Jaskinia

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

Jaskinia

17 sty 2014, 21:40

Gdzieś w Lesie Cieni znajduje się jaskinia, rozciągająca się głęboko pod powierzchnią ziemi. Praktycznie żaden z mieszkańców lasu nie wie o jej istnieniu; jeśli jakimś cudem zapuściłby się w te rejony, i tak nic by nie zauważył, bowiem ta część lasu praktycznie nie różni się od pozostałych, może oprócz charakterystycznego, złowrogiego nastroju panującego w okolicy. Jedno jest pewne – wykopanie jej musiało trwać wieki.


Wejścia do niej strzeże drewniana, kwadratowa klapa, trzy na trzy metry. Tuż za nią znajduje się opadający w dół pod kątem około trzydziestu stopni, ziejący mrokiem tunel. Już samo to wystarczyłoby, by zniechęcić znalazcę do jej zgłębienia. Śmiałek, pragnący pokonać mrok za pomocą światła pochodni srodze by się zawiódł – płomień z pewnością okazałby się zbyt słaby, by dać jej radę. Nie jest wiadomo, jak głęboko znajduje się tunel – równie dobrze mógłby mieć pięćdziesiąt, pięćset, albo i pięć tysięcy metrów. Mrok skrywał wszystko.


Tunel kończy się w dużej sali, o rozmiarze około trzydziestu metrów na trzydzieści. Sufit znajdował się na wysokości w granicach siedmiu, ośmiu. Na posadzce, w centralnym punkcie pomieszczenia znajdowały się koncentryczne kręgi, które wyglądały, jakby znajdowały się tutaj od zawsze, jakby były naturalnym elementem tej ziemi. Postronnego obserwatora lekki blask białego światła, bijący od nich, mógłby kłuć w oczy. Największy z kręgów miał średnicę około pięciu metrów, każdy kolejny był coraz mniejszy. Wrażenie symetryczności podkreślają cztery belki stropowe, umieszczone w równych odległościach od siebie, tuż poza największym z kręgów. Po przeciwległej stronie wejścia znajdują się niewyróżniające się niczym drzwi.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

11 lut 2014, 19:01

Tak, jego Władca zobaczy jego siłę. Dostrzeże jego wartość i to, jaki dla nekromanty jest ważny. To, jaki pomocny będzie w spełnianiu jego najśmielszych marzeń i oczekiwań. Musiał pokazać wszystkim, że jest najświetniejszym wojownikiem nieumarłego rodu. Najwspanialszym wojownikiem na usługach swojego Władcy, a każdy z jego sługusów nie dorasta do pięt wilkołakowi. Wilkołaka zaś rozdzierała zazdrość, gdy stanął do walki z innym nieumarłym należącym do nekromanty. Gdy ostrze miecza wbiło się pod żuchwą i dosłownie ścięło niczym warstwę masła głowę, wilkołak zawył tryumfalnie, spoglądając za lecącą głową w bezruchu. Co prawda, oczekiwał, że jego mięśnie zareagują szybciej i żwawiej – czuł, że kiedyś miał lepszą władzę nad swoimi umiejętnościami. Być może to wszystko wróci z czasem? Mimo, że nie czuł krwi, czuł w sobie zew walki i pragnienie dalszego boju. Nie zdążył jednak złapać szkieletu – kolejne ustępstwo w jego organizmie. Spojrzał dumnym i pełnym głodu spojrzeniem w kierunku swojego Władcy, opuszczając miecz i czekając na kolejny rozkaz

.

Gdy czaszka toczyła się po ziemi w kierunku zwłok, wilkołak trochę bezrozumnie wpatrywał się we Władcę. Wiedział, że to jego sprawka. Nie interesowała go sama czaszka, ale emocje, jakie wyrażała twarz nekromanty, gdy ten podarował ponowne życie swojemu innemu nieumarłemu. Czyżby to jego lubił bardziej i go faworyzował? Przecież już mu pokazał, że umie walczyć. Chyba, że to wcale nie chodziło o to, czy umie skutecznie ciąć mieczem i unikać pchnięć – w tym też momencie uskoczył przed wymierzonym przez włócznika atakiem, stojącym w miejscu w pozycji obronnej. Być może Władca pragnął sprawdzić, czy wilkołak nadaje się nie tylko do zwykłej, prostej walki. W jego głowie zalążek myśli i planu kiełkował w czyn.

