Słoneczny gaj

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Posty: 338
Rejestracja: 06 lut 2011, 12:13

Słoneczny gaj

06 lut 2011, 20:17

Grad złocistych strzał wbijał się w zieloną ziemię naznaczoną gęstwinami złotych, zielonkawych, czerwonych, pomarańczowych liści. To słońce naciągało co chwilę cięciwę swojego łuku, by wypuścić swoje promienie w tę zalesioną ziemię. Szczupłe lub grube drzewa o konarach różnorakiej barwy pięły się aż do nieba, choć były również takie, które wolały zostać blisko ziemi. Korony roślin były tak barwne, że każda tęcza wstydziłaby się konkurować z nimi na piękno. Wszyscy aż widzieli promyki słońca, bądź też księżyca, kiedy przebił się przez armie liści na szczytach drzew. Wiązki światła często krystalizowały się i uwidaczniały w powietrzu. Gdy ktokolwiek wszedł w wiązkę światła przepuszczoną przez wielo, wielobarwne liście w gaju wyszedłszy z niej widział na swojej jeszcze przez pewien czas pobłyskujące światełka, które przyjemnie go masowały.
Słoneczny gaj to miejsce, gdzie najczęściej przychodzą medycy, szukając produktów na lekarstwa. Jednakże również artyści szukający inspiracji.


Tak też Kilian siedzi, oparty o mocny dąb porośnięty złotymi liśćmi. Skrobiąc coś gęsim piórem na kartce papieru kontempluje o pięknie przyrody, Sztuce i innych interesujących go sprawach. A najlepsze było to, że miejsce w którym teraz odpoczywa jest zupełnie podobne do tego, gdzie się urodził.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

