Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 56
Rejestracja: 30 gru 2011, 23:47
Lokalizacja postaci: Zarośnięte jezioro
GG: 6873872

Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

14 sty 2012, 18:39

Północno-wschodnie granice Lasu Cieni. Nieco rzadszy niż w gęstwinie, mieszany las, drzewa są tu jednak równie wysokie. Głównie ze względu na to, że nie wycięto tych największych ze względu na brak odpowiednich umiejętności do tego. Jest to część zdecydowanie częściej odwiedzana przez zbieraczy z okolicznych wiosek, drwali, myśliwych, wszystkich którzy korzystają z Lasu Cieni by wyżywić swe rodziny.
Jednocześnie jest to też miejsce, w którym bliżej nieokreślona rzeka, płynąca do tej pory niemal przez cały Las Cieni, wypływa wreszcie z niego i kieruje się dalej ku morzu.
To miejsce jest >tu<.
*

Nieczęsto pozwalała sobie na takie podróże na skraj Lasu, teraz jednak jej plan tego wymagał. Podróżowała wzdłuż rzeki, obserwując ją. Była ona poniekąd dość intuicyjnym szlakiem dla tych którzy chcieli zapuścić się w głąb Lasu, większość gości pochodziło jednak bardziej z północy niż wschodu, a przynajmniej takie statystyki posiadała driada.
Dotarłszy ostatecznie na sam skraj jej terytorium, wspięła się wysoko na drzewo i rozejrzała po rozciągających się poza Lasem pustkowiach. Nigdy nie wyściubiła nosa dalej niż teraz i nie wiedziała co może znajdować się gdziekolwiek dalej. Ale nie bardzo ją to obchodziło, a ostatnie co miała teraz na myśli to opuszczenie swojego domu.
Po takiej chwili refleksji, zeszła z drzewa i wybrała sobie spokojny zakątek przy brzegu rzeki, by mogła tam przygotować się do tego co zamierzała zrobić. Poniekąd zabolało ją, że musiała teraz rozpruć misternie przyszytą do sakwy skrytkę. Była zadowolona ze swej roboty, nie mogła nic zarzucić ani użytym materiałom ani samej robociźnie – okazało się to jednak niewystarczające by kamień umilkł. Jeden zręczny ruch i fioletowy amulecik ponownie trafił do jej rąk. Obejrzała go ponownie z krytycznym spojrzeniem.
"Myślę, że Matka najlepiej zdecyduje co z tobą zrobić." – pomyślała sobie, jednocześnie pozbawiając kamyk sznurka, z którym go znalazła. Następnie wcisnęła go do ciasnej skrytki jaką wykonała na skórzanym pasku, którym potem się przepasała.
W chwilę później zajmowała się już rozplątywaniem i przygotowywaniem sieci, którą zrobiła w głuszy. Składała się ona ze sznurków wykonanych ze zwierzęcego włosia, ich jelit i roślinnych pnączy. Rzadko zajmowała się łowiectwem w ten sposób więc nie miała zbyt dużego doświadczenia, jej umiejętności obróbki skóry przydały się jednak na tyle, że potrafiła przygotować solidną sieć.

Puściła swój warkocz wolno, po czym pokonała zamarznięty brzeg rzeki, a potem wpadła już w głęboką, zimną toń. Ogólnie nie robiłaby tego całego cyrku, gdyby po prostu potrzebowała ryby. Ona potrzebowała ryby żywej, do tego możliwie dużej, a jeszcze do tego, takiej która pływa od czasu do czasu do morza.

