Cmentarz

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 40
Rejestracja: 21 mar 2011, 22:15

Cmentarz

03 kwie 2011, 12:50

Miejsce znajdujące się w głębi Lasu Cienie. Stary, opuszczony cmentarz, już od dawna zniszczony. plotki mówią że tylko zwierząt i szaleni nekromanci się tu zapuszczają. Marcus przeszedł przez zardzewiałe ogrodzenie, kierując się w stronę grobowca, umieszczonego w centrum cmentarza. Powolnie odsuną kamienną płytę i wmaszerował pod ziemie, rozjaśniając sobie drogę małą kulą ognia. Po chwili znalazł się w dość dużym pomieszczeniu, spowitym pajęczynami. Marcus rozglądną się dookoła. Miejsce wydawało się idealne. Duża powierzchnia na narysowanie czary, odpowiednie rozmieszczenie o którym mówił Alucard oraz spokój, nikt mu nie będzie przeszkadzał w przywołaniu. Położył delikatnie worek z wszystkimi elementami zbieranymi przez ostanie tygodnie. Rozpoczął przygotowania.
Po niecałych pięciu godzinach Macrus staną zmęczony z zakrwawioną ręką przed czar, który był prawie gotowy. Pentagram staranie wyrysowany z krwi demona, na jego rogach artefakty wyznaczone przez Alucarda, które zbierał przez lata. Brakowało tylko jednego elementu i można rozpocząć przywołanie. Drefnar wyciągną Senciner i wbił go w środek gwiazdy. Następnie sam wszedł w środek, przystaną przed wbitym ostrzem. Wyciągną ręce w gore i zaczął recytować słowa zaklęcia, które analizował przez ostatnie dni. Linie z krwi zapłonęły czarnym ogniem. Recytacja trwała ponad czterdzieści minut. Nagle ogień zwiększył swe rozmiary, Przerośl postać stojącą w środku. Marcus skoczywszy recytacje, rozglądną się czy wszystko jest gotowe, odychną głęboko.
-Nadszedł czas wypełnienia obietnicy…-Powiedział bezbarwnym głosem Inkwizytor.
Chwycił Senciner i przebił niem swą pierś. Moc przekazana Marcusowi natychmiast się aktywowała. Na miejscu Marcusa pojawił się cień wysokiej postaci. Chwaciła ona rękojeść miecza i powoli go wyciągnęła. Nagle wszystkie płomienie popędziły w stronę Cienia. Nastąpił bezgłośny wybuch, zapadła ogłuszająca cisza, wszystkie płomienie zgasły. Niespodziewanie pentagram również znikną. Jedynie Alucard stał wyprostowany w środku grobowca, z Sencinerem w ręku.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

04 maja 2013, 10:41

Ogień rozgorzał i małe iskierki wyskakiwały w powietrze z dużym impetem. Krąg światła padł na pobliską ziemię. Pełną gruzu i omszałych kamieni. Essa rozpoznała, że miejsce w którym przebywa to cmentarz. Wzdrygnęła się, za bardzo dała znieść się na wschód. Nie była wprawionym jeźdźcem, więc uległa urokowi Tanno, która w szalonym galopie słuchała się zapewne swojego instynktu.

Pogłaskała karą klacz po szyi. Po cmentarzyskach, nie powinny kręcić się dusze potępionych. Na ogromne kurhany i grobowce, nie zasługiwali samobójcy, wiedźmy i stwory, które mogły przebudzić się po śmierci. Onessa jednak szczerze wątpiła w tradycje panujące na południu. To był inny kraj, obcy wręcz nieprzyjazny. Kobieta źle się czuła w tym miejscu, wiedziała, że nie powinna przeszkadzać przodkom kimkolwiek by oni nie byli.
I kimkolwiek by oni nie byli trzeba zachować czujność. Dziś mogła zapomnieć o drzemce, zbyt niebezpieczne było to miejsce. Myślała nawet by zagasić ogień, ale wiedziała, że jeśli ktoś upatrzył sobie ją jako cel ataku, dawno mógł ją już otoczyć. Onessa jednak wierzyła, że jej bogowie również tutaj ją chronią. Otuliła się płaszczem i patrzyła w ogień, myśląc o tym jaką ofiarę złożyć bogom, za swych towarzyszy. Czy wystarczy dwudziestu ludzi? Podczas rozmyślań popadła w ni to sen, ni jawę. Czuwała i wsłuchiwała się w otoczenie, las spał, a dzikie nocne zwierzęta zaczynały żer. Czas płynął powoli.