14 wrz 2012, 22:03

Od czasu, kiedy Ari i Izydorowi udało się uniknąć potyczki ze strasznymi, ogromnymi, czarnymi ptaszyskami minęło wiele godzin. Szli, szli, szli aż dochodzili do miejsc w których urządzali postój. Jako, że nieumarła młoda mama nie potrzebowała pożywienia, zdobywanie pokarmu ograniczało się do wykopywania tłustych dżdżownic, czy też łowienia gryzoni. To wystarczało gryfowi, który zdawał się rosnąć w oczach. Wichrowe szczyty zostawili daleko za sobą, Ari chciała znaleźć się w bardziej przyjaznym otoczeniu. Las jawił się jej jako miejsce dostatnie w pożywienie i miejsca do ukrycia się. Wykazała się też nie lada pomyślunkiem. Niskie temperatury jej nie przeszkadzały, jednakże młody gryf powinien przeżyć swą pierwszą zimę w przyjaźniejszym otoczeniu, niż górskie przestrzenie po których wiatr hula jak mu się żywnie podoba.
Nieumarła nie wiedziała dokąd idzie. Starała się trzymać z dala od głównych dróg, wędrować lasem i nie dać się złapać. Kto by chciał ją dorwać? Och, mało to się takich fanatyków pałętało po świecie? Takich, co myśleli, że nieumarli to plugastwo największe z możliwych? Co drugi z dziką radością spaliłby ją świętym płomieniem Lorven. Takie podejście do nieumarłych wywoływało u Ari oburzenie. Gdyby udało się jej coś z tym zrobić, zapewne starałaby się wywalczyć dla nieumarłych prawa. Ale to kiedy indziej, trzeba zająć się dzieciakiem.
Idąc dniami i nocami, kołysząc śpiącego Izydora w ramionach, czy też podążając za nim, gdy chciał iść samodzielnie, w końcu dotarli. Gdzie dotarli? Las Cieni stał przed nimi otworem. Było tu wyczuwalnie cieplej niż w górach, drzewa osłaniały od wiatru. Przemierzając las i szukając odpowiedniego miejsca na odpoczynek dotarli do Słonecznego Gaju. Gdyby przybyli tutaj latem, być może nawet Ari zachwyciłaby się pięknem krajobrazu. Zimową porą poczuła po prostu, ze w końcu znalazła coś w miarę odpowiedniego. Ale! Oczywiście nie byli tam sami. Ktoś zajął to miejsce przed nimi.
Pierwsze, co Ari zobaczyła, to wół przywiązany do drzewa. Później przeniosła wzrok na jasnowłosą kobietę, która w asyście wyrośniętego kociaka rozpalała ognisko. Zbiło ją to z tropu. Piękna kobitka z kotkiem – to jeszcze jakoś pasowało do obrazka, ale wół? Wół miał się tutaj jak… wół do karety.
Postawiła Izydora na trawie i postępując tak jak zawsze, gdy musiała się nad czymś zastanowić, podrapała się prawą ręką po odsłoniętej części mózgu. Dostarczone w ten sposób bodźce sprawiały, że lepiej się jej myślało. Cóż też takiego wymóżdżyła? Nie podobał się jej ogień, jakoś wolała przebywać z dala od niego. Dziwne, prawda? Taki irracjonalny strach przed stanięciem w płomieniach i eksplodowaniem przez nadmierną ilość gazów, które skumulowały się w martwym, nieumarłym ciałku. Co zrobić, co zrobić? Ari miotała się wewnętrznie, próbując znaleźć dobre wyjście z tej sytuacji. Takie, które nie doprowadziłoby do walki, ale i takie, które skończyłoby się tym,z ę wraz z dzieckiem odpoczęłaby w tym oto uroczym miejscu. Tak, wcześniej nie zwracała uwagi na urokliwość miejsca. Dopiero teraz, kiedy okazało się, że jest tu ktoś inny, Ari odczuła potrzebę przebywania tutaj za wszelką cenę. Chcąc nie chcąc, musiała coś przedsięwziąć. Odchrząknęła, przybrała najmilszy wyraz twarzy jaki potrafiła i posługując się całym swym urokiem osobistym postanowiła zbliżyć się i do ognia, i do kota, i do nieznajomej kobiety.
Witam -zaczęła nieco chrapliwie.– Nie zrobię ci krzywdy, nie atakuj, nie uciekaj, nie machaj przede mną pochodnią! -postanowiła od razu zaznaczyć, ze przychodzi z pokojowym nastawieniem. Tylko, ze tym zdaniem nie poddała jasnowłosej pomysłów?Zatrzymała się w odległości około siedmiu metrów od ogniska i jego twórczyni. Czekając na jej reakcję, kątem oka zerkając na woła, który nadal stał przy drzewie i czuwając , żeby Izydor nie zrobił nic głupiego, poczuła, że zaczyna boleć ją głowa. Było to dziwne, ponieważ od kiedy umarła nie miała takich problemów, ani… wymówek.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

14 wrz 2012, 22:32

Gniew w niego wstąpił! A jakże się czuł pokonany, gdy z oczu stracił swoje marionetki do bicia. Musiał przecie odzyskać honor, a jakże inaczej to zrobić jak nie rozlewając nieco krwi? Musiał się poddać wyrokowi matki, bolesne doświadczenie przesłodzone pysznym jedzeniem. Ach, tylko kolejna porcja słodkiego napoju mogła go ucieszyć. Benc zasnął w mgnieniu oka matki, choć trzeba wskazać że jej niepełnosprawna powieka ociężale opadała. Śnił mu się las, podobny do tego w którym był z matulą z drobnymi różnicami, liście był większe i było ich mniej, ziemia była jaśniejsza, a woda pięknie odbijała światło w wielkich zbiornikach. Leciał początkowo wysoko, lecz później z chęcią wykonywał skomplikowane akrobacje. Leciał tuż nad jeziorem, jego język i pazury dotykały delikatnie fal, zderzając się z nimi. Widział swoje odbicie, był wielki i silny, całe ciało odznaczało się wyraźnie zarysowanymi mięśniami. Był szczęśliwy, nie mógł tylko znaleźć tam rodzicielki, to był tylko jego świat, jego i jemu podobnych.
Obudził się parokrotnie, nie robił sobie długich spacerów. Wolał leżeć i przeciągać się w ramionach Ari. Było tam tak cieplutko i nawet zapaszek był dla niego czymś wyjątkowym. Z każdym kolejnym kilometrem było coraz cieplej, czuł się z tym dziwnie. Jego ciało musiało przywyknąć do nowych temperatur.
Nagle coś się stało, przez jego powieki przedarł się blask. Coś raziło jego piękne oczęta! Jak mogło?!
Musiał się zrewanżować. Jako, że dopiero wstał, był "nieco" otumaniony. Spadł z hukiem na podłoże, gdyby umiał zapewne zaklął by siarczyście. Próbował wstać, jeszcze nie dotarł do niego impulsik z łap. Przekonał się o tym, gdy ślepo biegł przed siebie i poczuł mrowienie. Dziwaczne uczucie opanowało mięsień. Zaskrzeczał, czy umierał?! Ach, jestem za młody by umrzeć w ten sposób– pomyślał. Resztę drogi przeturlał się w stronę czegoś włochatego, mianowicie kota. Uderzył pierzastym czołem żebra zwierzaka. Skołowany pomachał głową i mrużąc oczy starał się zidentyfikować przeciwnika. Trochę mu zajmie ocenie własnych, czy jego siła, męstwo, odwaga, żądza krwi, upór, honor, cierpliwość, skromność i wiele innych cech pozwoli mu przeżyć z dużym osobnikiem kotowatych? Tego nie wiedział nikt.
Awatar użytkownika
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

