Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 30 gru 2011, 23:47
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 6873872

Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

14 sty 2012, 18:39

Północno-wschodnie granice Lasu Cieni. Nieco rzadszy niż w gęstwinie, mieszany las, drzewa są tu jednak równie wysokie. Głównie ze względu na to, że nie wycięto tych największych ze względu na brak odpowiednich umiejętności do tego. Jest to część zdecydowanie częściej odwiedzana przez zbieraczy z okolicznych wiosek, drwali, myśliwych, wszystkich którzy korzystają z Lasu Cieni by wyżywić swe rodziny.
Jednocześnie jest to też miejsce, w którym bliżej nieokreślona rzeka, płynąca do tej pory niemal przez cały Las Cieni, wypływa wreszcie z niego i kieruje się dalej ku morzu.
To miejsce jest >tu<.
*

Nieczęsto pozwalała sobie na takie podróże na skraj Lasu, teraz jednak jej plan tego wymagał. Podróżowała wzdłuż rzeki, obserwując ją. Była ona poniekąd dość intuicyjnym szlakiem dla tych którzy chcieli zapuścić się w głąb Lasu, większość gości pochodziło jednak bardziej z północy niż wschodu, a przynajmniej takie statystyki posiadała driada.
Dotarłszy ostatecznie na sam skraj jej terytorium, wspięła się wysoko na drzewo i rozejrzała po rozciągających się poza Lasem pustkowiach. Nigdy nie wyściubiła nosa dalej niż teraz i nie wiedziała co może znajdować się gdziekolwiek dalej. Ale nie bardzo ją to obchodziło, a ostatnie co miała teraz na myśli to opuszczenie swojego domu.
Po takiej chwili refleksji, zeszła z drzewa i wybrała sobie spokojny zakątek przy brzegu rzeki, by mogła tam przygotować się do tego co zamierzała zrobić. Poniekąd zabolało ją, że musiała teraz rozpruć misternie przyszytą do sakwy skrytkę. Była zadowolona ze swej roboty, nie mogła nic zarzucić ani użytym materiałom ani samej robociźnie – okazało się to jednak niewystarczające by kamień umilkł. Jeden zręczny ruch i fioletowy amulecik ponownie trafił do jej rąk. Obejrzała go ponownie z krytycznym spojrzeniem.
"Myślę, że Matka najlepiej zdecyduje co z tobą zrobić." – pomyślała sobie, jednocześnie pozbawiając kamyk sznurka, z którym go znalazła. Następnie wcisnęła go do ciasnej skrytki jaką wykonała na skórzanym pasku, którym potem się przepasała.
W chwilę później zajmowała się już rozplątywaniem i przygotowywaniem sieci, którą zrobiła w głuszy. Składała się ona ze sznurków wykonanych ze zwierzęcego włosia, ich jelit i roślinnych pnączy. Rzadko zajmowała się łowiectwem w ten sposób więc nie miała zbyt dużego doświadczenia, jej umiejętności obróbki skóry przydały się jednak na tyle, że potrafiła przygotować solidną sieć.

Puściła swój warkocz wolno, po czym pokonała zamarznięty brzeg rzeki, a potem wpadła już w głęboką, zimną toń. Ogólnie nie robiłaby tego całego cyrku, gdyby po prostu potrzebowała ryby. Ona potrzebowała ryby żywej, do tego możliwie dużej, a jeszcze do tego, takiej która pływa od czasu do czasu do morza.

[ Dodano: Nie Sty 15, 2012 3:59 pm ]
Szamotanie się z siecią, w zimnej wodzie nie należało do najprostszych. Rozstawiła ja jednak w poprzek nurtu rzeki i po dość długim czasie oczekiwania udało jej się schwytać odpowiedni gatunek ryby, co do którego była pewna, że podróżować może po całej długość rzeki, wędrując też poza Las – w stronę morza, czymkolwiek ono było. Nie chciała skrzywdzić ryby, jednak musiała ją wykorzystać, tak by przetransportować kamień jak najdalej stąd. Skoro sama nie bardzo chciała i mogła się stąd ruszać, liczyła że Matka Natura pokieruje rybą zgodnie z tym co będzie najlepsze dla niej samej.
Unosząc się na wodzie, trzymała mocno rybę, nie pozwalając jej uciec. Zręcznym ruchem sięgnęła do pasa i wyciągnęła stamtąd skryty, fioletowy amulet. Brutalnym gestem, bez mrugnięcia okiem, nakarmiła nim rybę, upewniając się, że zrobiła to dokładnie. Zwierzęciu nie powinno z tego tytułu przydarzyć się nic złego, a zalegający w jego żołądku kamień powinien być tam dość bezpieczny, do czasu… Z czułością pożegnała się z rybą, po czym oddała ja nurtowi rzeki. Przyłożyła dłoń do ust i zamknęła na chwilę oczy, wnosząc do Matki Natury cichą modlitwę.
Czym prędzej wyszła z wody, od razu wskakując w najbliższe drzewo, po to by się ogrzać. Nie było już tu dla niej nic i pozbierawszy swoje rzeczy, mogła wracać do głuszy.

