Przystanek kupieckiej karawany

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

Przystanek kupieckiej karawany

11 cze 2012, 23:57

Obrazek

Karawana posiada swoje niepisane tradycje, niezależnie od tego który z kupców aktualnie decyduje o kolejnym celu ich podróży. Do jednej z nich należy rozbicie obozowiska w Ciemnym Lesie, w pobliżu traktu prowadzącego do Lokent. Tam pozbywają się kurzu osiadłego na ich ubraniach i towarach, cerują podniszczone podróżą odzienie i sprawdzają stan inwentarza aby wkroczyć do miasta w pełnej krasie.

Dzięki temu, w przeciągu lat z niewyróżniającej się niczym polanki u obrzeży lasu, miejsce to zmieniło się w wyjeżdżony skrót między drzewami. Na końcu tej wąskiej drogi znajduje się wyraźnie udeptana i specjalnie utwardzana ziemia na której zazwyczaj zatrzymują się wozy. Obok znajduje się wypalony okrąg w którym kupcy rozpalają wielkie ognisko, niewygasające nawet przez dwa wieczory. Mocne drewniane beczki w których zbiera się deszczówka stoją niedaleko, jakby w pogotowiu. Wśród miękkich, łatwych do zgniecenia pod ciężarem ciała traw można znaleźć drobne śmieci a ktoś nieuważny mógłby nawet nadepnąć na resztki potłuczonego szkła. Mimo tych drobiazgów całość wydaje się być bardzo schludna i jest zadbanym wycinkiem leśnej przestrzeni, dostosowanej do potrzeb człowieka. Jeśli ktoś zapuściłby się głębiej na obrzeża tej ludzkiej enklawy, dostrzegłby rozmieszczone wokół niej pułapki, skutecznie eliminujące ciekawskie zwierzęta.

Jest to jedno z nielicznych miejsc w których wcześniej czy później karawana znajdzie się z całą pewnością. Każdy, kto ma do załatwienia jakiekolwiek interesy z jej członkami, przybywa tutaj a jeśli jest cierpliwy, w końcu na nich trafi.


________________________________________________________________________

Karawana Septimusa Spectrusa, zwanego Sepsą właśnie zawitała do tego miejsca. Nie wszyscy zdążyli jeszcze przybyć, nowe wozy wciąż napływały na polanę i ustawiały się w schludnym rzędzie. Ci, którzy mieli już sposobność rozprostować kości zabierali się do odnawiania swoich środków transportu. W powietrzu unosił się zapach specjalnie spreparowanych mikstur barwiących i odżywiających drewno. Wozy ponownie nabierały żywych kolorów, a ludzie sił. Większość kobiet zabrała się do zbierania chrustu na ognisko, zostawiając prace renowacyjne mężczyznom. Nieliczne dzieci kupców rozbiegły się po lesie, goniąc szare wiewiórki. Sepsa siedział na powalonym pniaku i pociągał z butelki. Ilekroć tylko odsuwał od ust szkło, na jego ustach wykwitał rozleniwiony uśmiech.
Hej! Tam na górze! – zawołał donośnie, machając swoim trunkiem w kierunku jednego z drzew. – Co tam na horyzoncie?
Na jednej z najwyższych gałęzi siedziała blada dziewczyna, przez kolor płaszcza niemal zlewająca się z tłem. Dopiero kiedy pochyliła się nieco, odsuwając z twarzy kaptur można było dojrzeć jej jasną twarz wśród liści. Zawołała głośno na tyle aby usłyszał ją Sepsa:
Wciąż nie mogę dojrzeć wozu Gentiego!
Bo ten niedołęga na pewno znów złamał oś w kole, daj mu spokój! Wracaj na ziemię dziecko! – przywódca karawany wykonał zamaszysty gest, ulewając nieco z butelki. Nim zdążył się naprzeklinać na tą sytuację, dziewczyna już była na ziemi. Stanęła obok niego i uśmiechnęła się nieśmiało, jakby nie wiedząc co robić.
Adrena, chyba tym razem wejdziesz do miasta?
Z bladej twarzy zniknął uśmiech, zastąpiony przez pozbawiony emocji grymas.
Septimus, to naprawdę nie jest dobry pomysł…
Kochana, tutaj to ja decyduje o tym co jest dobrym pomysłem! – Sepsa zaśmiał się rechotliwie i pogładził po krótkiej jasnej brodzie, kontrastującej z ogorzałą cerą. – Kto wie jakie znajdziesz papierzyska w Lokent? Nie możesz kolejny raz przepuścić takiej okazji! Niedawno o krok rozminęłaś się ze znakomitym kartografem a nie chcemy przecież żebyś błądziła w ciemności, prawda? Albo wtedy, w Larves prawda? Albo w Morinthar, prawda? Albo chociażby w tej gospodzie przy Gorących Źródłach, prawda?
Dziewczyna złożyła ramiona na piersi i skrzywiła nieznacznie, wyraźnie niezadowolona z obrotu spraw. Nie przerywała jednak Sepsie, pozwalając mu przebrnąć przez całą listę sytuacji jakie miał jej do zarzucenia. Kupiec w końcu zorientował się, że ma dość niewdzięczną słuchaczkę i przestał mówić. Cmoknął znacząco kilka razy i potarł swój okazały nos. W końcu wykonał niepoważny gest przepędzania dziewczyny:
No już, kysz mi stąd dzikie dziecko! Leć do swoich pułapek i przynieś coś na ognisko. – Jego wielkoduszność została nagrodzona wielkim uśmiechem i energicznym kiwnięciem głowy. Ardena odeszła a on krzyknął za nią jeszcze – I przemyśl to co ci powiedziałem!
Dostrzegł jak jej blada twarz odwraca się w jego stronę, jakby sygnalizując, że dziewczyna usłyszała jego wołanie. Potem łowczyni zarzuciła kaptur i rozmyła się w leśnych gęstwinach.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