Trzask gałęzi, nie mogący być spowodowany przechodzeniem zwierzyny, postawił ją na równe nogi. Obnażony miecz, połyskiwał niebezpiecznie w blasku ogniska. Czarna klinga wyglądała jakby stanęła w ogniu. Szalona Essa stanęła w pozycji, stawiając lewą nogę do tyłu, była gotowa do natychmiastowego natarcia. Słuchała uważnie, każdego kroku dwunożnej istoty. Kiedy znalazł się w kręgu światła, mocno się zdziwiła, mimo wszystko trzymała dalej pozycje. Nie wiadomo czego można było się spodziewać po nagich, mężczyznach przechadzających się po lesie.Co za demon? To miejsce jednak było przeklęte. Patrzyła na mężczyznę, który nawet nie silił się na to by udawać, że się skrada. Opętany… Onessa stawiała, że miała do czynienia z jakimś upiorem, który wylazł z pobliskich grobów. Uśmiechnęła się samym kącikiem ust. Nieraz jej czarne ostrze posmakowało cielska takich nienaturalnych tworów.
Gdy mogła już ocenić jego gabaryty, była spokojniejsza, dorównywał jej wzrostem i wagą. Zmarszczyła czoło i popatrzyła na mężczyznę. Dziwna była ta kraina, gładkie panienki o ciałach mężczyzn można było wszędzie spotkać. Twarz nieznajomego była wytatuowana, włosy długie i czarne, gdyby nie ta gładka skóra można by było uznać go za brata. No może rozmiar przyrodzenia, odróżniał go od pobratymców. przypominał jej Olla. Tylko on nawet gdy był mocno podpity nawarem, nie pozbywał się odzienia w celu przewietrzenia swego przyrodzenia.

Krok dalej, a dostaniesz sztychem między nogi i Twój malutki ptaszek pofrunie do ogniska.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 12 lis 2012, 19:30
GG: 10705436
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2319

04 maja 2013, 17:14

Rąbać, palić, niszczyć, zabijać. Widać ludzie mieli to głęboko zakorzenione, bo nie spotkał do tej pory żadnego śmiertelnika który by nie był agresywny lub nie parał sie magią śmierci. A mówili że to smoki są bestiami, a z jego poglądów widać że to właśnie jego rasa była łagodniejsza. Oczywiście smok atakował gdy ktoś go wkurzył, ale nie groził nieznajomym bez powodu. Oczywiście były i złe smoki ale to rzadkość, a tu wygląda na to że każdy człowiek jest agresywną bestią.
Mężczyzna spojrzał na miecz i skrzywił się. W jego prawdziwej formie byłoby to dla niego jak wykałaczka. Ale teraz bez swojej ochronnej łuski i gabarytów czuł się bezbronny. A dodatkowo nie czuł swojej magii. Czy mogło być gorzej? Po cholerę się godził na to wskrzeszenie? Czy jeśli teraz zginie to pójdzie na tamten plan w swojej prawdziwej formie?
Tak czy inaczej samiec stanął przed kobietą i przyjrzał się jej. Nie znał się na ludzkich kobietach ,tym bardziej nie patrzył na nią w kryteriach ładna, brzydka. Dla niej było to dziwne, kruche stworzenie które chciał chronić. Wszak zły nie był. Zawsze wiedział że z wielką siłą wiąże sie wielka odpowiedzialność i starał się pomagać takim niewdzięcznym robakom.
Tak czy inaczej uznał że rozmawia z samicą.
– Zobaczyłem światło ludzka samico. Czy tak witasz każdego kto do ciebie podejdzie? To typowe dla waszej rasy, odpowiadać agresją na wszystko. – jego głos był niczym świst i syk.
Zdanie mogło wydawać się dziwne bo teraz sam był człowiekiem, a mówił jak do przedstawiciela innej rasy. On sam też jej nie ufał. Nie ufał od jakiegoś czasu nikomu kto nie jest smokiem. To przez ludzi, krasnoludów i innych śmiertelników skończył jak skończył. Ale teraz potrzebował znów pomocy ludzi.
– Najwyraźniej zbłądziłem, czy upolowałaś coś i podzielisz się ze mną jedzeniem , czy wskażesz mi drogę z tego lasu, czy potraktujesz mieczem jak typowy przedstawiciel twojej rasy? Tyle agresji.
Awatar użytkownika
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

