Słoneczny gaj

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Posty: 338
Rejestracja: 06 lut 2011, 12:13

Słoneczny gaj

06 lut 2011, 20:17

Grad złocistych strzał wbijał się w zieloną ziemię naznaczoną gęstwinami złotych, zielonkawych, czerwonych, pomarańczowych liści. To słońce naciągało co chwilę cięciwę swojego łuku, by wypuścić swoje promienie w tę zalesioną ziemię. Szczupłe lub grube drzewa o konarach różnorakiej barwy pięły się aż do nieba, choć były również takie, które wolały zostać blisko ziemi. Korony roślin były tak barwne, że każda tęcza wstydziłaby się konkurować z nimi na piękno. Wszyscy aż widzieli promyki słońca, bądź też księżyca, kiedy przebił się przez armie liści na szczytach drzew. Wiązki światła często krystalizowały się i uwidaczniały w powietrzu. Gdy ktokolwiek wszedł w wiązkę światła przepuszczoną przez wielo, wielobarwne liście w gaju wyszedłszy z niej widział na swojej jeszcze przez pewien czas pobłyskujące światełka, które przyjemnie go masowały.
Słoneczny gaj to miejsce, gdzie najczęściej przychodzą medycy, szukając produktów na lekarstwa. Jednakże również artyści szukający inspiracji.


Tak też Kilian siedzi, oparty o mocny dąb porośnięty złotymi liśćmi. Skrobiąc coś gęsim piórem na kartce papieru kontempluje o pięknie przyrody, Sztuce i innych interesujących go sprawach. A najlepsze było to, że miejsce w którym teraz odpoczywa jest zupełnie podobne do tego, gdzie się urodził.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

02 gru 2012, 18:21

Zmiennej chciało się płakać kiedy tylko dotarła do słonecznego gaju. Miejsce to budziło w niej tyle wspomnień, że ich nadmiar w całości przytłoczył kobietę. Oparła się o pobliski dąb, teraz w całości nagi. Liście leżały pod jego konarem, delikatnie przysypane śniegiem. Driada wzięła jeden listek, czerwony z żółtymi plamkami i zaczęła się nim bawić. Dylematy wypełniły ją, a strach blokował nogi. W końcu odgarnęła włosy, wzięła głęboki oddech i ruszyła na polanę.
Teoretycznie nikogo w pobliżu nie było. Żadnego zwierzęcia czy podobnej do niej istoty. Zmienna kroczyła z dwoma towarzyszami przez zaspy śniegu, uważnie się rozglądając. Ich pobyt na pewno wzbudził ciekawość mieszkających tu opiekunek lasu.
Kiedy dotarli na środek polany, dała towarzyszom znak ręką aby się zatrzymali. Odwróciła się do nich i powiedziała:
– Musicie w jakiś sposób oznajmić driadom, że wasze zamiary są całkowicie pokojowe. Macie mnóstwo możliwości, może to być cokolwiek. Ja tymczasem spróbuję przekonać je, aby wyszły ze swoich kryjówek. Jeśli nadal chcą mnie słuchać.– Podniosła kącik ust, co pierwotnie miało wyglądać jak półuśmiech, a e ostateczności wyglądało jak coś, czym można by straszyć małe dzieci.
Ściągnęła z siebie strój, ciskając go na skutą lodem glebę.
Siostry!– Przemówiła głośno i doniośle.– Wiem, że nie jestem mile widziana wśród was, a niektóre uważają mnie za zdrajczynię. Nie przyszłam prosić tu o ułaskawienie. Chciałabym tylko, abyście pomogły moim towarzyszom odnaleźć cel ich podróży. W nagrodę, będziecie mogły wymierzyć sprawiedliwość za wydarzenia z przeszłości.
Nie było łatwo wypowiedzieć te słowa. Liczyła się z konsekwencjami, ale już się z nimi pogodziła. Za każdy występek powinna czekać kara.
Awatar użytkownika
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

