Chata Tarretha

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

Chata Tarretha

06 paź 2011, 13:12

W sercu lasu stała chata…

Pozbawiona drzwi, niewielka, drewniana, doszczętnie porośnięta mchem i innymi roślinami. Widać, że stoi tu już długi czas. Wybudowana w zgłębieniu w ziemi, by lepiej chronić wnętrze przed wiatrem i innymi niebezpieczeństwami. Ciężko ją zauważyć, nawet uważnie rozglądając się.

Przed chatą widać niewielki kamienny krąg. Pozostałe w środku ślady świadczą, że przez dłuższy czas kiedyś palono tu drewno. Ciężko powiedzieć jak dawno temu. Nieopodal stoi stary, przegniły pieniek. Z boku chaty dobudowane jest ledwo trzymające się kupy zadaszenie, pod którym trzymane było przede wszystkim drewno na opał. Świadczy o tym spory stos wilgotnych, pogniłych drewienek.

Środek chaty jest niemal pusty. Jedna izba z śmierdzącą słomą w kącie, jakimś prowizorycznym stolikiem i czymś, co zapewne było półką, jednak nie wytrzymało próby czasu. Widać niewielkie, przeraźliwie skrzypiące drzwi, prowadzące do równie pustej spiżarki.

W chacie nie pozostało już właściwie nic oprócz spróchniałego wiadra i przeżartego rdzą metalowego kubka.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

26 lis 2014, 20:37

Sevian nie zachwycił się tą wypowiedzią. W ogóle już zaczęła wkurwiać go ta chora sytuacja, najwygodniej byłoby wyciągnąć miecz i zarżnąć tą kobietę dla świętego spokoju, lecz dał słowo. Sam nie wiedział co skłoniło go tej nad wyraz wymownej głupoty, by oferować pomoc obcej zabójczyni. Wiedział jedno, musi się pilnować, bo szybko jego życie może się zakończyć i to niekoniecznie, chociaż ciężko wyobrazić sobie miłą śmierć w dzisiejszym świecie. Trup i tak robi pod siebie. Śmierdzi niemiłosiernie i może zostać wykorzystany przez magów szaleńców.

Sevian bez słowa po wypowiedzi dziewczyny schowa sztylet do pochwy, tak by nie stać do dziewczyny plecami, a następnie spakował pokrojone solone mięso do sakwy. Błyskawicznym ruchem wyciągnął miecz, a następnie zaczął zbliżać się z twarzą bez wyrazu z zimnymi oczami. Nie wykonywał agresywnych ruchów, lecz jego zmysły były zaostrzone do granic możliwości. Był gotów sparować cios, rzucony sztylet. Gdyby dziewczyna zareagowała agresywnie, bez najmniejszego wahania ciąłby ją, celując w biodra, a kończąc siarczystym kopniakiem w brzuch.

Sam zaś podszedł tylko dość blisko i popatrzył na skrzydlatą i jej nienaturalnie wielkie skrzydła – Może i masz rację. Jeżeli masz wino to zagotuj niewielką ilość w kociołku i przygotuj jakąś szmatę do opatrzenia rany.-Powiedział wolno w elfim języku. Był bardzo ciekaw, czy znała mowę swoich przodków, czy tylko parszywe ludzkie stękanie. Jeśli nie zrozumie go i zaatakuje to tym lepiej, będzie po kłopocie. A jeśli zrozumie to będzie jeszcze ciekawiej.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

27 lis 2014, 11:36

Półelfka obserwowała ostrouchego z kiepsko skrywanym rozbawieniem. Mężczyzna reagował w pocieszny sposób, szamocząc się między danym słowem, a chęcią mordu. Zabawa, której się podejmowała przypominała nieco pchanie dłoni w paszczę lwa, jednak czy nie nadawało jej to tylko smaczku i pikanterii? Uśmiechnąwszy się do niego lekko, dłonią zagarnęła włosy na ramię i przeczesując palcami ogniście rude kosmyki powolutku zaczęła splatać je w prosty warkoczyk. Na razie przeszedł jej nastrój na zabijanie kogokolwiek, choć kto wie co zrodzi się w jej główce za parę chwil. Teraz po prostu dobrze się bawiła, obserwując niechcianego kompana. A jednak. Mruknął głosik w jej myślach, gdy kątem oka zaobserwowała moment, w którym nieznajomy wyciągnął swój miecz. Trochę się na nim zawiodła, choć i to uczucie nie trwało długo. Nie pamiętała już w sumie kiedy cokolwiek w jej jestestwie było stałe. Nie czekając pochwyciła rękojeść własnej broni i wysunąwszy ją z pochwy spojrzała na elfa. Tia, proponuję pomachaj jeszcze tym co masz między nogami. Wszyscy muszą wiedzieć czyj to teren. Burknęła z nutką niesmaku w myślach i pokręciła lekko głową. Jeśli tylko długouchy by ją zaatakował, drastycznie zmniejszyłaby dystans, parując jego cięcie i jednocześnie uderzając pięścią w grdykę widoczną na jego szyi.

