Polana Samotnego Drzewa

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Posty: 70
Rejestracja: 10 lut 2011, 12:27

Polana Samotnego Drzewa

10 lut 2011, 18:53

Las otaczający Wollivile, kryje wiele mrocznych sekretów. Jedną z nich jest Polana Samotnego Drzewa. Polana, jak zwykła polana. Wysoka trawa i kwiaty, na przykład maki. Na środku, stoi wysokie samotne drzewo. Każdy głupi powie, że jest magiczne. A to czemu? Z tego drzewa, nigdy nie spadają liście. Nawet w zimie, liście się trzymają. Owszem są uschnięte, ale nigdy nie spadają. Chyba, że porywisty wiatr wyrwie je siłą lub człowiek je zerwie. Ciekawą rzeczą o tym miejscu jest też to, iż nie żyję tu żadne zwierzę. Polana jest dość obszerna. Sporo miejsca, starczyło by nawet na mały domek. Mimo, iż magia jest widoczna to jeszcze bardziej jest wyczuwalna. Nawet czeladnik, da radę wyczuć tą magię. Rzeczone ,, Samotne Drzewo'' jest naprawdę gadającym drzewem. Badał to nie jaki Edgar Mag i spisał w księdze ,, Złote myśli Natury''. W pełnie księżyca można tu spotkać druidów, wyznających drzewo. Według legend, ludzie polowali tutaj na jednorożca. Przywiązali dziewkę do drzewa. Przeczekali wiele tygodni, a ona podobnie czekała, ale przywiązana. Gdy łowcą się to znudziło, zostawili kobietę. Tą wyjadły robaki. Jej duch związał się z drzewem i w nim pozostał. W pełnie kobieta, ożywa jako duch i sprawdza czy nikt jej nie zagraża. Druidzi, którzy ją odwiedzają zawsze dają jej świeży pokarm. Są to ciała, wciągane korzeniami pod ziemię. Ale to oczywiście tylko teorię. Nikt dokładnie nie wie, co jest nie tak z polaną, ale jakoś nikt nie ma ochoty sprawdzić.


((Jest Edmund, to czemu nie Edgar? :) ))
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 18 sie 2014, 23:05
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49717#49717

28 wrz 2014, 09:22

Nowości zawsze są… nowe, o tak. I jakkolwiek wcześniej udało się jej zrobić kilka kroków, z racji tego, że Est ją niosła, to… teraz nie udało się jej ustać. Przez chwilę owszem, o! Ale potem poczuła nieznany sobie ból i ciężar. W niewielkiej panice zaczęła się zastanawiać co się stało, a raczej, co się dzieje. Nie doszła do żadnego wniosku, a nogi mocno się już trzęsły. W tej chwili ugięły się, ona odruchowo podniosła skrzydła chcąc zachować pozycję stojącą. Nic nie dało się już zrobić, otworzyła delikatnie usta, kiedy jej kolana spotkały się z ziemią. Zabolało, ot co! Nie chce więcej tego czuć! Ale wszyscy wokół stali na swoich nogach, tylko nie ona! Co to za taniec, który rudowłosa tańczyła z ożywieńcami?

Nie chciała być tu gorsza! Przez chwilę jej tyłek spoczywał na jej piętach, potem znowu się dźwignęła. A jak! Wyciągnęła do przodu ręce i podpierając się na nich popchnęła ciało na nogi. Uniosła ręce i skrzydła znów do góry, żeby zatoczyć się o krok w tył. Co za bitwa! Ramiona skrzydeł nieco opadły, a lotki wyprzedziły jej ciało. Jakoby ster, pomagała sobie skrzydłami zachować równowagę i chyba całkiem nieźle jej szło. Znów stała tuż pod drzewem i znów oparła się o nie. Oddech jej przyspieszał. Przelotnie spojrzała na taniec tych istot. Nie miała już pojęcia co się dzieje. Odepchnęła się nieco od drzewa. Teraz nogi bolały ją bardziej niż wcześniej, drżały nieprzyzwyczajone do ciężaru dziewczyny. Ale chciała wytrzymać jeszcze trochę! Jeszcze chwilę! Wzięła szybszy wdech i wydech. Czując, że znów upada na kolana odruchowo, raczej ze strachu przed bólem, zamachnęła się skrzydłami w dół. Tylko lekko, nie otwierając ich jak by mogła. Kiedy upadała czuła ciężar, ale też coś jeszcze, chłód na skórze. Dało jej to pewien pomysł i… ból nie był zbyt silny.