02 gru 2012, 22:00

Aust szedł, szedł, szedł aż oberwał od drzewa gałęzią przeklinając las i jego mieszkańców. Był zły i tylko to cholerne źródełko dało mu energie. Kiedy dotarli na polankę i driada wreszcie zaprzestała marszu uśmiechnął się z widoczną ulgą. Otrzepał ubiór z resztek jedzenia, wczorajsza kolacja z trudnością odczepiała się od stroju, trzeba było jednak jakoś wyglądać.
Kobiecina zaczęła znów się rozbierać, elf potarł ręce licząc na kolejne ochocze driady zebrane w jedno miejsce, nagle spodobała mu się wszech obecna flora. Puknął piąstką koleżkę, niczym brat, czekały ich długie, ciepłe, gorące pełne feromonów i potu rozmowy, głównie w marzeniach maga.
Zniecierpliwił się gdy kobieta bawiła się z listkiem, nie rozumiał ludzi lasu więc nie oceniał. Jak dobrze, że miał swój namiot, co by zrobił gdyby musiał spać… wśród sosenek. Odgonił straszne myśli, gdy driada powiedziała, że mają zrobić coś by wyglądać pokojowo… Aust myślał długo, aż wyjął różdżkę.
Spojrzał badawczo na Solfernusa, a później pomacał swój podbródek. Jak można się przypodobać pięknym, leśnym kobietą które wesoło hasają po lesie zabijając z łuku wędrowców lub ich gwałcąc? MAM wykrzyczał na głos i machnął kilka razy patyczkiem.
W okół dwóch mężczyzn pojawił się dziwny dym, owinął ich całych, a ze środka można było usłyszeć iskierki strzelając w górę. Wszystko działa się wyjątkowo szybko, o ile w ogóle się udało…
Purpurowy gaz opadł i zniknął zjedzony przez świeże powietrze, a to co stało się z człowieczkiem i elfem nikomu się przyśnić nie mogło, chyba że jako koszmar. Ubiór Solfernusa zamienił się w kwiaty przeróżne, pnącza które skrywały głównie najistotniejsze męskie miejsca, wyglądał jak bardzo brzydka elfka. Patrzenie na Austa raniło oczy, on był cały nagi, nie skąpiąc roślinek na kluczowe miejsca, zamiast tego miał piękny wianek z różowych kwiatków. Podbiegł trzymając wyprostowane ręce w stronę kobiety. Zdziwił się gdy coś mówiła o karze i innych bzdetach ale był tak podniecony, że tylko wypatrywał driad machając głową to w lewo, to w prawo. Broń miał w gotowości, zdążył jedynie powiedzieć…
– Przybywamy w pokoju, nadzy i bezbronni jak nas matula natura stworzyła– uśmiechnął się rozbrajająco, czekał jak dziecko na cukierka.
Awatar użytkownika
Posty: 13
Rejestracja: 07 paź 2012, 20:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35692#35692

09 gru 2012, 12:32

Szedł stawiając pewne, twarde kroki, a jego obute w stal nogi miażdżyły co bardziej delikatnie gałęzie czy roślinki. Szli do driad, a on wyglądał raczej jak niszczyciel ich środowiska. Jakoś wątpił, aby te im pomogły, widząc go. Nie wyglądał na pokojowo nastawionego, a jego charakter też taki nie był. I miał przekonać nagie kobiety, aby uwierzyły, że ma pokojowe zamiary? Ciekawe, nie ma co… Rozejrzał się dookoła nie widząc nic. No może poza ich najnowszą towarzyszką w negliżu. Nie aby coś, ale podobał mu się ten widok. Tymczasem starzec coś powiedział, poczarował i… Solfernus stał odziany w jakieś kwiatki, pnącza… Pancerz, który znikł ujawnił wiele blizn oraz najciekawszą – skomplikowany znak na piersi, wypalony. Pamiątka z przeszłości, która niczym wypalone znamię dalej nad nim ciążyło. Postanowił nic nie mówić, gdyż zaraz powiedziałby coś nie tak. A powiedziałby, przecież był głupim, pochodzącym ze wsi facetem. Skupił więc swój wzrok na towarzyszce, nie chcąc ranić oczu widokiem starca. Wolał popatrzeć na nagą kobietę. Nie wiedział też, czy czar starca, nie osłabił pieczęci.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

