Przystanek kupieckiej karawany

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

Przystanek kupieckiej karawany

11 cze 2012, 23:57

Obrazek

Karawana posiada swoje niepisane tradycje, niezależnie od tego który z kupców aktualnie decyduje o kolejnym celu ich podróży. Do jednej z nich należy rozbicie obozowiska w Ciemnym Lesie, w pobliżu traktu prowadzącego do Lokent. Tam pozbywają się kurzu osiadłego na ich ubraniach i towarach, cerują podniszczone podróżą odzienie i sprawdzają stan inwentarza aby wkroczyć do miasta w pełnej krasie.

Dzięki temu, w przeciągu lat z niewyróżniającej się niczym polanki u obrzeży lasu, miejsce to zmieniło się w wyjeżdżony skrót między drzewami. Na końcu tej wąskiej drogi znajduje się wyraźnie udeptana i specjalnie utwardzana ziemia na której zazwyczaj zatrzymują się wozy. Obok znajduje się wypalony okrąg w którym kupcy rozpalają wielkie ognisko, niewygasające nawet przez dwa wieczory. Mocne drewniane beczki w których zbiera się deszczówka stoją niedaleko, jakby w pogotowiu. Wśród miękkich, łatwych do zgniecenia pod ciężarem ciała traw można znaleźć drobne śmieci a ktoś nieuważny mógłby nawet nadepnąć na resztki potłuczonego szkła. Mimo tych drobiazgów całość wydaje się być bardzo schludna i jest zadbanym wycinkiem leśnej przestrzeni, dostosowanej do potrzeb człowieka. Jeśli ktoś zapuściłby się głębiej na obrzeża tej ludzkiej enklawy, dostrzegłby rozmieszczone wokół niej pułapki, skutecznie eliminujące ciekawskie zwierzęta.

Jest to jedno z nielicznych miejsc w których wcześniej czy później karawana znajdzie się z całą pewnością. Każdy, kto ma do załatwienia jakiekolwiek interesy z jej członkami, przybywa tutaj a jeśli jest cierpliwy, w końcu na nich trafi.


________________________________________________________________________

Karawana Septimusa Spectrusa, zwanego Sepsą właśnie zawitała do tego miejsca. Nie wszyscy zdążyli jeszcze przybyć, nowe wozy wciąż napływały na polanę i ustawiały się w schludnym rzędzie. Ci, którzy mieli już sposobność rozprostować kości zabierali się do odnawiania swoich środków transportu. W powietrzu unosił się zapach specjalnie spreparowanych mikstur barwiących i odżywiających drewno. Wozy ponownie nabierały żywych kolorów, a ludzie sił. Większość kobiet zabrała się do zbierania chrustu na ognisko, zostawiając prace renowacyjne mężczyznom. Nieliczne dzieci kupców rozbiegły się po lesie, goniąc szare wiewiórki. Sepsa siedział na powalonym pniaku i pociągał z butelki. Ilekroć tylko odsuwał od ust szkło, na jego ustach wykwitał rozleniwiony uśmiech.
Hej! Tam na górze! – zawołał donośnie, machając swoim trunkiem w kierunku jednego z drzew. – Co tam na horyzoncie?
Na jednej z najwyższych gałęzi siedziała blada dziewczyna, przez kolor płaszcza niemal zlewająca się z tłem. Dopiero kiedy pochyliła się nieco, odsuwając z twarzy kaptur można było dojrzeć jej jasną twarz wśród liści. Zawołała głośno na tyle aby usłyszał ją Sepsa:
Wciąż nie mogę dojrzeć wozu Gentiego!
Bo ten niedołęga na pewno znów złamał oś w kole, daj mu spokój! Wracaj na ziemię dziecko! – przywódca karawany wykonał zamaszysty gest, ulewając nieco z butelki. Nim zdążył się naprzeklinać na tą sytuację, dziewczyna już była na ziemi. Stanęła obok niego i uśmiechnęła się nieśmiało, jakby nie wiedząc co robić.
Adrena, chyba tym razem wejdziesz do miasta?
Z bladej twarzy zniknął uśmiech, zastąpiony przez pozbawiony emocji grymas.
Septimus, to naprawdę nie jest dobry pomysł…
Kochana, tutaj to ja decyduje o tym co jest dobrym pomysłem! – Sepsa zaśmiał się rechotliwie i pogładził po krótkiej jasnej brodzie, kontrastującej z ogorzałą cerą. – Kto wie jakie znajdziesz papierzyska w Lokent? Nie możesz kolejny raz przepuścić takiej okazji! Niedawno o krok rozminęłaś się ze znakomitym kartografem a nie chcemy przecież żebyś błądziła w ciemności, prawda? Albo wtedy, w Larves prawda? Albo w Morinthar, prawda? Albo chociażby w tej gospodzie przy Gorących Źródłach, prawda?
Dziewczyna złożyła ramiona na piersi i skrzywiła nieznacznie, wyraźnie niezadowolona z obrotu spraw. Nie przerywała jednak Sepsie, pozwalając mu przebrnąć przez całą listę sytuacji jakie miał jej do zarzucenia. Kupiec w końcu zorientował się, że ma dość niewdzięczną słuchaczkę i przestał mówić. Cmoknął znacząco kilka razy i potarł swój okazały nos. W końcu wykonał niepoważny gest przepędzania dziewczyny:
No już, kysz mi stąd dzikie dziecko! Leć do swoich pułapek i przynieś coś na ognisko. – Jego wielkoduszność została nagrodzona wielkim uśmiechem i energicznym kiwnięciem głowy. Ardena odeszła a on krzyknął za nią jeszcze – I przemyśl to co ci powiedziałem!
Dostrzegł jak jej blada twarz odwraca się w jego stronę, jakby sygnalizując, że dziewczyna usłyszała jego wołanie. Potem łowczyni zarzuciła kaptur i rozmyła się w leśnych gęstwinach.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

