Przystanek kupieckiej karawany

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

Przystanek kupieckiej karawany

11 cze 2012, 23:57

Obrazek

Karawana posiada swoje niepisane tradycje, niezależnie od tego który z kupców aktualnie decyduje o kolejnym celu ich podróży. Do jednej z nich należy rozbicie obozowiska w Ciemnym Lesie, w pobliżu traktu prowadzącego do Lokent. Tam pozbywają się kurzu osiadłego na ich ubraniach i towarach, cerują podniszczone podróżą odzienie i sprawdzają stan inwentarza aby wkroczyć do miasta w pełnej krasie.

Dzięki temu, w przeciągu lat z niewyróżniającej się niczym polanki u obrzeży lasu, miejsce to zmieniło się w wyjeżdżony skrót między drzewami. Na końcu tej wąskiej drogi znajduje się wyraźnie udeptana i specjalnie utwardzana ziemia na której zazwyczaj zatrzymują się wozy. Obok znajduje się wypalony okrąg w którym kupcy rozpalają wielkie ognisko, niewygasające nawet przez dwa wieczory. Mocne drewniane beczki w których zbiera się deszczówka stoją niedaleko, jakby w pogotowiu. Wśród miękkich, łatwych do zgniecenia pod ciężarem ciała traw można znaleźć drobne śmieci a ktoś nieuważny mógłby nawet nadepnąć na resztki potłuczonego szkła. Mimo tych drobiazgów całość wydaje się być bardzo schludna i jest zadbanym wycinkiem leśnej przestrzeni, dostosowanej do potrzeb człowieka. Jeśli ktoś zapuściłby się głębiej na obrzeża tej ludzkiej enklawy, dostrzegłby rozmieszczone wokół niej pułapki, skutecznie eliminujące ciekawskie zwierzęta.

Jest to jedno z nielicznych miejsc w których wcześniej czy później karawana znajdzie się z całą pewnością. Każdy, kto ma do załatwienia jakiekolwiek interesy z jej członkami, przybywa tutaj a jeśli jest cierpliwy, w końcu na nich trafi.


________________________________________________________________________

Karawana Septimusa Spectrusa, zwanego Sepsą właśnie zawitała do tego miejsca. Nie wszyscy zdążyli jeszcze przybyć, nowe wozy wciąż napływały na polanę i ustawiały się w schludnym rzędzie. Ci, którzy mieli już sposobność rozprostować kości zabierali się do odnawiania swoich środków transportu. W powietrzu unosił się zapach specjalnie spreparowanych mikstur barwiących i odżywiających drewno. Wozy ponownie nabierały żywych kolorów, a ludzie sił. Większość kobiet zabrała się do zbierania chrustu na ognisko, zostawiając prace renowacyjne mężczyznom. Nieliczne dzieci kupców rozbiegły się po lesie, goniąc szare wiewiórki. Sepsa siedział na powalonym pniaku i pociągał z butelki. Ilekroć tylko odsuwał od ust szkło, na jego ustach wykwitał rozleniwiony uśmiech.
Hej! Tam na górze! – zawołał donośnie, machając swoim trunkiem w kierunku jednego z drzew. – Co tam na horyzoncie?
Na jednej z najwyższych gałęzi siedziała blada dziewczyna, przez kolor płaszcza niemal zlewająca się z tłem. Dopiero kiedy pochyliła się nieco, odsuwając z twarzy kaptur można było dojrzeć jej jasną twarz wśród liści. Zawołała głośno na tyle aby usłyszał ją Sepsa:
Wciąż nie mogę dojrzeć wozu Gentiego!
Bo ten niedołęga na pewno znów złamał oś w kole, daj mu spokój! Wracaj na ziemię dziecko! – przywódca karawany wykonał zamaszysty gest, ulewając nieco z butelki. Nim zdążył się naprzeklinać na tą sytuację, dziewczyna już była na ziemi. Stanęła obok niego i uśmiechnęła się nieśmiało, jakby nie wiedząc co robić.
Adrena, chyba tym razem wejdziesz do miasta?
Z bladej twarzy zniknął uśmiech, zastąpiony przez pozbawiony emocji grymas.
Septimus, to naprawdę nie jest dobry pomysł…
Kochana, tutaj to ja decyduje o tym co jest dobrym pomysłem! – Sepsa zaśmiał się rechotliwie i pogładził po krótkiej jasnej brodzie, kontrastującej z ogorzałą cerą. – Kto wie jakie znajdziesz papierzyska w Lokent? Nie możesz kolejny raz przepuścić takiej okazji! Niedawno o krok rozminęłaś się ze znakomitym kartografem a nie chcemy przecież żebyś błądziła w ciemności, prawda? Albo wtedy, w Larves prawda? Albo w Morinthar, prawda? Albo chociażby w tej gospodzie przy Gorących Źródłach, prawda?
Dziewczyna złożyła ramiona na piersi i skrzywiła nieznacznie, wyraźnie niezadowolona z obrotu spraw. Nie przerywała jednak Sepsie, pozwalając mu przebrnąć przez całą listę sytuacji jakie miał jej do zarzucenia. Kupiec w końcu zorientował się, że ma dość niewdzięczną słuchaczkę i przestał mówić. Cmoknął znacząco kilka razy i potarł swój okazały nos. W końcu wykonał niepoważny gest przepędzania dziewczyny:
No już, kysz mi stąd dzikie dziecko! Leć do swoich pułapek i przynieś coś na ognisko. – Jego wielkoduszność została nagrodzona wielkim uśmiechem i energicznym kiwnięciem głowy. Ardena odeszła a on krzyknął za nią jeszcze – I przemyśl to co ci powiedziałem!
Dostrzegł jak jej blada twarz odwraca się w jego stronę, jakby sygnalizując, że dziewczyna usłyszała jego wołanie. Potem łowczyni zarzuciła kaptur i rozmyła się w leśnych gęstwinach.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

