Chata Tarretha

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

Chata Tarretha

06 paź 2011, 13:12

W sercu lasu stała chata…

Pozbawiona drzwi, niewielka, drewniana, doszczętnie porośnięta mchem i innymi roślinami. Widać, że stoi tu już długi czas. Wybudowana w zgłębieniu w ziemi, by lepiej chronić wnętrze przed wiatrem i innymi niebezpieczeństwami. Ciężko ją zauważyć, nawet uważnie rozglądając się.

Przed chatą widać niewielki kamienny krąg. Pozostałe w środku ślady świadczą, że przez dłuższy czas kiedyś palono tu drewno. Ciężko powiedzieć jak dawno temu. Nieopodal stoi stary, przegniły pieniek. Z boku chaty dobudowane jest ledwo trzymające się kupy zadaszenie, pod którym trzymane było przede wszystkim drewno na opał. Świadczy o tym spory stos wilgotnych, pogniłych drewienek.

Środek chaty jest niemal pusty. Jedna izba z śmierdzącą słomą w kącie, jakimś prowizorycznym stolikiem i czymś, co zapewne było półką, jednak nie wytrzymało próby czasu. Widać niewielkie, przeraźliwie skrzypiące drzwi, prowadzące do równie pustej spiżarki.

W chacie nie pozostało już właściwie nic oprócz spróchniałego wiadra i przeżartego rdzą metalowego kubka.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

30 cze 2015, 21:52

Upragniona wolność była już tuż, tuż. Niewiele brakowało by wyrwać się umarłemu, lecz zimne dłonie, w których krew nie krążyła od tak dawna nie dawały za wygraną. Wizja spokojnej starości poszła w niepamięć w obliczu zbliżającej się śmierci, która skrupulatnie i zarazem bezlitośnie wybiera swoje ofiary. Ostrouchy został ściągnięty niesamowitą siłą, na klepisko, gdzie dogasało wcześniej rozpalone ognisko. W tym świecie nie ma miejsca dla głupców i słabeuszy, którzy muszą ustąpić silniejszym i odejść w odmęty zapomnienia. Sevian okazał się głupcem, lecz nie słabeuszem. Czy to wystarczy, by odeprzeć krwiożercze monstrum, które miało za chwilę zakończyć żywot strzelca?

Upadek sprawił iż, świeżo zaleczona noga zapulsowała tępym bólem, zaś rana się otworzyła, lecz on nie był tego świadom. Plecy, obolałe po upadku musiały jeszcze raz usłużyć swemu właścicielowi, to samo tyczyło się rąk i nóg. Tuż obok leżał spróchniały kawał drewna, który został natychmiast pochwycony w ręce Seviana. Nie ma czasu na wyciągnięcie miecza, a teraz liczył się każdy ułamek sekundy. Szybki obrót głowy pozwolił zarejestrować sytuację, ta zaś nie przedstawiała się kolorowo. Umarły, który zaprosił do tańca elfa, właśnie w tej chwili unosił miecz w górę, trzymając go oburącz. Po otrzymaniu takiego ciosu, nie byłoby mowy o jakiejkolwiek kontynuacji walki, która niechybnie zakończyłaby się niewesoło dla chłopaka.

Elf niewiele myśląc rzucił się w nogi trupa chcąc tym samym sprowadzić go do parteru, po czym szybko wdrapać się na jego plecy i przygwoździć go do ziemi. Tak bardzo ludzki strach ogarnął długouchego. Walczyć z istotą z krwi i kości to nie to samo co z umarłym, który nie zna uczucia bólu, zmęczenia, czy lęku. Teraz liczyło się tylko przeżycie, jak to osiągnie jest nieważne. Jeszcze nie nastał jego czas, jeszcze tyle ma do zrobienia. Śmierć, życie, marzenia, lata dzieciństwa poszły w niebyt. Istnieje tylko ta chwila. Śmierdząca chatka, zimny towarzysz tańca bitewnego i on sam.