Teraz jednak pozostała w pozycji siedzącej, skrzydła legły na ziemi, tyłeczek na piętach, a ręce wisiały wzdłuż ciała, powróciła do obserwacji pozostałej trójki. Może nie robiła wszystkiego tak, jak oni?

Awatar użytkownika
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

02 paź 2014, 18:25

MG

Estelawien zdołała uchwycić włócznię tuż pod grotem. Jej plan zdawał się mieć ręce i nogi. A przynajmniej coś dużo więcej do nich podobnego, niż wykonywanie przewrotów w środku walki. Szarpnęła gwałtownie broń. Zachwiała się niebezpiecznie do przodu, kiedy siła uzyskana tym nagłym ruchem okazała się o niebo mniejsza niż oczekiwała. Ostatecznie jednak zdołała uderzyć kościotrupa. Biedak nie ważył zbyt wiele, starczyło na niego popatrzeć. Same kości. Sprawiło to, że zatoczył się mocno do tyłu i ostatecznie padł na plecy. Trzymana przez niego wcześniej włócznia niemalże wysunęła mu się z kościstych dłoni. Ledwie kilku centymetrów brakło, aby legła gdzieś po drodze na trawie.

Jednocześnie zabójczyni zdała sobie sprawę, że bok nie jest jedynym miejscem, z którego krwawi. Na jej dłoni również wykwitła niegłęboka, jednak wyraźnie odczuwalna rana. Jej dłoń ześlizgnęła się po mokrych drzewcach włóczni gdy gwałtownie pociągnęła za drewno, a tym samym skończyła z nieprzyjemnym skaleczeniem.

Zajęta faktem, że ma przed sobą uzbrojonego przeciwnika półelfka zupełnie zignorowała drugiego ożywieńca, który był przecież ledwie kilka kroków za nią. Zanim jeszcze szkielet zaczął zbierać się z ziemi, a ona sama postanowiła podjąć jakieś działania poczuła, że otacza ją czyjaś ręka. Chodzący trup chwycił ją w talii i nie zamierzał najwyraźniej puścić. Pomagał sobie nawet na ile mógł drugą, zranioną ręką, w której nie sterczał już miecz Estelawien. Najwyraźniej musiał wypaść przy którymś z gwałtowniejszych ruchów trupa i leżał teraz w trawie. Otwarta rana prezentowała się zadziwiająco. Wyciekała z niej jedynie odrobina ciemnego, gęstego płynu, który nie do końca przypominał krew. Jakkolwiek istota ta funkcjonowała, to również nie obchodziła się bez jakiejś stałej, magicznej pomocy.

Rudowłosa musiała szybko coś zrobić, gdyż była niepokojąco blisko skończenia na włóczni, gdy tylko kościotrup zdoła się pozbierać z ziemi. Fakt, że ma ona kłopoty dotarł nawet do świadomości Bezimiennej, która cały ten czas spędziła siedząc i przyglądając się walce.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

02 paź 2014, 21:49

Estelawien syknęła przez zaciśnięte zęby, gdy jej dłoń rozdarł płomień bólu. Nie pomyślała nawet o tym, że dłoń może ześlizgnąć się z włóczni, a tępe, zardzewiałe ostrze okaże się jednak wcale nie tak tępe. Zresztą, wiele rzeczy w tych chwilach okazało się znacznie inne niż się spodziewała. Mówiąc krótko wszystko co sobie zaplanowała wzięło w łeb i to w najgorszy możliwy sposób. Choć udało się jej powalić szkielet, sama została ranna; przez własną niezdarność. Nie żeby to był pierwszy raz, ani by specjalnie mogła się tym w tej chwili przejmować. Miała znacznie gorszy problem, który był tuż za nią. Ledwo parę kropli krwi z jej dłoni skapnęło na ziemię mieszając się z błockiem i wodą, gdy dziewczyna została chwycona w talii. Mimo to zrobiła jedną, wyjątkowo ważką rzecz. Na ledwo sekundę, czy dwie skupiła całą swą uwagę na włóczni w dłoni umrzyka. Cholera miał wypaść, po prostu półelfka nie przyjmowała do wiadomości innej opcji. Oczyma wyobraźni widziała jak ta odlatuje choć metr, czy dwa na bok. W takich warunkach nie było to dla niej trudne, wbrew pozorom. Jej umysł już i tak pracował na szaleńczych obrotach. Gdy czuła jak chwyta ją partner kościeja wykonała tylko rozpaczliwy gest dłonią, mówiąc, czy też krzycząc.–Pchnij!