27 lut 2014, 10:37

Liczył na to, że szkielet znajdujący się w krzakach poradzi sobie w kilka chwil z zaskoczonymi ludźmi – powinni być ogarnięci przerażeniem i zginąć na miejscu. Niestety, strach ocalałego zadziałał zupełnie odwrotnie i nadał mu jedynie większego temperamentu i ochoty do walki. Blok i dźgnięcie. Zabij! Rozkazał w swoim umyśle Altaris, widząc schemat zablokowania uderzenia mieczem i odbicia klingi tarczą na bok, by włócznia mogła swobodnie przebić ciało, nie zasłonięte żadną obroną. Wątpił, by jego towarzysz przegrał tamten pojedynek, więc zostawił go samemu sobie. Musiał skupić się na tych, którzy przeżyli przy ognisku – przeżyli, gdyż bełt minął ciało łucznika. Strzał w starca mógłby wyeliminować przynajmniej jednego przeciwnika. Nie tego groźniejszego, ale na pewno byłoby łatwiej. Dużo teraz dałby za swoją mistrzowskiej roboty ciężką kuszę oblężniczą, która była dla niego wyśmienitą bronią dystansową, szepczącą zaklęcie Śmierci do uszu zabijanych.

Ruszył wściekle w kierunku dwóch mężczyzn. Czuł narastający gniew i satysfakcję, gdy wizja boju i zabijania zbliżała się nieubłaganie. Obaj nieumarli wspaniale się spisywali, niemalże zabijając przy szarży większość tutaj obecnych. Jednakże to, że trzej mężczyźni przeżyli, lekko niwelowało ich przydatność. Nie zastanawiał się nad tym – atakował. Wtem, jakby znikąd, dobiegł go huk, który dziwną energią odrzucił go do tyłu, niemalże powalając. Nie mogąc zrozumieć, co się stało, rozejrzał się wściekły. Dopiero teraz zrozumiał, na czym polegała ta misja. Dopiero teraz zobaczył, kto jest największym zagrożeniem. Wiedział, co musi zrobić, chociaż lekko go to niepokoiło – podważało jego teorię o łatwym zwycięstwie. Trudno. Władca dał mu to ciało, a on zrobił z niego zbroję. Nie zawiedzie go.