26 paź 2012, 20:22

No i działo się, wreszcie adrenalina zaczęła krążyć leniwie w jego żyłach. Aż wstał! Oczy mu się błyszczały niczym dwa szkiełka Bolesława. Zaszczepił w nim te wiarę na iście epicką przygodę, jakże by mógł mu odmówić? Może nawet kiedyś po prosi go o pomoc w jakimś romansiku, od takiego specjalisty informacje są na wagę złota. Popatrzył nerwowo na towarzyszy licząc, że u nich też zobaczy ten zew przygody. Bez nich wyprawa mogłaby się nawet nie odbyć, a na to Aust nie mógł pozwolić.
Zaczął zgarniać wszystkie swoje przedmioty osobiste z ziemi, nadal żując posiłek podarowany od Lafrana. Głód zaspokojony to i elf szczęśliwy.
Wzburzył się na wieść Bolka, jak on go słucha?! Co on sepleni, że ciężko usłyszeć coś z jego wypowiedzi? Phi, obrażony włożył ręce po pachy (przeciwległe!) i pomachał kartoflanym nosem.
- No mówię pheciehz, żem ja jeziohka biohe pod swoją opiekę! Żadna żaba, żadna kijanka nie powsthzyma mnie przed zdobyciem maniehki magicznego płynu!
Choć z drugiej strony, jak będzie jej mało to wybryki mężczyzny zejdą na dalszy plan. On by ją wykorzystał do celów wielkich! Służyłaby mu na ten przykład za basem w jego namiocie. Zdziwił się, że jeszcze tego nie zrobił, osoba jego majestatu powinna mieć basenik.
Podreptał do blaszaka, musieli jak najszybciej ruszać. Złapał go pod pachę, uśmiechnął szeroko, a oczy zmrużył w dwie prawie niewidoczne spomiędzy zmarszczek linie. Zaprawdę uroczy, jak już ktoś powiedział "mistrz" Aust. Prawie go siłą odciągał, żeby pędem gnać w zarośla aż nagle myśl weszła mu do głowy, powodując wredne problemy.
– Ekhem, a mam hozumieć, że nie masz bladego pojęcia gdzie może być dokładniej do jeziohko?
Był smutny, las duży, on mały i jak miał go przeszukać? Przecież to niehumanitarne tak dziadka wykorzystywać, czarodziej mógł się młodzieniaszkiem zająć i go zmusić do najcięższej pracy ale sumienie go gryzło, ewentualnie jakaś wysypka. Czekał na odpowiedź, a w myślach powtarzał sobie "Phędzej, phędzej, phosze"
Awatar użytkownika
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