Nie czekając nawet chwili, nim lepiej zachowany truposz przysposobił się do dalszego jej kancerowania, wsunęła ostrze miecza między siebie a jego. Uważając by sobie niczego nie urżnąć, umieściła je pod wrażym łokciem. Chwyciwszy ostrze drugą dłonią, nacelowała je w staw łokciowy i jednocześnie odpychając się do tyłu, z całej siły pchnęła broń dokładnie w obranym kierunku. Przy odrobinie szczęścia, udałoby się jej go nawet umieścić końcem w błotnistej glebie, tworząc prowizoryczną dźwignię, którą mogłaby podeprzeć czubkiem buta. Nawet jeśli jednak by się to nie powiodła siła jej ramion i upór nieumarłego powinny załatwić sprawę, może nie odcinając, ale poważnie uszkadzając staw w tej kończynie i pozwalając jej w kolejnym ruchu wyrwać się na wolność. Nie łudziła się zbytnio, że uda się jej zabrać broń, dlatego przy najmniejszej oznace oporu, czy problemów z jej wyrwaniem ostawi ją w ciele przeciwnika. Szkielet najpewniej w tym momencie pozbawiony włóczni będzie zbierał się z ziemi. Estelawien nie miała zamiaru zbytnio się nim przejmować, chyba, że zacznie jej przeszkadzać. Jeśli będzie to możliwe najpierw postara się oddalić poza zasięg jego chwytu, bądź poszkodowanego truposza. W idealnej wizji (gdyby miecz został w umrzyku) udałoby się jej jeszcze pochwycić włócznię, albo swój tasak, ale gdyby było to niemożliwe i miała choć chwilę, dobyłaby sztyletu z cholewy buta.


1. Roia prosiła by przekazać że chce być pominięta w tej kolejce.
2. Opisany ruch "wyrwania się" został przetestowany i działa.
Awatar użytkownika
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

10 paź 2014, 19:10

MG

Włócznia gwałtownie ciśnięta niewidzialną energią uciekła z mokrych, kościstych rąk i odleciała dobre kilka metrów w stronę linii drzew. Los chciał, iż wbiła się tam grotem w ziemię i sterczała samotnie, kiedy to jej właściciel podnosił się z ziemi. Szkielet pozbawiony broni zdawał się przez chwilę być nieco zdezorientowany, tracił cenne sekundy próbując zrozumieć dlaczego nie ma w rękach broni. W końcu obejrzał się i ruszył swym pokracznym chodem by ją odzyskać.

Estelawien w międzyczasie starała się wyswobodzić z uchwytu drugiego nieumarłego, który trzymał ją nadal, ewidentnie czekając na działania jego towarzysza. Nie zareagował nawet zbytnio kiedy półelfka wykręcała się dziwacznie i starała wsunąć ostrze pomiędzy niego, a swoje plecy i umieścić pod łokciem umarłego. Niemalże zdawało się, iż przewidział to, że ta działa już nieco panicznie i nie do końca skutecznie.

Kobieta chwyciła wepchnięty pomiędzy nią, a trupa miecz obiema dłońmi i starała się przekręcić go i nakierować ostrzem w stronę stawu łokciowego przeciwnika. Sprawiło jej to nieco trudności, gdyż ten dość mocno przyciskał ją do siebie, jednak w końcu zdołała to zrobić.

