Ołtarz Żywiołów

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Posty: 329
Rejestracja: 04 lut 2011, 14:35

Ołtarz Żywiołów

11 lut 2011, 20:22

To starożytne miejsce, do któego nikt od dawna nie uczęszczał. Jedynie kapłani i druidzi czasem zapuszczali się w te strony, by zbadać tętniącą tu magię. Jest to bowiem pierwotna magia w najczystrzej postaci. Cztery żywioły: ogień, ziemia, woda i powietrze zamieszkują te tereny od niepamiętnych czasów, kiedy zanim założyciele Wolenvain się urodzili. A sam ołtarz to najstarszy na świecie znany budynek. Stary jak świat, bowiem najprawdopodobniej powstał w momencie stworzenia przez bogów świata Leviathan.

Po raz pierwszy od mileniów ołtarz się uaktywnił. Towarzyszył przy tym dźwięg rogu wzywający do bitwy, który rozchodził się na całe miasto. Wojownicy, bohaterowie, magowie, badacze i ciekawscy mieszczanie udali się czym prędzej w to miejsce. Po chwili jednak dotarł na miejsce Backero i pogonił ludzi do miasta zostawiając przy sobie jedynie żołnierzy swojego oddziału. Oczywiscie mógł się tego spodziewać, że niektórych nie będzie obchodzić jego rozkaz. Pozwolił im jednak zostać. Zależało mu na tym, że nie robić sensacji i pośrednio chronić ludność Wolenvain. Wszyscy obecni wolnym krokiem weszli na ołtarz. Dookoła porozstawiana byłą straż. Każdy żołnierz stał w okręgu około 50 metrów od środka tego miejsca. Ołtarz był porośnięty ciemnozielonym mchem. Jednak było widać jeszcze ciemnoszare kamienne płyty pokrywające ziemię. Nie było żadnych ścian, ale gdzieniegdzie pozostały spisczaste kolumny. Na środku znajdowały się cztery kamienne bloki. W sumie niczym się nie charakteryzowały. Ot zwykłe sześcienne kamienne klocki. Dźwięk rogu wyraźnie wydobywał się z tego miejsca. Jednak nikt nie dymał w róg. Wszyscy obracali sie dookoła szukajac czegoś podejrzanego.

Kto napisze posta – ten jest w evencie. Jest to rodzaj minisesji, w któej każdy może wchodzić i wychodzić kiedy chce. To sesja na jeden wieczór. Tempo jest takie samo jak np: w karczmie, czyli zwyczajne. Nie będę na nikogo czekał, bo event ma się skończyć dzisiaj. Kto napisze chociaż jednego posta podczas trwania eventu dostanie 50 punktów chwały. Jeśli post zostanie napisany przez przewodniczącego Stowarzyszenia – stowarzyszenie otrzyma 30 punktów chwały. Każdy inny członek Stowarzyszenia da jego Stowarzyszeniu 15 punktów chwały. Reszty dowiecie się w miarę rozwoju fabuły.

Czas! Start!
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

26 gru 2011, 18:58

Ona… Nie mogła tego pojąć. Wszystko zostało wywrócone do góry nogami, dosłownie; każda rzecz teraz zmieniała swoje znaczenie. Klęczała sparaliżowana, wokół coraz bardziej pogłębiającej się kałuży niemal czarnej krwi. Było jej bardzo słabo, jednakże nie potrafiła poczuć bólu. Czerwone strumyki spływały z jej pociętych ramion, nóg, placów, klatki piersiowej, a ona jakby nie zadała sobie z tego sprawy.
A więc… Wszystko co robiła, wszystko w co wierzyła… Przepadło. Chciała się łudzić, że jednak to Cień kłamie, że właśnie on wszystkiemu jest winien, że to on odpowiada za ten stan rzeczy. Lecz w głębi ducha czuła, że jest to nie prawda. Oszukiwano ją cały czas. Tyle już zrobiła, by jej sprzymierzeniec, ba, jej zwierzchnik mógł urosnąć w potęgę, by ocalić to co ceni przed Nicością, a tu… To on był zły. To on chciał wszystko zniszczyć, nie Cień. Nie jej najgorszy wróg, jak to określał Loki. A więc Loki też… Wydawało się, że została sama. Nie winiła Hatiego i Skola, iż przeszli na drugą stronę. Tylko… Czemu jej nie powiedzieli? Czemu ją zostawili? Na to nie mogła odpowiedzieć. Jej lekko rozwarte usta zaczęły niepokojąco drgać, lecz przestały, poczuwszy mocny zacisk. Kobieta zagryzła wargi jeszcze mocniej, by stłumić śmiech, bądź płacz. Tak naprawdę po raz pierwszy w swoim koszmarnym życiu, nie wiedziała co zrobić.
Czuła narastającą znowu energię, lecz nie zamierzała interweniować. Nie chciała już nic robić. Nie chciała żyć, ani umierać. Nie chciała już niczego.
Awatar użytkownika
Posty: 886
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

26 gru 2011, 22:28

Dokładnie według planu. Loki przyszła do niego, do miejsca w którym miał się uwolnić, do miejsca w którym Leviathan miał jako pierwszy ujrzeć jego moc w pełni. I ta moc miała wzrosnąć po tysiąckroć. Viridar obserwował rytuał przywołania, to co stało się po nim, to co wyglądało na ostateczną porażkę Loki, jej plan wydawał się odwrócić przeciw niej, została zamknięta we własnej pułapce, a w dodatku Sachmet miała towarzystwo. Kotołaczka miała jakiś plan, jednak w obecnej sytuacji jej szanse wydawały się małe. Eterycznego jednak to nie interesowało specjalnie, na razie ważnym był fakt że taka walka nad Ołtarzem na pewno zwróciła uwagę duchów żywiołów mieszkających w nim. Przyszedł zatem czas na ostateczną konfrontację nie tylko dla Loki i jej "córki" ale także dla Viridara otoczonego barierą chroniącą go od fizycznych obrażeń i istot które odpowiadały za jego więzienie.
*Należycie do mnie.*

