Chata Tarretha

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

Chata Tarretha

06 paź 2011, 13:12

W sercu lasu stała chata…

Pozbawiona drzwi, niewielka, drewniana, doszczętnie porośnięta mchem i innymi roślinami. Widać, że stoi tu już długi czas. Wybudowana w zgłębieniu w ziemi, by lepiej chronić wnętrze przed wiatrem i innymi niebezpieczeństwami. Ciężko ją zauważyć, nawet uważnie rozglądając się.

Przed chatą widać niewielki kamienny krąg. Pozostałe w środku ślady świadczą, że przez dłuższy czas kiedyś palono tu drewno. Ciężko powiedzieć jak dawno temu. Nieopodal stoi stary, przegniły pieniek. Z boku chaty dobudowane jest ledwo trzymające się kupy zadaszenie, pod którym trzymane było przede wszystkim drewno na opał. Świadczy o tym spory stos wilgotnych, pogniłych drewienek.

Środek chaty jest niemal pusty. Jedna izba z śmierdzącą słomą w kącie, jakimś prowizorycznym stolikiem i czymś, co zapewne było półką, jednak nie wytrzymało próby czasu. Widać niewielkie, przeraźliwie skrzypiące drzwi, prowadzące do równie pustej spiżarki.

W chacie nie pozostało już właściwie nic oprócz spróchniałego wiadra i przeżartego rdzą metalowego kubka.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 19
Rejestracja: 10 paź 2011, 10:01
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13820#13820

13 paź 2011, 08:45

Zgubił się, tak Elson się zgubił. Bardzo zły już od ponad tygodnia maszerował po lesie. Jego odór odstraszał wszystką zwierzynę. Już z daleka usłyszeć było można jego żołądek, który co chwilę informował go o tym, że chce być napełniony.

-No tak nie jadłem nic porządnego odkąd opuściłem wioskę

Wymamrotał nieumarły minotaur.

-Nic gorszego chyba nie może już się przytrafić

Po chwili jednak zaczał żałować swoich słów gdyż zaczęło padać tak mocno, że ledwo było widać drogę. Wkurzony jeszcze bardziej Elson szybkim krokiem ruszył przed siebie mając nadzieję, że niedługo znajdzie schronienie.

Po paru godzinach gdy przestało już padać Elson postanowił odpocząć. Przed sobą zobaczył coś dziwnego jakby jakaś wielka kłoda wkopana w ziemię. Postanowił się temu przyjrzeć z bliska. Po bliższych oględzinach na jego twarzy ugościł uśmiech. Nareszcie po tylu dniach męczarni znalazł to czego pragnął. Kłoda okazała się być po prostu chatką. Widocznie ktoś tu zamieszkiwał pomyślał minotaur. Mając nadzieję, że znajdzię schronienie, posiłek i radę jak wydostać się z tego piekielnego lasu Elson wszedł do środka.

-Witam czy jest tu kto?

Krzyknął z nadzieją bohater. Niestety jak się okazało chata była opustoszała. Dla Elsona wydało się to trochę podejrzane. Rozejrzał się dookoła. Zauważył, że w jednym pokoju znajduję się słomiane łóżko. Nie zastanawiając się czy ktoś tu naprawdę mieszka czy nie Elson wskoczył na wyro. Był zbyt bardzo zmęczony żeby coś teraz robić. Po całym tygodniu marszu zasłużył sobię na kapkę wupoczynku. Zamknął oczy i odpłynął.



["Dziękuje^ ^". – Loki]
Awatar użytkownika
Posty: 19
Rejestracja: 10 paź 2011, 10:01
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13820#13820

14 paź 2011, 10:44

Elson wkońcu się obudził. Teraz mógł juz myśleć na trzeźwo.

-Najpierw poszukam coś do zjedzenia

Powiedział Minotaur i bez chwili wahania tak zrobił. Rozejrzał się dookoła chaty. Nie była ona zbyt bogato wystrojona. Pochodziwszy trochę w kółko odnalazł jakieś drzwi. Podszedł do nich i przyłożył ucho. Nic nie było słychać. Troszkę przestraszony otworzył drzwi. Jego oczom ukazał się piękny widok. Była to spiżarnia. Elson nie mógł się powstrzymać. Tak dawno nie miał nic w ustach. Rzucił się na suszone mięso, trochę wędzonego sera i duży zapas ryb. Po chwili nic już z tego nie zostało.