04 maja 2013, 18:19

W oczach nagiego mężczyzny widziała butę i hardość, ale z drugiej strony bezradność i rozczarowanie. Ambiwalentność tego spojrzenia zaciekawiła ją. Nazwanie ją samicą, było dla Onessy jak obelga. Nie wiedziała jak na to zareagować, nikt nigdy nie potraktował ją z taką niższością, zarezerwowaną dla pędraków, natrętnych much, czy innego robactwa wyłażącego z czeluści ziemi. Jego głos był jak wiatr, hulający w wąskich szczelinach skalnych. Podszedł do niej mimo ostrzeżenia i przyjrzał się dokładnie. Był bezczelny. Oczy Onessy zapłonęły dziwnym, dzikim blaskiem, kiedy skrzyżowały się z jego spojrzeniem. Jej napięte ciało, mówiło – Lepiej nie podchodź bo pożałujesz.
Wszystkich nagich mężczyzn, którzy zakradają się w nocy traktuję żelazem. To typowe dla każdego męskiego osobnika, nieważne jakiej rasy. – Onessa, splunęła mu pod nogi i wykrzywiła usta.
I wymaga odpowiedniego traktowania, samcze – gdy usłyszała swoje ostatnie słowo, omal nie wybuchła śmiechem. To takie typowe napuszone gadanie. Zachowywała się jak jakaś podlotka z dobrego domu, której ktoś codziennie zmienia pościel… Czasem zdarzało jej się porwać jakieś zachodnie bogate panny, które marudziły i narzekały na niedogodne warunki i brak etykiety. Kompani Onessy szybko uczyli je, pokory i szacunku dla surowości górskich skał i ziemi.
Prosił ją o pomoc, ale robił to z wielką niechęcią. To tak jakby ona na polu bitwy prosiła imperialne ścierwo o to by przed skonaniem, dał jej łyk wody. Zamiast poderżnąć mu gardło ku chwale Akila, ostatkiem sił. Konieczność poniżenia się i przyznania do tego, że samemu się nie da rady. Essa jednak wiedziała, że ten mężczyzna nie odejdzie stąd sam, albo nie odejdzie w ogóle. Nie wiedziała kim jest, ani skąd pochodzi. Mógł być szpiegiem Imperium. Mógł być też najgorszą kreaturą jakiej nie widział roskvarski bestiariusz. A przebywanie nago w lesie, było wręcz absurdalne. W lesie na cmentarzu..Przez głowę Essy, przebiegło pytanie czy to nie rodzaj jakiegoś wynaturzenia.
Tanno zarżała cicho. Odgłosy dochodzące z lasu, wróciły do swego naturalnego rytmu. Ognisko przygasło trochę. Essa schowała miecz do pochwy i odpięła płaszcz. Zrzuciła nim w mężczyznę i błyskawicznie wyciągnęła sztylet.
Okryj się zboczeńcu. Powiedz kim jesteś, a dostaniesz trochę suszonego mięsa.
Siadła podkurczając jedną nogę pod siebie, a drugą pod brodę. Włożyła sztylet między zęby i przegrzebała juki przytroczone do siodła. Mała rękojeść w kształcie wilczej główki, wydawała się wpatrywać w mężczyznę. Nie trzeba było wiele by zabić, przecięta jedna z głównych tętnic, czy sztylet wbity między kości żuchwy i jarzmowej, unieszkodliwiły by każdego. Wzięła w dłoń płaty mięsa i wyciągnęła ją do mężczyzny.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 12 lis 2012, 19:30
GG: 10705436
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2319