13 lis 2012, 18:33

Dylematy, dylematy czymże jesteście dla życia. Urozmaicacie go a zarazem sprowadzacie mnóstwo trosk. Tak myślał Lafran stojąc nad nagą driadą. Dziwił się Bolesławowi. Stanęła przed nim naga kobieta a on zareagował jakby nagimi driadami, na co dzień padało. I to miał być podrywacz? Trzecia jaźń namawiała półelfa by wreszcie skorzystał z niej w przyjemnej chuci, lecz do głosu powoli dochodził rozum. Wiedział, że wypadałoby ruszyć za Bolesławem by wykonać zadanie. Krzywiąc się zostawił ją i zaczął zbierać swoje rzeczy.
- Zostawiam ją wam. Tak jak mówiłem wcześniej spotkamy się tutaj po wykonaniu zadań, które zostały przydzielone. No cóż… żegnajcie przyjaciele. Do zobaczenia.
Po tych słowach ruszył za Bolesławem by go dogonić. Był niezwykle ciekaw jak wygląda ta cała Kaendra oraz elfy, które tam żyją. A może jakimś cudem spotka swego ojca…
I w tym momencie jakby w twarz uderzyła go pięść zbudowana z czystego lodu. Spojrzał się z przerażeniem w oczach na Bolesława. Przecież jego ojciec był fircykiem, bawidamkiem i podrywaczem jak on. Jedyną różnicą był oczywiście fakt, że ojciec Lafrana był elfem.
Czuł że podróż właśnie się skomplikowała przez swoją psychikę.

