Cmentarz

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 40
Rejestracja: 21 mar 2011, 22:15

Cmentarz

03 kwie 2011, 12:50

Miejsce znajdujące się w głębi Lasu Cienie. Stary, opuszczony cmentarz, już od dawna zniszczony. plotki mówią że tylko zwierząt i szaleni nekromanci się tu zapuszczają. Marcus przeszedł przez zardzewiałe ogrodzenie, kierując się w stronę grobowca, umieszczonego w centrum cmentarza. Powolnie odsuną kamienną płytę i wmaszerował pod ziemie, rozjaśniając sobie drogę małą kulą ognia. Po chwili znalazł się w dość dużym pomieszczeniu, spowitym pajęczynami. Marcus rozglądną się dookoła. Miejsce wydawało się idealne. Duża powierzchnia na narysowanie czary, odpowiednie rozmieszczenie o którym mówił Alucard oraz spokój, nikt mu nie będzie przeszkadzał w przywołaniu. Położył delikatnie worek z wszystkimi elementami zbieranymi przez ostanie tygodnie. Rozpoczął przygotowania.
Po niecałych pięciu godzinach Macrus staną zmęczony z zakrwawioną ręką przed czar, który był prawie gotowy. Pentagram staranie wyrysowany z krwi demona, na jego rogach artefakty wyznaczone przez Alucarda, które zbierał przez lata. Brakowało tylko jednego elementu i można rozpocząć przywołanie. Drefnar wyciągną Senciner i wbił go w środek gwiazdy. Następnie sam wszedł w środek, przystaną przed wbitym ostrzem. Wyciągną ręce w gore i zaczął recytować słowa zaklęcia, które analizował przez ostatnie dni. Linie z krwi zapłonęły czarnym ogniem. Recytacja trwała ponad czterdzieści minut. Nagle ogień zwiększył swe rozmiary, Przerośl postać stojącą w środku. Marcus skoczywszy recytacje, rozglądną się czy wszystko jest gotowe, odychną głęboko.
-Nadszedł czas wypełnienia obietnicy…-Powiedział bezbarwnym głosem Inkwizytor.
Chwycił Senciner i przebił niem swą pierś. Moc przekazana Marcusowi natychmiast się aktywowała. Na miejscu Marcusa pojawił się cień wysokiej postaci. Chwaciła ona rękojeść miecza i powoli go wyciągnęła. Nagle wszystkie płomienie popędziły w stronę Cienia. Nastąpił bezgłośny wybuch, zapadła ogłuszająca cisza, wszystkie płomienie zgasły. Niespodziewanie pentagram również znikną. Jedynie Alucard stał wyprostowany w środku grobowca, z Sencinerem w ręku.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

10 maja 2013, 09:26

Mężczyzna siłujący się z czarnym płaszczem wyglądał jak poczwarka, z której zaraz miało uwolnić się stado motyli. Szaleńczo mocował się z płachtą, próbując się uwolnić. W jego głowie chyba w końcu zagościła myśl, że zginie. Cisza jaka zaległa wokół, była jakby głębokim wdechem zaczerpniętym tuż przed skokiem do głębokiej wody. Nawet ogień, przestał wesoło trzaskać. Cała natura jakby czekała z napięciem na to by połknąć zachłannie ciało nieumarłego. Onessa jednak miała inny plan, chciała by to wypaczone cielsko po prostu spłonęło. Ziemia pozbędzie się wtedy choć małej cząstki plugastwa i zniknie on na zawsze z łona natury, nie odradzając się nawet jako nawóz i pożywka dla prostych organizmów.

Czarna klinga musnęła jego szyję, była jak dotyk kwiatowych płatków, które opadają późną wiosną z drzew. Essa opuściła miecz i uśmiechnęła się triumfująco. Wiedziała, że zaraz zobaczy efekt swojego konsekwentnego postępowania. Teraz po prostu czekała, opierając się na mieczu, po którym spływały kropelki czerwieni.