Widząc uciekającego łucznika zrozumiał, że z pewnością by go dogonił. Nie mógł jednak zostawić mężczyzny samego. Stał naprzeciwko maga – znienawidzonej przez niego kasty, która obdarzyła go ogromnym cierpieniem. Nie mógł stracić go z oczu, ani zostawić dla swoich podkomendnych – nie daliby mu rady, a poza tym to była jego misja. Obdarzył łucznika krótkim spojrzeniem, po czym warknął na swojego pomocnika – Bierz go. Jeżeli ucieknie za daleko, wracaj. Sam stanął naprzeciwko oczekującego go przeciwnika i zaczął obchodzić go po kole od strony, w której trzymał niezidentyfikowaną rzecz, wpatrując się zamglonym spojrzeniem w przedmiot. Obchodząc próbował skierować mężczyznę ku sobie, dając szkieletowi wolną drogę do pogoni. W razie kolejnego poziomego ruchu dłonią, wilkołak najzwyczajniej ugiąwszy nogi wyskakuje do przodu, wpadając niczym taran na mężczyznę, z wystawionym na sztych mieczem.

Jeżeli jednak mężczyzna przyjmie wyzwanie. Altaris stanie z nim do samotnej walki. Obchodząc go spokojnie po kole zacznie zmniejszać dystans, po czym nagle skoczy do przodu, bez zdradzających jego zamiarów wyrazów twarzy – skok do przodu i zamarkowane pchnięcie w kierunku miecza mężczyzny, po czym szerokie cięcie od góry, znad prawego barku, które umyślnie ma być o trochę zbyt krótkie, by dosięgnąć mężczyzny. Cięcie to również zostaje zamarkowane i zmienione w pojedynczy młynek, z którego od razu znad barku nadchodzi kolejne uderzenie, tym razem z krokiem do przodu. Wilkołak cały czas trzyma przed sobą tarczę, manewrując nią w okolicach klatki piersiowej. Jeżeli mężczyzna odsłoni się przed nią, Altaris spróbuje go popchnąć przedmiotem, by wytrącić go z równowagi.

Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

02 mar 2014, 21:46

MG

Samotny ożywieniec zachowywał postawę defensywną, trzymając wojownika na dystans. Ten nie mógł już pohamować swojej wściekłości i z całej siły kopnął w tarczę. Z sukcesem, gdyż nieumarły nie przewidział tego; upadł, odsłaniając się, co jego przeciwnik wykorzystał od razu. Dopadł do niego i profesjonalnym ruchem wbił miecz pod pancerz. Z pewnością zaskoczył się, gdyż leżącemu trupowi nie zrobiło to żadnej różnicy. Jednakże, jego zaskoczenie trwało krótko – szkielet upuścił tarczę, lecz włóczni nie. Wykorzystał chwilę nieuwagi i dźgnął przed siebie z całej siły, wbijając grot w szyję mężczyzny. Zwłoki bez życia padły na glebę, wydając z siebie charkot, rzucane ostatnimi skurczami pośmiertnymi. Zwycięzca miał problemy z podniesieniem się – wbity miecz pozostał na swoim miejscu. Musiał pochylić się i go wyciągnąć, niezbyt jednak dawał sobie z tym radę. Póki co był wyłączony z gry.

Drugi dostał łatwiejsze zadanie. Mimo że jego wygląd nie wskazywał na to, potrafił on być naprawdę szybki, choć nie dorównywał ogarniętemu paniką młodzikowi. Oczywistym jednak było, że ucieczka nie potrwa długo. I stało się to, co tliło się we wciąż sprawnym umyśle trupa – młody wojownik postanowił obejrzeć się za siebie w złej chwili i nie dostrzegł wystającego z gleby korzenia. Wyrżnął jak długi; zanim zdołał się pozbierać, wróg był już przy nim. Zdążył tylko obrócić się na plecy, zanim przyszpilono go do ziemi. Żył jeszcze, gdy włócznia z nieprzyjemnym dźwiękiem została wyjęta z jego ciała. Przebity na wylot, wykrwawiał się i wydawał ostatnie tchnienie.

