Płytki strumień

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Płytki strumień

24 cze 2011, 21:34

Leśny strumyk płynie krętą drogą niemal przez cały Las Cieni, miejscami jest węższy, miejscami szerszy, a czasem nawet całkiem głęboki. Z reguły jednak charakteryzuje się swoją płytkością. Woda w strumieniu jest zimna i oczyszczająca, chociaż w najciemniejszych zakamarkach lasu… nikt nie powinien był jej pić.

Niniel pojawiła się w okolicy na swoim gniadym koniu. Ubrana była zupełnie inaczej niż pięć lat temu. Porzuciła swoją białą suknię na rzecz wygodnych, skórzanych i bawełnianych ubrań, lepiej chroniących ciało i nadających się do jazdy konnej. Przez ramię zarzucony miała łuk, a białe włosy spięte były w kucyk.
Siedziała wyprostowana w siodle, oglądając spokojnym wzrokiem okolicę. Drzewa rosły tutaj gęsto i miały grube pnie, otoczenie zdawało się być nie dotknięte przez żadne humanoidalne ręce. Chylące się ku zachodowi słońce świeciło jeszcze żółtym blaskiem, który przebijał się przez zielone liście, wytwarzając spokojna i bajkową atmosferę.
Niniel spuściła nieco wodze Gniadka, pozwalając mu się napić ze strumienia. Koń opuścił głowę i zanurzył chrapy w wodzie. Dziewczyna tymczasem klepnęła go bo boku, zauważając w brązowym futrze pojedyncze, białe włosy.
Cóż, był to koń którego kupiła przed pięcioma laty i miał już swój wiek.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

30 paź 2011, 19:59

Gdyby mogła w tym momencie z całej siły palnęła by się w głowę, aż odpadłaby jej ręka. Paladyn! Zaklęła niezwykle szpetnie, na szczęście tylko w myślach. Dlatego mdliło ją kiedy znalazła się bliżej niego. Teraz pozostaje tylko blefować i mieć nadzieję, że nie zorientuje się, że jest banshee, a w dodatku niezwykle niebezpiecznym nekromantą.
-Nazywam się… Andrealphus de Vetralh– pogratulowała sobie inteligencji. Cały jej ród został zabity ponad 5 wieków temu w najeździe. Miejmy nadzieję, że paladyn nie zna się zbyt dobrze na historii– oblężenie? Wolenwille? Proszę, opowiedz mi o nim. Podróżowałam lasem, omijając trakty i nie spotkałam żadnych ludzi więc nie wiem nic na ten temat.– nie była to do końca prawda, ale przecież tego się nie dowie. Latami włóczyła się po tym lesie, nie mogąc znaleźć sobie zajęcia. Znała tutaj każdą ścieżynkę, każdy kamień.
Wzdrygnęła się w duchu słysząc kolejne pytanie. Teraz to dopiero miała zagwostkę, co mu odpowiedzieć?
-To stworzenie czysto magiczne. Nie wiem czy można je nawet nazywać koniem– złapała wierzchowca za uzdę i powoli podeszła bliżej Hevana, powstrzymując grymas który chciał wymalować się na jej ustach. Nie mogła dać po sobie poznać jak źle czuje się w jego towarzystwie. Walka z paladynami, przynajmniej dla niej, nie była najłatwiejszą.
Awatar użytkownika
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

30 paź 2011, 20:21

Czarodziejka z koniem-szkieletem omijająca trakty i poruszająca się lasem? Podejrzane. Ale to nie jego sprawa, może po prostu nie przepadała za ludźmi. W tych stronach to się zdarza.
Andrealphus de Vetralh… to chyba nazwisko szlacheckie. Nie słyszał go nigdy, może tylko coś o podobnym wydźwięku, ale zdecydowanie brzmiało jak nazwisko szlacheckie.
Wolenvain jest oblężone przez przez armie zachodu, nie słyszałaś? To dziwne. Te wieści doszły do mojego zakonu daleko stąd, właśnie w tym celu tu przyjechałem. To znaczy przybyłem tu w roli medyka– tych nigdy za wiele podczas wojny. Ale zupełnie nie wiem jak dostać się do miasta, a nie wiem ile czasu minie zanim bramy znów zostaną otwarte.
Może jakiś mag mógłby mu pomóc? Słyszał kiedyś o sztuce teleportacji, ale w jego przypadku to mogłoby nie podziałać. A może jakiś latający wierzchowiec? Mały smok, albo wiverna, to był nie najgorszy pomysł.
Hevan chciał odruchowo pogłaskać konia po pysku, ale zatrzymał rękę w pół drogi. To zdecydowanie nie był dobry pomysł, mógłby zrobić coś temu stworzeniu swoim dotykiem, jego aura…
No tak, aura! Przecież ta dziewczyna musiała dostawać tutaj zawrotów przez jego aurę. Ale gafa, jak mógł o tym zapomnieć.
Wybacz Pani tą niedyskretną uwagę, ale widzę że znasz się na magii, i magia żyje w tobie. Hmm jakby to powiedzieć, istoty silnie magiczne nie czują się zbyt dobrze w moim towarzystwie, więc daruj mi na chwilkę.