Wtem elf począł mamrotać powoli w jakieś dziwacznej, szeleszczącej mowie. Zmarszczywszy brwi, przesunęła się o krok w bok i spojrzała nań niczym na dziwo. Obraża mnie teraz, czy co kurwa? Sevian mógł się tylko cieszyć, że w przeciwieństwie do większości Est nie miała w zwyczaju nadpobudliwie reagować na tego typu dziwactwa. Wszyscy kochają komplikować sobie życie z tymi językami. Westchnąwszy cicho, odezwała się w normalnej, ludzkiej mowie.
-Nie wiem co chciałeś powiedzieć, ale myślę że trzeba by ją ogłuszyć. Nie ma sensu się szamotać.-mówiąc to poprawiła chwyt na rękojeści tasaka i oblizała wyschnięte usta.–Poza tym ktoś musi ją przytrzymać. Tak to możemy co najwyżej ją skatować. -mówiąc "ktoś" popatrzyła znacząco na mężczyznę, wyraźnie nie akceptując wersji, w której to jej przypadłoby w udziale klękanie na brudnej posadzce i trzymanie blondynki. Uprzedzając jego obiekcje dodała spokojnym, chłodnym tonem.–Jeśli to konieczne, obiecuję że Ciebie nie zaatakuje. Przysięgam na Yiridara.-przewrócił przy tym oczyma, nieco poirytowana koniecznością składania takich słów. Ciekawe czy wiem, kim jest mój bóg. Zerknęła nań z zainteresowaniem. Jeśli będzie miał szczęście, cała ta chora pogadanka może wyjść niezgorzej, przynajmniej dla niej.

Awatar użytkownika
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

28 lis 2014, 17:50

Jednak go nie zrozumiała, nie było w tym nic dziwnego i choć miał skrytą nadzieję, że mimo wszystko pół-elfka zrozumie go. Najwyraźniej nie miał do czynienia z kimś kto jest choć trochę obyty w świecie. Gdy strzelec wyciągnął miecz ruda, bez chwili wahania pochwaliła się swym tasakiem. Przez ten ułamek sekundy, Sevian zarejestrował odrobinę zawahania się, a oblizywanie językiem warg dopełniło reszty. Chęć zimnego mordu wręcz wylewała się z elfa. Uważniejszy obserwator potrafiłby wyczytać w żółtych oczach elfa głęboko skryte szaleństwo, któremu pofolgował sobie raz na jakiś czas. Nie była to bezrozumna nienawiść i chęć destrukcji wszystkiego co jest w pobliżu, lecz chłód, pewna stałość w swoich czynach i myślach. Chłopak brzydził się istotami, które wpadały w szał nie potrafiąc zapanować nad sobą, on był inny. Zauważył, że ognistowłosa, pyskata dziewka ma bardzo ludzki defekt. Gdy grozi jej realne zagrożenie, jest… można by powiedzieć bardziej uległa, gdy smycz jest spuszczona, hasa sobie niczym niesforny pies.

-W dupie mam Twoje przysięgi czy obietnice. Nie wierzę Ci i nie ufam. Prawdopodobnie przy pierwszej lepszej okazji zarżniesz mnie, żeby mieć o jeden kłopot mniej.-Powiedział z nieskrywanym sarkazmem w głosie.-Nie oczekiwałem po tobie, że znasz język naszych przodków, ale w sumie i tak nie było się po kim spodziewać-Mówił dalej patrząc krytycznie na kobietę.-Jeśli chcesz pozbyć się skrzydeł u niej, to jest nieprzytomna. Jedno gładkie cięcie w chrząstki przy złączeniu kości i po kłopocie. Później postaram się ją wyleczyć.
Sevian nie chował miecza i cały czas był gotów na odparcie niespodziewanego ataku. Cała ta chora sytuacja zaczynała solidnie już go wkurwiać. Wiedział jedno, musi się pilnować.
Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