zt.
Pozbywam się tu amuletu.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

17 mar 2014, 07:57

Altaris zatrzymał swój oddział nieopodal wioski, wysyłając zwiadowców, by Ci przeczesali teren w poszukiwaniu śladu obecności jakichś ludzi, którzy nie zostali jeszcze zmożeni mocą snu. Jak też potem mu owi zwiadowcy donieśli – cała miejscowość pogrążona była w mroku i ciszy. Nic nie zwiastowało tego, że ta noc nie będzie jak każda inna – zwykły zmrok, po którym zawsze nadchodzi ranek, podczas którego wszyscy się budzą. Nie. To będzie noc pełna krwi, śmierci i cierpienia. W imię Śmierci i zemsty na ludzkim gatunku. Wilkołak uśmiechnął się, szczerząc zęby do swojej małej armii i spojrzał w kierunku zabudowań. Byli daleko poza zasięgiem słuchu, więc nie musiał się martwić o to, że ktoś ich usłyszy. Schowani w gąszczu leśnego skraju zgromadzili się w półokręgu, zwróceni ku wysokiej postaci Kła. Wszyscy, prócz stojącego dalej mięsnego mutanta.

Obrazek

Dzieci nocy. Dzieci Śmierci. Dzisiaj zaczyna się początek końca. Końca rasy ludzkiej i początek panowania nas, nieumarłych. Świat się zmienia. Chodźmy i zabijmy, w imię Władcy i Śmierci tych, w których tkwi jeszcze życie. Za mną! Sprawmy, by tego ranka wstało czerwone słońce – wilkołak roześmiał się cicho i gardłowo, uderzając dla dodania dramatyzmu swojej wypowiedzi o tarczę. Nie był pewien, czy nieumarli zareagują na taką przemowę tak samo, jak powinni zareagować zwykli ludzie. Dla niego natomiast to był pierwszy krok. Jestem Altaris. Jestem Śmiercią. Poprowadził w ciszy swój oddział, kierując się ku wiosce. Gdy był nieopodal, rozdzielił rozkazy pomiędzy sługi. Dwóch z włóczników wysłał w dwa różne punkty, odległe o strzał łuku od wioski. Szukał dla nich punktów, z których byłaby dobra widoczność i by leżały na drodze do przykładowo innych wiosek. W razie, gdyby komuś udało się uciec, najbliższy włócznik ma ruszyć w pościg.

Gdy upewnił się, że wszyscy śpią, a nieumarli są gotowi, wprowadził wojowników pomiędzy zabudowania. Otyłego jegomościa, którego omijano łukiem, skierowano pod same drzwi budynku centralnego, który był zapewne ratuszem. Altaris zatrzymał swoich żołnierzy i skierował ich dwójkami na tyły każdego domu, przy sobie zostawiając tarczowników i łuczników. Tym, którzy znaleźli się obok domów, nakazał znaleźć najszybsze i najprostsze wejście do domu – otwarte okno, spiżarnię, drzwi – cokolwiek zdatnego do przedostania się do środka w szybkim tempie i jak najkrótszym czasie. Wilkołak ustawił dwójkami włóczników i sam w nieznacznym oddaleniu, wraz z piątką wojowników stanął na wprost ratusza, z dala od potencjalnego zasięgu wybuchu. Wraz ze swoimi przybocznymi klęknął na jedno kolano i utworzył mur z tarcz, próbując zasłonić głównie stojących za nim łuczników, którzy trzymali obok pochodnie.

Sygnałem do ataku, tak wyczekiwanym i upragnionym była płonąca strzała, posłana w stojącego pod drzwiami ratusza opasłego nieumarłego. Gdy nastąpiła eksplozja, Altaris wziął jednego z tarczowników i ruszył w kierunku ruin ratuszu – jeżeli jakieś zostały. Jeżeli wybuch był zbyt słaby, by zburzyć budynek, wilkołak wbiega przez dziurę do środka, szukając obrońców. Wraz z wybuchem łucznicy mają zapalić płonącymi strzałami cztery najbliższe domy, jako ochronę posiadając dwóch tarczowników. Co druga dwójka włóczników wraz z eksplozją ma przedrzeć się do swojego domu, włamując się do środka. Natomiast ominięte, pozostałe dwójki mają czekać na zewnątrz w razie ucieczki któregoś z domowników. Ilość nieumarłych nie wystarczała, by swobodnie zaatakować każde gospodarstwo z osobna. Nieumarli mają nie wchodzić do płonących budynków – jeżeli ktoś z niego wybiegnie, owszem, mają zabić, ale nie wbiegać do środka.