30 paź 2012, 21:52

-Więc mistrz Aust idzie z puszką… Świetnie, nie trzeba będzie znosić tych dwóch. Poza tym, będę czuć się bezpieczniej jedząc mięso.
Spojrzała kolejno na Jurmyna i Lafrana.
Nie miała pojęcia z kim iść. Szczerze, nie brała nawet Bolesława pod uwagę. Był zadufanym w sobie domniemanym łowcą kobiecych serc. Wątpiła, że ktoś taki jak on mógł podbić serce jednej wieśniaczki, a co dopiero całego miasta. Skrzywiła się na myśl, że ten kolorowy okularnik mógłby ją dotykać, albo robić coś innego. Splunęła siarczyście.
-Pozwolę żeby Lafran i Jurmyn sami wybrali z kim chcą iść. W końcu nie będę nikogo zmuszać.
Wzruszyła ramionami i dodała cicho:
-Wolałabym jednak iść z którymś z was… nie w smak mi iść z panem adoratorem.
Została kwestia przedmiotu, którego chciała szukać.
Złota grusza była łatwiejszym rozwiązaniem – przynajmniej wiedzieli, gdzie się znajduje. Gorzej było z ptakiem… Według Bolesława nikt nie wie, gdzie go znaleźć. Chętnie zatrzymałaby któryś z artefaktów. Na przykład tego ptaka… bajał by Kotom umilając drogę, opowiadałby historie na dobranoc i uatrakcyjniałby pobyt przy ognisku. Jednak, szukali tego dla Bolka. Gdyby usłyszeli o tym wcześniej…
-Nie lubię iść na łatwiznę, więc chciałabym poszukać Pliumiusza. Nie wiem czy ta wyprawa zajmie nam rok, czy kilka lat, ale ptak przynajmniej umilałby mi drogę powrotną.
Zaśmiała się krótko, ale momentalnie spoważniała:
-Zostały jeszcze sprawy organizacyjne. Jak się zawiadomimy gdy wykonamy własne zadanie? Gdzie się spotkamy?… To już zależy od Lafrana. Zabierz głos, panie przywódco.
Ostatni wyraz podkreśliła i z uśmiechem ukłoniła się półelfowi.
Awatar użytkownika
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

31 paź 2012, 19:28

Lafran zastanawiał się długo nad podjęciem decyzji. Osobiście wolał wyruszyć z którymś z kamratów jednak lepiej mieć oko na Bolesława. Osobiście. Ehh i znowu czuł, że musi się poświęcić dla idei.
- Dobrze, więc uczyńmy tak. Mistrz Aust oraz nieznajomy, którego imienia swego jeszcze nie podał pójdą po wodę z źródła. Sigrida wraz z Jurmynem pójdą odnaleźć tego ptaka. Z tym okiem wypatrzy go z odległości paru mir. Zresztą skoro umie tak ładnie śpiewać to i usłyszy głos Pliniusza.
Westchnął wtedy.
- Ja pójdę z Bolesławem. Chcę mieć go na oku osobiście.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

03 lis 2012, 19:43

MG

Jestem wielce rad, że wszystko tak szybko ustaliliśmy! Ach, gdybym wiedział, że rozdzielimy się, wziąłbym moje magiczne pergaminy! Dzięki nim moglibyśmy się komunikować… Trudno. Po prostu spotkajmy się tutaj, gdy już zdobędziemy to, czego szukamy. Wyruszamy o świcie, a teraz moi mili, czas na sen. Poszukiwania są męczące, trzeba solidnie wypocząć.
Powiedziawszy to, Bolesław wstał od ogniska i z jednego z tobołków wyjął ciepły pled, którym owinął się kładąc obok swojego zwierzaka. Nie wnikał, czy reszta też pójdzie spać, w końcu wszyscy byli dorośli i mogli decydować za siebie. Zasnął.