-No nareszcie jestem najedzony i wyspany

Rzekł zadowolony. Gdy już się najadł pomyślał sobie, że może znajdzie coś w tej chacie co przyda mu się na dalszą podróż. Po godzinie szukania znalazł parę drobiazgów. Były to świece, powyginany talerz, metalowy talerz, drewniana miska, metalowy kubek i wiadro

-Wiadra nigdzie nie schowam ale reszta przedmiotów może mi się przydać

Jak powiedział tak i zrobił. Schował owe znaleziska do swojej sakwy a wiadro odstawił na miejsce. Elson nie mając już nic ciekawego do roboty wyszedł z chaty. Przed chatą był niewielki kamienny krąg i troszkę spalonego drewna.

-Spalone Drewno!?

Wrzasnął z niedowierzaniem.

-Ktoś tu jednak mieszka. Muszę się jak najszybciej wynosić zanim przyjdzie ]właściciel


Nie myśląc o niczym innym Elson pognał przed siebie mając nadzieję, że niedługo znajdzię wyjście z tego strasznego lasu. z/t
Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 04 lis 2011, 22:59

08 lis 2011, 15:36

Zejście z gór trwało 3 dni.Futro i wytrzymałość wilkora znowu uratowały mi życie…– myślał zadowolony.
Przyzwyczajony do mroźnych pustkowi, suszonego mięsa i czystej,górskiej wody był mocno zdziwiony obfitością tych terenów.Było tu ciepło, owoce leniwie zwisały z drzew i krzewów.Cały czas miał pełny żołądek bowiem nie brakowało tutaj zwierzyny łownej, lecz woda smakowała inaczej jakby ziemią a nie śniegiem.
Wędrując przez las wywęszył trop, nie wiedział czy to ktoś podobny do niego nigdy bowiem nikogo takiego nie spotkał.Zapach był stary, wystarczająco stary aby się nie martwić o jego właściciela.Podążał więc dalej za tym zapachem.Po chwili wyrosła mu na przeciw średniej wielkości chata.
Nie spodziewał się tego tutaj, sądził że od miast czy siedlisk dzielą go jeszcze setki mil.Jednak stała tutaj…Stara drewniana, porosła mchem pozostawiona samotnie w zagłębieniu.Nie zamierzał kraść, był tutaj z ciekawości.I z tęsknoty…Dawno już nie widział innych ludzi,a wilki i inne zwierzęta bały się go.
Obejrzał chatę ze wszystkich stron dokładnie ją obwąchując, były tu dwie istoty…Jedna, podobna do niego…Ale w jakiś sposób inna, jakby nie człowiecza…Druga istota "smuff smuff" była zgniła?! Nie wyczuł krwi, ani bijącego serca.Jedna zaraz do jego umysłu przedarł się sygnał, wyczuł krew.Dużo krwi, ogromne ilości, trupy oraz sporo magii. Nie miał teraz czasu na rozmyślania o poprzednich właścicielach, nowy zapach boleśnie skręcał mu się w nozdrzach.Wił i przeciskał we wspomnieniach, co to mogło być?Co budziło w nim tak bolesne uczucia, znowu poczuł się bezradny.



http://www.youtube.com/watch?v=ioWDijQ2Enw


WOJNA! O bogowie północy, jak mógł nie rozpoznać tego zapachu? To właśnie wojna wygnała go z domu, jego ukochanej północy…
Zastanawiał co robić, jak postąpić.Ruszyć?Czy zostać i przeczekać zagrożenie?A może kompromis? Ruszyć i nie mieszać się w nie swoje sprawy…
Postanowił podejść bliżej miasta, być może spotka kogoś takiego jak on.Zagubionego samotnika w poszukiwaniu domu, bezpiecznego miejsca dla siebie na przyszłość…
Awatar użytkownika
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

13 lis 2014, 20:00

Elf, mocno już zmęczony, wszedł z nieprzytomną rudą do chaty. Skrzydlata leżała w sienniku tak jak ją zostawił.. Pyskatą dziewczynę położył na brudnej podłodze. Zbliżał się mrok i po ciemku niewiele widział. Na szczęście już wcześniej w palenisku przygotowany był suchy chrust. Wystarczyłaby hubka i krzesiwo do rozpalenia ogniska. Przeszukał mieszkanie i ku swej niepisanej radości znalazł to co szukał. Było również pięć świec, które schował do sakwy. Za pomocą hubki i krzesiwa rozpalił ogień. Na początku słaby, później zaś silniejszy rozjaśnił mrok chaty dając ciepło, ogrzewając całe wnętrze. Sevian wyszedł w tym czasie po drewno, które było ładnie poukładane i oparte o ściany domu po daszkiem.

