Polana Samotnego Drzewa

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Posty: 70
Rejestracja: 10 lut 2011, 12:27

Polana Samotnego Drzewa

10 lut 2011, 18:53

Las otaczający Wollivile, kryje wiele mrocznych sekretów. Jedną z nich jest Polana Samotnego Drzewa. Polana, jak zwykła polana. Wysoka trawa i kwiaty, na przykład maki. Na środku, stoi wysokie samotne drzewo. Każdy głupi powie, że jest magiczne. A to czemu? Z tego drzewa, nigdy nie spadają liście. Nawet w zimie, liście się trzymają. Owszem są uschnięte, ale nigdy nie spadają. Chyba, że porywisty wiatr wyrwie je siłą lub człowiek je zerwie. Ciekawą rzeczą o tym miejscu jest też to, iż nie żyję tu żadne zwierzę. Polana jest dość obszerna. Sporo miejsca, starczyło by nawet na mały domek. Mimo, iż magia jest widoczna to jeszcze bardziej jest wyczuwalna. Nawet czeladnik, da radę wyczuć tą magię. Rzeczone ,, Samotne Drzewo'' jest naprawdę gadającym drzewem. Badał to nie jaki Edgar Mag i spisał w księdze ,, Złote myśli Natury''. W pełnie księżyca można tu spotkać druidów, wyznających drzewo. Według legend, ludzie polowali tutaj na jednorożca. Przywiązali dziewkę do drzewa. Przeczekali wiele tygodni, a ona podobnie czekała, ale przywiązana. Gdy łowcą się to znudziło, zostawili kobietę. Tą wyjadły robaki. Jej duch związał się z drzewem i w nim pozostał. W pełnie kobieta, ożywa jako duch i sprawdza czy nikt jej nie zagraża. Druidzi, którzy ją odwiedzają zawsze dają jej świeży pokarm. Są to ciała, wciągane korzeniami pod ziemię. Ale to oczywiście tylko teorię. Nikt dokładnie nie wie, co jest nie tak z polaną, ale jakoś nikt nie ma ochoty sprawdzić.


((Jest Edmund, to czemu nie Edgar? :) ))
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 18 sie 2014, 23:05
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49717#49717

17 wrz 2014, 17:29

Patrzała na oczy Est. Czuła swoje ciało i odnosząc się do swojego zastanowiła się, czy te błyszczące, zielone punkciki to to samo, czym widzi bezimienna. Było w tym Coś. Skóra była taka nieruchoma, miękka i ciepła. Ale te oczy patrzały tak bystrze. Były w nich emocje, których skrzydlata nie potrafiła zrozumieć. Wyciągając rękę zaczęła myśleć o tym, że to stworzenie jest bardzo podobne do niej samej. Uniosła dłoń i bezmyślnie dotknęła grzbietem dłoni policzka Estelawien. Och! Jaka ciepła! I siedziała podobnie jak ona! Tyle podobieństw. Tylko jedno jej nie pasowało. Nie umiała stwierdzić czym jest ubiór i ekwipunek jej towarzyszki. Ona przecież go nie miała. Przesunęła dłoń na skrawek materiału przy szyi Est po czym położyła dłonie na swoich obojczykach. Opuściła wzrok spokojnie badając swoje ciało, i ciało ukryte pod przemoczonym ubraniem Estelavien. Oddychając przez usta zastanowiła się jak rudowłosa wydała te dziwne dźwięki, jak wypowiedziała słowa. Była pewna, że to właśnie Est wydała te dźwięki, nie wiedziała tylko jak. Zamknięta w swoim świecie, w swoim umyśle zastanawiała się, czy może jakoś zrozumieć co czuje, myśli ta druga osoba. Czy jej też jest zimno?