Skoro tylko nadszedł świt, Bolek obudził się. Spakował pled, przyszykował wszystkie tobołki i był gotowy do wyruszenia na poszukiwanie gruszy. Tak jak Aust wraz z zapuszkowanym mieli ułatwione zadanie, ponieważ sadzawka znajdowała się gdzieś w Lesie Cieni. On z Lafranem musieli udać się na Półwysep Keandry. Bolesław cieszył się, że Lafran z nim wyruszy, ponieważ jego spiczaste uszy mogłyby być pomocne w podróżowaniu po tamtej części świata.
Sigrida z Jurmynem musieli najpierw znaleźć choćby cień informacji o Pliniuszu, aby móc rozpocząć poszukiwanie. Całe szczęście Bolesław co nieco o nim wiedział.
Aby odnaleźć sadzawkę, musicie najpierw odnaleźć driady. One wiedzą, gdzie ona jest. Oczywiście nie powiedzą tego za darmo, ale powinniście sobie poradzić. -rzucił namiastkę informacji Austowi i Solfernusowi.
Słyszałem, że piraci wiedzą coś o Pliniuszu. Hmm… Janina Jastrząb, ją powinniście odnaleźć. Jest być może w posiadaniu informacji o tym ptaku. Tylko… nie dajcie się zabić.
Piraci ogólnie wiedzieli dużo, podróże nie tylko dostarczały im skarbów materialnych ale także wiele cennych informacji. Problem w tym, że Bolesław nie miał pojęcia gdzie znajduje się ta urocza piratka.– Odnajdźcie ją, ale lepiej nie wspominajcie o mnie. Tak będzie dla wszystkich bezpieczniej -mrugnął porozumiewawczo.
Awatar użytkownika
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

04 lis 2012, 18:55

Kiedy słońce jeszcze dopiero zaczęło wychylać się Lafran już nie spał. Zawsze tak robił, kiedy miał sposobność. Kiedy wszyscy jeszcze spali pół elf udał się na sam skraj obozu. Dokładnie rozejrzał się po okolicy szukając miejsca gdzie mógłby usiąść. W końcu odnalazł pień drzewa, który idealnie nadawał się do tego, co chciał uczynić. Strzepnął z niego cały śnieg, po czym usiadł na nim krzyżując nogi. Ręce zaś ustawił na wysokości pępka tak jakby tworzył kołyskę. Zapewne każdy w obozie uznałby, że zwariował jednak się tym całkowicie nie przejmował. Była to dla niego forma treningu. Nie ciała, lecz umysłu i duszy. Spokój, dyscyplina, samokontrola. Cechy jakże potrzebne zarówno w magii jak i fechtunku. Zgodnie z podaniami Jass nauczyła tej sztuki swoje pierwsze sługi, które następnie przekazywały to dalej. Z mistrza na ucznia.
Lafran wziął głęboki oddech. Unormował go i wyrównał. Zamknął oczy i skupił się na swoim wnętrzu. Swym umysłem koncentrował się na misji odnalezienia złotej gruszy. Starał się wizualizować ów owoc.

Po jakieś godzinie wstał ze swojego pnia. Powoli albowiem jego ciało lekko mu zdrętwiało. Zawsze tak było, ale przynajmniej zawsze wychodził ze swojego rytuału spokojny i pewny swojego celu. Choć miał nadzieję, że pewnego dnia jego bogini odezwie się do niego. Wiedział, że jest nie tylko jednym z nielicznych wiernych. Jest możliwe jedynym żyjącym wojownikiem pani z pełnią jej błogosławieństw.
Po rozruszaniu wszystkich kończyn ruszył do obozu by ostatecznie spotkać się z resztą kompanów. Zjadł jakże liche śniadanie. Resztki pasków suszonego mięsa i czerstwy chleb. Choć z drugiej strony gorsze rzeczy już jadł. Wysłuchał to, co ma do powiedzenia Bolesław. Trochę się skrzywił. Piraci? Przecież to ludzie bez czci, ale jeśli stanowią drogę do celu to i z nimi trzeba będzie się zadać. Pewnie nie za darmo tak samo jak driady. Pomyślał.
Dobrze. Przyszykujcie swoje toboły i wyruszamy. Spotkamy się tutaj w tym samym miejscu. Nie wiem ile to może nam zająć. Miesiąc, pół roku, rok? Umówmy na za miesiąc. Kto przybędzie pierwszy niech zaczeka na pozostałych aż do lata. Jak się nie zjawimy z Bolesławem trudno zrobicie ze swoim skarbem, co chcecie.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

