Jaskinia Kłanicy i jej tereny łowne

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 10 lis 2014, 21:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3087

Jaskinia Kłanicy i jej tereny łowne

22 lis 2014, 18:25

Jaskinia, w której chroni się przed deszczem i uciążliwymi zjawiskami pogodowymi znajduje się na północno – wschodnim krańcu Lasu Cieni. Jama jest niewielka. Po do głównej(i jedynej) pieczary prowadzi wąska. kamienna szczelina(jakby korytarz), który wije się przez jakiś czas i nagle przechodzi w niemal okrągłą ziemną jamę. Przez korytarz bez problemów przeciśnie się wilk, albo drobny humanoid idący na czworakach. Jest tam ciepło i sucho, w najdalszym zakątku znajduje się sitowie i zwykły szarawy, koc. Wejście do jamy jest mało widoczne, trafia się na nią raczej przypadkiem, wygląda bowiem jak pokruszona ze starości skała. Dopiero kiedy stanie się w wejściu, to widać, że szczelina przechodzi w korytarz.

***

Las trzeszczał w objęciach mrozu. Wilczy skowyt przeszył tą trzeszczącą wiekami przestrzeń jak uderzenie bicza. Jedna z wilczych watah udawała się właśnie na południe. Zima tam przebiegała łagodniej i była bardziej obfita w płową zwierzynę. Mało, który wilczy drapieżca, zostawał w ponurym Lesie Cieni, a ci, którzy pozostawali byli raczej zmuszeni przymierać głodem, bądź napadać na ludzkie siedliska, co zwykle nie kończyło się dobrze.

Wilczyca zbudziła się z krótkiej wilczej drzemki. Szarość dnia powoli przechodziła w zimną i chłodną ciemność nocy. Wsparła się na przednich łapach i chwilę łowiła wibrujący dźwięk watahy ze zmrożonego świata. Jej uszy prędko zmieniały położenie. W końcu położyła uszy po sobie odchylając wilczy łeb do w stronę szyi. Z jej gardła wydobył się wilczy krzyk. Wycie jakby łączyło się ze skowytem, a gdzieś tam w głębi pobrzmiewała nuta radości i pożegnania. Kłanica żegnała się z wilczą watahą, życząc im powodzenia. Wilki były skomplikowanymi zwierzętami o bardzo rozbudowanych sieciach społecznych. Kłanica uważała, że zachowują się bardziej ludzko niż wszyscy ludzie i inne istoty humanoidalne.

Wczesnozimowy wieczór nadszedł nader szybko. Wilczyca wyciągnęła łapy do przodu i zaparła się, podnosząc wilczy zad do góry, przy okazji okazale ziewając. Kły zaświeciły złowieszczo w zapadającym mroku, jednak noc zapowiadała się bezchmurna. Mała śnieżna pokrywa, mieniła się delikatnie. Kłanica uśmiechnęła się po wilczemu. Świeże tropy małych przeżuwaczy, czy nawet farba jakiegoś skaleczonego zwierzęcia będą dobrze widoczna tej nocy. Nie miała ochoty kolejny raz rozkopywać ziemi i szukać skupiska mysich nor. Zeskoczyła z półki skalnej, która znajdowała się nad wejściem do jaskini i potruchtała wybieganą ścieżką w las. Długo kluczyła wśród znanych jej terenów łowieckich, wyraźnie czuła zapach niedawno przemykającej przez las watahy. W głębi duszy było jej przykro. To z nimi napadła na wioskę i zemściła się na Hebzielu. Bez nich nie dałaby rady w tych ciężkich chwilach. Potrząsnęła czarnym łbem jakby odganiając złe wspomnienia. Jej sierść, w nocnych warunkach zapewniała jej niemal idealne maskowanie. Czarne umaszczenie nie odcinało się od ciemnego poszycia lasu, dlatego Kłanica pozostawała niemal niewidzialna.