Zawieszona w powietrzu, w bliżej nieokreślonym miejscu płaska platforma podzielona na pięć części – jedna płonęła, a z licznych otworów na jej powierzchni co chwile wydostawały się fale magmy które magicznie znikały dochodząc do krańców owej części. Kolejna cześć była pokryta ziemią na której rosły rozmaite rośliny. Trzecia część była jednym wielkim jeziorem a czwarta pokryta była mgłą, cały czas smaganą wichrami powstającymi i kończącymi się w jej granicach. Na środku natomiast był okrąg o średnicy około 5 metrów który wyglądał jak kawałek wypolerowanej skały. Na każdej z czterech części przedstawiających żywioły górowała sylwetka istoty, niegdyś dumnych i potężnych, teraz zdeformowanych i zepsutych przez chaos i zniszczenie mające miejsce w Leviathanie. Byli to Pyrius uosobienie ognia, Hyrax uosobienie wody, Terrad uosobienie ziemi i Ventus uosobienie powietrza.
Nad okręgiem po środku platformy lewitowała postać Podróżnika Nicości, trzymająca w obu dłoniach Ostrza z energii Nicości. Kiedy tylko żywioły zorientowały się że mają gościa, owy gość przemówił:
– Niestety, muszę oderwać waszą uwagę od tego co dzieje się przy waszym ołtarzu. Wy i wasz świat odpowiecie za to co ze mną zrobiliście. Przez was nie mogę wrócić do mojego rodzaju bo wywołałbym tam destrukcję. Teraz za..
– Głupcze, myślisz ze możesz stawić nam czoła w naszych umysłach? Jak możesz być tak.
. – Cztery głosy Żywiołów przerwały Eterycznemu tylko po to by zamilknąć w pół zdania kiedy nagle "pusty" krąg nad którym ten się unosił zaczął.. zanikać a przez poszerzającą się wyrwę w powłoce świadomości Żywiołów prześwitywała czarna pustka Kosmosu rozświetlana przez rzadko porozrzucane pojedyncze odległe punkciki będące gwiazdami.
– Wasze czy mój.. żadna różnica. Jesteście słabi, spaczeni. Kiedy opanuję waszą domenę, wy zginiecie,a ja się uwolnię po czym moim pierwszym celem będzie przejęcie mocy które teraz walczą pod moim ciałem.
- Nie zdołasz wcielić tego planu w życie. – Odpowiedziały Podróżnikowi Nicości żywioły, jednak zanim skończyły mówić jego już nie było w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą się unosił. Po prostu zniknął, a anomalia przez niego wytworzona się powiększała. Powoli acz systematycznie wyrwa dotarła do granicy pustego okręgu i dotknęła części platformy obrazujących żywioły. Duchy Ołtarza zareagowały natychmiast jednoczesnym brzmiącym wręcz surrealistycznie rykiem bólu który został poniesiony przez echo do najdalszych zakamarków umysłów Żywiołów. Ów ryk byłby ogłuszający dla każdego żywego stworzenia, Viridar jednak nie był na takie czynniki podatny, co nie znaczyło że miał zamiar czekać, jego anomalia mogła zostać zatrzymana więc musiał działać, zatrzymać Duchy, zyskać na czasie.
Jego pierwszym ruchem był atak na Hyraxa, ale nie był to byle jaki atak, padł on bowiem od strony części plafony zajmowanej przez ogień i zgodnie z planem wściekły Żywiołak w obawie o własne istnienie nie pomyślał zanim kontratakował i wysłał potężny strumień wody w stronę Eterycznego. Jedyną siłą wody jednak była energia kinetyczna z jaką ta uderzała, a przed taką świetną obronę stanowiła Utwardzona Bariera Psioniczna jaką otoczył się atakujący. Strumień wody poniósł ze sobą Podróżnika Nicości aczkolwiek dzięki barierze nie odniósł on żadnych szkód. Niestety nie można było tego samego powiedzieć o Pyriusie którego ognistą domenę zalała woda zadając mu kolejną porcję bólu, bólu do którego żaden z Duchów nie był przyzwyczajony co potęgowało to odczucie a ponadto, strumień wody przygasił jego ogień co go osłabiło. Nie można było jednak liczyć że ten błąd się powtórzy. Żywioły były w przegranej sytuacji, każdy mógł bronić jedynie siebie a w ich obecnym stanie nie były zbyt efektywne w tych działaniach, ich kontrola nad swoimi domenami osłabła a ponadto anomalia stworzona przez Eterycznego wciąż się powiększała, zajmując już jedną czwartą całej platformy. Na tym wszystko musiało się jednak zakończyć tak szybko jak się zaczęło, egzystencja bowiem jest ważniejsza od wolności a właśnie istnienie Podróżnika Nicości było zagrożone.
– Bitwa tocząca się nad nami wymaga mojej uwagi. Wątpię jednak byście mogli powstrzymać to co zacząłem. – Rzekł nagle Viridar po czym zniknął z pola widzenia Duchów Ołtarza.