Ogólnym zamysłem było zająć szybko połowę domów za pomocą dwójek włóczników – jeżeli do domu nie da się wejść, wojownicy mają poczekać na to, aż wieśniacy sami wyjdą – a drugą połowę podpalić, zmuszając ludzi do ratowania się ucieczką, gdyby postanowili skryć się za ścianami budynków. Wtedy też wkraczali do akcji tarczownicy, łucznicy i pozostałe dwójki włóczników, które miały polować na tych, którzy próbowali uciekać. Jeżeli z ratusza nic po wybuchu nie zostanie, Altaris rusza na najbliższy, nie płonący dom, taranując drzwi swoim masywnym ciałem, lub rzuca się w kierunku najbliższych, otwartych drzwi – zależnie od tych, czy jakieś będą nieopodal otwarte.

Jeżeli znajdziecie jakiegoś małego chłopca, nie zabijajcie go. Weźcie ze sobą i przyprowadźcie do mnie – rzucił mentalnym rozkazem, podczas gdy płonąca strzała leciała już, dając sygnał do wybuchu oraz ataku.

Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

19 mar 2014, 21:11

MG

Potężna eksplozja przerwała zwyczajową nocną ciszę, napawając mieszkańców wsi bezbrzeżnym przerażeniem. To podpalony nieumarły eksplodował – wybuch, zapewne tak, jak przewidywał nekromanta, był na tyle potężny, by niemal całkowicie zrujnować niemały przecież budynek. Cała fasada po prostu przestała istnieć, reszta zaś, pozbawiona ściany nośnej, runęła. Wtedy zaś zaczęła się rzeź, w niczym nie przypominająca taktycznego planu, który ułożył Altaris.

Zgodnie z jego rozkazem okoliczne domostwa zaczęły płonąć. Ludzie, którzy niemal natychmiast wybiegli na zewnątrz, usłyszawszy wybuch, padli martwi lub rzucili się do ucieczki. Tutaj rozkaz nie musiał paść – łucznicy wiedzieli, że mają odstrzelić uciekających i tak też zrobili; nie było to zbyt trudnym zadaniem. Jednakże, niektórzy z chłopów postanowili zabarykadować się w domostwach i nijak nie dawało się do nich dostać. Okna w takich chałupach były zbyt małe, by mogły przejść przezeń i ożywieńcy, i ludzie. Słychać było krzyki płonących żywcem, zamkniętych w pułapce ludzi. Zwęglone zwłoki były, niestety, nieprzydatne.

Rzeź trwała około dwudziestu minut. Udało się zebrać około czterdziestu trupów, co jak na tak małą wieś było dobrym wynikiem. Część uległa zmarnowaniu poprzez spalenie, jednak ciężko było temu zapobiec. Żołnierze zwęglili wieś do gołej ziemi; szczątki zostały wyzbierane, a kompania zbierała się do wymarszu. Tymczasem jeden z rycerzy pojawił się, niosąc na plecach znacznie mniejsze ciało – dziecko, którego z sobie znanych przyczyn zechciał Altaris. Okazało się żywe; opancerzone, chodzące zwłoki rzuciły je bezceremonialnie na glebę. Było zbyt zdezorientowane i przerażone, by płakać.

Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

20 mar 2014, 19:11

Wilk zawył, gdy eksplozja rozsadziła gmach, wyrzucając w powietrze tumany kurzu, potrzaskane deski i odłamane kawałki kamieni i skał. Widząc wybuch przerzucił spojrzenie na szturmujących nieumarłych. Cóż to był za wspaniały widok, widzieć kości przeskakujące w stawach podczas szaleńczego biegu. Spoglądać na mięśnie i tkanki rozrywane przy każdym ruchu, by spoić się z powrotem w ranach i nie zregenerowanych brakach w ciałach. Altaris zaniemówił przez chwilę i nie mogąc się poruszać stał, trzymając opuszczony miecz, z lekko otwartym pyskiem oraz rozszerzonymi bielą oczami. Uśmiechnął się na wilczy sposób i zawył po raz drugi, pełny ekstazy, szaleństwa i nieposkromionej, straszliwej radości śmierci ruszył przed siebie – Śmierć! – niosło się za nim okrzykiem z akcentem na literę e.

