Rzadko odwiedzana część lasu cieni

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

Rzadko odwiedzana część lasu cieni

22 sty 2012, 21:43

Pozornie zwyczajny wilk wędrował lasem, rozglądając się i chłonąc obrazy nowej okolicy. Podobało mu się tutaj, lubił takie powietrze, kolory. Czuł się w pełni bezpiecznie, ale czy to było uzasadnione sytuacją na tym terenie? Nie znał jej, wędrował sam, nie zdawał się polować na zwierzęta czy robić cokolwiek sensownego. Jedynie jego bystre czarne oczy wędrowały od jednego zioła do innego, ciekawszego. Stworzenie przypominało sobie nazwy i występowanie niektórych składników alchemicznych, od tak, by nie zapomnieć. Długi żywot sprzyja częstemu zapominalstwu. Coś co człowiek "zrobi za chwilę", będące odpowiednikiem kilku godzin, u Ao może oznaczać kilka dni, jak nie tydzień. Naturalną rzeczą jest zaburzenie percepcji czasu, gdy od dawna nie ma się kontaktu z krótkowiecznymi istotami. Z przyzwyczajenia samiec tłumił wszelkie oznaki swojej magicznej mocy, nawet dla wyczulonych zmysłów magów w tej chwili nie był niczym więcej jak dziwnym wilczkiem. Wędruję już setki lat, może czas w końcu zacząć działać? Umiem dość dużo, posiadam siłę i możliwości. Tak, powoli przychodzi odpowiedni moment. Chłód nie sprawiał mu problemów, futro było uniwersalnym "ubraniem" dobrym i na zimę i na lato. Coś mówiło zjednoczonemu, że niedługo, gdzieś tutaj napotka coś co będzie warto wspominać. Miał szczerą nadzieję, że przeczucie go nie myliło.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

24 sty 2012, 14:23

Ao czuł się świetnie podczas wykonywania rytualnej magii. Może to dlatego, że posiadał wręcz niespożyte ilości energii? To mogło być jednym z powodów. Szczerze cieszyło go przekazywanie wiedzy innym, a równie zadowolony był z tego, że sam także ją posiadł. Obserwował to jak wilki wedle jego przypuszczeń pałają rządzą do zemsty, jednak ich lider ostudził ich temperamenty. Dobrze, że to zrobił. Musi mieć i wypracowywać sobie wśród stada autorytet. Niedługo rozmowy ucichły, wszyscy byli zmęczeni. Niewiele czasu pozostało do światu, jednak wilki postanowiły wypocząć choć trochę. Zresztą, większość z nich właśnie teraz miała na to dużo czasu. Zjednoczony obudził się szybko, nawet nie był senny. Nie unosił się z początku, oglądał scenerię którą matka natura dała okazję zobaczyć temu światu. Wszystko musi zostać docenione. Słyszał szmer niedalekiego strumienia, wręcz mógł wyobrazić sobie to jak promienie słońca mieniły się w kropelkach wody wyrzucanych w górę przed ryby żywiące się porannym latającym, owadzim bufetem. Rozpamiętywał także dawne dzieje klanu który poznał dopiero wczoraj, acz teraz zdawało się jakoby był z nimi od zawsze. W końcu porzucił leniuchowanie, czas do pracy. Wielka trójka była zgodna co do tego, że powinni iść sami. Biały wilk nie wspominał o tym, że potrafi zmienić się w istotę humanoidalną. Czy towarzysząca mu dwójka o tym wiedziała? Cóż, z chęcią będzie obserwował ich reakcję. Po krótkim marszu trzy stworzenia wyszły z lasu, na wzgórze. Wysokie, acz o płaskich zboczach, idealnych do wypasania bydła. Wieś ulokowana aż niebezpiecznie blisko lasu zdążyła obudzić się do życia. Przez myśl prorokowi przemknęło, że zaprawdę, gdyby to stado chciało zabić tych ludzi, to nie miałoby z tym najmniejszych problemów. Nawet nie mają psów do pilnowania swoich zwierząt, cóż za przeraźliwa beztroska. Co tu się dzieje? Długowieczny z przyjaciółmi powoli zbliżał się do najbliższego człowieka. Ten zgodnie z oczekiwaniami prawie nie zesrał się w spodnie (a może? Fe) na widok przybyszów. Wyjęczał swoje słowa, srebrna istota westchnęła. W jednej, krótkiej chwili wilk jakby powstał, zmieniając swoją formę i kształty. Ludzkie ciało pokryła piękna biała szata, przypominająca te noszone przez magów. Długie srebrne włosy powiewały na wietrze, dodając postaci jeszcze większego majestatu i aury tajemnicy. – Z pewnością zapytacie kim jestem, gdybym miał tłumaczyć, wiele by to nie dało. Możecie myśleć o mnie jako o druidzie, którego rolę będę pełnił w tej części lasu. Stado Sthielów pragnie zawszeć pokój z ludźmi ze wszystkich wiosek na tym terenie, ja będę przemawiał w ich imieniu. Zaprowadź mnie do swojego starosty. Ao w ludzkiej formie był niezwykle piękną istotą, lecz jego uroda nie była elficka, delikatna, krucha. Cechowała się dostojeństwem, spokojem i wręcz emanacją pozytywnym nastawieniem do życia.
Awatar użytkownika
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