Awatar użytkownika
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

05 lip 2015, 22:06

MG

Sevian trzymając w dłoni spróchniały kawał drewna postanowił odłożyć zrobienie z niego użytku na później. Zamiast tego rzucił się na swojego przeciwnika. Ledwie zdążył przed opadającym ostrzem, głownia nie sięgnęła już elfa, jednak otrzymał nieco przypadkowy cios zaciskającą się na głowicy pięścią. Nie obejdzie się bez guza, jednak cóż znaczył guz w momencie gdy zachował życie.

Nieumarły i elf upadli spleceni na ziemię. Sevian starał się na wszelkie możliwe sposoby uniemożliwić nieumarłemu ruch, przygniatał go ciałem, nogami, chwytał rękoma. Szło mu to nie do końca dobrze. Pozbawione jakichkolwiek oporów, animowane magią ciało zdawało się mieć w tym siłowym starciu przewagę. Niemal wcisnęło miecz pomiędzy nich, ostatecznie jednak skończyło się to płytkim nacięciem na ramieniu elfa. Niegroźnym dla jego zdrowia, jeśli nie wda się zakażenie.

Sevian na chwilę wylądował na szczycie. Udało mu się unieruchomić pod sobą nieumarłego chwytając go za sobie ręce i przyciskając je do ziemi, jedna tuż obok drugiej.

Trup nie wypuścił miecza, istniało jednak duże ryzyko że już za chwilę Sevian będzie zmuszony wypuścić jego. Musiał działać szybko, nim jego prześladowca znów się uwolni. Przegrywał tę walkę, jednak to jeszcze mogło się zmienić. Strach, coś czego jego wróg nie znał, pozwalał mu popychać własne limity, wyciskać z jego ciała resztki energii, jakie jeszcze pozostały. Serce biło niczym oszalałe, źrenice rozszerzyły się chwytając każde skrawek światła w zadymionej chacie. Był kompletnym przeciwieństwem nieumarłego, pełen emocji, życia, woli.

Awatar użytkownika
Posty: 5
Rejestracja: 20 gru 2014, 12:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3519#53471

She Is The Light

17 lip 2015, 19:11

Gedreotar szedł przez las, pogrążony w myślach. Przez ostatnie cztery lata, które spędził w puszczy, poznał ją dość dobrze, często odchodząc na dalej niż dzień drogi od prowizorycznego szałasu, w którym zwykle nocował. Nigdy przedtem jednak nie zapuścił się tak głęboko. Puszcza była dzika, a jedynymi mieszkańcami tej okolicy powinny być leśne zwierzęta. Rak, który toczył tę puszczę, a z którym przyszło mu już się wielokrotnie spotkać i zetrzeć, najwidoczniej dotarł aż tu, do samego jej serca. Czuł uporczywy smród martwego ścierwa, nienaturalnie ożywionego. Nie miał jednak zamiaru zbaczać z obranej ścieżki; nigdy tego nie robił i wiedział, że nigdy nie zacznie. Szedł więc, czując, jak smród staje się coraz silniejszy, aż dostrzegł ukrytą pośród drzew chatę, porośniętą roślinnością, zdewastowaną i starą. Poczuł drobną irytację; tu, w sercu lasu, taki przejaw ingerencji cywilizacji, niszczący coś, co powinno być prymitywne i nieujarzmione, wprowadzający nieład i bałagan w cykle natury, był niepożądany. Widział jednak, że natura czyniła, co tylko w jej mocy, aby ten obszar odzyskać, z powrotem poddać go jej nieubłaganym, surowym prawom, i deski były tak dokładnie pokryte porostami i mchem, że trudno było w ogóle stwierdzić, że to deski.

Podchodząc, oprócz potężniejącego smrodu poczuł równie silną woń krwi, jak w wolenvaińskiej rzeźni. Odór był na tyle silny, że Gedreotar zatrzymał się na moment, zdumiony napotkaniem woni o takiej intensywności. Usłyszał także odgłosy szamotaniny; najwidoczniej ktoś jeszcze żył, ktoś jeszcze opierał się śmierci z zimnych rąk martwiaków. Lorven uznała za stosowne, żeby pojawił się tu, w tym właśnie miejscu, o tym właśnie czasie, w jakimś celu; Gedreotar nie miał zamiaru dłużej zwlekać z interwencją.