[ Dodano: Nie Sty 15, 2012 3:59 pm ]
Szamotanie się z siecią, w zimnej wodzie nie należało do najprostszych. Rozstawiła ja jednak w poprzek nurtu rzeki i po dość długim czasie oczekiwania udało jej się schwytać odpowiedni gatunek ryby, co do którego była pewna, że podróżować może po całej długość rzeki, wędrując też poza Las – w stronę morza, czymkolwiek ono było. Nie chciała skrzywdzić ryby, jednak musiała ją wykorzystać, tak by przetransportować kamień jak najdalej stąd. Skoro sama nie bardzo chciała i mogła się stąd ruszać, liczyła że Matka Natura pokieruje rybą zgodnie z tym co będzie najlepsze dla niej samej.
Unosząc się na wodzie, trzymała mocno rybę, nie pozwalając jej uciec. Zręcznym ruchem sięgnęła do pasa i wyciągnęła stamtąd skryty, fioletowy amulet. Brutalnym gestem, bez mrugnięcia okiem, nakarmiła nim rybę, upewniając się, że zrobiła to dokładnie. Zwierzęciu nie powinno z tego tytułu przydarzyć się nic złego, a zalegający w jego żołądku kamień powinien być tam dość bezpieczny, do czasu… Z czułością pożegnała się z rybą, po czym oddała ja nurtowi rzeki. Przyłożyła dłoń do ust i zamknęła na chwilę oczy, wnosząc do Matki Natury cichą modlitwę.
Czym prędzej wyszła z wody, od razu wskakując w najbliższe drzewo, po to by się ogrzać. Nie było już tu dla niej nic i pozbierawszy swoje rzeczy, mogła wracać do głuszy.

zt.
Pozbywam się tu amuletu.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

18 maja 2013, 16:44

MG

Jasna fuknęła pod nosem gdy tylko posłyszała ironię w słowach Zmiennej. Tak bardzo przypominało jej to reakcje jej sióstr na jej zapał i chęć działania. Czy nikt nie widział w jak bardzo opłakanym stanie był las i nie dostrzegał w tym ludzkiej działalności?
-Nie każę ci przecież teraz lecieć i pędzić. Nie bądź głupia. Zresztą nikt nie każe Ci iść i nie powiedziałam, że moim celem jest zabicie wszystkich. Możesz polecieć. Niezauważona zaprószyć ogień. Nocą. Albo nie, lepiej…zaprószyć ogień w Lokenth. Teraz nie, jednak kiedy słońce nabierze na sile i wysuszy wilgoć, którą przyniosła ze sobą końcówka zimy…to będzie najlepszy moment. Twoje rany nie powinny wówczas doskwierać tak jak teraz. – Zamilkła na chwile by unieść kąciki ust w uśmiechu, jednocześnie schowała nóż.
-Mniej radykalne…Powiedz mi co innego mogę zrobić? Porozmawiać z nimi? Nie bądź śmieszna. Ja po prostu działam. W końcu też to czujesz, prawda? Ten niepokój lasu i jego ciche nawoływanie i szepty. Coś jest nie tak, jednak nikt nie wie jaki jest powód. Wszyscy nad tym myślą i dumają, jednak nic nie robią. Moim zdaniem to wina ludzi. Wycinają lasy na szlaki handlowe, karczują lasy, orają ziemie w poszukiwaniu złóż by je następnie przetapiać na broń, którą się nawzajem mordują. Jeśli to oni nie są przyczyną tego niepokoju to co jest? Wiesz? Potrafisz mi odpowiedzieć? Potrafisz znaleźć inną przyczynę?– Mówiła coraz to bardziej ściszając głos i próbując zapędzić Zmienną w ślepą uliczkę. Jednocześnie uświadamiając jej, że rzeczywiście mogła ona wyczuć tą dziwną atmosferę w lesie. Tą tajemniczą, nieprzyjemną aurę która się snuła w cieniu drzew.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

19 maja 2013, 15:25

Poczuła, że niewidzialna pętla, jaką założyła na jej szyję Jasna, zacieśnia się. Nadmierne przekonanie samotnej driady wypełniło otoczenie, sprawiając, że atmosfera stała się bardzo niezręczna. Co mogła zrobić? Musiała pomóc Jasnej. Mogła nienawidzić lasu, jednak dalej był to jej dom, nie ważne co takiego się w nim wydarzyło.
-Zgoda- Powiedziała bez przekonania. Nadal nie mogła pogodzić się z tą myślą –Zrobię to dla ciebie. A teraz proszę, daj mi odpocząć w spokoju i przemyśleć wszystko.
Awatar użytkownika
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