28 sty 2012, 04:32

Ciepły poranek, idealnie czyste niebo. Zanosiło się na cudowny dzień, dzień w którym kowal znów podkuje kilka koni, dzień, w którym studnia znów będzie oblegana przez piorące brudną bieliznę kobiety, dzień, w którym stolarz znów zbije dla kogoś stół, dzień, w którym jeden z uprzednio stworzonych stołów zostanie obciążony sytym śniadaniem, po którym dzieci wybiegną bawić się, drażnić zwierzęta, przewracać się w błocie. Nikt w tej małej, pozornie nie znaczącej wsi nie spodziewał się, jak duży procent zawartości błota na ulicy przed wieczorem stanowić będzie krew. Wszyscy zaczęli ten dzień szczęśliwie, nikt nie umarł, wszyscy wstali z łóżek. Nawet stary, schorowany mężczyzna, stale goszczący na swoim posłaniu w rogu przestronnej izby, którą wieczorami miejscowi traktowali od niepamiętnych czasów za gospodę, gdzie nasz dziad był bajarzem i zabawiał głównie chłopskie dzieci, wstał, z nieskrywanym bólem i trzeszczeniem kości – ale jednak wstał. Był to człowiek zmęczony życiem, ale mimo wszystko szczęśliwy. Wiedział, że najsmaczniejszą część tortu swojego życia już zjadł, a teraz musi dogryźć zakalec. O nie, nie chciał umierać – jednak miał wizję tego, że dzień, w którym pożegna się z życiem uzna za bardzo szczęśliwy szczęśliwy, za godne zwieńczenie długiego, wspaniałego życia, za ostatnią, najsłodszą wisienkę na szczycie ciasta.
Dzień zaczął się szczęśliwie, jednak bogowie wiedzieli, że szansa, iż tak się skończy jest znikoma. A jednak dali wszystkiemu się wydarzyć, obserwując przebieg historii, solidarnie planując nie wtrącać się w jej nurt. Czasem nawet Oni lubią być zaskakiwani, będąc świadkami spektakularnych i niespodziewanych zwrotów akcji.
Słońce wstało, dokładnie oblepiając swoimi promieniami nie tylko szczyty drzew, dachy, wielki komin w znacznie mniejszej kuźni, ale także rolnika, który w oczach miał przerażenie, nogi trzęsły mu się jak struny lutni podczas wykonywania jednego z najszybszych, młodzieżowych przebojów ostatnich lat, wysokiego, srebrnowłosego mężczyznę, wyraźnie kontrastującego z wieśniakiem stoickim spokojem, głębokim, miłym dla ucha – o ile ucho było w stanie słuchać, czego nie można powiedzieć o mężczyźnie z galaretkowymi nogami – głosem, a także dwa stojące za druidem wilki, wyraźnie obserwujące całą sytuację.
Wieśniak z początku nie wiedział, jak powinien zareagować. Zanim nieliczne, wciąż niewyprane codziennie pitą gorzałą neurony zarejestrowały, że słowa są kierowane do niego i oczekuje się z jego strony jakichś działań minęło dobre kilka chwil. Nerthasia pogrzebała łapą w ziemi, kreśląc na niej skomplikowany wzór, po czym warknęła, a znak delikatnie rozbłysnął pomarańczowym światłem, niewidocznym zza wysokiej trawy, porastającej całe pastwisko. Jak za dotknięciem magicznej różdżki mężczyzna kilka razy głęboko odetchnął, po czym pokiwał głową i poprowadził całą trójkę do wioski. Zaklęcie matki nie było niczym innym jak uspokajającą runą, mającą przynieść mu rozluźnienie, choć delikatnie przytępić i tak nie najbystrzejszy umysł. Poszli za nim, mając nadzieję porozmawiać z zarządcą wsi. Spodziewali się ewentualnego oporu, jako, że wilki od zawsze były przeciwnikami. Wkroczyli na wydeptany plac, na skrajach którego zbierało się coraz więcej ludzi – większość dzierżyła widły, cepy i kosy, co niektórzy mieli pałki z gwoździami. A jednak trójka niewzruszenie parła naprzód, tak długo, jak drogę zagrodziła jej piątka mężczyzn.
– Precz. Nie chcemy cię tu, fircyku. Lepiej się odsuń. Chłopa, jak który przyuważy, że mu się na czarowanie zbiera, na widły go! Won. Zwiewaj stąd ty i te twoje wilczki. Precz, no już! Bo drugiej szansy nie damy! – podczas tej ognistej i groźnej – przynajmniej w jego mniemaniu – przemowy wystawił przed siebie widły, a podobnie uczyniła reszta mężczyzn, stojąca po obu jego bokach.
Widać było, że nie są tu chciani, że każdy pragnie ich odejścia. Nawet zaklęcie jednego wieśniaka nie wystarczyło, by jego nienawiść do wilków przygasła. Dostał od któregoś ze zgromadzonych cep i czekał.
Chcieli tylko jednego – żeby Ao, młody Sthiel i Matka wynosili się jak najdalej, jak najszybciej. Jasnym było, ze sytuacja jest bardzo napięta, i jeżeli druid zaraz nie zainterweniuje, ten niewielki, nawet nie wybrukowany, piaszczysty placyk zamieni się w niewielką fontannę krwi – wilków lub zabitych w samoobronie wieśniaków.
Awatar użytkownika
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