Znów w świecie materialnym Eteryczny zastał nieprzyjemny widok, musiał natychmiast wykonać unik przed chmurą Chaosu i Nicości która zmierzała w stronę Sachmet a on stał jej na drodze, nie było to jednak trudne, wystarczyło przesuniecie fazowe i zmaterializowanie się na ziemi z dala od zagrożenia acz nadal w obrębie bariery.
– Zaoferowałem wam spokój i możliwość.. co się.. dzieje.. co to ma znaczyć? – Podróżnik Nicości nie dał rady dokończyć pierwotnego zdania a złość w jego głosie która sama w sobie dotychczas była czymś niespotykanym została zastąpiona przez jeszcze bardziej zaskakującą mieszanką lęku związanego z zaskoczeniem jakim był nagły wybuch energii który posłał go na ziemię jak i zadziwienia spowodowanego tym co nastąpiło później. Wszystko co wiedział o Sachmet, Loki, Cieniu.. Urag Malu.. było odwrotnie. Czy Kotołaczka wiedziała? Dlaczego jego cześć w Sachmet nie próbowała tego mu wyjaśnić? Czemu ma wierzyć temu co ukazano mu teraz? Pytania, za dużo pytań, za mało czasu. Wątpliwości, ich też za dużo.
*Kłamstwo.. wszystko bez wyjątku.
Padłem jego ofiarą.
Nie.
Kłamstwo było dobre.
Zatrzymało Cień.
Umożliwiło ten obrót spraw.
Osłabiło Żywioły. *

Viridar jakby kłócił się sam ze sobą, lub raczej ze złością, strachem i kilkoma innymi uczuciami do których nie był zupełnie przyzwyczajony. Przynajmniej tak gwałtowna próba jego kontroli nad nimi, jakże trudna i niespodziewana może przynieść spore rezultaty. Wiedział to i to wywołało odrobinę radość pomiędzy złość i strach która trochę je uspokoiła.. dobrze. Dobrze. Na razie. Na pytania przyjdzie czas, a odpowiedzi na nie można zdobyć na kilka sposobów.
Eteryczny.. roześmiał się. Najzwyczajniej w świecie zaczął się śmiać, ci którzy go znali, no może oprócz Loki która tonęła we własnych wątpliwościach, mieli kolejną okazję do przestawienia swoich poglądów dotyczących jednej z obecnych istot. Nie trwający długo śmiech brzmiał dziwnie, zważywszy na charakterystyczny głos śmiejącego się a kiedy się zakończył, Podróżnik Nicości zbliżył się do Sachmet jakby nic się nie stało, po prostu podszedł.. lub raczej podleciał unosząc się kilka milimetrów nad ziemią.
– W Wieczności jaką już istnieję nie oczekiwałem że kiedyś coś wpłynie na mnie tak jak ten świat, że będę jedynie trybikiem w sprawie której nie będę rozumiał czy że coś mnie prawdziwie zadziwi. Jestem wam, lub raczej Tobie jeżeli dobrze interpretuję energię wysyłaną przez twoją formę, winien przeprosiny.. i podziękowania. Przeprosiny za fakt wejścia Ci w drogę przez dezinformację a podziękowania do to zaskoczenie które jest świetnym testem dla nowej .. nie do końca proszonej części mnie. – Odezwał się nadal z wyraźnym zaskoczeniem w głosie, acz z każdym słowem jego głos nabierał delikatnej nutki radości. – Loki.. wiedziała o tym wszystkim? – Dodał nagle Viridar po czym skinął kapturem w stronę Kotołaczki. A jeżeli śmiech z jego strony mógł kogoś zadziwić to teraz pod niektórymi powinny załamać się nogi, w jego głosie była troska, jakby się o Loki martwił. Coś tu nie grało. W jego obecnym stanie takie nagłe zmiany uczuć były normalne, w końcu kompletnie nie był do nich przyzwyczajony i jego niezwykłe łatwo zastępowało drugie ale troska? No litości.

//Ten wątek z żywiołami dokończe nie bójcie się.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

28 gru 2011, 18:21

Scenerie końca miały to do siebie, że zazwyczaj ów koniec w nich imał się ku sobie nieubłaganie, a więc wszystko co wokół również dążyło ku ostatecznej destrukcji. Lecz o to spojrzenie na całą sytuację zmieniły nagłe przemiany wewnętrzne jakie wywołała osoba wieloświadomościowa, która połączyła się w nowy byt. Wszystkie przemyślenia Łupieżcy na temat tych bytów nie były prawidłowe. Chciał ich przechytrzyć, wyjść na plus z nieciekawej sytuacji, może nawet zostać bohaterem bez większej ofiary, lecz o to został zupełnie nabrany. Cienie okazały się być istnieniami jak najbardziej pozytywnymi, a ta szorstka selekcja nagle zdała się mieć sens, była usprawiedliwiona. Tylko dlaczego zdało się to Łupieżcy sprytną manipulacją. Nagle cała sprawa stała się dla niego jeszcze bardziej niepewna, wszystko wydawało się prowadzić w jakimś negatywnym kierunku.
I poczęli upadać na ziemię, dziwnie to mogło zabrzmieć i samemu Flecherowi, ale przeraził się, on, który igrał wiecznie z ogniem, on, który kpił sobie zarówno z życia jak i śmierci. To mógł być koniec. Koniec podróży? Bez spełnienia swych wyolbrzymionych ambicji? Bez znalezienia się na szczycie? Bez wypełnienia rządzy zemsty? Bez pogrożenia bogom palcem? Jednakże padły słowa, które go pocieszyły "Obiecuję, że akurat Pana śmierć nie spotka". Nie wiedział czy powinien im wierzyć, nie wiedział właściwie czy nie wkopał się w spory dół, z którego nie dało się wyjść. Może ta rzucona mu na pomoc lina była tylko pokusą, miał ją chwycić, by okazało się, że jest zerwana i nie da rady się po niej wspiąć? Chciał rzucić się do ucieczki, lecz nie było gdzie. Krew buzowała, ale wiedźma nie okazywała tego. Wszystko źle się obróciło, wszystko było nieprzewidywalne. Zatem niczym słup soli stał i jedynie podziwiał, rozglądając się wokół, by ostatecznie skupić wzrok na Sachmet.
Awatar użytkownika
Posty: 123
Rejestracja: 06 maja 2011, 07:18
Karta Postaci: viewtopic.php?p=8676&highlight=#8676