z/t
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

13 lis 2012, 20:26

Stała na polanie, cała poraniona i zakrwawiona. Dookoła niej ginęli ludzie, których twarzy nie rozpoznawała, ale byli jej znajomi. Czuła to, chociaż nie mogła wytłumaczyć. Trwała w letargu długo, chociaż czas jakby płynął inaczej, jakby sprytnie meandrował omijając świat dookoła niej. Próbowała wbić się w tłum, również walczyć za poległych, których nawet nie znała, ale z każdym krokiem w ich stronę walczący oddalali się. Biegła po drodze usianej trupami, ale odległość cały czas się zwiększała. Potknęła się o barczystego mężczyznę z licznymi ranami kłutymi i ze zgniecioną lewą stroną ciała. Upadła, Uderzając głową o kolczugę innego wojownika o podobnych ranach. Niepokoiło ją to, że wcale nie poczuła bólu. Podnosząc się, poczuła dziwne wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Cały czas. Zimny dreszcz przebiegł po jej zielonkawym ciele. Obróciła powoli głowę. Nie zauważyła niczego nowego w krajobrazie. Starała się wpatrzeć jakiś kształt pomiędzy drzewami, ale na próżno. Także żaden z walczących nie zwracał na nią uwagę. Nagle jej puls podskoczył w górę. Źrenice niebezpiecznie się rozszerzyły. To by znaczyło…
Powoli opuściła głowę. Przeczucia i tym razem okazały się słuszne.
Mówią, że martwi powrócić do życia nie mogą, z przyczyn prostych i logicznych. A jeśli już jakiś powstanie, to jest ohydną abominacją wymagającą natychmiastowego zgładzenia. Jeśli to prawda, to otaczało ją cała gromada stworzeń wymagających natychmiastowej eksterminacji.
Niespodziewanie, wszystkie ciała zaczęły przemawiać tym samym głosem. Dopiero teraz potrafiła zidentyfikować nieżywych ludzi. Byli oni jej ziomkami z kompanii. Wszyscy leżeli zgładzeni u jej stóp.
– Zło czai się dookoła ciebie. Nie możesz walczyć z ciemnością świata, jeśli nie zgładzisz ciemności w sobie– Ciała zaczęły się śmiać, a z ich ust zaczęła wypływać śmierdząca, zielonkawa maź.
Z przerażeniem na twarzy, zaczęła się wycofywać. Trupy, dotychczas nieruchome rozpoczęły czołganie w jej kierunku. Bieg nie pomagał. Zmienna nie ruszała się z miejsca. Jeden z umarłych powstał, wspierając się na dwóch innych poległych. Rozpoznała w nim dawnego przywódcę. Podszedł do niej, a z jego pustych oczu biła śmierć. Wyciągnął przed siebie zakrwawiony palec, dotykając czubka jej nosa.

Zerwała się z krzykiem. Zlana potem, dokładnie sprawdziła swoje ciało. Czuła się oblepiona śmiercią. Z nabożną ostrożnością dotknęła swojego nosa. Był czymś ubrudzony. Zrobiło jej się słabo, jednak nie na tyle aby ponownie oddać się w ramiona koszmaru.
Z bańki koncentracji wyrwał ją śmiech staruszka. Nie był to najlepszy sposób, ale była mu wdzięczna.
Zdążyła wstać zanim przydzielono role. Razem ze swoim "wybawcą" została wybrana do odnalezienia jeziorka. Uśmiechnęła się do partnera. Liczyła, że pod zwiotczałą skórą kryje się się jeszcze trochę energii.
-Mam tylko jedną prośbę… dajcie mi jakieś ubranie. Wiem, że dużo wymagam i nie mam nic w zamian, dlatego zrozumiem jeśli się nie zgodzicie. Aust, wyruszmy jak najszybciej. Czeka nas kawał drogi, a podróż po ciemku może się okazać dla ciebie… zbyt męcząca. Las jest zupełnie inny po zmroku.
Spojrzała jeszcze na pozostałych. Krasnoludzica wydawała się być obojętnie nastawiona co do driady, natomiast Lafran, próbując twardo nie okazywać zainteresowania zarumienił się. Dziewczynę z jednej strony to rozbawiło, ale natychmiast stłumiła radość wstydem. Tak, ubranie będzie najlepszym rozwiązaniem zarówno dla elfa jak i dla jej sumienia.
Awatar użytkownika
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

13 lis 2012, 22:46

Zlustrowała driadę wzrokiem. Nie ważne jak radykalne były metody Austa, chyba podziałały. Zmienna obudziła się. Co prawda z krzykiem, ale zawsze.
-Aust, uważaj na nią. I zaniechaj swoich myśli, ty stary zbereźniku!
Sigrida zarechotała przeciągle. Kto by pomyślał, stary mag przestał ją denerwować. A podobno pierwszego wrażenia nie da się zatrzeć.