28 lis 2014, 21:06

Półelfka siłą woli powstrzymała się by nie roześmiać się ironicznie, po pierwszych słowach elfa. Aż za dobrze czuła w nich narastającą pewność siebie i złość, rozsadzające wnętrze elfa. Brawo, przejrzałeś mnie.Zdawały się mówić jej puste oczy, gdy na kącikach tęczówek igrały wesołe iskierki. Długouchy był niczym pocieszny wilczur z wścieklizną. Tak długo zabawny, jak nie gryzł właściciela. Oczywiście widziała szaleństwo, czające się za jego spojrzeniem i ledwo powstrzymywane drżenie dłoni, zaciskającej się na mieczu. Jak bardzo chcesz mnie zabić? Uśmiechnęła się do niego ciepło, prawie poruszona jego człowieczeństwem. Elfy, ludzie, krasnoludy; nikt się niczym nie różnił w ostateczności i to ją pocieszało. Odbierało sens głoszonym przez wielu ideom i pojęciem, określającym miejsce i przeznaczenie każdej istoty. W takim razie jestem odpowiedzialna za to wszystko. Ta myśl starła z jej oczu i umysłu resztki wesołości. Est nie lubowała się w głębokich refleksjach i teraz jak zwykle uciekła od niej, chowając się za paradą arogancji i ironii, przelewanej na bliźnich. Przynajmniej jej potencjalny przeciwnik był prostym bytem. Nie miała absolutnie żadnego problemu, by wyczuć kiedy czuł się zagrożony. Znów oblizawszy wargę, byle upewnić go o swym wahaniu powiedziała z nutą rozbawienia.

-Naprawdę sądzisz że nie mam lepszego zajęcia w życiu, niż użerać się z tobą w tej chacie, dla nieznajomej mi krzyżówki gołębia z człowiekiem?-półelfka od niechcenia parę razy obróciła sztylet.-Gdybym klasyfikowała to jako problem, po prostu bym stąd wyszła. To prostsze i bezpieczniejsze, nie sądzisz?-mówiąc to obdarzyła go przyjaznym uśmieszkiem, kontrastującym z jej tonem–Ale wiesz co, zaczynam Ciebie lubić, choć trochę mało spostrzegawczy jesteś, bez urazy.-westchnęła z nutką rezygnacji i wskazała czubkiem noża na skrzydlatą.-Ona śpi, a nie straciła przytomność. To zasadnicza różnica. Jakby ktoś próbował ciebie przelecieć przez sen, wiedziałbyś, że wbrew pozorom sporo się wtedy czuje. Nie oczekuję, że odłożysz broń i chwycisz ją w objęcia, ale chociaż podeprzyj ją jedną ręką o ścianę. Nadal będziesz się mógł bronić. -wzruszyła ramionami, nie spuszczając go z oka. W przeciwieństwie do elfa ona naprawdę była teraz spokojna i trzeźwa. Obserwowała jego ruchy, gesty; prawie próbowała poznać myśli. Jakby od tego pojedynku woli zależały kolejne jej kroki.-Poza tym nie oczekiwałam po tobie zbyt wiele dobrego, a jednak się przeliczyłam. Więc może przestań prowokować mnie do walki, bo nie mam na nią nastroju. Chyba że masz ochotę się ze mną przespać i udowodnić mi że jednak się mylę.-mrugnęła do niego zalotnie i bynajmniej nie jednoznacznie. Nie potrafiła sobie już odmówić kolejnego absurdu, mieszając logikę i chłód racjonalnych wypowiedzi, z emocjonalnymi i wulgarnymi wstawkami. No elfiku, rusz główką. Uniosła nieco prawy kącik ust, znów obracając krótszą z broni w dłoni.

Półelfka nie miała zamiaru go teraz atakować, jednak gdyby czarnowłosy postanowił popisać się "rozsądkiem" nie czekałaby z adekwatną odpowiedzią. Krótkim, szybkim ruchem sparowałaby potencjalne pchnięcie, lub zbiła na bok cięcie, jednocześnie odsuwając się w stronę ręki, w której długouchy nie posiadał broni. W momencie gdy jego ostrze obsuwałoby się na bok machnęłaby dłonią, dosyć luźno trzymając sztylet. Z jej ust uleciało by tylko jedno słowo, po którym krótkie ostrze, niczym wystrzelone z kuszy, pomknęłoby ku szyi Seviana, akurat w momencie, gdy nie byłby w stanie podzielić swej uwagi, aby go uniknąć. Pchana nienaturalnym pędem broń bez problemu zagłębiłaby się w miękkich tkankach, przecinając tchawicę i arterie. Jednym zaklęciem zakończyłaby cały pojedynek, nim jeszcze by się zaczął. Oczywiście uwzględniała też pozostałe możliwości i nie dążyła by do swego celu na ślepo. Miała zamiar przeżyć i póki można było obejść się bez zbędnego dla jej osoby zagrożenia będzie dążyć tą drogą, podejmując tylko warte siebie ryzyko.