04 maja 2013, 19:32

Nie wiedział co jej się nie podoba w określeniu " samica" przecież to normalne nazewnictwo wśród smoków. Może do ludzi mówi się inaczej? Tak czy inaczej on nie wiedział o co jej chodziło. Szacunek, jak na razie jej nie obraził, a wytykanie ludziom ich słabości nie jest obrażaniem. Nie wiedział też czemu ludzie mają taką manię ubierania się. Wiedział że każdy człowiek zawsze był ubrany w jakieś szmaty, ale nie zadał sobie nigdy trudu by sprawdzić dlaczego.
Ona nazwała go samcem i dla niego było to normalne. Jego przybrane siostry, białe smoczyce też nazywały go albo po imieniu albo samcem. To tak jakby kobieta ludzka nazwała mężczyznę mężczyzną.
Gdy rzuciła w niego płaszczem złapał go i przyjrzał mu się uważnie. Kolejny kawał szmaty, no i kim jest ten zboczeniec? Smoki były gadami więc coś takiego jak zboczenie nie wchodziło w grę. Oczywiście partner i partnerka odczuwali do siebie miłość jednakże zapłodnienie było tylko po to by przedłużyć gatunek.
– Suszone mięso? A nie może być świeże i krwiste? Takie jest najlepsze. – siadł i zarzucił sobie płaszcz na kolana.
Nie wiedział po co ale skoro chciała by się okrył to mógł to zrobić. Wziął od kobiety kawał mięcha , powąchał i skrzywił się. Pachniało okropnie, ludzie to jedli? Ohyda.
Przełamując jednak swą niechęć zaczął jeść odrywając kawały mięsa płatami niczym zwierzę. Siekacze nie były tak ostre jak u smoków więc i to stanowiło dla niego wielki problem.
– Jestem Angadit. I nie jestem kim na kogo wyglądam. Zostałem przeklęty przez jednego z was… ludzi. Nie wiem po co wam te szmaty na ciałach. No cóż, pewnie dlatego że nie macie łusek. tak czy inaczej kiedyś ten człowiek tego pożałuje… jak tylko odzyskam dawną postać samico. To ciało jest ohydne, powinienem latać na niebie, a nie gnić na tej ziemi uwięziony. Już wolałbym pozostać martwy jakim byłem zanim ten gnój położył łapska na mej duszy.
Awatar użytkownika
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