Had wyciągnął mały flakonik przezroczystego płynu i opróżnił go jednym haustem. Mimo zawartości alkoholu poczuł przejmujący chłód, trwał on na szczęście tylko chwile. W ten sposób osłabiał wszystkie swoje umiejętności, ale też gasła, prawie do zera, siła jego aury. O osłabieniu jego umiejętności nikomu nie mówił, bo niby po co komu ta wiedza?
To powinno pomóc. Czy możesz mi powiedzieć skąd przyszedł ci do głowy pomysł na właśnie taki wygląd magicznego wierzchowca. To znaczy, wyczarowałaś go, tak?
Już bez strachu pogładził bestie po kościstym pysku. Nie wiedzieć czemu, ten stwór trochę go bawił.
Awatar użytkownika
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

31 paź 2011, 11:10

-Nie jestem osobą która mogłaby przydać się w czasie oblężenia. Łatwo można mnie zgubić, oraz trudno znaleźć– uśmiechnęła się czarująco– Zakon nie posłał przed tobą gońca zawiadamiającego o twoim przybyciu? Ewentualnie możesz przedrzeć się z białą flagą do największej bramy. Powinno poskutkować. – tak, żartuj sobie jak najdłużej. Może nie zorientuje się, że nie żyjesz od pięciuset lat, bawisz się nekromancją, niczym mała dziewczynka pięknymi lalkami i wystarczy żebyś krzyknęła, a zwali się pokotem na ziemię.
Gdy mężczyzna wypił zawartość fiolki, uczucie mdłości zniknęło. Jednak coś dziwnego dalej wisiało w powietrzu. Postanowiła to zignorować, bo jeśli zacznie się zbyt długo nad tym zastanawiać to jeszcze się wyda.
-Tak, stworzyłam go. A co do wyglądu… Jeśli zwiążesz dwa patyki nie będziesz mógł nimi ruszać, prawda? Nie mógłby wyglądać jak wiverna, troll, cokolwiek bo nie znam ich budowy anatomicznej, a nie można stworzyć czegoś, jeśli się nie wie, jak to wygląda. Poza tym ten wierzchowiec jest odporny na złodziei. Kto by chciał jeździć koniem który jest z samych kości?-wcale nie usiłowała go zagadać. Po prostu chyba dawno z nikim nie rozmawiała i słowa same uciekały z jej ust. Gorzej jeśli powie coś, czego nie planowała.
Awatar użytkownika
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

31 paź 2011, 12:22

Teraz na świecie trochę się dzieje. Słyszałem o wybuchy jakiejś epidemii daleko na południu, suszach na wschodzie. Podobno w górach znów zaczęto widywać dzikie smoki! Ach jak żałuje że ta misja nie przypadła mi nigdy w udziale. Mnóstwo czytałem o smokach, ale nigdy nie widziałem ich na oczy. Chciałbym kiedyś stanąć twarzą w twarz z tym stworzeniem.
Jak cudownie byłoby spotkać smoka! Hevan miał ciche marzenie z dzieciństwa, o którym jeszcze nigdy nikomu nie mówił. Chciałby kiedyś dosiąść smoka i polatać na nim, przynajmniej przez chwilę.
Chociaż mój aktualny przydział też nie jest zły. Tutejsi ludzie potrzebują mnie bardziej niż ci, którzy rzekomo widzieli smoki. Kto wie? może te bestie jednak nie będą agresywne?
Propozycja wejścia do zamku z biała flagą rozśmieszyła go. Ha, cóż to by była za głupia odwaga gdyby zrobił coś takiego!
Podczas oblężenia przydaje się każdy, na przykład twój koń mógłby służyć za wabik dla dzikich psów. Albo odciągnął by uwagę kiedy biegłbym z flagą przez obóz najeźdźców..
Jego towarzyszka miała w sobie coś niezwykłego, czego jednak lekko się obawiał. Było to irracjonalne uczucie, ale takich nie należało ignorować. Wyjaśni się w rozmowie, albo po prostu z czasem.
Może usiądziemy? Nie ma tu luksusów, lecz okolica jest całkiem przyjemna, a błądzenie po lesie trochę mnie zmęczyło. Właśnie, błądzenie… czy mogłabyś wskazać mi drogę do traktu? Zszedłem z niego tylko na chwilę i wylądowałem tutaj.

Hevan usiadł nad strumieniem i wskazał miejsce obok kobiecie.
Awatar użytkownika
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