Awatar użytkownika
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

29 lis 2014, 20:57

Gdy padło ostatnie zdanie, oczy strzelca mimowolnie rozszerzyły się, a przez chwilę stracił koncentrację, lecz w dalszym ciągu nie spuszczał wzroku. Wyobraził sobie coś całkowicie absurdalnego:

Ognistowłosa leżała w jakimś domu na podłodze i pisała coś w otwartej książce. Dziewczyna leżała na brzuchu lekko podparta na łokciach. W tej pozycji jej wspaniałe siedzenie prezentowało się jeszcze bardziej kusząco. Cicho wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Momentalnie na widok jej tyłu, elfie przyrodzenie się usztywniło. Wyjął go ze spodni i zaczął się zabawiać dłonią. Zabójczyni do tej pory nie zorientowała się, że ktoś stoi za nią. W pewnym momencie podniosła się nieco, aby coś poprawić w książce. Stanęła na czworakach podpierając się na łokciach. W ten sposób wypięła jeszcze bardziej tył, a dla Seviana był to już ostateczny impuls i w tamtym momencie wystrzelił prosto przed siebie, wydając przy tym niekontrolowany jęk. Pół-elfka odwróciła się zaskoczona, ale gdy go zobaczyła uśmiechnęła się doń szeroko.
-Ostrouchy nie ukrywaj się tak, bo gotowa jestem pomyśleć, że zechciałbyś mnie zerżnąć.- Powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem, oblizując się i patrząc przy tym na mężczyznę. -Jeśli chcesz ode mnie to tylko powiedz, a spełnię wszystkie Twe marzenia.


Trwało to tylko chwilę, raptem parę sekund. Odruchowo schował już miecz ignorując przy tym potencjalne niebezpieczeństwo. To było dziwne uczucie,, nigdy wcześniej nie wyobrażał sobie takich rzeczy, lecz również nie dane mu było spędzić nocy z jakąkolwiek dziewczyną. Młody potomek rodu Velletorma, był czysty, nieskalany przez już ponad sto dwadzieścia pięć lat. Mimowolnie policzki chłopaka zaróżowiły się a on sam poczuł wstyd. Zabijał już zwierzęta, ludzi i walczył z potworami, a rozłożyło go zdanie o "ruchaniu".
-Dobra pomogę Ci, wspólniczko.– Powiedział cicho, po czym wykonał polecenie rudej i przytrzymał skrzydlatą mocnym chwytem. Nie był silny, lecz raczej da radę utrzymać dziwną istotę.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

29 lis 2014, 22:28

Ruda nie wytrzymała i zasłoniła dłonią usta, widząc jak spod przekrzywionej koszuli elfiaka zaczyna wystawać mały wzgórek. W życiu nie spodziewałaby się, że jedno zdanie i to tak absurdalne może odnieść podobny efekt. W sumie, nawet widząc to nie wierzyła własnym oczom. Yiridarze, broń. Dziewczyna chichotała na całego, obserwując wniebowziętego szatyna. Pewnikiem, gdyby znała jego myśli, czy dostrzegła choć cień obrazów malujących się przed jego oczyma, najpewniej upadła by na klepisko w ataku niekontrolowanej wesołości. Teraz jednak mogła tylko w pewnym napięciu obserwować jedna z nielicznych, prawdziwie komicznych scen w swym życiu. Słodki jest. Mruknęła w myślach, zerkając na jego krocze i znów ledwo stłamsiła prawie że histeryczny chichot. Ile on może mieć lat? Zastanowiła się przez krótką chwilkę, zerkając na twarz mężczyzny. To niemożliwe, ale jednak… pokręciła głową. Myśl, że stojący przed nią wojownik, który z taką skwapliwością wygrażał się jej, mógł być niewtajemniczony w miłosne arkana; to po prostu nie mieściło się jej w głowie. Z pewną dozą irytacji odkryła że prawie mu współczuje. Jeśli miał mniej więcej tyle lat co ona i nigdy z nikim tego nie robił, nie dziwota że potrafił myśleć o seksie tylko jak o gwałcie. Pokręciwszy energicznie głową, opanowała się akurat w chwili, gdy maślane oczy długouchego wróciły do rzeczywistości, a jego "zabawka" gwałtownie zwiotczała.

Udając że nic nie widziała, ani nic się nie stało, uśmiechnęła się do niego zalotnie, nie mogąc się zdecydować czy woli widzieć go teraz z poderżniętym gardłem, czy nagiego za drzwiami. Obie wersje dałyby jej sporo satysfakcji, a rodzący się z tego dysonans nijak jej nie pomagał. Z drugiej strony gdy kątem oka obserwowała jego ruchy i minę czuła dozę obrzydzenia. Długouchy chłopak zdawał się jej prawie tak samo wypaczony, jak nieumarłe maszkary, które legły na polanie, choć w zdecydowanie mniej wyraźny sposób. Bynajmniej nie miała też zamiaru zmieniać tego stanu rzeczy, z równie dojmującą siłą odrzucona od poprzednich, ledwie przelotnych myśli. Może kiedyś. Jak będę miała nastrój. Nic jej jednak nie kosztowało, by dać mu cień nadziei, czyż nie? Ponad dwie dekady nauczyły ją cenić potrzeby swego ciała i każdą przyjemność, jaką ono czerpało. Również tą płynącą z gry, której teraz mogła się oddać nie bojąc się postawienia błędnego kroku. Jaka szkoda że nie trafiłeś do Latającej Ryby. Wyobraziwszy sobie czarnowłosego otoczonego przez nagie kurtyzany prawie nie straciła resztek swojej maski. Odkaszlnąwszy, by zamaskować swoje rozbawienie i zdecydowanie za mocne od wesołości rumieńce, podeszła z mieczem do śpiącej istoty.