Nagły zryw. Skrzydlata się spłoszyła się, Zamknęła oczy i kiedy je otworzyła Esteliawien już stała na nogach i wyciągała swoją broń. Na chwilę oczy dziewczyny zamarły na tym obrazie. I w jakiś sposób poczuła strach. Gwałtowna reakcja towarzyszki, jej postawa, tak spięta sugerowała skrzydlatej, że dzieje się coś bardzo złego. Przecież jej zdążyła już zaufać! Nie odchodź! Spojrzała tam, gdzie patrzała druga najemniczka. Dwa inne stworzenia. Z jej perspektywy wyglądało to dziwnie. Ta, do której miała zaufanie była bardzo podobna do niej samej! Ba, siedząca nawet wplątała palce we włosy by to potwierdzić, a tamci byli tacy… inni. Czy to coś złego? Poza tym oni też stali! Też chciała. Przysunęła łydki do siebie i oparła na kolanach unosząc biodra. Podparła się rękoma. Nagły zryw jej towarzyszki pobudziły dziewczynę do działania. Szybkiego. Przecież tamte istoty też były szybkie! Podparła się na dłoniach ustawiając się na czworaka i podsunęła kolana pod pierś, jedną, potem drugą opierając się już na drobnych stopach. I wyprostowała je odpychając się nieco rękoma. Skrzydła skulone miała za plecami. Wstając próbowała odchylić się do tyłu, by wyprostować jak tamci. Nawet się jej udało, tylko, że plecami dość gwałtownie oparła się o drzewo.

Jej oddech przyspieszył od wysiłku. Patrzała na te dwie istoty. Kiedy się w nie wpatrywała poczuła jakieś dziwne ciepło w sercu. I głęboki smutek. Wpatrując się w tych dwoje Znów poczuła się samotna. Zamknięta w sobie. Czemu ich było dwoje, a ona sama jedna? Poza tym nie umiała dostrzec oczu kościeja. Czy on widział tą brzydką pustkę, w której nie było tyle ciekawych rzeczy? Oprócz mroku. Też mógł być ciekawy. A oczy tego drugiego były zupełnie inne od oczu Est. Obraz tej dwójki zniekształcał deszcz. Byli mokrzy. Zimno im? Zapytała siebie. Jeżeli im zimno na pewno są smutni, jak ona! Też lepiej się poczuła, gdy dotknęła ciepłej szyi i policzka Estelawien. Rozpostarła delikatnie skrzydła opierając się na prostych nogach i drzewie. Tak delikatnie tworząc jakby otwarty kokon. Ona też była taka ciepła. Poczuła gdy dotykała swojego ciała. Czy jeżeli im zimno czują to, co ja? Chciała się tego dowiedzieć. Patrząc bystrze na nich zastanawiała się nad tym. Czy czują to, co ona? Jak to czują? I czy myślą tak jak ona? Czy bardzo im zimno? Wpatrywała się w nich, jakby chciała, by jej odpowiedzieli. Myśląc kierowała te wszystkie emocje i odczucia do dwóch sylwetek. Czy mogą jej odpowiedzieć? Czy mogę poczuć, że myślą jak ja?

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

18 wrz 2014, 12:37

Półelfka zamarła, czując na policzku dotyk niebianki. Delikatna, wręcz aksamitna skóra, wychłodzona od deszczu rozmazywała krople na jej twarzy, wiodąc po niej powolutku. Nie było to nieprzyjemne uczucie, wręcz przeciwnie, choć Est bała się jak wszyscy diabli w tym momencie… i ten brak zrozumienia w oczach dziewczyny, błysk niewinności i bezradności. Tak delikatny, a zarazem obezwładniający. Jakby to były jej pierwsze chwile, a na pewno pierwsze świadome. Nie chciała wiedzieć co się jej stało, co uczyniono, by taka istota straciła siebie i swoją osobowość. Wiedział aż za dobrze, co mogło coś takiego uczynić, a jednak… czuła że to inny wypadek. Mimo to, po tym spojrzeniu nie mogła jej nadal traktować jak czegoś, po prostu nie mogła. Nie żeby to było wbrew jej naturze. Człowieczeństwo i przedmiot oddzielała przestrzeń nie wiele większa niż ostrze noża. A ona dokładnie wiedziała jak tym nożem pchnąć. Robiła to już nie raz i zrobi jeszcze wielokrotnie. Życie było kruche, choć wszyscy starali się oszukać, przekonać o swej wieczności, a starczyło jedno pchnięcie, pewna dłoń w ciemności, chwila szamotania i metaliczny błysk w księżycowym blasku. Koniec, kolejny rozdział zamknięty i można iść dalej. Odebrać sakiewkę, umyć się, napić, poruchać. Wszystko w jednym, stałym porządku. A gdzieś tam, ktoś obudzi się by odnaleźć zwłoki kochanka, żony, syna… Nie miało to dla niej znaczenia. Tak jak i dotyk nieznajomej, muskający skórę na jej szyi, kładący lekki nacisk na obojczyki…