Po tych wszystkich wygibasach Estelawien w końcu rzuciła się do tyłu napierając na trupa i jednocześnie starając się wrazić ostrze miecza w jego łokieć. Nieumarły wystał jej uderzenie, najwyraźniej przyjmując dość stabilną pozycję przy okazji chwycenia jej. Nie mogła go dokładnie widzieć, co niewątpliwie przysparzało jej dodatkowych trudności. Wykonane z niewygodnej pozycji i dodatkowo osłabione totalnym już zmniejszeniem przez nią samą dystansu pchnięcie nie odniosło pożądanego skutku. Wydawało jej się, że ostrze zraniło jej wroga, jednak nie mogła dostrzec jak duże wyrządzone były przez nią szkody. Widziała za to świetnie, że trup trzyma ją nadal, a jego chwyt zdawał się nieszczególnie zelżeć. Jej plany tworzenia prowizorycznej dźwignie spełzły na niczym, kiedy zdała sobie sprawę, że w tej pozycji nie ma żadnych szans na oparcie miecza o cokolwiek, a o ziemię już szczególnie.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

14 paź 2014, 09:19

Półelfka jęknęła głucho, gdy wszystkie jej wysiłki spełzły na niczym. Czuła już pierwsze ukłucia przerażenia, podgryzające jej umysł; każące panikować, uciekać, szarpać się i gryźć. Jakby była jakimś zwierzęciem, złapanym w pułapkę i patrzyła w oczy drapieżnikowi, który w następnej chwili miał przegryźć jej gardziel. Zabawne, jak bardzo odwróciły się w jej umyśle role; sama latami polowała na myślące istoty, a za chwilę pewnie dołączy do szeregu ciał, jakie pozostawiła za sobą. Teraz jednak nie miała ani czasu o tym myśleć, ani tym bardziej roztrząsać wybitnie swego położenia. W całym tym zamieszaniu tylko dwie rzeczy działały jak do tej pory na jej korzyść: szkielet tracił kolejne sekundy na poszukiwanie swej broni, a ostrze miecza tkwiło już w łokciu lepiej trzymającego się truposza. Choć najwyraźniej nie wyrządziło mu poważniejszych szkód, nadal mogło okazać się dla niej przydatne tkwiąc w tym miejscu. Nie mając ani zbyt wielkich sił, ani pola manewru, kobieta postanowiła posłużyć się magią. W jej umyśle napędzanym już absolutnie skrajną ilością adrenaliny mignął zarys planu, który zaczęła od razu realizować.

Skupiwszy spojrzenie na ostrzu miecza tkwiącego w łapsku umrzyka, wyobraziła sobie jak to pod wpływem niewidzialnej siły wrzyna się w jego ciało coraz głębiej i głębiej, rozrywając mięśnie, ścięgna i sam łokieć, by po może sekundzie machnąć dłonią w jego stronę i warknąć –Pchnij- Nie wątpiła nawet chwili, że jej się to uda, przynajmniej w wymiernym stopniu. Oczywiście, jeśli broń odcięłaby rękę, albo naprawdę poważnie uszkodziła łączenie między elementami kończyna, zabójczyni skorzystałaby z tego bez chwili wahania. W innym wypadku zaś (co bardziej prawdopodobne), przeniosłaby swe spojrzenie na jego przedramię. W tym momencie miecz powinien tkwić całkiem solidnie w ciele umarłego, osłabiając jego spójność, co ona mogłaby wykorzystać. Jej celem było dosłowne odłamanie przedramienia, bądź choć odgięcie go na tyle, by mogła w jakikolwiek sposób się wyślizgnąć. Nie czekając więc zbyt długo powtórzyła swój gest w stronę powyższego i warknęła– Pchnij- Całą sobą pragnęła się w końcu oswobodzić, wydostać spoza zasięgu łap tego monstrum i przekładała to na oba zaklęcia, starając się je wzmocnić, zwielokrotnić, każdą komórką swego ciała przykładając się do tego, by się jej udało. Jeśli było to konieczne pomogła sobie nawet rękoma po pchnięciu, używając czystej, fizycznej siły by wspomóc tą magiczną, niewidzialną. Jeśli i to nic nie dało, spróbowała znów pchnąć przedramię, albo kupić sobie kolejnych parę sekund, jeszcze dalej posyłając włócznię kościeja, by zyskać kolejne sekundy. Jeśli jednak w końcu udało się jej wyswobodzić, czym prędzej postarała się oddalić od umrzyka, bacząc by znów nie zostać pochwyconą. Przy łucie szczęścia, mogłaby wtedy dopaść włócznię przed umrzykiem na diecie i zyskać broń, jednak nie ryzykowałaby specjalnie. Na razie chciała się po prostu wyzwolić i oddalić na bezpieczny zasięg

Awatar użytkownika
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

18 paź 2014, 21:44

MG

Kościste palce zacisnęły się na włóczni. Ledwie kilkanaście kroków dalej trwała walka, do której dzierżący ją teraz kościotrup miał zamiar dołączyć w najbliższym czasie. Puste oczodoły ponownie zwróciły się w stronę Estelawien, a chwiejny krok począł zmniejszać dystans.