14 wrz 2012, 23:02

Ajlin przycupnęła nad niewielkim ogniskiem, które udało jej się…spreparować. Grzała nad nim swoje dłonie zastanawiając się czy właściwie dobrze zrobiła zapuszczając się w te leśne rejony…Ludzie, których mijała na trakcie ostrzegali o tym, że las nie jest ostatnimi czasy tak bezpieczny jak kiedyś, lecz czy Siwa ich posłuchała? Naturalnie, że nie. Postanowiła, że to zrobi i tak zrobiła, choć może powinna nająć jakiegoś mężczyznę? Czuła by się bezpieczniej, a i po chrust było by komu chodzić i ewentualnie jakiegoś ogromnie-wielkiego-wielozębnego stwora pokonać…
Gdzie tam. Miała Kota, który już raz ją wyratował z opresji. Miała woła, który…zresztą mniejsza. Jak i miała swoją laskę! Uszkodzoną, lecz ciągle był to kawał solidnego drewna. Była więc bezpieczna, a przynajmniej tak się czuła do momentu w którym jej cętkowaty przyjaciel nie wyszedł nieco do przodu, kładąc groźnie uszy i wydając jazgotliwe pomruki, którym towarzyszyły energiczne ruchy ogona. Ajlin ciężko było stwierdzić co też Kot wyczaił bo i wzrok miała gorszy, i słuch, i węch i właściwie wszystkie zmysły. W każdym bądź razie nie uszczęśliwiło jej to. Natychmiastowo chwyciła swoją laskę, podniosła się z ziemi i próbowała dostrzec coś, co się zbliżyło i mówiło…Włos jej się na karku zjeżył! Psiakość! A jeśli to bandyta?!
– Witam? – Odezwała się z pewną obawą. Było po zachodzie słońca i nie do końca mogła dostrzec osobę stojącą w takiej odległości od ogniska. Sylwetka wyglądała na ludzką. Głos na kobiecy. Zapewnienia na…zapewniające, choć ostatnie dosyć fanaberyjne. Może jednak nie ma się czego bać?
-To, hm, nie wiem jak to ująć…miłe z Twojej strony. I cóż, szczerze to kamień z serca. Myślałam już, że to jakieś dziwne stworzenia lub bandyci. Nie wiem czy słyszałaś plotki…Hm, podejdź może, trudno rozmawiać na taką odległość. I jesteś sama? – Przez chwilę Wiedźma zastanawiała się czy właściwie postępuje. Jakąś obcą kobietę zapraszać do ogniska, lecz właściwie czemu nie? Przecież nie każdy człowiek musiał mieć jakieś złe zamiary, a Siwa lubiła towarzystwo. Zwłaszcza po takiej długiej przerwie od niego. W końcu życie na pustyni nie rozpieszcza.
W między czasie Ajlin zawołała Kota, by ten przestał charczeć, bo się jeszcze za bardzo obślini, a i spłoszy kobietę. Ten się usłuchał. Dalej wymachiwał ogonem, a uszy miał położone na płasko i świdrował spojrzeniem nieufnym Ari. I tak nastała krótka cisza, która została szybko przerwana. Oto małe, kremowe coś zbliżało się do Kota, a Kot leżał cierpliwie i patrzył. Do kociego spojrzenia dołączyła się Siwa bo nagle z ciemności wyłoniła się kremowa kulka przemieszczającą się w stronę jej pupila. Zafascynowana Ajlin przyglądała się słodkiemu i tajemniczemu stworzeniu. Lecz kotowaty nie podzielał tego zafascynowania i gdy tylko mały gryf wszedł w reakcję z cętkowatym. Narodził się chaos. Kot nie wytrzymał emocji. Wstał, wygiął, najeżył i syknął pokazując rzędy kłów. Siwa w padła w panikę, że Kot zrobi coś kulce. Albo, że kulka zrobi coś Kotu.
-Kocie, łajzo ty! – Rzuciła się do przodu, łapiąc jedną ręką kocura za futro na grzbiecie, a drugą szturchała kulkę laską, by ją trzymać na dystans. Jeszcze jakąś macką zaatakuje kotowatego i będzie! W całym tym bajzlu Ajlin całkowicie zapomniała o kobiecie. Skupiona była na ratowaniu…sytuacji?
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