Wtem coś się poruszyło na drugim końcu polany. Dostrzegła to ledwo kątem oka, ale zadziałały instynkty. Bez chwili zastanowienia zerwała się na równe nogi i płynnym ruchem wyszarpnęła miecz z pochwy u pasa, wpatrując się w zacinające strugi deszczu. Z krzaków po drugiej stronie polany wychynęła dwójka ludzi, a raczej to co z dwójki ludzi zostało po śmierci. Yiridiarze… jęknęła głucho, gdy na sekundkę zamarła, przejęta grozą tego co widziała. Niczym w mrocznych opowieściach, snutych przez marynarzy i kupców późną nocą, poczuła na policzku powiew śmierci. Kroczącej i nazbyt namacalnej, by odmówić jej realności. Prawie że żywej, jak absurdalnie by to nie brzmiało. Wszystkie jej instynkty krzyczały by uciekała, jak najszybciej, panicznie byle dalej od tych maszkar. Żywe trupy… wolałaby już wpaść w pajęczą sieć, niż spotkać to coś. Nie bez powodu, podobne istoty pojawiały się od wieków w koszmarach jej pobratymców, a przynajmniej ludzkiej części z którą się utożsamiała. Nie miała jednak czasu zwijać się na ziemi, krzyczeć, czy płakać. Nie, ona miała zamiar przeżyć, choćby musiała sobie wyrąbać drogę przez tych umarłych. Zapłacą mi za to kurwa ekstra. Warknęła, gdy strach zaczynał zamieniać się w niej w chłodną wściekłość. Nie chciała umierać, nie chciała zostać kolejnym truposzem wałęsającym się po tym lesie. Miała swoje zadanie i chciała odebrać złoto. Przepić je, przećpać i wydać w towarzystwie jakiejś ładnej kobiety, czy mężczyzn. Wszystkie te myśli przeleciały jej przez głowę niczym mgnienie.

Przyglądając się przeciwnikom, poprawiła chwyt na mieczu, dziękując za rękawiczki na dłoniach. Broń przynajmniej nie powinna się jej ślizgać. Ruchy szkieletu nie stawiały go raczej wśród najzręczniejszych, jednak wolała nie spotkać się z bliska z jego włócznią. Inaczej sprawa miała się z lepiej zachowanym umrzykiem. Choć jedna z jego nóg wyraźnie była po przejściach to zdecydowanie zachowywał większą grację ruchów i aż czuć było od niego aurę siły. Nie miała z nim szans w uczciwym starciu, ale kto mówił że miała zamiar grać uczciwie? Najpierw musiała wyeliminować choć jedno zagrożenie. W walce dwóch na jednego, nawet pijani chłopi z widłami mogli zatłuc wprawnego wojownika, a co dopiero kobietę z mieczem. Skupiwszy wzrok na gorzej zachowanym umarlaku, szybko oceniła szanse tego co może zrobić. Szarża, czy inne tego typu "bajkowe akcje" odpadały w przedbiegach. Samobójcą nie była. Do tego włócznia miała znacznie większy zasięg niż jej krótki miecz. Stwór miał jednak jedną zaletę. Na oko cały trzymał się w kupie dokładnie na tyle by móc stanowić jedną całość… a ona chciała sprawdzić co się stanie gdy tą całość naruszyć.

Skupiwszy spojrzenie na odcinku kręgosłupa między miednicą, a klatką piersiową. Gdyby żyła w innych czasach i uprawiała inny zawód, najpewniej zainteresowałaby się łączeniami między nimi, stanowiącymi najsłabszy punkt całej konstrukcji, bądź pojedynczym kręgiem w najbardziej newralgicznym miejscu, na którym opierała się większość "ciężaru tułowia". Teraz jednak robiła to instynktownie i bardziej kierując się swoim nikłym doświadczeniem w tej materii. Najpierw wyciągnęła nieco przed siebie lewą dłoń i zacisnęła ją wokół wyimaginowanego kręgu, nie spuszczając oczu z truposza. Później spróbowała sobie wyobrazić, jak brutalnie wypycha go, aż ten wyłamuje się z całej konstrukcji, czy też ciała, o ile można było nazwać tak chodzące kości. Tak jak zawsze, skupiła się na chwilkę tylko na tym. Wola. To była podstawa. Jeśli czegoś chciała, naprawdę to się to działo. A teraz chciała wyrwać temu skurwysynowi kawałek kręgosłupa.