Rudowłosa nadal próbowała wyrwać się drugiemu nieumarłemu, który robił co mógł, aby utrzymać ją względnie w miejscu. Silne ręce utrzymywały ją zaraz przy nim czekając na towarzysza, który miał broń. W kolejnej już próbie wyswobodzenia się kobieta próbowała sobie pomóc magią. Krzyknęła głośno, a broń poruszona mistycznymi siłami zaatakowała łokieć. Nadal trzymająca jeszcze meicz półelfka poczuła nieprzyjemne, bolesne szarpnięcie w swoim bicepsie, a stal z głośno trąc o skórznię na jej plecach przesunęła się o kilka centymetrów. Uchwyt trzymającego ją umarlaka jakby zelżał, co ta zdołała wykorzystać i wyrwać się na wolność.

Odsunęła się na bezpieczną odległość. Przed sobą miała lepiej zachowanego nieumarłego, który powoli był przez nią coraz bardziej masakrowany. Lewa ręka zwisła teraz wręcz bezwładnie, kiwając się jedynie nieco przy gwałtowniejszych ruchach. Prawa też nie wyglądała idealnie, co prawda właściciel nadal nią operował, jednak przed chwilą Estelawien przekonała się, że definitywnie jej dłoń jest zupełnie bezużyteczna. Czyniło to umarlaka o wiele mniej groźnym przeciwnikiem niż na początku walki, choć nie należało go niedoceniać. Z prawej strony w jej kierunku zmierzał szkielet o wykrzywionym w odcinku lędźwiowym kręgosłupie, który odzyskawszy już włócznię nie zamierzał dać za wygraną mimo tej nietuzinkowej "rany". Zresztą, oprócz nieco komicznego chodu wciąż nie zdawała się w jakikolwiek sposób na niego wpływać.

Problem leżał w tym, że rudowłosa znów została pozbawiona broni. Wyrywając się z uścisku nijak nie miała jak zatrzymać przy sobie upchanego za plecami, trzymanego w niewygodny sposób, wbitego w cudzą rękę miecza. Zwyczajnie nie było to możliwe. Musiała znów radzić sobie bez tego uzbrojenia. Gdzieś w trawie leżał jej tasak, jednak pomiędzy nią, a ekwipunkiem znajdował się poraniony nieumarły. Tuż u stóp tego samego trupa leżał należący niegdyś do niego miecz. Ze względu na odniesione obrażenia nie mógł on go podnieść nawet gdyby chciał.

Szybka ocena sytuacji pozwoliła jej stwierdzić, że odległość dzieląca ją od szkieletu zmniejsza się, ale nadal jest jeszcze w miarę bezpieczna. Gorzej sprawa miała się z drugim przeciwnikiem, który znajdował się stosunkowo blisko. Była co prawda poza jego zasięgiem, jednak zmiana tego stanu rzeczy była kwestią zaledwie sekundy, może dwóch. Pozostawało pytanie do czego może posunąć się pozbawiony rąk nieumarły.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