Rzuciwszy się w wir walki widział, że nieumarli zabijają przy każdym małym starciu. Strzały przecinały powietrze wbijając się w ciała z furkotem. Ku niezadowoleniu wilkołaka, niektórzy zabarykadowali się w swoich domostwach, do których nie mogli się dostać nieumarli. Wybrali śmierć w ogniu, niż wieczną służbę. Wybrali śmierć oczyszczenia, niż zasilenie armii nekromanty. Cóż. Altaris miał nadzieję, że cierpią bólem wystarczającym, by kula otaczająca warstwą ochronną nadzieję na przetrwanie rasy ludzkiej została zarysowana. Zarysowana wilczym pazurem przeznaczenia.

Altaris sprawdził, w jakim stanie były zwęglone zwłoki. Jeżeli któreś nie były na tyle spalone, że rozsypywały się i łamały, to nakazuje je zabrać, o ile nieumarli udźwigną ten dodatkowy ciężar. Głośno przemawiając krzyknął, gdy postawiono przed nim dziecko – Zbierzcie wszystkie trupy w jedno miejsce! Zbierzcie narzędzia, żelazo, broń i przedmioty Waszym zdaniem wartościowe! Znieście je tutaj! – wilk sięgnął po dziecko i podniósł je jedną ręką za ubranie, po czym ustawił je obok siebie, pochylając się – Nie waż się płakać – wycedził przez zęby, po czym dodał – Od dzisiaj jesteś własnością Altarisa, wasala samej Śmierci i Władcy, który ją poskromił – nie wiedział właściwie, po co to powiedział. Prawdopodobnie dziecko i tak nie zrozumie, ale to utkwi w nim ten tytuł. Sam trochę zdezorientowany, nie wiedząc jak obchodzić się z dzieckiem, skupił się na dowodzeniu.

Po zabraniu wszystkich zdatnych do ożywienia ciał i znaczącego cokolwiek dobytku Altaris uformował kolumnę, biorąc dziecko na swój bark. Jeżeli nieumarli będą mieli problemy z niesieniem tylu ciał, weźmie kilka na swoje barki, oddając komuś chłopca prosząc o ostrożność. Jeżeli nie spotka się z problemami, wraca z powrotem do domu.

Awatar użytkownika
Posty: 8
Rejestracja: 21 sty 2015, 22:27
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3403

26 sty 2015, 18:53

Las Cieni był miejscem odwiedzanym przez Arkila regularnie. Zawsze można było poznać tutaj ciekawych ludzi, pozbierać jagody, potrenować strzelanie z łuku, czy zwyczajnie – poobcować z naturą w samotności. Tym razem półkrasnal obrał go sobie za cel z nadzieją odkrycia nowego dla siebie miejsca, gdzie mógłby spędzić resztę dnia.
Wyprawy bez konia w regiony tak odległe od Wolenvain nie należały do najłatwiejszych – Arkil jednak je kochał.

Szedł Traktem Długim, na południe od stolicy Autonomii, aż w końcu przekroczył granicę błędnej gęstwiny. Zamknął na chwilę oczy, rozłożył ręce i zaciągnął się leśnym swądem. Uradowany dotarciem do celu jął rozglądać się za nową dla siebie ścieżką. Za każdym razem starał się wybierać inną, teraz jednak nie mógł żadnej dostrzec.
Zmartwiony tym nieco – począł iść głównym gościńcem, rozglądając się na boki.

I w końcu dojrzał. Nie była to może pełnoprawna arteria uczęszczana codziennie od rana do nocy przez szeregi karawan kupieckich, a raczej…. wydeptana trawa przez kilku wędrowców lub nawet majak czyniony wiatrem – tyle jednak Arkilowi wystarczyło.
Uśmiechną się w duchu i w wkroczył między drzewa.

Przeczucie podróżnika nie zawiodło półkrasnoluda i tym razem. Dotarł on bowiem w końcu do urokliwej rzeczki, leniwego ruczaju. Miły szum działał kojąco na zmysły łucznika, tak więc postanowił on odpocząć tu dłuższą chwilę.
Chwycił swój instrument w garść za podstrunnicę i zaczął wyszukiwać sobie miejsca, gdzie mógłby usiąść. Dojrzał w końcu większą kępkę trawy z przyległym doń drzewem. Spoczął więc na niej, opierając się o konar i jął pogrążać się w marzeniach.

Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 29 gru 2014, 16:32
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 37850199
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51543#51543

15 lut 2015, 22:18

Darsamo szedł po dróżce, idąc widział tylko drzewa, które rosły wzdłuż ścieżki. Czuł tylko woń owoców leśnych, akurat paladyn po dłuższej wędrówce trochę zgłodniał.
Idąc postanowił, że wejdzie w głąb lasu i zerwie kilka jagódek, lub zapoluje na jakąś zwierzynę z racji tego iż poszedł dalej. W pewnym momencie Darsamo zauważył zająca, cóż upolowanie go nie zajęło mu wiele czasu. Po chwili usłyszał szum rzeki, który działał uspokajająco. Pielgrzym poszedł trochę dalej by móc całkowicie się zrelaksować i w końcu zjeść zajączka, którego upolował w lesie. Zebrał kilka patyków, po czym ułożył je w stos. Usiadł przy drzewie i zdjął skóre z zająca, którą wyrzucił gdyż był mu całkowicie zbędna. Mięso upiekł nad ogniem, a potem je spożył, jednakże biorąc ostatni kęs dostrzegł mężczyznę z instrumentem. Pielgrzym wstał i upewniony był, że szum rzeki również uspokaja grajka. Paladyn podszedł bliżej i dostrzegł, że osobnik jest dość niski. "Możliwe, że to krasnolud, ale kto wie. Sam się go o to spytam."
Darsamo stanął niemalże przed samym mężczyzną, który prawdopodobnie usłyszał kroki pielgrzyma i konia, który stał za nim. Paladyn chwycił rękojeść, lecz nie robił gwałtownych ruchów by sprawdzić jak zareaguje grajek. Po chwili łagodnym, ale poważnym głosem spytał:
– Kim jesteś? I co w tym lesie robi tak mały człowiek jak ty? Nie zgubiłeś się czasami?
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

17 lut 2015, 22:06

Nie wyczułam nic podobnego. Czy moja więź z lasem zanikła aż do tego stopnia, że nie potrafię już odczytać sygnałów, jakie wysyła mi z każdej strony? Chyba byłam zbyt skupiona na sobie, by zauważyć, co dzieje się dookoła mnie.
Co masz na myśli przez "moce"? Do tego złe moce? Wydawało mi się, że wszystko jest tak jak zawsze.– Sugestywnie orzekła, oczekując, że starsza kobieta zdradzi więcej szczegółów.
Zmienna nie do końca wiedziała, na co ma się zdecydować. Instynkt kazał jej trzymać się z daleka od źródła negatywnej energii, która emanowała w sercu lasu. Nie miała przecież mocy, aby ją pokonać, nie znała też zaklęć, którymi mogłaby zakończyć narastające zło. Skuliła się w sobie i zacisnęła pięści.
Czy obecne wydarzenia mogły mieć coś wspólnego z wiedźmą, uwięzioną w jaskini? Ona również była zła, ale doskonale się maskowała. Może jednak nie udało jej się zabić jej, wtedy, na polanie. Może jakimś cudem przeżyła? A, jeśli nie, to czy jest to istota podobna? Pytania mnożyły się, a jeden scenariusz przeplatywał się i łączył z kolejnym. Zacisnęła zęby i przymrużyła oczy. Wszak obiecała sobie bronić lasu i walczyć z zagrożeniami, które dotykają niewinnych.
Nagle i niespodziewanie nowa myśl zdominowała ówczesne, przecież w lesie znajdują się jej siostry, które obiecały strzec lasu.
-Czemu pozostałe driady nic nie zrobią? Przecież słoneczny gaj nie znajduje się aż tak daleko od centralnej części lasu, a jest ich tam bardzo dużo, sama widziałam.- Powiedziała, a wspomnienia sprzed niedawna powróciły echem i jak natrętne muchy przeszkadzały i denerwowały. – Powinny od razu wyczuć zagrożenie i się go pozbyć…
Została jeszcze kwestia Jasnej. Dziewczyna ta miała niewątpliwie dobre zamiary, ale wykonanie planu– już niekoniecznie. Wszak wymordowanie ludzi może tylko pogorszyć sytuację, biorąc pod uwagę, że mroczna energia przyciągana jest przez śmierć, krew i zniszczenie. Zmienną zastanawiało, czemu Jasna zdecydowała się zamieszkać z dala od pozostałych, szczególnie, że rejony pogranicza stają się coraz bardziej niebezpieczne. Może zdała sobie sprawę, jakie zagrożenie czyha w pobliżu i postanowiła ratować się?
Nie , nie wydaje się być taką. Z resztą, jest pchana nienawiścią podobną do Żmijki.-Stwierdziła. Może jednak zamiast do Żmijki podobna była do niej samej?
Ech. -Westchnęła prawie bezdźwięcznie, aby nie urazić w jakiś sposób kobiecie, której zawdzięczała przecież życie. –Ciągle tylko Może, może i może. Tyle niewiadomych, a odpowiedzi zamiast wyjaśniać komplikują. Czuła, że zadając kolejne pytania wpakuje się w jeszcze większy konflikt, ale nie chciała, aby jakiś szczegół przesądził potem o jej życiu, bo postanowiła go pominąć.
-Czcigodna, czy możesz mi opowiedzieć historię Jasnej? I co wydarzyło się w lesie w ciągu ostatnich dwóch lat?- Poprosiła, patrząc prosto w czarne oczodoły czaszki zwierzęcej. Co jak co, ale tutaj ustąpić nie chciała. Kiedy ciekawość przejmie kontrolę, nie ma już drogi powrotnej.
Awatar użytkownika
Posty: 8
Rejestracja: 21 sty 2015, 22:27
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3403