15 wrz 2012, 12:18

Ari zapomniała o tym, ze jej dziecko okazało się niezgorszym chuliganem. Kochanym, uroczym, ale jednak szukającym wszędzie zaczepki, chuliganem. Oczywiście musiała zapomnieć o tym drobnym szczególe teraz, kiedy starała się zawiązać bezinteresowną znajomość. Kto wie, co by było gdyby ten mały, uparty i niewychowany gryf nie rzucił się na kota. Może Ari zaprzyjaźniłaby się z żywą kobietą? O zgrozo, to brzmi tak nierealnie, ze gdyby taka myśl przeszła przez głowę nieumarłej, musiałaby drapać się po mózgu co najmniej pół godziny, żeby to jakoś przyswoić.
Trudno przewidzieć, jak by się wszystko potoczyło, gdyby Izydor nie wymusił na niej reakcji. Słysząc, ze nieznajoma nie ma zamiaru wypełniać żadnej z jej czarnych wizji, a nawet cieszy ją towarzystwo, całkiem pewnie zrobiła krok do przodu próbując odłowić Izydora. Ari była tak nieświadoma tego, że w półmroku nie było widać jej aparycji, że samo w sobie wydawałoby się to urocze. Ot, jaki nieumarły głuptasek.
Izydorze! Co to ma znaczyć? Nie wolno tak atakować. Niedobry gryf, niedobry. -starała się go przywołać do porządku. Po chwili podeszła bliżej. Tak, żeby dosięgnąć do Izydora. W międzyczasie spojrzała na Siwą Wiedźmę i uśmiechnęła się przepraszająco. Uśmiechnęła to zbyt duże słowo. Wykrzywiła usta w coś na jego kształt, jednakże w ciemności oświetlanej jedynie blaskiem ogniska mogło to wyglądać i wyglądało jak przerażający grymas. Były momenty, w których Ari chciała wyglądać groźnie, strasznie i odpychająco… jednak tak, jak nie znosiła bogów, to nie był ten moment.
Wybacz, on jest tak energiczny i narwany, że trudno mi za nim nadążyć. I do tego niegrzeczny jak jakiś bandyta! -ostatnie zdanie wypowiedziała bardziej do Izydora, a wcześniejsze wytłumaczenie było skierowane do Siwej. Co dziwne, ból głowy nasilał się i ba, rozchodził się w dół na całe ciało. Było to dziwne, niepokojące i całkowicie nowe. Nieumarła nie miała pojęcia o co chodzi, ale teraz bardziej zajmował ją niesforny dzieciak skory do bójki z każdym i w każdej chwili. Przez głowę Ari przeszła myśl, że przydałby mu się ojciec, który umiałby go ustawić. Ona nie miała szans go hamować, ani pożytkować energii w lepszych celach, bo jak ktoś, kto się sypie może próbować okiełznać takiego małego potworka? Tak, potrzebny ojciec. Ale czy znajdzie się ktoś tak naiwny, żeby zająć się gryfem no i nieumarłą? Chyba tylko jakiś totalny świr. Szukanie autorytetu dla Izydora Ari postanowiła odwlec w czasie. Teraz miała zamiar założyć Koło Gospodyń Terenów Pozamiejskich wraz ze swoją rozmówczynią. Dlaczego? W jej przypadku trudno by było chcieć tworzyć kółko modlitewne…
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