Spojrzała na odchodzącego Lafrana. Od czasu utworzenia Czarnych Kotów w karczmie o takiej samej nazwie był dla niej wzorem do naśladowania, kimś komu należy ufać. Teraz się rozstawali. Może na kilka miesięcy, może nawet na rok. Gdyby nie była krasnoludzicą z pewnością by się rozpłakała. Niestety, musi być silna. Kruchość i wrażliwość należy zostawić driadom.
Stała jak wryta przez kilka chwil. Nagle plasnęła się w twarz i pobiegła za elfem.
-Aust sobie poradzi. Pójdę z Jurmynem, i tak chciałam szukać ptaka.
Stwierdziła krasnoludzica pewnym glosem.
-I jeszcze jedno. Nie zgiń mi tam, elfie!
Ostatnie zdanie rzuciła odchodząc. Uśmiechnęła się do własnych myśli i wróciła do obozowiska.

-To co? Komu w drogę, temu kopa w nogę.
Spojrzała na Jurmyna wyczekującym wzrokiem.
-No, co jest trollu? Rozumiem, że ciężko oderwać wzrok od tej driady, ale czas iść.
Podeszła do Jurmyna i otarła mu ślinkę z brody – nawet się nie ruszył.
-On chyba… śpi z otwartymi oczami. Albo odbywa coś w stylu typowego dla jego rasy letargu…
Krasnoludzica zamachnęła się i potężnie strzeliła trollowi w twarz.
-Nie mam pojęcia jak go dobudzić. Cóż, pewno jest przemęczony. Zawołam chłopaków z karawany i jedziemy z powrotem do Wolenvain. Może w tamtejszej karczmie będą jakieś informacje o tej całej Janinie Skowronek…
Jak powiedziała tak zrobiła. Zawołała już lekko podpitych kupców, którzy ją tu przywieźli. Mężczyźni pomogli wsadzić Jurmyna na wóz, oddali krasnoludzicy do dyspozycji woźnicę i wrócili do swoich obowiązków.
-Do zobaczenia!
Krzyknęła oddalając się od przystanku karawan. Po chwili zniknęła z pola widzenia maga i driady.

// z/t ja i Jurmyn
Awatar użytkownika
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

18 lis 2012, 18:15

Aust był wściekły, nie wiedział czemu ale zły humor go dopadł i denerwowało go doprawdy wszystko. Zmarszczył twarz, tak że jego oczy nie można było dostrzec. Liczył, że to będzie szybka podróż bez problemów, a już dopadły go wzdęcia, może to dlatego był taki… nieczuły? Skoczył do przodu nieco ignorując towarzystwo, by spakować rzeczy. Gdy pociągnął za złą linkę namiotu można było usłyszeć groźny dźwięk tłuczonych naczyń. Ups, nic mu dzisiaj nie szło, odetchnął z irytacją, zarzucając worek z namiotem na ramie. Wrócił do towarzyszy, miał ochotę rzucić się do kobity zielonej gdy ta poprosiła o szaty, co to za driada, pfff. Chcąc jednak swą rzyć ruszyć, zaczął swoją łapą poszukiwania w worze zacząć. Szukał długo, wyjął mnóstwo rzeczy w tym noże, widelce, nadgniłe kawałki mięsa, czy kulki połączone nicią i naznaczone nieznaną substancją, w końcu jednak odnalazł fioletową szatę, podszytą tandetnym króliczym futerkiem, sztucznie farbowanym za jasną biel. Była nieco brudna, pomarszczona a może nawet przepocona ale lepsze to niż, po lesie nago biegać. Już widział jak biedaczka chce łazić w tym po drzewach, jednak jej życzenie. Maruda stanął twarzą w twarz z jego przyszłą pomocnicą.
- No to jak ty mi możesz dziecinko pomóc, hmmm?
Awatar użytkownika
Posty: 13
Rejestracja: 07 paź 2012, 20:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35692#35692

19 lis 2012, 22:53

Zamknął oczy i trwał zamknięty na całe otoczenie. Wyglądało jakby medytował, albo spał. Jeżeli chodzi o ścisłość, to była to raczej druga opcja. W środku siebie walczył z bestią w sobie utrzymując zaklęcie. Cały czas jego tułaczki musiał to robić. Kiedy otworzył oczy brakowało trolla i krasnoluda, jednak pojawiła się niewiasta. Jakaś leśna istota – driada? Elf? Nie był pewny – to nie były jego klimaty. Było to to jednak nagie.
Ubrałabyś się dziewojo, a nie w negliżu po lasach chodzisz. – Rzekł twardym tonem. Obejrzał sie na starca. – To kiedy ruszamy?
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