20 paź 2014, 22:04

Gdy tylko udało się jej wyrwać z uścisku umrzyka, Estelawien odsunęła się w stronę drzew na ile mogła. Nie było tego wiele, góra trzy, może cztery kroki, jednak dawało jej minimalne pole manewru. Nie czekając nawet chwili, zaczęła przesuwać się w lewą stronę, najszybciej jak mogła, wciąż mając twarz zwróconą w stronę wrogów. Nie mogła biec, ani tym bardziej odwrócić się do nich bokiem, czy plecami, o ile chciała mieć szansę zareagować na ich poczynania. Poza tym podłoże było zdecydowanie za śliskie na takie ekscesy, a ostatnim czego chciała to upaść w tej chwili. Pozbawiony funkcjonujących rąk umrzyk stał się jeszcze mniej przewidywalny i nie mogła sobie teraz pozwolić na niedocenienie go. Tak samo sprawa miała się z jego towarzyszem. Choć nadwyrężony, odzyskał już broń i nieubłaganie parł w jej stronę. Starając się oddalić od dwójki, kierując się po krawędzi okręgu, jaki stanowiła polana, bezczelnie korzystała ze swojej znacznie lepszej koordynacji ruchowej i sprawności. Miała też w tym swój cel, choć wymagał on kuglarskiej wręcz zręczności i refleksu. Musiała z możliwie bezpiecznej pozycji unieszkodliwić jednego z wrogów, problem w tym, że jej ruch wymiernie zależał do tego co się stanie.

Jeśli więc dawny posiadacz miecza tylko szedł swoim powłóczystym i rozchwianym krokiem za nią, tak samo jak szkielet, półelfka postanowiła wyeliminować włócznika. Cały czas będąc w ruchu, skupiła się na chwilę, wyobrażając sobie jak obie jej dłonie znów zaciskają się na nadwyrężonym kręgu i pchają, najmocniej jak to tylko możliwe, aż tym razem ten pęka, a cały szkielet pięknie dzieli się na pół. Jednocześnie warknęła– Pchnij! – z wyraźną pasją w głosie. Jeśli nie poskutkowała za pierwszym razem, a nadal miała dosyć dobrą odległość, powtórzyła to, aż do skutku. Jednako cały czas była gotowa do wykonania uniku, poza zasięg obydwu, jeśli nazbyt gwałtownie by się do niej zbliżyli. Gdyby jednak się jej powiodło, dalej poruszałaby się krawędzią polany, aż zrównałaby się z drzewem. Wtedy, korzystając z nadal pewnikiem dostatecznego dystansu ruszyłaby w stronę dowolnej z broni, w danej chwili oddalonej w najbardziej przyzwoity sposób od pozostałego umarlaka.

Jeśli posiadacz miecz postanowiłby na nią zaszarżować, bądź wykonać inny, równie szalony manewr, skupiłaby się na uniknięciu go, zejściu z drogi, czy wykonaniu jakiegokolwiek manewru, pozwalającego jej na uniknięcie pędzącej masy i nie znalezienie się w zasięgu włóczni. Po tym znów zaczęłaby się oddalać, podług planu, tym razem jednak skupiając uwagę na kupie mięcha. Gdy tylko wyczułaby moment, w którym stawia gorzej zachowaną nogę, czy też raczej samą stopę na mokrym podłożu, skupiłaby na niej uwagę i pociągnęła za pomocą zaklęcia, dokładnie w chwili gdy ta zaczynałaby się z nim stykać, powoli przenosząc ciężar ciała. W wyniku tego umrzyk powinien się efektywnie rozkraczyć, dzięki sile jaka wytrąciłaby go z równowagi i pociągnęła po podłożu. Oczywiście, jeśli kościej bardziej by się uaktywnił, spróbowała by się go pozbyć, jak w poprzednim przypadku.

Ostatnią alternatywą, gdyby nic z tego się nie powiodło, byłyby po prostu próby uników i wymijania, aż do chwili gdy w jej ręce wpadłby jakikolwiek egzemplarz broni. Wtedy jednak musiałaby na nowo oszacować sytuację i wybrać cel.

Awatar użytkownika
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

21 paź 2014, 20:19

MG

Biegająca wokół polany Estelawien kompletnie zapomniała, że jest na niej ktoś jeszcze. Widząc jak kobieta ucieka oddalając się dość szybko pozbawiony rąk umrzyk zrezygnował ze ścigania jej i skierował się w stronę siedzącej niemalże tuż obok skrzydlatej dziewczyny. Żwawo i zgoła niepowłóczyście sunął w jej stronę za nic mając sobie rudowłosą.