05 maja 2013, 11:04

Zachowanie tego mężczyzny, budziło rozbawienie i lęk. Nie wiedziała z kim tak naprawdę ma do czynienia. I to wywoływało w niej sprzeczne uczucia, miała się ciągle na baczności, a jej ręce poszukiwały zajęcia w okolicach rękojeści sztyletów. Jego grymasy przywiodły jej na myśl, południową pannicę, której nie podobało się to, że leży naga w błocku z podwiniętą spódnicą. Odpięła pas z mieczem. Essa nauczyła się być na te zabawy obojętna. Imperialne ścierwa, robiły gorsze rzeczy… Mężczyzna zaczynał działać jej na nerwy. Ciągłe marudzenie, nie przystawało odważnym mężom. Błysnęła uśmiechem i popatrzyła na niego.
Nie patrz na mnie tak jakbym skrzywdziła ci matkę. I nie grymaś. I tak nie masz wyboru. Biegając nago po lesie nie złapiesz nic na tą przynętę. – wskazała czubkiem nerkowca w stronę zakrytego płaszczem przyrodzenia. Nie rozumiała jego zachowania, ale widać na tym cholernym południu wszystkie obyczaje i tradycje, nawet międzyludzka moralność i wartości mają odwrócone znaczenie. Poratowanie czy podanie w potrzebie pomocnej dłoni, wiązało się raczej ze stratą całego ramienia, niż wdzięcznym dziękuje. Obserwowała uważnie mężczyznę. Miał piękne białe zęby, ale jedzenie jakby jakoś nieporadnie mu szło. W ogóle był nieporadny. Jakby nie z tego świata. Essa pożałowała, swojego pędu do wiedzy, mogła milczeć. Nerwowe czekanie zawsze rozwiązuje języki. Mężczyzna był albo jednym z tych umysłowo chorych, albo mówił prawdę. Obstawiała przy tym drugim, bo jego ciało i ton, nie zdradzały żadnych oznak, niepewności czy kłamstwa. Wiedziałaby o tym, przecież nieraz przyglądała się jak bardzo odprężone jest ciało torturowanego gdy przyznaje się do swych sekretów, a rozgrzany kawał metalu oddala się od jego poparzonego ciała. Angadit naprawdę nie znał podstawowych mechanizmów, działających na tym świecie. Mimo wszystko Onessa, nieswojo czuła się w towarzystwie kogoś takiego.
Jestem Onessa, czasem zwą mnie szaloną. A ludzie ubierają się po to by zakryć swoje zniedołężnienie, osłonić czułe miejsca. Łuski też mają słabsze miejsca, gdzie jest ich mniej lub się rozchodzą, muszą przecież umożliwić ruch, Angadit. – zamyśliła się i patrzyła chwilę w ogień, słuchała dokładnie swojego towarzysza, a to co jej powiedział, spowodowało, że włoski na jej karku zjeżyły się. Wolałby być martwy niż…nieumarły? Ta kreatura, była czymś obcym i nienaturalnym, wyczuwała to od samego początku. Tu nie było miejsca na zgrabne i grzeczne rozmowy przy ognisku. Gardziła wszystkim co wbrew naturze przebywało na jej łonie. Z pozycji w jakiej siedziała szybko stanęła na nogach i runęła na mężczyznę, trzymając klingę nerkowca skierowaną w dół. Drugą dłonią balansowała ciało, mimo wszystko błądząc przy drugiej rękojeści. Uderzyła z wypadu, dźgając w twarz i szyję.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 12 lis 2012, 19:30
GG: 10705436
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2319

06 maja 2013, 17:56

Smok podczas swojego barwnego życia i doświadczeń z rasą ludzką dowiedział się jednego. Nie można im ufać. Nawet teraz mimo iż usiadł przy ognisku wraz z kobietą uważnie śledził jej poczynania. Gdy jeszcze był smokiem sam nienawidził nieumarłych, ba zabijał ich wszystkich jak popadnie. Teraz stosunek mu się nieco zmienił, dalej nie lubi nieumarłych, ale bardziej nienawidzi tych co tych nieumarłych tworzą. Dusza przywrócona do życia nie ma nic do gadania i często musi wykonywać wolę pana. Wiedział że to źle ale nauczył się że nie należy winić narzędzie, a rękę która je tworzy i trzyma.
Słuchał uważnie słów kobiety, jej wyjaśnienie rzuciło trochę światła na myśli smoka dotyczące ubrań. Sam nie chciałby się pokazywać w tym ciele, ale skoro już musi to lepiej chyba ubrać te śmierdzące szmaty.
Już chciał jej powiedzieć coś więcej gdy ta wykonała gwałtowny ruch świadczący że coś się dzieje. Smok całe życie był drapieżnikiem, nauczył się tez nikomu nie ufać. Przewidywał że takie coś może się zdarzyć , nie sądził jednak że tak szybko. Czujac pierwsze ruchy kobiet starał się również zerwać na równe nogi i cofnąć robiąc unik w bok. Nie wiedział jak się walczy w tej formie. Ręce nie miały pazurów, nie miał ogona oraz kłów. Co za beznadziejna sytuacja.
– Przestań samico. Nie pragnę twej zguby… że też zawsze chciałem chronić te śmiertelne stworzenia.
Awatar użytkownika
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