04 cze 2013, 02:32

MG

Odpowiedź Zmiennej usatysfakcjonowała Jasną, która słysząc to co chciała usłyszeć dała swojej siostrze spokój, którego ta tak już wyczekiwała. Trzeba było przyznać, że Zmienna miała nad czym myśleć. To czego chciała Jasna mogło mieć ogromne konsekwencje i tylko pogorszyć cała sytuację. Ludzie w końcu nie lubili gdy ktoś stawał im na drodze. Z drugiej strony co też właściwie działo się w lesie? Czy na pewno winni byli temu ludzie? Co miała robić Zmienna? Uciekać? Zostawić Jasną i uciec nim wydarzy się coś co być może mogłoby doprowadzić do czegoś więcej niż rany na nodze? Zresztą, sama Jasna wydawała się wyjątkowo niebezpieczna i oślepiona swoim fanatyzmem. Na Matkę Naturę…kiedy to las stał się tak mało bezpieczny? Te i inne dni mogły kłębić się w głowie Zmiennej przez kilka kolejnych dni w czasie których co jakiś czas odwiedzała ją Jasna przynosząc jedzenie i czystą wodę oraz zioła znieczulające. Rana na nodze nie doskwierała już przy wolnym chodzeniu, jednak przy żwawych ruchach, a zwłaszcza przy próbach skakania czy biegu odczuwalny był szarpiący ból.
Któregoś ranka zamiast Jasnej w odwiedziny przyszła kobieta w masce jelenia wystruganej z kawałka drewna i przyozdobionej siateczką roślinnych ornamentów. Były do niej przytroczone rzeczywiste poroże jakiegoś młodego osobnika tej rasy kopytnych bo nie były niewielkie gabarytami. Maska trzymała się twarzy dzięki wiązaniu na rzemienie. Postać była ubrana w ciemna workowatą togę, zaś w ręce trzymała długą laskę z jasnego drewna.
-Witaj. Rana się goi poprawnie mam na dzieję nadzieję. To ja cię składałam. – wyjaśniła. – Znam Jasną. To ona Cię znalazła i do mnie przyprowadziła. Dobre z niej dziecko, jednak…trudne.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