28 sty 2012, 15:12

Czy można przeczuwać, że przeznaczenie kieruje się w złą stronę? Z pewnością jednak tylko niekiedy okazuje się, że takie przypuszczenia stają się rzeczywistością. Srebrnowłosa postać szła bez cienia niepewności w kroku za człowiekiem uspokojonym magią wilczycy. Ao był pod wrażeniem, sam potrafił stosować magię run tylko w kwestii pieczętowania, a ona wiedziała o niej sporo więcej. Trójka parła do przodu, przemierzając wieś. Wokół dało się wyraźnie wyczuć bardzo nieprzyjemną atmosferę. Wieśniacy, jak to rasa ludzka, byli bardzo głupi. Dodatkowym problemem był ich brak edukacji i zdolności do logicznego myślenia. Zagrodzono im drogę, wrogie istoty zaczęły grozić w swoim żałosnym języku i do tego zbroić się. Przysięgam, gdyby nie mój sentyment do dawnych ludzkich przyjaciół sprzed setek lat to nie wiem co bym teraz zrobił… Druid westchnął. Dobrze wiedział, że logiczne argumenty nie dotrą do głowy tych wsiurów. Od zawsze miał pewne… Spore uprzedzenia względem tej rasy, tylko nieliczny zasługiwali na jego szacunek i ci obecni tutaj z pewnością takimi nie byli. – Dobrze, jeśli tego chcecie, odejdziemy. Przyjaciele, zaufajcie mi, chodźmy. Proszę. Skinął na dwa wilki, naprawdę teraz planował odejść. Nie było pośpiechu, miał czas, wiele czasu. Zachowując ostrożność zaczęli (o ile wilki posłuchały) wycofywać się w stronę granicy lasu. Gdy "eskorta" która najpewniej odprowadzi ich dość daleko grożąc i rzucając wyzwiskami da sobie spokój i zwiększy dystans, czarnooki głośno powie to co ma do powiedzenia. – Pamiętajcie, że dziś to wy odrzuciliście poselstwo natury! O każde następne, to wy będziecie musieli prosić! Niech dzieci i kobiety przeklinają waszą bezmyślność! Był gotowy by w jakiejkolwiek chwili wykorzystać swoje najpotężniejsze zaklęcie, którego tutaj opisu jeszcze nie znajdziecie, do obrony przed ewentualnym atakiem. – Natura jest litościwa, jeśli opamiętacie się to będzie skłonna wam wybaczyć. Oczekujcie zmroku, ludzie. Nie spuszczając wzroku z potencjalnych agresorów zagłębił się w las, by potem momentalnie zapieczętować swą szatę i przybrać formę wilka. O ile wszystko poszło zgodnie z planem, teraz chciał powiedzieć coś Starszej. – Powiedz mi, czy żyją tu w okolicach jakieś inne klany wilków, lub innych zwierząt? Po wysłuchaniu jej słów zwrócił się do dwóch strzałek. – Zbierz swój klan, przemówisz dziś do nich gdy wzejdzie księżyc. Przed tym wybierzmy się na polowanie, chciałbym z tobą porozmawiać o najbliższej przyszłości.
Awatar użytkownika
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

29 sty 2012, 22:35

MG:
Ludzie byli głupi. Nie przyjęli pokoju, choć ten przyszedł im pod same drzwi i wyciągnął do nich rękę. Odrzucili go, mimo, że miał on być obopólną korzyścią, tak dla ludzi jak i dla wilków. Ale prymitywna, krótkowieczna – a jednak jakże pamiętliwa i zacięta – rasa nie chciała układać sobie życia. Wybrali chaos.
Poselstwo natury odrzucone. Misjonarze chcą wycofać się z wioski, spróbować szczęścia gdzie indziej. Może inni dwunożni, może inne stada wilków skłonne pomóc?
Ci barbarzyńcy nigdy nie rozumieli przyrody. Na miejsce ściętych drzew zwykle nie sadzili nowych, bili ziemię, by wydrzeć siłą jej owoce, mordowali, by urozmaicić swój jadłospis mimo, że nie było to potrzebne. Jedynie niewielki odsetek, w większości ci z domieszką krwi elfów ograniczali się do jedzenia tych dań, które Matka Natura dobrowolnie składała w ich ręce. W świecie, na którym są ludzie i magia, naturalne środowisko prędzej czy później umrze – jedna omyłkowo ciśnięta kula ognia, płonie las. Jedna niedokładnie wymówiona inkantacja, rzeka zmienia się w ściek. Jedno zamówienie na futro – giną setki wiewiórek, lisów, norek i innych leśnych zwierząt. Matka cierpiała i tylko nieliczni mogli ulżyć jej mękom – a jednym z nich był Ao, obecnie znajdujący się na przegranej pozycji. Powoli, powoli wycofują się z wioski. Napięcie rośnie, podobnie jak odległość dzieląca wycofujących się od otoczonego placu. Ze wszystkich stron otaczali ich uzbrojeni wieśniacy. W głowie Zjednoczonego uformowały się dwie wypowiedzi – jedna, przeznaczona dla matki i druga, dla Dwóch Strzałek. Nie miał pojęcia, że nie będzie mógł ich zadać – a na pewno nie w najbliższej przyszłości, bo oto widzimy dwóch wieśniaków, mających góra dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat. Z nieokiełznaną nienawiścią w oczach szarżują w stronę pozornie bezbronnych wilków. Rzucają swoimi widłami jak oszczepem. Bardzo celnie. Ao, słysząc przyspieszone kroki spogląda za siebie. Adrenalina. Widzi wszystko w jakby spowolnionym tempie. Wie, że jeżeli chce uratować towarzyszy musi działać szybko. Matka zdaje się nic nie widzieć, podobnie Dwie Strzałki. Szybka reakcja jest bardziej niż niezbędna, bo wraz z momentem ciśnięcia wideł co najmniej połowa zgromadzonych mocniej zacisnęła swoje zapracowane ręce na widłach i ruszyła naprzód, przynieść niechcianym przybyszom zgubę, a ich futra wywiesić w "gospodzie".
Walka była praktycznie nieunikniona. Głupi ludzie. W swojej ciemnocie nie wiedzą, jak potężna potrafi być druidzka magia, wsparta szamanistycznymi runami.
Jednak nas interesuje przede wszystkim tu i teraz – a to najlepiej określa para wideł lecąca w stronę wilków.

