Chata Tarretha

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

Chata Tarretha

06 paź 2011, 13:12

W sercu lasu stała chata…

Pozbawiona drzwi, niewielka, drewniana, doszczętnie porośnięta mchem i innymi roślinami. Widać, że stoi tu już długi czas. Wybudowana w zgłębieniu w ziemi, by lepiej chronić wnętrze przed wiatrem i innymi niebezpieczeństwami. Ciężko ją zauważyć, nawet uważnie rozglądając się.

Przed chatą widać niewielki kamienny krąg. Pozostałe w środku ślady świadczą, że przez dłuższy czas kiedyś palono tu drewno. Ciężko powiedzieć jak dawno temu. Nieopodal stoi stary, przegniły pieniek. Z boku chaty dobudowane jest ledwo trzymające się kupy zadaszenie, pod którym trzymane było przede wszystkim drewno na opał. Świadczy o tym spory stos wilgotnych, pogniłych drewienek.

Środek chaty jest niemal pusty. Jedna izba z śmierdzącą słomą w kącie, jakimś prowizorycznym stolikiem i czymś, co zapewne było półką, jednak nie wytrzymało próby czasu. Widać niewielkie, przeraźliwie skrzypiące drzwi, prowadzące do równie pustej spiżarki.

W chacie nie pozostało już właściwie nic oprócz spróchniałego wiadra i przeżartego rdzą metalowego kubka.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

04 sty 2015, 16:47

Półelfka z lekkim szokiem zarejestrowała moment w którym jej miecz dosłownie na cale minął gardziel ostrouchego, przecinając próżnię. Nigdy nie dane było jej widzieć podobnej płynności i niesamowitego wręcz kunsztu bitewnego, skupionego w jednym umyśle i ciele. Sevian był niczym woda, wyślizgująca się jej dłoniom i broni. Nie czekając nawet chwili puściła jego łokieć, zdecydowanie nie mając zbyt wielkich szans w siłowym pojedynku ze znacznie masywniejszym mężczyzną. Wszystko wokół wydawało się dziwnie nierealne, gdy opary dymu snuły się po klepisku, malując niezwykłe i upiorne obrazy na krzepnącej w błocku kałuży krwi. Smród posoki, wymieszanej z gęstym dymem dławił jej dech, osiadając w płucach na kształt całunu. Nawet szczęk ich broni i rytm oddechów zdawał się w jakiś sposób cichszy. Ruda zabójczyni czuła się, jakby nieświadomie stawiała kolejne kroki w porzuconym przez duchy tańcu, na nowo odkrywając jakiś fragment dawno zapomnianej historii.

Ledwo dostrzegłszy jak noga łowcy wystrzeliła w stronę jej kolana, młódka wykonała dosyć desperacki zamach, starając się wycofać poza jego zasięg. Ciasnota i ciemności nie sprzyjały jej ani trochę tylko pogarszając jej już i tak kiepską sytuację. Nagle powietrze przeszył jej stłumiony, wściekły krzyk, gdy ból w kolanie eksplodował miriadami gwiazd przed jej oczyma. Czuła, jak zalewa ją fala cierpienia, próbując porwać i przygwoździć do ziemi. Jej dłoń zacisnęła się mocniej na rękojeści, gdy pełne nienawiści, stalowe oczy utkwiły się w Sevianie. Zapłacisz za to skurwysynu. Warknęła w myślach, utrzymując teraz ciężar ciała na drugiej nodze, znów stając w pozycji bojowej, biorąc poprawkę na nieokreślony uraz, promieniujący tępym bólem. Łzy zbierały się w kącikach jej oczu, jednak nawet na moment nie spuszczała spojrzenia ze swego adwersarza. Jej miecz zostawił na jego goleni głęboki ślad na jego goleni, z którego teraz wyciekała krew. Kącik jej ust drgnął w paroksyzmie okrutnego uśmiechu. W tej chwili czekało ją najgorsze; ranny elf był teraz zmuszony do gwałtownego zakończenia całego starcia, jeśli chciał przeżyć. Nie mogła nijak równać się z nim szybkością, czy wprawą, a jednak musiała jakoś przetrwać. Yridarze, czuwaj nad mym ostrzem. mruknęła w myślach, zaciskając zęby. Musiała choć na chwilę zignorować ból…