09 cze 2013, 10:33

Dni upływały, a z każdym z nich fizyczny stan Zmiennej poprawiał się. Szkoda tylko, że z każdą minutą coraz bardziej odchodziła od zmysłów. Kiedy las stał się taki niegościnny i obcy?
Pierwszej doby wydawało jej się, że rana w nodze wypali jej dziurę. Próbowała wstać w nocy za potrzebą, jednak zbyt pewnie napięła mięśnie w łydce. Zaciskając z bólu wargi, oparła się o ścianę w grocie. Oczywistym było, że nigdzie nie pójdzie.
Na szczęście, drugiego dnia przyszła Jasna. Podniecona, krzątała się dookoła, przynosząc jedzenie, zmieniając opatrunek i sprzątając zanieczystości zostawione przez ranną. Ta siedziała nad brzegiem rzeki, oglądając leniwie płynące przed siebie ryby. Widziała ławice, na widok których zrobiło jej się przykro. Samotność nie wyszła Jasnej na dobre, a ona nie chciała stać się szaloną pustelniczką. Potrafiła stać się wilkiem, ale wilkiem nie była. Potrafiła przemienić się w jastrzębia, ale nie latała razem z jastrzębiami. Jedynymi, przy których czuła się bezpiecznie, byli z tego samego gatunku, który niszczył lasy. Czy los musi być taki okrutny? Czym zasłużyła sobie na taką klątwę?
Myśl o klątwie przywołała jeszcze jeden wątek– walki w słonecznym gaju. Ile to już minęło? Na pewno ktoś poległ. I nie wydawało się, aby był to Solfernus. Skazała na śmierć starego elfa, tchórząc z pola bitwy. To ona powinna umrzeć, powinna skończyć z tym wszystkim, aby nie dodawać nowych osób do długiej listy pokrzywdzonych przez Zmienną. Z frustracją cisnęła kamieniem wielkości pięści w grupę małych rybek. Cholerni szczęściarze.
Jakoś po tygodniu, a może po sześciu dniach, przyszła do niej inna niż zwykle osoba. Wyglądała na kogoś, kto aktywnie praktykuje magię. Driada boleśnie doświadczyła na własnej skórze, że praktykujący uroki z reguły nie przynoszą niczego dobrego, poza kłopotami. Twarz przyozdobioną miała drewnianą maską, wystylizowaną na jeleni pysk. Natomiast resztę ciała zakrywała ciemna toga, nadająca noszącej figurę prostokąta. Natomiast całość tego osobliwego kompletu kończyła wyciosana z jasnego drewna, najprawdopodobniej z dębu.
Zmienna ze zdziwieniem przyjęła do wiadomości, że to właśnie tej cudacznej postaci zawdzięcza swoje życie. Głos miała surowy, jak materiał, z którego wykonano togę.
Dziękuję –Odparła dziewczyna.– Naprawdę solidna robota, nie znam nikogo kto zrobiłby to lepiej. Rozumiem, ze i ty masz dla mnie zadanie w ramach nagrody? Tylko proszę, nie każ mi likwidować kolejnego tartaku razem z jego pracownikami.
Dobrze było wiedzieć, że nie tylko ona uważała Jasną za w pełni zmysłów kobietę. Jednak sposób, w jaki wiedźma wypowiedziała słowa, świadczył, że obie są ze sobą połączone jakąś więzią. Nie powinna była reagować tak gwałtownie.
Przepraszam- Dodała prawie natychmiast. –Jestem ostatnimi czasy rozkojarzona. Wiesz może, co stało się z moimi towarzyszami ze słonecznego gaju? Kto wygrał? Proszę, powiedz mi, odchodzę od zmysłów!
Wspomnienia znowu powróciły. Wilkołak dorwał się do jej nogi i zaczął gryźć, jakby była jego obiadem. Poczuła niemiłe swędzenie w prawie zagojonej ranie. Instynktownie, złapała się za łydkę.
Awatar użytkownika
Posty: 1192
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

31 paź 2013, 19:15

MG

Zamaskowana szamanka stała w bezruchu, gdy opatrzona driada przemawiała. Wyglądało na to, że Zmienna była istotą doświadczoną przez życie, albowiem rozumiała prawo wymiany. Zaiste, w tych niespokojnych czasach – nawet w krainie we władaniu natury – wszystko posiadało swoją cenę. Niemniej, szamanka stała. Ranna, idąc za ciosem, rzekła kolejne zdania. W jej sercu panowała niepewność, którą spowodowało wydarzenie w słonecznym gaju. Kto wygrał…?

Szamanka wysłuchawszy mowy kobiety, zbliżyła się do niej. Usiadała po jej prawicy, opierając laskę o swe kolana.

- Jasna opowiadała mi o tym – rzekła melodyjnym tonem zdradzającym jej wiekowość. - Przewidziałam twoje zmartwienia, córko lasu – kontynuowała spokojnym, beznamiętnym tonem - potwór został zabity przez starca. Starzec ów odszedł po wszystkim… – niespodziewanie, zakończyła zdanie niezdecydowanym głosem.

- Jasna może się mylić. – nagle rzuciła.

Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 20 lip 2013, 14:42
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44341#44341