Po chwili wrócił z solidnym naręczem szczap drewna i podłożył do paleniska, niezbyt wiele, i niezbyt mało. Teraz musiał zająć się rudą, cała drżała. Całe jej ubranie było przemoczone. Odpiął pas, miecz z pochwą, oraz resztę ekwipunku położył obok swojego. Rękawiczki i skórznię zdjął z niemałym trudem, gdyż ciało było bezwładne. Bardzo długo zajęło mu również zsunięcie wysokich butów z kobiecych nóg. Reszta czyli koszula, gacie, onuce, przepaska biodrowa i pas materiału na piersiach było prostą sprawą. O Bogowie.-Pomyślał niewierzący elf. Co za niesamowite ciało, kształtne i piękne piersi, biodra zaokrąglone, wspaniały brzuszek i wyśmienita szyja. Parę mniejszych blizn, które nie szpeciły ciała, lecz dawały pewne ostrzeżenie. Mała myszka między nogami była łysa, jak u elfa.

Zastanowiło to Seviana, który odgarnął włosy dziewczynie i ujrzał spiczaste uszy. Nie mogła być elfem i nie mogła być człowiekiem. Czyli była pół-elfką, pół-człowiekiem. Mieszańcem spłodzonym przez plugawego człowieka i wspaniałego przedstawiciela jego gatunku. Strzelec teraz zrozumiał pociąg do kobiecego ciała, które było tak wspaniałe. Nie miał nic przeciwko jej, w końcu nikt nie wybiera sobie rodziny czyż nie? To, że on był czystej krwi elfem, co już w dzisiejszych czasach była niezwykła rzadkość, to nie znaczy, że nie mógł trafić gorzej. Nie czas na takie rozmyślanie. Zabójca wyciągnął z toreb dziewczyny jakieś suknie, koszule, oraz kubraczek, którymi przykrył leżącą niedaleko paleniska rudowłosą.

Awatar użytkownika
Posty: 915
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

13 lis 2014, 21:21

MG

Próżno było odgadywać jak Sevian zdołał wypatrzeć chatę, która niegdyś należała do znanego w Autonomii wilkołaka i wojownika. Faktem jednak było, że ten nie zawitał w niej widocznie od dawna. Budynek był porośnięty, powoli się rozpadał. Zapewne okazyjnie stanowił również okazjonalne mieszkanie dla zwierząt, gdyż w środku podróżny był w stanie dostrzec królicze odchody.

Dach domostwa przeciekał w wielu miejscach, w dachu miejscami widniały dziury, przez które woda wlewała się do środka i wciekała w ziemię. W jednym z kątów powstała nawet sporawa kałuża. W najlepszym stanie znajdowała się piątka stosunkowo długich świec ze zwierzęcego łoju, których to elf nie omieszkał skwapliwie sobie przywłaszczyć. Reszta domu prezentowała się raczej… ubogo.

Umieszczone bogowie wiedzą kiedy szczapy drewna, które odnalazł Sevian były nadgniłe i lekko wilgotne. Potrzebował dłuższą chwilę na to, aby je w ogóle rozpalić, a w pomieszczeniu uniósł się charakterystyczny zapach. Rozpalone ognisko kopciło dość obficie, szczęśliwie chociaż część dymu uciekała przez nieszczelne, czy nawet dziurawe ściany, oraz dach. Kolejną chwilę elf spędził na zewnątrz, gdzie zaczął przedzierać się przez poukładane obok domu drewno wyszukując co lepiej zachowane kawałki. Kiedy w końcu udało mu się zebrać stosowną kupkę możliwie jako-tako suchych i nienagryzionych zębem czasu szczap na jego ubiorze zebrało się sporo pyłu. Niemniej jednak, nie wyglądał na kogoś kto miałby się taką błahostką szczególnie przejąć.

Rozpalone ognisko dawało zdecydowanie mniej ciepła i światła, niż oczekiwałoby się po świeżym, suchym drewnie. Pocieszające było to, że jak na stan wrzuconych nań szczap było całkiem nieźle. Elf poczuł, że i jego samego dopadło zmęczenie. Wcześniej wykorzystana magia, a teraz przeniesienie Bezimiennej i Estelawien kawał drogi dało mu się we znaki.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

14 lis 2014, 07:56

Wersja skrócona:

Półelfka po obudzeniu się, chwilę grzała się przy ognisku, by następnie załatwić potrzeby związane z higieną poza chatką i wróciwszy do środka ubrać się w suche ubrania, którymi ją okryto. Następnie przysiadła w pobliżu ogniska, żując kawałek suszonego mięsa i czekając aż inni się obudzą.


