Ruiny opuszczonego zamczyska

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 26 mar 2011, 09:56

Ruiny opuszczonego zamczyska

01 kwie 2011, 20:41

Tuż na skraju lasu znaleźc można ruiny starego, strawionego pożarem zamku. Czasy jego świetności przeminęły już dawno. Z dawnego, wielkiego zamczyska pozostały już tylko niemal same resztki murów oraz ścian. A jednak jest coś, co podobno przetrwało ogromny pożar domostwa niegdyś dumnego, szlacheckiego rodu który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Pod zamkiem właśnie znajdował się bogaty kompleks piwnic oraz lochów. Mimo, że wiele z nich zapadło się z biegiem lat, kilka nadal podobno istnieje. A jednak jak dotąd nie znaleziono do owych pozostałości wejścia. Jedyną rzeczą wzbudzającą dziwaczne podejrzenia jest dziura w gładkiej mimo biegu lat podłodze niegdysiejszego plasu. Otwór ma może mniej niż pół centymetra średnicy. A z tego co widac, szpara jest dosyc głęboka.
Tak czy inaczej pozostałości nie wyglądają zachęcająco. Jak już wcześniej nadmieniono pozostały tylko resztki murów, częśc małego dziedzińca, zaś z głównej części budynku zostało jedynie kilka niedopalonych ścian. Ogółem ruiny te nie wyglądają zachęcająco. Na miejsce gdzie znaleźc skarby nie wyglądają, a odstraszają grobową atmosferą. Ot, zwykły niedopalony dwór.
Ostatnie plotki mówią, że widziano tam jakiegoś bladolicego jegomościa. Podobno znikał tam na długo, a potem pojawiał się w tym samym miejscu po pewnym czasie… Zazwyczaj w nocy. Ale czego to dzisiaj spragnieni plotek ludzie nie gadają?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

14 gru 2012, 22:06

Wielki Izydor po raz kolejny zwyciężył, pomyślał że musi zatrudnić kronikarza który spisze wszystkie jego wielkie wyczyny, on sam przecież nie zdoła ich spamiętać! Ktoś musi też opowiadać o jego wielkie osobie, tak potrzebował jeszcze barda, choć nie znał żadnego. Mógłby straszyć dzieci i niewiasty przed jego straszliwymi pazurami, wyrastającymi z mięciutkiego futra i pierza. Cóż, czekało go wiele wyzwań i nie mógł pomijać spraw maluśkich jak służące, które myły by go po wielkich bitwach, doskonały strateg dbał o każdy szczegół.
Nagle szok, palec wielkoluda śmiał dotknąć dzioba jego wysokości! Coś zrobił źle? Czy to może jakaś męska tradycja wstąpienia do stada, takie pokonanie bólu? A może on go tak niehonorowo wyzwał na pojedynek! Ja Ci dam, myślał i już miał biec, już miał gryźć, szarpać i drapać gdy za Charmem ujrzał błyskotkę. Nie mógł się opanować i jego oczy była jak dwie wielkie monety. Język mu wystawał i popędził w stronę kolejnego znaleziska. Tym razem to był rondel, ale nie byle jaki rondel. Błyszczał się, a tłuszcz na jego ściankach stwardniał na kamień. Bród był tak wielki, że nawet Izydor szarpać się musiał ile miał sił w swoich małych płucach, niestety naczynie ani rusz, a on uparty by bez niego nie odszedł gdyby nie jedna mała, malusieńka zmiana w uczuciach.. Jak wiadomo każde dziecko posiada siódmy zmysł powiązany z dwoma osobnikami, a mianowicie papą i matulą. Nie inaczej było w przypadku przybranych rodzicieli maleńkiego gryfa. On był wyjątkowy, nie, nie dlatego że to sobie wmawiał codziennie, a dlatego że posiadł dar rozumu, mógł być ucywilizowany, mógł przekazywać uczucia i wiedzę, pomijając naturalną barierę kulturowo-językową. Mógł stworzyć cywilizacje gryfów posiadających podstawowy wyznacznik inteligencji!
Wróćmy jednak do bardziej realnych marzeń… i niebezpieczeństw. Coś w jego brzuchu czuło stres, jakby sumienie go gryzło, albo na wpół żywa kolacja z myszy siedząca sobie teraz w żołądku. Coś się działo, jakieś wzburzenie to musiało być bo synalek od razu odstawił garnek i zamarł w bezruchu patrząc się w ponury las. Nie mógł nic wiedzieć, a jednak przeczuwał, coś w jego małej główce związało z Ari i wiedział, nikt więcej, tylko on.
Spojrzał się sugestywnie na Charma, po raz pierwszy w jego oczach można było widzieć desperowanie i powagę. Zaskrzeczawszy tylko mama, znacznie zdeformował je ale kontekst był jasny, czmychnął w las. Choć nie potrzebował pomocy, nie chciał jej to jego podświadomość zrobiła swoje. Wilkołak mógł poczuć setki uczuć które przelewały się przez maciupkie stworzenie. Złość strach, a wśród nich najwyraźniejszy, troska o rodzicielkę, zagrożenie. Jasne sygnały pewnie nie pozwoliły mu czekać. Gryf stopniowo przyśpieszał, zniknął brak gracji świeżo wyklutego pisklęcia, miał cel i pędził na przód. Choć mogło by się wydawać, że biegnie na złamanie karku to widać było w tym wdzięk, zgrabne ruchy gdy wpadał w poślizg pod korzeniami, wysokie skoki na poszyciem lasu czy ostre zakręty gdy drzewo coraz bliżej stały ku sobie.
Myśli mówiły jedno, rozum mówił jedno, serce mówiło jedno… ratuj…