29 gru 2011, 22:35

Pierwszy koniec

Postać nie poruszyła się, nawet gdy ktoś raczył przekroczyć barierę, a tym samym utknąć w środku razem z pozostałymi. Nadal rysowała dziwne symbole w powietrzu, które miały swoje odzwierciedlenie na coraz bardziej popękanej ziemi. Słowa Eterycznego skomentowała milczeniem, a przynajmniej do tego czasu, dopóki nie raczyła skończyć. Coś stąpnęło gwałtownie, tym samym trzęsąc na chwilę ziemią w niespodziewanych przez nikogo konwulsjach. Czerwona postać rozłożyła ramiona, dając tym samym sygnał wszystkim siłą, iż mogą przystąpić do działania. Zaczęło się niewinnie; wiatr zaszeleścił, głosy zaszeptały, a stojąca niedaleko zakapturzona mara podniosła coś spod swoich nóg. Było to małe, zupełnie niepozorne piórko, które całkiem przypadkiem znalazło się w tym oto miejscu. Zabarwiona na biało, rzadka mgła poczęła delikatnie unosić się nad głową Sachmet, po czym równie subtelnie wnikać w przedmiot, wybranymi przez siebie skomplikowanymi szlakami.
Cień odetchnął jakby z ulgą, czując odchodzące od niego nagromadzone wcześniej nieczyste części energii. Proces trwał, ale chyba jej, jemu, w ogóle nie przeszkadzało. Ukryte pod zwałami czerwonego materiału oblicze, zwróciło się ku Eterycznemu, mając zamiar w końcu udzielić mu kilku informacji.
Viridarze, to co się rozegrało na tym świecie było przewidziane przez nas od początku, do samego końca. Nie mogliśmy zmienić biegu niektórych wydarzeń, gdyż nasza wiedza nie była znana jedynie nam. – stwierdziła ten fakt równie beznamiętnie, co wcześniej – Byłeś częścią, bez której by się to nie udało. Dlatego przeprosiny i podziękowania zostaną przyjęte, a następnie zwrócone.
Sachmet odwróciła się ku stojącej naprzeciwko skrzydlatej postaci, dzierżącej w rękach coraz bardziej rozsypujący się czarny zwój i równoważnie nabierającego jasności pióra
Loki nie wiedziała. Urag Mal miał na nią znacznie większy wpływ niż na was wszystkich. Nawet Cienie w niej mieszkające nie były wstanie dotrzeć do jej umysłu. Loki, Sachmet, Cthulchu. Jedni z moich więźniów, którzy wykazali na tyle sprytu i głupoty, iż odeszli od nas. Aktualnie jednak, wszystko z wolna wraca do stanu pierwotnego, z kilkoma wyjątkami. Bo widzisz, Viridarze… Bez twoich eterycznych części, bez materialnego ciała, mogłoby to się zupełnie dla nas inaczej skończyć. Nasza forma znalazła w końcu wyważenie, osiągając stan idealny. Boski rzeklibyśmy.
Kolejne tąpnięcie. Acz tym razem sprowadziło to znaczące skutki; całość magicznych kręgów została przerwana. Wszyscy mogli nareszcie odetchnąć z ulgą, gdyż całość napięcia pomiędzy zebranym tu rodzajem magii nareszcie uleciała. Cień odetchnął głęboko, poczuwszy nareszcie to, czego mu tak od dawna brakowało; czystą, nieskażoną niczym moc. Z wolna sięgnął ludzką ręką przed siebie, na co trzymane w szponiastych palcach pióro uleciało w powietrze, zmierzając ku niej i Viridarowi.
– Zostajesz w tym świecie jak mniemam… Byłoby to bardzo wskazane, zwłaszcza, że Urag Mal nie ma tu takich wpływach jak w innych wymiarach. A będzie on na ciebie polował. – skinęła zakapturzoną głową, świszcząc lekko – Nie przysłał jej tu tylko po to, by nas zgładzić. On chce czegoś więcej. Czegoś, czego szuka niemal od początku. Albowiem… Urag Mal nie chce być tylko uważany za boga. On chce się stać bogiem. Już pierwszą fazę zakończył niestety pomyślnie. Złączył się już z Cieniem, który współpracuje z nim niemal od początku. Lokim. Już go spotkałeś, a zapewniam, że nie po raz ostatni go jeszcze ujrzysz. – rzekła cicho, wpatrując się z wolna dryfujące w jej kierunku pióro – Nasze informacje nie są pełne. Zakłócania, anomalie, jakie starannie sprowadza ukrywają to, czego nie chce byśmy widzieli. Teraz jednakże nasz problem jest większy, bowiem już nie polujemy tylko na demona, lecz i na cienia, który jest jego odbiciem. Loki i Urag Mal dzielą teraz wspomnienia, dzielą teraz dusze. To co kiedyś było jedno, teraz jest w dwóch częściach, równie potężnych, jeżeli nie potężniejszych niż wcześniej.
Oczywiście nie jest to początkiem, ani końcem. Eteryczny; wystrzegaj się, bowiem twoja materia stanowi dla niego szansę, której nie omieszka nie wykorzystać…
Świetliście biały, bardzo puchaty przedmiot już niemal dotykał jej palców, gdy nagle coś równie białego i puchatego przeleciało tuż przed ich nosem. Od piórka różniła się znacznie rozmiarem i delikatnością. Wielki wilk, zakończył skok kilka metrów obok nich, przewracając się na przednie łapy niemal natychmiast. W jakiś sposób zdołał się uwolnić od wiążących go pęt, lecz… za jaką cenę? Jego futro było naznaczone krwią, choć w większości sypało się z bestii, prósząc ziemię niczym podłużne płatki śniegu.
Sachmet przekręciła głowę, widocznie nie mogąc jeszcze do niczego zakwalifikować postępowania zwierzęcia. Podniosła jedynie rękę, by być może ukrócić męki poczwarze, lecz ta… Zniknęło. Zostawiła za sobą wstęgi białego dymu i lekko oszronione skrawki trawy.
Loki… – warknęła podnosząc ton głosu o jeden w górę, najwidoczniej niezadowolona z takiego obrotu. Tymczasem kotołaczka jakimś cudem zdołała ruszyć przykutą do ziemi dłonią, a co gorsza, wymówić dwa, w tym momencie decydujące słowa. Odesłała Fenrisa. Czyżby przewidziała, że Sachmet miała zamiar pozbawić go życia? Czy też nie dała jeszcze za wygraną, pomimo tego, iż wszystko okazało się mistyfikacją? Cienia jednakże to nie obchodziło. Widocznie naruszenie swoich umiejętności doprowadziły do tego, iż niewidzialne bariery utrzymujące przeciwników opadły. I to jeszcze w najmniej pożądanym momencie… Czarwona postać machnęła ręką, tym samym wywołując lawinę kilku wydarzeń. Czarna maszkara rozpłynęła się w powietrzu, co spowodowało upadek czarnej księgi, która zamknęła się niemal natychmiast. Coś też przeleciało nagle, przecinając powietrze z głuchym świstem. Kotołaczka uderzyła w drzewo tak potężnie, iż było słychać trzask łamanych kości, potwierdzony bezgłośnym jękiem.
Sachmet zamknęła w pięść wyciągniętą przed siebie dłoń, na co Loki opadła swobodnie w dół, położywszy się niczym martwa na ziemi. Następnie strzepnęła czerwonym płaszczem, odwracając się od swojej ofiary, widocznie tracąc nią całe zainteresowanie.
Pożegnaj się z nią, jeżeli chcesz. Urag Mal został już poinformowany o złamaniu jego klątwy. Dlatego dziewczyna nie będzie miała możliwości powrotu na ziemie Leviathanu. Zostanie już na zawsze więźniem w nieznanym nam jeszcze świecie. Do czasu, oczywiście… – stwierdził tak beznamiętnie, iż nie było wątpliwości; nie o Loki mu chodziło, tylko o tajemniczy świat, który nadal był poza jego zasięgiem.
Nim Viridar zdążył coś dopowiedzieć, ona poszybowała w kierunku dziewczyny, nadal podtrzymywanej przez wiernego jej Cienia. Skoll mimo wszystko drżał w obawie przez Sachmet, teraz całkowicie odrodzoną i potężną jak za dawnych czasów.
Obiecaliśmy ci nagrodę. – rzekła cicho, kiwając delikatnie ręką. Ciała, tak niedawno jeszcze żywych osób jakby… Powstały? Zaczęły koślawo zmierzać w ich kierunku, powłócząc nogami w bardzo nienaturalny sposób, tym samym wzbudzając odruchy wymiotne u mniej odpornych jednostek, których tu brakowało jednakże.
Czy nadal jesteś tego pewien? – bardziej stwierdziła, niżeli zapytała, przekręcając głowę lekko w bok.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