15 wrz 2012, 16:30

Godny przeciwnik! Wielu go poszukiwał, w tym mały Izydor. Chciał przeżyć wreszcie walkę godną jego osoby, nie jakieś brzydkie ptaszyska miał pokonywać, a wielkie gryfy i inne stwory… każdy się nadawał byle by był co najmniej trzy razy większy. Według tej reguły odpowiadał mu każdy kogo napotkał. Zmierzył wroga swoimi przesłodzonymi, wielkimi oczętami. Mrugnął leniwie, zarrrryczał i był wreszcie gotowy. Nie wiedział tylko czy przeciwnik stoi do niego przodem, czy może jednak tyłem. Na okazałym pysku nie mógł dostrzec dzioba. Powoli ogarniała go straszna myśl, że tylko on i te brzydkie czarne cosie je mają…
Nie mogąc żonglować myślami, niczym przegniłymi pomidorami po raz kolejny zademonstrował pozę wojenną. Pysk prawie przy ziemi, uszy sztywne, skrzydełka trzepoczą delikatnie, a wysoko niczym góra postawiony zad, kołysał się w rytm nieistniejącej melodii. Oj tak, dziś miał poczuć krew, w… dziobie.
Plan rozszarpania ofiary był idealny, ale ten cętkowany tchórz miał sojuszników! Dwóch na jednego, nie ma problemu pomyślał. Ciekawiło go czy mamusia oglądała, chciał jej pokazać po ostatniej wpadce jaki to on jest dzielny i mężny. Wszystko się zmieniło gdy usłyszał głosik matki, powoli rozumował ale się dziwił. Nie..do…niedo…. bry, miał nadzieje, że śle słyszał bo jakoś nie było za ciekawie jeśli Ari okazałaby się pacyfistką. Wątpliwości rozwiał jeden argument! Pewnie po ojcu ma te wojowniczą stronę, a od niej odebrał ponadprzeciętną i ponadczasową urodę, no i zapaszek.
Zdezorientowany mógłby być łatwym posiłkiem dla kociaka, na szczęście bitwę wieków przerwała istotka podobna do jego rodzicielki, nie mógł jednak się jej przyjrzeć dokładnie, ciemno było i w sumie za ciepło. Coś co dostrzegł, a był to kijek, był taki piękny. Coś dziwnie podniecało brzuch gryfka, gdy ten zerkał na badyl. On taki chciał. Zapominając o przeciwniku, walce i honorze gapił się durnie w drewno.
Nagle skoczył, swoimi pazurami i szponami umocował się na jedynej rzeczy, która odgradzała go od niebezpieczeństwa. Jakiekolwiek próby strącenia kulki mogły być utrudnione, on pragnął się do niego przytulić. Jeśli kobiecina podniesie nieco kij, to ujrzy wpatrzone w nią ogromne maślane oczy, doprawdy urocze.
Awatar użytkownika
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

