Ołtarz Żywiołów

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Posty: 329
Rejestracja: 04 lut 2011, 14:35

Ołtarz Żywiołów

11 lut 2011, 20:22

To starożytne miejsce, do któego nikt od dawna nie uczęszczał. Jedynie kapłani i druidzi czasem zapuszczali się w te strony, by zbadać tętniącą tu magię. Jest to bowiem pierwotna magia w najczystrzej postaci. Cztery żywioły: ogień, ziemia, woda i powietrze zamieszkują te tereny od niepamiętnych czasów, kiedy zanim założyciele Wolenvain się urodzili. A sam ołtarz to najstarszy na świecie znany budynek. Stary jak świat, bowiem najprawdopodobniej powstał w momencie stworzenia przez bogów świata Leviathan.

Po raz pierwszy od mileniów ołtarz się uaktywnił. Towarzyszył przy tym dźwięg rogu wzywający do bitwy, który rozchodził się na całe miasto. Wojownicy, bohaterowie, magowie, badacze i ciekawscy mieszczanie udali się czym prędzej w to miejsce. Po chwili jednak dotarł na miejsce Backero i pogonił ludzi do miasta zostawiając przy sobie jedynie żołnierzy swojego oddziału. Oczywiscie mógł się tego spodziewać, że niektórych nie będzie obchodzić jego rozkaz. Pozwolił im jednak zostać. Zależało mu na tym, że nie robić sensacji i pośrednio chronić ludność Wolenvain. Wszyscy obecni wolnym krokiem weszli na ołtarz. Dookoła porozstawiana byłą straż. Każdy żołnierz stał w okręgu około 50 metrów od środka tego miejsca. Ołtarz był porośnięty ciemnozielonym mchem. Jednak było widać jeszcze ciemnoszare kamienne płyty pokrywające ziemię. Nie było żadnych ścian, ale gdzieniegdzie pozostały spisczaste kolumny. Na środku znajdowały się cztery kamienne bloki. W sumie niczym się nie charakteryzowały. Ot zwykłe sześcienne kamienne klocki. Dźwięk rogu wyraźnie wydobywał się z tego miejsca. Jednak nikt nie dymał w róg. Wszyscy obracali sie dookoła szukajac czegoś podejrzanego.

Kto napisze posta – ten jest w evencie. Jest to rodzaj minisesji, w któej każdy może wchodzić i wychodzić kiedy chce. To sesja na jeden wieczór. Tempo jest takie samo jak np: w karczmie, czyli zwyczajne. Nie będę na nikogo czekał, bo event ma się skończyć dzisiaj. Kto napisze chociaż jednego posta podczas trwania eventu dostanie 50 punktów chwały. Jeśli post zostanie napisany przez przewodniczącego Stowarzyszenia – stowarzyszenie otrzyma 30 punktów chwały. Każdy inny członek Stowarzyszenia da jego Stowarzyszeniu 15 punktów chwały. Reszty dowiecie się w miarę rozwoju fabuły.

Czas! Start!
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 885
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

17 mar 2011, 20:30

*No pięknie, ta mała nie wydawała się tak płochliwa podczas rozmowy ze mną, co w Hasicie ją tak wystraszyło?*
Viridar nie zatrzymywał Kimiko ani nawet nie poczekał aż dziewczyna odejdzie dość daleko by być pewnym że go nie widzi i przybrał formę materialną, po czym zwrócił się do Hasity.

– Pojawiasz się nagle po cholera wie jak długim czasie i niszczysz mi rozmowę, to u was normalne?
Ech. Nie ważne, poniosło mnie. Możesz mi powiedzieć co w tobie ją tak wystraszyło? W okolicy są większe.. dziwadła.

A w sumie, nie ważne.


Viridar nie miał jednak ochoty na rozmowę, rozproszył swoją eteryczną formę czyniąc się niewidzialnym i udał się .. gdzieś.

z/t
Awatar użytkownika
Posty: 51
Rejestracja: 06 lut 2011, 16:50

18 mar 2011, 18:22

Sama nie wiedziała o co chodzi małej…Przecież normalnie była miłą osobą…

*O co jej chodzi…*
Wtedy Viridar ją opuścił i udał się gdzieś. Po chwili namysłu szybko odwróciła się i poszła w strone swojego domu bardzo szybkim krokiem.

Po drodze ciągle zastanawiała się nad tym dziwnym dzieckiem.
z/t
Awatar użytkownika
Posty: 81
Rejestracja: 05 kwie 2011, 17:50

05 lip 2011, 13:08

Shin przyszedł na polane zdenerwowany lekko tym, że ciągle ktoś\coś przeszkadza mu w zgłębianiu potęgi księgi którą dostał. Księgi o której marzył niejeden mag i niejeden oddałby kilka lat swoich badań za rękopis który właśnie miał ze sobą. białowłosy znalazł jakieś spokojne miejsce pod którym usiadł i zaczął wertować treść księgi z olbrzymią zachłannością. Wertował każdą stronę od deski do deski.
--
Chłopak wstał zamykając księgę. Skończył już ją wertować. Książka zawierała informacje na temat przywoływania i wiązania sił natry. Nadawania im formy, świadomości i przede wszystkim kontroli nad nimi. Nie mógł pohamować uśmiechu. Uważał, że Serghiowi należą sie podziękowania. Może na serio dołączy do tej organizacji? Czemu nie. Wstał i otrzepał tyłek,wszak siedział tu spory kawał czasu. Podszedł do ołtarza i rozejrzał sie dokładnie zapamiętując runy na nim wyryte po czym poszedł
z\t
Awatar użytkownika
Posty: 885
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

14 gru 2011, 10:58

– Zadowoleni?! – Głos Viridara oraz mroczne echo mu wtórujące zakończyły ciszę otaczającą stary ołtarz od dawna a sam właściciel owego głosu pojawił się nad miejscem w którym zaczęła się jego niewola.
– Chcieliście żebym chronił to miejsce, dlatego zostałem tu przez was związany. Mam nadzieję że chaos pochłaniający ten świat wkrótce pożre i was, a ja będe tu czekać i obserwować jak wasza egzystencja dobiega końca. Tylko po to by samemu was zniszczyć. Zabije was wasza własna decyzja. Po tych słowach, którym cały czas wtórowało echo nienawiści, Pordónik Nicości po prostu zawisł w powietrzu nad ołtarzem i otoczył się Barierą Psioniczną mającą podczas medytacji w jaką chciał zapaść chronić go przed czynnikami zewnętrznymi.

cdn…

[ Dodano: Pią Gru 16, 2011 4:36 pm ]
Viridar zapadając w stan podobny do medytacji usiłował uciszyć burzącą się w nim furię która zaczęła narastać wręcz do rozmiarów drugiej świadomości w jego umyśle. Nie odnosił jednak w owej walce sukcesów, sprawa była przegrana. Z każdą kolejną chwilą walki furia rosła w siłę tak jak naturalnie ma miejsce tworzenie się nienawiści wobec wrogów, zaprzestanie walki jednak też nie było możliwe bo złość opanowała zbyt dużą część jego umysłu by od tak odejść w cień po uspokojeniu się. Przemiany zachodzące wewnątrz umysłu Eterycznego, widoczne były też poza nim. Zarówno jego niematerialne ciało jak i bariera je otaczająca stawały się coraz ciemniejsze aż do stopnia w którym nad Ołtarzem Żywiołów unosiła się czarna jak śmierć bańka zamiast przeźroczystej bariery w której zamknięty był jej twórca.
Nagle jednak… wszystko ustąpiło. Czarna energia zniknęła, przynajmniej wizualnie bo tak naprawdę nadal istniała, teraz jednak przeniosła się całkowicie do umysłu Podróżnika Nicości w którym miała właśnie miejsce niezwykle interesująca scena:

*Kosmiczna pustka. Dookoła w astronomicznych odległościach widać pojedyncze świecące punkciki jakimi są gwiazdy. Wszędzie jednak co ułamek sekundy przemykają wiązki purpurowego dymu, normalnie widoczne tylko dla istot które potrafią je wykorzystać tym razem wydawały się wyraźniejsze. Wszystko było wyraźniejsze, jaśniejsze.. ładniejsze niż powinno być, przynajmniej tak odbierał to Viridar, unoszący się po środku owej pustki, a dookoła niego niezliczone jakby jego kopie, z tą różnicą że energia wypełniająca ciała każdego z nich była innej barwy, od czerni z którą jeszcze przed chwilą Eteryczny walczył, przez czerwienie, zielenie, błękity aż do bieli. Brakowało tylko purpury którą reprezentował tylko on. *

– Co się tu dzieje. Czym jesteście. Co robicie w moim umyśle? Czy to jakaś sztuczka? Chcecie mnie przekonać żebym bronił tego świata? – Zaczął Viridar kierując słowa wszędzie dookoła. Znów był całkowicie spokojny, a jego głos wyprany z emocji.
– Tylko ty możesz o tym decydować, przecież wiesz. – Odezwał się "biały" Viridar, a jego głos był spokojny i poważny, mimo to uspakajający, miły dla ucha.
– Przecież nie dasz sobą nikomu rozkazywać – Zawtórował mu "czarny" którego głos oczywiście był pełen złości.
– Takie decyzje są tylko twoje – Dodał "błękitny" którego głos był radosny, szczęśliwy, jak głos dziecka które właśnie otrzymało upragnioną zabawkę.
– A czym jesteśmy? Chyba wiesz. – Odezwał się "Ciemnoniebieski" którego głos brzmiał niczym jakiś stary uczony który całe życie spędził nad księgami.
– To niemożliwe. Wy nie istniejecie. Jesteście słabością, zwalczyliśmy was eony temu. – Odrzekł Viridar. Wiedział o czym jego kopie mówią. Miały one reprezentować emocje, rzekomo zwalczone przez jego gatunek niezliczone lata temu.
– Czy naprawdę jesteśmy słabością bo tak twierdzicie? – Odezwał .. lub odezwała się wersja Eterycznego zakrawająca o różową barwę której głos był delikatny, wręcz kobiecy.
– Czy naprawdę wierzysz w nieomylność? – Dodał "Zielony" który brzmiał niemal jakby miał zaraz skulic się ze strachu.
– Nie odrzucaj czegoś czego nie spróbowałeś. – Dokończył "Czerwony" brzmiący jak generał wygłaszający przemowę mającą podnieść zapał wojska.
– Zakłócacie logiczną ocenę sytuacji. Nie pozwalacie podejmować decyzji, marnujecie czas. – Odpowiedział im prawdziwy Podróżnik Nicości.
– Pomyśl logicznie, pokonał cię jeden z nas, chcesz walczyć ze wszystkimi? – Znów zaczął "Ciemnoniebieski" któremu zawtórował "Zielony" słowami: – Jest się czego obawiać.
Nagle prawdziwy Viridar poczuł czyjś dotyk, to jego "Różowa" wersja nagle pojawiła się za nim po czym przytuliła go i szepnęła: – Nie chcesz poczuć tego co możemy Ci dać? – po czym znikła tak szybko jak się pojawiła, dając prawdziwemu Eterycznemu czas na zrobienie uniku przed atakiem jego "Czarnej" wersji która potem dodała: – Nie chcesz poczuć siły płynącej ze złości?
– Radości z czynienia dobra? – Dodał "Biały" ukazując wizję pomocy której Podróżnik Nicości udzielił swego czasu Flecherowi.
– Przyjemności z walki? – Zawtórował mu "Czerwony" ukazując wizję walki stoczonej z Cieniem na pustyni.
– Prawdziwej wyższości płynącej z wiedzy jaką posiadasz? – Znów odezwał się "Ciemnoniebieski" który najwidoczniej uznał że tego nie trzeba udowadniać, zamiast tego rozłożył ręce pokazując wszystko dookoła.
– Wymieniacie same zalety. A co ze … Nie. To jest nie ważne. Ważne jest – Czy mam wybór? Już przegrałem, wątpię żebyście teraz zniknęli. Czemu ma służyć ta dyskusja? – Zapytał prawdziwy Eteryczny, nie w kierunku któregoś konkretnego Uczucia lecz po prostu w nicość.
– Świetne pytanie – "Ciemnoniebieski" miał najwyraźniej najwięcej do powiedzenia.
– I masz rację, to tylko jest istotne. – Dodał "Czarny".
– Nie. Niestety nie masz wyboru. Ta dyskusja służy uświadomieniu Ci że możesz albo nas zaakceptować i ułatwić sobie okres przystosowania do naszego oddziaływania albo ciągłą walkę z nami aż się przyzwyczaisz. – Zakończył "Biały".
Po tej wypowiedzi wszystkie kopie Viridara zmieniły się w coś na kształt kuli złożonych z dymu o kolorze odpowiednim do barwy jaką reprezentowały Uczucia. Owe kule następnie ruszyły w kierunku prawdziwego Eterycznego kolejno wnikając w jego formę po kolei wywołując trwające ułamek sekundy wypełnienie jej swoją barwą która następnie powracała do normalnego koloru jakim była purpura. Kiedy wszystkie Uczucia wniknęły w Podróżnika Nicości ten rozejrzał się ponownie po tym co jeszcze przed chwilą było kosmiczną pustką, teraz przedstawiającego obraz jego rodzinnego świata, i innych z jego gatunku dookoła.
– Możecie mnie zmienić, ale nie zmylić. To wszystko dzieje się w moim umyśle, sprawdziliście czy zmieniliście mnie, to co teraz czuję to zapewne tęsknota jak rozumiem. – Odezwał się sam do siebie.
– Wszystko ma swój cel. Musimy połączyć się z twoimi wspomnieniami i je wypełnić aby wszystko było jak należy. Po tym zabiegu zamilkniemy. – Odpowiedziały mu głosy wszystkich uczuć na raz.

Viridarowi po kolei ukazywały się obrazy z jego przeszłości, jego świat, światy które odwiedził a następnie wydarzenia z Leviathana. To ostatnie trwało najdłużej, mimo iż było chyba najkrótszą grupą wspomnień, towarzyszyły temu jednak tak mieszane uczucia, że w pierwszej chwili Eteryczny poczuł się zagubiony, nie potrafił odnaleźć się w emocjach które wypełniały wspomnienia dotyczące Wolenvain, terenów je otaczających i istot je zamieszkujących. Kilku w szczególności.