19 lut 2015, 01:11

Darsamo, nie wyobrażasz sobie, jak mi się głupio i wstyd w tym momencie. Wybacz, że tak długo musiałeś czekać na odpis, kajam się do stóp. Czekałem na odpis jakikolwiek w tym temacie latami i sam nie wierzyłem, że w końcu nastanie ten dzień. Zrezygnowany, nie zaglądałem już później na Levka, a i w "nieobecnościach" nie pisałem, że znikam na czas bliżej nie określony, bo uznałem, że mało kogo może to ciekawić, skoro mam tylko jedna niszowego posta; no ale na szczęście niegasnące słońce tego forum, nasz administrator, trzymał rękę na pulsie i poinformował mnie na GG, że odpis jest, więc i ja swój niniejszym czynię. Mam nadzieję, że nie żywisz do mnie wielkiej urazy, a pisać będziemy mogli już regularnie i nie będziesz już musiał czekać – a jeżeli tak, na pewno dam Ci o tym znać.

Arkil zanurzony był w specyficzną atmosferę lasu. Miał zamknięte oczy i nasłuchiwał wszystkich szmerów – wyginających się pod naporem wiatru gałązek i szmeru liści, gdzieniegdzie odgłosów ptaków, no i rzeczki rzecz jasna.
W pewnym momencie do uszu wędrowca dotarł jednak dźwięk, którego nie można było pomylić z niczym innym. Chrust pękał smagany ogniem, a ktoś zajmował się tym wszystkim. Półkrasnolud otworzył jedno oko lekko zaniepokojony i jął spozierać w kierunku, nowych dźwięków.

Zza prześwitującego baldachimu z drzew dojrzał postać w pełnym rynsztunku z koniem. "W tak dziwnym miejscu postój sobie czynić? – rozmyślał. Sam on jednak czynił podobnie i nie sposób było ocenić, co motywowało wojownikiem, do zapuszczenia się w głąb Lasu Cieni.
Arkil nie czuł skrępowania w ordynarnym podglądaniu zachowań przybysza. W każdej chwili ten mógł w końcu stać się dla niego potencjalnym zagrożeniem. Teraz jednak na szczęście okazało się, że jedynie upolował sobie obiad. "Może kiedyś zapolujemy razem" – uśmiechnął się w duchu.

Gdy muzykant dojrzał, że widzi go i rycerz, szybko zamknął oczy i lekko opuścił głowę. Podszedł on do niego i jął coś mówić, a Arkil miną udawał, że dopiero co się obudził, i że wcześniej go nie widział. Nie przychodziło mu to ciężko, spędził tu tyle czasu, że zdążył wprowadzić się w stan między medytacją a półsnem, a do tego członki mu zesztywniały od ciągłego siedzenia w jednej pozycji.
– Och, bądź zdrów, panie! – rzekł do tego stopnia wesoło, do którego było to stosowne. – Nie zauważyłem cię! – wyjaśnił.

Chwilę zajęło mu, żeby zweryfikować, o co pytał go mężczyzna. Myśląc nad odpowiedzią podniósł się i zadarł wzrok do góry. Różnica wzrostu między nimi była zaiste znacząca. Arkil był przyzwyczajony do tego typu pytań i uwag, to też i teraz przyjął je spokojnie.
– Często tu bywam… i o to samo mógłbym zapytać ciebie. – Uśmiechnął się. – W sprawie zaś mojego… wzrostu – chrząknął, po czym kontynuował – nie sądzę by miało to większe znaczenie. O wielkości człowieka świadczą jego czyny i słowa, nie zaś to, jakim natura go powołała do życia.