Wtem, wraz z okropnym trzaskiem pękającego stropu do środka wpadł potężny wilk w tumanie liści i kurzu. Est nie miała nawet czasu by się zastanowić, gdy szok uderzył po jej myślach niczym solidny obuch. Mogła spodziewać się naprawdę wielu rzeczy; nieumarłych, śmierci, czy choćby tej dziwacznej wiedźmy na zewnątrz, ale nie cholernego wilka wpadającego przez dach. Przez ułamek sekundy na jej twarzy odmalował się wyraz najszczerszego i nieco tępego zdumienia, gdy umysł pod ryżą czupryną starał się przyswoić sobie to, co właśnie się stało.

Pomimo tego nie była bynajmniej bezbronna. Jej ciało reagowało instynktownie, ustawiając się tak, by móc odeprzeć ewentualny atak. Ani ona, ani Sevian nie byli w stanie nadającym się do ofensywy, jednak w jej interesie zdecydowanie bardziej leżało teraz skłonienie go do zaatakowania jej. Uszkodzona noga mogła się najzwyczajniej pod nim załamać przy pierwszym kroku, a pobudzony zapach posoki wilk mógł dopaść ostrouchego i rozwiązać jej problem, choć równie możliwe było, ze rzuci się na nią, albo blondynkę. Nic już nie było pewne i mogła tylko modlić się, by jej reakcje były adekwatne i słuszne.

W chwili gdy elf wykona w jej stronę cięcie skierowane na górne partie ciała, zabójczyni sparuje je najszybciej i najdokładniej jak może, jednocześnie przesuwając się nieco w dół i do przodu. W tym momencie jej ostrze powinno wyminąć broń elfa, która przeszłaby płazem nad jej głową i pchnąć prosto w jego bok, przecinając mięśnie i skryte pod nimi żyły. Jeśli jej przeciwnik spróbowałby ją pchnąć, najpewniej zmuszona byłaby do szybkiej parady, połączonej z możliwie najbezpieczniejszym zejściem z toru pędzącego ostrza, w razie czego starając się odbić je od siebie magią. W następnej chwili jej parada przeszłaby w płynne pchnięcie skierowane na jego tors. Nadal uważałaby oczywiście na kolejne niespodzianki w postaci kopnięć i ciosów, starając się sparować je bronią i wolną ręką w miarę swych możliwości. Gdyby elf postanowił ciąć ją w bok, czy też po rękach, sparowałaby jego cios i spróbowała ciąć go tak, by wytrącić mu broń z dłoni, albo przynajmniej zranić. Nie miała zamiaru nadmiernie ryzykować, stawiając na twardą i jak najlepszą defensywę. Jeśli Sevian wykonałby pchnięcie nakierowane na jej nogi, półelfka spróbowałaby zbić je z dala od swego ciała, jednocześnie schodząc z jego toru. W następstwie tego, o ile nadal byłaby żywa na odlew cięłaby ostrouchego w pierś. Oczywiście cały czas byłaby gotowa na odparcie ataku ze strony wilka, choć wtedy miałaby raczej marne szanse na przetrwanie. Jedyną jej opcją byłoby krótkie pchnięcie w zwierzęcy pysk i płynne odsunięcie się na bok, gdzie najpewniej będzie już czekał na nią miecz Seviana. Mogła tylko modlić się, by bestia uznała rannego elfa za łatwiejszy łup. Kobieta musiała zresztą uważać na ranną nogę, oszczędzając ją na ile to możliwe. Mimo to w razie potrzeby zagryzłaby po prostu zęby i starając się zapanować nad bólem robiła to co konieczne.

Gdyby jakimś cudem elf nie zaatakował, albo zdawał się choć przez chwilę oszołomiony, wykorzystałaby to i korzystając z raczej lichej odległości, oddzielającej ją od niego wykonałaby gwałtowne pchnięcie, stawiając krok w przód. Brałaby oczywiście poprawkę na jego niebywały refleks, w każdej chwili gotując się do użycia magii by odbić jego broń pchnięciem, jak i zmiany toru ruchu swego ostrza, by sparować ewentualny atak. Ogólnie byłaby niezwykle ostrożna i całą sobą skupiona na walce, ani przez moment nie lekceważąc przeciwnika. Musiała wykorzystać wszystkie swe zdolności, jednocześnie bacząc na każdy jego ruch i ignorując cierpienie. Bezwzględnie chciała przeżyć.

Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 10 lis 2014, 21:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3087

04 sty 2015, 21:53

Uparte dziursko nie chciało przepuścić wilczego cielska. Wilczyca mogła tylko biernie obserwować wydarzenia, które rozgrywały się w zwichrzonej chacie. Wystawiła różowy jęzor i dyszała głośno, małe obłoczki pary unosiły się z jej nozdrzy. Musiała coś zrobić, wspomnienia głęboko uciśnięte w zakamarkach jej pamięci, nie pozwalały jej odejść. Sama przecież potrzebowała pomocy, gdy zagrażał jej Hebziel. Uratował ją wtedy nie kto inny, jak wilk.

Ta sytuacja, więc była dla Kłanicy bardzo klarowna. Dwie zszargane osobistymi przeżyciami kobiety, pozostawione na pastwę jakiegoś dziwacznego mężczyzny w lesie. Wilczyca nie miała pojęcia o wydarzeniach, które spowodowały, że owa trójca znalazła się w chacie, w tej konkretnej chwili. Rozumiała i interpretowała tylko to, co widziała. Dlatego jej decyzje były takie, a nie inne.

Uniosła łeb do góry i zaczerpnęła głęboko tchu. Z głębi jej gardła wydostał się charkot bezradności. Wtem żelastwo poszło w ruch. Kobieta była zbyt wolna jak dla tego zwyrodnialca. Mężczyzna jakby od niechcenia kopnął ją w kolano, na co wilczyca aż kłapnęła zębami w powietrzu. Jedyne co mogła zrobić to poszerzyć dziurę i skoczyć do środka. Wyprostowała i usztywniła przednie kończyny i zaczęła nimi uderzać o krawędź dziury. Walczący nie byli niczego świadomi. Dach, który trzymał się na dobre słowo jednak ustąpił pod wilczymi łapami.

Runęła w duszny półmrok chaty. Klepisko było twarde i nieprzyjemne. Wilczyca wylądowała na czterech łapach, choć przysiadła na nich dosyć nisko. Wstrząs po tym dziwacznym zeskoku przeszedł przez jej ciało, grożąc, że któraś z łap się omsknie i równowaga wilczycy ulegnie zachwianiu. Nie było to zgrabne lądowanie. Przez chwilę cała chata jeszcze się trzęsła przed wilczymi ślepiami.

Kłanica potrząsnęła czarnym łbem, zrzucając z siebie kawałki powały i uspakajając drżący przed oczami świat. Strumieniami napływały do niej bodźce z otoczenia i mieszały się w jej głowie. Fala przeszła wzdłuż jej ciała, a rozum w końcu dostał się do władzy odganiając dogasającą chęć odzyskania równowagi. Jej kryza nastroszyła się momentalnie. Stanęła mocno na tylnych łapach, które były rozstawione szerzej niż przednie. Pazury mocno ryły podłoże. Wlepiła swoje bursztynowe ślepia w mężczyznę, który w tym świetle miał oczy niemal o takiej samej barwie, co wilk. Wokół jednego wił się malunek w kształcie węża. Przed jej oczami mignął również pierścień w kształcie wilczej głowy. Bardzo jej się spodobał ten pierścień. Jednak zwierzęcych towarzyszy nieporadnie dobierał sobie ten mężczyzna. Martwe ozdóbki nie pomogą mu w starciu z żywą bestią.

Wilczyca wiedziała, że mężczyzna jest poważnie ranny w nogę. Poczucie równowagi było chyba najważniejsze w tej całej sytuacji. Chata była wilgotna, a miejscami zalegały w niej kałuże. W dodatku ociekała juchą.

Uszy ustawiła prostopadle do czaszki. Żuchwa lekko opadła, a wargi uskoczyły do góry by odsłonić górne i dolne, śnieżnobiałe kły. Gdzieś pośród rzędu zębów, podrygiwał jasnoróżowy język. Ogon był sztywny i bardzo powoli ruszał się na boki. Był jakby ostrzeżeniem. Całej tej przemianie z nieporadnego wilka, "z nieba" w doskonałego zabójcę, która trwała może cztery wilcze oddechy, towarzyszył dźwięk. Niepokojący i narastający.