Kiedy cały proces zakończył się, Podróżnik Nicości był tam gdzie rozpoczął swoją medytację. Nie czuł już jednak złości, przynajmniej nie w takim stopniu bo przecież nadal w nim żyła. Teraz czuł się zadowolony, gdyby jego Eteryczna postać pozwalałaby na to, uśmiechnąłby się. Zamiast tego przemówił w stronę Ołtarza:
– To niczego nie zmieniło. Nawet jeżeli to wy mieliście coś z tym wspólnego to pragnienie wolności jest silniejsze. Nadal nie zamierzam angażować się w ten konflikt, teraz nawet bardziej niż wcześniej. Poza tym, pewna część mnie ucieszy się ze zniszczenia was.
Awatar użytkownika
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

22 gru 2011, 10:19

Cień niemalże biegł. Aczkolwiek czarodziejka ciągnięta przez niego, a tym bardziej ułożona w jego ramionach kotołaczka stanowiły prawdziwą przeszkodę, temu też po kilkunastu minutach się zatrzymał. To nie miało większego sensu; jeżeli miał się przedzierać dłużej przez las w ten sposób zużyje zbyt sporą ilość energii, która była mu w tej chwili niezbędna.
Rozejrzał się wokoło, po czym zerknął na śpiącą Loki. Trącił ją delikatnie, z wolna wybudzając z głębokiego snu. Kotołaczka otworzyła oczy bardzo powoli, po czym ziewnęła na tyle potężnie, by pokazać niemal wszystkie ostre zęby, a w tym czarne podniebienie.
Już..? – zapytała mało przytomnie, ostrożnie stawiając stopy na ziemi. Przetarła żółte oczy, po czym wykrzywiła usta w nieprzyjemnym grymasie, świadczącym o jej rosnącej irytacji. Nie, nie już. Chyba nawet nie byli w połowie drogi, co podpowiadał jej intuicja. Cień jednakże nie wydawał się skruszony, przeciwnie – wyglądał na lekko wkurzonego.
Nie dojdziemy tak szybko, jak powinniśmy. – rzekł, wściekle machając cienistym ogonem. Loki z początku nie załapała, tego o co tu do cholery może chodzić. To wszystko było jakieś… Niejasne, zagmatwane. Kiwnęła jednakże głową i przejechała swoim ostrym paznokciem po wierzchu dłoni, spuszczając na ziemię kilka kropel jasnej krwi.
Następnie podeszła do czarodziejki, bez najmniejszych skrupułów dopadając jej reki, by nakreślić na jej wierzchu kilka sobie znanych znaków. Podobny zabieg wykonała na sobie, cofając się jeszcze kilka kroków w tył.
Jej ciche słowa znowu ominęły uszy obojga towarzyszących jej osób, tym samym okrywając tajemnicą jej zdolność przyzywania tylko sobie znanym sposobem. Nie czekali nawet minuty, kiedy tuż przed nimi wyrósł potężny, wyjątkowo dużych rozmiarów wilk. Loki mimowolnie uśmiechnęła się i bez strachu wtuliła się w futrzany łeb zwierzęcia, już znacznie pewniejsza niż za pierwszym razem, gdy udało jej się sprowadzić bestię na ten świat.
Mówisz, masz. Mamy transport. – stwierdziła, wdrapując się na grzbiet Fenrisa, tym samym podając rękę Rii. Wilk chyba był przyzwyczajony do pełnienia podobnych funkcji gdyż jedynie pokręcił łbem i ruszył, pędząc przez chaszcze z niezwykłą szybkością.
Kierowany przez Hatiego, na którego o dziwo się tym razem nie rzucał, w końcu dopadł do miejsca docelowego, roztrącając leżące liście zgrabnym ślizgiem.
To co Loki tu zastała wcale nie poprawiło jej nastroju. Nad wszystkim czuwał Viridar, który najwyraźniej w świecie zajął się medytacją. Zazgrzytała zębami, lecz nie mogła dać się teraz wyprowadzić z równowagi. Czekała ją naprawdę niemiła walka, której przegrać nie może.
W połowie przymknięte oczy nakierowała na środek ołtarza, który wcale jakoś specjalnie nie wyglądał. Ale mimo wszystko, czuła energie przepływające przez jej palce do reszty ciała, powodując delikatne mrowienie. Z ciekawością zerknęła na medalion, którego strzałki… zniknęły. A raczej kręciły się z tak zawrotną szybkością, iż nie było mowy o pomyłce. To tu. Tu spoczywa to, czego tak wszyscy szukali.
Loki odetchnęła głęboko, skupiając się już tylko na swoim zadaniu. A więc… Musiała to zbadać… Może tam nie będzie tych upiornych truposzy… Może…
Wszystkie rzeczy opadły z niej, gdy tylko przeszła w postać czarnego dymu. Okręgiem badała kamienne monumenty, dotykając, przenikając i wąchając wszystko. W końcu przeszła do centralnego miejsca ołtarza, wnikając do jego środka przez niewidzialne pęknięcia i energetyczne dziury. Nie było jej blisko kilku minut, na co jej towarzysze poczęli się denerwować. A zwłaszcza Fenris, głuchymi powarknięciami nawołując kotołaczke do najmniejszego odzewu.
Ale chyba w końcu coś się zaczęło dziać. Kilka mniejszych kamieni wystrzeliło w powietrze, nie raniąc na szczęście przy tym nikogo. Natomiast z nowo powstałej wnęki pojawiła się czarna chmura dymu, podskakująca na ziemi w dość komicznych ruchach. W końcu dotarła ona pod same nogi Hatiego, który mimowolnie cofnął się, odpychając przy okazji Rię, by uchronić ją przed tajemniczym zagrożeniem które niosło jeszcze bardziej tajemnicze zjawisko.
Wkrótce przed nimi zmaterializowała się na powrót Loki, upuszczając pod nogi opasły tom mocno zniszczonej księgi. Natychmiast wzięła do ręki płaszcz, i szczelnie przykryła się nim, po czym nie zwlekając podniosła tak z dawna szukaną zdobycz. Niemal całkowicie zdarta okładka, wskazywała na to, że ktoś już wcześniej chciał się do niej dobrać. Ślady zębów, wypalone gdzieniegdzie dziury i rdzawy połysk z dawna zaschłej krwi; to wszystko zdobiło księgę, już nawet nie mówiąc o popękanym gdzieniegdzie papierze.
Kotołaczka zmarszczyła brwi, gryząc dolną wargę w niemym podenerwowaniu. Zapisy wprawdzie nie zostały naruszone, lecz wyciekająca, nie ograniczona niczym magia skutecznie lała się strumieniami z uszkodzonych stron. Znak, że nie było już czasu. Teraz już wszyscy wiedzieli gdzie jest, co ma, i co zamierza zrobić. Księga wcześniej zakryta magią Ołtarza, teraz nie miała najmniejszej ochrony przed okiem Sachmet, a tym bardziej Cienia.
Hati, nie damy rady sami. – rzekła, wertując księgę w nabożnym niemal skupieniu – Na stronie północnej narysuj znaki Solarne. I Lunarne, na wszelki wypadek. Nie wiadomo co nas tak naprawdę czeka… Energie wewnętrzne będziemy stanowić w trójkę, Hati jako Cień zajmie się zbieraniem i ich przetworzeniem. Za to sam Ołtarz… Mam nadzieję, że też coś z siebie wykrzesa, zważywszy na zagrożenie jakie może powstać. – stwierdziła, już sprawnymi ruchami kreśląc odpowiednie symbole, robiąc to w taki sposób jakby wykonywała podobne czynności setki razy. Trzymając księgę w jednej ręce, a nóż w drugiej, zerkała to na ziemię, to na poniszczone karty. Nie lubiła się babrać z tym wszystkim, acz jak już była do tego zmuszona, to szczerze powiedziawszy wychodziło jej naprawdę nieźle.
Wkrótce wszystko było gotowe.
Loki spojrzała w niebo na Eterycznego, który zdeklarował swoją neutralność na tyle dosadnie, że nie zamierzała się nim na razie przejmować. Być może kiedyś tam się wtrąci, acz raczej nie teraz. Wszystko było w bardzo początkowej fazie.
Zerknęła w prawo, potem w lewo, upewniając się, że wszyscy już stoją w wyznaczonych miejscach. Uklękła i wyciągnęła z torby jeszcze jeden, nad wyraz potrzebny artefakt. Rozwinęła pergamin tym samym naruszając jego pieczęć i automatycznie aktywując.
Dobra, zaczynamy. – stwierdziła z powagą, odetchnąwszy głęboko. A więc to już; teraz musiała jedynie zniszczyć pozostałości zagrażającej światu istocie, przelać jej energię w nikomu nie zagrażające miejsce, a następnie z uśmieszkiem zwycięstwa wrócić do domu.
Podniosła zamaszyście rękę, po czym zaczęła inkantację, kierując swoją uwagę jedynie na wypowiadane słowa.
Fenris i czarodziejka poczuli szarpiące gdzieniegdzie wstęgi uciekającej energii. Dlatego też z całym skupieniem musieli wlewać posiadaną siłę w podlegające im bariery. Jako, że brakowało jednego czynnika, Hati też nie miał wyboru, więc jako Cień musiał skupić się na tworzeniu okręgu umacniającego wszystko w jednym poziomie. Acz różnorodność charakteryzowała wrzucane do naszkicowanych znaków tego wymagała.
Tak wiec zaczęło się.