07 maja 2013, 21:16

MG

W lesie, a właściwie na cmentarzu, panowała magiczna cisza, przerywana jedynie przez delikatny szum liści, trzaski płomieni niewielkiego ogniska i narzekania Angadita. Onessa okazała dobroć względem niedawnego smoka, mimo że została przez niego urażona i to poprzez jedno słowo "samica". Przetrawiła to jednak i okazała litość nad nieznajomym, który z nieznanych jej, dziwnych okoliczności znalazł się nagi w środku lasu na jakimś starym cmentarzu, o którego podziemnych mieszkańcach zapewne dawno już zapomniano. Kto by się spodziewał, że z pomocnej dłoni dziewczę zmieni się w ułamku sekundy w zimną sukę, która będzie chciała zabić podejrzanego w jej oczach mężczyznę? Zapewne bogowie widzieli wszystko i śmiali się z Angadita, który to niedawno ponownie wrócił do świata żywych i znów miał go opuścić. W dodatku miał zginąć z rąk ludzkiej dziewki. Smok nie ufał rasie ludzkiej i miał do tego mocne podstawy.

Nagi i nieznający dobrze swojego nowego ciała, nowych możliwości, praktycznie nie miał żadnych szans wyjść cało z tej potyczki. Nie posiadał niczego. Żadnej broni… Żadnych umiejętności obronnych. Jego jedynymi zaletami była chęć życia, ostrożność i instynkt, który pozostał mu po poprzednim życiu. Czujnie przyglądał się dziewczynie, jednakże lepiej byłoby dla niego, gdyby nie narzekał na suszone mięso i nie skupiał się też na trudnym przegryzaniu go, ale całym sobą czuwał…

Wszystko stało się szybko. Dziewka z północy rzuciła się na niego ze swoim sztylecikiem, chcąc go zaskoczyć, on jednak zdążył w ostatniej chwili odskoczyć. Niestety przecenił nowe ciało, nieco spowolniło ono jego instynktowny unik i ostrze skierowane ku jego twarzy może nie trafiło, jak było to zamierzone przez jego właścicielkę, ale czubek sztyletu rozorał mu prawy policzek, z którego natychmiast wypłynęła czerwona złowróżbna ciecz. Onessa mogła być częściowo z siebie dumna. Zabolało i zapewne zamroczyło to porządnie Angadita, który teraz był jeszcze bardziej bezbronny niż jeszcze sekundę temu. Jako smok niezwykł obrywać w taki sposób w twarz, ból był nieznośny. Jeśli chciał przeżyć, to musiał szybko coś wymyślić, inaczej to był koniec… Jego drugi koniec i kto wie, czy nie ostateczny.

Życie byłego łuskowatego leżało, o ironio!, w rękach żądnej krwi ludzkiej dziewki…

Awatar użytkownika
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

08 maja 2013, 21:11

Jej ruchy były oszczędne i pełne precyzji, było znać w nich rys wieloletniego życia pod ciągłą gotowością by wyszarpnąć klingę i unurzać ją we krwi wroga. Mimo wszystko dopuszczała do siebie myśl, że ten pomiot może posiadać jakieś nadludzkie zdolności, że jej atak nie powiedzie się do końca. Essa, przyjęła sobie za punkt honoru dopilnować by ten stwór, nigdy więcej nie okazał oznak życia. Chociażby miała go ścigać dniem i nocą.

Nieznane i mroczne siły, zawsze budziły pewien niesmak i poczucie niesprawiedliwości. Magią chronić mogli się szamani, wiedźmy, wieszczki i strachliwe baby. Dla Essy, tylko śpiew stalowej klingi, brzmiał jak najczystsza i najpotężniejsza magia. Nic nie zastąpi pobitewnego stanu rozleniwienia. Kiedy kompania, na polu bitwy, wymienia lekkie uśmiechy i spojrzenia pełne podziwu. Miejsce walki gdzie jako jedyni stoją na nogach. Zmęczenie i ciepło, które wtedy spływa na wojowników, było czyste i pełne boskiego tchnienia. Onessa poddała się swym instynktom i wartościom, które były wpajane jej od dziecka. Wszystko co zostało zabite, ma być zabite. Proste i logiczne. W przyrodzie nic nie ginie, nieżywe ciało ma być pożywką dla różnego rodzaju padlinożerców, insektów, roślin i grzybów. Gdy ktoś próbował odwrócić naturalny cykl natury, zawsze kończyło się to źle.