31 paź 2011, 13:33

-Dzikie smoki?– zainteresowała się. Ciekawe co by było gdyby zechciała włączyć smoka do swojej kościanej kolekcji. Chociaż najpierw musiałaby smoka znaleźć i zabić, a co łatwe na pewno by nie było. W sumie ona też smoka na oczy nie widziała, co gorsza– nie wiedziała jak z nim walczyć i czy da się w ogóle go zabić, jako że smoki były stworzeniami magicznymi… I w dodatku cholernie mądrymi.
-Smoki to stworzenia inteligentne. Nie zaatakują wioski dla zwykłej radości zabijania, bo po prostu nie opłaca im się posiadanie hordy wściekłych chłopków przed jaskinią, który w dodatku pragną ich rzekomych skarbów.– a przynajmniej tyle o nich wiedziała. Nigdy jakoś nie zainteresowała się bliżej tymi stworzeniami, ponieważ nie żyły w okolicach jej wędrówek.
-Nie wiem czy psy zainteresują się starymi, zmurszałymi kośćmi, a poza tym nie uśmiecha mi się tłum chłopów z widłami, którzy będą chcieli mnie spalić za to, że ubzdurali sobie, że jestem wiedźmą. Głównie dlatego też podróżuję lasem, a nie traktami.– wyjaśniła dokładniej, chociaż paladyn nie dopytywał się o to. Łatwiej jest powiedzieć prawdę, niźli gdyby miałby się domyślać i dojść do niewłaściwych wniosków.
Zostawiła Lannalyę przy drzewach. Nie musiała jej przywiązywać, bo kobyła ślepo wypełniała jej polecenia. Usiadła przy strumieniu, jednak na tyle daleko Hevana by nie poczuł nienaturalnego chłodu którym wręcz promieniowało jej ciało.
-Przez ten strumień prowadzi najszybsza droga na szlak. Właśnie zmierzałam w tamtą stronę, więc jeśli chcesz mogę cię z powrotem na niego nakierować.
Awatar użytkownika
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

31 paź 2011, 18:29

W małym załamaniu strumienia, z wody wyskoczyła na moment mała rybka. Z pluskiem znalazła się z powrotem wśród odmętów strumyka, tak jak by przestraszyła się widoku dwojga ludzi. Lekki wiatr owiał na chwilę korony drzew, które to wpuściły do wody kilka promieni słonecznych. Przez tą krótką chwilę strumień, oraz całe to miejsce wydało się zupełnie urocze. Hevan jednak wiedział że nie może tu już dłużej zabawić– trzeba znaleźć trakt i po woli zbliżać się do Wolenvain. Ktoś musi wiedzieć cokolwiek na temat oblężenia, i dobrze byłoby tego kogoś znaleźć.
Bez słowa sprawdził czy ma ze sobą wszystkie rzeczy, każda była na swoim miejscu.
Tak, smoki podobno głupie nie są, ale to raczej wieśniakom zdarza się być niemądrymi. Najpierw spróbują zabić smoka, zgarnąć jego rzeczony skarb, lub po prostu posmakować jego mięsa, a kiedy połowa zginie podczas eskapady wzywają paladynów żeby wytępili te "piekielne bestie". O tak, chyba właśnie tak smoki zostały nazwane w raporcie. Potem wszystkim się wydaje że paladyni to mordercy którzy są w stanie zabić wszystko co jest nie jest człowiekiem. Ta chora opinia pokutuję do dziś, lecz trzeba przyznać że są jeszcze zakony walczące z każdą odmiennością. Ale to tylko wyjątki, które, mam nadzieję, już nie długo znikną z powierzchni ziemi. Przecież na świecie jest miejsce dla każdego stworzenia, prawda?
Hevan złapał się na tym że zabrnął w temacie trochę zbyt daleko. Odkaszlnął.
Wybacz, czasem mój język działa bez żadnej współpracy. Czy możemy z takim razie ruszyć na trakt? Muszę wreszcie zorientować się jak wygląda sytuacja z oblężeniem. To nic nie robienie już mnie męczy.
Hevan zarzucił na plecy łuk i wyciągnął do kobiety rękę, chcąc pomóc jej wstać.
Awatar użytkownika
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

31 paź 2011, 22:04

-Czyżby zakony zmieniały się na lepsze? Przepraszam za swoje poglądy, ale aż nie mogę w to uwierzyć. Gdzie podziała się wręcz ogromna nienawiść do wszystkiego co jest tylko trochę inne od człowieka? Tak niebezpieczne uczucie nie mogło po prostu się… wypalić.– nie wspomina dobrze paladynów, oj nie. I raczej nic nie zanosiło się na to żeby te wspomnienia jakkolwiek miały się zmienić. Chowanie się po bagnach, brak odpoczynku, odcięte kończyny które nierzadko musiała zbierać z pola walki raczej na zawsze wpiszą się w jej myślenie o zakonnikach. Nienawidziła ich bardziej od ludzi, a to już było osiągnięcie.
-A wracając do smoków to dobrze, że przynajmniej po nieudolnych próbach wzywają was, a nie dalej próbują wykończyć smoka swoimi sposobami. Na przykład taki smok który zjadł odpowiednio spreparowaną przez chłopstwo owieczkę, potrafi później mścić się straszliwie.– chyba musi zacząć gadać sama do siebie. Ewentualnie do konia– wtedy wyjdzie na mniejszą wariatkę. Gdy znalazła osobę z która mogła porozmawiać rozgadała się straszliwie. Może pierwszy raz od ponad pięciu wieków poczuła samotność? Przecież to niemożliwe…
-Ależ oczywiście. Na twoje szczęście trakt jest niedaleko stąd…-znowu się uśmiechnęła. Jutro będzie musiała to odpokutować bolącymi mięśniami twarzy.
Chyba jakoś z braku przyzwyczajenia do ludzi chwyciła za wyciągniętą rękę. Miała wrażenie jakby wsadziła dłoń do wrzątku, jednak nic nie dając po sobie poznać wstała.
Awatar użytkownika
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