Spoglądając gniewnie na szkielet odsunął się o długi krok, wciągnął powietrze w płuca, nadął się i zaryczał przeciągle charcząc niezrozumiale. Wilkołak całą swoją wolę skupił na zrozumieniu tego faktu, chociaż było mu trudno. Tamten szkielet, jest nieumarłym, tak jak on. Ale on jest od niego o wiele lepszy, a Władca z pewnością wolałby jego, ogromnego wilkołaka, jako swojego obrońcę. Spoglądając na koniec włóczni zaparł się lekko nogami i jak tylko mógł ruszył do przodu w desperackiej szarży, trzymając miecz pionowo obok swojego prawego barku, zasłaniając szyję lewym przedramieniem. Przewidywał teraz pchnięcie broni, więc ruszył pewniej i skoczył na drewno, próbując przebić się z dala od żeber i kości, by broń przeszła na wylot. Chciał z całym impetem nabić się na pal i zbliżyć do drugiego nieumarłego, unieruchamiając jego broń i jego samego, wraz z wilkołakiem. Lewą łapą chwyta za jego obojczyk, lub inną, mocno osadzoną kość nie pokrytą mięśniami i mięsem. Drugą ręką, wyposażoną w miecz zaczyna uderzać w czaszkę przeciwnika w okolicach bezpiecznych dla drugiej ręki, by klinga się nie ześlizgnęła. Niczym młotem okłada ostrzem po głowie wroga, próbując ją skruszyć. Nie przestaje bić, póki szkielet znowu nie padnie martwy, nawet wtedy nie puszczając obojczyka. Jego pragnieniem było go zniszczyć, kiedy ma na to okazję.

Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

15 lut 2014, 15:41

MG

Zasadnicza różnica pomiędzy obydwoma przeciwnikami leżała nie tylko na polu budowy fizycznej, ale i psychicznej. Szkielet-włócznik poruszał się i walczył wyłącznie korzystając z impulsów wbitych do jego przegniłego mózgu – ruch, szarża, postawa defensywna, rekonstrukcja. Wilkołak, przynajmniej teraz, miał do dyspozycji większe spektrum taktycznych ruchów, jakie uaktywnił władca. Można było w zupełności uznać, że jego świadomość na czas walki została uwolniona z więzów.

Właściwie jedyną przewagą, jaką ożywieniec posiadał nad Altarisem, była owa zdolność rekonstrukcji. Władca zdawał sobie sprawę, że nieumarłe ciało, tak jak w tym przypadku, nie zawsze posiada zdolności żywego człowieka. Owszem, sztywniak jest nieustraszony, nie jest głodny ani zmęczony, nie jęczy ani nie pierdoli głupot, lecz jego siła i zręczność była ograniczona. Poprzez zachowywanie tkanki mięśniowej starał się nadrabiać tę wadę, nie zawsze jednak było to możliwe. Poświęcił więc czas na wymyślenie sposobu, który byłby skuteczny i zarazem w miarę prosty. I udało mu się – kwestia leżała w umyśle. Słudzy wiedzieli, że gdyby zostali pozbawieni kończyn, nawet głowy, powinni podjąć próbę rekonstrukcji. Wiedzieli jak to zrobić i nie sprawiało im to trudności; możliwość ta pozostawała aż do kończącego "życie" zniszczenia mózgu.

Jego nowy nabytek nie był głupi i w pełni zdawał sobie sprawę ze swojej formy. Rany fizyczne nie były mu już straszne, nie zagrażały jego życiu. Nie była mu straszna nawet wymierzona w jego stronę włócznia – bez wahania skoczył w jej stronę. Szkielet, oczywiście, nie zrozumiał postępu i zrobił to, co umiał. Pchnął z całych swoich sił, przebijając brzuch wilkołaka na wylot. Broń była wyłącznie zaostrzonym palem – nie posiadała zadziorów ani poprzecznego żeleźca, zdolnego zatrzymać go w miejscu – toteż przeszła gładko, umożliwiając wilkowi wykonanie swojego planu.

Ożywieniec był zablokowany. Nie był w stanie wykonać żadnej akcji, oprócz puszczenia broni – nie znał jednak takiej możliwości; wiedział, że powinien utrzymać ją za wszelką cenę. Dlatego chciał mocować się dalej, próbować poszerzyć ranę czy wycofać się i spróbować ataku raz jeszcze. Cokolwiek "planował", nie był w stanie tego uczynić. Stał, w żelaznym uchwycie, próbując coś zrobić, gdy ostrze miecza spadło na jego pokrytą twardą skórą czaszkę, rozcinając ją, lecz nie uszkadzając czaszki. Walka była skończona. Wszyscy świadomi jej uczestnicy to wiedzieli.