Pchnij.-warknęła i wykonała odpowiedni gest. Jakby to nie brzmiało skupiła się na tym jak mogła, by maksymalnie wykorzystać efekt zaklęcia, a jeśli było to możliwe nawet go wzmocnić. Miała tylko tą jedną próbę i stawiała na nią prawie wszystko. Jednocześnie kątem oka obserwowała drugiego umrzyka, zważając na jego ruchy. Gdyby ten zbliżył się za bardzo i dziewczyna mogła w ogóle zareagować, spróbowałaby wykonać unik, albo odbić cios mieczem, pomagając sobie przy tym lewą dłonią, którą chwyciłaby za tępą część ostrza.

Awatar użytkownika
Posty: 919
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

19 wrz 2014, 17:49

MG

Estelawien mogła pogratulować sobie faktu, że widok chodzących trupów nie doprowadził jej do totalnej paniki. Zdołała nawet zebrać się w sobie, wyciągnąć miecz i obmyślić jakiś plan.

Umarli zbliżali się nieubłaganie, a rudowłosa raczej nie miała co liczyć na pomoc ze strony znalezionej w lesie kobiety. Skrzydlata dziewczyna zdołała się z niemałym trudem podnieść i chwiejnie oprzeć o drzewo. Przyszło jej to z niemałym trudem, a jednocześnie zwróciła na siebie uwagę umarłych. Przez krótką chwilę wyglądało to tak, aby mieli zamiar zmienić swój cel, jednak miecz w reku Estelawien musiał jednak przekonać ich do słuszności pierwszej decyzji. Trudno było stwierdzić na ile istoty te potrafiły myśleć i planować.

Planowała niewątpliwie Estelawien, która postanowiła zademonstrować swoich przeciwnikom, że nie jest pierwszą lepszą podróżniczką i potrafi zawalczyć o swoje magią. Uznała, że pchnięty magicznie szkielet rozsypie się stosunkowo łatwo.

Skupiona na szkielecie mogła mieć jedynie nadzieję, że drugi umarły nie zbliży się dostatecznie szybko by z nią skończyć. Odległość, jaka ich dzieliła wcale nie była bardzo duża i pokonanie jej było kwestią niewielkiego wysiłku. Może i obecne wszędzie błoto utrudniało nieco poruszanie się, ale nie na tyle, aby ktoś miał w nim utknąć na zawsze.

Pchnięty szkielet zatoczył się do tyłu, jego korpus odchylił pod całkiem sporym kątem, a włócznia powędrowała do góry wraz z rękami umarłego w próbie utrzymanie równowagi, która… okazała się udana. Kościotrup został przez Estelawien opóźniony, jednak zdecydowanie nie wyeliminowany. Przechylony groteskowo do tyłu na nieco zniekształconym kręgosłupie kontynuował on natarcie.

Tymczasem kobieta niemal w ostatniej chwili zajęła się drugim umarłym, który żwawo pokonał dzielący ich dystans i właśnie uniósł miecz do cięcia. Mało brakowało, a cięcie to dotarłoby do celu. Estelawien w ostatniej chwili szerokim wymachem miecza zdołała zbić je w bok, sprawiając aby ominęło jej głowę. Był to ruch iście nieprofesjonalny na szermierza, jednak ratowanie życia usprawiedliwiało go w pełni. Umrzyk przechylił się do przodu, co sugerowało iż włożył w ten cios całkiem sporo niepotrzebnej siły, dając jej tym samym cenne ułamki sekund na dalsze działanie.