01 lis 2011, 09:56

Ta nienawiść ciągle jeszcze tli się w sercach starszego pokolenia, które żyło jeszcze w czasach kiedy innych ras, to znaczy innych niż ludzie, było o wiele więcej. Wtedy częściej wybuchały spory. Królowie zaczęli nawoływać do tępienia tych "innych". Mnóstwo zakonów wzbogaciło się wtedy. Dziś robi się to rzadziej i po cichu, na szczęście młodsze pokolenie jest nastawione bardziej neutralnie. Szczególnie paladyni i kapłani Armeny– to wyznanie zawsze mi było najbliższe. Widzisz, Armena głosi że najważniejsza na świecie jest równowaga, harmonia. Dla każdego stworzenia jest miejsce na ziemi, a prowadzenie między nimi walk to rzecz najzupełniej naturalna. Do momentu w którym ktoś, lub coś, wtrąca się w walkę i zaczyna faworyzować jedną ze stron doprowadzając do zachwiania równowagi. Wtedy dopiero paladyni Armeny sięgają po broń. Podobną filozofie świata pokazuje Trill… ale wybacz, chyba trochę przynudzam.
Hevan przyjrzał się strumieniowi, próbując znaleźć jakiś bród. Był to niewielki leśny strumyk, więc szybko wypatrzył jakieś miejsce dobre do przejścia.
Pani masz strasznie zimne ręce, powinnaś się cieplej ubierać. Mimo że dnie są teraz gorące, nad ranem można zdrowo zmarznąć. Zaproponował bym płaszcz, lecz w wyniku pewnych zdarzeń, straciłem go. Ruszajmy.
Paladyn najpierw delikatnie sprawdził czy miejsce, po którym chciał przejść na drugą stronę, nadaję się do tego. Wymacał nogą wystarczająco twardy grunt, i powoli przeniósł cały ciężar ciała na jedną nogę.
"Trzyma się"
Już bez strachu przeszedł resztę drogi przez strumień, pokazując kobiecie że droga jest bezpieczna. Z resztą– ona miała konia i mogła sobie spokojnie przejechać, bez zamoczenia nawet podeszwy od buta.
Poczekał na drugiej stronie na swą towarzyszkę, dając jej możliwość poprowadzenia go do traktu. Nie chciał się zgubić drugi raz.
Awatar użytkownika
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

01 lis 2011, 22:11

-Równowaga powiadasz… W sumie mądre podejście. Szkoda, że jest tak rzadkie wśród paladynów. Gdyby było więcej myślących w ten sposób to może ogólne pojęcie o waszym zakonie i powołaniu.– w sumie gdy gatunek nie ma naturalnych wrogów czuje się zbyt pewnie i zaczyna działać na swoją szkodę, a tego prawie nikt by nie chciał… Właśnie. Prawie. W sumie zastanawiała się kiedyś czemu tak bardzo nienawidzi ludzi– w sumie kiedyś też była człowiekiem. Doszła do wniosku, że śmierć i wszystkie lata spędzone na wpajaniu sobie nienawiści do ludzi doprowadziło do tego.
-Nie, nie zanudzasz mnie. Rzadko zdarza mi się mieć towarzysza, więc jeśli chcesz możesz kontynuować.– jasne, słódź mu dalej, a może naprawdę uda ci się z tego wyjść niepotraktowaną żadnym egzorcyzmem.
Teraz to się udał. Nic, żadnych podejrzeń, brak niedokończonych zdań? Nie wierzyła w to. Nie pasowało jej to straszliwie. Zmrużyła lekko oczy, jakby miało to jej pomóc w przejrzeniu jego zamiarów. Niestety nie pomogło. W sumie się nie zdziwiła.
Chwyciła Lannalyę za cugle i poprowadziła przez rzeczkę. W sumie nie musiała tego zrobić bo i tak poszła by za nią. Ruszyła w las, znajdując wąską ścieżkę.
-W sumie stąd do traktu jest niedaleko. Nie wiem jakim cudem mogłeś się zgubić…

zt obydwoje.
Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

04 mar 2015, 21:48

Estelawien zamarła, czując jak serce wręcz boleśnie zaczyna szamotać się w jej piersi, podchodząc pod same gardło. Kroki; ciężkie i posuwiste, pozbawione choćby cienia lekkości czy gracji. Bała się choćby drgnąć, całą sobą nasłuchując. Czy był już bliżej? Czy ją słyszał? Czy wiedział gdzie jest, a teraz tylko igrał z jej napiętym niczym struna umysłem, próbując skłonić by…by co? Półelfka była jednym, wielkim kłębkiem strachu. Dopiero rwący ból w rannej nodze otrzeźwił ja na tyle by znów zaczęła działać. Żyć; musisz żyć Est. Dasz sobie radę, jak zwykle. No dalej dziewczyno! Rusz się! Zagryzając dolną wargę aż do krwi, owinęła bandaż wokół swej kończyny, czując jak krew pulsuje w jej skroni, z niebotyczną siłą wtłaczana w całe jej ciało przez tłukące się spazmatycznie serce. Słyszał je; musiał je słyszeć. Huk tępego mięśnia dawno powinien ją zdradzić. A jednak miała jeszcze czas. Walcząc z każdym skrawkiem materii i ducha składającym się na jej sponiewierane ciało ruszyła przed siebie; powoli, mozolnie posuwając się krok za krokiem. Wszystkie jej zmysły były napięte do granic wytrzymałości, towarzysząc w agonii płonącym mięśniom. Czerwona mgiełka przysłaniała wszystko wokół, gdy w płucach budziły się ognie. Ból: całe jej istnienie, od czubków palców po koniuszki włosów składało się w tej chwili z niego. A miało być tylko gorzej.