Chatka nie miała drzwi; wchodząc do środka jednak ujrzał obraz, który na długo wrył mu się w pamięć i zrobił na nim wielkie wrażenie, sprawiając, że upuścił swoją torbę na ziemię w szoku. Faktycznie był tam nieumarły, szamoczący się z jakimś elfem w walce na śmierć, i mgnienie oka, jakie poświęcił tej dwójce Gedreotar, zasugerowało, że elf nie wytrwa już długo, ale absolutnie nie było to tym, co było w tej scenie tak niesamowite dla wyznawcy Lorven.

Na podłodze, ruszając się słabo i jęcząc, zwijając się z bólu, leżała młoda kobieta... wydało się tak w pierwszej chwili Gedreotarowi, za chwilę jednak wiedział już, że była ona czymś znacznie, znacznie więcej. Jej krew była porozlewana po wnętrzu chatki, a na podłodze, obok niej, leżały, zniszczone, zadeptane, brudne... skrzydła, które w sposób oczywisty zostały jeszcze niedawno niedawno odcięte przemocą od jej pleców.

Blada, jasna, piękna, młoda, perfekcyjna, biała, łagodna, delikatna, niewinna, rozświetlona wewnętrznym, boskim, białym światłem... SPLUGAWIONA, SKRZYWDZONA, ZRANIONA, BEZRADNA, CIERPIĄCA, OKALECZONA, BRUDNA, POKRYTA KRWIĄ! Ta istota, przemierzająca niegdyś nieba na białych skrzydłach, jak biała gołębica, wyglądała jak Lorven, jej twarz przypominała obrazy, które widział tyle razy na świątynnych obrazach, freskach i rzeźbach, i chociaż Gedreotar wiedział, że nie może to przecież być sama Bogini, był nagle święcie przekonany, że to jedna z jej sług na tym padole łez. Runąłby na kolana, zdruzgotany tym, co spotkało tę czystą, niewinną istotę, gdyby nie zauważył czegoś, co obudziło jego gniew, straszny, straszny i płonący jak żar potężnego ognia kuźni.

Miecz.

Leżał na ziemi, porzucony w starciu, okrwawiony aż do rękojeści. Narzędzie zbrodni. To tym narzędziem została okaleczona, to ten miecz skrzywdził świętą istotę, tak niewinną i bezradną. Nie zrobił tego martwiak. Coraz bardziej rozpalone, straszne w swoim gniewie spojrzenie przeniosło się na szamoczącego się w uścisku podłego nieumarłego najwyraźniej równie podłego elfa. Elf miał krew na rękach, dużo, po łokcie. JEJ KREW. Gedreotar nie potrzebował niczego więcej; jego oczy widziały, rejestrowały i rozumiały, a w nich był straszny sąd.

Nie zwlekał dłużej. Cały płonący w nim niczym ognista otchłań pożaru gniew przelany został w moc, manifestujący się w wyciągniętej w stronę splecionych w uścisku dwóch istot o sercach i istocie czarnej jak noc i złej do szpiku otwartej dłoni. Cała jego wola, nagle obudzona twardą Koniecznością, przed jaką stanął, nagle została skupiona na jednym tylko życzeniu, na jednej woli unicestwienia, zniszczenia tej podłości, tego zła, które pojawiło się na jego drodze z woli Lorven, tak, jakby chciała, aby je unicestwił. I unicestwienie nastąpi, płonęło to w głowie Gedreotara, kiedy z jego dłoni wystrzeliła kolumna białego ognia, nieuchronnie jak sąd ostateczny zmierzając w gwałtownej eksplozji mocy prosto w stronę nieumarłego oraz elfa, w ich splecione torsy.