12 gru 2012, 22:29

MG

Gdyby trójka poszukiwaczy ukrytych w Lesie Cieni skarbów bacznie przyjrzałaby się otoczeniu, mogłaby wyczuć, że ktoś ich obserwuje. Istoty o ostrzejszych zmysłach z pewnością dostrzegłyby kilkanaście par oczu skrytych w krzakach.
Zmienna postanowiła pomóc niedawno poznanym istotom nawet za cenę swojego życia. Komuś, kto obserwował ich od momentu wejścia do gaju, wydało się to zabawne. Zdjęcie szat na znak powrotu do natury i próby zbratania się z innymi driadami wywarło wrażenie jedynie na towarzyszach Zmiennej. Niezwykle ożywiony i omamiony młodym driadzim ciałkiem Aust machnął magiczną różdżką i pozbawił się ubrania a Solfernusa najzwyczajniej w świecie rozpancerzył. Idąc za przykładem Zmiennej chciał pokazać swoje pokojowe zamiary.
Z różnych stron gaju rozległy się chichoty na widok elfiego staruszka z kwiatami we włosach i z niezwykle przewietrzonymi zakątkami.

Zza drzewa, które rosło na wprost podróżników, wyszła jedna z driad. Była to niewysoka kobieta. Jej skóra miała intensywny zielony odcień. Nie osłaniało jej żadne ubranie, ale zamiast tego, długie potargane, ciemnobrązowe włosy zasłaniały jej piersi. Lewą część ciała pokrywał brązowy tatuaż. Wzór wił się niczym najprzedniejsza żmija od obojczyka kończąc się na palcach lewej stopy. Zatrzymała się kilka kroków przed Zmienną.
Jakim prawem pojawiasz się tutaj, ty która nas zdradziłaś? Wyczuwam strach siostro, ale czy jest w tobie żal za popełnione czyny i choć odrobina skruchy? -wypowiedziała to w języku driad.– Znalazłaś sobie godną kompanię, siostro. Niedołężny starzec i brzydki wojownik? Upadłaś strasznie nisko, siostro. Dlaczego miałybyśmy im pomagać? -"siostro" w ustach driady brzmiało niemal jak obelga.
Nie wspomniała nic o karze, nie musiała. Wiedziała, że wszystko ma swój czas, a trzymanie Zmiennej w niepewności sprawiało jej dziką radość.

Spomiędzy krzaków wyłoniła się druga driada. Krótkie nastroszone włosy, trójkątna twarzyczka i chłopięca figura sprawiały, że wyglądała niczym wróżka lub skrzatka.
Och, proszę, pomóżmy temu śmiesznemu staruszkowi. Czy on nie jest uroczy z tym wianuszkiem? -ona także posługiwała się językiem niezrozumiałym dla Austa i Solfernusa. Omijała wzrokiem Zmienną, jakby bała się, że samo spojrzenie w jej stronę może zrzucić na nią hańbę jaką okryła się Zmienna.
Swoją prośbę kierowała do driady, która jako pierwsza ukazała się podróżnikom. Widać było, że miała ona autorytet wśród pozostałych driad.
Starcze, możesz teraz przemówić. Opowiedz czego szukacie a my zastanowimy się, czy wam pomóc. -w końcu przemówiła we wspólnej mowie, kierując swe słowa do uradowanego jak mała dziewczynka Austa. Nie była pewna, czy zgrzybiały z lekka elf w ogóle zarejestruje jej słowa, był zbyt zaabsorbowany chłonięciem widoku nagich, kobiecych ciał. Z niepokojem zerkała też na Solfernusa, który wydał się jej wielce podejrzany.

Dla Solfernusa najmniejszym zmartwieniem było to, czy drady zgodzą się im pomóc. Czar elfa, który sprawił, że zniknął jego pancerz, usunął jego pieczęć. Zupełnie nieświadomie, bo przecież Aust nie wiedział, że nie powinien tego czynić. Solfernus był świadomy, co za chwilę się stanie i nie mógł nic na to poradzić…


//Chcę, żeby jako pierwszy odpisał Solfernus, ponieważ jego post będzie tutaj kluczowy.
Awatar użytkownika
Posty: 13
Rejestracja: 07 paź 2012, 20:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35692#35692