Powoli przemykając się w rozpaczliwej próbie ucieczki, modliła się o ocalenie do każdego boga, którego imię mogła sobie w tej chwili przypomnieć. W tej krótkiej chwili naprawdę wierzyła, że choć jedno z nich ją wysłucha i ulituje się. Choć w sumie nad kim? Nie było wielu zbrodni, których nie dopuściła się w swoim życiu. Zabijała, kradła; korzystała z większości uciech, jakie mogło zaspokoić jej ciało i odprężyć umysł. Była bezsensownie okrutna czy wręcz głupia. Z własnej woli weszła w całe to bagno i w jakiś chory sposób chyba właśnie zaczynała za to płacić. Wtem coś zaszeleściło nieopodal…

Est poczuła jak na krótką chwilę jej serce ścisnęło się boleśnie, a dłoń mimowolnie wykonała krótkie, poziome cięcie. Nie patrzyła nawet w co celuje, po prostu spanikowała. Otworzywszy oczy, prawie nie jęknęła z ulgi. To tylko wiewiórka. Tylko wiewiórka. Bała się i nijak nie potrafiła sobie z tym poradzić. Coś w którymś momencie zburzyło bariery, jakie postawiła wokół własnej duszy przez lata swej "pracy". Czy to starcie z umrzykami, czy wyraz cierpienia na twarzy skrzydlatej. Skrzywdziła ją i porzuciła; nie potrafiła o tym myśleć, nie teraz, ale ukłucie wstydu i coś na kształt wyrzutów sumienia kiełkowało w odmętach jej świadomości. Na razie jednak liczył się tylko instynkt i przeżycie.

Mięśnie i ścięgna w dłoni zdawały się zamieniać w litą skałę, pulsując miarowymi falami tępego bólu. Tak bardzo bała się upuścić trzymany sztylet, że jej palce prawie nie mogły już się rozewrzeć, niczym imadło zaciskając się na broni. Powoli traciła poczucie czasu i przestrzeni. Jakby miał już istnieć tylko ten piekielny, pełen cierpienia i strachu marsz. Cały świat zawężał się do tortury kolejnych kroków. Balansowała między bólem a pełną ulgi ciemnością, nie potrafiąc jeszcze skapitulować. Wszystko zlało się w jedną, pełną przerażającej monotonii scenę. Nie wiedziała ile razy zatrzymała się w pół ruchu, a jej pierś przeszywała iskra bólu. Jak wiele minęło chwil gdy najlżejsze tchnienie w strachu opuszczało jej usta, byle nie została wykryta. Nie mogła zliczyć jak często przylegała do chropowatych pni drzew, albo chowała się między ciernistymi krzakami, coraz bardziej wyczerpana i skrwawiona. Ostatecznie mogła już tylko iść, aż zapomni o wszystkim innym. Nie istniała żadna kryjówka, żadne ocalenie. Cień szaleństwa majaczył przed jej oczyma…

Wtem spostrzegła niewielką jamę w ziemi, prawie na nią nie wpadłszy Brudna i sponiewierana ponad ludzkie pojęcie, nie potrafiła uwierzyć w to co widzi. Schronienie było równie prawdziwe, jak cierń, który wbił się w jej dłoń. Prawie nie osunęła się na kolana, słysząc cichy szmer wody. Dopiero w tej chwili zdała sobie naprawdę sprawę, jak bardzo była wymęczona i spragniona. Zbierało się jej na płacz, gdy ogarnęło ją zupełnie absurdalne uczucie ulgi. Skrawek ziemi, osłonięty przed nieprzychylnymi oczyma i niedaleki strumień jawiły się jej teraz niczym raj na ziemi. Zebrawszy się w sobie wpełzła jakoś do, ślizgając się nieco na listowiu. Jakimś cudem instynkt samozachowawczy nie obumarł jednak w niej do reszty; na ile mogła w swoim stanie upewniła się że w środku nic się nie czai, po drodze nagarniając sobie nieco liści. Wszystko to było mocno niezdarne w jej wykonaniu i bardziej przypominało pijacki sen, niż rzeczywistość, a jednak to robiła. Nie mogąc już dalej utrzymać się na nogach, zwinęła się w drżący kłębek i czując jak słone łzy palą ją w policzki, momentalnie zasnęła.