Z tego też względu, gdy tylko jego broń uniosła się w górę po raz drugi, wilkołak usłyszał w głowie rozkaz "STÓJ". Władca uznał, że nie ma sensu niszczyć zwłok, które mogły się jeszcze do czegoś przydać. Cel osiągnął – wiedział już, że wilkołak umie nie tylko walczyć, ale i myśleć. Pozostał jeszcze ostatni zabieg, ale on mógł poczekać. W duszy oraz umyśle jego nowego podopiecznego wyczytał wiele bardzo ciekawych informacji…

Obaj dawni przeciwnicy odsunęli się od siebie. Szkielet dalej trzymał swoją broń – wyjął ją z suchej rany i odsunął się chwiejnie. Uszkodzenie nie robiło Altarisowi żadnej różnicy. Władca zbliżył się doń bez wahania, strachu ni obrzydzenia i położył mu dłoń na nadgniłym pysku. Za jego sprawą dowiedział się, że zwyciężył i spełnił oczekiwania, nawet jeśli nie musiał całkowicie zniszczyć przeciwnika.

Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

16 lut 2014, 08:22

Liczył na to, że się uda. Jego niepowodzeniem mogłoby być tylko jakieś jego niedociągnięcie lub oczywisty błąd. A on nie zamierzał popełnić tego błędu – wiedział, że pal przebije się przez niego. Wiedział, że złapie drugiego nieumarłego i zniszczy go całą swoją siłą. To była tylko kwestia paru chwil. Miecz uniósł się, a on poczuł dziwne, znajome drganie w ręce po uderzeniu. Z każdym uderzeniem, ciosem, ruchem nadgarstka i gestem przywracał sobie o jeden cal więcej w zwoju zapisanym jego wspomnieniami – dywanem liter, obrazów, smaków, zapachów, dźwięków i uczuć. Dywanem, z którego wielokrotnie został zrzucony. Ale czy na pewno? Nie wiedział. Wiedział jedynie, że wie więcej, niż teraz, ale wiedza ta nie jest mu przeznaczona. Ze wspomnieniami przekazywanymi mu przez Władcę wilkołak kojarzył drobne, inne wspomnienia, ledwo przebywające w ogóle delikatną łuną w świetle jego umysłu. Był wojownikiem i walczył na miecze przez całe swoje życie – zabił już kilka istnień. Pamiętał, że kogoś wcześniej zabił.

Gdy pal był zablokowany w futrzanym ciele wilkołak zachrypiał cichym śmiechem, gdy uderzył o czaszkę. W jego głowie rozbrzmiewało pragnienie – Krwi, krwi, krwi! Pragnął jej, jak niczego innego w obecnej chwili. Nawet zepsutej i martwej, płynącej w pozostałych tkankach szkieletu, skąd mógłby ją wydobyć. Byle tylko krew zawitała znów do jadłospisu. Już. Teraz. Miecz unosił się śmiertelną groźbą, która rozbrzmiewała w sercu niczym dzwon. Tak bardzo chciał, tak bardzo potrzebował, tylko trochę. Triumf zamienił się w niezdecydowanie i zaskoczenie, gdy wszystko zatrzymało się. Słowo w jego głowie było wystarczająco zdecydowane i głośne, by zamarł w bezruchu, wpatrując się oczami pełnymi gniewu w dawnego przeciwnika.

Powoli przeniósł spojrzenie na maga, nie ruszając się z miejsca, z mieczem uniesionym ku górze. Zrozumiał, że walka została zakończona i że to on wygrał. Nie wiedział jednak, czy Władca jest z niego dumny, czy raczej przerwał walkę bo wolał, by to szkielet był triumfującym w tej walce. Odszedł od nie wroga, lecz neutralnego istnienia i stanął wyprostowany, miecz trzymając nadal pewnie w dłoni, opierając koniec klingi o ziemię. Gdy dłoń dotknęła jego pyska, poczuł spełnienie – teraz był nieumarłym wojownikiem, który był sługą Władcy. To była jego cała osoba, więc jedyne, do czego mógł dążyć, to służyć jak najlepiej swojemu panu i być coraz lepszym wojownikiem. Ucieszył się, gdy został okrzyknięty zwycięzcą. Jednakże, nadal było mu mało – miał ochotę wybiec stąd i zabijać, dla swojego Władcy, nie tylko dla czystej radości zabijania. Trącił znacząco końcem pyska dłoń nekromanty próbując wywołać w swoim zamglonym spojrzeniu coś na wzór radości. Spróbował powiedzieć – Wygrałem, Władco – lecz z jego ust wypłynął jedynie cichy warkot, który uciszył, by nie sprawić wrażenia, że jest na Władcę zły.

Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

18 lut 2014, 22:26

Władca posiadał w sobie cząstkę każdego istnienia, które pozbawił życia. Podobnie z tymi, którym życie przywrócił. Nekromantyczne obcowanie z duszami pozwalało na to, takoż kontrola umysłu; nauczył się wzmacniać więź, jaka łączyła go ze sługami. Znał ich imiona, znał żywot, jaki pędzili przedtem, to, co umieli – wszystko, co mogło mu się przydać. Wiedział dzięki temu, że wilkołak istotnie żądny jest krwi, ale nie zdradzi go; zabieg odbył się zatem pomyślnie. Z nim z pewnością zajdzie dalej niż bez niego.

Możesz odpocząć, dziecko – rzekł, poklepując go po pysku. Usłyszał cichy warkot, lecz nie poczuł nawet ukłucia strachu. – Nazajutrz wyruszysz wykonać pierwsze zadanie.

Przeprowadził wilkołaka przez znajdujące się w ścianie drzwi; ten musiał się pochylić, by przezeń przejść. Korytarz, w którym się znaleźli, oświetlony był pochodniami, umieszczonymi w uchwytach zamocowanych w obitych drewnem ścianach. Tutaj obaj z łatwością szli wyprostowani, obok siebie – musiał mieć wysokość około trzech metrów wysokości i dwóch szerokości. Po obydwu stronach w regularnych odległościach od siebie znajdowały się podpory połączone z belkami stropowymi, podtrzymującymi sufit.

Dokładnie naprzeciw nich znajdowało się przejście, zagrodzone nie drzwiami, lecz płócienną kotarą. Natomiast gdzieś w połowie stała położona naprzeciwlegle para drzwi, prowadzących na boki. Ruszyli przed siebie, do końca holu. Władca wpuścił wilkołaka do środka, odsłaniając płachtę. Tuż za nią znajdowało się coś, czego widok większość żywych istot zaszokowałoby do głębi, a co wrażliwszych mogłoby kosztować atak serca, a z pewnością wiele nieprzespanych nocy. Z pewnością była to wielka sala, jeszcze większa i wyższa niż wejściowa z kręgami – z tego też powodu dzieliła się na umownie na cztery części, które dzieliły rzędy podpór z największą w centrum pomieszczenia. Była praktycznie wypełniona trupami – każdy stał nieruchomo, jeden obok drugiego; gdzieniegdzie wciąż pozostawały luki. Każdy był mniej lub bardziej nadwątlony przez czas, obrażenia fizyczne czy procesy gnilne, jednak widać było, że szkody są regularnie nadrabiane. Co najciekawsze – choć ludzie przeważali, dało się tam dostrzec również przedstawicieli innych ras. Jednakże właśnie teraz wśród nich zjawił się pierwszy wilkołak..

Altaris uzupełnił wolne miejsce w formacji, stając obok jednego z najlepiej zachowanych ludzkich ożywieńców. Postawny i wysoki, mięśnie doskonale odtworzone, kość czaszki sama w sobie przypominająca pancerz. Tak jak wszyscy pozostali stał sztywno, z głową lekko opuszczoną.

Dobranoc – powiedział Władca. Bestia przyjęła identyczną pozycję jak pozostali, odpływając w objęcia nieświadomości.

Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

19 lut 2014, 07:39

Tak. Tak, ojcze. Zrobiłem, co powinienem. Bądź ze mnie dumny. Wilkołaka rozpromieniła wewnętrzna radość i satysfakcja, dziwna siła rozpychająca jego ciało. Czuł się taki szczęśliwy – pomimo tego, że nie zabił, to i tak wygrał i zrobił to, czego Władca oczekiwał. To była cenna lekcja – nie zawsze misja oznacza jedynie zabijać. Może się zdarzyć, że będzie musiał zrobić coś innego. Chciał coś powiedzieć, lecz nie mógł. Miał nadzieję, że już niedługo będzie potrafił mówić tak, jak to kiedyś potrafił – w końcu pamiętał, że mówić potrafił. Nie był zwykłą, bezmyślną i żądną krwi maszyną do zabijania. Nie. On był czymś więcej – perfekcyjnym zabójcą i wojownikiem. Niosącym śmierć swym ostrzem, samemu śmierci nie obchodząc, gdyż ta obchodziła go szerokim łukiem, jakby unikając, lub bojąc się. Dopóki będzie martwym wśród żywych, Armena i Zeatel nigdy go nie dopadną i zostawią w spokoju. A do tego doszła jeszcze szansa na jakiejś zemście. Walczył – tak, walczył długo i zaciekle swoim mieczem. Pamiętał to jakby ktoś podał mu książkę z dużymi obrazkami obok tekstu. Jego miecz śpiewał w powietrzu, gdy walczył z Magiem. Pokonał beznadziejną namiastkę jego rasy, lecz Mag był bardziej wymagający. Czyżby to on właśnie go zabił?