14 gru 2012, 15:01

Z lasu wyszła jedna kobieta, niewysoka, o zielonej skórze. Miałą długie, potargane włosy, a lewą stronę ciała pokrywał tatuaż, przypominający wijącego się węża. Podeszła do nich i powiedziała coś do Zmiennej, jednak nie zrozumiał tego. Nie lubiał nie rozumieć, kiedy ktoś mówił w obcym dla niego języku. Wtem z lasu wyszła kolejna niewiasta.Ta miała krótkie, roztargane włosy i wyglądała nieco chłopięco. Zauważył, że nie patrzyła na "ich" driadę, tylko omijała ją wzrokiem. Największą uwagę zwracał chyba Aust, który wyglądał po prostu komicznie. Ktoś coś mówił do starca, jednak on już tego nie słyszał.
Zimny, śnieżny puch mroził go w stopu, a wiatr owiewał jego ciało. Delikatnie zaczął się trząść. Jednakże wszystek ten mróz był niczym, w porównaniu do tego co działo się w jego głowie. Teraz był juz pewien, że czar brodatego elfa naruszył jego pieczęć i że za chwilę stanie się coś, do czego dopuścić by nie chciał. Jednak nie mógł nic z tym zrobić.
Na jego skórze pojawiła się gęsia skórka, a włosy stanęły dęba. Nie było w tym nic dziwnego, jednak jeżeli by się ktos przyjrzał, to zobaczyłby, że włosów na jego skórze przybywa. Najpierw w tempie kilku na sekundę na klatce piersiowej w miejscu wypalonego znaku, potem coraz więcej i szybciej, sięgając końców palców. Ktoś patrzący w jego oczy widziałby najpierw chaotyczne drżenie, a potem ich zmienianie się w oczy dzikiego zwierzęcia pałającego żądzą krwi. Mięśnie na jego ciele się napięły, zagryzł zęby i omiótł wszystkich wzrokiem. Gwałtownym ruchem uderzył Austa prostując rękę, co wręcz go odrzuciło. Paznokcie przekształciły się w długie szpony, a chwilowo karykaturalna twarz wydłużała się, formując się w wilczy pysk. Kły wydłużyły się, było widać, że są niebezpieczne. Ciało Solfernusa urosło do ponad dwóch metrów i jednej stopy. Nogi zmieniły się w wilcze, wyrósł mu ogon. Jedno spojrzenie w jego oczy wystarczało, aby się zorientować, że nie jest tam obecny mężczyzna będący jeszcze niedawno w zbroi.
Obrazek
Po lesie rozniósł się ryk bestii, wycie wilkołaka. Wezwanie do rzezi i uczty. Spojrzał na kobiety przed sobą. Nie spodobały mu się z wyglądu, może lepiej smakowały? Cicho warknął i stanął nieruchomy, a po dwóch uderzeniach serca obił się potężnymi łapami od ziemi. Kierował się na długowłosą driadę z pazurami wyciągniętymi do przodu, skierowanymi w jej brzuch i szyję. Rozwarty pysk bestii chciał jej wyszarpać krtań i zabić. A potem zmienić cel i zabić kolejną osobę, i kolejną… Zabić wszystko. Krew była tak piękna, tak smaczna. Charczenie ofiar i jęki ich bólu były tak zabawne i przyjemne dla ucha.
Wszystkich obecnych tutaj czekała zabawa w kotka i myszkę, a potem uczta. Wszyscy byli zaproszeni.
Awatar użytkownika
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