z/t
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

15 gru 2012, 15:53

Wilk zaśmiał się krótko, gdy zobaczył chwilową wściekłość w oczach podopiecznego. Gryf przypominał mu w pewnym stopniu siebie – bardzo łatwo się denerwował, bardzo szybko zmieniał swój stan emocjonalny. Dopiero u kogoś innego można dostrzec to w pełnej postaci. Oczywiście, on nie jest dzieckiem, ale czasem tak się zachowuje. To różnica, choć bardzo mała. Oboje muszą się jeszcze wiele nauczyć.
Izydor w jednej chwili bawi się zardzewiałym hełmem, by potem być gotowym rzucić się na swego opiekuna za pstryczek w dziób. A kilka sekund później już biegł do starej patelni, aby ponownie oddać się zabawie! A może to nie zabawa tylko walka? Waleczny ten synek Ari. Ciekawe po kim to ma…
Karm podniósł wzrok na resztki przeciwległej ściany, a przez ogromny ubytek w niej na ruiny kolejnej, nie przekraczającej półtora metra wysokości. Gdzie podziała się reszta materiału, z którego budynek był stworzony? Nie trzeba być budowniczym ani nawet człowiekiem, by wiedzieć, że to, co tu kiedyś stało, było ogromnym zamczyskiem. Pozostałości bramy, stojące kilkadziesiąt metrów dalej z prawej strony, niczym strach na wróble, opleciony zwisającymi soplami lodu. Liczne wieże wokół całej ruiny – niektóre pozostawiły po sobie jedynie ślad w postaci półmetrowej kupy gruzu, inne zachowały się niemal niezniszczone. Plac, na którym się właśnie znajdowali, resztki ozdób takich jak pomniki, rzeźby czy fontanny. I chociażby zabawki Izydora. To na pewno był zamek. I choć Wilk ani myślał wyobrażać sobie jak wyglądał kilka, może kilkadziesiąt lat temu, to wiedział, że po takiej wielkiej budowli musiało pozostać sporo więcej kamienia. Zapewne przez ostatnie lata był to obiekt licznych rabieży – przecież po co szukać daleko, skoro pod nosem ma się surowiec do budowy nowych domów. No, może nie tak blisko tego nosa, w końcu w tej chwili ruiny stały zapomniane. W środku Lasu Cieni.
Sporo gruzu jeszcze zostało, sporo kamienia nadal stało nietknięte. Nie zdążyli rozebrać zamku całkowicie. Już nieważne to, że trudno zapomnieć o dawnej siedzibie jakiegoś króla. Czy nie byłoby ciekawie spróbować wykorzystać to wszystko? Zbudować serce królestwa od nowa, zamieszkać w nim, a nie jakiejś tam zniszczonej chacie? Mieć swoich ludzi, władać nimi…