05 lis 2013, 23:41

Tłuk długo machał oddalającemu się Mądremu Dziadkowi. Bosonogi brodacz sunął po leśnym dywanie nie obawiając się zdradliwych szyszek, czy przyczajonych Pszczół Nienawiści.
– Dobre bzyk bzyk. – Poprawił się na głos. – Słodki miodek. Kocham dziadek! – W końcu mężczyzna zniknął gdzieś za drzewem, mimo to nie przestawał do niego machać. Nadal jednak się o niego martwił. Co jeśli złe bzyki zemszczą się na słabym człowieku. W końcu ile to razy przytrafiło mu się nie przywitać ze wszystkimi stworzeniami? A niektóre są okrutne jak sama Natura.
Nerwowo stąpał z nogi na nogę. Jego również były bose, lecz skórę miał tak grubą, że swego czasu chodził z wbitym w piętę cierniem. Zauważył to dopiero wujek Chodząca Sowa, gdy na plaży zostawiał złe ślady stóp. Chodząca Sowa to mądry wujek. Uśmiechnął się oglądając swoje stopy.
Znajdował się nad rzeką, a zieloni bracia uczyli, że zdrowo jest się od czasu do czasu nieutopić. Słabe robaki są zbyt słabe, by mieszkać na Tłuku skoro nie przetrwały Próby Wody. A Tłuk nie lubił słabych robaków skaczących w jego włosach, bo były słabe.

– Topcie się zasrańce! Nie zasghulf… – Powiedział Tłuk gdy woda zalała mu usta.

Gdy już skończył się taplać odlał się prosto do rzeki. Skręcało go ze śmiechu na myśl, że gdzieś tam daleko głupi ludkowie kąpią się w jego szczynach.
-Głupki. – Po czym ruszył za swoim moczem na wschód.
z/t
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

11 lis 2013, 21:53

Przez moment serce zapomniało wykonać swoją pracę. Powieki momentalnie podskoczyły, odsłaniając szeroko otwarte oczy, łapczywie przyjmujące wszelkie informacje. Zdanie krążyło wokół jej głowy, nieznośnie nadlatując i kłując jak wściekła osa. Wynik starcia brzmiał absurdalnie, ba, nie potrafiła sobie wyobrazić jak do tego doszło. Jednak w głębi serca właśnie na taką odpowiedź rozmówczyni czekała.
Ból jakby się zmniejszył. A raczej zmienił się, choć trudno to wytłumaczyć– zamiast pulsującego, przerywanego i gwałtownego stał się ciepły i przyjemny. Jakby stał się czymś innym. Czy właśnie tak smakuje zrzucenie łańcuchów, unieruchamiających duszę i rozum?
Radość okazała się tylko powierzchowna. To, co inni mogliby wziąć za łzy szczęścia okazały się niechcianą manifestacją żalu i rozpaczy. Spróbowawszy ograniczyć cieknące strumienie, co zakończyło się fiaskiem, Zmienna upadła na zdrową nogę.
Co mi po tym, że wilkołak nie żyje, skoro nie potrafiłam się przed nim obronić? Jak mam walczyć z innymi i ich bronić, skoro jestem taka słaba? Zapytała się, a na miejscu starych okowów pojawiły się nowe, ponownie napawając wątłe ciało strachem i obawą.
Przyłożyła rękę do lewego oka, wycierając łzy. Podobnie uczyniła z drugim. Wzięła głęboki oddech i uspokoiwszy się, wstała i powróciła do pozycji przed upadkiem. Zacisnęła pięści.
-Zrobię to, o co prosiła mnie Jasna. A potem, kiedy wrócę, chcę, abyś mnie uczyniła silniejszą. Chcę zostać twoją uczennicą. Naucz mnie panowania nad naturą albo przyzwij duchy, nie chce pozostawać więcej ofiarą! Błagam!– Ostatnią prośbę dziewczyna wykrzyczała, a kostki u dłoni kolorem upodobniły się do kredy.
Awatar użytkownika
Posty: 1192
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

14 lis 2013, 19:16

MG

Zmienną ogarnęły mieszane uczucia, które przypominały parę. Parę powstałą przy zderzeniu radosnego ognia z lodowatą wodą żalu. Emocje zapanowały nad driadą, a fala myśli sprowokowały ją do ukazania szamance swego wnętrza. Ta, widząc zachowanie dziewczyny, jeno obserwowała ją. Trudno powiedzieć, jaki wyraz twarzy towarzyszył starszej kobiecie, gdy wysłuchiwała podniosłej mowy. Mowy, która nawoływała do zdobycia potęgi, aby nigdy więcej nie być ofiarą. Potęgę, która pozwoliłaby walczyć z potworami.