Gdy usłyszał o pierwszym zadaniu nie mógł się doczekać. Doskonale wiedział, że testy jeszcze się nie skończyły i prawdziwy sprawdzian miał dopiero nadejść. Prawda – był wierny Władcy, walczył zarówno swym ciałem jak i umysłem, ale teraz zapewne zostanie przetestowany w prawdziwym boju. Być może będzie zabijał, być może zabijać właśnie nie będzie mógł. Nie wiedział, lecz jego ciało dygotało na myśl o jutrzejszym dniu. Rejestrował po drodze otoczenie, dając jakieś tło swym przemyśleniom – korytarz, długi i szeroki, którym w razie potrzeby można zatrzymać napływających, liczniejszych wrogów. Dwoje drzwi – jedne prowadzące zapewne do jakiegoś znaczącego pomieszczenia – być może z jakimś czarodziejskim sprzętem. A drugie to prawdopodobnie miejsce, gdzie spoczywa nekromanta. Gdzie więc zatem poszedł tamten nieumarły i gdzie prowadzono wojownika?

Gdy kotara rozsunęła się, wilkołak zrozumiał – Władca formował armię nieumarłych, która zdolna jest przełamać nie jedną obronę. Uśmiechnął się na tyle, ile mógł rozwalonym pyskiem i zacharczał zachęcająco, pochylając głowę do przodu i niuchając przed sobą nosem. Tylu nieumarłych – tylu wojowników na usługach Władcy. On jednak był najlepszy z nich – najsilniejszy i niepokonany. Musiał być, by udowodnić, że jest godzien być najwyżej w hierarchii. Musiał to osiągnąć i pokazać, że nie jest zwykłym wilkołakiem – On był perfekcyjnym zabójcą. Spojrzał z wyczekiwaniem na swojego towarzysza – Czy jutro ruszą do ataku? Czy to już jutro okaże się, jak będzie wyglądał świat w ciągu kilku następnych dni?

Został ustawiony obok najlepiej zachowanego nieumarłego, prawdopodobnie faworyta Władcy – oczywiście, od razu po nowo przybyłym wilkołaku. Nierozsądnie byłoby wchodzić z nim w konflikt, ponieważ prawdopodobnie wiedział więcej o byciu nieumarłym, niż wilkołak i byłby cięższym przeciwnikiem, niż trzymający pal sługus. Udowodni także jemu, że jest lepszy. Gdy poczuł zaś, że po wypowiedzeniu przez Władcę tego słowa traci świadomość, po jego myślach przetoczył się delikatnie obraz pewnej kobiety. To ona powiedziała mu ostatni raz Dobranoc. A potem była już tylko ciemność.

Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

13 mar 2014, 20:54

MG

Regeneracja tkanek postępowała na ciele nieświadomego Altarisa. Przez czas – ponownie nieokreślony – wilkołak upodobnił się znacznie do swojego dawnego "ja". Zgnilizna i naga kość zostały zastąpione przez zdrowe mięśnie i ścięgna, a rany powierzchowne pokryła blada jak pergamin skóra, tworząc łyse plamy pośród skołtunionego futra. Ze świeżej rany na szyi, zadanej w ostatniej bitwie, powstał strup. Gdy wybudził się z letargu, poczuł nową dawkę siły. Był sprawniejszy i szybszy niż kiedykolwiek – mięśnie nie męczyły się i były bardziej wydajne niż zwykłe. Poczuł, że gdyby nie sufit, mógłby wyskoczyć na kilka metrów w górę lub na kilkanaście w przód.