Był to na początku cichy warkot, który z rzadka przerzedzony był mięsistym charkotem, zamieniającym się w krótkie szczeknięcie. Coraz głośniej i głośniej. Sierść na karku zjeżyła się jeszcze bardziej. Napięte mięśnie czekały w gotowości. Wilczyca jednak nie zamierzała czekać na ruch mężczyzny.

Widziała, że ranna noga jest niepewna i chybotliwa, a mężczyzna z trudem na niej stoi. Czarne spodnie były z pewnością przesiąknięte krwią i lepiły się do ciała. Rana musiała ciągnąć i promieniować bólem, a kołczan i łuk, które obciążały obydwa ramiona mogły sprawiać pewne trudności w wymachiwaniu mieczem.

Kłanica chciała uderzyć właśnie w goleń, bądź w opierającą się na zranionej nodze część ciała, tak by zaburzyć równowagę mężczyzny i dostać się do najczulszego punktu, każdego stworzenia – szyi. Wystąpiła krok do przodu i na chwilę jej pysk przyjął dziwny wyraz. Uśmiechnęła się jakby, tak złośliwie, po wilczemu, zamykając paszczę, zwieszając głowę i wlepiając przeszywające spojrzenie w mężczyznę. Zrobiła jeszcze jeden krok, dokładnie na taką odległość by mężczyzna nawet będąc w wypadzie nie mógł jej drasnąć.

Warknięcie i szczeknięcie. Czujna i gotowa do tego by ruszyć. Czuła się niemal jak w swoim stadzie podczas polowania. Była w swoim żywiole. Wiedziała, że mężczyzna jest osaczony. Kolejne wilcze oddechy zamienione w parę, mieszały się z dymem.Po chwili przestała wydawać jakikolwiek dźwięk i niemal się położyła, kiedy nagle tylne kończyny wypchnęły ją w powietrze. Pazury zagłębiły się w zbutwiałej podłodze i zostawiły w niej głębokie bruzdy. Uszy położyła po sobie i wyciągnęła przednie łapy, tak by cięły powietrze jak strzały.

Nie był to wysoki skok na gardło, lecz niski na zranioną nogę. Wilczyca najprawdopodobniej wylądowałaby tuż przed nogą, a siła rozpędu zwaliłaby jej ciało na nogę. Mogłaby się nawet przewrócić i sunąć całym pędem na dolne kończyny elfa. Dodatkowo wygięłaby na bok głowę i zaczepiła o kończynę zębami. Mężczyzna musiałby naprawdę nisko i szybko się nachylić by powstrzymać rozpędzoną bestię, mieczem, ręką czy sztyletem.

Kłanica wiedziała, że elf jest zmęczony walką z kobietą i z pewnością jego refleks i sprawność były osłabione na tyle by sprawna zmiana chwytu miecza i opuszczenie go w odpowiednim momencie Miała nadzieję, że jej hipnotyczne spojrzenie również wytrąci mężczyznę ze stanu bitewnego skupienia.

***

Jeśli Sevian odwróci się od wilczycy, wtedy Kłanica wzięłaby krótki rozpęd i skoczyła na plecy mężczyzny, rozwierając paszczę i celując w miękką, odsłoniętą część karku, która znajduje się w luce między kołczanem, a łukiem. Celem jej górnych kłów byłaby żyła szyjna.

Awatar użytkownika
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

20 sty 2015, 15:56

MG

Wydarzenia w chacie musiały Seviana najwyraźniej zszokować kompletnie. Trudno się dziwić, zapewne nie spodziewał się takiego pokazu wrogości od kobiety której wciąż powtarzał, że chce pomóc i której faktycznie zresztą pomógł. Może nie spotkał się wcześniej z takimi przejawami kłamliwości, bezwzględności i czystej chęci mordu pośród innych istot. Estelawien próżno wyczekiwała ataku z jego strony, ten nie nastąpił. Elf zwyczajnie zastygł nie reagując na zdarzenia wokół, najwyraźniej wpadający przez dach wilk to było już dla niego zbyt wiele. Nim rudowłosa zdążyła zauważyć, że elfa dopadła kolejna już chwila zadumy ten zniknął jej z oczu. Tak jakby. Coś huknęło o podłogę. Spojrzała w dół dostrzegając splataną masę dwóch ciał jaka się tam znajdowała.