10 lis 2012, 10:49

Zmienna snuła się po Lesie Cieni godzinami. Nie miała nic do roboty, od kiedy zerwała wszelkie kontakty z najemnikami. Na dodatek kończyło jej się pożywienie, a o tej porze roku próżno szukać wykwitnych dań pomiędzy drzewami. Z grymasem na twarzy, kobieta przemieniła się w jastrzębia i poszybowała w poszukiwaniu jakiegokolwiek zajęcia, zostawiając ubrania na ziemi.
Nie musiała długo szukać– już po kilku minutach dostrzegła ludzkie obozowisko na skraju lasu. Z jednej strony ucieszyła się, ponieważ to oznaczało jakąś pracę którą mogłaby przyjąć, na przykład przewodniczki, jednak z drugiej strony zachowanie istot oraz pułapki które rozstawili dookoła mogły narazić okoliczne zwierzęta na zgubę. Bała się również kontaktu z kupcami, jakoby mogli oni ją wyśmiać.
Krążyła nad obozem, nie wiedząc, jaką decyzję podjąć.
Straciwszy rachube czasu, driada biła się z myślami. Zauważyła nawet jednego człowieka, który odłączył sie od reszty i usiadł na pniu ze skrzyżowanymi nogami. Bodajże medytował, ale nie była tego pewna. Chciała do niego podlecieć, ale znowu zabrakło jej odwagi. W końcu mężczyzna zaprzestał i wrócił do reszty.
Śledziła go. W tym celu zniżyła lot wystarczajaco nisko, aby móc podsłyszeć rozmowy jakie poczynił on i jego towarzysze, z którymi rozmawiał. Spazmy dosięgły jej żołądka, kiedy zobaczyła posiłek. Tak dawno nie miałą nic w ustach.
Zleciała niżej jeszcze bardziej, aby dowiedzieć się więcej o zamiarach ekipy. To, co usłszała zadowoliło ją– poszukiwali oni driad, aby dostać się do sadzawki. Lepiej być nie mogło.
Jastrząb zleciał z nieba i wylądował zaraz po tym, jak nieznajomy którego widziała wcześniej skończył przemawiać. Usiadła na uboczu, tak, aby nie sprowokować obozowiczów. Jako jastrząb nie miałaby za dużo szans w starciu z tyloma osobnikami.
Szybko przeminiła się w swoją zwyczajną formę, przez co odetchnęła z ulgą. Nadal nie mogła się przywyczaić do posiadania skrzydeł zamiast rąk. Nie starała się zakryć swojej nagości, bo i tak nie miałaby czym. Przeszłą od razu do konkretów. Uśmiechnęła się do tego, którego nazywali "Bolesławem" i ukłoniła się reszcie.
-Szczęście wam sprzyja. Nie musicie już szukać driad, ponieważ jedna stoi przed wami– Odgarnęła niesforny kosmyk włosów przysłaniający jej oczy. – Oferuję wam pomoc w waszej misji, ale pod jednym warunkiem– podzielcie sie ze mną swoim jedzieniem. Nie oczekuję niczego innego.
Przebiegła jeszcze po otaczających ją, potencjalnych towarzyszach. Takiego miszmaszu nie widziała nigdy. Będzie wesoło, przemknęło jej przez myśl. A potem zemdlała, z głodu i z wycięczenia.
Awatar użytkownika
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