Trop był wyraźny. Racice odciskały w śniegu dokładny ślad. Kłanica zmarszczyła nos i ruszyła za potencjalną zdobyczą. Ze śladów można było wyczytać, że zwierzę powłóczyło jedną nogą. Kiedy zbliżała się do znajomego małego jaru, skoczyła na jego ścianę i potruchtała dalej. Zatrzymała się w pół kroku, kiedy go zobaczyła. Byk był silny i dobrze odżywiony. Upasł się przez lato i łagodną jesień. Rozłożysta kryza grzywy jaśniała lekko. Z jego nozdrzy buchały małe obłoczki pary, bezzębna górna warga, lekko skubała pędy, jakiegoś iglastego drzewka. Głowa jelenia, co chwilę odchylała się by uszczknąć kolejne zielone pędy. Samiec, kompletnie nie zdawał sobie sprawy z obecności wilka. Mimo wszystko zachowywał się nerwowo, zdradzało go ciągłe lustrowanie okolicy i strzyżenie uszami. Jego wieniec był bardzo okazały, dawał świadectwo przebytego, udanego życia. Na oko byłby w wieku Kłanicy, gdyby miała tyle lat na ile teraz wyglądała. Większe, jelenie stada wymaszerowały już dawno na południowe zimowiska, dlatego wiele ryzykował pozostawiając w Lesie Cieni. Kłanica jednak rozumiała, dlaczego. Tylna noga jelenia była wykręcona pod nienaturalnym kątem, wyraźnie nie mógł na niej stąpać. Musiał skoczyć w jakieś niepewne miejsce, może osypała się pod nim ziemia, może pośliznął się przekraczając strumień? Nie było to teraz ważne. Był ofiarą.

Wiedziała, że gdyby ją zauważył, możliwe, że i ze złamaną nogą mógłby ją przegonić. Skacząc na jego grzbiet, miałaby jakąkolwiek szansę by przygwoździć go do ziemi, musiała po prostu dobrze wycelować w osłabiony złamaniem bok. Wiedziała, że gdy przygwoździ go swoim ciężarem, najprawdopodobniej noga załamię się i byk runie na ziemię. Byk zastrzygł uszami i odwrócił się tyłem do wilczycy. To był moment, na który czekała. Przyczajona na samym skraju płytkiego jaru, napięła mięśnie do skoku, czuła jak gwałtownie przyspiesza bicie jej serca. Położyła uszy po sobie i wlepiła spojrzenie złotych ślepi w zranioną kończynę jelenia. Wiedziała, że może spaść i być potraktowana twardymi racicami, ale wiedziała też, że jeśli uda się ten skok, będzie mogła się najeść, a może i zyskać coś więcej, jak zapasy, a może nawet uda jej się sprzedać skórę bądź rogowacizny.
Przednie łapy gwałtownie wystrzeliły do przodu. Czarny pysk rozwarł się, by ukazać rząd śnieżnobiałych zębów. Tylne nogi podkurczyły się, a puszysty ogon się zawinął. Kłanica zanurkowała i oplotła łapami tuszę jelenia. Wbiła pazury w boki jelenia, jej głowa znajdowała się w okolicach drugiego kręgu piersiowego, więc bez problemu mogła sięgnąć zębami karku zwierzęcia.
Byk wydał z siebie rozpaczliwy ryk i zaczął szaleńczo ruszać porożem, by zrzucić z siebie wilka, Kłanica czuła jednak, że zwierze przysiada. Mimo tej pewności, dostała z poroża kilka razy w głowę. Byk runął na ziemię, kładąc się na boku. W tym samym czasie wilczyca zdążyła przemknąć z tyłu jelenia do miejsca, którym szyja zwierzęcia jest najwrażliwsza. Wbiła w nią zęby szarpiąc gwałtownie do siebie, kręciło się jej trochę w głowie. Jeleń rozpaczliwie kopał nogami, ale po chwili dał za wygraną. Życie powoli uchodziło z niego, kiedy nie mógł złapać oddechu, a z rozszarpanej szyi ciekła jasna, tętnicza krew. Kłanica czekała cały czas trzymając zaciśniętą paszczę. Upajający zapach krwi mieszał się z podnieceniem. Wilczyca oblizała się, kiedy było już po wszystkim. Skłoniła łeb i popatrzyła w szkliste oczy jelenia. Jakoś tak po ludzku chciała mu szepnąć dziękuję, zanim zacznie szybko i łapczywie pożerać jego ciało. Zawyła głośno i wyraźnie, łowy się udały. Czas nastał by napełnić brzuch.