30 gru 2011, 02:03

Gdyby nie podpora Skolla, który tak wiernie podróżował za wiedźmą od momentu zawarcia umówu, zapewne upadłaby już dawno na kolana, bo była przerażona, choć na zewnątrz wyglądało to raczej jakby oszalała. Spoglądała z nadzieją na Viridara, jakby to on w tej chwili mógł powiedzieć co powinna zrobić. Podziwiała z przerażeniem jak Loki jest traktowana niczym szmaciana lalka, a to przecież właśnie ona zdawała się być największym oporem, osobą która przewodziła buntowi przeciwko Cieniom. Wszystko obróciło się w niwecz, potęga Sachmet została potwierdzona. Flecher ufał teraz jej mocy, ufał iż jest w stanie spełnić jego życzenie.
Wtedy to właśnie istota, o której była mowa, zbliżyła się do trzeszczącej nogami wiedźmy, która do tej pory zawsze była tak pewna siebie, tak humorystycznie i z ironią podchodziła do otoczenia, do innych, do życia. Jej spojrzenie skupiło się na stworze odzianym w szkarłatny płaszcz i trzęsła się, ale nie dlatego, że bał się Flecher, trzęsła się bo padły słowa, które przeraziły dziewczę będące jego nosicielem.
"Już mnie nie potrzebujesz?" słyszał w swych myślach Łupieżca. "Nie jestem ci potrzebna? Pamiętasz co mi obiecałeś? Że zostaniemy razem. Że pokażesz mi świat, że zostaniemy razem." Nadzieja w głosie rozbrzmiewającym wewnątrz jego umysłu była połączona z żalem, przerażeniem i smutkiem.
>> Potrafię kochać. << – Brzmiała jego odpowiedź. – >> Dlatego sprawiłaś mi tyle bólu. Muszę się Ciebie pozbyć najdroższa. Stoisz na drodze mojego jedynego snu. <<
Ta mentalna rozprawa trwała zaledwie sekundę, nikt nie zdołałby nawet pomyśleć, że się odbyła. Wtedy to z ust wiedźmy padły słowa:
Mistrzu! – wołanie odbiło się po wszystkich, kiedy ostatecznie upadła niczym rycerz na jedno kolano i spoglądała, jakby nie pewna czy jest tego godna na zakapturzoną postać.
Oczywiście… to… to jest dla mnie zaszczyt. Czy jesteś w stanie pozwolić mi przekroczyć granicę? Nie! Jak śmiem wątpić?! – Flecher chyba jeszcze nigdy nie był tak przejęty, pierwszy krok na drodze do sukcesu był już tak blisko, widział to. Widział swą przyszłość. Oczekiwał jedynie, gdyż wszystko co teraz miało się wydarzyć, leżało w rękach bytu, który posiadł Sachmet.
Awatar użytkownika
Posty: 886
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