Z tego co zrozumiał, właśnie trwały przygotowania do następnej wyprawy, jak się okazało, najazdu na wioskę. Nowe nabytki zostały już w pełni zaadaptowane do nowej funkcji, a oprócz tego udało się stworzyć nowy ich typ, niestety jednorazowy. Wilkołak ponownie stanął przed wyborem swojego wyposażenia. Gdy skończył, miał za zadanie dołączyć do reszty sił, które znajdowały się na zewnątrz. Te były niewielkie, lecz adekwatne do zadania – około dwudziestu sztywnych: trzech postawnych, uzbrojonych w miecze, podłużne, trójkątne tarcze i kolcze zbroje z metalowym, płytowym wykończeniem, dwóch lekko opancerzonych łuczników, reszta włócznicy. Oprócz tego, z dala od grupy tułał się jeszcze jeden, idąc swoim groteskowym, kaczkowatym chodem. Odrażająca kreatura – nabrzmiały, wręcz karykaturalnie opasły, okryty workowatą tkaniną i nieuzbrojony. Altaris znał jego funkcję. Jednorazówka.

Kolumna wyruszyła. Poruszali się sprawnym marszobiegiem; gdyby chcieli, mogliby osiągnąć prędkość porównywalną do podobnie opancerzonego człowieka, lecz nie odczuwali zmęczenia. Zapadł już zmrok; mieli przed sobą jakąś godzinę drogi. Atak planowany był na późne godziny nocne, gdy ludzki sen jest najgłębszy. Wszystko miało pójść sprawnie i szybko – zabicie wszystkich mieszkańców, zebranie zwłok, spalenie wioski do gruntu i odwrót.

Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

14 mar 2014, 07:38

Obudził się po raz kolejny. W ten sam sposób jak za każdym razem, został obudzony. Obudził się, lecz nie z własnego impulsu, karzącego mu się wybudzić, by polował jak na wilkołaka przystało. Dostał rozkaz wybudzenia się, którego bez wahania posłuchał, chociaż w jego umyśle coś jakby drgnęło. Zakorkowane naczynie trzasnęło lekko, gdy więzy krępujące zamknięcie, by szczelnie przylegało do reszty lekko się obluzowały. Jestem Śmiercią. Ja… Jestem Altaris. Mam na imię Altaris. Jestem niepokonany. W jego umyśle zagościło więcej myśli i trochę znaczniejsza świadomość otaczała teraz jego istnienie. Był silniejszy, szybszy i wytrzymalszy. Poruszył całym ciałem, ruszając kończynami, szyją i szczęką. Uformowana już dobrze niczym tuba rozniosła echem basowy śmiech, ludzki wręcz, chociaż pełny ukrytych żyletek. Czuł się lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Rozłożył łapy na boki i odchodząc od reszty nieumarłych skoczył do przodu, po czym zaczął kręcić się w szalonym tańcu, pełnym śmiechu i powtarzającego się w kółko zwrotu To znowu ja. To znowu ja. To znowu ja. Altaris poczuł impuls, więc wybiegł na powitanie nieumarłym. Nie widział nigdzie Władcy, ale czuł jego rozkaz na swoim sercu. Chociaż odruchowo zgodził się, na granicach tej zgody zaistniała wątpliwość.

Niemniej, gdy stanął przed swoim oddziałem, ryknął głośno i zawołał – Śmierć dla żywych! – wyszczerzywszy kły nie rozkazał, ale myślami wymagał od nieumarłych wiwatu. Takiego, na jaki byłoby ich stać. Ważny był sam fakt. Zgrupował wszystkich w dwie większe grupy. W jednej ustanowił dwóch postawnych nieumarłych, na czele połowy włóczników. W drugiej, której przewodził, był tylko jeden postawny nieumarły tarczownik, dwóch łuczników, oraz reszta włóczników, którzy zostali z jego asortymentu. Z dziwną niechęcią spojrzał na opasłego nieumarłego – nie rozumiał jego funkcji i powodu, dla którego stworzył go Władca. Postanowił dać go do drugiej grupy, by w razie potrzeby ściągnął na siebie gniew mieszkańców. W jego grupie, bowiem, to on – Altaris, będzie zapewne tarczą na gniew.

W końcowym rozrachunku w jednej grupie jest postawny tarczownik, dwóch łuczników i kilku włóczników. W drugiej jestem ja, kaczy nieumarłym, dwóch postawnych tarczowników i reszta włóczników, czyli stosunkowa większość całej gromady.