10 lis 2012, 18:28

Przygoda, czuł jej smród na kilometr. W większości przypadków wiązała się ze spoconymi, zamkniętymi w zbroje ciałami, głównie męskimi. Nie za przyjemne będzie miał widoki, po przemyśleniu wolałby z gnomicą po dewastować otoczenie, wierzył że kłamie iż jest krasnoludem, krasnolud ma brodę i koniec! Taką jak Aust, wielką i puszystą niczym nadzienie poduszek, w przy traktowych hotelikach. Nieświadomie zaczął się po niej macać, czesząc nierówności. Ach jego kochana, zastanawiał się czy by jej nie przedłużyć, każdy mag miał taką do piersi, może on sobie zrobi do kolan to będzie większy respekt na mieście? Musiał przemyśleć, recepturę jakieś odżywki. Ileż pomysłów, mógł wykorzystać śluz trolla , którego miał na miejscu, odnóża jakiegoś włochatego pajęczaka bądź łajno wilkołaka. Tyle pomysłów, tak mało czasu i tyle do wygrania.
Potrząsnął głową gdy Bolesław oznajmił porę spoczynku, jakoś się tak dziecinnie poczuł i bojąc się gniewu rodziców rozłożył namiocik, różdżka zawirowała w powietrzu kilka razy i odwaliła całą robótkę za niego. Zabezpieczył go też odpowiednio, gdy skończył musiał zacząć od początku bo sam nie mógł wejść, kłopoty za pamięcią sprawiły że zapomniał o magicznym wejściu. Gdy wreszcie rozłożył swój piękny domek pomachał wszystkim z chytrym uśmieszkiem i zakazał wchodzenia na jego teren! Przeklął i z pełną powagą powiedział, że ukatrupi każdego kto odważy się zajrzeć.
Zgiął się i jakimś cudem wlazł pod płachty materiału. Tam już w środku grzało się w kominku, usiadł w fotelu, kilka ruchów nadgarstkiem i słowa w elfiej mowie by po chwili miała na nogach wygodne kapcie, kufel z naparem z ziółek w dłoni, a na stoliku księgę. Czytając ją, zasnął w fotelu, chrapała tak, że nawet magia nie mogła powstrzymać dźwięku, a ten wydostawał się z jego domostwa denerwują osobniki w pobliżu.
Obudził się późno, wyszedł by zobaczyć czy jego towarzysze już zwiali czy jeszcze nie. Przysłuchiwał się radą z wielką uwagą, driady brzmiały… miło. Wydawało mu się, że spędził z kilkoma piękne bezchmurne noce, a może to tylko zioła mu się pomyliły? Nie ważne, teraz musiał jedynie odnaleźć… wodę. Zaczął pakować manatki.
Nagle coś strzeliło, a w powietrzu uniósł się melodyjny kobiecy głos. W porównaniu do domniemanej krasnoludzicy tutaj płeć można było wskazać jednoznacznie. Po usłyszeniu wiadomości, zatarł ręce o siebie. Wredność, zmusiła go do wielkiego uśmiechu. Cóż, miał szczęście i to ogromne. Jedzenie, w zamian za artefakt. Szybkim ruchem jak na starca wyjął kawałek lekko nadgryzionego kurczej nóżki, obfitującej w mięso. Wydało się, że miał pożywienie ale skąpstwo przez niego przemawiała. Nieważne, teraz tylko to golaska, musiał jakoś ją pobudzić.
Położył mięsko obok, a sam nachylił się i usta ustawił w dzióbek. Zbliżał się niebezpiecznie blisko jej twarzy. Wszyscy wstrzymali oddech i z nietaktem zrobili miny godne odrazy, gdy staruch oblizał wargi. I bliżej i bliże i bliżej

I buchnął jej w twarz wczorajszą kolacją, jednocześnie śmiejąc się od ucha, do ucha. Wyjął z kieszenie nieco zielonej, zmiażdżonej kupki, z wyglądu traw, zamoczył palec wskazujący i środkowy, przytaknął jej do nosa. To powinno ją ocucić. Przykucnął na palcach i poklepał po piękne pupie.
- Dawaj mała, nie mam dużo czasu więc biehz kuhczaka i do jeziohka phowadź? No żesz, mówię że nie mam całego dnia, słonko życie mi ucieka.
Chciał jak najprędzej wyruszyć, nie żeby jakoś chciał być pierwszy, ale no w sumie chciał więc czekał, aż driada zbierze swoje zgrabne ciałko i ruszy do roboty. Kompletnie zignorował jej nagość.
Awatar użytkownika
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