Wątroba, nerki i serce to najbardziej pożywne i smaczne kąski, każdego zwierzęcia. W wilczej watasze, te podroby należały do samca, bądź samicy alfa, teraz jednak Kłanica nie musiała się dzielić z nikim. Szarpała parujące mięso z werwą i pasją, łykała łapczywie mięso, warkocząc cicho z zachwytu. Jej czarne futro było zbryzgane juchą. Mięso było soczyste i zdrowo pachniało. Wilczyca rozpływała się, rozrywając kolejne partie mięśni by dostać się do tych najbardziej delikatnych. Chrupały kości, rozlegał się obrzydliwy dźwięk dzikiego obżarstwa. Kiedy skończyła, czuła zbliżający się poranek. Była syta i szczęśliwa. Wytarzała się w białym puchu, by zetrzeć z siebie, chociaż trochę jeleniej krwi. Chciała wziąć poroże ze sobą. Musiała jakoś oderwać głowę od reszty ciała. Nie udźwignęłaby całego jelenia, wlokąc go do swej siedziby. Zaczęła obgryzać mięso na wysokości drugiego kręgu szyjnego. Kiedy przegryzła powrózek karkowy, głowa była już niemal wolna, trzymały ją pomniejsze więzadła, z którymi szybko się uporała. Złapała jelenia za nozdrza i zaczęła szarpać jego głową. Chodziła jak na sznurku, aż w końcu zaczęła się szarpać w jednym miejscu, odpychając przednimi i tylnimi łapami. Głowa byka oderwała się od kręgosłupa z głośnym mlaśnięciem. Kłanica rozwarła zastane szczęki i chwilę odpoczęła, po czym chwyciła głowę za nozdrza, razem z żuchwą, która trzymała się na nietkniętych mięśniach i pomknęła w okolicę swojej jamy. Zostawiła za sobą krwawy ślad, ale któż by się nim przejął w głębokiej głuszy Lasu Cieni. Inni, drobni drapieżcy, już dobierali się do mocno ogołoconego truchła jelenia.

****
Następny dzień był chłodny, mimo prześwitującego przez pozbawione liści drzewa, słońca. Kłanica mogła wyciągnąć łapy i leniuchować, zdobycz, którą upolowała poprzedniej nocy napełniła jej brzuch i nasyciła przeogromną, wilczą potrzebę gonitwy. Dzień był leniwy i Kłanica nie mogła usiedzieć w miejscu. Musiała się ruszyć. Teraz, natychmiast. Las wołał tysiącem niezbadanych ścieżek.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 10 lis 2014, 21:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3087

03 mar 2015, 16:16

Las Cieni o tej porze roku, zasługiwał na swoje miano. Ciemne badyle pozbawione liści, głucho klekotały poruszane mroźnym wiatrem. Zimne powiewy wyganiały ciepło z każdego zakamarku lasu. Cisza, która wzmogła się w całym lesie zalegała między drzewami i gęstniała pokazując jego mieszkańcom, że jesień oddaje swe włości we władanie mroźnej zimy. Czarny wilk biegł ile sił w masywnych łapach. Nie zważała na to ile bólu jej to sprawia. Miała tylko nadzieję, że ostrze nie było zatrute. Wtedy jej szaleńczy bieg pogorszyłby tylko sprawę. Oddychała głęboko i spokojnie, sunęła niczym po sznurku, wiedziona zapachem i instynktem. Przed jej oczami majaczyła odległa, ale jakże cudowna i przytulna – nora. Czuła, że oddać mogłaby każdy najcenniejszy skarb, za to by już tam się znaleźć, móc zwinąć się w kłębek i zasnąć. Obłoczki pary z wilczego pyska unosiły i znikały wśród ogołoconego leśnego. Kłanica zatrzymała się i podniosła łeb. Jej pierś gwałtownie unosiła się i opadała, dało się słyszeć jej głośny oddech. Była ogromną bestią, jej waga była znaczna, a czarne, lśniące futro, było puszyste i miękkie. Byłaby z pewnością cennym łupem dla każdego myśliwego. Nie byłaby jednak łatwym łupem. Wilk był nad wyraz mądry i przebiegły jak na taką kreaturę. Niewielu jednak myśliwych zapuszczało się do Lasu Cieni na łowy, a zwłaszcza na wilki, dlatego też wilczyca niezbyt często miała okazję do takich spotkań. Kiedy jednak tak się zdarzało, wychodziła z tego cało.