- Uspokój się – odezwała się zamaskowana dopiero wtedy, gdy minęła dłuższa chwila. Kapłanka wyrażała się spokojnie i opanowanie, a zniekształcony przez kościaną maskę głos był przyjemny dla ucha. - Nim ślad potęgi zaczniesz poszukiwać, pierw naucz się władać nas samą sobą. – Słowa te niosły w sobie mądrość i wskazówkę. Zmęczony przez burzę emocji, umysł Zmiennej nieświadomie łyknął sugestię. Driada poczęła rozmyślać nad sensem słów kobiety. - Jeśli chcesz wejrzeć w naturę, korzystając z jej łask, musisz przywrócić równowagę w swej duszy – ciągnęła, wypowiadając kolejne, cenne rady.

- Niemniej, nie chcę, abyś wędrowała drogą Jasnej. Drogą nienawiści do młodej ludzkości.- Powstała. Rozprostowała stare kości, idąc w kierunku prawej ściany jaskini. Oparła się na zimnej, wilgotnej skale. - W Lesie Cieni nastały dziwne czasy, których nie rozumiem. – Odwróciła głowę prosto w kierunku Zmiennej. Czaszka zwierzęcia wpatrywała się na oblicze rannego gościa. - W samym lesie dzieją się dziwne rzeczy. Po nocach cienie przemieszczają się, a ptaki krzyczą w niepojętnym dla mnie smutku.


- Wyczuwam złe moce w pobliżu serca lasu, ale nie na jego obrzeżach. Moce, które są nieludzkie… emanują śmiercią. – Zakończyła tajemniczo.

Awatar użytkownika
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

08 sty 2014, 13:12

Slavius przechadzał się, idąc wraz z biegiem rzeki. Myślał sobie, że pewnego razu chciałby pójść nad morze. Słyszał o nim wiele, a tej części nie widział. Kiedyś, dawno temu oglądał morze. Fale, które rozbijały się o klify. Nieskończony błękit. To dziwne, jak dawno znajdowały się tamte czasy w jego pamięci. Od dwóch lat wędrował, szukając ciekawych zdarzeń. Na jego nieszczęście nic takiego nie miało miejsca. Po prostu podróżował po całym Lewiatanie, nie znajdując niczego ciekawego.

Od czasu do czasu zdarzała się robota, gdzie trzeba było popracować mieczem. Niestety, bandyci najczęściej uciekali. Oni przywykli raczej do skradania się, a potem podrzynania gardeł. Nie spodziewają się, że ktoś będzie chciał stanąć do walki. A co dopiero pokonać ich. Slavius starał się nie używać swoich… niezwykłych umiejętności. Jego półelfia krew zapewniała mu szybkość i zwinność. Żaden z ludzi nie mógł mu pod tym względem dorównać.

Nagle wrócił do zdarzeń, które wydarzyły się wtedy, w Wolenvain. Ten troll, który proponował mu przystąpienie do jakiejś organizacji. Nazwa już dawno wyleciała mu z głowy. Nie była wystarczająco ważna, aby zaprzątać jego myśli. No cóż, tamto to już przeszłosć. Jeżeli postępowali dalej tak otwarcie, to prawdopodobnie już nie żyją. Albo mają spore kłopoty. Ale kto by się przejmował. To był ich wybór. Zły, ale zawsze. Slavius za to nie lubił podróżować z kimś. Poniekąd samotność była dla niego tym momentem, kiedy mógł wszystko przemyśleć. Jednak… minęło pół roku, odkąd miał kogoś, z kim mógłby porozmawiać. To trochę dokuczało. Czasami chciał się podzielić z kimś wiedzą. Czasem chciałby opowiedzieć komuś o sobie. Ale nikt nie mógł go zrozumieć. To był całkiem oddzielny poziom.