20 lis 2012, 20:09

Z obrzydzeniem przyjęła suknię. Chciała ją rzucić Austowi w twarz, ale obawiała się przez przypadek go przewróci i zabije. Bynajmniej z powodu koloru. Aby wykonać podszycie życie musiało stracić mnóstwo królików, a kiedy pomyślała o okrucieństwie i przedmiotowemu traktowaniu zwłok przez myśliwych robiło jej się niedobrze. Z rozważań wybił ją ospały towarzysz, wyrywając ją z letargu.
-Tak jest, panie, chociaż negliż jest idealnym strojem do chodzenia po lesie– Uśmiechnęła się, wpatrując w najbliższe drzewo. Przypominało jej o swoim pochodzeniu, o przeszłości, która nie mogła zostać zapomniana. Przypomniała sobie o swoim życiowym celu, o krucjacie jaką wyznaczyła sobie tamtego dnia. W Lesie Cieni nadal czaiło się kiełkujące zło, jak chwasty niepokornie rosnące wśród pięknych kwiatów.
Ubrawszy się, nadal było jej nieswojo i niejako zaczęła czuć do siebie pogardę. Przynajmniej Solfernus już nie patrzył na nią z wyższością.
-Możemy rozpocząć poszukiwania od innych driad, jak to pierwotnie było w planach. Wbrew wszelkim opiniom, to że się tu urodziłam nie oznacza, że znam go na pamięć. Gdybyście mieli mapę, moglibyśmy określić w jakim miejscu znajduje się najbliższa grupa "sióstr"– Z niepokojem spojrzała na poruszające się gęstwiny. Nie wiedziała, jak inne ją potraktują, ale na pewno nie będzie to bardzo przyjazne. Biedni, nie wiedzą o tym, co wydarzyło się niedawno w lesie.– Myślę, że nie powinniśmy tu długo czekać. Driady z każdą minutą mogą się przemieścić w inne miejsce i musielibyśmy szukać dłużej.
Awatar użytkownika
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

22 lis 2012, 14:57

Westchnął ciężko, nagle zadanie zrobiło się trudniejsze, w zamian za jego "piękne" ubranie, dostał informacje że potrzebują mapy, oj źle to mu wróżyło, źle. Zaczął masować swoje zmarszczone czoło do czerwoności. Liczył, że jakiś pomysł skąd wytrzasnąć mapę wskoczy do jego głowy, jednakże nic się nie stało. Cholercia, nawet nie mógł jej wyczarować bo nie miał kompletnie orientacji w terenie i wyszedłby tylko kawałek pergaminu z niewyraźnymi szlaczkami. Zaczął chodzić wkoło, aż zatrzymał się i nagle…
Nie mam mapy…– zabłysnął wypowiedzią– jakoś musisz sobie poradzić bez niej, chyba że ty puszeczko? Wątpię, wątpię… no żesz nogi mnie bolą…
Spoczął i masowanie rozpoczął, wątpił czy ktoś byłby chętny zrobić to za niego. Czekał, siedząc i palcami delikatnie pieścić swoją skórę. Przydałaby mu się kąpiel, wypadałoby jednak choć trochę ruszyć się w poszukiwaniach nim rozłoży namiocik… chociaż mógłby wyczarować koła i konie, które ciągnęły by jego namiot!
Marzenia, marzeniami ale nadal nie miał kompletnego pojęcia co dalej, gdyby driada zdecydowała to by już za nią ruszył, niestety teraz tylko siedział nie pochmurny czekając i czekając, i czekając…
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