Kłanica weszła na lekkie, kamienne wzniesienie by w spokoju obejrzeć okolicę. Przeniosła ciężar ciała na zdrową łapę, aż stęknęła z ulgi. Wilcze ślepia lustrowały czujnie całą okolicę. Rana piekła i promieniowała bólem na cały bark. Wilczyca rozejrzała się jeszcze raz wokoło. Jej uszy pozostawały w ciągłym ruchu, żaden szmer nie mógł umknąć jej uwadze. Nic jednak nie wskazywało na to, że ktoś ją goni, żadnych odgłosów łamanych gałązek czy ciężkich kroków dwunożnych istot. Cisza. Żadnych oznak do niepokoju. Wilk podjął dalszą wędrówkę. Ruszyła, teraz powoli i lekko utykając. Wilczyca próbowała obejrzeć ranę, ale w tej postaci było to niemożliwe. Rozważała czy spojrzeć na to z innej perspektywy, ale miała wątpliwości, co do tego czy nie pogorszyłaby tylko sprawy. Co jakiś czas przystawała i nasłuchiwała. Nic jednak się nie wydarzyło. Ciężko było jej uwierzyć w taki obrót sprawy. Niezbyt ufała szczęściu, które przychodziło z nieznanego źródła. Jeśli powiodło jej się w łowach to tę zasługę przypisać mogła tylko sobie i swym umiejętnością, a tutaj… Było po prostu inaczej. Nie zastanawiała się nad tym jednak zbyt wnikliwie i szczegółowo. Była na to zbyt zmęczona.

Kiedy dotarła do swoich terenów skręciła w stronę płytkiego strumyczka, który jak potwierdził jej nos jeszcze nie zamarzł. Niósł natomiast obietnicę, ugaszenia pragnienia. Wilk poczłapał w jego stronę. Kiedy zanurzyła język w lodowatym strumieniu, niemal zawyła z rozkoszy. Do tego momentu nie wiedziała, jak bardzo chce jej się pić. Ugasiwszy pragnienie ruszyła szybko w górę strumienia. Nie chciała aby ktokolwiek szedł za nią po zapachu. Leśny strumień pozwalał na to by zgubić trop, przynajmniej ten zapachowy, a o inne w przypadku takiej zwierzyny było trudniej. Kiedy wyszła ze słabego, wodnego nurtu, czuła się pobudzona i orzeźwiona, wiedziała jednak, że to złuda. Długa wędrówka i rana mocno osłabiła jej siły. Pokrzepiło ją to jednak do tego by przyspieszyć kroku. Skierowała się teraz prosto do swojej nory. Przecisnęła się przez wąską, skalną szczelinę. W jamie było ciepło i sucho, nie docierał tutaj kąsający, mroźny wiatr. Wilczyca odetchnęła z ulgą.
Nareszcie…
Szturchnęła nosem koc i wczołgała się pod niego. Zwinęła się w kłębek i zapadła w wilczy sen.