- PŁOŃ! - krzyczał, a sensem jego istnienia, jego celem, była w tym momencie zmiana zarówno plugawego nieumarłego ścierwa, jak i tego GWAŁCICIELA, PLUGAWICIELA, NISZCZYCIELA, podłego elfa, w popiół, unicestwienie, usunięcie ich ze świata, aby stał się on lepszy, bardziej przystojący zarówno Lorven, jak i jej slużebnicy, tu przysłanej na jej nieszczęście. Wszystkie jego zmysły skupiły się wyłącznie na tym jednym celu; przepełniał go on i przepalał, nie dając żadnego spokoju ani wytchnienia, dopóki nie zostanie on osiągnięty. Sprawiedliwości musiało stać się zadość.

Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 18 sie 2014, 23:05
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49717#49717

25 lip 2015, 00:00

Wydawało się jej, że mozolnie porusza się na przód. Ból rozlewał się po ciele, ale ona się nie poddawała. Sądziła, że tak musi być, że ból będzie jej stałym towarzyszem. Nie znała jego źródła, ale podejrzewała, że związany jest z brakiem skrzydeł. W końcu wiedziała już, co powoduje ból, a coś pozbawiło ją skrzydeł, więc jeżeli one zostały oddzielone od ciała przez dotyk czegoś innego, to pewnie chodzi o nie. Kiedy przesunęła się jakiś milimetr w stronę wyjścia pomyślała, że teraz nie specjalnie czuje ból po tym, co wcześniej przeszła, więc ten ból pewnie też zniknie. Tylko ten był tak mocny, że nie była do końca przekonana, że tak się stanie. Skuliła się trochę, czując, że wyciąganie przed siebie ramion trochę napina skórę na plecach i przypadkowymi ruchami powoduje bolesne poruszenia. Mimo to nadal starała się pełzać. Wcześniej oparła się na łokciach, ale nie miała siły, by ustać chociaż tak. Cała drżała, każdy jej mięsień, a z nie dość zasklepionej rany sączyły się kropelki krwi. Dlatego zaraz upadła, by wziąć kilka głębszych wdechów i przyzwyczaić się do mroczków na oczach. Było jej duszno, ale chciała oddalić się od istoty, która powoduje ból. Tej martwej, rzecz jasna. Nie chciała myśleć o szarpiącym się Sevianie. Czuła smutek, którego nie umiała sobie wytłumaczyć. Czuła, że skazuje go na to, żeby go bolało, ale nie umiała zrobić kompletnie nic, aby zmienić jego przeznaczenie.
Po kilkunastu głębszych wdechach przysunęła do siebie ręce. Leżała na piersiach, ale tylko na jednym biodrze. Te przy upadku osunęły się raczej w bok, niż w dół. Nie poślizgnęła się, choć było blisko. Oparła się na przedramionach, ale teraz już w ogóle nie udało się jej specjalnie podnieść. Kilka centymetrów nad podłoże. Cała spięta zaczęła znów opadać, aż położyła się na podłodze. Nie z powodu rozluźnienia, bo sądziła, że wykorzystuje całe siły. Poddała się, gdy usłyszała krzyk, przeniosła żałosne spojrzenie w jego stronę, trochę przekręcając głowę. A potem zobaczyła światło, do którego nie była przyzwyczajona. Skojarzyła fakty. Czuła się dobrze, dopóki nie otworzyła powiek. Potem stało się jaśniej i zrobiły się kolory. A teraz od wejścia do chaty wpaść miał biały ogień, pewnie niemalże oślepiający. Wystraszyła się, że znowu coś się stanie. Że przez chwilę wszystko stanie się dobre, a potem znowu będzie ból i to taki, którego nie da rady znieść. Zaczęła się więc bronić. Przewróciła się całkiem na bok. Oddychała, żeby nie poczuć się gorzej, ale zamknęła oczy i z pewnym wysiłkiem przykleiła dłonie do oczu, by sprawić, żeby było jeszcze ciemniej. Ciemność była dobra.
Awatar użytkownika
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

10 sie 2015, 17:56

MG

Nagłe pojawienie się Gedreotara w chacie zakrawało o istny cud. Uczestnicy wydarzeń mogli naprawdę zachodzić o głowę, czy aby przypadkiem bogowie nie istnieją i nie obserwują ich w tej chwili. Bo tylko oni mogli sprawić, że opuszczona Chata pośrodku lasu zaczynała doganiać w liczbie odwiedzających wiejskie karczmy.