Skrót : Dwaj inteligentni przedstawiciele wsi rzucają widłami, które lecą idealnie na trójkę. Ao ma tylko chwilę, coby zareagować.
Awatar użytkownika
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

30 sty 2012, 01:00

Więc nie dadzą nam nawet odejść? Chyba nie będzie tu miejsca na moje sentymenty do dawnych przyjaciół. Z pewnością ich duchy jeśli mnie obserwują, zrozumieją. Druid zastanawiał się głęboko nad tym co powinien powiedzieć by wybrnąć z opresji w jako tako pokojowy sposób, jednak wyrwały go z tego szybkie kroki. Rozbieg? Instynktownie odwrócił głowę, by zobaczyć jak dwóch młodych mężczyzn ciska widłami w niego i dwa wilki. Momentalnie Pradawną istotę ogarnęła wściekłość. Tak, to emocje potężnej, acz kontrolowanej złości są tym co najlepiej podsyca magię ognia płonącą w jego duszy. Nie potrzebował inkantacji, kontrola ognia przychodziła mu tak łatwo jak czarnoksiężnikowi okiełznanie czarnej mocy piekieł. W ułamku sekundy ukazało się coś, czego niewielu mogło się spodziewać. Ognisty bicz stworzony z błękitnych płomieni. Zdawał się on jednym końcem oplatać lewe przedramię zjednoczonego, jak wąż… Formowanie magicznej energii w jedność przychodziło prosto, Ao nie musiał nawet machać swoją bronią. Pociągnął prawym nadgarstkiem za swoistą linę, by główna cześć pięciometrowego bicza która ukazała się na trasie wideł, jednych i drugich, ruszyła się tak jak on tego zapragnie. Powietrze zaświszczało gdy materia przecięła je z niesamowitą prędkością, zapewne posyłając "oszczepy" w górę co było celem tego ruchu. Długo nie trwało, z pewnością nawet nie sięgnęły najwyższego pułapu, gdy niebieska esencja ognia ogarnęła je całe i spaliła doszczętnie, zostawiając nieliczne ziarenka pyłu. Srebrnowłosy oświetlony diamentową poświatą uniósł prawą rękę, wywijając swoją bronią młyńca nad głową, nie chciał zabić żadnego z wieśniaków. Jeszcze nie, w tej chwili nadal powstrzymywały go ostatnie resztki przyzwoitości. Sieknął ziemię między sobą a wnętrzem wioski, pozostawiając drogę do lasu czystą. Na powierzchni która miała styczność z magiczną bronią zapłonęły płomienie, tworząc niewysoką ścianę ognia. Jak jednak zawiedliby się chcący ją przeskoczyć. To nie zwyczajny ogień, który nie zrobi nam krzywdy jeśli przemkniemy przez niego w szybkim biegu. Ten jest o wiele gorętszy, o wiele bardziej niebezpieczny.