Gdy tak mówił, przyglądał się dokładnie paladynowi od stóp, do głów. Miał miecz, ale nie wyglądał, jakby chciał mu zrobić krzywdę.
– Jam jest Arkil, syn Gurhara, do usług – stwierdził, po czym teatralnie się ukłoni z otwartą dłonią. – Odpoczywałem właśnie, przed dalszą wędrówką. Szukam przygód i lepszego życia – a to przecież czekać może na nas za każdym rogiem. Pierwiej chciałbym jednak się posilić, czymkolwiek, byle nie trującym – jeżeli rzecz jasna wciąż cię to interesuje…

Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 29 gru 2014, 16:32
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 37850199
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51543#51543

20 lut 2015, 18:47

– Masz rację co do wzrostu przyjacielu. Ja jestem Darsamo, jak pewnie zauważyłeś należę do Zakonu Lorveniuszy. – Odpowiedział Paladyn łagodnym głosem, po chwili dodał:
– Oczywiście, jeżeli chodzi o pożywienie mogę ci pomóc. Mam jeszcze jedno pytanie, ale ono może poczekać. Zapolujmy więc, a i mam nadzieję, że znasz się nieco na skórach zwierzęcych, ponieważ przydałby mi się pas. – Po tym zdaniu paladyn nie miał już nic do powiedzenia oprócz jednego słowa:
– Ruszajmy! – Gdy wypowiedział to zdanie czekał na zgodę Arkila, który miał poprowadzić polowanie by Darsamo mógł sprawdzić czy myśliwy mógłby być odpowiednim towarzyszem. "Sprawia wrażenie miłego i całkiem spokojnego, ale to nie słuszne bym osądzał jedynie po pozorach. Zawsze należy być ostrożnym szczególnie po akcji, którą zrobił jakiś dzieciak kilka lat temu." Pielgrzym nadal czuł woń owoców leśnych, więc podszedł do jakiegoś krzaczka i zerwał kilka jagód by podarować je również towarzyszowi:
Proszę, spróbuj. – Rzekł Darsamo do Arkila.
Awatar użytkownika
Posty: 8
Rejestracja: 21 sty 2015, 22:27
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3403

21 lut 2015, 07:44

Na wieść o przynależności rycerza do Lorveniuszy Arkil przekrzywił nieco głowę i pokiwał nią twierdząco z twarzą jakoby pełną uznania. W rzeczywistości, mimo iż od święta oddawał należną cześć Lorven, niewiele wiedział o samej teologii, nie wspominawszy już o jakichkolwiek zakonach. Tak, czy owak, pewnym było, iż przy tak zacnej osobie żadna groźba krzywdy nad nim nie wisiała.

Gdy nowy towarzysz podróżnika zaoferował swoją pomoc, przy poszukiwaniu pożywienia, Arkil otworzył ramiona uradowany i wyszczerzył zęby.
– Doskonale! – odrzekł. Paladyn w zamian liczył na konkretne wykorzystanie umiejętności garbarskich półkrasnoluda, a tak się składało, iż ten potrafił ze skór wyczarować wiele. – Z miłą chęcią go dla ciebie wytworzę – oznajmił pogodnie – potrafię robić takie rzeczy – dodał od razu. – Upolować będziemy musieli jednak coś większego, niż… zająca – niewinnie i z żartem nawiązał do tego, co uprzedniej widział w wykonaniu pielgrzyma.

Wędrowiec nie był pewny przy tym wszystkim, czy owo "tajemnicze pytanie" odnosiło się właśnie do pasa, który chciał Darsamo, czy może do czegoś innego. Nie dopytywał, a by uniknąć niezręcznej ciszy uśmiechał się pogodnie i mocował sobie instrument na odpowiedni zaczep przy pasie z tyłu. Powziął też w garść swój łuk i omiótł go wzrokiem, jakby sprawdzał, czy nic mu nie jest.

W końcu przybysz zaproponował, by już ruszać, co bardzo Arkila podekscytowało. Długo już nie strzelał do dużych zwierząt. I gdy ten myślał, którędy by ruszyć, Darasmo niespodziewanie wyciągnął dłoń do półkrasnoluda, ofiarowując mu garść jagód. Ten, mimo iż tymczasowo zdziwiony, od razu przyjął prezent. Zamykając owoce w dwóch dłoniach, pochylił subtelnie głowę w geście podzięki. Zjadł ich kilka, bardzo mu smakowały, czego nie omieszkał okazać odpowiednią miną. Cała reszta w bardzo krótkim czasie zniknęła w jego ustach.

