia się w płuca i drapania w swędząco-boląca nogę. Musiała obsługiwać się na przemian. Z zachowania niczym nie ustępowała małpie ze wszami, w dodatku walczącej o swoje terytorium.
Miotając się po posłaniu, trąciła dłonią jakieś naczynie. Ceramiczne. Otwierając oczy, a usta formując w kształt litery "o" i wypluwając kolejną partię powietrza, podniosła misę nad twarz i obróciła. Piła zachłannie, a woda spływała po jej ciele, mocząc bandaż. Uśmierzyło to delikatnie uczucie pieczenia. Odetchnęła głośno i wytarła sobie płyn z twarzy. Niska temperatura wody spowodowała, że nabrzmiały jej sutki. Przykryła je dłonią.
Dopiero teraz instynkt wyczulił jej się na inne driady. Poczuła jedną… i to dosyć blisko.
Wyglądało na to, że nieznajoma należy do tego samego gatunku co ona… co nie zmniejszyło obaw dziewczyny. Żmija i pozostałe "siostry" nauczyły jej, że na nikim nie można przesadnie polegać, a Solfernus, że nawet towarzysze mogą cie z łatwością i bez wahania zabić.
– Gdzie ja jestem? Co to za jaskinia? Kim jesteś? Jak się tu znalazłam? Czy są tu gdzieś inni ludzie?– Pytania znalazły szczelinę przez którą mogły ulecieć i wykorzystały okazję. Leciały prosto niczym strzały, wymierzone w nieznajomą białowłosą.
Awatar użytkownika
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

03 kwie 2013, 09:54

MG

Kobieta przycupnięta przy wyjściu spięła się i odwróciła gdy tylko Zmienna jęknęła. I jak na zawołanie doskoczyła do swojej pacjentki obserwując jak ta łapczywie gasi pragnienie. Naturalnie od razu jej dopomogła podtrzymując naczynie w powietrzu, jednocześnie powoli je przechylając, tak by woda łatwiej mogła spływać do ust spragnionej. Naczynie było cięższe niż się mogło na początku wydawać.
W każdym bądź razie, gdy pierwszy problem został rozwiązany, a dzban odstawiony Zmienna mogła zaobserwować, że ma do czynienia z jedną ze swoich sióstr. Długie białe włosy, zlewające się z nienaturalnie jasną, a wręcz mleczną skórą oraz duże tęczówki na tle zielonkawych białek. Zapewne była to driada wywodząca się z brzozy. Na pewno. Była przyodziana w kawałek materiału na biodrach oraz w naszyjniki z kości i kamyków opadające na jej nagie piersi. Oczy miała szeroko otwarte i usta jej również rozchylały się by odpowiedzieć na pytanie, gdy nagle wykrzywiły się w grymas niezadowolenia widząc jak opatrunek był mokry i roztargany.
-Wiesz jak trudno o tej porze roku o cokolwiek suchego…? – pożaliła się kobieta i poczęła delikatnie zdejmować mokre opatrunki. Westchnęła.
-Nie wierzgaj tylko. I po woli. To moja jaskinia. Jestem Jasna. Znalazłam cię nieopodal rzeki. Początkowo myślałam, że jesteś zwierzęciem, jednak Natura podpowiedziała mi, że jesteś moją siostrą i jeszcze Twój stan…Zapewne to sprawka ludzi? Prawda? Pałętają się ostatnio, jak po swoim. Zapominają o równowadze. Biorą więcej niżby chcieli. To zapewne dlatego las taki niespokojny,,,-Podsycała ogień w sobie. W jej głosie słychać było, że skrywa urazę, niechęć i negatywne uczucia do istot z miast.
Wstała w milczeniu mając w rękach wilgotny opatrunek, który rozwiesiła na zewnątrz, a wracając pozbywała się materiału z bioder, która służyła do podtrzymania przy pasie czegoś w rodzaju sierpa. Nie krępowała ją nagość, bo w końcu czy niedźwiedź chowa się ze wstydu gdy latem linieje? Teraz w potrzebowała suchego materiału do opatrzenia zmiennej.
-Unieś lekko nogę. O tak…wytrzymaj teraz chwilkę. – Poinstruowała kiedy dociskała zioła do ran i na nowo oblekała je materiałem i dalej kontynuowała. – Byłaś bardzo ranna. Ja sama nie byłam w stanie Ci pomóc, jednak posiadam zaprzyjaźnioną szamankę, która zrobiła tyle na ile pozwalały jej umiejętności. Nie byłyśmy pewne czy się obudzisz. Spałaś w końcu blisko 6 nocy.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