30 gru 2011, 11:11

Więc Loki nie wiedziała, Viridar sam nie wiedział co teraz o niej myśleć, był jednocześnie zły ale także wiedział że właśnie praktycznie wszystko co ta znała, w co wierzyła zostało roztrzaskane jak porcelanowa filiżanka zrzucona z wysokości odbierając jej chyba najważniejszą rzecz w egzystencji istoty rozumnej – jej cel. Kiedy jednak obiekt jego rozmyślań przeleciał z szybkością błyskawicy przez polanę by niemal roztrzaskać się na drzewie .. te przemyślenia straciły sens. Zwłaszcza że Eteryczny dowiedział się co jego moc dała Sachmet, i co może dać Urag Malowi.
– Pozwolę sobie się nie zgodzić. Może i Urag Mal nie ma tu zbytnich wpływów ale zostanie w miejscu gdzie on wie że jestem też nie brzmi mądrze nie uważasz? Wszechświat oferuje mi nieskończone światy na których mógłbym się ukryć, nawet te niezdatne do życia dla istot materialnych mogą mi służyć za kryjówkę. Dzięki emocjom które się we mnie uwolniły, moge też po prostu wmieszać się w życie jakiegoś świata i pozostać tam na dłużej jako kolejny podróżnik w kolejnej osadzie gdzieś late świetlne stąd. – Odpowiedział Sachmet Podróżnik Nicości po czym nagle zachwiał się, jakby miał się przewrócić. Przyczyną tego było zajrzenie na chwilę do gasnącego już umysłu Kotołaczki który nadal był jedną wielka pustką po tym co się stało, ta pustka przeraziła Viridara, stad ta reakcja. Nie zrobił on tego jednak z ciekawości, miał dwa konkretne powody – po pierwsze, zapamiętał tą pustkę i chaos co zamierzał później wykorzystać, a po drugie, Loki usłyszała w myślach pojedyńcze słowo – "Żegnaj". Nie towarzyszyły mu jednak żadne emocje. Tak chciał być zapamiętany.
Kolejną czynnością wykonaną przez Eterycznego było ponowne wzniesienie się w powietrze, i powrócenie w miejsce gdzie wcześniej toczył walkę z Żywiołami. Na razie jednak nie zamierzał tam powracać, zamiast tego, przekazał telepatycznie wiadomość do Flechera –
*Kiedy to się skończy będę potrzebował twojej pomocy. Nie będzie to nic niebezpiecznego, tylko drobna przysługa. Która pomoże zarówno mnie jak i może się okazać przydatna tobie.*
Awatar użytkownika
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

30 gru 2011, 11:48

Zapowiedź

Czy chciała, czy też nie, musiała wysłuchać wszystkiego, co przechodziło przez bezbarwne usta Cienia. Począwszy od zawartych w jej ciele dusz, przez fałszywego boga, po jeden z jej celów misji. Gdyby mogła, płakałaby. Gdyby mogła, z pewnością zanosiłaby się krzykiem, z wściekłością miotając w niewidzialnych więzach.
Ale nie potrafiła. Początkowy chaos jaki ogarnął jej umysł całkowicie ucichł. Nie było tam kompletnie nic, zmieszane w kręgu nieokreślonych myśli i barw. Czuła się oszukana. Nie tylko przez jej zwierzchnika. Wszyscy stracili dla niej jakiekolwiek znaczenie w tej właśnie chwili.
Ledwo poczuła słabnące więzy, tak samo jak czarną maź z wolna spływającą z jej twarzy. Zamrugała żółtymi oczami, zaskoczona tak infantylnym błędem Cienia.
Tak naprawdę zgranie się z Fenrisem było tylko zbiegiem okoliczności. Bestia zareagowała w sposób instynktowny, chcąc pozbawić wroga jednego z potężnych elementów. Tak, wroga. W końcu chciał pozbawić ich więcej niż życia, z czego wilk zdawał sobie sprawę.
Gdy skoczył, Loki jedynie podniosła głowę i ostatnie co zrobiła, to wysłała go z powrotem do domu. Lecz nie z powodu zagrożenia życia podopiecznego. Wszak miała inny plan. Inne wyjście. Takie, którego nikt poza nią nie rozumiał, nie dopuszczał nawet do podświadomości. Zupełnie nielogiczne, całkowicie szalone.
Z tą świadomością poczuła jak jej kości są łamane na drobne fragmenty. Zdołała wykrztusić z siebie jeszcze jedno słowo całkowicie niezrozumiałe, przez falę krwi zalewającą jej usta. Była mimo wszystko spokojna, albo raczej, było jej wszystko obojętne. Tu już nie miała niczego do zrobienia. Musiała się udać w miejsce, które jeszcze niedawno uważała za dom. Teraz już jednak nie miało ono żadnego znaczenia.
Jej dusza została złamana.
Zamknęła z wolna powieki, zapadając się tym samym w ciemność. Jej podróż dopiero się zaczynała.
Awatar użytkownika
Posty: 123
Rejestracja: 06 maja 2011, 07:18
Karta Postaci: viewtopic.php?p=8676&highlight=#8676