Powietrze zawrzało nagle, a zimny wiatr uderzył wszystkich z niewiarygodną siłą, pozbawiając ich oddechu. Loki recytowała jednak dalej, nie wykazując najmniejszego przejęcia powstającymi anomaliami. Reszta również trzymała się planu, nadal zajmując odpowiednie pozycje. Lodowaty wicher jednak nie dawał za wygraną, szarpiąc ubraniami i wyjąc przeraźliwie w wyraźnym przerażeniu. Nikt nie chciał, by przyzywali tu to, co przyzwać mieli.
– Każde milczenie, będzie dla mnie smutkiem i radością. Panie… Pozwól mi stać się z tobą jednością… skończyła niemal wrzeszcząc, pragnąc przekrzyczeć głuche dźwięki zawodzenia jednego z czterech żywiołów.
I stało się. Loki otworzyła szerzej oczy, milknąc na chwilę w niemym przerażeniu. Jednakże w porę zreflektowała się; błyskawicznie rozwinęła czarny pergamin, zerkając to na niego, to na gromadzącą się przed nimi kolumnę niemal czarnego dymu.
Uwaga, idzie, idzie… Dobra, trzymajcie bariery, nie MOŻĘ się przedostać. Uważajcie, byście nie wylądowali po drugiej stronie, będzie… Chciał nas wciągnąć. – wycedziła głośno, mimo zakleszczonych w mocnym uścisku szczęk. I rzeczywiście; jakaś niewidzialna siła zaczęła ich jakby wciągać. Wyciągała cienkie macki, delikatnie zaciskające się na rękach, nogach, subtelnie zachęcając by zbliżyli się do ochronnych barier. A najlepiej, by je przekroczyli.
Idzie, idzie… – mruczała pod nosem, odgarniając przeszkadzające jej włosy.
Niebo jakby zgasło, zalewając półmrokiem cały obszar jaki tylko mieścił się w widnokręgu trójki towarzyszy. Symbole z wolna zaczęły jarzyć się jasnym światłem, delikatnie pulsując i wprawiając ziemię w osobliwe drżenie.
Trzymać szyk!
W końcu struga czarnej masy wypłynęła na powierzchnię ziemi, jednakże nie mogąc przekroczyć stworzonych przez magicznych istot barier. Szarpało drzewami, szarpało powietrzem, szarpało nimi. Wszystko nagle zalała ciemność, pozbawiając ich zmysłu wzroku.
Nastała cisza…
Czarna mgła poczęła opadać na ziemię, dzięki czemu coś nareszcie zaczynało być widać. Loki zmrużyła oczy, krztusząc się paskudnym dymem, acz nie pozwalając sobie na choćby chwilę nieuwagi. Pośrodku kręgu zaczęła wyłaniać się niska, dobrze znana kotołaczce postać.
Zaśmiała się nagle, wiedząc, że jej na pozór prosty plan spisał się doskonale. Sachmet była w pułapce! Nawet ona, Cień, czy ktokolwiek inny nie mógł przebić tak idealnie skonstruowanych zabezpieczeń. Najgorszy moment jakim było samo przywołanie minął. Wszystkie obawy prysły, otwierając Loki nowe spojrzenie na świat i jego świetlaną przyszłość.
Kiwnęła głową ku czarodziejce, by ta rozpoczęła odpowiednią inicjację. Znowu skierowała na swoją ‘córeczkę’ bardzo niemiłe spojrzenie, uraczając ją równie niemiłym uśmiechem, świadczącym, że to koniec. Że wygrała. Ponad wszystko w świecie nie spodobał jej się taki sam uśmiech ze strony Sachmet i to dodatkowo we wszystkich trzech wersjach.
Co do jasnej… – syknęła specyficznie mrużąc złote oczy, gdy nagle poczuła jak coś dosłownie się od niej odrywa. Padła przed siebie, oddychając na tyle szybko by nie stracić przytomności. Cokolwiek by się nie działo, nie mogła zemdleć. Nawet gdyby kroili ją żywcem. Na szczęście była po odpowiednim przeszkoleniu, dlatego też pływanie na powierzchni świadomości nie było niczym trudnym, nawet w sytuacjach ekstremalnych.
Ból szybko minął, co pozwoliło zorientować się jej, co tak naprawdę się stało. Zbladła nagle, orientując się gdzie się znalazła. Była poza kręgiem… A raczej w środku kręgu, gdzie nie chroniło ją absolutnie nic. Księga, gdzie księga, trzeba to natychmiast przerwać… Zerknęła za siebie, by złapać w ręce najprawdopodobniej upuszczony pergamin, jak i księgę. Ale nie było tam ani tego, ani tego. Jej oczy napotkały pierwsze błyszczące, zaostrzone pazury, które należały do równie drapieżnych łap. Idąc kolejno w górę czarna postrzępiona szata, szponiaste ręce w których znajdował się opasły czarny tom, a potem zakapturzona głowa i odstające, bardzo wystrzępione skrzydła.
Zmroziło ją, gdy zauważył pod kapturem wijące się niczym węże jakieś bezokie, wyjątkowo śliskie stworzenia. Nie, nie, nie tak miało to być… Zbaraniała kompletnie, nie mając najmniejszego pomysłu na wytłumaczenie sobie tych dziwnych, rozgrywających się tuż przed jej nosem zjawisk. Jedyne co w tym momencie mogła zrobić, to… Odciąć Sachmet od źródła energii. Cholera… Kto wie co może zrobić mając księgę. I ten przeklęty zwój… Nadal jak zahipnotyzowana wpatrywała się czarną postać przed sobą, jakby nie potrafiąc oderwać od niej oczu.
Stop, stop! Odsyłajcie! Przerwijcie połączenia! Bariery! Znieście je! – wrzasnęła przenikliwie, odzyskując nagły przypływ sił. Nie czekając na nich, domacała się na ziemi porzuconego noża. Trudno, nie ma innego wyboru. Plan już przepadł, w chwili gdy została wrzucona do kręgu. Z księgą, czy bez, i tak ją zniszczy. Ale to nie teraz…
Mocnym zamachem cięła sztyletem we własną krtań, by tym samym zginąć w miarę szybkim, ale i mało bolesnym sposobem. Zamknęła oczy, modląc się by i tym razem zadziałało wszystko w sposób prawidłowy.
Nie było jej dane jednak tego sprawdzić. Coś złapało za kotołaczą dłoń, ciągnąc gwałtownie w dół. To samo spotkało jej drugą rękę. Następnie obie nogi, a nawet ogon, unieruchamiając ją gruntownie przy ziemi.
Nawet nie próbowała się szarpać. Jej myśli błądziły z prędkością światła, wraz z instynktem podpowiadając mózgowi co teraz powinien zrobić.
Odsy..! – słowa uwięzły jej w gardle, zduszone przez czarną maź, która zakleiła usta z taką starannością, iż nie mogła nawet odetchnąć. Spojrzała z niemal rozpaczą na Fenrisa, który zdał sobie sprawę z grożącego im wszystkim niebezpieczeństwa. Zawył przeraźliwie, po czym nie licząc się z niczym rzucił się w krąg, przeskakując tym samym Loki. Nic już teraz nie znaczyło wiele. Nie w porównaniu z powierzonym im zadaniem. Dopadł trzema susami Rii, zakleszczając swoje potężne szczęki na prawej ręce czarodziejki, odgryzając ją bez większych z trudów wraz z różdżką. Kobieta jęknęła z bólu i szoku, po czym padła na ziemię, unieruchomiona przez te same siły co Loki.
Przez cały czas, kotołaczkę dochodził nieprzyjemny bulgot, który intonował dobrze znane jej zaklęcia w języku samych cieni. Nie było mowy o pomyłce; to co stało zamiast niej musiało pochodzić od szczątków Nicości. Tej samej zgładzonej na pustyni…
Zawyła wściekle, szarpiąc za niewidzialne więzy.
Tymczasem dym w końcu opadł doszczętnie, odsłaniając przed resztą Sachmet w całej okazałości. Ale… Nie tylko ją. Towarzyszyły jej jeszcze… Trzy, może cztery postacie..? Ale..? Jak to możliwe? Przecież portal był nakierowany jedynie na NIĄ. Mimowolnie zerknęła na narysowane znaki, określające energię, jaka miała przedostać się na miejsce. Zgadzało się, całkowicie się zgadzało.
Wszystko wydawało się stracone. Chociaż nie.
Hati, odetnij zasilanie. Odetnij nasz dusze od ciała, słyszysz? To jedyne wyjście… – zaintonowała, tępo patrząc na wyryte przed sobą symbole. Nikła nadzieja, przybrała na sile gdy usłyszała cichy trzask.