Żegnaj, nigdy tu nie wracaj!- zrzuciła ze stalową nutą w głosie. Po kilku uderzeniach serca, na szyi mężczyzny wąska kreska powiększyła się, coraz bardziej tętniąc czerwienią. Angadit zamarł oniemiały, zdziwiony, jakby nie rozumiał co się stało. Strugi gęstej czerwonej cieczy spłynęły na pierś i brzuch, tworząc jakby krwawy krąg wokół Angadita. Po chwili głowa oddzieliła się od korpusu z niemiłym mlaśnięciem, spadła i odtoczyła się obok ogniska. Zewłok osunął się ku jej stopom, brudząc buty krwią, która wylewała się z ciała jak z napęczniałego, dziurawego bukłaka. Kobieta odetchnęła napełniając nozdrza, świeżym powiewem. Las znów wybuchnął jakby ze zdwojoną siłą różnorodnymi dźwiękami. Dobra robota, dziewczyno.

Chwyciła w lewą dłoń miecz i podeszła do głowy. Zebrała w dłonie czarne włosy i podniosła ją. Na twarzy wymalowany był pośmiertny grymas. Resztka gęstej krwi ozdobiła ziemię karminowymi kropelkami. Uśmiechnęła się i rzuciła ją w ogień. Cięcie było idealne i czyste. Klinga przecięła kość z precyzją większą niż polowi chirurdzy amputujący kończyny. Nie była z siebie jakoś szczególnie dumna, ot dzień jak co dzień. Ognisko zacharczało połykając najpierw owłosienie, później powoli piekąc ciało. Zapach przypalanego, ludzkiego mięsa. Jej dłonie mimowolnie zacisnęły się na rękojeści miecza. Imperialne ścierwa musiały zapłacić. Śmiercią za śmierć. Nic nie ginie w przyrodzie. Tak samo jak gniew i przysięga zemsty, nigdy się nie wypalą. Wiążą do końca, a nawet po dokonaniu żywota dusze wojowników.

Onessię naprawdę szkoda było płaszcza, na który chlusnęła świeża posoka. Towarzyszył jej już długi czas i zawsze mogła liczyć na jego ciepło i miłe wrażenie dotyku czegoś znajomego. Musiała znaleźć zimny strumień by usunąć rdzawe zacieki, niewidoczne na tle ciemnego materiału ale z czasem zapewne wdzierające się zapachem w jej nozdrza. Schowała miecz i podeszła do reszty ciała, chwytając je za kostki. To że był nagi miało swoje zalety. Ważył mniej więcej tyle co ona, więc nie utrudziła się zbytnio w zatarganiu go w środek ognia. Dołożyła jakiś gałęzi i pozimowych suchych traw do ognia, by szybciej spopielić truchło. Usiadła, wpatrując się przez chwilę w całą tą płomienną scenę.

Bogowie jeśli gdzieś tutaj jesteście, patrzcie. Zrobiłam to dla tej ziemi, by złożyć wam dar od obcej roskvarskiej dziewczyny. – powiedziała to ot tak w powietrze, nie za bardzo wierząc w moc tych słów. Oczyściła miecz i sztylet, zwinęła płaszcz i zjadła kawałek mięsa. Takie drastyczne obrazki nie były dla niej czymś obcym, brudnym i złym. Były czymś normalnym, często może wpadała w złość, kiedy rozpoznawała w stosie płonących trupów, swych pobratymców.

Noc chyliła się ku końcowi gdy ognisko wytraciło swój impet, zostawiając po sobie tylko czarny popiół i zwęglone kości. Tanno boczyła się czując od Onessy krew, ale w końcu dała się okiełznać uprzednio wysłuchując co z niej za okropna kobyła. Las wypuścił kobietę bardzo szybko, może była to odpowiedź na nocny podarunek? Essa, pognała przed siebie, mając wschodzące słońce za plecami. Kara klacz biegła ile sił w masywnych nogach.
z/t

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.