Przez chwilę pomyślał nad ponownym wyruszeniem do Wolenvain. Tam czekały na ludzi niezwykłe wydarzenia. Ale czy było warto? Przecież nikt go tam nie znał, a on nie znał nikogo. Musiałby zdobywać znajomości, a nie uchodził za duszę towarzystwa. Niektórych odstraszało to, że wydawał się taki zamknięty na nowe znajomości. On jednak nie mógł zmienić swojego charakteru. Taki był i taki prawdopodobnie pozostanie. Teraz zastanawiał się nad tym, co dalej robić. W sumie ponowna podróż do miasta to nie była zła idea, ale jednak to zajmowało zbyt długo. Może tutaj, w Lesie Cieni coś znajdzie?

Przechadzał się, słuchając szumu rzeki. To mu pomagało w myśleniu. Uspokajało go. Ale nie mógł tak przecież spędzić całego życia? Przypomniał sobie tych dwóch, których spotkał na trakcie iquańskim. Ciekawe, co się z nimi stało? Ciekawie by było spotkać kogoś, kogo znał wcześniej. W sumie, to tak naprawdę ich nie znał. On nie miał nikogo znajomego w całej autonomii. Może mógłby wyruszyć poza morze? Odkryć nowe lądy? Nie, to głupie. Przecież na morzu jest tyle niebezpieczeństw. A nawet nie ma pewności, czy coś za nim jest. Chociaż to było kuszące, musiał odmówić samemu sobie.

Nie wiedział co robić, po prostu szedł przed siebie, w stronę morza. Może po drodze spotka kogoś, kto będzie miał dla niego zadanie? Albo napatoczy się jakaś… akcja? Może bandyci będą kogoś rabować? Życie było nieodgadnione. Zawsze może stać się coś niezwykłego. Nawet w chwilach, po których niczego nie oczekujemy.

Z takim przekonaniem szedł, po prostu szedł przed siebie…
Jednak po chwili pomyślał, że powrót do Wolenvain lub okolic to dobry pomysł. Tutaj nie dzieje się nic ciekawego. Chociaż przywykł do przesiadywania nad czymś godzinami, to tutaj mu się nie podobało. Wrócił się, idąc powoli w stronę Wolenvain.

z/t
Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

16 mar 2014, 22:06

MG

Odległość dzieląca niewielką wioskę, pozostającą blisko, choć poza obrębem Lasu Cieni, nie była wielka, a wytrwali nieumarli pod osłoną nocy pokonali ją względnie szybko. Była to kwestia godziny czy dwóch. Gdy grupa dotarła w okolice wsi, księżyc stał wysoko na pochmurnym niebie, chyląc się już nieco ku zachodniemu horyzontowi. Altaris postanowił nieco zrewidować swoją taktykę – grubas musiał być trzymany z dala od pozostałych ze względu na niebezpieczeństwo, jakie tworzył.

Wieś znajdowała się na znacznym uboczu od pozostałych i była stosunkowo mała. W tym miejscu znajdował się mały tartak, a dookoła pełno było pół uprawnych, przez co miejscowość mogła być właściwie samowystarczalna. Bliskość rzeki umożliwiała także rybactwo, lecz na niewielką skalę. Możliwe, że należała ona do księcia aparilumeskiego, gdyż leżała w zasadzie na pograniczu namiestnictwa. Tego jednak nieumarlych raczej nie interesowało. Sama wieś była okolnicą, której centrum stanowił niewielki rynek i wysoki, dwupiętrowy budynek o kamiennych fundamentach. Dookoła stało może dwadzieścia jednoizbowych, niewyróżniających się domów. Osada spała – wszystkie światła były zgaszone, nikogo nie dało się dostrzec na ulicach, a okolice były ciche jak makiem zasiał, co szybko donieśli zwiadowcy, którzy niepostrzeżenie obeszli miejscowość dookoła.

Taktyka, która przychodziła Altarisowi na myśl zakładała wykorzystanie chodzącej bomby w celu wysadzenia domu sołtysa, który znajdował się w centrum. Eksplozja, zapewne znaczna, miałaby być zainicjowana przez ognistą strzałę wystrzeloną przez łucznika. Dalsza część ataku byłaby właściwie formalnością, gdyż przestraszeni i zdezorientowani mieszkańcy z pewnością wyjdą ze swoich domów.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 24 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 23 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.