Sztylet ciął powietrze, a małe kryształki w rękojeści migotały jakby śledząc ruch ramienia. Odbijały się w nich płomienie, które nadawały jakby żywego blasku, tej wilczej główce. Onessa uśmiechała się, odsłaniając małe ząbki, jej twarz przybrała dziwny grymas. Obserwowała każdy ruch Angadita, który był kompletnie zdezorientowany. Och, bogowie, to nie będzie dobra dla was ofiara, to tylko zwykłe ścierwo, którego z pewnością chcę się pozbyć nawet ta przeklęta kraina. Onessa wierzyła, że może ten dar, który złoży światu natury, przyczyni się do tego by jej los się odwrócił. Może tutejsi bogowie pochwalą jej czyn. Onessa jednak po chwili uświadomiła sobie, że pradawne bóstwa północy, jednak są na północy w jej ukochanej wypalonej do gołej ziemi wioski Karstor. Tutaj był las, wysoki i dumny. I pachniał inaczej. Kto wie czy tutejsi nadprzyrodzeni opiekuni nie lubują się w nieumarłych. To ona była tutaj obca.

Mężczyzna drgnął i szarpnął się do góry, w bok próbując uniknąć morderczego ostrza. Jednak to znów niezbyt zgrabnie mu się udało. Jego czarne włosy zakołysały się, ciało nieporadnie, ale jednak słuchało jego poleceń. Za wolno. Ogień zatańczył niebezpiecznie blisko oświetlając wykrzywioną w dzikim, drwiącym uśmiechu twarz Essy. Klinga zahaczyła o policzek, zostawiając po sobie długi i krwawy pocałunek. Rana zaczęła obficie spływać krwią, a Szalona wykorzystała moment zamroczenia by capnąć czarny płaszcz i zrzucić nim w twarz nieumartego.

Odwróciła się na pięcie i wyszarpnęła swój miecz z pochwy, która leżała nieopodal. Otuliła trzon obojgiem dłoni. Doskonale wyważony i tak piękny. Esse zawsze zachwycała doskonałość tej broni. Doskoczyła do mężczyzny lekko i pełna jakiejś dzikiej, nieopisanej radości. Jej ruchy były sprężyste i arytmiczne. Oto kolejny wróg, padnie pod jej stopami.

Ale świat pragnie twojej, samcze. – cięła mocno skręcając biodra, kierując czarną klingę tak by przecięła wszystko co stanie jej na drodze, łącznie z głową Angadita. To był jej cel. Oddzielenie głowy od korpusu i późniejsze spopielenie nieumartego, dawało największą pewność, że się nie odrodzi.
Awatar użytkownika
Posty: 43
Rejestracja: 12 lis 2012, 19:30
GG: 10705436
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2319