Nim znów otworzyła oczy, wyrwana z czarnej otchłani pozbawionej snów cienie wokół nieco się wydłużyły, choć nadal było dosyć widno jak na Las Cieni. Wybudził ją tępy, rwący ból momentalnie ogarniający każdy zakątek jej ciała. Aż nazbyt dotkliwie przypominał o niedawnym wysiłku i niewygodzie miejsca, w którym przyszło jej zasnąć. Nawet najdrobniejsza ranka płonęła teraz niczym przypalana żywym ogniem, gdy sączący się z jej ciała pot wnikał między rozerwane tkanki skóry drażniąc odsłonięte nerwy. Nawet drobne poruszenie palcami przypominało małą agonię, gdy każdy mięsień i ścięgno protestowało przed tak nieludzkim traktowaniem. Półświadoma tego co się dzieje, jęknęła cicho i nagle poczuła szereg ośmiu maciupkich nóżek, na koniuszku swego ucha. Nie zdolna nawet krzyknąć, z niezwykłą jak na swój stan prędkością wystrzeliła spod sterty liści, porywając za sobą cały swój dobytek, by po krótkiej chwili otrzepywać się niczym szaleniec, tarzając po ziemi. A wszystkiemu winien był malutki pająk-krzyżak…

Cała szamotanina trwała dosyć krótko i na całe szczęście dla niej (i okolicznej fauny) pozbawiona była nadmiaru bodźców dźwiękowych, pod postacią pisków i krzyków. Jakieś pięć, czy dziesięć minut po fakcie półelfka zdała sobie sprawę że w tej chwili zdecydowanie żadne robactwo już na niej nie siedzi, a nawet jeśli to nie jest żywsze niż okoliczne głazy. Z włosami pełnymi liści i małych gałązek usiadła pośród całego chaosu jaki narobiła i już zdecydowanie przytomna miała przynajmniej chwilę by zastanowić się co dalej. Skoro jak na razie nic jej nie zabiło, ani tym bardziej okolica nie wykazywała nadmiaru chodliwych umrzyków istniały realne szanse, że na dłuższą chwilę jest bezpieczna. Nie wiedziała jak daleko odeszła od chaty, a jej wspomnienia na ten temat już teraz stawały się mocno mgliste. Bynajmniej jednak nie było najmniejszego sensu ryzykować ponad miarę. Drugiej takiej gonitwy mogła najzwyczajniej w świecie nie przeżyć. Jakbym w ogóle dała radę teraz biegać. Pokręciwszy lekko głową, zebrała swój dobytek i lekko utykając ruszyła w stronę, z której dochodził szum wody.

Gdyby nie cichy szum, najpewniej udałoby się jej ominąć pobliski strumyk. Nie sięgająca jej nawet do kostek strużka wody, o pokrytym drobnymi kamieniami dnie wiła się między krzakami i drzewami, szybko niknąc w gąszczu. W pierwszej chwili przypadła do niej niczym spragnione zwierzę. Nabierając wodę dłońmi, krztusiła się nią i parskała, gasząc ogień w swym gardle. Dopiero potem opanowała się trochę, by w końcu zaspokoiwszy pragnienie podnieść się i ruszyć dalej. Idąc odrobinkę wzdłuż strumyczka, wypatrzyła nieco większy głaz, pokryty mchem, wokół którego rzeczułka wydawała się wyraźnie głębsza i szersza. Upewniwszy się, że bez trudu może wrócić po swoich śladach (a co ważniejsze, że nie zajmuje to zbyt wiele czasu), bardzo ostrożnie i skrupulatnie sprawdziła teren wokół. Nie znała się za dobrze na leśnej faunie, jednak nie dostrzegła jakoś wybitnie świeżych i niepokojących śladów. Wokół nie rosło też nic trującego, a cierniste krzewy były tak gęste, że jedyne drogi dojścia prowadziły właśnie przez ów strumyk. Zresztą nawet ona miała problem by dostać się do środka, niepodrapana. Mała i pozornie bezpieczna oaza spokoju w środku wrogiej głuszy.

Parę razy jeszcze sprawdziwszy, czy nic na nią nie czyha (ani jej nie śledzi), Estelawien odetchnęła z ulgą i odłożyła swoje rzeczy tuż obok głazu, na w miarę suchym skrawku trawy. Odpięty płaszcz z cichym szelestem upadł obok jej stóp, a po chwili w ślad za nim powędrowała koszula i przepaska biodrowa. Namyśliwszy się, półelfka upewniła się jeszcze że dno i ściany zagłębienia są zupełnie bezpieczne i absolutnie nic ani w nich nie bytuje, ani tym bardziej nie pokrywa. W końcu ściągnąwszy buty stanęła bosymi stopami na trawie. Jednocześnie czując przepływający przez jej nadmiernie rozgrzane ciało ból i delikatną pieszczotę wiatru i źdźbeł na swej skórze czuła się dziwnie. Jakby nagle wszystko wokół się wyostrzyło. Każdy dotyk, każde doznanie, myśl i emocja. Gęsia skórka, jaka okryła jej ciało, gdy powietrze tańczyło na jego powierzchni, a zarazem cierpienie przeszywające ją aż po koniuszki włosów. Nie znała do tej pory niczego piękniejszego i bardziej podłego, a przynajmniej tak to odbierała. Nie działała racjonalnie. Musiała choć trochę odreagować, mimo że nadal groziło jej niebezpieczeństwo. Ślepe zrządzenie losu, jeszcze w tej chwili mogło pozbawić ją życia na setkę sposobów. Jednak nie potrafiła się tym martwić; nie w tej chwili. Liczyło się tylko tu i teraz, zanim wszystko zatoczy koło. Pod wieloma względami w tym co teraz robiła było więcej szaleństwa niż rozsądku. Jak w koszmarze, z którego nie można się obudzić. Musiała przemyć rany.