Może to właśnie sami bogowie wprowadzili wspomnianego mężczyznę w trans, w którym to zaczął od odczuwać różnorakie zapachy, czy też dostrzegać świat na swój własny, nieco halucynogenny sposób. Kapłan w swoim uniesieniu nie wybierał, dając się nieść pierwszym wrażeniom i własnym wyobrażeniom rzeczywistości. Niewątpliwie szok, jaki wywołało to, co ujrzał w chacie, także miał w tym wszystkim udział. Ilość krwi jaką dojrzał sprawiła, iż zaczął ją dostrzegać właściwie wszędzie. Na niewinnej gałęzi leżącej w chacie, którą natychmiast uznał za zakrwawioną broń, na Sevianie, ścianach, podłodze (to ostatnie niewątpliwie było prawdziwe - na ziemi znajdowała się niemała kałuża zaschniętej krwi).

Widok rannej, nagiej kobiety wywołał u Gedreotara istną ekstazę. Bez namysłu uznał ją za służkę bogini, która z jakiś powodów znalazła się w tak niefortunnym miejscu. Z trudnych do odgadniecia przyczyn sama postać dziewczyny rozjaśniła się nagle a wokół jej postaci zebrała się biała poświata, która rozświetliła pomieszczenie i zwróciła uwagę nieumarłego, któremu coraz lepiej szedł wysiłek w kierunku zrzucenia z siebie Seviana.

Po religijnym uniesieniu przyszedł czas na niekontrolowany wybuch agresji. Gedreotar na równi obrał sobie za cel zarówno nieumarłego, jak i walczącego z nim elfa, który właśnie upadł na ziemię zepchnięty z trupa celnym kopnięciem tego drugiego. Umrzyk pozbierał się wcale zgrabnie z ziemi i... zignorował Seviana, zapewne uznając że nie stanowi on faktycznego zagrożenia. Albo po prostu zmarłe ciało nie było zbyt szybkie w myśleniu, a coś innego zwróciło jego uwagę. Umarlak miał zamiar zaszarżować, jednak coś mu przeszkodziło. Tym czymś było nagle wyzwolone z dłoni jego celu zaklęcie. Niesiona wybuchem emocji magia wystrzeliła z niemałą mocą, wręcz wibrując w powietrzu i rozgrzewając powietrze. Nie sposób było stwierdzić, czy to co uciekło z dłoni mężczyzny było jedynie światłem, czy zadziwiającym pokazem płomieni. Gwałtowny rozbłysk oślepił wszystkich, nawet samego kapłana, pozostawiając w dodatku na jego dłoni lekkie, nieprzyjemnie piekące oparzenie i poczerwieniałą skórę.

Jednak prawdziwa istota zaklęcia ukazała się dopiero, gdy wzrok zaczął powracać do przebywających w chacie osób. Stojący pomiędzy Sevianem, a Gedreotarem nieumarły przekonał się o niej na własnej skórze. W jego klatce piersiowej pojawiła się nagle zwęglona dziura, w którą każdy z obecnych mógłby włożyć bez problemu pięść, a sam umarły zajął się płomieniami, które szybko zaczęły rozprzestrzeniać się po jego podniszczonym ubiorze. Mimo białego koloru samych płomieni płonąca sylwetka zdawała się być istnym przybyszem z Czeluści. Umarły postąpił jeszcze jeden krok w stronę Gedreotara, po czym zatoczył się niekontrolowanie upadając obok leżącej na ziemi husadriksji. Białe płomienie poczęły powoli przybierać naturalny kolor. Bezimienna, która leżała na ziemi kuląc się i przyciskając dłonie do oczu, aby uciec od oślepiającego światła poczuła nagle jak w jej skórę zaczyna bić żar. Instynktownie zaczęła się wiercić próbując odsunąć od jego źródła, co szło jej mozolnie i dość nieudolnie, w dodatku przypłacone było jeszcze większym bólem... ale jakoś szło.