13 kwie 2013, 13:17

Sześć nocy? W takim razie walka już dawno się zakończyła… tylko kto wygrał? Zastanowiła się, trzymając nogę w powietrzu. Ból nadal jej dokuczał, wszak noga była prawie oderwana od ciała, a szamanka która się nią zajęła znała się na swoim fachu lepiej od niejednego uczonego z miast.
Powinnam tam polecieć. Sprawdzić.– Strumień świadomości utworzył się w umyśle dziewczyny. Jedna myśl rodziła dwie kolejne, aż w końcu Zmienna zniknęła w pełnym wątpliwości i wstydu świecie pełnym pytań bez odpowiedzi, w którym paranoja stanowiła coś normalnego.
Jedna z nich brzmiała: Nie powinnam mówić Jasnej o sobie.
Druga: Chociaż ona mi o sobie opowiedziała, a nie musiała tego robić.
Trzecia: A co jeśli jest we współpracy z pozostałymi driadami?
Czwarta: Zmienna, jesteś zbyt podejrzliwa. Przecież to twoja siostra.
Zrozumiała, że wyrzuty sumienia nie dadzą jej spokoju, co nie oznaczało że powinna wszystkim opowiedzieć o tym co zrobiła. Ucieczka wszak nie jest dobrze przyjmowana. Nawet za cenę własnego życia.
Najemnicy mówili, że śmierć na polu bitwy to honor, co nie oznacza że należy umierać na darmo.
Zmienna podniosła nogę tak, jak poleciła jej Jasna. Ból rozrywał jej kończynę, ale wytrzymała. Westchnęła z ulgi, gdy dotknęła zabandażowaną nogą ziemi.
-Ja… dziękuję.– Szepnęła pomiędzy płytkimi oddechami.– Wiesz.. co się stało… w Słonecznym… Gaju?
Spróbowała zorientować się w sytuacji. Niezbyt rozsądne byłoby przedstawiać się, kiedy jest się jednym z głównych wrogów swojej rasy.
Awatar użytkownika
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

20 kwie 2013, 23:06

MG

-No i masz za co dziękować. – Stwierdziła nieco kąśliwie, a następnie w ciszy wstała zastanawiając się nad odpowiedzią i z góry oglądając swoje dzieło w postaci opatrunku. Jednocześnie myśląc, że trzeba będzie znaleźć więcej ziół bo te których użyła zgodnie z zaleceniem szamanki były już nieświeże.
-Nie mam pojęcia. Nie zapuszczam się tak daleko. Znalazłam cię niedaleko, na polanie. Naprawdę miałaś szczęście, że te kreatury cię nie dorwały – Powiedziała, co zapewne przykuło uwagę Zmiennej, bo w końcu , jakim cudem driada, może nie zapuszczać się w las tylko żyć na jego obrzeżach. Było to tym bardziej intrygujące zważywszy na fakt, iż Jasna była młoda, to tym bardziej powinna z chęcią przemieszczać się w gąszczu roślin, niż narażać się na ciągłe kontakty z ludźmi. Jakby nie było mieszkała stosunkowo blisko Lokent, co też dało się odczuwać. Przynajmniej nie miały z tym problemu stworzenia związane z lasem, które podświadomie wiedziały gdzie się ten kończy.
-W każdym bądź razie odpoczywaj. Nie jestem pewna, czy z Twoją nogą będzie wszystko w porządku, więc jej też niepotrzebnie nie forsuj. Będziesz mi potrzebna, bo w końcu…przysługa za przysługę, prawda? – W tym momencie w oczach Jasnej pojawił się widoczny upór i pewność siebie. Co tez miała na myśli młoda Driada?
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