08 maja 2013, 22:56

Oczywiście ze wszystkich istot żywych znów musiał trafić na taką która życzy mu tylko złego. Nie mógł trafić na miłego śmiertelnika który by mu pomógł tylko na kolejnego berserkera który miał w dupie wszystko inne i lubił tylko zabijać. No smok na pewno miał pecha w życiu.
Przez całe życie nie chciał śmierci żadnego śmiertelnika, chciał pomagać i użyczać innym swojej siły. Chciał być znany jako ten który pomaga. Jednakże los miał dla niego inne plany? Czyżby miał przeżywać cierpienie i gniew ludzkości raz za razem pomimo tego że nie zrobił nic źle – Tak, życie nie jest fair i trzeba wiedzieć że człowiek zawsze będzie agresywniejszy niż nawet smok. Taka ich natura.
Gdy poczuł ból wiedział że ponownie został zdradzony. Poczuł krew na swej twarzy i żałował że nie ma teraz swych łusek przez które kobieta by się za nic nie przebiła. Jednakże był teraz w złej sytuacji, wiedział że można go teraz posiekać bez najmniejszego problemu. Nie miał broni, nie wiedział jak się bronić z tej perspektywy, nie miał niczego.
Miał tylko swoją intuicję i tylko na niej mógł polegać. Postanowił nie stać w miejscu. Wiedział że te szmaty muszą odrobinę spowalniać kobietę, a on był nagi. Postanowił się wycofać. Nie zamierzał wykonywać żadnych manewrów. Gdy kobieta skoczyła po swój płaszcz smok wypatrzył okazję i po prostu zaczął biec. Nie czekał aż kobieta wyciągnie miecz, nie czekał aż stanie przed nim i strąci mu głowę z karku.
Zaczął po prostu biec ile sił w płucach w stronę lasu. Miał nadzieję że las jest na tyle gęsty by nie dało rady go ściągać na koniu, a w tych łachmanach kobieta powinna być wolniejsza od niego. W swojej pierwotnej formie był znany jako jeden z najszybszych smoków, podczas lotów jak i na ziemi. Ciało człowieka mogło nie być tak wysportowane ale smok z całą pewnością nie zapomniał jak się biega by osiągnąć maksymalną szybkość dla danego ciała. Kilkakrotnie też za wcześniejszego życia zmieniał się w człowieka i w takiej formie też biegał. Wiedział że może mieć szansę uciec.
Awatar użytkownika
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

10 maja 2013, 07:27

MG

Nagi Angadit dostał za swoje w postaci rany, która ciągnęła się przez cały jego policzek. Krew nadal ciekła, spływając po brodzie i kapiąc na jego odsłoniętą pierś. To jednak nie usatysfakcjonowało Onessy, która chciała śmierci nieznanego sobie mężczyzny. Uważała go za istotę powstałą z grobu, którą magicznie, nienaturalnie przywrócono do życia. Takie coś nie powinno według niej chodzić po ziemi. Czy miała rację? Czy Angadit, który nie zrobił nic złego, zasługiwał na śmierć? I to w dodatku w tak bezbronnym położeniu?

Jego blada skóra odcinała się od jego czarnych włosów, zakrwawionego policzka i ciemności wokół panujących. Nim ranny mężczyzna zdążył cokolwiek zrobić, na twarzy wylądował mu płaszcz wojowniczki, który na chwilę przesłonił mu świat. Na krótką chwilę…

Została wyszkolona, aby walczyć, by zabijać. Zwinnym i szybkim gestem wyszarpnęła swój miecz, który znała, który kochała. Płomienie ogniska odbiły się od jego ostrza. Był doskonały i przepiękny. Gdyby chłodne miecze mogły okazywać emocje, to ten pewnie krzyczałby z radości, że zaraz zacznie ociekać krwią. Nie było już mowy o jakiejkolwiek zmianie zdania. Onessa od początku wiedziała, co należy zrobić i tej wersji się trzymała. Stała, górując nad biedakiem.

Udało mu się pozbyć płaszcza. Kobieta okazała się być szybsza niż myślał. Doskoczyła do niego, a wokół momentalnie wszystko ucichło. Słychać było jedynie świst miecza, który płynął poprzez powietrze pewnym ruchem ku niemu. Angadit chciał odwrócić się i zwiać, ale o wiele za późno, by uniknąć broni i się obronić. Ostrze ścięło mu głowę, jak to Onessa sobie zaplanowała.

Tak oto zakończyło się jego kolejne życie. Głowa opadła na ziemię, lądując tuż obok ogniska. Błysk w oczach zgasł. Reszta ciała opadła na ziemię przed stopami Onessy, brudząc ją krwią. Angadit zginął z rąk ludzkiej wojowniczki, mimo że to właśnie ludzi i inne humanoidalne istoty chciał tak usilnie chronić…

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 5 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerra z Derinu, Kerreos, Loki, Viridar
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.