30 gru 2011, 13:45

Przyszłość

A więc niech się stanie, zgodnie z naszą i twoją wolą. – szepnęła na granicy słuchu, choć jej słowa nadal wwiercały się głęboko w umysł, duszę i serce. Niezrozumiała dla tego świata energia poczęła się zbierać, a następnie rozpraszać. Łączyła się, po czym uciekała, wirując w nowych kombinacjach i wzorach. Rytuał nie wydawał się zwyczajny.
Ciała nadal podążały w ich stronę, zacieśniając stworzony przez nie krąg. Puste oczy parzyły na dwie osoby, wokół których zdawały się gromadzić, jakby przyciągnięte przez nieznaną nikomu siłę. W końcu zatrzymały się. Sachmet podniosła nagle głowę, zauważając coś niezmiernie interesującego na ciemnym nieboskłonie. Trwała przez chwilę w takiej pozycji, tracąc wydawało się kontakt z tą rzeczywistością.
Omnesio. – powiedziała nagle z takim zdziwieniem, że u istoty nie przejawiającej przywiązania do uczuć było to co najmniej…
Nieodpowiednie. Nienormalne.
Teraz nagle wszystko nabrało tempa, które narzuciła wola Cienia, dyktowana niezrozumiałymi pobudkami. Acz jedyną osobą, która była wstanie zinterpretować nowo powstałe zamieszanie był Eteryczny. Albowiem jako przedstawiciel swojej rasy słyszał już kiedyś podobne wyrażenie, zawarte jednakże w innych słowach, obrazach, czy symbolach.
Nagły rozbłysk czarnego światła zakłócił resztę porządku, niszcząc znacznie więcej niżeli tworząc. Wszystko pogrążone w zupełnej ciemności, nagle przejrzało, tym samym rozganiając resztę niewiadomych w dość efektywny sposób. Nie zmieniło się praktycznie nic, jeżeli spojrzeć na pierwszy rzut oka. Za to na drugi, fakty stawały się znacznie wyraźniejsze.
Po pierwsze; brakowało odzianej w czerwień postaci. Po drugie, brakowało trupów. Po trzecie, utrzymujący się ledwo Eon również znikł, pozostawiając za sobą jedynie materialne rzeczy, noszone najprawdopodobniej przy sobie. Widocznie czarny rozbłysk zabrał go, nie pogardzając również kotołaczką, po której widniały tylko ciemne plamy krwi.
Na środku widniała jedynie samotna postać, której wcześniej tu nie było. Mężczyzna, spowity w czarnej snującej się wokół niego mgle, najwyraźniej nieświadomie spał w majestacie całego zajścia. Jakaś niewidzialna ręka, narzuciła na niego płaszcz, najwyraźniej dbając by ten nie oziębł za bardzo, zważywszy na coraz bardziej ujemną temperaturę powietrza.

Flecher mógł rozgryźć tą zagadkę, gdyż sam był nie tylko obserwatorem, ale i czołowym uczestnikiem. Albowiem gdy tylko zapadła ciemność, widział przed sobą jedynie niewzruszoną postać, szkicującą palcem w powietrzu kolejne znaki.
Struktura twojego nowego ciała pozostanie jedynie złożona z obecnych, nie stworzona. Wymagałoby to zbyt wiele wysiłku. – mruknęła Sachmet, wyciągając przed siebie tą upiornie kościstą dłoń. Dotknęła ona ciała dziewczyny na samym niemal środku klatki piersiowej. Jednakże… Nie zatrzymała się; przeszła dalej, nie czyniąc jednocześnie Łupieżcy krzywdy. Do czasu. Coś wyrwało duszę Flechera z taką siłą, iż stracił on przytomność umysłu niemal natychmiast.
Tak, błędy nie mogą zostać powtórzone. Skoll, zajmiesz się czynną obserwacją, tak jak i on. Kiedyś zamieszkiwał te ziemie, więc jest równie obeznany w panujących tu realiach, co znacznie ułatwi nam zrozumienie zdarzeń, które się tu rozegrają. – zaintonowała wkładając trzymany przez siebie kawałek lśniącej materii w coś, co się tworzyło i rozpadało. Tak, ta masa nieokreślonej energii w końcu unormowała się, poczuwszy tą jedną cząsteczkę, której jej brakowało. Podstawy, powstrzymującej cały ten chaos. Czym ona było? Otóż duszą. Zdegradowaną do formy cienia by przeniknąć do materialnego ciała, po czym skutecznie wziąć go w swoje posiadanie. Sachmet drgnęła, gdy nastąpiła kolejna przemiana, zwalniająca duszę Flechera z jej nadzoru, tym samym zwracając jej na chwilę zabraną wolność.
Lecz nie było to wszystko. W tym czasie, gdy nowa forma Łupieżcy dochodziła do konkretnego stanu, Cień wyciągnął z siebie coś jeszcze. Kolejny odłam, który wypuszczał na wolność. Miał on zadanie, bardzo jasno określone.
Informuj nas o wszystkim, Pustynny Demonie. – rzekł jeszcze, po czym… Wszystko zniknęło. Nie było już śladu po czerwonej postaci, ani po wywołanej przez nią kuli ciemności.
Wszystko wracało do normy.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