Nienawidzę tego robić. Mruknęła, przyglądając się z bliska skrzydłom blondynki. Musiała naprawdę się postarać, jeśli chciała zakończyć całą farsę jednym, czystym cięciem, a ani światło, ani miejsce nie zdawało się temu odpowiadać. No to kurwa zaboli. Jakoś nie współczuła poszkodowanej na tyle, by bardziej kombinować. Poza tym otwartą ostawała kwestia leśnego monstrum z łukiem. Zrzuciwszy z siebie suknię, której nie miała zamiaru uwalać krwią, w samej koszuli stanęła przy swej "pacjentce". Chwyciwszy miecz w obie dłonie, tak jak mógł przewidzieć Sevian ani na momencik nie odwróciła się do niego tyłem.
Jak odetnę skrzydło, musisz zatamować krwawienie. Nie wiem co robisz, ani jaki, ale po prostu to zrób. Tylko nie wykończ się na pierwszej ranie, wspólniku.-jej głos znów był chłodny i profesjonalny. Przymierzywszy nadal cholernie ostry miecz do miejsca gdzie skrzydło łączyło się z plecami, uniosła go na odpowiednią wysokość i wykonała jedno z najczystszych i najstaranniejszych cięć, na jakie było ją stać, a potem kolejne i kolejne. W każde z nich wkładała nabyte latami umiejętności i odpowiednią siłę, byle nie zaklinować ostrza, ani tym bardziej nie rąbać jak cepem. Nie zwracała uwagi ani na jęki, ani ilość krwi jaka by wypłynęła z rany. Gdyby bezimienna istota rzucała się za bardzo, zdzieliłaby ją gałką miecza w potylice, posyłając w objęcia snu na dłuższą chwilę. To miała być szybka i sprawna amputacja. Odciąwszy pierwsze skrzydło, odsunęła się na moment, pozwalając elfowi zrobić swoje. Jeśli doszła do wniosku, że jej broń już się nie nadaje, pożyczyłaby od niego miecz i kontynuowała, aż obie monstrualne narośle opadły wraz z pokrytymi krwią piórami na ziemię. Od tego jak wszystko wyglądałoby po tym, zależałyby teraz jej kolejne działania.

Awatar użytkownika
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

30 lis 2014, 13:36

MG

Estelawien stanęła nad nieruchomą, skrzydlatą dziewczyną niczym kat. Różnica była taka, że kaci mieli nieco lepsze warunki pracy. Dymiące, nadpróchniałe drewno sprawiło, iż w chacie unosił się rozrzedzony, drażniący dym. Szczęśliwie jej oczy już dłuższy czas temu jako tako przyzwyczaiły się do tych warunków i przestały łzawić. Sytuacji nie poprawiał fakt, że w środku było raczej ciemnawo. W połączeniu z dymem nadawało to wnętrzu porzuconej chatki jakby mistycznej, niecodziennej atmosfery. Można by było wręcz pomyśleć, że nadchodzi jakiś krwawy rytuał ku czci bliżej nieokreślonego boga.

Sama Bezimienna też nie była w pozycji idealnej na takie operacje, wręcz przeciwnie, jednak rudowłosa nie przejmowała się takimi błahostkami jak ułożenie jej w sensowniejszy sposób, który pozwoliłby jej lepiej ciąć.

Kobieta zacisnęła obie dłonie na nieco krótkawej rękojeści swojej broni i przymierzyła się do ciosu. Leżąca na ziemi młódka jeszcze nie wiedziała co nadchodzi. A nadchodził ból, i to nie byle jaki.

Pierwsze cięcie Estelawien zanurzyło się u podstawy skrzydła, przebijając przez splot potężnych mięśni, jaki się tam znajdował. Zapewne służyły one poruszaniu praktycznie całym skrzydłem i utrzymaniu go w odpowiedniej pozycji, więc nie dziwota iż to jak rozległa i rozbudowana była tamtejsza struktura mięśniowa zaskoczyło rudowłosą. Zdawałoby się, że próbuje pozbawić kończyny wołu, a nie delikatną dziewczynę. Wyszarpnęła ostrze, które zanurzyło się częściowo w kości.