16 wrz 2012, 15:35

Ajlin rzuciła się by odciągnąć Kota. Znała go długo, lecz nie wiedziała jak jej pupil zareaguje na stworzenie które do niego podeszło mając zamiar wszczynać jakąś bójkę. Tak, martwiła się o to małe beżowo, futerkowate, pierzaste coś! Dopiero gdy podbiegła bliżej i gdy pociągnęła za skórę na karku swojego cętkowatego towarzysza do tyłu, dostrzegła dziób, skrzydła oraz wielkie oczy. Zamarła wpatrując się w istotę kremową. Toż to był przecież gryf! Zaledwie pisklę do tego!
I tak z fascyacją przyglądała się pisklęciu, wręcz można by rzec ze taką sam ą jak ono przyglądało się drewnianej lasce. I tak to było. Kot patrzył na gryfa, Siwa również to czyniła, a beżowa kulka patrzyła na laskę. I wydawało się, że wszyscy tak będą spoglądać na wszystkich gdy to do akcji wkroczyła tajemnicza postać kobiety próbująca odciągnąć najwyraźniej swojego pupila od całego zamieszania. I tu Ajlin podniosła wzrok. Chciała odpowiedzieć na tłumaczenie się kobiety. Bo w końcu to normalne że zwierzęta bywają niesforne i różne dziwne rzeczy przychodzą im do łepków, lecz głos jej zamarł . Siwa ujrzała bowiem twarz kobiety z bliska i przy świetle ognia. Czerwone ślepia, sina skóra i zęby wystające w szczątkach czegoś, co dawniej zapewne było ustami, a obecnie, zakrwawionymi kantami skóry wokół szczęki. Odsłonięte części mózgu zaś lśniły odbijając siwiało płomieni.
-Niech Lovren uchowa… – Wydusiła z siebie szeptem, zaciskając jedną dłoń na Kocie, którego przycisnęła do swojej piersi. Rozdygotana zaczęła robić kroki do tyłu, chcąc zwiększyć odległość między sobą a…NIEUMARŁYM! Serce jej łomotało w piersi, jak szalone! A więc plotki okazały się prawdą! A ona głupia mimo to zapędziła się do lasu to teraz ma!
Całe te przerażenie sytuacją sprawiło, iż Siwa nie zwróciła już uwagi na gryfa, który skoczył uczepiając się laski! To, jak i nie uważne cofanie do tyłu sprawiło iż Ajlin poleciała jak długa na ziemię, a jedyne co z siebie wydała to ciche…
-Ajć…
Kot ciągle był przyduszany przez przerażoną kobietę, lecz dzielnie znosił swe męki. Zaś gryf… właśnie, ciekawe co z nim….
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

16 wrz 2012, 18:19

To nie miało się tak potoczyć. Jasnowłosa kobieta nie miała się spłoszyć. Miały się zaprzyjaźnić, zaplatać sobie fantazyjne fryzury na włosach, kąpać się w jednej balii (najlepiej na sucho, gdyż Ari szczególnie za wodą nie przepadała), siedzieć wspólnie przy ognisku (nie za blisko płomieni, bo po co od razu wybuchać?). Oczywiście wymysły energicznie martwego umysłu nieumarłej kobiety mogły być zupełnie abstrakcyjne, dlatego też lepiej pominąć wcześniejsze pomysły. Po prostu miały podzielić się gajem. Tak, aby nie przeszkadzały sobie nawzajem.
Siwa musiała wszystko zepsuć swoim przerażeniem. Oczywiście, ktoś jest trochę bardziej martwy i przeżarty to od razu trzeba się go bać i w popłochu uciekać. Jedno z typowych zachowań innych istot w stosunku do nieumarłych. Jakie jest inne? Szarżowanie na niewinnych umarlaków i atakowanie ich wielkimi mieczami.
Ari uspokoiła się nieco tym, że Izydor zainteresował się laską. Drewno, to drewno. Gryfowi nic się nie stanie, a laska? Cóż, najwyżej będzie trochę obśliniona i pogryziona. Ząb czasu, psiamać.
Ojej, przewróciłaś się. To dlatego, że ten kotek plącze się pod nogami. -Ari nie połączyła próby ucieczki Siwej z tym, że tamta zobaczyła jej twarz. Albo po prostu nie chciała tego skojarzyć. Nieumarła podeszła bliżej i wyciągnęła ręce w stronę leżącej niewiasty. Palce miała tylko trochę zaciśnięte w przerażający szpon. Tylko troszeczkę.
Złap mnie za rękę. Tylko nie ciągnij zbyt mocno, bo mi odpadnie. -chciała żartem rozładować atmosferę, która ewidentnie była napakowana do granic możliwości grozą wynikającą z niedoszłej bójki dwóch zwierzaków… a i pojawieniem się straszliwego nieumarłego.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