30 gru 2011, 19:21

Był na pewno zirytowany po części tym, że nie mógł pojąć całej tej sytuacji. To co się wokół działo, w pewnym momencie zaczęło dotyczyć także jego. Proces postępował, najpierw wszystko dokoła zaczęło się robić niewyraźnie aż w końcu Łupieżca poznał smak utraty przytomności, było to coś co nigdy mu się jeszcze nie zdążyło, zawsze panował perfekcyjnie nad swą wolą i świadomością, w tej chwili natomiast ją stracił i choć zapewne była to krótka chwila to zdążył podczas niej stawić czoła samemu sobie.
---------------------------------------------------------
>>To co nazywamy świadomością, przestaje nią być, kiedy ktoś udowodni nam, że nie mamy własnej woli.<< – Łupieżca zbliżył się do leżącej, na kamiennej błyszczącej niczym srebro posadzce, dziewczyny, a ona podniosła się natychmiastowo, lecz łańcuchy sprawiły, iż ponownie przywarła do ziemi, teraz jedynie postarała się, by ponownie nie upaść.
"Nie wiem czy wciąż mam świadomość czy już nie." – Dziewczę uśmiechnęło się lekko, choć nie pomogło to w ukryciu już i tak wypływających łez.
>>Nie płacz. Niewinność nie istnieje. Każdy ją szybo traci. Nie jesteś niewinna<< – powiedział z ogromnym opanowaniem, przykucając przed nią. Bestia spojrzała na swą ofiarę przenikliwym wzrokiem, a macki poczęły ocierać łzy z dziewczęcych policzków.
"To nie moja wina mnie tu trzyma, lecz ty sam" – wymamrotała przez łzy, które wciąż napływały.
>>Smutek tej sytuacji polega na tym, iż go nie ma. To już koniec, koniec koszmaru. To był tylko koszmar. Wrócisz do rzeczywistości, ale już nigdy się nie spotkamy, bowiem jestem tylko koszmarem, który będziesz wiecznie winić, do momentu aż pojmiesz, że pomogłem ci.<<
"Pomogłeś?"
>>Dowiesz się. Dowiesz się, kiedy pojmiesz, że to był jedynie jeden wielki sen, w którym się zagubiłaś. Sen…<< – Flecher zaczął się zastanawiać w jakim śnie on się zagubił. Zapomniał o rzeczywistości, nie pamiętał, że istniała, dla niego rzeczywistością było to miejsce, może dlatego mówił o nim z taką pewnością, śmiał raczyć nazwać je zwykłym snem. Dopiero w tej chwili przypomniał sobie, że istnieje coś poza ścianami, które ich teraz otaczały. Kiedy odnajdziesz odpowiedź, klucz do tego, by wydostać się z tego snu, rozejrzał się wokół i ujrzał odbicia siebie samego w lustrach. Gdyby Łupieżcy potrafili się uśmiechać, zrobiłby to właśnie, lecz został już porwany przez niewytłumaczalną siłę, która ściągnęła do ku rzeczywistości właściwej… czy na pewno właściwej?
-------------------------------------------------------
Nie było ich już. Istot, które jeszcze przed chwilą doprowadziły do takiego kataklizmu. Ba. Po samym kataklizmie nie było śladu. Młodzieniec podniósł się z ziemi a okrywały go tylko lekki skórzany strój i płaszcz, który nosiła na sobie jego uprzednia nosicielka. Nie było już jej. Nie czuł by była obecna. Obejrzał swoje dłonie, jakby upewniał się co do swej cielesności i uśmiechnął się chytrze, z zadowoleniem.
Tak… Udało się. Jestem… Ha-ha! Sukces! Bogowie, śmieję się z was w tej chwili! Spójrzcie! Spójrz…cie… – Dopiero po chwili zdał sobie z czegoś sprawę. Wcale nikogo nie oszukał. Bogowie po raz kolejny zaśmiali się ostatni. Zdał sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie widzieć myśli. Nie jest w stanie robić tego jak to miało miejsce jeszcze kilka chwil temu. Nie był głupcem, wiedział od razu co się stało. Czy była to reakcja z powodu załamania się tą sytuacją? A może chciał uciec stąd jak najdalej od miejsca swej porażki, przemyśleć wszystko. Po prostu rzucił się do ucieczki, pobiegł w siną dal, jakby oszalał.
[z/t]
Awatar użytkownika
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

30 gru 2011, 19:41

//Tego posta wyżej rozumiem tak, że Sachmet zniknęła a mnie zostawiła wraz z Flecherem i Virim. Jak coś się nie zgadza to się poprawi

Ile już czasu minęło, odkąd stąpał po ziemiach Leviathanu. I jak widać, sporo się zmieniło od tego, gdy ostatnio tu był, a do tego nie poznawał tego miejsca, gdzie się znajdował. choć za życia bywał przecież w Lesie Cieni, lecz teraz znajdował się w nieznanej mu części lasu. Czuł się inaczej – przecież nie miał materialnego ciała, więc nie miał także czucia. Chyba. Mniejsza, nieważne. Rozejrzał się – jedyne co wydało mu się znajome, to widok eterycznego – przecież to praktycznie on zniszczył demona w piaskowym pałacu, a tym samym też zabił jego ciało. I tylko ciało, bo jak widać jego dusza przetrwała. Ciemny miał nadzieję, że dostarczy mu jakiś, szczątkowych nawet informacji o tym, co przez te wszystkie lata się działo.
-My się chyba znamy… tak, to ty wtedy tam wykończyłeś, na pustyni, Dahnika. W pewien sposób muszę ci za to być wdzięczny. Ale nie ważne. Jakbyś mnie jednak nie poznał, to mówią, mówili na mnie Ciemnowidz. Mógłbyś mi tak krótko i zwięźle streścić, co się działo tutaj przez te kilka lat, gdy byłem, hmm… martwy?
Jego głos był niemalże demoniczny, ale jednocześnie był podobny do starego głosu, który miał jeszcze za życia.Powrót do życia, a raczej nieżycia może zawdzięczać Sachmet, co chyba każdy już się mógł domyśleć. Nie wiedział kim, lub czym jest, ale miał świadomość, że powinien być posłuszny. Ale pomimo tego jego nadrzędnym celem jest co innego – oprócz donoszenia Sachmet o tym, co się tutaj działo, to musi też znaleźć swoją maskę, którą jak na razie bezpowrotnie stracił. Lecz czy na pewno? Z tego co zdążył zapamiętać, to właśnie Gałgar stał się nowym posiadaczem jego maski. Musiał go znaleźć, ale nie wiedział, że już nie żyje. Maska była potrzebna m po to, żeby za jej pomocą przywrócić mu ciało. Lub chociaż jego namiastkę.
-Eteryczny, czy wiesz, gdzie mógłbym znaleźć pewnego osobnika imieniem Gałgar?

Lecz jakimś cudem Viridar zniknął mu już z oczu. Prawdopodobnie albo go olał, albo nie dosłyszał, no ale cóż, nieważne. Miał w każdym razie już w zanadrzu pewien, plan, tylko musiał do niego znaleźć sobie ochotnika. A tutaj nikogo nie ma… Więc sam też się udał w podróż, tym razem do miasta Wolenvain
z/t
//czy tylko ja mam wrażenie, że mój post jest chaotyczny?

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.