Wersja normalna:

Półelfka zatopiła się w sennym świecie niepomna tego co działo się z jej doczesnym jestestwem. Odcięta od potrzeb swego ciała dusza dryfowała po oceanie wspomnień, oddając się im w całości i zapamiętaniu. Obrazy mieszały się ze sobą, przeplatając z setkami dźwięków, smaków i doznań jakie nagromadził jej umysł w ciągu trzech dekad. Tysiące twarzy, min i zjawisk… nagle znów był małą dziewczynką, mającą góra jedenaście lat. W ustach czuła nieprzyjemny smak ziół, jakie żuli wszyscy jej rówieśnicy. Pokręcone kosmyki, posklejanych i wiecznie brudnych włosów opadały jej na oczy i nagie plecy, nieprzyjemnie trąc o pokrytą warstwą brudu skórę. Była jednym z setek uliczników, zamieszkujących zaułki Lokent. Pyskatym i wychudzonym duszkiem złaknionym cudzych sakiewek, butów, pierścieni i wszystkiego co mogły pochwycić umorusane dłonie, zanim właściciel zorientuje się co wyprawia się z jego dobytkiem. Pod nagimi stopami nie czuła jednak tak dobrze sobie znanej mieszanki błocka, łajna i przegniłych ości. Delikatna, wiosenna trawa łaskotała ją w palce, gdy do nozdrzy dochodził zapach wygrzanego w słońcu lasu. Energia przepełniała jej młode ciało, rozpraszając choćby cień ponurych myśli. Uśmiechnąwszy się rezolutnie, poprawiła workowate gacie zsuwające się ku ziemi i pobiegła przed siebie, nawet nie myśląc o tym gdzie, ani po co biegnie. Było jej po prostu dobrze.
Gałęzie śmigały obok niej, a ściółka szeleściła błogo pod jej lekkim krokiem. Znów była jedną z antycznych elfek, piękną niczym gwieździsta noc i zabójczą niczym tchnienie śmierci wojowniczką, mknącą na spotkanie przygodzie. Dziecięca wyobraźnia nie znała granic, malując najcudowniejsze obrazy z prozaicznych rzeczy. Rozmazująca się zieleń stawała się ciałami smoków, albo pędzącą na jej spotkanie armią; pochwycony w dłoń kijek był niosącym śmierć mieczem, albo złotym kwiatem podarowanym przez urodziwego panicza. Kłucie w piersi nie zniechęcało, a wręcz zachęcało by tylko przyspieszyć kroków. Gałązki chłostały jej nagi tułów co jakiś czas, nie czyniąc większej krzywdy niż drobne zadrapanie. Wtem wypadła na polanę. Obok starego, pokrytego martwym listowiem drzewa stała rudera, w której dorastała. Zwolniwszy nieco, dziewczynka przystanęła na chwilkę łapiąc dech.

Głowę uniosła piękna, osiemnastoletnia panna. Miedziane loki opadały w tył, okrywając ramiona i przyciągając spojrzenie lepiej niż wełniana suknia w zielonym kolorze. Jej krok nabrał płynności i kuszącej oko gracji, podkreślając tylko jej zgrabne ciało. Jędrne półkule piersi przyjemnie wypinały materiał na jej biuście, stając się delikatną pokusą dla męskiego oka i dłoni, zdałoby się wręcz idealnie pasującej by objąć jedną z nich. Płaski brzuszek, zdałoby się nie pomny ani za wielu gorszych, ani lepszych lat okrywała cienka materia. Wąskie wcięcie w talii płynnie przechodziło w nie za szerokie biodra, tylko uwydatniające pięknie wyrzeźbione pośladki i szczupłe uda. Długie nogi, sięgające "aż do ziemi" poruszały się z niewymuszoną sprężystością. Ważniejsza była jednak twarz, o delikatnych regularnych rysach. Nieco blade policzki, lekko zadarty nosek i pełne, karminowe wręcz usta, niczym u jakiejś szlachcianki. Nie czekając na zaproszenie weszła do domku.