10 lis 2012, 23:40

Postanowione. Poszukiwanie ptaka było najpewniej najtrudniejszą misją, ale Sigrida zawsze porywała się z igłą na rzyć. Gorzej z tym, że podczas tej wędrówki nie mogła polegać na charyzmie elfa – troll i krasnoludzica to dość ciekawe połączenie, ale nie każdy przyjmie ich z otwartymi ramionami.
Bolesław był wielce ucieszony szybkim obrotem spraw. Najpewniej bardzo spieszyło mu się do łoża tej kapłanki.
-A jednak musimy szukać driad! Wiedziałam! Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o driady.
Splunęła siarczyście. Cholernie chciało jej się pić, a wszystko wychlała. Trudno, musiała zasnąć o suchym pysku. Nie miała wyboru.
Sen nadszedł niespodziewanie, niczym zdradziecka strzała. Nawet nie miała siły chrapać.

O świcie obudziła ją błyszcząca rosa, śpiew ptaków i… niecodzienny ucisk w pęcherzu. Jak sprężyna przeszła do pozycji stojącej i biegiem ruszyła do krzaków. Ukojenie przyszło wraz z mokrą trawą pod nogami. Gdy wróciła do obozowiska jej towarzysze już nie spali. Przeciągnęła się, usiadła na mokrej ziemi i zaczęła przysłuchiwać się rozmowie Lafrana i Bolesława.
-Piraci? Świetnie się składa. Oni nie będą robić problemu z naszym wizerunkiem… i słyszałam, że nieźli z nich zawodnicy w piciu. Chętnie się o tym przekonam!
Później przyszła… a właściwie przyleciała ta tajemnicza driada. Sigrida nie wiedziała co o tym myśleć – czy to opatrzność nad nimi czuwa, czy kobieta po prostu ich śledziła. Teraz to było nieważne. Jeśli kobieta mogła pomóc, dadzą jej to co chcą. Właściwie, nie zażądała niczego szczególnego – jedzenia nigdy nie za mało. Krasnoludzica chwyciła do torby na jedzenie i spojrzała się na przywódcę. Krasnoludy są słynne ze swojej lojalności, więc nie robiła niczego bez zgody przywódcy.

Przygoda, czuła jej smród na kilometr. W większości przypadków wiązała się z bieganiem w ciasnej, ale przyjemnej dla wojowniczki zbroi lub wbiciem toporka w czyjąś głowę. Sigrida lubiła smak adrenaliny, nie było nic gorszego od zwykłego siedzenia na rzyci… no, może obcowanie z tym przerośniętym gnomem. W końcu co to za elf z brodą?
Gdy driada zaczęła zataczać kółka, a potem lecieć w stronę ziemi krasnoludzica poderwała się, aby ja złapać. Bezskutecznie, delikatne ciało kobiety runęło wprost w ubitą trawę.
-Mistrzu…
Splunęła.
-Znaczy, Aust. To niegrzeczne. Gdy trafia się potencjalny sojusznik nie zabijamy go oddechem. Biedna driada…
Wspomnienie o oddechu było oczywistą próbą przekomarzania się ze staruszkiem, w rzeczywistości nie było tak źle. Motto prawdziwego wojownika? Póki zęby nie gniją, nie musisz gadać przez chusteczkę.
Awatar użytkownika
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