Wyglądało na to, że jej przeciwnik nie jest mistrzem fechtunku. Było to pocieszające, ale nijak nie niwelowało faktu, że jej wrogowie mieli przewagę liczebną, a nawet nieszczególnie umiejętnie używanym mieczem można kogoś zarąbać. Jej pierwszy pomysł wypalił po części, teraz miała zaledwie mgnienie oka na to, by wymyślić i wprowadzić w życie kolejny i, miejmy nadzieję, uratować siebie i obserwującą bezradnie całe zajście skrzydlatą.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

21 wrz 2014, 00:09

Półelfka nie miała szans nacieszyć się swoim połowicznym sukcesem. O ile za sukces można było zaklasyfikować pokrzywdzenie już i tak kiepskiej jakości umrzyka. Jednako nie miała na co narzekać, przynajmniej udało się jej go spowolnić. Może kolejny cios by coś dał? Albo pchnięcie? Nie wiedziała tego i nie miała czasu się dowiedzieć, gdy spadł na nią cios zoombi. Prawie że panicznym wymachem zbiła go na bok, czując połowę kości w rękach. Zrobiła to jak ostatni laik, czy chłop machając mieczem niczym cepem, ratowała jednak swoje życie. Na tym polu nie miało to znaczenia, liczyła się jeno skuteczność. Ułamki sekund dzieliły ją od kolejnego ciosu, tylko dzięki głupocie umrzyka, z którym przyszło jej się pojedynkować.

Nie myśląc wiele odsunęła się o pół kroku w lewo, tak że truposz znalazł się dokładnie między nią, a nadciągającym szkieletem i bez większego namysłu cięła go w dłoń, nie jakoś zamaszyście, czy ze specjalną estymą, albo finezją. Skutecznie, to przede wszystkim. Bez ręki, to prawie jak bez życia dla męża, nawet umarłego. Ni to miecz, ni fujarę potrzymać. A w tej chwili było jej to nawet na rękę. W bardzo optymistycznej sytuacji, gdyby jej oponent nie zareagował jakim cudem, dzierlatka poprawiłaby dla pewności, jakby ręka jednak przy mieczu ostała. W innej jednak razie, przed kolejnym ciosem by się zasłoniła i parując tak zgrabnie i wartko bronić poczęła swego żywota. Gdyby tylko miała szanse, spróbowała by jego broń wybić, bądź przejąć, starając się możliwie ograniczyć korzyści wynikające z dłuższej broni umrzyka. Jeśli jednak taka by się nie zdarzyła, starałaby się utrzymać go między sobą, a włócznikiem, jednocześnie próbując tak go zajść, by móc jeszcze bardziej nadwyrężyć jego już i tak z ciała obdartą, dolną kończynę cięciem, czy kopnięciem.

Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 18 sie 2014, 23:05
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49717#49717

21 wrz 2014, 11:52

Nie mogła zrobić zupełnie nic oprócz stania i patrzenia, ale… nie przeszkadzało jej to. Obserwowała ruchy wszystkich trzech istot, patrzała jak stawiają kroki, żeby zapamiętać to wszystko i móc wykorzystać w najbliższej przyszłości. Teraz za dużo się działo, żeby mogła spokojnie wstać i pochodzić, bo przecież wcale też nie musiała się stąd ruszać by obserwować. Już sama perspektywa była dość zadziwiająca na tę chwilę.

Szkielet nieco się zatoczył i na chwilkę przystanął. Skupiła na nim wzrok wyrzucając z głowy resztę, całą polankę, Estelawien i jej przeciwnika. Na tę chwilkę to tamten wydał się jej ciekawszy. Czy go boli? Pomyślała, że jak ona nie czułą się dobrze, to też próbowała się inaczej ułożyć. Ale teraz nie czuła się źle. Tylko na niego patrzała swoim bezmyślnym wzrokiem obserwując każdy jego ruch. Jeżeli porusza się jak ona, to czy czuje jak ona? To był problem, który zajmował jej myśli od chwili, gdy ich zobaczyła.

Pragnęła poznać tego szkieleta dogłębniej. Już widziała jego ciało, widziała, że umie się poruszać! I było to bardzo, bardzo interesującym jakie robił ruchy, a nawet to, co trzymał w swej chudej łapie. Ale jeszcze bardziej interesujące było to czy myślał jak ona! Tylko na tym się skupiała, albo na tym najbardziej, bo jej oczy nadal nieco błądziły po kościach. Chciała poznać jego myśli, sposób, w jaki postrzega świat. A nuż mogłaby wymienić z nim swoje myśli? Tak bezrozumnie zaczęła wołać do szkieleta o uwagę, by ją nią uraczył. By dał jej zrozumienie jak on myśli. To wszystko działo się w jej niewielkim umyśle. Ale chciała go otworzyć! O! Na to stworzenie kości! Tak chciała poznać.