W środku przywitała ją głucha cisza. Ostrożnie przesuwając się przed siebie, czuła jak do nagich, zwilżonych rosą stóp przylega gruba warstwa kurzu. Schody nieprzyjemnie trzeszczały przy każdym jej kroku, gdy mozolnie pięła się na stryszek. Przez wąskie lufciki ledwo wpadało światło, jednak nie musiała widzieć, by znać każdy krok i niepewny fragment posadzki. Drzwi do pomieszczenia były lekko uchylony. Z przeraźliwym jękiem ustąpiwszy pod jej dłonią, odsłoniły pustą przestrzeń, rozświetloną przez słupy światła. Oddychając coraz ciszej, spojrzała w przeciwległy kąt. Ojciec… przebiegło jej przez myśl, gdy powoli kroczyła w stronę odwróconego do niej plecami mężczyzny. Gdy palce jej dłoni prawie musnęły jego ramię, ten nagle się odwrócił. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy usta zakryły jej martwe, zimne dłonie, a przed oczyma stanęła gnijąca twarz Hejlana.
-Witaj kurewko…-wymamrotał grobowy, ociekający lubieżnością głos.

Półelfka gwałtownie otworzyła oczy, próbując zerwać się do siadu. Ostatnie słowa umrzyka z jej koszmaru nadal obijały się jej uszy, napędzając spięte mięśnie. Niestety w tej samej chwili pożałowała swych odruchów, gdy na podłogę wrócił jej przeszywający bok ból. Z cichym jękiem ułożyła się znów na posadzce, opierając głowę na zwiniętym w rulon kaftanie. Oddychając ciężko, zapatrzyła się w powałę, opierając chłodną dłoń na rozpalonym czole. Powoli wracały do niej wszystkie wspomnienia, wypierając resztki sennej mary. Las Cieni, skrzydlata, podróż…Gdzie ja do kurwy nędzy jestem? Wymamrotała, przymykając na razie oczy. Część ubrań, które na nią rzucono, zsunęła się na bok odsłaniając jej nagie i bynajmniej ponętne ciało. Przeniósł mnie? Zaświtało jej w głowie, gdy jej umysł w końcu natrafił na wspomnienie dziwnego elfa. Pewna doza zaskoczenia, pomieszanego ze wstydliwym ciepłem rozlała się po jej członkach. Nie pamiętała ostatnich paru godzin, a skoro było jej zimno, to mężczyzna najpewniej ją rozebrał. Co on mi zrobił? Zmarszczyła lekko brwi, sięgając opuszkami palców do strupa na udzie. W przeciwieństwie do większości swych rodaków nie bała się magii, jednak takie jej zastosowanie widziała po raz pierwszy i bynajmniej nie płakałaby widząc je częściej. Laetanielu, dlaczego to wszystko musi być takie dziwne? Zapytała swego boga, poruszając niemo ustami i pokręciła głową. Przynajmniej była już sucha i względnie wypoczęta, choć bolała ją połowa mięśni w ciele. Mimowolnie przeciągnęła palcami po swym łonie, by uśmiechnąć się blado. Jednak jej nie tknął. Nadal mu nie ufała, choć wszystko jak do tej pory skłaniało ją ku względnej tolerancji względem mężczyzny. Ziewnąwszy przeciągle, zacisnęła zęby i usiadła powoli.

Z ogniska unosiło się nieco za dużo dymu, jednak przyjemne ciepło jakie zeń się rozchodziło szybko odkładało ten mankament na bok. Odrzuciwszy resztki odzienia, którymi ją okryto, zupełnie naga przycupnęła tuż poza krawędzią żaru. Objąwszy się rękoma, zapatrzyła się w blade płomyki pełgające po bierwionach. Nie miała ani sił, ani szans kontynuować dalej swej wędrówki. Do tego, z jakichś przyczyn jej patroni uznali, że powinna spotkać skrzydlatą istotę, a choć trudno było zwać Estelawien osobą wybitnie religijną to czasem zdarzało się jej wierzyć w wyższy plan. Choćby teraz, gdy nie potrafiła sobie inaczej wyjaśnić całej tej farsy na polanie. Skoro bogowie tego pragnęli, musiała jakoś zaopiekować się młódką, jednocześnie kierując się w stronę stolicy Autonomii i miasta Derrin, gdzie pierwszy raz byłaby okazja zapolować na swój cel. Dlaczego wszystko tak lubuje się w rzucaniu mi kłód pod nogi? Burknęła kiwając się na podeszwach stóp. Wygrzawszy się porządnie, stanęła na prostych nogach i rozejrzała się po chałupce. Obraz nędzy i rozpaczy w jakim zastała swe tymczasowe siedlisko nie napawał jej zbytnim entuzjazmem, jednak przynajmniej chwilowo przeciekająca strzecha nie zawaliła się jej na głowę. Uśmiechnąwszy się krzywo, przeciągnęła się prężąc niczym kot i wciągnąwszy tylko buty na gołe stopy, kuśtykając, wyszła na chwilkę na zewnątrz.