11 lis 2012, 18:17

Przyjrzał się dokładnie kobiecie, która właśnie postanowiła do nich dołączyć. Zaczął zachwycać się jej sylwetką, falującymi biodrami, zgrabnymi piersiami. Prawdą musiało być to, co powiedziała, czyli że jest driadą. W umyśle Lafrana odezwała się trzecia część świadomości, która jest u każdego mężczyzny. Serce i rozum poszły w odstawkę a przyrodzenie na moment przejęło władzę nad umysłem pół elfa posyłając wizje jakby to było gdyby zaczął się z nią zabawiać gdzieś na polanie w środku lasu.
Z marzeń na szczęście lub nie oderwał go nie, kto inny jak Aust. Przebudzenie jakże obrzydliwe. Stary elf, czarodziej powinien mieć mimo to trochę więcej godności. Skrzywił się i podbiegł do niej pomagając wstać oraz wyczyścić się z wymiocin.
- Mistrzu Austcie nie wypada. A co jak teraz nie zgodzi się iść z tobą? – Następnie spojrzał się na driadę.
- Wszystko w porządku? Nic ci się nie stało? Usiądź proszę zaraz damy ci coś do jedzenia.
Po momencie podszedł do Sigridy, Jurmyna i Solfernusa.
Zmiana planów. Sigrida pójdzie z Austem i tą driadą. Ktoś musi pilnować mistrza Austa przed podobnymi sztuczkami. Wy dwaj pójdziecie szukać tej całej Janiny. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
Po tym podszedł do driady.
- Najmocniej przepraszam za mistrza Austa. Jest już stary nawet jak na elfie standardy i umysł już nie ten. Jestem Lafran. To jest Sigrida, Solfernus, Jurmyn, mistrza Austa już poznałaś oraz Bolesław nasz pracodawca.
Mówiąc to zaczął grzebać po sakwie szukając jakiegoś kawałka suszonego mięsa. W końcu znalazł ostatni. Widać będzie musiał w drodze do Kaendry uzupełnić zaopatrzenie. Podał go driadzie lekko się rumieniąc. Niczym szczeniak, który nie ma odwagi powiedzieć dziewczynie, że ładnie wygląda.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

12 lis 2012, 16:36

MG

Wraz z nadejściem nowego dnia zawitała do nich kolejna osoba. Driada. Bolesław nie był przekonany co do tych leśnych dziewek. Były podstępne i złośliwe, wychowane w lesie jak dzikie stworzonka. Nie przemawiała też do niego ich permanentna nagość. Zdecydowanie wolał uganiać się za odzianymi kobietami, które skrywały wiele niespodzianek, niż podrywać takie zielone naguski. To ma sens.
Jednakże skoro driada zaproponowała pomoc, nie miał nic przeciwko. O ile cokolwiek wiedziała, powinna być przydatna.
Szanowna driada zaszczyciła nas swoją obecnością. Zobaczymy co z tego wyniknie. Idziesz z dziadkiem, moja droga.
Po chwili zapoznawania się driady z drużyną, dziewka zemdlała. Bolesław tylko westchnął.
Kobiety… same z nimi kłopoty. Zajmijcie się nią. Auście, Sigrido, doprowadźcie ją do porządku. My z Lafranem już wyruszymy, przecież jedno małe omdlenie nie może nas wszystkich zatrzymywać.
Skinął na elfa dając mu do zrozumienia, że czas wyruszać w drogę. Reszta dostała dyspozycje, więc Bolesław nie musiał im pokazywać palcem co, kiedy i gdzie zrobić.
Solfernus i Jurmyn zostali w ogóle wymazani z pamięci Bolesława. Troll może i klecił ładne wierszyki gdy napadały go procesy myślowe, ale w tej chwili nie robił nic. Dziwne, że w ogóle oddychał. Zakuty w zbroję wojownik również nie reagował na żadne bodźce. Bolesław odczuł niejako ulgę, że dostrzegł te nie dające się ukryć defekty obu panów zanim pozwolił wyruszyć im na jego wyprawę.

Nie czekając zbyt długo na Lafrana, odwiązał osiołka i ruszył na wschód. Elf nie powinien mieć problemów, żeby zrównać z nim krok, o ile nie będzie bardziej zainteresowany nagą, nieprzytomną, jeszcze ciepłą kobietą. Taka okazja do wykorzystania…

//Lafranie, możesz wyjść z tego tematu, ja napiszę kolejnego tam, gdzie powinniśmy się znaleźć.
Sigrido, szukaj Jean. Aust, powodzenia z driadą.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 5 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerra z Derinu, Kerreos, Loki, Viridar
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.