W tym samym momencie gdy czarnooki wywijał biczem nad głową, wykorzystał nowo nabytą zdolność. Przywołał daleko od siebie, bo w lesie koło wioski setki dusz wilków które poprzysięgły mu wierność. Dało się je zobaczyć, usłyszeć, jednak nic więcej nie mogły zrobić. Tym samym nie trudno było je sprowadzić, nie było to też (chyba) specjalnie wyczerpujące. Z lasu nagle podniosło się wycie niematerialnego stada, ruszyło ono natychmiast pędząc na wieś, jak na sygnał. Zaatakowaliście naszych posłów, my wbijemy was do cna. Warcząc, wyjąc ruszyły do natarcia. Głupi ludzie nie mający styczności z magią nigdy wcześniej, a co dopiero z taką ilością wilków, co zrobią? Ao liczył na coś bardzo prostego. Uciekną w popłochu do najbliżej większej wioski. Co oni mogą zrobić? Powinni być świadomi, że niewiele. Liczył też na to, że kobiety, dzieci i starcy zostaną w domach, zbyt przerażeni by wyjść, a mężczyźni odpuszczą sobie rodzinę kierując się instynktem. Chwilę temu złość, agresja. Teraz strach, największy jaki czuli od wielu dziesiątek lat. Może kilku pobiegnie bronić rodziny, barykadując się w domostwach? Tym lepiej.

Białowłosy był nadzwyczaj czujny, wiedział, że jedna strzała może łatwo zakończyć jego życie. – Jeśli zaczną uciekać, nie zabijać ich. Nie prosił, a rozkazał w wilczym języku. Nie był w humorze do żartów, ani sprzeczek jakiegokolwiek typu. W jego głowie momentalnie powstał nowy plan działania mogący jako tako zminimalizować szkody. Tylko czy wyjdzie? W razie czego bronił się przed pociskami biczem który swoiście wirował wokół całej trójki, jednak nie grodząc im drogi. Czymkolwiek rzucą może to zostać bardzo szybko spopielone, o ile nie zwieją…
Awatar użytkownika
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

01 lut 2012, 16:51

MG :
Para lecących wideł. Obrót przez ramię. Klasyczny strzał adrenaliny, wszystko wydaje się dziać jakby w spowolnionym tempie, czas na reakcje jest dużo dłuższy, przez co ona sama szybsza i skuteczniejsza, a w wypadku maga, takiego jak Ao, te ułamki sekund to przeżyć, albo znaleźć metalowe zęby w podbrzuszu. Tym razem ułamków mu wystarczyło, zablokował potencjalnie śmiertelny cios ognistym biczem. Lepki ogień zgodnie z wolą Zjednoczonego uformował się w ścianę, która odcięła drogę pościgu wieśniakom. Płomienie były magiczne, toteż całkowicie podlegały woli manipulującego. Jednak ludzie lubili mieszać, i nienawidząc kogoś są w stanie zrobić wszystko, by tylko utrudnić mu życie. Nie myśleli o konsekwencjach, byli krótkowzroczni. Tak, jak Theron, syn Arnora, który obecnie stanął za jednym z domów z pochodnią w ręku. W tym momencie ją rzuca, a ta, po zrobieniu kilku koziołków w powietrzu ląduje na dachu, błyskawicznie zajmując całą jego powierzchnię ogniem i zaprószając pożar na sąsiednich budynkach. Strzecha zajmowała się ogniem wybitnie szybko, tak szybko, że między jednym a drugim mrugnięciem oka kolejne domy stawały w płomieniach. Mieszkańcy wybiegali z domostw, w panice zapominając o dzieciach.
Nikt nie bronił wsi, która obecnie wyglądała jak dotknięta ręką Pana Chaosu.
Awatar użytkownika
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

