Płytki strumień

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Płytki strumień

24 cze 2011, 21:34

Leśny strumyk płynie krętą drogą niemal przez cały Las Cieni, miejscami jest węższy, miejscami szerszy, a czasem nawet całkiem głęboki. Z reguły jednak charakteryzuje się swoją płytkością. Woda w strumieniu jest zimna i oczyszczająca, chociaż w najciemniejszych zakamarkach lasu… nikt nie powinien był jej pić.

Niniel pojawiła się w okolicy na swoim gniadym koniu. Ubrana była zupełnie inaczej niż pięć lat temu. Porzuciła swoją białą suknię na rzecz wygodnych, skórzanych i bawełnianych ubrań, lepiej chroniących ciało i nadających się do jazdy konnej. Przez ramię zarzucony miała łuk, a białe włosy spięte były w kucyk.
Siedziała wyprostowana w siodle, oglądając spokojnym wzrokiem okolicę. Drzewa rosły tutaj gęsto i miały grube pnie, otoczenie zdawało się być nie dotknięte przez żadne humanoidalne ręce. Chylące się ku zachodowi słońce świeciło jeszcze żółtym blaskiem, który przebijał się przez zielone liście, wytwarzając spokojna i bajkową atmosferę.
Niniel spuściła nieco wodze Gniadka, pozwalając mu się napić ze strumienia. Koń opuścił głowę i zanurzył chrapy w wodzie. Dziewczyna tymczasem klepnęła go bo boku, zauważając w brązowym futrze pojedyncze, białe włosy.
Cóż, był to koń którego kupiła przed pięcioma laty i miał już swój wiek.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 919
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 mar 2015, 14:29

MG

Kąpiel w lodowatej wodzie może i była jakimś odskokiem od rzeczywistości, ale trudno było oceniać czy należała do najmądrzejszych. Estelawien wyszła ze strumienia drżąc z zimna, nawet po otuleniu się ciepłym płaszczem. Jeszcze przez parę dobrych minut zęby szczękały jej nieprzyjemnie, a na całym ciele czuła gęsią skórkę.

Niemniej jednak, żyła i zdołała pozbyć się części brudu. Mogła to faktycznie uznać za zasługę jednego z wielu bogów, do których się modliła. Uciekając z wielką, nieporęczną, pełną ubrań "sakwą" przewracała się i potykała wiele razy. Sam materiał, z którego została sporządzona nie przeżył szaleńczego biegu najlepiej, w kilku miejscach roztargany, czy rozerwany. Odbiło się to też na zawartości. Szczęśliwie dla niej butelka bimbru wsunęła się głęboko pomiędzy ubrania i przetrwała wszystkie uderzenia, jakich niewątpliwie doświadczyła. Nie dało się zauważyć jak bardzo gliniane naczynie zostało tym wszystkim naruszone.

Zaczęła wygrzebywać rzeczy z torby szukając butelki, bo przy okazji dało jej szansę na pobieżne oględziny. Obecny tam ciepły płaszcz był w dość dobrym stanie. Oprócz zmierzwionego, miejscami powyrywanego futra, którym był podbity było z nim wszystko w porządku.

Gorzej prezentowały się nogawice, które nadal dało się nosić, acz miejscami były podziurawione, czy lekko rozdarte. Tak samo obecne w torbie gacie, z których jedne kompletnie już nie nadawały się do użytku. Niewielkie, stosunkowo grube przepaski biodrowe jakoś uchroniły się od obrażeń, choć ta, którą miała wcześniej na sobie też nie wyglądała zbyt dobrze.

Wygrzebana w końcu butelka bimbru posłużyła do obmycia ran jej zawartością, a sama dziewczyna postanowiła się w końcu ubrać. Gdyby ktoś przechodził przez te okolice lasu, zapewne byłby niezwykle zaskoczony widząc nagą, rudowłosą półelfkę stojącą nad strumieniem. Ale nikt nie chodził tymi okolicami lasu, ludzie nie zapuszczali się tak daleko. Bo sądząc po gęstej roślinności i okolicznych drzewach ruda niewątpliwie była głęboko w lesie. Wokół nie było nic, co wskazywałoby na obecność człowieka. Jeden pas materiału w zupełności wystarczył jej, aby przewiązać się nim w biodrach, a nawet było go aż za dużo. Nie było potrzeby splatać go z drugim.

Była w środku starego, gęstego lasu. Nie miała problemów ze znalezieniem jakiegoś kija, który mogła wykorzystać. Z tą poskręcaną bronią w dłoni ruszyła dalej. Nie miała większych problemów ze znalezieniem wcześniej zasiedlonej jamy. Dziura ziała w ziemi pozostając dość widoczną, zwłaszcza jeśli podeszło się od odpowiedniej strony. Nadal było tam pusto.

O ile wygnanie pająków z wnętrza okazało się raczej sukcesem (nie było ich tam zresztą wiele), to próba zasłonięcia wejścia już prezentowała się gorzej. Oczywiście, mogła przykryć je gałęziami. Jednak nijak nie przypominało to czegoś, co miałoby powstać naturalnie. Było ono zwyczajnie zbyt rozległe i duże, aby taka ilość gałęzi mogła znaleźć się przypadkiem w jednym miejscu. Zmuszona była się zdecydować czy woli aby gałęzie pozostały tak, jak są, czy chce się ich pozbyć.