17 wrz 2012, 13:54

Kawałek drewna wyjątkowo uradował małą kulkę. Taki chropowaty, taki brązowy, taki długi, taki fajny. Nie wiedział dlaczego pociąga go ta gałązka, jednak musiał ją mieć. Jako, że nie znał pojęcia własności, to uważał że wszystko jest jego. Jakie było zdziwienie gdy mimo potrząsań pulchnym ciałkiem nie chciał się wyrwać z drobnej ręki kobietki. Zmachał się biedaczyna, a on ani rusz.
Musiał się wiele o życiu nauczyć, tymczasowo miło mu było myśleć że jest panem wszystkiego. Zmarszczył czoło wielkie myśląc, czyżby nie każdy jest jego słabowitym sługą, który ma mu oddawać hołd? Dziwne te wątpliwości, szybko o nich zapomniał. Miał wielkie ambicje! Co prawda nie miał kompletnie żadnych planów, ale jeśli coś robił to to musiało być wielkie.
"Król" chwyt miał mocny, drobne szpony i pazury pokiereszowały już nieco kostur. Rysy coraz bardziej przypominały się małych kanalików. Ciekawe jak zareaguje właścicielka gdy się dowie o małym wypadku z kijkiem. To jednak było zmartwienie Ari, bo Izydor raczej nie przejmował się tego typu błahostkami.
Nagle mózg stracił kontrole, nie wiedział gdzie jest dół, a gdzie góra. Obracał się nawet przez chwile wokół własnej osi! Broń podróżniczki zaczęła upadać razem z nią. Niestety gryfek nie był przygotowany na taką ewentualność. Szczęście, że chociaż upadł w miarę bezpiecznie. Miał w głowie mętlik, gwiazdki mu świeciły przed oczętami. Chwiejnym krokiem krążył w kółko, trzeba dopowiedzieć bardzo krzywe kółko. Piórka na głowie już nieco brudne, stanęły dęba, a on w swoim chaotycznym tańcu gubił kroki. Zakołowania głowy nie mijał, a on niczym pijany kręcił się w okolicy drewienka. Cud natury nie miał jednak tak mocnej głowy jak myślał, pozostała mu jedynie próba nie zabicia się przypadkowo wpadając prosto w paszcze kota.
Awatar użytkownika
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

18 wrz 2012, 19:52

Siwa leżała na ściółce wybałuszając oczy. "Ojej, przewróciłaś się" zabrzmiało przez chwilę, jak "ojej, żywy człowieczek się przewrócił, jak smacznie…", a "złap się za rękę" odbiło się przeinaczonym echem "złamię Ci rękę". Całe życie alchemiczki przeleciało przed brązowymi ślepiami, niczym ciąg obrazów o tematyce wszelakiej. I już to kobiecina miała w odruchu obrony zacząć grzmocić złego nieumarłego po obślizgło-gnijącej sylwetce, gdy to do jej głowy doszły autentyczne komunikaty, które zachwiały jej całym światopoglądem. Umarli kojarzyli jej się z czarną magia, złymi czarnoksiężnikami, mordami i innymi takimi. Ogólnie rzecz ujmując to co martwe jest złe, a to co martwe i chodzi – jeszcze gorsze, zaś to co widziała Siwa było nie tylko tym gorszym, lecz jednocześnie w dziwny sposób…kulturalne. To zbiło z tropu Ajlin. Tak więc pomrugała parę razy, a następnie zlustrowała dokładnie od nowa osobę stojącą przed nią od czubka martwej łepetyny po przegniłe stópki, a ostatecznie zatrzymując się na kościstej dłoni. W końcu jakaś część Siwej przemogła się i uchwyciła nieożywioną dłoń w dziwnej obawie, że urażona, definitywnie martwa kobieta poczuje się…urażona i rzuci się w odwecie za zniewagę. Dlatego też kobiecina ujęła początkowo delikatnie dłoń zmarłej, a potem ją zacisnęła dość luźno, bo nie wiedziała na jaką siłę może sobie pozwolić by nie skończyć z czyimś ramieniem w dłoni…to by chyba było dla niej za wiele.
Kiedy już stała na nogach, puściła i kota, i rękę…
Uśmiechnęła się nieco nerwowo.
-Dzi-dziękuję…Wybacz, lecz wyglądasz, wiesz, tak…nie-żywo, hahaha… Nie zrozum mnie źle, nie chcę Cię urazić, lecz nie spotykam się z tym na co dzień i nie zwracaj uwagi na to jeśli będę dziwnie się przyglądać ale…-Przełknęła ślinę.
-Jesteś martwa? Jesteś nieumarła? Masz…pana?