04 maja 2013, 21:37

Przysługa, no tak. Oczywiście. Czemu ją to nie zdziwiło. Wszak dobroć umarła dawno temu, czego więc można się było innego spodziewać?
Zmienna oparła się plecami o ścianę jaskini. Nie mogła uciec, bo nie miała jak, a nawet gdyby jej się to udało, to nie chciała dodawać kolejnej wrogiej driady do kolekcji, przecież tyle ich już miała.
-A więc co to za przysługa? Mam dla Ciebie zdobyć trudno dostępne zioła? Ubić złowrogiego zwierza i przynieść ci jego skórę? Musisz wiedzieć, że byłam najemniczką i żadnej pracy się nie boję!– Podniosła rękę w triumfalnym geście, bowiem na nic innego nie mogłaby sobie pozwolić. Miała tylko nadzieje, że nie będzie musiała wracać na terytorium Żmii. To ostatnie miejsce, gdzie chciałaby być.
Zmienną zastanawiało, dlaczego tak młoda driada mieszka sama na skraju lasu. Jaskinia nie jest miejscem dla córki lasu, ale z drugiej strony, miasto nie jest nim tym bardziej. Dziewczyna zastanawiała się, co takiego mogło spowodować, że jej opiekunka znalazła sobie nowy dom, tutaj. Nie chciała jej jednak wypytywać. Na to przyjdzie później pora.
Zmiennokształtna poprawiła się na posłaniu i zamknęła oczy. Najlepszym lekarstwem jest sen i czas, a tego miała pod dostatkiem. Jeśli miała wykonać zadanie dla Jasnej, musi być w pełni sił. Ziewnęła ciężko. Poczuła, że sen obejmuje ja czule i już niedługo odleci do krainy snów. Uśmiechnęła się błogo i głowa opadła jej na ramię.
Awatar użytkownika
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

16 maja 2013, 09:21

MG

Oczy jej otworzyły się szeroko, tak, że przypominały w tym momencie dwa szylingi, zaś usta uniosły się w dość specyficzny uśmiech przynoszący na myśl coś niepokojącego.
-A więc byłaś najemniczką…– Zaczęła, po czym podsunęła się bliżej Zmiennej. – A więc wiesz, jacy są ludzie. W końcu miałaś z nimi bliski kontakt. Mordują wszystko co na ich drodze i właśnie tu mi musisz pomóc, otóż, widzisz…nieopodal, od jakiegoś czasu ludzie z miasta przychodzą i mordują las. – Wstała gwałtownie i sztyletem przecięła kilkukrotnie powietrze symulując pracę siekierą – Tną, tną i tną! Każdego dnia przychodzą po więcej i więcej. Las sam nie jest w stanie się chronić. Ja to wiem i zapewne ty też to wiesz, prawda? Ty też zapewne czujesz, jak niespokojny jest las. Jestem pewna, że to przez tych ludzi. Nie będzie ich – las uzyska na nowo spokój i harmonię. Jednak ktoś musi to dostrzec.– Mówiła niczym w transie niesiona przez emocje. Nietrudno się wiec domyśleć, czemu mieszkała tu, z dala od sióstr, na skraju lasu. Zapewne była i jest osamotniona w swych poglądach, gdyż Driady z natury nie posuwają się do tak daleko idących działań i nie można również powiedzieć, by logika Jasnej była dobra, jednak…coś musiało w tym być. W końcu nic co z ludźmi związane nie przeważnie prowadziło do śmierci i walki. Zmienna jeszcze nie tak dawno miała okazję zaznać tego, nie przypłacając tego doświadczenia życiem.
– Tu, niedaleko…jest miejsce gdzie ludzie zabijają drzewa wdzierając się w głąb lasu coraz to bardziej. Tartak. Zniszczyć tartak. Zabić dla przykładu i przestrogi. Niech wiedzą, że las umie się bronić.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

16 maja 2013, 17:48

Nie dane jej było odpocząć. Dotknąwszy głową ramienia, Zmienna została brutalnie przywrócona do rzeczywistości przez Jasną. Kiedy ta wyciągnęła sztylet, poszkodowana driada instynktownie napięła mięśnie, wywołując rwący ból w łydce. Syknęła, ale nie odezwała się ani słowem. I tak wygadała już za dużo, informując samotniczkę o swojej przeszłości.
Nie chciała mordować ludzi w imię lasu, który stanowił dla niej zagrożenie większe niż oni sami. Wszak to ludzie przygarnęli ją, kiedy odwróciły się od niej siostry. Widząc podekscytowanie w oczach Jasnej, które niebezpiecznie przypominało obłęd i sztylet, którym machała przed nią, zdała sobie sprawę jak beznadziejny jest teraz jej los. Nie chciała podkładać ognia, ale tym bardziej nie chciała umierać z rąk szalonej znachorki tej samej rasy. Wpadła spod deszczu pod rynnę.
Tartak? Jak mam zniszczyć tartak i powybijać ludzi w nim pracujących, skoro nie mogę nawet chodzić? –Zapytała z ironią.– Chcę Ci odpłacić za fatygę, ale na pewno nie ma… mniej radykalnego sposobu?

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Lota
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.