Paradoksalnie, poza latającymi przed oczami światełkami po gwałtownym rozbłysku, bez obrażeń obszedł się Sevian, w którego przecież całe wydarzenie było po części wycelowane. Elf leżał nadal na ziemi dysząc ciężko i nie podnosząc się. Czyżby nieumarły jednak zdołał go ranić? Niewątpliwie krwawiła jego noga, na której była świeżo otwarta, wcześniej lekko zaleczona rana, jednak to mogły nie być jedyne obrażenia jakich doznał w całej szamotaninie.

Można było poniekąd powiedzieć, że Gedreotar zażegnał zagrożenie, choć zapewne w oczach obecnych w chacie sam był kolejnym. Nieumarły się już nie ruszał, Sevian właściwie też. Jedynie Bezimienna wierciła się próbując uniknąć oparzeń. Szybko poszło.

Awatar użytkownika
Posty: 5
Rejestracja: 20 gru 2014, 12:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3519#53471

22 sie 2015, 22:32

Kiedy blask przestał go oślepiać, Gedreotar z zaskoczeniem stwierdził, że elf pozostał nietknięty przez święte płomienie Lorven. Czyżby pomylił się w swoim osądzie, czyżby w pośpiechu pochopnie ocenił sytuację? Niezależnie od tego, wydawało się, że niezależnie od winy bądź niewinności elfa, Lorven chce, aby pozostał w świecie żywych. Gedreotar zaakceptował to jako prawdę. Do lekkiego poparzenia był przyzwyczajony - ten ból był dobry, przypominał mu, że pozostawał wśród żywych z łaski Lorven, by dalej jej służyć, a za korzystanie z mocy zawsze musiał zapłacić. Ta cena, i zmęczenie, które przepływająca przez niego moc zawsze pozostawała w jego ciele, była niska.

Przy tym założeniu... kurs akcji pozostawał oczywisty. Szybkim krokiem ruszył w stronę białej dziewczyny, wyciągając ją z zasięgu płomieni. Oparł ją wygodnie o ścianę chaty, po czym odwrócił się w stronę elfa.

- Odejdź stąd - wycedził. - Nie wiem, co tu się wydarzyło, ale nie pozwolę jej dalej krzywdzić. Odejdź.

Oczywiście nie ufał elfowi w żaden sposób, więc śledził jego ruchy spode łba, oczekując na jego posunięcie, jeżeli jakiekolwiek miało nastąpić. Liczył jednak na to, że posłucha i opuści to miejsce.

Pochylił się nad dziewczyną; ranna, wyczerpana, ledwie przytomna... nie mógł teraz skupić się na tyle, żeby opracować dobry, działający plan uratowania jej, w jego ruchy wkradło się lekkie drżenie. Zaczął bać się porażki, tego, że kiedy wreszcie została postawiona przed nim próba, zadanie, misja - zawiedzie, na zawsze pozostając już tylko przegranym, niezasługującym na łaskę służby Bogini. Drżenie trwało chwilę, podczas której wziął dziewczynę na ręce i odwrócił się w stronę drzwi. Droga i wysiłek oczyszczą jego umysł, podpowiedzą mu, co należy zrobić dalej. Strach zaczął ustępować, kiedy Gedreotar zidentyfikował wątpliwości jako słabość i przeszkodę - to, czy zawiedzie, czy też uratuje tę dziewczynę, zależy wyłącznie od niego, i żaden strach bądź wahanie w tym zadaniu mu nie pomoże. Z nowym animuszem więc poniósł dziewczynę w stronę swojego szałasu - droga była daleka, ale stamtąd było na tyle blisko zamieszkanych miejsc, że mógł rozważać opcję poszukiwania pomocy u mieszkańców pograniczy Lasu Cieni.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.