Pytanie trywialne, lecz jakże potrzebne i decydujące o tym, czy cała sytuacja jest po prostu wyjątkowo groteskowa, czy też cholernie niebezpieczna.

Kot zaś opuszczony nagle przez swoją właścicielkę, jak i otumaniony z powodu ciągłego ściskania, miotania sobą i swoim ciałkiem spadł na ziemię, bynajmniej nie na cztery łapy. Nie śpieszył się z powstaniem na nie, tylko próbował pojąć sytuację w jakiej się znalazł. Jego właścicielka już nie leżała, tylko stała! I gadała z wrogiem! Więc skoro PANI wymieniała słowa z osobą pachnącą jak truchło, więc chyba było dobrze…Te i inne rzeczy próbował rozszyfrować kot, próbując również na nowo zlokalizować beżowego gołębia. Parszywie mu z oczu patrzało.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

19 wrz 2012, 13:23

Ari parsknęła śmiechem słysząc, jak Siwa plącze słowa. Jej, jako nieumarłej często się to zdażało, ale głównym powodem był raz po raz sztywniejący i rozluźniający się język. Nic u niej nie pracowało jak powinno przez cały czas, dlatego zdarzały się wpadki, kiedy całkowicie niechcący rzucała się na kogoś i zjadała. Wszystkiemu były winne dziwne reakcje organizmu, który przez dziesięć lat nie potrafił poradzić sobie ze stanem, w którym się znalazła.
Urazić? Jestem martwa, nie da się mnie urazić -oczywiście, gdyby ktoś postanowił sprawdzić, czy Ari umie się palić, wtedy byłaby urażona, ale tylko raz. Albo wilk. Wilk mógłby urazić Ari swoim zachowaniem. Wtedy pacnęła by go martwą ręką po nosie.
Jak to nieżywo? Dzisiaj wyglądam wręcz kwitnąco. -Siwa powinna uświadomić sobie, ze czasami bywało z Ari gorzej. Jednak wcześniej nałapane przez nią górskie powietrze podziałało niemalże ożywczo. Dodatkowo skupiała calą swoją uwagę na marszu i pilnowaniu dziecka, więc nie miała czasu, aby zająć się tak banalnymi sprawami, jak na przykład gnicie. Tak więc na jakiś czas przestała.
Pana? Pytasz, czy ktoś mnie zbudził z grobu? Och nie… mi po prostu śmierć nie wyszła. Z początku myślałam, że mnie pogrzebali żywcem, ale później przejrzałam się w jeziorze… Myślę, że gdyby ktoś mi powiedział wcześniej jak trzeba umrzeć, to byłabym w tym lepsza. A tak? Klops.
Co jakiś czas zerkała na Izydora, który dostawszy laską po głowie, kręcił się w kółko. Może to i dobrze, że tak przygrzmocił? Gdyby przestawiło mu się w główce, to może udałoby się zrobić z niego dobrego nieumarłego. Jak mamusia. Bo to, że narodził się jako gryf, to nic nie znaczy. Teraz jest po prostu bardzo żywym prawie nieumarłym. Jakie to urocze.
A ty kim jesteś? Skąd mogę wiedzieć, że mnie zaraz nie unicestwisz? -z takimi delikatnymi kobietkami trzeba najbardziej uważać, to już Ari dobrze wiedziała. Z niczego potrafią stworzyć śmiercionośne narzędzia. Aż strach się bać.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.