Czyhając ze sztyletem w dłoni na nieokreślone zagrożenie mogła się przekonać, że las w nocy wcale nie był tak cichy. Wszędzie wokół rozlegały się jakieś dźwięki. Świerszcze, inne owady, jakiś puchacz pohukiwał w okolicy, jakieś zwierzę przeszło w pobliżu. Nie wyglądało jednak na to, aby ktoś miał zamiar wpychać się do jej jamy. Jak na razie. Oczy zamknęły się same, nawet nie widziała kiedy. Gdy je otwarła do środka jej schronienia prześwitywało nieco światła. Las nawet w dzień był zaciemniony, ze względu na wielkie, gęste drzewa, jednak nie dało się tego pomylić z doszczętną ciemnością nocy. Nadszedł poranek.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

07 lip 2015, 22:01

Łotrzyca zamrugała zdezorientowana, gdy pierwsze promienie słońca obiły się o jej powieki, zmuszając skołatany umysł by w końcu otrząsnął się z sennych majaków. Cichy i raczej zbolały jęk towarzyszył nieprzyjemnemu trzaskowi, gdy kręgi w jej szyi znów wskoczyły na właściwe sobie miejsce, tak jak i kłykcie. Cokolwiek jej się śniło, wyjątkowo postanowiło nie napsuć więcej w już i tak bliskim szaleństwa umyśle rudej półelfki. Ostatecznie raczej nie czekał jej dzień usłany płatkami róż, a i na ewentualne rozmyślania będzie jeszcze miała dosyć czasu, nim uda się jej znaleźć jakiekolwiek ludzkie sadyby. Cała ta wyprawa, poczynając od durnowatej przyczyny, a na jej aktualnym stanie kończąc bardziej przypominała solidną dawkę makabreski, niźli zdrowej rzeczywistości, ale cóż poradzić? W szczególności gdy ściśnięty żołądek domagał się strawy, a zesztywniałe po niewygodnym śnie stawy i mięśnie prawie wyły o odrobinę ruchu...

Pogryzając pasek suszonego mięsiwa, które konsystencją i smakiem najpewniej mogłoby dorównać zelówkom krasnoludzkich buciorów, dziewczyna przekroczyła wartki strumyczek, który poprzedniego dnia posłużył jej za kąpielisko i poczęła wędrować jego śladem, na ile to możliwe starając się unikać wszelkich niedogodności, jakimi mógł uświadczyć jej wyprawę upiorny las. Kolejni nieumarli, czy wilki, albo co gorsza elfy raczej nie stały za wysoko na jej liście istot do rychłego poznania. O ile w ogóle kiedykolwiek zachciało się jej sporządzić podobną listą. Tak czy inaczej opatulona futrzanym płaszczykiem zabójczyni przemykała się między gałęziami, krzakami i wszelaką inną cholerą, jaką mogła obfitować zdrowa, leśna flora. Pomijając wszelakie "pobożne życzenia" skierowane ku parszywemu losowi, większości bogów i sobie samej ostroucha miała dosyć czasu by zastanowić się nad swoimi niebywale przyziemnymi, acz istotnymi priorytetami. Poza odnalezieniem traktu i możliwe bezpiecznym dotarciem wraz z nim do najbliższej karczmy z każdą chwilą coraz istotniejszą kwestią stawało się zdobycie czegoś solidnego do jedzenia i jeśli bogowie spojrzą litościwym okiem odziania się, bo i nie zbyt paradnie było szlajać się w podartej koszuli i nogawicach, w szczególności gdy licho wiedziało co też innym do łba może przez to trafić.

W każdym razie szła przed siebie, miarowo postukując obcasami o przybrzeżne kamyki, ocierając się o różne mało ciekawe drzewa i generalnie wprowadzając swą obecnością iskrę zaskoczenia pośród nienawykłych do ludzkiej (czy też połowicznie ludzkiej) obecności zwierząt. W końcu też czy to wiedziona przeczuciem, czy jakim znakiem odeszła od strumyka, kierując się w ślad za dostrzeżoną gdzieś nad sobą tarczą słońca. Krajobraz raczej nie napawał specjalnie do optymizmu, jak gdyby nigdy nic w nim nie miało się zmienić. Zasrany las aż po sam horyzont, a i pewnie jeszcze dalej. Z czasem miłą odmianą stał się śpiew ptaków i różnorakie szelesty w okolicy, albo po prostu nienawykłej do podobnych miejsc (i skrajnie przedłużającego się stresu, bo i ile można czekać w napięciu, aż jakiś umrzyk wyskoczy Ci pod nogi?) półelfce właśnie zaczynało odbijać. Wtem leśna darń poczęła nieco podnosić się ku górze, co Est i tak niespecjalnie zarejestrowała, tocząc heroiczny pojedynek z wyimaginowaną (bądź też nie) pajęczyną, która jakoby miała przyczepić się do jej lica. Tak też i żadnym zaskoczeniem dla postronnych wiewiórek był moment, gdy młódka w cudnym tumanie kurzu i liści wylądowała w zagłębieniu, dawniej pewnie służącemu jako niewielki rów przy brukowanym trakcie ciągnącym się przez Las Cieni.