Kłanica skoczyła wprost pod nogi Seviana wpadając wprost w jego ranną nogę. Ledwie musnęła ją zębami, nim elf upadł, a jej cel uciekł jej sprzed pyska. Przy okazji poczuła że przygniótł ją jakiś ciężar. Ścięty z nóg Sevian zrobił to, co naturalnie uczyniłaby każda podobna istota. Przewrócił się wprost na leżącą tuż obok Kłanicę przygniatając ją, a w dodatku przypadkiem uderzając kolanem wprost w nos futrzastej agresorki. Przed oczami wilczycy na krótką chwilę zatańczyły gwiazdy.

Estelawien miała przed sobą iście komiczny widok. Elf leżał na wilku, który to przygnieciony chwilowo nijak nie mógł dobrać się do czyjegokolwiek gardła. Jeśli Kłanica chciała faktycznie sięgnąć Sevianowej krtani musiała najpierw wygrzebać się spod elfa uważając na jego miecz. Zdawało się, że mężczyzna, przynajmniej chwilowo nie stanowił dla rudowłosej zagrożenia. Zapewne większym był wilk. Nawet Estelawien ze swoją szczątkową wiedzą na temat wszelakiej fauny wiedziała, że zdrowie zwierzęta unikają ludzi, a nie ich atakują. Tego najwyraźniej trawiła jakaś choroba. Może był kolejnym chodzącym trupem? W ciemnej chacie nie była w stanie stwierdzić.

Dziwna bezwładność elfa była co najmniej niepokojąca. Takie zachowanie nie było czymś normalnym wobec konieczności walki, a szczególnie gdy zagrożenie było tak blisko, tuż pod nosem. Nawet marznąca przy wejściu Bezimienna okazywała więcej zainteresowania otoczeniem gdy była jeszcze przytomna, niż robił to w tej chwili elf. Czyżby padł na niego jakiś zły urok? Może cała ta chata była przeklęta, a kwestią chwili było aby pozostali również bezwładnie opadli na ziemię. Las Cieni nie był najprzyjemniejszym miejscem, a powszechna opinia w Autonomii mówiła że ten kto do niego wchodzi już nie wraca. Był to właściwie jedyny powód dlaczego na idącym przez te tereny trakcie próżno było liczyć na spotkanie podróżnych. Woleli oni nadłożyć drogi i przejść prze Morinhtar i Aparilume.

Do nozdrzy leżącej na ziemi Kłanicy dotarł dziwny zapach. Zdołała go wychwycić dopiero po chwili, gdyż zagłuszał go gryzący dym z ogniska i próchniejące drewno. Coś w pobliżu pachniało jak… śmierć. Był to ten dziwny, obcy zapach śmierci, rozkładu i zwłok. W teorii coś, co dobrze znała, wiele trupów można było znaleźć w Lesie Cieni, z drugiej jednak strony nie dało się do tego zapachu przyzwyczaić, śmierć zawsze była czymś mistycznym. A ta woń niosła ze sobą jakąś podświadomie przekazywaną wrogość.

To, że otoczenie się zmieniło zauważyła również siedząca na drzewie Inraa. Zwierzęta wokół zamilkły, a przy chacie zapanowała nienaturalna cisza. Nieszczęśliwie dla siebie obecni w chacie podróżnicy nie byli w stanie tego zauważyć, zajęci zresztą byli czym innym. Do uszu driady dotarł cichy szmer gdzieś pośród krzaków na dole. Ktoś, lub coś nadchodziło.

Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 10 lis 2014, 21:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3087

23 sty 2015, 15:31

Porządny cios w pysk i perspektywa podłogi, najczęściej zmienia postrzeganie świata i zawraca umysł na trzeźwiejsze tory. Bezwładny i niezamierzony kopniak w pysk spowodował, że zakręciło się jej w głowie, a w nosie pozostało nieprzyjemne łaskotanie. Kłanica kichnęła potężnie i dopiero wtedy odzyskała jasność umysłu. Mogła teraz dokładnie przyjrzeć się sytuacji, w którą włączyła się wszystkimi czterema łapami. Pierwsze co dojrzała to były okrwawione resztki głównej kości skrzydeł. Ostre krawędzie sterczały smutno w górę, a krew, która zaczęła już krzepnąć zabarwiła je na brązowy kolor. Białe pióra powoli spijały posokę, zlepiając się ze sobą. Oczy wilczycy spojrzały na bezwładne ciało kobiety leżące nieopodal drzwi. Sterczące z jej ciała resztki głównej kości skrzydeł nie przypominały tych okrwawionych kikutów. Wilczyca pojęła swój błąd i lekkomyślność.