Lodowaty wiatr niczym bicz chlasnął po jej ciele, momentalnie wybudzając i orzeźwiając. Zakląwszy cicho pod nosem, odeszła parę kroków i przycupnąwszy za węgłem załatwiła swoje potrzeby. Przynajmniej przestało padać, choć nawet teraz czuła jak lodowate krople skapują na jej barki i plecy. Drżąc na całym ciele, odszukała wzrokiem nieco już zbutwiałe i przeciekające wiadro. Na dnie ostało jeszcze dosyć czystej deszczówki, którą mogła się obmyć. Upewniwszy się jeszcze, że w środku nie pływają sobie żadne plugastwa, ani inne równie sympatyczne dodatki, rudowłosa mrucząc z wyraźnym niezadowoleniem zaczęła doprowadzać swoją powierzchowność do względnego porządku, zważając jeno, by nie zamoczyć opatrunków. Nie mając prócz tego nic lepszego do roboty, rozglądała się po prostu wokół siebie. Las, drzewa i jeszcze trochę lasu… Ani lepiej, ani gorzej dla niej, po prostu do dupy. Przynajmniej nie ma tutaj tyle łajna co w miastach. Uśmiechnęła się ironicznie, myśląc po większej części o ludziach je zamieszkujących. Otrzepawszy się, cała jeszcze mocno wilgotna wróciła do środka.

Wytarłszy się resztkami cienkiej koszuli, przyjrzała się śpiącemu jeszcze elfowi i bezimiennej istocie. Mogłaby to wszystko skończyć, zanim się jeszcze obudzą. Dwa szybkie cięcia i zostałaby tutaj sama… problem w tym, że nigdy jej to ani nie podniecało, ani nie kusiło specjalnie. Na własnej skórze przekonała się już czym było samotne wędrowanie, poza tym miała dług u długouchego. Nie była z natury złą istotą, możliwe nawet że w innych okolicznościach nadawałaby się na dobrą matkę, albo choćby strażniczkę. Świat jednak ukształtował ją taką, a nie inną i tylko czasem pozwalała sobie na okazanie lepszej strony swej natury, podchodząc do niej z dozą niepewności i obawy. Fuknąwszy, gdy kosmyk włosów wpadł jej do ust, przerwała potok myśli i zaczęła się ubierać. Przepaska biodrowa, brązowe trzewiki z naprawdę dobrej i przyjemnej w dotyku skóry i gruba, zielona koszula z wełny. Potem podobna do niej żółta suknia o żółtej barwie ozdobiona prostymi haftami, przypominającymi morskie fale, na plecach i biuście. Poprawiwszy mały dekolt, sięgnęła dłońmi do swoich pleców i niezdarnie poczęła wiązać spinające ją z tyłu rzemyki. Suknia sięgała jej do kostek, nie przeszkadzając za bardzo w poruszaniu się. Następnie przyszła kolej na skórzany kaftan bez rękawów. Wsunąwszy się w niego, sięgnęła po porządny pas i opięła się nim przytraczając doń sztylet, wyciągnięty z cholewy suszącego się buta. Do tego wszystkiego szaro-brązowy płaszczyk podbity króliczym futerkiem. Zapiąwszy go na ramieniu, uśmiechnęła się lekko, czując jak delikatne podbicie łaskocze ją w policzek. Uprzątnąwszy resztę swoich rzeczy z powrotem do toreb (prócz tych mokrych), przelotnie tylko sprawdziła czy wszystko jest na swoim miejscu. Sakiewki z pieniędzmi, sztylety, lutnia… nic nie zginęło. Związała jeszcze włosy kawałkiem oddartego od bandaża materiału, tak by nie wpadały jej do oczu. Przycupnąwszy przy ognisku z nutą podejrzliwości przyjrzała się wiszącemu nad nim garnkowi. Zrezygnowawszy na razie z ciepłego posiłku zaczęła bez szczególnego entuzjazmu pogryzać suszone mięso, czekając aż jej towarzysze obudzą się ze snu.

Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 30 gru 2011, 23:47
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 6873872

16 lis 2014, 17:39

Driada dość dobrze znała charakterystyczne miejsca w Lesie Cieni i stąd wiedziała, że opuszczona chata w jego sercu dawno nie widziała już żadnych rozumnych istot, nie wspominając już o swoim gospodarzu. Trudno się więc dziwić jej zaskoczeniu, gdy podczas rutynowego patrolowania leśnych ścieżek, zauważyła kopcący się z wolna dym, wydostający się z chaty. Pierwszym, instynktownym wytłumaczeniem tego faktu, które od razu zasiało w jej sercu popłoch, było to odnośnie pożaru. Szybko jednak otrząsnęła się, klepiąc delikatnie po policzku. Stojąc na gałęzi, oparta o główny konar drzewa, stojącego nieopodal, krytycznie obserwowała chatę.
"Kto by pomyślał, że to miejsce doczeka się jeszcze jakichś lokatorów poza królikami." – pomyślała. Zeskoczyła z gracją na ziemię i nie bojąc się za bardzo niczego, w końcu była u siebie, zbliżyła się do chaty, ostatecznie wspinając się na spalone drzewo stojące w kamiennym kręgu. Spuściła nogi z jednej z gałęzi i wymachiwała nimi z ciekawością spoglądając w drzwi. Wiedziała bowiem dobrze, że cywilizowane istoty właśnie tą drogą zazwyczaj opuszczają wybudowane przez siebie budowle. Świtało już, więc zapewne lokatorzy niedługo już będą budzić się.

Powrót po dł‚ugiej przerwie… Jeżeli można to chętnie z wami popiszę™ : )
Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

16 lis 2014, 19:13

Jakoś nie zanosiło się by, jej towarzysze mieli zaraz ocknąć się ze snu. Estelawien przypatrywała się im, mozolnie żując kawałek suszonego mięsiwa. Cholerstwo o konsystencji podeszwy i niewiele lepszym smaku prawie że stawało jej w gardle, wywołując zdecydowanie nieprzyjemne odruchy w jej ciele. Splunąwszy na bok, dziewczyna sięgnęła po sztylet i z początku obracając go jeno między palcami, zerkała z ukosa na śpiącego mężczyznę. Jedno, proste pchnięcie. Zabójczyni poruszyła bezgłośnie ustami, gdy jej wyobraźnia kreowała obraz umierającego długouchego. Nic jej nie uczynił, ba! Wręcz pomógł, jednak czy zmieniało to jakkolwiek jej położenie? Nadal musiałaby znosić jego towarzystwo, albo w gorszej wersji przyszłości stoczyć pojedynek. Była dobrym szermierzem, choć w porównaniu z kimś, kto robił to od dziesiątek lat…Przestań. Z takim nastawieniem to muchy nie zabijesz idiotko. Skarciła samą siebie w myślach. Broń w jej dłoniach śmigała teraz, z nieprzyjemnym świstem tnąc powietrze. Nudziła się jak mops. Parsknąwszy, poirytowana tą myślą schowała ostrze i założywszy rękawiczki, pochwyciła metalowy kubek, by ruszyć w stronę swojego miecza. Ostrożnie wysunąwszy go z pochwy, przyjrzała się krytycznie ostrzu. Przynajmniej nie jest stępione. Mruknęła bez cienia entuzjazmu i przypięła broń do pasa, na przeciw do sztyletu. Miała ochotę zjeść coś ciepłego, a przynajmniej nie mającego konsystencji zelówki. Pewnikiem jednak chwilkę jej zajmie, nim znajdzie jakiekolwiek źródło względnie czystej wody, czy też uda się jej nazbierać odpowiednio dużo deszczówki. Ehh, jeszcze mi w tym tempie zamarznie. Mruknęła rzuciwszy okiem na skrzydlatą. Sięgnąwszy do jednej z toreb wyciągnęła pozostałą w niej wełnianą koszulę i zieloną suknię. Podszedłszy do drobnej blondyneczki, narzuciła na nią odzienie, niczym kołdrę. Zdegustowana własnym zachowaniem, odsunęła się szybko i naciągnąwszy kaptur na głowę, utykając wyszła przez drzwi.

Uśmiechnąwszy się blado, gdy niosący zapach zroszonego deszczem lasu wiatr owiał jej twarz postąpiła ledwo krok, nim włoski zjeżyły się jej na plecach. Instynkt, który jeszcze parę godzin temu postanowił spłatać jej figla ostawiając pamiątki w postaci ran i siniaków, teraz postawił włoski na jej karku. Upuściwszy naczynie, położyła lewą dłoń na rękojeści miecza, rozglądając się wokół z chłodnym niepokojem malującym się w stalowych oczach. Wtem dostrzegła niewyraźny ruch na krawędzi spalonego drzewa. Jeśli to kolejny umarlak, obiecuję zostanę kapłanką. Nie czekając na zachętę, wyciągnęła broń z pochwy i uniosła głowę.
Zaskoczenie było tylko jedną z emocji, jakie odmalowały się na twarzyczce małego rudzielca, gdy jej spojrzenie napotkało ciemnozielone oczy "czegoś". I to czegoś zdecydowanie kobiecego, sądząc po długich włosach, zaokrąglonych biodrach i biuście ledwo skrytym przez kawałek zielonkawej szmatki, przyozdobionej liśćmi i fragmentami skór. Przez chwilkę jej spojrzenie błądziło po zielonkawym ciele, machającej nogami łuczniczki, by znów zatrzymać się na oczach. Lorven… znaleźć lorvenite. Skonkludowała ironicznie, wyszarpując broń z pochwy. Bynajmniej nie miała zamiaru atakować truposza-drzewołaza, który postanowił odziać się jak dzikus, ale ani myślał dać się znowu zaatakować. Suknia nie była najlepszym ubiorem do walki, jednak przez własną głupotę nie miała nic innego. Kochane życie. Mruknęła sarkastycznie w myślach i na razie opuścił broń.