***

Płomienie i dziki ogień. Odbijające się w oczach ogniki niknące w mroku. Włosy wirują, kwietne wianki roznoszą rześką woń. Szepty, krzyki, śpiewy i chichoty. Świat wiruje, ktoś łapczywe pije wino. Bose stopy uderzają w ziemię. Radość.. Dudni bęben, dudni mrok, dusi ogień, duszą ręce. Szaleństwo w oczach tego chłopaka. Rozpalone żądzą palce szukają drogi do jej ciała. Dłonie łapczywie zagarniające jego całe połacie. Dłonie szarpiące. Łapy. Pazury. Drżenie. Krew. Krzyk i strach. Mrok ma szpony, zęby. Radość i kara. Krew. Swąd palonego ciała, nieludzki krzyk i wycie. Ogień ich pochłania, zjada, pożera łapczywie, nie zostawia ani śladu, ani skrawka ludzkiej powłoki. Został po nich popiół i czarna, smutna, niewinna ziemia. Szaleństwo w oczach tego chłopaka, ogień w jego oczach, żądza, stoi, patrzy. Jego wargi zwilża lubieżny jęzor…


Po lesie rozległo się przytłumione wycie, pełne żalu i rozpaczy, pełne bezsilności. Brzmiało długo i zawierało w sobie pokłady nieprzebranego cierpienia. Było głośne i wciskało się w niemal każdy zakamarek leśnego poszycia. Potęgowane przez echo, wkradało się drżące do uszu i budziło niepokój. Kilkadziesiąt par skrzydeł, poderwało się do lotu gubiąc w panice czarne pióra, które spadały na cienką warstewkę śniegu. Spłoszone ptactwo zerwało się chmarą znad wilczej nory i runęło spanikowane, w wyższe partie nagich drzew, które klekotały na mroźnym wietrze. I nagle wycie ustało, zostawiając mroźne powietrze wypełnione swoim ulotnym wspomnieniem. Wilczyca drżała. Całe jej ciało pulsowało drgawkami, nie mogła ustać na trzęsących się łapach. Żałośnie skomlała zwinięta pod starym kocem. Nie chciała ich widzieć, nie chciała słyszeć. Umarli, których spotkała w Leśnej Chacie, byli niczym w porównaniu do tych, którzy przychodzili do niej we śnie. Duchy utraconej przeszłości. Gnębiły i wyciągały swe ręce wołając i porażając strachem. Zmuszając by Kłanica tysiące razy zadawała sobie pytanie. Jak można było ich uratować?

Odetchnęła głęboko i potrząsnęła łbem, chcąc otrzepać się ze złych myśli i wspomnień. Jednak te uporczywie trzymały się wilczego łba. Była sama na tym świecie. Być może nawet jedyna ze swojego rodzaju. Ale kim tak naprawdę była? Kim się stała zabijając mordercę? Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na te pytania. Wydawały się jej one zbyt trudne. Była zawieszona między światami. Była wyrzutkiem. Tamtych dwoje też zostawiła, dosłownie na pastwę losu i nieumarłych. Kim się stała? Czy naprawdę nie potrafiła już nikomu pomóc? Ale czemu im, obcym miałaby nieść swoje zęby i pazury? Czy jej ciekawość mogła skazać ich na śmierć? Wilk wiedział, że Las może ich pochłonąć i nie ujrzą już nigdy miejsc skąd przybyli. Gdzieś w wilczym łbie kiełkowała myśl, że trzeba wrócić i dać szansę by chociaż jedno istnienie mogło trwać dalej.

Usiadła wśród sterty materiału i rozejrzała się po swojej norce. Płaszcz leżał tam gdzie go porzuciła. Obiegła czułym spojrzeniem skórę czarnego wilka i zrobiła głęboki wdech. Znajomy, ulotny zapach orzeźwił jej zmysły i rozjaśnił myśli. Delikatnie uniosła zad i oparła cały ciężar na zranionej nodze. Rana zdążyła się zasklepić i ciągnęła teraz lekko. Na próbę poskakała trochę po norze, ale nic się nie wydarzyło. Musiała naprawdę długo spać skoro rana tak porządnie się zasklepiła. Niejako potwierdzało to również uporczywe i głośne burczenie żołądka. Czarna wilczyca ruszyła ze swojej jaskini, zostawiając na śniegu odcisk ogromnych łap.

z/t

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1043
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Ponczolinio
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.