14 gru 2012, 22:37

Nareszcie, Aust chłonął oczami zielony teren, czasem myślał że ujrzał pośladek, niestety większość była jedynie roślinkami o specyficznych kształtach, które wyolbrzymiała żądza elfa. Zerknął na towarzyszkę, jakaś zdenerwowana była jak na zwykłe popołudniowe spotkanie u siostrzyczek, nie jego sprawa on tu tylko po źródełko, zbeształ sam siebie.
No i wyszła pierwsza piękność, tatuaże, cóż za egzotyczność. Śledził piękno… igły i farby, po wszystkich intymnych, bądź mnie intymnych miejscach. Bogato zdobiona praca, te kształty, kolory, długości uhuhuhu. Uradował się nas staruszek. Nawet puknął łokciem Solfernusa, którego głównie ignorował. A co miał się na niego gapić, nie miał tak okazałych fryzur, listków no i ogólnie nie miał tego czegoś czego papa pragnął. One coś tam mówiły ale on tylko podziwiał florę, jak na te porę roku bardzo okazałą, oj bardzo.
Kolejna się pojawiła, oj coraz lepiej, zachichotał niczym mała dziewczynka i rozkosznie, poza tym dobrze dla otoczenia, splótł dłonie i położył je na przyrodzeniu. No czy ktoś mógłby go nie pokochać podniósł lewą nóżkę, istny bożek.
Po chwili otrząsnął się z szoku, usłyszał kilka słów przez które spoważniał. Mieli cel, nie czas było na miłosne przygody, nieważne jak bardzo pragnęły go kobiety, nieważne jak bardzo złamie ich serca, musiał się poświęcić, odpowie za te miliony kobiecych samobójstw spowodowanych przez jego urodę.
Podniósł głowę wyżej i przemówił dosyć poważnie jak na nagiego maga, dobrze że nie słyszał obelgi o niedołężności, inaczej już pewnie drzewne nimfy mogłyby nie istnieć i zamienić się w kurczaki.
- Phzybyliśmy tu w iście szczytnym celu dhogie pan…- no i przerwał gdy obrócona pod nienaturalnym kątem głowa ujrzała oblicze towarzysza. Automatycznie wrócił do piękniejszej części widowni– Emmm, ja go nie znam nawet jakby coś…-szepnął do dziwadła– skuhwielu ja tu czahuje kobitki, mógłbyś iść?! Ogól się, umyj i whóć, a nie, miałem ten sam phoblem z włosami tam na dole, mam maść ale na Bogów tehaz to se idź!
Nie mógł tak zakończyć audiencji, byli za blisko dowiedzenia się gdzie jest źródełko, on nie zamierzał szukać go kilka lat, aż tak nie lubił lasów. Wyjął różdżkę z miejsca o którym lepiej nie wspominać i spojrzał groźnie na wilkołaka, fuj za pysk. Ustawił się w pozycji bojowej, szeroki rozkrok, silny przewiew pomiędzy nogami, mniejszy rozkrok bo zimno, ręką w nadgarstku prosta. Trochę trwało nim się wreszcie ustawił. Machnął raz, dwa razy, trzy, zaczął machać na siłę jak batem w konia, aż w końcu magiczne światło wystrzeliło. Marzeniem by było żeby czar zabił natychmiast, niestety małe problemy z pamięcią zepsuły czar który poszybował na czarodzieja. Biedaczysko zakrztusiło się piórami, próbował jeszcze raz, może tym razem. Skupił się jakby miał wydalić pięciokilogramowego niemowlaka, prawie mu się to udało zresztą. Tym razem niebieska wiązka poszybowała lecąc wężykiem. Iskrzyło się od energii magicznej. Miało uderzyć prosto pod nogi ohydnego stwora, zmienić miękką glebę w wodę, a jak się nie uda to chociaż bagno, na tyle głębokie by unieszkodliwić delikwenta, a nawet poharatać jeśli będzie niegrzeczny. Skurczybyki nie lubią wody, będzie śmierdzieć tydzień po takiej kąpieli. Gdy jego czar leciał on zajął się wyskubywaniem piórek z ust, oślizgłe od śliny białe wypchały mu prawie całe usta, a on umiał robić z ustami cuda, oj umiał…

Edytnąłem bo zapomniałem o zmienieniu r na h w dialogach… prze..pra…szam.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