Bezimienna, choć do tej pory cicha i raczej niezbyt świadoma otoczenia wydała z siebie głośny, przeszywający krzyk. W gruncie rzeczy nawet nie wiedziała że to zrobiła przejęta potężną falą bólu jaka zalała jej ciało wiodąc do niekontrolowanych spazmów, które jednak w dużej mierze powstrzymał uchwyt Seviana. Wszystko objęła nagle ciemność, gdy zabójczyni uderzyła ją głowicą swojej broni.

Przez Estelawien stanęła trudne zadanie. Musiała wyprowadzić kolejne cięcie, które będzie przedłużeniem następnego. Mając za sobą już nieco doświadczenia zapewne dobrze wiedziała, że trafienie idealnie w ten sam punkt jest praktycznie niemożliwe. Nie przychodziły jej do głowy inne opcje rozwiązania tego problemu, więc po prostu cięła ponownie, poszerzając ranę i wrąbując się głębiej w kość, niemal przebijając przez nią. Trzecie już cięcie ostatecznie przełamało się przez kościec, i większość znajdujących się za nim mięśnii, sprawiając iż skrzydło opadło wisząc jedynie na cienkim płacie skóry, który rudowłosa mogła przeciąć już jednym, niedbałym machnięciem.

Krew spływała obficie na plecy Bezimiennej i ziemię, barwiąc wszystko czerwienią, która w zacienionym pomieszczeniu zdawała się przybierać wyjątkowo ciemny kolor. Bardzo szybko płyn przykrył niemal całe plecy dziewczyny, oraz odcięte skrzydło. Pióra ochoczo przebarwiły się na ten nowy kolor. Część krwi wsiąkła w ziemię, jednak powietrze, a więc również i ziemia były wilgotne, przez co przy Bezimiennej szybko zaczęła wyrastać powiększająca się plama krwi.

Teraz był czas na działanie Seviana, który to miał w jakiś sposób zatamować krwawienie, a przynajmniej tego oczekiwała od niego Estelawien. Lepiej, aby zrobił to w miarę szybko, inaczej cała operacja może się skończyć śmiercią pacjenta, a nie jedynie oczekiwanym kalectwem.

Awatar użytkownika
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

01 gru 2014, 22:13

Pierwszy cios miecza spadł na skrzydło istoty, która zaczęła wierzgać się i wydzierać wniebogłosy, lecz szybko została "uśpiona" przez rudą. O ile Sevian miał kiedykolwiek wiarę w umiejętności pół-elfki, przeliczył się i to bardzo. Zamiast raz, a konkretnie przypierdolić, ta potrzebowała jeszcze dwóch ciosów by odrąbać jedno ze skrzydeł, które tylko utrzymywane przez kawałek skóry oderwało się pod swoim ciężarem. Jucha lała się strumieniem z rany, barwiąc szkarłatem plecy, skrzydło, dłonie "pomocnika kata", żeby w końcu wylądować na ziemi, tworząc błocko z krwi. Co to kurwa miało być. Najlepiej urządzić kogoś, żeby był na skraju życia i kazać zatamować krwawienie. Elf przywykł do widoku krwi może nawet za bardzo. Parodia tortur, nie zrobiła na nim wrażenia, tylko podjudziła zmysły. Coś było z nim zdecydowanie nie tak. Ktoś normalny nie przyjąłby z takim spokojem takiej postaci rzeczy, w ogóle nie zgodziłby uczestniczyć w takiej kabale. Zapach krwi doprowadzał niemalże do szaleństwa, a żółte oczy właściciela rozszerzyły się mimowolnie, czując niepohamowaną przyjemność z cierpienia innych. Ciarki przechodziły po nim spazmami, zaczynając od pleców kończąc na dłoniach, a on pragnął więcej… Mogło zdradzić go tylko delikatne drżenie rąk, co każdy zwykły osobnik wziąłby za przestrach przed tym czy podoła zadaniu. Chciał rozszarpać te ciało na sztuki i upajać się bólem istnienia, zapachem krwi. Czy ona domyśli się? Czy rozpozna? Czy to było normalne? Czy Meros na czele z rodzicielami, pragnął by ich potomek stał się kimś takim? Kurwa! Czemu właśnie teraz myślę o tym wszystkim.