Altaris kazał zabrać kilka pochodni i coś, czym rozpalą ogień. W zbrojowni spędził tym razem trochę więcej czasu. Uzbroił się w to samo opancerzenie, co wcześniej – o ile nie znalazł wyraźnie lepszego. Jednoręczny, długi miecz, okrągła tarcza, żelazna, niezbyt ciężka zbroja. Szukał w zbrojowni żelaznych elementów mechanizmów i rupieci, które mógłby wykorzystać dla swoich pułapek. Gdy wszystko było gotowe, utworzył kolumnę z dwóch linii, podzielonych odpowiednio na wcześniejsze grupy, którymi udał się w kierunku wioski i przyjrzał się jej dokładnie – ukształtowanie terenu, główne budynki i najlepsza droga podejścia, by nie zostać zauważonym. Gdy już opracował plan, nakazał drugiej grupie udać się okrężną drogą na drugą stronę wioski. Po chwili namysłu postanowił, że u niego zostanie jedynie kilku włóczników, wraz z postawnym nieumarłym, oraz sam także udał się na drugą stronę wioski, upewniając się, że posiada mentalny kontakt.

Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

20 mar 2014, 19:25

Gdy kolumna wróciła do Jaskini, wilkołak poprowadził nieumarłych wgłąb, tak samo jak wcześniej gospodarując zapasy, czekając na przybycie Władcy w długim korytarzu obok sali wypełnionej nieumarłymi. Nakazał swoim podwładnym ułożenie ciał w rządku pod ścianą tak, by leżeli obok siebie prostopadle do korytarza. Pomiędzy nimi zaś zostawić miano wszelki inny dobytek, jaki poza ciałami zabrano ze spalonej doszczętnie wioski. Gdy zebranie wszystkiego skończono nakazał ustawić się nieumarłym w linii po drugiej stronie korytarza, stojąc na środku i oczekując przybycia nekromanty. Gdy ten nadszedł, Altaris zgiął swoje ciało w ukłonie, klękając na jedno kolano i chyląc czoło ku ziemi pozdrowił obecnego już człowieka – Witaj, mój Władco. Zadanie zostało wykonane, a rozkaz wypełniony. Wioska została spalona, a ja przyniosłem dla Ciebie to, co uznałem za przyniesienia warte – wilkołak wstał i wyciągnął zza siebie dziecko, które wcześniej za sobą schował.

Mamy około czterdziestu ciał, zerowe straty poza tym, który żyje jedynie raz. Eksplozja była wspaniała, mój panie – opowiadał płynnie i bez problemowo wymawiając każde słowo. Bardziej jednak basem i ochryple, niż wymówiłby to przed śmiercią. Nie wiedząc, jak ująć słowa spojrzał niepewnie na dziecko, po czym utkwił wzrok we Władcy – Mam dla Ciebie także to dziecko. Zanim uznasz, że zachowałem się nieposłusznie pozwól mi wyjaśnić. Jestem Twoim najwspanialszym wojownikiem, największym sługą i pomocnikiem zarówno mieczem, jak i intelektem. Nie wiem, czy mogę Cię o to prosić, ale chciałbym zachować to dziecko, mój władco. Martwię się o Ciebie, gdyż domyślam się, jaki wysiłek trzeba włożyć w używanie takiej armii nawet dla kogoś tak potężnego, jak Ty. A co, gdybyś miał drugiego maga do pomocy? Swojego małego, magicznego pomocnika? – Kieł uśmiechnął się nieznacznie, chwilowo i niepewnie, kładąc obie ręce na barkach chłopca, które ledwo dosięgał z powodu swojego wzrostu.

Wyobraź sobie, mój panie. Twoja potencjalna moc zwiększyłaby się. Miałbyś więcej sług. Poza tym, ja jestem dobrym ramieniem, zbrojnie działającym w Twoim imieniu. Ale człowiek? On ma o wiele większe możliwości. Mógłby bez problemu poruszać się praktycznie wszędzie – po miastach, wsiach, zamkach i gospodach. Mając zaufanego człowieka Twoje możliwości mogłyby się zwiększyć znacząco – Altaris pochylił lekko głowę w dół, spoglądając spokojnie, ale z ziarnem niepewności co do reakcji w oczy Władcy. Nie wiedział, czy zostanie ukarany, czy nagrodzony. Czy po prostu Władca wyśmieje jego pomysł, gdyż czegoś znaczącego w nim brakowało, a czego on sam nie dostrzegł. Nie wiedział. Czekał.

Awatar użytkownika
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

27 mar 2014, 21:17

MG

Nekromanta wykonał eksperyment, który miał wydać późniejsze owoce. I najwidoczniej udał się, choć nie tak, jak planował. Tuż przed rozpoczęciem wyprawy przekazał wilkołakowi nieco więcej świadomości niż dotychczas. I ta oto wielka mowa, której był świadkiem, i ledwo przytomna ofiara, były tego zasługą. Wilkołak był dobrym dowódcą, ale zbytnio kombinował i usiłował pojąć to, czego nie był w stanie, i takie były tego efekty.