[w temacie na razie; Eleor, Eon, Sachmet, Pureus, nie licząc Loki, Viridara, Rii [prowadzona przez Loki]. reszty npc nie wymieniam.]

Mały podgląd
Awatar użytkownika
Posty: 31
Rejestracja: 16 lis 2011, 10:36
GG: 36828548
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1125

23 gru 2011, 09:22

Eon znalazł się w samym centrum burzy, której to nie przewidział. Stracił już duży zasób mocy, jego zniszczony umysł bym na skraju, z którego mógł już nie wrócić. Cała ta gra nie była warta świeczki, korzystając z sposobności , gdy dziewczyna, a raczej potwór był zajęty, nie czekając co się wydarzy przeniósł się na inni plan i z tamtąd uciekł do nowego domu, który znalazł dość niedawno.


[z/t}

// Dzięki za super event, w którym jestem statystą nie gracze. Czuje się potraktowany jak gówno, nie gracz i zawiedziony tym jak się traktuje tu graczy i zniża do poziomu NPC//

Postać zostaje zatrzymana, gdyż nie ma możliwości opuszczenia kręgu. czyli na ludzki; nie ma 'zt' – Loki
Awatar użytkownika
Posty: 123
Rejestracja: 06 maja 2011, 07:18
Karta Postaci: viewtopic.php?p=8676&highlight=#8676

23 gru 2011, 09:23

Uczestnicy tych jakże dziwnych zdarzeń w końcu dotarli na miejsce. Ich oczom na początku nie ukazało się nic, przykryte zwałami czarnej mgły. Dopiero gdy ta opadła, było coś nareszcie widać.
Niewielu rozpoznawało to miejsce. Okręg stworzony z kamiennych bloków był zewsząd otoczony lekko wygiętymi drzewami, które widać że w tym miejscu swoje przeszły. Wiatr zawył donośnie, przerywając krótkie krzyki dochodzące z dwóch kobiecych gardeł.
Nie ruszajcie się. – dobiegł ich cichy głos przed nimi, o którego pomyłce nie było mowy. Sachmet prawie niewidoczna, widniała gdzieś z przodu i chyba jako jedyna pojmowała rozgrywającą się tu scenę.
Nareszcie dym opadł. Czerwona postać stała nad wijącą się w niewidzianych pętach zakapturzoną postacią, wściekle próbującą się uwolnić. Po lewej stronie zaś tkwiła bestia, która na myśl przywodziła wielkiego, śnieżnobiałego wilka. Wydawała się groźna, lecz w tej chwili… Była podobnie spacyfikowana co pierwsza ofiara. Również niedaleko zakrwawiona kobieta nie była wstanie się ruszyć, przygnieciona niewidzialnym ciężarem, dobrze znanym niektórym z obecnych.
Jedyną chyba niewięzioną osobą była ciemna sylwetka, zakrytej czarnym płaszczem z kapturem. Ta nie wyglądał przyjaźnie, zważając na poszarpane skórzaste skrzydła i szponiaste dłonie, zaciśnięte na zniszczonej księdze, której kartki zaczęły samoistnie przewracać się z jednej strony na drugą.

[oki doki. Flech ciebie powiedzmy dokładam blisko Ołtarza [tak te czarne kółeczka] w linii prostej od Sachmet. koło siebie masz Skolla.