W krótką chwilę, która trwała nie więcej niż beknięcie pijanego żołdaka w karczmie, Elf opanował się. Drżenie ustało, choć oczy nie zmieniły się nawet o krztynę. Odwrócił głowę w stronę ognistowłosej patrząc na nią z kpiną. -Bardzo kurwa profesjonalnie, a teraz z łaski swojej jeżeli chcesz by przeżyła siedź cicho na piździe i nie odzywaj się. Muszę się skupić.-Powiedział tonem, jakby mówił o pogodzie, po czym znów skierował wzrok na pół-skrzydlatą. Mówiąc szczerze, nie był do pewny, czy zdoła wykrzesać z siebie wystarczająco sił, by całkowicie uleczyć zmasakrowane plecy kobiety. Położył dłoń na miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą wyrastało skrzydło, a teraz ziała rana, z której krew wydobywała się. Zaczął się skupiać, a dla lepszego efektu przymknął oczy, czując jak wzbiera się w nim moc. Nie spieszył się, zbierał ją powoli i miarowo, by nie spaprać roboty. Po chwili, gdy skupiony był już maksymalnie, otworzył oczy i wysłał wiązkę energii magicznej przez dłoń do rany. Miał na celu przyspieszyć regenerację, lecz nie w tak morderczym tempem jak wcześniej u rudej. Jeśli mu się uda, to doprowadzi tylko do regeneracji "początkowej", by zatamować krwotok i nic więcej. Jak nikt nie przeszkodzi mu podczas trudnego procesu uzdrawiania magicznego powinno mu się udać. Po wszystkim zapewne, zmęczony odwróci się do zabójczyni. -Jeżeli posiadasz jakieś wino to wlej do kociołka i zagotuj. Jak w Twoim inwentarzu jest gorzałka to daj mi ją.-Powiedział ciężko wzdychając. Jeżeli dziewczyna poda mu gorzałkę, poleje nią obficie ranę a plecach pół-skrzydlatej.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

01 gru 2014, 23:19

Ciężkie, przepełnione dymem i zatęchłą wilgocią powietrze drażniło stalowe oczy półefki, delikatnie szkląc ich powierzchnie. Półmrok panujący wokół, zdawał się wręcz napierać na jej jaźń, przyspieszając bicie drobnego serca, kołaczącego się w piersi dziewczyny. Miała wrażenie, jakby nagle stała się kapłanką, odprawiającą rytuał ku czci pierwotnego, mrocznego bóstwa. Wtem spadł pierwszy cios. Poczuła, jak ciężki, metaliczny zapach posoki drażni jej nozdrza, prawie jak woń znajomego przyjaciela. Ciepłe kropelki zrosiły jej dłonie i nogi, niczym mroczne gwiazdy na białym niebie. Spokojny oddech uszedł z jej ust, gdy znów unosiła broń nad głowę. Jakby we śnie, wpatrywała się w szamoczącą się istotę. Skądś wróciła do niej prawie zapomniana iskra współczucia, drżąc w niemym przerażeniu na to, co czyniła kobieta. Szkoda tylko, że jej sumienie umarło lata temu, a przynajmniej tak sądziła. Cudza krew, cierpienie i strach nie robiły na niej najmniejszego wrażenia; a jednak coś w zapłakanej blondynce pobudziło w niej tak głęboko pogrzebane uczucie. Nigdy nie było tak, by Estelawien nic nie czuła. Cały jej byt składał się z nastrojów kierujących jej kolejnymi krokami, jednak niewiele z nich miało wyższy, a co dopiero pozytywny charakter. Kurwa, zamknij mordę. Warknęła w myślach i dosyć brutalnie zdzieliła pół-skrzydlatą, głowicą miecza w potylicę. Cisza jaka nagle nastała prawie rozsadzała jej czaszkę. Pustka w oczach, przenikała wprost z jej duszy, próbującej sycić się cierpieniem istoty przed sobą. Mimo to wbrew sobie współczuła jej w jakiś chory i odległy sposób. Nie czekając znów uniosła ostrze, a potem znów. Kończyna zadrżała agonalnie i opadła w brudna ziemię, pstrząc się błotem. Przez krótką chwilę rudowłosa wpatrywała się w nią, mrużąc lekko oczy. Niczym krwawe perły rzucone w błoto, unoszą się raz po raz… przypomniała sobie nagle fragment przyśpiewki, zasłyszanej późną nocą w jednej z karczm. Odetchnąwszy ciężko, rzuciła okiem na Seviana.

Jest bardziej popierdolony niż ja. Stwierdziła z nutą strachu i odrazy, patrząc na lubieżną ekscytację narastającą w jego oczach. Jakby najśmielsze, erotyczne fantazje właśnie spełniały się tuż przed nim. Elf ekscytował się cierpieniem, czerpiąc z niego przyjemność i siłę. Przypominał jej teraz każdego oprawcę, który kiedykolwiek podniósł na nią rękę, każdego mężczyznę, który sięgnął pod jej spódnicę. W końcu tych, którzy zabawili się z nią, gdy była najsłabsza. Dziewczyna ledwo powstrzymała się, by nie wykonać zamachu mieczem i nie skrócić go o głowę. Ręce drżały jej nie mniej, niż jemu choć w jej oczach czaiła się furia, nie ekstaza. Czy wiedziała? Za długo taplała się w mroku, by nie zaznać każdego jego skrawka; by nie móc wyczuć skaz na duszach bliźnich i nie zanurzyć w nich ostrza ku własnej uciesze. A jednak powstrzymała się i odsunęła, o nic nie pytając, nic nie mówiąc. Bo czy ostatecznie, była od niego w jakikolwiek sposób lepsza? Też napawała się bólem innych; niczym pasożyt na wielkiej, ropiejącej ranie jaką był świat.