– Chodźmy tędy. – Wolną ręką wskazał kierunek nieco odbijający od rzeki i będący niejako naturalnym przedłużeniem szlaku, którym przybyli. Tam już ścieżki nie było, jednak tylko w takim miejscu była szansa na znalezienie jakiegoś zwierza. – Musimy być jednak cicho- stwierdził swojego rodzaju oczywistość, po czym jął iść normalnym, nieco szybszym krokiem. Koń rycerza siłą rzeczy będzie musiał iść wolniej, dzięki czemu nie wytworzy dużo hałasu. W gruncie rzeczy mógł nawet zostać, jednak nie wiadomo, jak daleko będą musieli iść, więc wolał nic nie sugerować.


Gdy szli, Arkil wciąż rozglądał się za potencjalnym obiadem i ukradkiem zagadywał do towarzysza: – Powiedz – zaczął – jadłeś kiedyś niedźwiedzia?

Awatar użytkownika
Posty: 46
Rejestracja: 08 lis 2014, 16:22
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50844

22 lut 2015, 13:44

MG:

W czasie gdy Zmienna zadawała kolejne pytania, kobieta w masce odepchnęła się delikatnie od ściany i zrobiła dwa kroki przed siebie. Stanęła na środku jaskini i ponownie odwróciła się w kierunku driady. Ruchy jej były nad wyraz delikatne i sprawiała wrażenie, jak gdyby pływała na wietrze, którego doświadczyć w jaskini się nie dało. Gdy ranna wypowiedziała ostatnie słowo i poczęła oczekiwać na odpowiedź, wtem zamaskowana rzekła:

- Nie wszystko wydaje się być takie jakim jest naprawdę – rzekła krótko. Ton jej głosu był cieplejszy niż wcześniej. W dodatku zmiennokształtna mogła wyczuć szczery i pełny zrozumienia uśmiech na twarzy zakrytej w całości maską. Temu dziwnemu uczuciu towarzyszyło jeszcze inne, które było jeszcze bardziej niezrozumiałe i mogące wzbudzić pożądanie do poznania go nawet u konającego w agonii. Zmienna jednak nie rozumiała skąd owe odczucia pochodziły.

Zagłębiając się w myślach czuła, jakby świat wokół niej zatrzymywał się na krótką chwilę. Im głębiej zatapiała się we wspomnieniach i snuła wnioski, tym bardziej zamarzało jej otoczenie. Nagle jednak z zewnątrz Zmienna usłyszała świat ptaków, których jak widać – zjawisko to nie dotyczyło. Co więc działo się z umysłem driady? Czy stany, których doświadczała miało swoje podłoże w ranie? A może chodziło jeszcze o coś innego?

Na kolejne pytanie starsza dama w masce odpowiedziała:

- A skąd wiesz czy właśnie nie toczy się walka? Wiesz sama najlepiej, że driady wolałyby zginąć, niż pozwolić na zniszczenie lasu – ten melodyjny głos ukrytej za drewnianą maską kusił swoją delikatnością. Był jak najpiękniejsze zjawisko, którego kiedykolwiek doświadczyła Zmienna. Coś jednak było tutaj ewidentnie nie tak. Pytanie brzmiało tylko – co?

Kolejne rozmyślenia rannej spowodowały kolejne odczucie przymarzania czasu. Mogła ona dostrzec, że źródłem tego zjawiska było zachowanie starszej kobiety. To ona stawała w nienaturalnym wręcz bezruchu. Co było tego powodem i z czym mogło być to związane? Czy aby Zmienna nie nabyła od ludzi skłonności do zbytniej ufności?

- To twoja siostra. Powinnaś jej poszukać – nagle bez zapytania rzekła zamaskowana. Czy była w stanie śledzić myśli rannej driady? Tych dziwnych odczuć i wydarzeń mogło wydać się Zmiennej zbyt dużo jak na jedną rozmowę. Tak. Było ich z pewnością zbyt dużo…
- Jasna kiedyś zaufała komuś i widocznie ktoś ją zawiódł. Powinnaś jej poszukać. Tak. – odpowiedziała lakonicznie szamanka. Całkowicie pominęła drugie pytanie. Zmienna mogła wyczuć w tonie swojej rozmówczyni zniecierpliwienie. Ewidentnie zależało jej na prędkim odnalezieniu driady, która tego dnia nie pojawiła się w jaskini. Co za tym mogło się kryć?

Do wnętrza groty zaczęły napływać promienie słońca. Na zewnątrz wszystko pięknie budziło się do życia. Mimo obecnych drzew iglastych, las nie wydawał się aż tak bujny. Driada była w stanie iść powolnym krokiem, tylko taki nie sprawiał jej bólu. Co zamierzała uczynić?

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.