Estelawien zebrała się do kolejnego zaklęcia, czując iż użytkowanie magii w połączeniu z wysiłkiem fizycznym powoduje u niej coraz szybszy oddech. Łapała powietrze nerwowo, haustami i starała się, może nie najskuteczniej, ale starała ratować swoją osobę. Ponownie skupiła się na idącym w jej stronę kościotrupie i popchnęła naruszony wcześniej krąg. Nie puścił. Zrobiła to ponownie. W końcu zaklęcie wiążące ze sobą kości poddało się, a szkielet skończył w dwóch kawałkach. Dolna, wyposażona w nogi nadal szła w jej stronę. Górna natomiast upadła z głośnym klekotem na ziemię, po czym poczęła w miarę swoich możliwości przewracać się na nieistniejący brzuch. Niewątpliwie miała zamiar kontynuować swój pochód gdy tylko tego dokona.

Połowiczne wyeliminowanie kościeja z gry zajęła Estelawien sporo czasu, które spożytkował drugi trup. Zupełnie zdezorientowana, siedząca na ziemi pozbawiona imienia dzierlatka otrzymała od niego porządny i niesamowicie bolesny dla jej wyczulonego ciała kopniak. Szczęśliwie wszystkie kości zdawały się nadal być całe, choć mogło to nie potrwać długo. Chcąc nie chcąc umrzyk miał do dyspozycji jedynie swoje nogi, zamierzał jednak zrobić z nich jak najlepszy użytek.

Estelawien musiała zdecydować się co ma zamiar zrobić, gdyż krążenie po polanie w sposób, w jaki to sobie zaplanowała nie przedstawiało sobą żadnego sensu.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

21 paź 2014, 22:54

Ku…rwa.-tyle udało się jej wydukać w przerwie między oddechami. Serce biło jej jak oszalałe, a coś wyraźnie kuło w boku, nie wspominając o oddychaniu. Czuła się, jakby właśnie przebiegła połowę tego cholernego lasu. No, może trochę przesadzała, jednak nie wiele poprawiało to jej sytuację. Kolejne zaklęcie równie dobrze mogło zwalić ją z nóg, co zrobić to samo z umrzykiem. Niestety większe szanse miało na to pierwsze, a półelfka nie mogła ryzykować, mając przed sobą jeszcze jednego przeciwnika, nawet tak zdezelowanego. Swego jednak dopięła i nawet w ogniu, czy raczej biegu walki odczuła iskierkę dumy, pobudzoną sukcesem własnych zdolności, nad aż nazbyt ożywioną materią. Rozdwojony szkielet nie powinien przez dłuższą chwilę stanowić dla niej większego zagrożenia. Nawet jeśli udałoby mu się podpełznąć do niej, mógłby w najlepszym razie dźgnąć ją w kostkę. Poruszając się jednak tak niezdarnie i powolnie, przy pomocy samych rąk nie miał za dużych szans dopiąć swego. To z kolei pozwalało jej w zupełności skoncentrować się pozbawionym rąk umarlaku…

Gdy ten wymierzył pierwszego kopniaka nieznajomej, Est sama prawie nie jęknęła z bólu, dopiero się zatrzymując. Zatracona w czarowaniu zupełnie straciła poczucie czasu i zagnała się o parę kroków za daleko. Choć wątpliwe było, by pierwszy cios zdążył uszkodzić kości skrzydlatej, to musiało to być paskudnie bolesne. Nie miała jednak czasu współczuć dziewczynie i przyglądać się temu. Byłoby to już do reszty pozbawione sensu. Koniecznością stało się teraz wejście w posiadanie jakiejś broni i to raczej prędzej niż później, o ile jej nowo poznana towarzyszka nie miała w ciągu następnych chwil zamienić się w worek kości i posiniaczonego mięsa. Niestety, obecność młódki stwarzała też dla niej bardziej niż dogodną sytuację. Dopóki nieumarły był zajęty kim innym, niż jej skromną, rudą osobą, mogła działać w miarę swobodnie. Przepraszam… mruknęła w myślach do nieznajomej i starając się nadal utrzymać rozsądny dystans między obydwoma umrzykami ruszyła w stronę miecza, będącego wcześniej w posiadaczu kopacza. Nie wiedziała na ile ten zdaje sobie jeszcze sprawę z jej obecności, a na nieszczęście bezimiennej dziewki nie zamierzała ryzykować. W związku z tym, możliwie najszybciej i na ile to w takich warunkach najciszej spróbowała by dopaść broni. Mając ją w rękach, o ile nadal umarlak stałby do niej plecami, zaszłaby go od tyłu i możliwie najskuteczniejszym cięciem rąbnęłaby go pod kolano, przecinając ścięgna. Nie czyniłaby tego jednak z całej siły i prostacko, bardziej starając się wykorzystać pęd broni i własnego ciała tak, by nie zakleszczyć jej w ranie i wywołać maksymalne szkody. Nie była może specem od walki ciężkimi mieczami, jednak musiała ona posiadać jakieś punkty wspólne z jej stylem. Jeśli miałaby możliwość, odsunęłaby się i potraktowała tak jeszcze drugą nogę, praktycznie kończąc już walkę. W wypadku, gdyby wyczuła choć minimalne zagrożenie, przeszłaby do defensywy, wyczekując okazji i starając się kontrolować sytuację.