– Dobrze, zasłużyłeś na nagrodę. Odtąd nie będziesz musiał pozostawać tutaj. Możesz opuszczać to pomieszczenie kiedy zechcesz, możesz wymieniać wyposażenie i wychodzić do lasu kiedy zechcesz, chyba że zmienią się okoliczności. Ten las może wkrótce okazać się dość… uczęszczanym miejscem. I może nie być tak łatwo jak ostatnio. Ale o to chodzi, prawda? A tego dzieciaka zostaw mnie. Chyba wiem, co z nim zrobię.

– Jesteś wolny, możesz zapolować albo odpocząć, mnie to wszystko równo na ten moment – zakończył i wyszedł.

Wilkołak, pomimo swych poszerzonych zdolności poznawczych, wciąż nie był w stanie myśleć o zdradzie. Z pewnością – choć jego myśli naturalnie unikały podążania w tym kierunku – każda taka próba skończyłaby się źle. Podobnie jak przeszłość. Zdawało się mu, jak gdyby jego żywot wyglądał tak już od zawsze. Nie przypominał sobie, czym ani kim był przedtem, jednakże głęboko w jego umyśle tkwił zakorzeniony obraz jego zabójcy. Obraz czekający tylko na uwolnienie.

Awatar użytkownika
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

28 mar 2014, 16:34

Altaris posłusznie oddał dziecko Władcy, kłaniając się mu nisko z nutą dumy i spełnienia. Miał ogromną nadzieję, że także i Władca jest z niego dumny chociaż trochę. Gdy usłyszał o nagrodzie, zdziwił się trochę, ale i tak ucieszył. Na swój sposób uśmiechnięty wstał i wyprostował się, zostając sam na sam ze swoją dumą i radością – Oczywiście, mój panie. Dziękuję Ci z całego, nie bijącego już serca. Za każdym razem, gdy wyjdę na łowy, las będzie stawa się… mniej uczęszczany. Każdy nasz wróg poczuje uścisk Śmierci, którą w nich ciśniesz w formie mego miecza, mój Władco – wilkołak, prężąc się, wysłuchał tego, co ma dalej do powiedzenia nekromanta.

Osłupiał i stanął, widząc, jak tamten odchodzi, nie mówiąc mu, co ma teraz zrobić. Spoglądał za nim w stronę ciemności, wpatrując się z wyczekiwaniem w mrok. Cały czas miał nadzieje, że Władca wypłynie nagle spośród cieni i uszczęśliwi go jakimś słowem, Rozkazem – czymkolwiek. Ten jednak się nie pojawiał. Po dłuższej chwili zwątpienia Altaris rozejrzał się zrozumiawszy, że Władca wcale nie zamierza zaraz wrócić. Trochę zmieszany spojrzał po swoich żołnierzach. Jesteś wolny. Kieł powtarzał to sobie w myślach, lecz nie potrafił zrozumieć, co do końca miał teraz zrobić. Był to Rozkaz, że ma być wolnym. Jak miał go jednak spełnić, skoro nie rozumiał jego znaczenia? Wolność? Zapytał sam siebie w myślach wilkołak. Władca powiedział mu, że może wychodzić, kiedy chce i robić, co chce. Jeżeli jest to Rozkazem, to musi wyjść, albo nie. Trochę zagubiony rozejrzał się jeszcze raz po nieumarłych i zdobyczach – Jeżeli władca będzie chciał, to ich odwoła.

Trochę niepewnie ruszył ku wyjścia. W tym samym ekwipunku wychodząc z Jaskini. Stanął przed nią i nabrał spory haust powietrza do płuc, nie czując jego smaku, lecz czując w nim zapach – nie wiedział, czy ten zapach miał właściwie jakikolwiek charakterystyczny zapach. Był po prostu zapachem o nieznanym dla zmysłu węchu wyrazem. Pozbawiony formy.

Uśmiechnął się i zarzucając miecz na plecy ruszył szarżą na czterech łapach przez Ciemny Las, ruszając w kierunku przeciwnym do wcześniejszego marszu. Postanowił pobiegać wokół Jaskini bez większego celu, szukając czegokolwiek do zrobienia, obserwując tym samym okolice. Czy ktoś tu mieszka? Czy Władca to jedyna rozumna istota w tym lesie? Skierował się w kierunku Lokent, nie wychodząc jednak za granice Lasu.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 4 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Aleksis Bentrum, Google [Bot], Grynfa, Kerreos
Liczba postów: 52179
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.