Potrząsnął tą swoją włochatą głową, starając się odrzucić od siebie te wszystkie myśli. Skąd one w ogóle u niego? Nigdy nie pragnął władzy, a już na pewno wielkiego zamku jako domu. Las był jego domem, bo tak wykształciło go życie. A chata w zupełności wystarczała mu na schron przed ostrymi mrozami czy deszczem. Problem jego polegał na tym, iż starał się walczyć z takimi myślami, jakby były czymś złym. Może to dlatego, że były całkowicie nienaturalne w jego przypadku. Od kilku miesięcy działo się z nim coś dziwnego – gdy był bardzo zmęczony albo pod wpływem większych emocji, w jego głowie pojawiały się dziwne myśli. Obce. Zupełnie do niego niepasujące. Jakby ktoś inny myślał za niego – to było cholernie irytujące. Zmieniał się, dorastał. Może wykształcały się w nim nowe priorytety, nowe cele, nowa wizja życia? Tyle że on nie lubił zmian, nawet w sobie. Sporo czasu minie, zanim dopuści do siebie… siebie. Nowego.
Zaniepokoiła go i wyrwała z zamyśłenia cisza za plecami, która nastała tak gwałtownie. To niepodobne do tego gryfa, którego zdążył poznać. Chyba że padł tam, gdzie stał, i zaczął sobie pochrapywać – to już mogło do niego pasować. Mimo wszystko, odwrócił się doń i zobaczył przerażenie, gniew, strach w małych ślepkach. Wstał gwałtownie, gotując młot do walki, i rozejrzał się po okolicy, jakby pewien zobaczyć źródło niepokoju. Na kilka sekund stracił przecież czujność, coś mogło się podkraść. Głupiec. Nieodpowiedzialny.
Ale niczego nie znalazł, zmysły nie wyczuły. Zrobił kilka kroków w stronę lasu, pozostawiając za sobą ślady stóp wilkołaka. Obszedł gryfa dookoła i zatrzymał się w końcu, patrząc niepewnie nań.
- Co… – nie zdążył zadać pytania, gdy Izydor odpowiedział. "Mama". Bał się o nią, jakby coś miało się stać. No tak, za daleko go wyprowadził od domu. Pierwszy raz na tak długo opuścił rodzicie… matkę. Nawet największy wojownik w wieku dziecięcym tęskni do mamy. To takie słodkie.
Tylko… Coś nie pasowało. Wszystko było dobrze, a potem nagle takie zachowanie. I ucieczka w las! Izydor ruszył, aż się za nim dymiło! Prawie dosłownie, przez śnieg. Pędził na złamanie karku i w tej chwili Karm zupełnie nie wiedział co o tym myśleć.
- Izydorze! - warknał i ruszył za nim w stronę, z której przyszli. Znał drogę powrotną – to dobry znak. I zły przy okazji. Coś musiało się stać.
Nie trwało długo, zanim dogonił małego gryfa. Widząc, jak desperacko goni po śniegu, ślizga się, niebezpiecznie omija drzewa, postanowił mu pomóc. Dla jego naturalnego biegu ten dystans nie był wielki. Chwycił więc go za pióra, włożył sobie na plecy i, pewien, że nie spadnie, ruszył swym dzikim biegiem. Młot nieco przeszkadzał, ale dało się przeżyć.
Zostawili za sobą martwe znalezisko.

ZT

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.