-dotarliście do punktu docelowego. na razie macie to, co napisałam. nie nabałagańcie za bardzo, i napiszcie po jednym poście. w następnym sachmetkowym wszystko winno się zacząć/skończyć.]
Awatar użytkownika
Posty: 79
Rejestracja: 21 paź 2011, 22:48
Karta Postaci: viewtopic.php?t=962

24 gru 2011, 13:20

Pureus

Mroczny elf ocknął się w ból w głowie nie pozwalał mu jednak wstać. Ciało było jak sparaliżowane, każdy członek jego ciała, gdyby miał usta, krzyczał by z bólu. Twarz piekła niesamowicie, jednak rany zasklepiły się, pozostawiając ohydne strupy. Pureus zaczerpnął trochę magii i stopniowo, odzyskiwał ruchomość stawów i mięśni. Świadomość powróciła, przypominając o dramatycznych wydarzeniach z oberży. Lekko podniósł głowę i przyjrzał się całej sytuacji, a było na co patrzeć. Kotołaczka, stworzenie w czerwieni, czarodziejka, wielka biała bestia, elf i potwór z księgą. Przez chwilę, wydawało mu się, że znalazł się w jakimś chorym śnie. Jednak ból, który czuł nie dawał mu zapomnieć o rzeczywistości. Wszystko było prawdą.
Poruszył się delikatnie i zdał sobie sprawę, że jest z nim coraz lepiej w każdej chwili mógł się zerwać i uciekać. Jednak dokąd? Poza tym elf wyglądał na dobrego strzelca i zapewne ni omieszkał, by ustrzelić uciekiniera, gdyby tylko się poruszył.
Nagle uderzyło w niego ogromne poczucie winy. Co on właściwie zrobił? Oddał swe życie jakiemuś demonicznemu bóstwu. Jak mógł zrobić coś tak odrażającego? Jego walka ze stereotypami dotyczącymi jego rasy, była przegrana. Sam do tego doprowadził…. . Zdradził samego siebie… . Nie miał już po co żyć…. .
Ostatnim gestem jaki wykonał, było złożenie rąk i modlitwa do boga magii o opiekę nad rodziną a w szczególności bratem.
Pureus nie miał już szans na wywinięcie się śmierci, więc ze spokojem przyglądał się zajściu.


ELEOR

* Dokonało się, dzień sądu nadszedł!* Eris, krzyknęła w umyśle elfa. Ten natomiast, stał niewzruszony i beznamiętnie powiedział.– Skoro tak mówisz.– Demonowi nie spodobał się praktyczny brak reakcji ze strony elfa. Nie czekając, aż tamten cokolwiek zrobi, ponownie przejęła kontrolę nad jego ciałem i podeszła w kierunku ołtarza. Podniosła chwila udzieliła się wszystkim co było widać po ich niecierpliwych spojrzeniach.
Eris zbliżała się w kierunku Sachmet, lecz nagle przystanęła. Spojrzała na demona z księgą i straciła prawie całą pewność siebie. Przystanęła przy jednym z filarów i przyglądała się rozwojowi sytuacji…


Sorki ale kompletnie wybiłem się z rytmu pisania złą postacią… . Sorki;/
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

24 gru 2011, 22:54

Potężne szarpnięcie wyrwało wiedźmę z rzeczywistości, lecz z punktu widzenia Łupieżcy to cały świat w okół rozpadł się na kawałki, wszystko spłonęło, lecz nie tak jak podczas bycia pochłanianym przez płomienie, lecz tak jakby smuga światła nagle zniszczyła doszczętnie, z anihilowała wszystko w okół nie pozostawiając choć jednej wykrywalnej cząstki, czegoś co wskazywałoby na to, że kiedyś coś w okół w ogóle się znajdowało, oprócz nieskończonej próżni.
Nagle jednak proces zdawał się odwracać, w okół pojawiła się kolejna rzeczywistość, choć Flecher śmiało mógł ją nazwać koszmarną, a niemrawy uśmiech szaleńca na twarzy wiedźmy mówił wszystko – Łupieżca nie wiedział co myśleć o tej całej sytuacji, był tak irracjonalna i tak niesamowita, kompletny chaos panował w okół, wycia, pojedyncze, agonalne piski i krzyki, można by powiedzieć, że był to istny obraz piekła.
Oczy szarej głowy, patrząc przed siebie, ujrzały w prostej linii trzy istotne postacie tego całego spektaklu. Najpierw wieloistotę – Sachmet, potem matkę dziewczyny – Loki, która zdawała się teraz walczyć z całych sił, na samym końcu natomiast tajemniczą postać odzianą w ciemny płaszcz, dzierżącą tajemniczą księgę, z tej odległości można było dostrzec te szczegóły. W okół działo się tyle dziwnych rzeczy, iż Flecher w pierwszej chwili nie ujrzał nawet lewitującego Viridara, lecz reszta "towarzystwa" szybko została wypatrzona. Morze myśli było straszliwie wzburzone, tak że Łupieżca cieszył się, iż spoczywa na jego dnie. Na razie cała sytuacja była szalona, a więc jedynie oczekiwał co stanie się dalej i na razie nie podjął żadnej akcji. Cała sytuacja była mu po prostu zupełnie obca.
Awatar użytkownika
Posty: 123
Rejestracja: 06 maja 2011, 07:18
Karta Postaci: viewtopic.php?p=8676&highlight=#8676