Gdyby trup ją w jakiś cudowny sposób przyuważył, postarałby się go uniknąć, jednocześnie nie wpadając w zasięg włóczni kościeja. Nadal jednak dążyłaby do pozyskania jakiejkolwiek broni, z dostępnych na polanie, a po spełnieniu tego celu spróbowałaby zajść umrzyka tak, by móc skutecznie ograniczyć jego zdolności do kroczenia w jakąkolwiek stronę. Oczywiście nie pędziłaby do mieczy na łeb na szyję, narażając siebie, tylko postarałaby się wykorzystać raczej wrodzony spryt i zwinność, by przemknąć bokiem, czy wymanewrować wroga. Niestety jednak, niezależnie od rozwoju wypadków, skrzydlata dzierlatka będzie musiała przeżyć jeszcze kopniak, jak nie dwa, o ile nie odsunie się od umarłego. Zabójczyni nie mogła pozwolić sobie już na błędy, w szczególności gdy zaczynała coraz bardziej odczuwać skutki zmęczenia i walki. Teraz jednak koncentrowała się właśnie na niej i jak najkorzystniejszym dla siebie wybrnięciu z całej tej kabały.

Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 18 sie 2014, 23:05
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49717#49717

22 paź 2014, 16:41

Raczej nie czuła się skołowana. Po prostu obserwowała jak umrzykowi odpadają ręce, jak jest masakrowany. Przyglądając się swojemu ciału zauważała tylko, że to musiało strasznie go boleć. Nie znała zdenerwowania i frustracji. No, może to pierwsze już poznawała, albo trwogę. Nie znała jeszcze swoich granic, ale jeśli ukłucie tak boli jak może boleć coś takiego? Denerwowała się. O tak. I zaczynała się bać. Nie tyle co kościejów rozpadających się na połówki i nadal chodzących, czy innych zwłok, ale w tej chwili chyba najbardziej Est.

Sprawiała, że te istoty stawały się… pełne bólu, cierpienia. Oddaliła się od zombie, który zaczął iść w jej kierunku. Skupiła się na nim nie wiedząc co robi jej wybawicielka. Siedziała na łydkach bezmyślnie patrząc jak denat do niej idzie. Sądziła, że cierpiał. Że już nie chce. Ale on… uderzył ją. I nie był to cios tylko fizyczny. Był… pouczający. Otworzyła usta przytulając do siebie ręce i kuląc skrzydła. Nie wydała z siebie nic prócz westchnienia. Potem uderzyła o ziemię. I nie wiedziała co myśleć. Jej oddech przyspieszył i nie wiedziała co myśleć. Myślała tylko o tym, że cierpi i boi się.

Skuliła się na boku pełna przerażenia. Zasłoniła zaraz skrzydłem. Kiedy czuła się zdenerwowana jej reakcje zaczęły przyspieszać. Rozumiała, że będzie dalej cierpieć i nic nie umiała z tym zrobić. Skulona zaczęła podpierać się na rękach i łydkach próbując przesunąć do tyłu. Z dala od uzurpatora. Na niewiele to mogło się zdać. Była zdenerwowana, zdezorientowana. Być może głównie dlatego zapragnęła się bronić. Gwałtownym gestem chciała podnieść skrzydło i ramieniem uderzyć umrzyka w twarz. Z całym impetem jaki mogła zrobić. Zauważyła, że szybkość też ma coś do gadania obserwując całą trójkę i East. Chciała tylko się obronić! Chciała, by ten straszny ból zniknął.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Xariel
Liczba postów: 52170
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.