Woda była zimniejsza niż się spodziewała, wręcz lodowata. Wzdrygając się stawiała kolejne kroczki, czując jak powoli delikatne mrowienie rozchodzi się po jej ciele. Sięgnąwszy do torby, wyciągnęła jeden z dłuższych skrawków materiału i przykucnąwszy delikatnie zaczęła przemywać rany i zadrapania, a przynajmniej te, do których mogła sięgnąć. Stłumiony zimnem ból nie męczył jej już tak bardzo, a delikatny prąd łagodził napięcie i zakwasy zrodzone w jej mięśniach. Posykując co jakiś czas (i zerkając na swoje rzeczy, co by jakoś tajemniczo nie znikły), Est powoli doprowadzała się do porządku. Upuściwszy na trawę wilgotną i mocno zabrudzoną szmatkę, wysunęła się z wody. Półelfka przysiadła na brzegu sadzawki, plecami prawie opierając się o głaz za sobą. Otuliwszy się płaszczem, by nie zmarznąć jeszcze bardziej, delikatnie zaczęła wybierać z włosów wszystkich nieproszonych gości. Choć nie miała lusterka, to przyglądając się swemu odbiciu w wodzie udało jej się całkiem sporo syfu wyciągnąć, acz parę listków tu i ówdzie za żadne skarby nie chciało poddać się jej zabiegom. Przez krótką chwilę dziewczyna skupiła się na swoim licu, badając je spojrzeniem. Wymęczona, młoda twarz, na której zmęczenie igrało ze strachem. Czy to była ona? Czy nadal tak wyglądała? Trochę trudno było jej w to uwierzyć. Czasem czuła się znacznie starsza, a jednak…

Odetchnąwszy głębiej oparła tył głowy o głaz i na moment przymknęła oczy. Rozleniwiona kąpielą , czuła jak do jej ciała powolutku wraca energia. Powolutku wracało do niej wrażenie niepokoju i zaszczucia, pobudzające chęć ucieczki. Jednak nie było jeszcze na tyle silne, by popchnąć ją w kolejne szaleństwo. Niewiele czasu zostało jej do zmierzchu, a porzucanie bezpiecznej kryjówki i błąkanie się w ciemnościach po lesie. Cóż, nawet ona nie była tak narwana, by spróbować. Schnąc miała chwilę by pomyśleć. Do czego ją to wszystko zaprowadziło? Gdy patrzyła wstecz połowa jej życia niewiele różniła się od tego, co niedawno przeżyła. Pasmo błędnych decyzji, prowadzących od jednej śmierci, do drugiej. Czy bogowie naprawdę pragnęli, by tak się stoczyła? By za garść srebrników gasiła kolejne życia na swej drodze, bez chwili zastanowienia nad tym co robi? Nie wiedziała za bardzo skąd nagle zbudziła się w niej potrzeba refleksji. Rozdrapywała stare rany, znowu czując cały ból jaki się za nimi skrywał. Powinna uciekać; zostawić to wszystko w cholerę i wiać, póki miała jeszcze jakieś szanse. Ratować swoje życie niczym zwierzę zapędzone pod ścianę. Mimo to siedziała tutaj teraz, skulona pod pełnym ostrych jak brzytwa noży płaszczem, drżąc z zimna, gdy gdzieś tam jakiś umrzyk przeczesywał leśne ostępy szukając jej. Nigdy nie zrobiła nic głupszego…i nawet tego nie żałowała.

Nie potrafiła nie poczuć ukłucia dumy i strachu, na myśl o tym, jak daleko zaszła. Choć nie przerosła swego ojca, tak wiernie podążyła jego śladem, że stała się prawie nim. Zabawne, jak wiele w jej życiu zmieniło jedno wydarzenie. Dlaczego nie mogła jak swoje siostry, znaleźć jakiegoś uczciwego zajęcia, zakochać się, urodzić dzieci… żyć jak każdy inny, normalny człowiek? Nigdy nawet nie spróbowała pójść w tę stronę; wcześniej sam pomysł ją odstraszał. Strach…