Awatar użytkownika
Posty: 919
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

23 wrz 2014, 17:05

MG

Estelawien mogła pochwalić się chwilą przewagi w zgoła niefortunnej dla niej walce. Zachowała nawet dość trzeźwego myślenia, aby to wykorzystać. Schowała się za umarlakiem, by chociaż na chwilę jeszcze odciąć się od towarzyszącego mu szkieleta, którego oczom, czy raczej temu co po nich zostało, ukazała się w pełnej krasie naga i bezbronna skrzydlata dziewoja. Trudno było ocenić czy włócznia kościotrupa postanowi jednak wesprzeć jego "przyjaciela", czy może powędruje w nowy cel, który teraz tak wyraźnie się ukazał.

Zabójczyni natomiast cięła niemal bez zastanowienia w wysuniętą rękę trupa. Ten okazał się zbyt ospały, aby zareagować na czas. Ostrze zanurzyło się w jego przedramieniu tuż nad nadgarstkiem, a sama kobieta mogła odczuć, iż zatrzymało się na czymś twardym. Wszelkie pokłady logiki, jakie istniały w jej głowie nakazywały sądzić, iż jest to kość. Stal została w kończynie i nie chciała z niej wyjść tak łatwo, jak jej właścicielka tego oczekiwała. Wyglądało na to, że aby go wyciągnąć konieczne będzie nieco więcej wysiłku. Gdyby Estelawien puściła teraz wbite w mięso i kość ostrze, to zapewne zostałoby ono na swoim miejscu, a przynajmniej takie wrażenie odniosła. Niemniej jednak, wiedza nie dawała jej zbyt wiele.

Szkielet stąpał pokracznie w stronę walczących, nieco spowolniony dziwnym odkształceniem kręgosłupa, acz, po kościach czaszki sądząc, zupełnie nim nieprzejęty. Jego groteskowa poza tylko pogarszała ogólnie wrażenie jakie sobą sprawiał, zwłaszcza, że obecny na czaszce szyszak wykrzywił się i nosal zasłaniał teraz jeden z oczodołów. Mimo to pozbawiona mięśni i skóry czaszka szczerzyła się w perfidnym uśmiechu, którego nic już nie mogło jej odebrać. Nawet śmierć.

Nie próżnował również sieknięty przez Estel umarły. Co prawda miecz wysunął się z jego dłoni i upadł w mokrą trawę, jednak istota ta pozbawiona była takich odczuć jak ból. Chwycił drugą ręką za jej płaszcz pod szyją i szarpnął gwałtownie w swoją stronę. Chcąc nie chcąc kobieta musiała ugiąć się pod jego naporem. Ożywieniec przesunął swój chwyt, próbując zacisnąć zimne palce na jej szyi. Puste, nie wyrażające sobą niczego oczy spoglądały prosto w jej twarz wywołując tym nieprzyjemne uczucie. Rudowłosa właśnie ujrzała przed sobą chodzącą definicję bezwzględności.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

25 wrz 2014, 16:53

Estelawien nie zdążyła nawet zakląć, gdy jej miecz utkwił w kończynie trupa. Gdyby miała na to czas, może i złorzeczyłaby bogom i losowi, który postanowił ją tego dnia pokarać parką umrzyków i najpewniej zabić. Może nawet splunęłaby wtedy, albo zaklęła szpetnie. Wszystko to jednak miało pozostać sferą domysłów, nie zaś czynów. Nie miała ani czasu, ani możliwości by trzeźwo myśleć w walce, czego i efekty zaraz doznała w postaci łapska lepiej zachowanego umrzyka, zaciskającego się na jej płaszczu. Dziewczyna słyszała już stuk kości, drugiego trupa, który ewidentnie nie miał najlepszych względem niej zamiarów, a na bank nie chciał jej wspomóc. Nie wiedziała nawet co też robiła jej głupia znajda, choć gdyby tylko to dostrzegła, bądź poznała jej myśli, pewnie sama by się zabiła. W każdym razie, teraz miała większe problemy, ot choćby i łapsko, które szarpnęło ją za płaszcz w swoją stronę i miecz, który upadł gdzieś na lewo od niej. Nie mogąc przeciwstawić się brutalnej sile, odruchowo wręcz powędrowała dłońmi do zapinki na lewym ramieniu. Nic wyjątkowego, ot kawałek wyjątkowo kiepskiego żelaza, przypominający z dużą dozą wyobraźni coś, co za parę wieków może byłoby agrafką. Jak zwykle chwytającą jeno parę nitek jej ubioru. Brutalnie szarpnąwszy, spróbowała po prostu rozerwać to kiepskie zapięcie, z czym nigdy do tej pory większego problemu nie miała. Jednocześnie, spróbowałaby właśnie w tamtą stronę się przetoczyć, uginając nogi. Jeśli wszystko się jej powiedzie, najpewniej znajdzie się na wyciągnięcie dłoni od miecza umarlaka. Półelfka nie miała zamiaru czekać ni chwili, więc chwyci go, najpewniej w obie dłonie i odsunie się nieco odumarłego, by móc kontynuować walkę z nową bronią i jednocześnie mieć na oku jego kolegę.

Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 18 sie 2014, 23:05
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49717#49717

25 wrz 2014, 20:01

A zatopiona w myślach dziewczyna była całkiem odsłonięta. Patrzała jeszcze chwilę na kościeja, w końcu poznała schemat jego ruchów, jego odkształcone ciało i zaczęła patrzeć na bardziej ruchliwą stronę. Zdecydowanie bardziej skomplikowaną, bo umarlak i towarzyszka husadriksji tańczyli ze sobą, zbliżali i odchodzili. Nie umiała zrozumieć tamtego tańca. Spojrzała na broń, która utkwiła w ręce truposza. Uniosła obie dłonie wnętrzem dłoni do ziemi i wbiła sobie paznokcie gdzieś w nadgarstek. No, nie za mocno, delikatne wgniecenia na dobrze nawodnionej skórze zaraz od razu znikną. Jednak stwierdziła, że to boli i poczuła się przez to źle. Czy to stworzenie też bardzo, baardzo bolało? Ona sama sobie prawie nic nie zrobiła, a to ostrze było tak głęboko! Na pewno bardzo, bardzo, bardzo go bolało! Chciała, by go nie bolało. Spojrzała ze smutkiem na Estelavien i jej przeciwnika. Potem skupiła się na tym, by ustać na własnych nogach. Odepchnęła się delikatnie od drzewa i postąpiła pół kroku naprzód, by napiąć mięśnie i wyprostować plecy. Jej skrzydła nadal znajdowały się trochę po bokach dziewczyny, jakby owijały wokół niej kokon. Znów skupiła się na parze, denat chwycił najemniczkę. Skrzydlata w odpowiedzi zacisnęła swoje dłonie w pięści i uniosła przy twarzy. Zacisnęła z całej siły aż poczuła, że paznokcie delikatnie wbijają się w skórę, wtedy przerwała. Och! Ile on musiał czuć bólu! Czemu to robił? Czemu zbliżył się do rudowłosej? Czemu?! Przecież to musiało boleć! Na pewno nie chciał się przytulić, żeby było ciepło. Tak dziwnie się ruszał. A potem najemniczka szarpnęła się… I skrzydlata całkowicie straciła podparcie swoich teorii. Co oni robili? Czemu? Ją na pewno też zabolało, gdy tak się chwyciła. I jeszcze szarpnęła! Och! Teraz jednak większe współczucie odczuwała wobec umarlaka. Nie mogła wiedzieć, że on nie czuje bólu, czy raczej może go nie czuć. Nie miała też prawa wiedzieć, że jej nieprzyzwyczajone do niczego ciałko dosyć mocno reaguje na poniektóre bodźce. Cóż, musi się jeszcze oswoić ze sobą, ze swoim ciałem i z otaczającym ją światem. Na przykład przyzwyczaiła się już do wilgoci traw i zimnego powietrza i uznała to za całkowicie normalne. Nie znając nic innego stwierdziła, że musi tak być wszędzie, albo raczej nie stwierdziła, że gdzie indziej może być inaczej.

/Znaczy wiecie, ona anemicznie się porusza, żeby nie było, że jakieś gwałtowne ruchy wykonuje ;-;
Awatar użytkownika
Posty: 919
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

27 wrz 2014, 17:41

MG

Bezimienna, skrzydlata istota, którą napotkała Estelawien toczyła swoją własną walkę. Z trudem odepchnęła się od drzewa chcąc ustać no nogach podobnie jak pozostali. Była to dla niej coś nowego, a nowości jak wiadomo różnie się kończą. Przez chwilę wydawało się, że dziewczyna utrzyma się na nogach, zdołała postąpić pół kroku w przód, zbliżając się tym samym nieco do rudowłosej zabójczyni. W końcu jednak nieprzyzwyczajone mięśnie odmówiły jej posłuszeństwa, a ona sama zachwiała się i przewróciła upadając na kolana. Mokra trawa szczęśliwie dość dobrze zamortyzowała uderzenie delikatnego ciała. Skrzydlata chcąc nie chcąc wróciła do pozycji siedzącej.