01 lut 2012, 17:09

Podpalił własną wioskę?! Co za kretyn?! Czy może celował we mnie i mu się ręka omsknęła?… Możliwe… Ognista pożoga w mgnieniu oka ogarniała okoliczne budowle. Zapanował totalny chaos, druid spostrzegł, że z domów nie wybiegają dzieci, co go zmartwiło. Machnął biczem nad małą ścianą ognia którą zostawił, zbierając ją z powrotem do bata. Jednocześnie odezwał się w wilczym języku. – Powiedzcie duchom jak tu przybędą, że mają wygonić dorosłych za wieś, a dzieci z domów zgonić strachem na górskie zbocze koło lasu i pomóżcie im w tym. Pawie krzycząc nie marnował czasu, zaczął smagać batem powietrze wydajać charakterystyczny dźwięk "siekania", by dorośli jeszcze bardziej spłoszeni zwiali gdzie pieprz rośnie, w przeciwną stronę niż las. Czy dzieci wieśniaków miały w sobie jakąś magiczną energię? Jeśli tak, to do takowej się skierował. Utorował sobie drogę do najbliższego dużego domu odpowiadającego jego wymaganiom, lub jeśli nie było tu magii, to do któregokolwiek dużego, wszedł do środka i szybko zaczął szukać dzieciaków. – Chyba nie chcecie tu spłonąć? Chodźcie, wyprowadzę was stąd. Powiedział spokojnym głosem, o ile jakieś znalazł. Wyciągnął do nich dłoń, czekając na to aż co odważniejsze z nich ją przyjmie. Uśmiechał się delikatnie, jego długie proste włosy opadały mu lekko na twarz gdy pochylał się, trzymając jedną rękę na swoim kolanie.
Cały ten czas jednak nie zapominał o chłopach, którzy mogą chcieć go zabić w każdej chwili. Bicz nie widniał na jego rękach od momentu w którym wszedł do środka, jednak był gotowy przywołać go w razie potrzeby.
Awatar użytkownika
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

02 lut 2012, 19:24

MG:
Ogień huczy, lecz nie rani. Nie Ao. Ściana ognia zniknęła, zwinięta do bicza, ludzie biegają w popłochu. Kilu mniej ostrożnych już leży na ziemi, roztaczając wokół siebie smród palonego mięsa. Dwa wilki stoją na środku drogi, wyraźnie unikając pożaru, ale nie ulegają panice, są spokojne. Prorok nie wydał im żadnego polecenia, więc jedynym ich zamiarem było przeżycie, co nie wydawało się im szczególnie trudne. Starosta wszedł na podwyższenie, wyraźnie krzycząc, wzywa lud by się zorganizował i uspokoił. Od razu można dostrzec posłuch, i szacunek jakim się cieszy – już po chwili miał przy sobie sporą grupkę mężczyzn, czekających na rozkazy. I jakby im naprzeciw, by zburzyć i tak chwiejący się fundament ładu, do miasta wkroczyło stado eterycznych wilków, budząc prawdziwą rozpacz.
Ao zajrzał do obszernej izby całkiem dużego domu i od razu rzucił się w stronę dwójki dzieci. Nie bały się, mężczyzna był po prostu piękny, jak jeden z książąt, rodem z opowieści starego bajarza, który to nie zdążył wybiec ze swojego kąta i obecnie leżał, przygnieciony ciężką belką, odporny na troski doczesnego życia.
Pradawny złapał trzylatka na ramię, a dziewczynkę, pewnie jego niewiele młodszą siostrę w ręce, po czym wybiegł z walącego się już domu, by zapewnić bezpieczeństwo tak sobie, jak i dzieciom. Wyszedł, a dzieci były żywe. Nic więcej się nie liczyło. Nie miał jednak szans pomóc nikomu więcej. Słychać było tylko skwierczące drewno, czasem przecięte jakimś hukiem, kiedy kolejna część budynku nie wytrzymała i uderzyła o ziemię. Żadnego krzyku. Żadnych cichych pojękiwań. Żadnego szczekania psów, płaczu dzieci. Cisza. Ludzie, widząc szarże wilczych zjaw zaczęli wbiegać do domów, woląc zginąć w ogniu niż ryzykować, że zostaną opętani. Ao nie miał szans dostrzec reakcji – był wtedy wewnątrz jednego z budynków.
Wieś umarła. Ten, który miał być prorokiem i zapewnić wszystkim szczęśliwy żywot w harmonii z wilkami, nieświadomie doprowadził do zgładzenia wszystkich przedstawicieli ludzkości na tych terenach.
Awatar użytkownika
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