Sięgnąwszy do torby Estelawien wyciągnęła butelkę z bimbrem i kolejny kawałek materiału. Delikatnie zwilżywszy go alkoholem zaczęła przecierać ranki, krzywiąc się przy tym wyraźnie. Mogła sobie tak tutaj siedzieć do usranej śmierci, myśląc o niebieskich migdałach i całym rozlanym w swoim życiu gównem. Nijak jej to bynajmniej nie przybliżało do jego ocalenia. Jeśli chciała kiedykolwiek cokolwiek móc jeszcze w nim zmienić, w tym momencie była najwyższa pora by ruszyć dupsko. Pewnie gdyby mogła, zadbałaby o to, by ranę na nodze przemyć gorącym winem. Teraz ograniczyła się tylko do bardzo starannego obmycia jej tak, by broń bogowie nie naruszyć, ani nie zedrzeć strupa. Mniej delikatnie jednak obeszła się z resztą swoich "problemów", tylko kolanu poświęciwszy dłuższą chwilę. Kopniak Seviana mógł skończyć się na wiele różnych i zdecydowanie paskudnych sposobów, w związku z czym zawczasu lepiej było sprawdzić jakie spustoszenie zasiał na jej ciele. W bladym, leśnym świetle olbrzymi siniak na jej kolanie prezentował się jeszcze gorzej niż wcześniej. Mimo to gdy delikatnie badała ciało pod nim i jego powierzchnię nie zdawało się, by cokolwiek poza zbierającą się pod skórą krwią miało jej zaszkodzić. Tak czy siak nawet ona mając raczej nikłą wiedzę medyczną rozumiała, że bieganie, skakanie i wszelkie inne akrobacje w tej chwili są zdecydowanie nie wskazane.

Zawiązawszy tym razem porządnie świeży opatrunek na strupie i kolejny na kolanie (starając się wykonać go tak, by nie ograniczał jej ruchów i nie zsunął się) zaczęła się ubierać. Uprzednio tylko upewniła się, czy nic nieciekawego w niej nie utkwiło. Przyjemnie było poczuć w miarę czyste i co ważniejsze kompletne ubrania, po całej tej gonitwie przez las. Niestety, nie mając igły i nici nie miała szans zreperować niewielkich uszkodzeń w swej koszuli, jednak w zupełności rekompensował jej to podbity futerkiem płaszcz, ciepłe gacie i onuce, a co ważniejsze znów wciągnięte na stopy buty. Nie mając pasa z prawdziwego zdarzenia, po chwili namysłu splotła ostatnie dwa pozostałe jej lniane pasy materiału by skręcić z nich coś na kształt sznura i przewiązać się nim w biodrach, następnie zatykając zań pochwę ze sztyletem. Tak przygotowana mogła wracać. Uzupełniwszy jeszcze tylko zapas wody w manierce i zebrawszy swoje rzeczy ostrożnie wróciła po swoich krokach.

Resztki niezwiązanych z przeżyciem myśli ulotniły się spod rudej czupryny, gdy tylko opuściła bezpieczny azyl, w jaki dla niej przerodziła się sadzawka i okolice. Z nerwami napiętymi niczym postronki, ostrożnie stawiała kolejne kroki, rozglądając się wokół bacznie. Starała się nie przeciążać za bardzo zranionej nogi, ani nadwyrężonego kolana. Jeśli miała okazję, najpewniej znalazła sobie, albo zmajstrowała kawał solidnego kija, którym w razie czego mogłaby się solidnie zamachnąć, nie obawiając się że szybko się złamie. Może i nie był to kostur z prawdziwego zdarzenia, ale solidna i prosta gałąź czy młode drzewko stanowiły jego świetną namiastkę. Przede wszystkim jednak trochę łatwiej było jej z takim iść, a i pewność siebie nieco rosła, gdy w dłoni trzymała potencjalne narzędzie do krzywdzenia innych. Po drodze wypatrywała już nieco trzeźwiej (i dokładniej) śladów ludzkiej bytności, albo co ważniejsze wytyczonych przez kogokolwiek ścieżek. Nie robiła sobie jednak wielkich nadziei. Wciąż też gdzieś w lesie czyhali nieumarli i to bynajmniej niezbyt pokojowo na nią nastawieni. Czy tego chciała, czy nie stała się zwierzyną, która nie widzi nawet swego łowcy. I bynajmniej miała nadzieję, że się to nie zmieni.

Upewniwszy się, że nic nie czai się wokół jamy w ziemi, ani tym bardziej pod jej nieobecność nic jej nie znalazło i nie zasiedliło, półelfka wsunęła się do środka i po nierównej walce, ostatecznie pozbyła się nielicznych zamieszkujących to miejsce pająków, wraz z pajęczynami. A przynajmniej tych ośmionożnych, które mogła wypatrzyć. Po tym akcie heroizmu, wykonała sobie choć prowizoryczne posłanie z w miarę suchych liści. Następnie z niemałym wysiłkiem doniosła sobie parę gałęzi i manipulując nimi do reszty zasłoniła wejście do swego schronienia, nie przesadzając jednak przy tym. Miało przypominać zwykłe osuwisko z paroma starymi gałęziami i okrywającymi je liśćmi, nic więcej. Nie była w tym specem, ale bardzo się starała, walcząc ze zmęczeniem i powoli otaczającym ją mrokiem. Ostatecznie, wsunęła się do środka i modląc cichutko do Lorven, by ta dała jej przeżyć nadchodzącą noc zaczęła czatować ze sztyletem w dłoni i szeroko rozwartymi oczyma. Jednak z każdą upływającą sekundą powieki stawały się coraz cięższe, niczym ołowiem ciągnięte ku ziemi. Chciała spać…

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.