Estelawien nawet tego nie zauważyła, miała na głowie dużo większy problem. Problem, który właśnie zbliżał się zimnymi palcami do jej gardła. Poczuła jak koniuszki palców umarlaka muskają jej odsłonięte ciało. Mokre od deszczu, pozbawione jakiegokolwiek ciepła zdawały się wręcz oślizgłe.

Szarpnęła zapięcie płaszcza uwalniając się z niego. Materiał pozostał w dłoni trupa, gdy ona odturlała się po ziemi w zgoła pozbawionym gracji (a w gruncie rzeczy w pewnym stopniu również sensu) sposób. Skupiona tylko na tym, aby sięgnąć po broń wylądowała wprost przed drugim trupem. Szkielet z chrzęstem, który przywodził na myśl upiorny śmiech pchnął w jej stronę dzierżoną włócznią, choć wykrzywiony kręgosłup nieco utrudniał mu to zadanie. Fakt ten w połączeniu ze skórznią uratował rudowłosą przed poważniejszą raną. Czubek broni ześlizgnął się po jej boku tuż pod prawą piersią przedzierając się przez ubiór i pozostawiając płytkie skaleczenie na skórze.

Kościotrup cofnął się pół kroku, przymierzając do kolejnego uderzenia, a jego kumpel rzucił płaszcz na ziemię i wyciągnął zdrową rękę w stronę kobiety, najwyraźniej chcąc ją złapać ponownie. O odsuwaniu się ciężko było mówić, gdyż obaj umarli byli po przeciwnych jej stronach. Palcami wymacała w trawie rękojeść leżącego tam miecza.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

27 wrz 2014, 22:57

Półelfka nawet nie poczuła ostrza włóczni przebijającego skórznie i zostawiającego ślad na skórze pod nią i ubraniem. W sumie mało co czuła, włączając w to chłód, deszcz i wrażenie pozostałe po oślizgłych paluchach umrzyka, który jeszcze chwile temu próbował ją udusić. Najpewniej zresztą w tej chwili miał zamiar powtórzyć tą sztuczkę. W głowie szumiała jej krew, para uchodziła z każdym oddechem z posiniałych ust, a każdą myśl i ruch napędzała adrenalina. Wszystkie jej zmysły były teraz nastawione na walkę i przetrwanie, nic więcej się nie liczyło. A znów miała broń, znów mogła walczyć. Z drugiej strony miała znacznie bardziej przesrane niż parę sekund wcześniej. Nie czekając nawet sekundy, kurczowo zacisnęła palce lewej dłoni na rękojeści miecza, jednocześnie prawą chwytając drzewce włóczni. Odsuwając ją od siebie, by się nie nadziać, jednocześnie wykorzystała ruch szkieletu do tyłu i siłę własnych kończyn. Włócznia spełniała teraz dla niej funkcję liny, która w połączeniu z wypchnięciem się z jednej nogi miała pozwolić jej nie tylko podnieść się do pozycji stojącej i wydostać z zasięgu lepiej zachowanego truposza, ale i uderzyć prawym barkiem kościeja. W końcu miała zamiar tylko szarpnąć, nie zaś trzymać ją (włócznię) w trakcie całej drogi do przodu. Jeśli wszystko pójdzie po jej myśli, zniekształcenie kręgosłupa stworzenia znacznie się pogłębi, jeśli nie puści do reszty. Kobieta była też przygotowana na siłę uderzenia, która miała nastąpić i za żadne skarby nie chciała puścić z takim trudem wywalczonej broni, ani tym bardziej odbić się od istoty. Dlatego wybrała ten moment, by uderzyć dokładnie w chwili gdy ta cofnie się i zacznie wykonywać kolejny ruch. Nie da jej po prostu czasu na reakcję.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Aleksis Bentrum, Grynfa, Kerreos
Liczba postów: 52179
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.