26 gru 2011, 18:54

Nic nie możecie Zrobić

Istota uśmiechnęła się wszystkimi trzema parami zębatych szczęk, najwidoczniej z czegoś zadowolona.
– A więc dotarłaś na miejsce. Już myśleliśmy, że ci się nie uda…
– I masz księgę…
– To się bardzo ceni. Zrobiłaś wszystko, co zostało zatwierdzone.
Sachmet zachichotała cicho, przykładając czarną rękę do brzegu kaptura
– Udałoby ci się. Wykonałabyś powierzone ci zadanie, gdybyś znała dwa fakty. Lecz nie, skupiłaś się na szukaniu i znalezieniu sposobu, tak jak wcześniej. Nie chciałaś zrozumieć, pojąć nowych faktów. – stwierdził beznamiętnie Cień tym samym sprawiając, że kotołaczka przestała się szarpać. Widocznie nie miało sensu, a Cień zamieszkujący ciało jej córeczki zdawał się wiedzieć znacznie więcej, niż sama przypuszczała.
Loki zaklęła pod nosem, acz na początku niezrozumiałe słowa zmieniły się w głuche jęki bólu, które zaczęły dochodzić nie tylko z tej jednej strony. Na ciałach niektórych zaczęły tworzyć się znaki, wyryte niewidzialnym ostrzem głęboko w skórze wybranych przez Cień jednostek, zmieniając tym samym przepływ początkowo wirującej energii. Wtem Sachmet nagle zasyczała, poczuwszy, że cos chce się przebić przez powstałą wcześniej barierę. Ostrzegała przecież, że mają pozostać w miejscu! Zawyła nieludzko, głosem pochodzącym nie z jednego, ale trzech gardeł. Energia zareagowała na zew niemal natychmiast, ratując tym samym Eona od śmierci. A przynajmniej na ten moment. Ciemne wstęgi dymu owinęły się dookoła ciała wędrowca, odciągając od niewidzialnej powłoki chroniącej wyznaczony przez kręgi obszar. Mag nie czuł się najlepiej. W sumie to mało powiedziane; na jego skórze zaczynały pojawiać się niemal czarne ślady, a jego oczy… Zaślepiła szara mgła. Teraz mógł walczyć o życie, choć sprawa wydawała się bardzo, ale to bardzo niekorzystna zważając na odchodzącą od niego magię, która poczęła być odciągana, za sprawą niewidzialnej siły. W sumie wszyscy poczuli nagły spadek sił, zabranych przez tajemniczego złodzieja. Tajemniczego i nieuchwytnego zarazem.
Nie, Sachmet nie mogła sobie pozwolić na utratę jednego z czynników, choć teraz… Przez głupotę czarodzieja wszystko skomplikowało się niepotrzebnie. Musiała działać szybko.
W tym czasie Loki, Ria, Eleor, Pureus przeżywali straszliwe męki, związane z dokładnym kreśleniem na ich ciałach tajemniczych kręgów i niezliczonej ilości symboli. Kałuże krwi się powiększały, lecz nikt nie mdlał.
– Zaczynaj. – westchnęła czerwona postać, kiwając tym samym głową w kierunku poczwary, aktualnie trzymającej księgę, a ta… rozpoczęła smutną inkantację.
Powietrze nabrzmiało od ciężkiej, wprost namacalnej, przybywającej zewsząd energii. Niebo już wcześniej mocno przyciemnione, teraz niemal całkowicie zasłoniło lejące się z niego światło. Czym były czarne chmury, które nieuchronnie zbliżały się do ołtarza? Odpowiedź przyszła po kilkunastu minutach. Cieniste obłoki zniżyły się, tym samym pozwalając przyzywającym zobaczyć ich prawdziwą naturę. Stanowiły one kłębowisko niezliczonych ilości, prawie ludzkich postaci, wijących się w nieokreślonym uścisku. Nadciągały ze wszystkich stron, zatrzymując się dopiero przed chroniącą większość barierą.
Która zaczynała pękać. Albo raczej zmieniać swoją kombinację; jeden z Cieni [Hati] z cichym trzaskiem zmieniał znaki, odwracając tym samym znaczenie bariery.
Napierające strumienie czarnych postaci zaczynały przenikać a potem wnikać w głąb ciała małej, czerwonej postaci, stojącej teraz niemal na środku kręgu. Cokolwiek teraz wchodziło w strukturę barier już nie mogło ich opuścić, zmuszone złączyć się w zasysającą wszystko czarną dziurę, którą stanowiła… Sachmet.
Viridar w tym momencie musiał bardzo uważać. Jeżeli nie chciał się stać częścią materii Nicości, musiał się sporo w tym momencie namęczyć.
Wilk również przygwożdżony do ziemi zawył rozpaczliwie, czując ubytek sił, a tym samym dochodząc do rezerwowych zapasów energii. To poczuli wszyscy. I czuli jeszcze przez dość długi czas, gdy coraz więcej niekończących się czarnych postaci przybywało i wnikało w bezwładnej masie do czerwonego płaszcza, niemal już niewidocznego pod zwałami czarnych cielsk.
Panie Flecher, proszę się nie niepokoić. To wszystko dla waszego dobra. – szepnął w ucho Łupieżcy znajomy głosik – Obiecuję, że akurat Pana śmierć nie spotka. – dokończył jeszcze, łapiąc tym samym ciało dziewczyny w na tyle stabilnym uchwycie, by ta przez cały czas mogła znajdować się w pozycji pionowej.
Głosy na początku ciche poczęły narastać. Wołały, szeptały, a niektóre nawet nuciły. Wszystkie kumulowały się w niewidocznej postaci Sachmet, coraz szybciej i szybciej; wchodząc do jej ciała już nie tylko pojedynczo. Wiatr dął, ciemność trwała, energia narastała, krew ciurkiem się lała zaznaczając jeszcze mocniej wyryte na ziemi znaki.
W końcu… Czarna postać podniosła głowę znad księgi, tym samym kończąc ostatnie zdanie. W powietrzu nadal kłębiły się czarne wstęgi, a słońca nie było widać, lecz proces dobiegł końca.
Zgromadzeni mimo wszystko nie czuli takiego zmęczenia, jakie zdawało się że ich czeka. Można powiedzieć, że zapowiedź stanowiła znacznie gorszą część niż cały przebieg zajścia.
Na środku, w centralnym niemal miejscu stała czerwona postać. Można powiedzieć, że ta sama, lecz na to wskazywał jedynie znajomy płaszcz, teraz rozciągnięty jeszcze bardziej.
Sachmet, albo raczej Cień, podniósł rękę na wysokość ukrytych pod kapturem oczu, oglądając ją bardzo dokładnie. Dłoń była… Ludzka. Całkowicie zwyczajna, acz za koścista i nieco z za ostro zakończonymi paznokciami, lecz pomimo to z krwi i kości raczej się składała. Cała postać również nie przypominała małej, upiornej dziewczynki; z sylwetki przywodziła na myśl w pełni rozwiniętą formę ludzką…
– Fuzja zakończona. – stwierdziła cicho. Jej głos… również uległ znaczącej zmianie. Przywodził szelest suchych liści, zabarwiony trzem odcieniem kolorów. Wszystko to, co kiedyś dzieliło osobowość cienia, cząstki Eterycznej, czy samej Sachmet, zniknęło.
Nowa istota, jakby przed chwilą narodzona, podniosła głowę, odwracając uwagę na słabnącą kotołaczkę. Bądź co bądź z niej i Fenrisa czerpała najwięcej, zważywszy, że nie pochodzą z tego świata.
Tak, Cień wiedział o tym. A co się z tym wiąże, również o reszcie.
Każdy Cień, jest na usługach Jednego z Wielu. Tak więc wybacz mi, Loki, ale więzy krwi nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Jestem Cieniem, który otrzymał jedynie materialne ciało… Acz myślę też, że nie będzie ci to przeszkadzać. W końcu ty też polowałaś na mnie, przez tyle czasu… – zaśmiała się cicho, na co czerwony kaptur zatrząsł się delikatnie – Nie umrzesz, jeszcze. Poznasz prawdę w całości. Uznamy, że to będzie dla ciebie wystarczająco wysoka kara.
Podniosła wyjątkowo kościstą dłoń do góry, po czym wykonała taki ruch palcami, jakby wciskała niewidzialne guziki, układając wszystko w dziwną kombinację.
Klątwa złożona eony temu, musi w końcu zostać złamana. Powstał przez nią zbyt duży chaos. – mruknęła cicho, bez wysiłku machając ręką w coraz bardziej skomplikowanych i szybszych sekwencjach.
Symbole wyryte na ziemi zaczęły się powolutku zmieniać. Główne okręgi zaczęły się wykrzywiać i łamać, przybierając postać bardziej przypominającą koślawe trójkąty niż jakiekolwiek inne figury geometryczne.
Tym razem fala energii zwaliła wszystkich z nóg, bez wyjątku. Kolejny wyzysk magicznych cząsteczek był znacznie bardziej gwałtowny i wysoki. Nie trwało to jednak tak długo, w porównaniu do fazy pierwszej. Kilka zielonych iskier wystrzeliło w niebo, po czym spadło gasnąc tuż nad ziemią. Kilka osób zawyło z bólu, a kobieta z Imperium osunęła się na ziemię.