Pozostał jedynie starzec, stawiający czoła Altarisowi. Mógł sprawiać wrażenie weterana, znającego rzemiosło wojenne i sztuki magiczne, lecz wilkołak szybko zrozumiał, że ma przed sobą jedynie ślepego starca, który szczyt siły ma już za sobą. Który przeżył już swoje życie, lecz nadal sądzi, że jest tym, kim był niegdyś. I owszem, walczył dzielnie. Utrzymywał stały dystans, a pomimo swojej ułomności wyczuł zamiary przeciwnika i szybko odtoczył się do tyłu. Cięcie Altarisa przecięło jedynie powietrze, a zanim ten zdołał unieść miecz, starzec zaatakował pchnięciem z wypadu, celując w szyję. Smukłe ostrze wbiło się w resztki tkanki, tworząc suchą ranę, lecz człowiek nie wiedział, przeciwko czemu staje. Sądził, że żywa istota padnie, obficie brocząc krwią. Lecz wilkołak nie poczuł nic. Fechmistrz odskoczył do tyłu, lecz niewystarczająco; zupełnie nie spodziewał się ataku po zadaniu śmiertelnego ciosu. Żywot swój zakończył, przecięty niemalże na pół wściekłym, skośnym cięciem ciężkiego miecza.

Bitwa była skończona. Gdyby Altaris był jeszcze świadomym stworzeniem, doszedłby do wniosku, że to nie była wcale bitwa, tylko masakra. Doświadczony wojownik, jego żona, dzieciak i staruch. Słabością pierwszego była ta druga. Dzieciak był dzieciakiem, a starzec starcem, w dodatku ślepym. Jednakże, mógł czuć radość, wykonał wszak wolę Władcy.

Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

03 mar 2014, 10:54

Chociaż był skupiony na walce ze ślepcem i tylko jego widział, odczuwał na krawędziach swojej świadomości połączenie z nieumarłymi na tyle wyraźnie, by widzieć to, jak zabijają. Jak ich włócznie przeszywają ciała wrogów, jak z ich rąk wypływa gęstym strumieniem potok śmierci. Zabijają z jego rozkazu – krew na rękach Altarisa motywowała go do dalszej walki. Nie mógł przegrać – nie teraz, kiedy był tak blisko udowodnienia, że jest najlepszym z sług. On jest Śmiercią w rękach Władcy. Gdy jego miecz przepołowił ciało starego mężczyzny, w jego martwych oczach pojawiłyby się łzy, gdyby było to możliwe. Czuł taką ulgę i wypełniającą go euforię, radość. Po tylu miesiącach, a może nawet i latach cierpienia w bezgranicznej pustce zaświatów, mógł zasmakować zabijania prawdziwych istot. Czuł tą krew, która obdarzyła go szansą na lepsze jutro. Ta krew, która ciepło spływała teraz po jego dłoniach i ostrzu. Ta krew, która znaczyła jego powrót. Tak. On powrócił. Altaris powrócił, by przekuć na nowo świat w ogniu i cierpieniu.

Pierwszy z nieumarłych przebił pomimo swojego początkowego upadku przeciwnika, dzięki znacznej przewadze nieżycia. Drugi również dogonił swoją ofiarę, odbierając jej resztki tchnienia. On także spełnił swoje zadanie, zabijając swojego przeciwnika. Gdy ciało upadało na ziemię, wilkołak rozpostarł ramiona na boki, stając nad truchłem i zawył długo, dziko i radośnie, budząc swym rykiem wspomnienia o poprzednich walkach. Tak – walczył tutaj wiele razy. W tym lesie, w tych okolicach. Walczył, polował – ale to było dawno temu. Zbyt dawno, by rozumiał sens tych wspomnień.

Przynieś jego truchło nieopodal ogniska i idź pomóż swojemu kamratowi. Przynieście także dwa pozostałe trupy rozkazał swoim towarzyszom Altaris, samemu czekając dłuższą chwilę. Wpatrywał się w przedmiot, który zostawił mężczyzna – będzie musiał go później zidentyfikować. Gdy tylko szkielety wróciły, znosząc nieopodal obozowiska trzy trupy, wilkołak postanowił wydać na swoim zamku ucztę.