-Witaj… kimkolwiek jesteś.-mówiła spokojnie, choć starała się brzmieć w miarę przyjaźnie. Tylko oczy psuły ten efekt swoją naturalną pustką i chłodem. -Jeśli to twoja chata, to nie mam zamiar długo tutaj ostawać… Rozumiesz co mówię prawda?
W każdej chwili była gotowa do odparcia ewentualnego ataku, albo odwrotu do wnętrza prowizorycznego schronienia. Nie dałoby jej to za wiele, jednak kupiłby sobie choć trochę czasu i być może zyskała pomoc ze strony elfa. Na razie stała, wpatrując się ze skrajną dozą ostrożności pomieszanej z zaciekawieniem w zdałoby się niewrogiego truposza. No bo w końcu jaka żywa istota byłaby zielona?

Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 30 gru 2011, 23:47
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 6873872

16 lis 2014, 20:52

Zaczynało się, drzwi chatki poruszyły się. Był to dobry znak, gdyż mimo ogólnej wielkiej cierpliwości dziewczyny, zaczynała powili zastanawiać się czy lokatorzy przypadkiem nie zaczadzili się pośród tych swoich płomieni i dymów. Chociaż z drugiej strony… czy w ogóle by to ją interesowało? Wzruszyłaby ramionami i poszła sobie gdzie indziej. Niemniej, w tym przypadku okazało się, iż ktoś żywy jeszcze się tam znajduje. W drzwiach stanęła niewielka, rudowłosa postać z garnkiem w ręku. Dość szybko zorientowała się o obecności driady na pobliskim drzewie, co świadczyć mogło o jej spostrzegawczości. Inraa specjalnie zresztą wcale się nie ukrywała, więc również jej to nie zdziwiło.
"Dość młoda samica, tak myślę." – przebiegło jej przez głowę, gdy obserwowała upadający swobodnie kociołek. Widziała w życiu wielu podróżnych, ale niewielu z nich zapuszczało się do Lasu w stroju takim jak napotkana dziewczyna. Zdecydowanie bardziej typowe w jej wyglądzie było posiadanie przy sobie długiego żelaznego noża. Tych driada widziała już trochę i wiedziała także do czego są zdolne. Chociaż rudowłosa wydobyła oręż, najwyraźniej przygotowując się na ewentualne użycie go, to póki jednak kobiety dzieliła odpowiednia odległość, mogłoby się zdawać, że miecz sam w sobie nie jest jakimś zagrożeniem. W związku z tym zielonoskóra nie zmieniła wcale swojej pozycji, została tam gdzie była, nawet nie myśląc o zejściu z drzewa.
W reakcji na słowa dziewczyny, twarz driady przybrała wyraz typowej profesjonalistki. Większość podróżnych, nie mieszkańców Lasu, zachowywała się prawie tak samo, definiując wszystko w Lesie jako konkretnie czyjąś własność.
- Zostań ile chcesz, podróżniku. – odezwała się spokojnym, aczkolwiek donośnym głosem, następnie dodała jakby coś obwieszczała: - Las jest szczodry dla wszystkich, którzy żyją zgodnie z jego prawem i okrutny dla tych, którzy je łamią. – być może było to celowe, a być może był to zbieg okoliczności, ale w tym właśnie momencie pokręciła głową jakby odganiała od siebie coś w stylu uporczywego owada. Jednocześnie jej warkocz trącił wystające zza ramienia strzały, przypominając o ich obecności. Zaraz potem jej twarz przybrała wyraz prawdziwego zaciekawienia i chęci w zdobyciu informacji. Zapytała, starając się by jej głos nie był natarczywy:
- Czy Las jest spokojny na drodze, którą przebyłaś, podróżniku?
Wbiła w dziewczynę spojrzenie oczekujące odpowiedzi.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.