Wszystko jakby zatrzymało się w czasie. Ktokolwiek, jeżeli miał do czynienia z Cieniem, jeżeli z nim rozmawiał, jeżeli chociażby zasmakował jego złowrogiej aury… Teraz wszystko wydawało się zupełnie inne. Wspomnienia zaczęły wypływać na wierzch w zastraszającym tempie, na początku odtworzone zupełnie normalnie, lecz później… Zmieniały się. Wpierw zamglone, lecz później boleśnie wyraźne, aż kłuły w oczy. Prawda dociekała wszystkich, całkowicie zmieniając koncepcję z jaką do tej pory żyli. A przynajmniej w niektórych kwestiach.
Gdziekolwiek Sachmet wspominała o zniszczeniu świata tak naprawdę… Mówiła o jego uratowaniu. Słowo ‘śmierć’, zamieniało się na ‘życie’, wieczny mrok odmieniał się na wieczny blask. Następowało całkowite odwrócenie… Tam gdzie Cień był tępiony przez wszystkie zapiski, przez wszystkie pomówienia i szepty, przez magów, przez zwykłych ludzi… Teraz zmieniał miejsce wychodząc na podest światła, tym samym spychając swojego wroga w miejsce złe i potępione. Urag Mal, czczony jako ten dobry, jako bóg niesłusznie ukarany, teraz stawał się symbolem pierwotnego zła, które Cień tak usilnie próbował tępić. Odwrócenie ról, zmiana postaci względem siebie skutkowała u każdej z osób różnie.
Flecher nie odczuł zbytniej różnicy, zwarzywszy na to, że przy ogromny wysiłku Cień zdołał mu przekazać prawdziwe informacje używszy ust dziewczynki. Eon podobnie; być może dlatego, że właściwe słowa nie mogły przejść przez gardło Cienia, tłumione niezachwianą mocą zaklęcia. Eleor nie do końca świadomy tego co się dzieje, jak przez mgłę widział kolejne obrazy, zdominowany niemal całkowicie przez świadomość Eris. Ona, jako Cień, nie była niczym zaskoczona, wręcz przeciwnie; wreszcie nie czuła niewidzialnej bariery oddzielającej jej wyobrażenia od tych snutych przez elfa. Wszystko teraz wydawało się takie harmonijne… Puerus nagle zdał sobie sprawę, komu tak naprawdę postanowił służyć. Urag Mal wydał mu się nagle istotą tak nikczemną, tak złą, iż mimo wszystko poczuł uciśniony żal, wynikający z jego wyboru.
Te stosunkowo niewielkie zmiany były nieporównywalne do tego, co przeżywali Viridar i Loki. Zwłaszcza Loki…
Eteryczny czuł jakby stracił stały grunt pod swoimi stopami. Jako, że miał do czynienia z Cieniem jeszcze wcześniej czyli prawie siedem lat temu, jego wspomnienia zostały przestawione bardzo znacznie. Pustynia, czarna, spływająca maź, zakłócenia niematerialnej części świata Leviathanu, a w końcu mała czerwona postać. To wszystko z czym miał do czynienia przedstawiało teraz zupełnie odwrotny system wartości. Najprościej rzecz mówiąc; to Cień prezentował dobrą stronę. Za to kotołaczka służąca jego przeciwnikowi, stanowiła realne zagrożenie, o czym pojęcia raczej mieć nie mogła. A może jednak..? Teraz wszystko stało się nad wyraz jasne i klarowne. Nicość z którą wcześniej porozumiewał się Viridar, nie była tą samą, co teraz, w ciele małego demona. W jakiejś części kontrolowana przez zwierzchnika Loki, rozmawiała z nim, z czego mógł sobie zdawać sprawę dopiero teraz. Wszystko stanowiło teraz jedno, wielkie kłamstwo, które nareszcie zdało się mieć swój koniec.
Za to najgorzej sprawa wyglądała z samą Loki. Oszukiwana od samego początku, nie była wstanie nic zrobić. Racjonalne myślenie nie wchodziło w tym momencie w grę, zawalone na nowo odtwarzanymi wspomnieniami i falami kolejno przypływających uczuć. W przeciwieństwie do Eterycznego, nie mogła wszystkiego zrozumieć w sposób tak obiektywny i tak oczywisty.
Dla niektórych te chwile były jednakże ostatnimi. Na początku na ziemię osunął się mroczny elf, wydając przy tym ostatnie, bardzo ważne tchnienia. Cień poczuł jak jego dusza nie rozpada się, tylko ulatuje gdzieś dalej, w objęcia czuwającej nad nim niewidzialnej siły. Tak, winy zostały mu przebaczone, by mógł znaleźć w innym świecie tak potrzebne mu ukojenie.
Następna poległa czarodziejka, której organizm całkowicie odmówił posłuszeństwa. Nie tylko z utraty sporej ilości energii, ale też krwi, sączącej się z jej nieopatrzonej ręki. Oddychała coraz ciszej i spokojniej, z wolna zamykając matowe oczy. Wieczny sen spoczął na niej, odcinając ja od obowiązków, czy rozkazów. Po raz pierwszy tak naprawdę była całkowicie wolna…
Wydawało się, że wszyscy którzy mieli tu polec już zginęli. Ale nie; Eris poczuła nagły uścisk, który siłą wyrwał ją z ciała elfa, zagarniając ku samotnie stojącej czerwonej postaci. Nim dusza kobiety zdołała choćby westchnąć, już stopiła się z resztą, nagromadzonych w tym miejscu cieni. Z pewnością poczuła zawód. Znowu bowiem znalazła się w więzieniu, z którego już raz zdołała się wyrwać. To uczucie jednak szybko przeszło. Zastąpiło je nowe, już bardzo dawno zapomniane. Poczuła siłę. Tak wiele nagromadzonych w miejscu świadomości powitało ją donośnym okrzykiem ciesząc się, że była bogini jest znowu z nimi. Niewola miała swoją cenę, ale wolność również. Tego mogła się przede wszystkim nauczyć, zważając na tyle lat, ile spędziła w tym świecie. Za to wierny jej Eleor, z wolna upadł na kolana, by w końcu paść na twarz. Bez swojej towarzyszki nie mógł już normalnie funkcjonować. A przynajmniej nie po takim wysiłku. Jego wola do życia skończyła się wraz z odejściem Eris, która była dla niego wszystkim. Tak, ale… To był dobry czas.
Cień westchnął swoim dziwnym głosem w który pobrzmiewały trzy różne nuty. A więc dokonało się. Czerwona postać podniosła głowę, po czym przesunęła się do przodu. Zrobiła to w takie sposób, jakby po prostu przelewitowała nad ziemią, nie pozostawiając tym samym żadnych dźwięków, czy namacalnych śladów.
– A więc już wiecie. Dobrze. Nasza interwencja tutaj dobiegła końca. – szepnęła cicho – Ostatnią czynnością pozostanie nasze oczyszczenie. Tyle niepotrzebnych umiejętności, energii… Zbędne zanieczyszczenie potrzebne nam usunąć, by wytworzyła się idealna równowaga.
Czarna, zakapturzona postać rozpostarła o kilka centymetrów skrzydła, jakby potwierdzając jej rozkaz. Szponiasta łapą rozwinęła czarny zwój, który czując już odpowiednie bodźce, zaczął promieniować delikatnym światłem.
A więc nadchodziła ostatnia faza. Kto tym razem zginie?

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Infi
Liczba postów: 52163
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.