Przykucnąwszy przy swoim tobołku, wyciągnęła z niego półlitrową butelkę samogonu i odkorkowawszy ją zębami, wypełniła pordzewiały kubek, ustawiony koło ogniska. Rzuciwszy obojętne spojrzenie elfiemu uzdrowicielowi, spokojnie odnotowała wszystko, czym w jej stronę rzucił. Zawsze wszystko pamiętała, przez co kwestią sporną na samym końcu była tylko adekwatna zapłata. Nic nie mówiąc, objęła się rękoma, pocierając wymarznięte ramiona. Jeszcze tylko parę cięć i po kłopocie. Odetchnąwszy ciężko, spojrzała na długouchego z nutą ironicznego zdziwienia.

-Mamy tylko jebany kubek i już się gorzałka grzeje. -nie miała ochoty więcej gadać, podając mu trunek. Pochwyciwszy miecz, odczekała moment, aż elf dokończy swego dzieła i o ile jej pacjentka nie będzie już dalej krwawić, nadal okazując oznaki życia zabierze się do dzieła. Staranne, silne cięcia, najlepsze jakie mogła teraz wykonać. Nic więcej i nic mniej, tylko tyle mogła uczynić dla cierpiącej istoty. Przynajmniej będziesz mogła normalnie żyć. mruknęła cicho w myślach. Nawet śmierć nieznajomej nie wydawała się jej teraz taka straszna. Choć, może do najgorszego nie dojdzie, jeśli Sevian okaże się tak dobry, jak sądzi.

Awatar użytkownika
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

02 gru 2014, 17:13

MG

Rana na plecach Bezimiennej powoli zaczęła zrastać się pod wpływem magii Seviana. Proces ten jednak nie potrwał długo, gdyż elf już po krótkiej chwili postanowił pozostawić ją w podgojonym stanie. Zaklęcie nie wyczerpało Seviana tak bardzo, jak obawiał się początkowo. Odczuł wyraźny odpływ sił, jednak też pozostało mu ich dosyć, aby bez najmniejszych problemów poradzić sobie z drugą raną.

Na plecach dziewczyny pozostał jedynie ślad po skrzydle, odstająca na około centymetr, wypustka wielkości pięści dorosłego mężczyzny, w której wyzierało na zewnątrz poszarpane mięso i resztki kości. Widok zapewne byłby dużo gorszy, gdyby nie spora ilość zeschłej krwi, która przesłoniła niemal całą ranę. Bezimienna, owszem, faktycznie została pozbawiona jednego ze skrzydeł, jednak w barbarzyński, pozostawiający sporo do życzenia sposób. Trudno się dziwić, skoro do dyspozycji Estelawien miała jedynie swój miecz i nic więcej. Może gdyby znalazł się pośród nich jakiś doświadczony chirurg, lub chociaż balwierz wyglądałoby to nieco lepiej. Trudno było na tym etapie stwierdzić jak przejdzie gojenie się rany i jak będzie ona wyglądać za jakiś czas. Magia Seviana sprawiła jedynie, iż krwawienie ustało, a na powierzchni rany napoczął tworzyć się ogromny strup.

Nim obecna w starym, podrdzewiałym kubku gorzałka zagotowała się rudowłosa napoczęła odcinanie drugiego skrzydła. Cały proces nie różnił się wiele od poprzedniego. Znów wokół bryznęła niemała ilość krwi, znów kolejne cięcia odseparowały kończynę od ciała, aby w końcu i drugie skrzydło opadło na ziemię. Druga rana wyglądała nieco lepiej, kość była cięta nieco równiej i nie starczała tak bardzo poza ranę strasząc swoją bielą. Całkowicie przykryła ją wypływająca z rany posoka.

Zapewne na ciele młodej dziewczyny na zawsze pozostaną już ślady pod postacią dwóch sporych wypukleń na łopatkach, które sprawiać będą wrażenie, jakby pod jej skórę zostało coś wszyte. Przynajmniej takie mogli mieć podejrzenia, choć ostatecznie przekonają się dopiero gdy ujrzą efekty na własne oczy. Cokolwiek jednak pozostanie na ciele dziewczyny będzie rzucać się w oczy zdecydowanie mniej niźli ogromne skrzydła.

Teraz musieli jedynie zatrzymać krwawienie z drugiej rany, oraz wymyślić coś, co pozwoli Bezimiennej przeżyć najbliższe kilka dni. Przyjmując, że pozbiera się ona po tym przeżyciu. Już-nie-skrzydlata dziewczyna zaczynała powoli odzyskiwać przytomność, jednak doszczętnie paraliżował ją ból odczuwany z ran.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.