Nie wnikając w mętlik, przesycony czymś rozdartym między ulgą, radością a solidnym wkurwieniem, jaki przez chwilę wypełnił jej myśli, starczy jeno powiedzieć, że już po chwili kobieta wznowiła swą podróż, tym razie znacznie pewniejszym krokiem, prawie już czując rodzącą się szanse. Przeżyła dosyć, by wyrwać się aż tutaj. Byle się nie poddać, a wszystko znów wróci do normy. Pytanie tylko skąd do cholery weźmie dobre zioła na skręta?

OOC: Prośba o z/t, jeśli już można (o ile dobrze pamiętam ostatnie ustalenia co do kulania się po lesie).
Awatar użytkownika
Posty: 919
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

02 sie 2015, 16:06

MG

Estelawien wygrzebała się z dziury, która okazała się najzwyczajniejszą, dużą norą. Co ją wykopało, a w dodatku mogło zamieszkiwać nie było raczej teraz obiektem jej rozmyślań. Co ją to zresztą obchodził jakiś borsuk, lis, czy cholera wie co jeszcze.

Aż dziw brał, że ta rudowłosa, spocona i brudna istota nie popadła jeszcze w paranoję. Wędrówka lasem ciągnęła się jakby w nieskończoność, a ona sama nie potrafiła za nic powiedzieć jak długo szła. Początkowo starała się obierać jakiś kierunek, z czasem stało się to coraz trudniejsze. Zapewne w trakcie swojego pochodu kompletnie zboczyła z obranej wcześniej drogi, ale tak naprawdę nie miało to większego znaczenia. Tak długo jak nie kręciła się w kółko było to wszystko jedno. Musiała po prostu iść przed siebie. Słońce wisiało już wysoko na niebie, nogi bolały tak, że ledwo już na nich stała, a żołądek ściskał się i wiercił na równi domagając się zarówno strawy, jak i napoju. Kiedy podniosła się gwałtownie zakręciło jej się w głowie i niemal znów wylądowała na ziemi. Zabójczyni (jakkolwiek nikt by tej biednej, wycieńczonej, bezbronnej kobiety o takie zajęcie nie posądził) miała jednak w jednym rację. To, co przed nią było wyglądało na trakt. Co prawda prowadzący przez Las Cieni, a zatem mało uczęszczany. Nawet dawniej, gdy Lokent i Derin prowadziły aktywny handel wielu kupców decydowało się wybrać mniej ryzykowną drogę przez Morinhtar i Aparilume. Stare jak elfy drzewa, nieprzenikniony gąszcz krzewów i złowroga atmosfera nie zachęcały do podróży przez te okolicę. A od czasu, gdy zaczęli w nim regularnie znikać ludzie i rozniosły różnorakie plotki... Cóż.

Nawet w środku dnia Estelawien nie mogła powstrzymać się od wrażenia, że Las Cieni na nią patrzy. Złowrogo, nieprzyjaźnie. Chora knieja, źródło koszmarów wśród prostej ludności.

Nierówny, wybrakowany bruk znaczył trakt. Spomiędzy kamieni wystawała gęsta trawa, a krzewy wpychały się coraz bliżej. Zdawało się jedynie kwestią czasu nim Las Cieni pożre naniesione przez człowieka kamienie i odzyska to, co jego. Rudowsłosa dotarła do traktu, jednak była przed nią jeszcze daleka droga. W którą stronę do Derinu, w którą stronę na tereny Lokentczyków? Co spotka ją po drodze.

Przez szum buzującej w uszach krwi przedarł się do niej inny dźwięk. Miarowy, powolny stukot kopyt. Koni było więcej niż jeden. Po krótkiej chwili zlokalizowała źródło dźwięku po swojej prawej stronie. Pojedynczy jeździec prowadził ze sobą jucznego konia. Był to mężczyzna, na oko po dwudziestce. Ciemne włosy miał przystrzyżone jak wielu mężczyzn w Autonomii, wokół całej głowy równo przycięte na wysokości ucha, tworząc coś, co przypominało swego rodzaju nałożoną na głowę misę. Szlachcic - jak Estelawien mogła zakładać po wystającej spod brązowego płaszcza krzyżowej rękojeści miecza - popędził swojego wierzchowca do niego szybszego chodu. Wpatrywał się w kobietę, zapewne nie mogąc się nadziwić co robi ona w samym środku takiego miejsca. Nie wyglądało na to, aby miał złe zamiary, jednak nigdy niczego nie można być pewnym. Zdecydowanie w każdym razie nie postrzegał dziewczyny jako zagrożenia.

- Jesteś ranna? - zapytał jeszcze zanim dobrze się zbliżył.

//Dalszy ciąg sesji na Długim Trakcie (link).

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Aleksis Bentrum, Grynfa, Kerreos
Liczba postów: 52179
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.