02 lut 2012, 20:12

– Dlaczego ta rasa jest tak… Samo-destruktywna? Smutny pradawny odwołał armię duchów, znali sytuację, to on ich przyzwał, tego scenariusza nie dało się uniknąć. Czasem przeznaczenie ma takie zwroty i z tym trzeba się pogodzić. Wraz z dziećmi poszedł w stronę zbocza na którym niedawno wypasało się bydło. – Powiedzcie stadu by delikatnie spędziło bydło z powrotem w okolice wioski. Odezwał się do dwóch strzałek. Czy miał być prorokiem? – Wiecie, myślę, że wasza oryginalna przepowiednia o mnie była zbyt optymistyczna. "Uczyni po dwakroć to co jego ojciec", to była prawda, moje czyny doprowadziły do tego a nie innego zakończenia, jednak nie żałuję niczego. Zrobiłem wszystko co mogłem, najwidoczniej inaczej być nie mogło… Jaki tam ze mnie prorok, jestem zwyczajnym zjednoczonym. Srebrnowłosy usiadł na trawie, spoglądając na płonącą wioskę. Miał chwilę czasu, przyjrzał się teraz dwojgu dzieci. Jak się zachowywali? Mała którą trzymał lewą ręką, delikatnie przyciskając do klatki piersiowej powinna być spokojna. A trzyletni maluch? – Jak się nazywasz chłopcze? Czy rozumiesz co się tu dziś stało? Musiał poznać jego charakter, to było ważne. Za chwilę powinien zająć się doniszczeniem wioski, nim naturalne płomienie wygasną. Miał jeszcze kilka minut… Chyba.
Awatar użytkownika
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

02 lut 2012, 22:39

MG:
Chłopiec wyszedł za mężczyzną, patrząc kątem oka na swoją siostrę. Wiedział, że wieś się spaliła. Słyszał, wielokrotnie słuchał opowieści starego Bena. To się zdarzało.
– Ka..Ka..Kather. Tak, panie, wiem. Zapalił się dach, a mówią, że jak dach się pali to i cała wieś spłonie. A to moja siostrzyczka, Adime. Ona nie mówi, tylko jak się zrywa w nocy. – mała dziewczynka, o czerwonych jak krew włosach, wcześniej nieprzykuwających uwagi ze względu na grę światła spowodowaną pożarem, wyjątkowo chuda jak na swój wiek, słysząc jego słowa otworzyła oczy. Były czarne, jakby źrenice rozszerzyły się do niemożliwych wręcz rozmiarów, zajmując całą powierzchnię gałki. W tym samym momencie wyczulone na wszelką obecną magię zmysły Zjednoczonego boleśnie krzyknęły. Nie były przygotowane na tak potężną falę energii, z którą przyszło im się zmierzyć. A jednak Ao nie był przeciętnym szarlatanem, reprezentował sobą potężną magię, więc nawet kilkukrotnie silniejszy wybuch nie zrobiłby mu większej krzywdy niż ugryzienie komara. Gorzej było z chłopcem – nagle oklapł, zwiotczał. Można było pomóc mu w tylko jeden sposób – wykopując dołek i składając tam jego małe ciało.
Dziewczynka natomiast ciągle roztaczała co chwilę potężne fale energii, wyraźnie była to moc płynąca z tego świata, prawdopodobnie z ognia, chociaż nie był to ten sam rodzaj ognia, którym władał Ao. Była to magia zniszczenia, im większy chaos i panika wokół tym mag stawał się odpowiednio potężniejszy, stąd w obecnej sytuacji dziecko, tak skrajnie naładowane energią ze spalonej wioski stanowiłoby godnego przeciwnika dla większości magów. Jednak Zjednoczony był jednym z Pradawnych, najpotężniejszych magów, jacy kiedykolwiek stąpali po ziemiach Leviathana. W razie, gdyby dziecko nagle wybuchło, próbując go zaatakować, miałby więcej niż pewność, że może ją pokonać – a przecież w pobliżu była jeszcze Nerthasia, gotowa w razie zagrożenia zablokować całą jej magię naskrobaną w ziemi runą.

Z lasu wybiegła wataha wilków, otaczając bydło, które zachowywało się nad wyraz spokojnie – z ruchów i samego zachowania panów lasu mogło wywnioskować, że nie przybyły tu zabijać.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1043
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Ponczolinio
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.