28 gru 2012, 12:12

Pierwsza wyłoniła się starucha, będąca jedną ze starszych driad w okolicy. Jej zdanie było decydujące, a ona sama pełniła stanowisko odpowiadające władcy. Inne driady może nie zdawały sobie z tego sprawy, ale Zmienna od początku jej nie lubiła. Jej sposób zachowania, przyjemność jaką sprawiała jej manipulacja innymi doskonale odpowiadała tatuażowi, który stał się jej znakiem rozpoznawczym. "Żmijka", tak nazywano ją za jej plecami. Dziewczyna bardzo lubiła to określenie i często z niego korzystała.
Teraz żmijka stała przed nią tak blisko, że driada poczuła kwasowy oddech swojej siostry.
Słowa, które wypowiedziała wstrząsnęły nią, ale nie spodziewała się po niej czegoś innego. Sytuacja była dla niej idealna, polana na której się znajdowali to dla żmijki prawdziwy teatr, gdzie mogła ukazać jak bardzo silne i fałszywe emocje nią targają. Zmienna miała ochotę splunąć jej w twarz, ale to tylko pogorszyło by sprawę.
Już miała odpowiedzieć, ale wyskoczyła kolejna nimfa, tym razem młodsza, której wygnana nie rozpoznała. Omijała Zmienną wzrokiem, jakby była trędowata, a samo spojrzenie przenosiło zarazę. Zaskoczona zmiennokształtna posłała gniewne spojrzenie w stronę żmii, zdając sobie sprawę, jak mocno musiała wpłynąć na umysły młodych driad.
Niespodziewanie, Solfernus, dotąd cichy i opanowany, zaczął się przemieniać. Jego skóra porosła włosami, a twarz przekształciła się w wilczy pysk. Dłonie zamieniły się w ostre jak brzytwy pazury. W jego oczach widniała chęć mordu i krwi.
Na pierwszy ogień poszła dziewczyna o chłopięcej urodzie. Solfernus momentalnie rzucił się w jej stronę. Aust, który próbował rzucić zaklęcie zakrztusił się nagle piórami. Zmienna zrozumiała, że to idealna chwila aby udowodnić Żmijce, że jej propaganda nie miała nic wspólnego z rzeczywistością.
Driada również skoczyła i popędziła w stronę młodej driady. Jej cel był prosty– nie pozwolić wilkołakowi chodźmy drasnąć dziewczyny. Chciała ją wypchnąć z zasięgu pazurów oszalałego Solfernusa, przy czym zachęcić go do zaatakowania jej.
Podczas biegu, dłonie dziewczyny również zaczęły się zmieniać. Tak samo jak u mężczyzny porosły futrem, a paznokcie przekształciły się w szpony. Wiedziała, że nie ma z nim wielkich szans. Miała nadzieję, że Aust zdoła przywołać zaklęcie, które obezwładni wilkołaka, a przy okazji nie zabijając siebie samego.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

31 gru 2012, 17:06

MG

Kwiatki, dzika magia praktykowana przez Austa i próba pojednania z driadami… jeszcze kilka minut temu wszystko było takie proste i radosne. W okamgnieniu sytuacja diametralnie się zmieniła. Solfernus, który przestał być zakutym az po czubek głowy wojownikiem, zmienił się w żądną krwi bestię. Zaklęcie, które rzucił na niego Aust tak radoście pozbawiając do ubrania sprawiło, że całkowicie nieświadomie zdjął on także pieczęć która trzymała w ryzach wilka drzemiącego w Solfernusie. Biedny Aust, gdyby wiedział, z pewnością byłby ostrożniejszy.
Staruszek postanowił zareagować natychmiast, gdy zauważył co się święci. Pierwsza próba rzucenia czaru poskutkowała nafaszerowaniem samego siebie białymi piórkami. Piórka w gardle łaskotały go niemiłosiernie i wywoływały wymiotny odruch. Kilka z piórek połaskotało go tak głębowo w przełyku, że nie mogąc się powstrzymać, przełkął je tylko po to, aby chwilę później w torsjach je zwrócić. Zanim to zrobił, postanowił jeszcze raz zaryzykować rzucenie zaklęcia. Element rozpraszający, czyli owe pióra, sprawiły, że popimo udanego zaklęcia Austa zawiodła celność. Niebieska wiązka magii, która miała stworzyć pod wilkiem całkiem sporą kałużę, poszybowała za niego. Tak więc Solfernus miał na sobą wodę, a nie wylądował w niej. Aust zajął się usuwaniem piórek z paszczęki wydając przy tym odgłosy, których nie powstydziliby się najwierniejsi bywalcy karczm podczas zabaw, gdy pili na umór. Odgłosy charkania, plucia, cofania i pochrząkiwania niosły się po polance niesamowicie głośno.

Zmienna rzuciła się przed driady chcąc zasłonić je własnym ciałem co było bohaterskie ale także głupie.
Ciekawy sposób, żeby pokazać nam wasze pokojowe zamiary… -Żmijka daleka było od tego, aby w tym momencie cokolwiek docenić. Obserwowała przemianę Solfernusa i nieudolne próby praktykowania magii. Nic nie powiedziała, gdy Zmienna przekształciła ręce w groźne łapy. Skinęła natomiast na młodą driadkę.– Nic tu po nas. Idziemy.
Tak szybko jak się pojawiły, równie szybko zniknęły. Na polance gaju zostały jedynie trzy istoty. Krwiożercza bestia, driada gotowa do walki i wymiotujący staruszek…
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 13 paź 2012, 11:03
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2300