24 lis 2012, 02:19

MG

Poszukiwanie innych driad to dobry początek. Zmienna zaproponowała to swym niemrawym towarzyszom. Zamiast ubierać driadę powinni raczej rozpancerzyć Solfernusa, być może wtedy byłby w stanie wykrzesać z siebie więcej życia.
Aust zajął się sobą, snując dziwne rozmyślania na temat swego przyrodzenia. Nikt mu tego nie zabraniał, jednak aby znaleźć driady a zaraz po nich poszukiwane jeziorko – należało działać zamiast zalegać na rzyci w jednym miejscu.
Zgrzybiały staruszek nie posiadał mapy, jednakże trudno określić, czy byłaby ona pomocna, wszak driady nie są elementem krajobrazu o naturze stałej i niezmiennej. Leśne dziewuszki miały to do siebie, że lubiły wędrować aby móc lepiej chronić las i zamieszkujące go zwierzęta. Czy oznaczało to, że są kompletnie nieuchwytne dla poszukiwaczy? Bynajmniej.
Czekając na bardziej ożywione reakcje ze strony swych towarzyszy, Zmienna przypomniała sobie o Słonecznym Gaju. Miejscu, w którym najprościej znaleźć driadę…
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

24 lis 2012, 14:25

Przewróciła oczami. Aust zajął się sobą i swoją skórą, co niewątpliwie było interesujące gdyby nie fakt że musiała na to patrzeć. Solfernus znowu wszedł w trans i stał w miejscu, delikatnie kiwając się to w przód, to w tył. Westchnęła głośno, nie licząc że ktoś zwróci uwagę na nią albo na obecny problem. Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni? Pomyślała.
Usiadła w miejscu, w którym pierwszy raz zobaczyła Lafrana. Odgarnęła świeżą warstwę śniegu, poprawiła spód ubrania i usiadła na pniu w tej samej pozycji co elf. Nie wiedziała, co należy wypowiadać w takich chwilach, więc zaczęła błądzić myślami. Myślała długo, ale w końcu przypomniała sobie o pewnym miejscu, w którym na pewno spotka inne driady. O Słonecznym Gaju.
Słoneczny Gaj. Dawno tam nie była. Od czasu, kiedy umarła jej przybrana rodzina. Nie wiedziała, jak zareagują kiedy pojawi się w centrum towarzyskim lasu, jednak dała słowo że im pomoże. Dreszcz przebiegł jej po plecach.
Tak więc postanowione.
Snuła się w stronę niemrawych towarzyszy. Nikt nie zwrócił uwagi, że odeszła. Znowu westchnęła, a para zatańczyła wokół jej nosa.
-Udamy się do Słonecznego Gaju- Przemówiła doniośle, aby obydwoje ją usłyszeli. – Tam najszybciej spotkamy osobę, która wskaże nam drogę do waszego jeziorka. Jeśli nie macie sprzeciwów, chciałabym już ruszać– powiedziała twardo, krzyżując ręce na piersi. Nauczyła się tego od najemników. Miała nadzieję, że jej nie uległa postawa wywrze na nich jakiekolwiek wrażenie.
Awatar użytkownika
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

25 lis 2012, 00:22

Czerwony bąbel na stopie go strasznie zaniepokoił, powinien z tym iść do lekarza. Tyknął to trzy razy, dziwne coś zadrżało, jakby żyło. Nieco przerażony, z niesmaczną miną nałożył miękkiego kapcia. Wstał, rozłożył ręce i powitał słoneczko z kpiącym uśmieszkiem, ziewnął nawet.
Pogapił się moment na swoje futro, które teraz znalazło nową właścicielkę. Był w pewien sposób dumnym, jakże ona pięknie w nim wyglądało, to futerko na jej szyi, jeszcze królicza łapka na szyi jako wisiorek i mógłby ją zabrać na bal.
Nagle usłyszał głos, toż donośny głos, automatem obrócił się w stronę puszki, ale nie to nie on. Zdziwił się gdy za tym pełnym werwy głosem, stała niedawno bliska utraty przytomności driada. Gdy niczym rasowy przywódca zaczęła mówić spojrzał się na nią tępo, nawet bardziej niż Solernus, czy jak mu tam.
- Eeeee– to tutaj chwile potrwało– No dobhze…– rzekł pełny niepewności.
Otrzepał brud z ziemi, który się za nim ciągnął od jakiegoś czasu i ruszył za driadą, nieco z tyłu by móc podziwiać krągłości…. ubrania, jego pięknego ciuszku. Miał nadzieje, że ten cały gaj to jakoś blisko jest, bo bał się spocić, pamiętajcie spocony Aust to naprawdę zły widok… i zapach.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52250
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.