Dzisiaj zabijaliśmy! Dzisiaj zwyciężyliśmy! Dzisiaj posmakujemy krwi w imię Władcy! Sława nam, bracia! Biesiadujcie, póki nie zniknie ostatnia cząstka mięsa z tego ciała! Wojownik chwycił ciało poległego łucznika – najmniejszego i najmłodszego z ich przeciwników, wyciągając je z małego stosiku, który usypali jego podwładni. Wyciągając go za ręce, przyszpilił go do ziemi naciskając tylną łapą na klatkę piersiową, łapami ciągnąc za ręce do góry w celu wyrwania ich ze stawów i oddzielenia od reszty ciała. Oddzielone kończyny rzucił swoim szkieletom, samemu chwytając ciało młodzika, by po chwili rozszarpać je za pomocą pazurów i zębów. Gdy wilkołak uznał, że jest już poniekąd posilony i jego głód krwi został zaspokojony, postanawia zarządzić powrót do leża. Każdemu ze szkieletów nakazał wziąć po jednym z ciał wraz z ekwipunkiem i bronią, którą mają pozbierać po wcześniejszej walce. Altaris natomiast zabierze ze sobą ciało ślepca, również z ekwipunkiem, ale także i kości, które spróbuje upchnąć jakoś na truchle starca. Najważniejszą chyba jednak rzeczą będzie także dziwny przedmiot, który zabierze. O ile nic szczególnego się nie wydarzy, wraca do swojego Władcy z darami. Nie dostawał takich rozkazów, ale uznał, że to, co zbierze, przyda się w przyszłości.

Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

05 mar 2014, 14:51

MG

Trup, unieruchomiony przez miecz wbity w okolice miednicy, w końcu zdołał się uwolnić. Powstał i wyzbierał przedmioty z ziemi. Oprócz swojego wyposażenia podniósł także miecz przeciwnika i włożył go za pas. On, razem z tym drugim, powrócili do punktu wyjścia na rozkaz swojego dowódcy. Później zajęli się zniesieniem trupów na stertę, co nie zajęło im zbyt dużo czasu.

Triumfalny skowyt rozległ się wewnątrz ciemnego lasu, przerywając nocną ciszę. Był on słyszalny w dość dużej odległości. Przez umysł wilkołaka przeszedł cień dawnego istnienia – znów poczuł zwierzęcą żądzę krwi. Znów chciał pożerać, być jak rasowy drapieżnik, pożywić się upolowaną zwierzyną. Lecz szybko zatracił tę ochotę – chęć ćwiartowania zwłok, wyprawiania uczt bezpowrotnie umknęła z jego umysłu, jakby jej nigdy nie było. Zamiast niej, usłyszał w głowie znajomy głos. Nakazał on zabrać wszystkie zwłoki, powrócić do wejścia i złożyć je przy nim. I takoż zrobili wszyscy trzej – szkielety po jednym, Altaris dwa. Wszyscy trzej na moment zatracili swoją świadomość; zamknęli oczy, a gdy je otworzyli, byli na miejscu. Z przypominającej paszczę dziury w ziemi ział mrok, który dało się kroić nożem. Ciała spadały w jej głąb; paszcza pożarła je bezgłośnie. Chwilę potem, popychani mentalnym rozkazem, sami weń wkroczyli, pojawiając się w "domu".

Wszystkie cztery ciała stanęły w najmniejszym z kręgów. Wspaniale zachowane; znakomici kandydaci na żołnierzy. Rany zadane przez nieumarłych dawało się łatwo załatać, pomijając może starego, który został przecięty prawie na pół. Ale właśnie jego widok nasunął władcy pomysł. Bardzo łatwy w wykonaniu, a zatrważająco efektowny. I być może skuteczny. Altaris, rozbrojony, udał się do trupiarni i tam już pozostał, zapadłszy w sen. Choć nie był tego świadom, pozostałości tkanki na jego ciele w czasie snu poczęły się regenerować.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52124
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.