01 sty 2013, 18:49

Żmija i jej młodsza towarzyszka odeszły, gdy tylko dziewczyna podniosła się z ziemi. Poobijana i przestraszona podbiegła do Żmijki aby się za nią skryć. Ta z kamienną twarzą odwróciła się, rozkazując podopiecznej aby uczyniła to samo. Odeszły, zanim Zmienna cokolwiek powiedziała. Chciała krzyknąć, poprosić je aby się zatrzymały, ale jej przeciwnik wydawał się być większym problemem.
Cholera, pomyślała podnosząc się z ziemi. Rzuciła się na dziewuchę, a ta nawet dalej traktowała ją jak morowe powietrze. Przygryzła wargę. Spodziewała się, że chociaż młoda doceni ten brawurowy akt bohaterstwa, ponieważ pozostawała jedynym źródłem informacji. Teraz będą musieli odnaleźć kogoś innego, kto wskaże im drogę. Może zwierzęta? Przewinęło jej się przez myśl. Stare wilki albo wędrowne ptaki na pewno natknęły się na ten przeklęty staw.
Podskoczyła do góry, przyjmując gotowość do ataku. Nie chciała walczyć, nie po to tu przybyła. Wyrzuciła z głowy wszystkie myśli, które kłębiły się w jej umyśle, skutecznie ją rozpraszając. Popatrzyła na Austa. Biedaczek, zaklęcie którym oberwał wydawało się być naprawdę złośliwe. Staruszek wymiotował dalej niż widział, próbując pozbyć się piór z przełyku. Stwierdziła, że nie ma co na niego liczyć. Może nawet to i lepiej.
Dopiero teraz poświęciła uwagę na oponenta. Wilkołak stał kilka metrów od niej, gotowy aby zabić ją i rzygającego czarodzieja. Kolejny raz przygryzła wargę, trochę zbyt mocno, bo po jej wardze momentalnie pojawiła się czerwona strużka, a w ustach poczuła smak żelaza.
To nie musi się tak skończyć- Krzyknęła do Solfernusa. Starała się grać na zwłokę, licząc że Austowi uda się usunąć skutki zaklęcia z gardła. Wiedziała, że to głupie. Wolała się łudzić niż stanąć do walki z towarzyszem. Znowu jest w Lesie Cieni, i znowu musi zabić kogoś, kto okazał się być kimś innym. Co prawda, Solfernus nie starał się jej wkorzystać w żaden sposób, jednak sam fakt przemiany i nagła zmiana zachowania pozostawały zbyt ważne, aby je pominąć. Przypomniała sobie swój cel, cel który jasno obwieszczał, że zło należy tępić. Poczuła skurcz w żołądku.
I wtedy ujrzała zbiorniczek wodny, który wyczarował najstarszy członek Kotów. Gdyby mogła wepchnąć w niego wilkołaka, może oprzytomniałby i wróciłby mu zdrowy rozsądek. Ale frontalny atak nic by jej nie przyniósł, mężczyzna z pewnością uskoczyłby w bezpieczne miejsce. Pozostawało jej bronić się przed ciosami, jeśli dojdzie do walki i liczyć, że rycerz szybko popełni błąd, który będzie mogła wykorzystać.
Awatar użytkownika
Posty: 13
Rejestracja: 07 paź 2012, 20:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35692#35692

14 sty 2013, 15:11

Nie zwracał uwagi na żadne słowa, jego żądza krwi była niepowstrzymana. Driady pozostawiły go na polanie razem ze starcem i Zmienną, za którą tu przyszli. W jego oczach płonął gniew. Chciał zabić, nic nie mogło go zatrzymać. Czuł ich bicie serca, słyszał ich oddech. Czuł zapach ich potu. A za chwile poczuje zapach krwi. Pazury nóg wbiły sie w zmarzniętą ziemię, a przednie łapy oparły sie o glebę. Spojrzał na driadę, która stanęła na przeciwko niego. Jego mięśnie się rozluźniły, wyglądało to jakby się poddawał. Jednak po chwili zaczął szczerzyć kły, a przez jego ciało przeszedł potężny skurz, który sprawił, że ciało wilka wręcz wystrzeliło do przodu, w kierunku driady. Jego kły i pazury kierowały się w stronę jej krtani. Gdyby ten skok sie nie powiódł, zrobiłby następny. I tak w kółko. Miał ogromne zapasy siły, więcej niż ta słaba niewiasta, tego był pewny. Napędzał go zwierzęcy gniew, gniew klątwy.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52171
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.