Jak mogłam być tak głupia..

To co wzięła za grymas jakiejś obmierzłej ekscytacji czyimś bólem, było grymasem skupienia. Mężczyzna, który teraz leżał i powoli gramolił się z podłogi nie był jakimś wynaturzonym sadystą, tylko uzdrowicielem. Kłanica puściła w myślach wiązankę na temat swojej głupoty i lekkomyślności. Potępiła się za swoją wilczą impulsywności. Miała teraz pewność, że zbyt długo już przebywa w tej skórze. Wiedziała, że samotne życie pośród głuszy może się dla niej skończyć tak, że zapomni jak to jest być człowiekiem. Już w tej sytuacji polegała tylko na swoim wilczym instynkcie. Kłanica wiedziała, że musi jakoś naprawić swój błąd. Odpokutować pochopne czyny.

Patrząc jednak na odłamki kości wystające z pleców dziewczynie, potrafiła jej tylko współczuć. Widać było, że ci którzy jej to zrobili kompletnie nie znali się na patroszeniu zwierzyny czy jej członowaniu. Wystarczyło kilka wprawnych ruchów, większa siła i całą kość oddzieliłaby się od stawu. Pozostawione pokruszone kości z pewnością będą sprawiać jej ból.

W trakcie tych rozmyślań całe jej ciało nie pozostawało bez ruchu. Wierciła się i kręciła.
Nagle do jej nosa dotarł niepokojący zapach. Jakby Kłanicy przyszło wpaść na kilkudniowe pobojowisko, czy padlinę jakiegoś dużego zwierzęcia. Ten zapach jedynie przypominał owe wonie. Był jakiś dziwny i niepokojący. Jakby żywy? I cały czas się nasilał. Wilczyca wiedziała, że ten słodkawy, trupi odór może wydawać tylko rozkładające się ciało. Zastrzygła uszami i zaczęła wiercić się jeszcze bardziej. Jej obawy się potwierdziły, jakaś mroczna i złowroga siła zmierzała do chaty. Las umilkł w oczekiwaniu.
Wilczyca chociaż przygwożdżona sporym ciężarem złapała przednimi łapami przyczep i pociągnęła się na nich. Kiedy tylko zyskała podporę dla tylnych łap odepchnęła się nimi mocno wyczołgując się spod mężczyzny, który mimo upadku nie puścił swojego miecza. Musiała uważać na tę błyskotkę. Nie chciała by uzdrowiciel rozorał ją od góry do dołu. Pragnęła jeszcze trochę pożyć. Dodatkową równowagę zapewniał jej ogon, którym z rozmachem zawinęła i odskoczyła zwinnie w stronę wyjścia.

Kłanica stanęła przy ciele kobiety bez skrzydeł. Opuściła łeb i obwąchała miejsca gdzie główna kość skrzydeł wychodziła z ciała. Spojrzała wymownie na kobietę z tasakiem swymi dziwnymi wilczymi ślepiami. Wiedziała, że nie ma czasu by pozostać w chacie. Na zewnątrz zbierało się coś znacznie groźniejszego niż to co pozostawało w środku. Zapał kobiety znacznie osłabł i nie atakowała już mężczyzny. Rudowłosa szybko zmieniała swoje zamierzenia. I decyzja o tym by kogoś zabić bądź oszczędzić naprzemiennie następowały po sobie. Wilczyca była skłonna do zdania, że kobieta nie zaatakuje leżącego mężczyzny.

Wilczycę interesowało teraz bardziej to co dzieje się na zewnątrz. Wolała się przyjrzeć całej sprawie na wolnej przestrzeni. Nie lubiła budynków i ścian. Były dla niej jak więzienie. Czmychnęła na zewnątrz i odetchnęła pełną piersią. Smród coraz bardziej się nasilał. Wszystkie jej zmysły czekały w gotowości.

Awatar użytkownika
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

23 sty 2015, 18:50

Ostatnimi czasy Sevian miał pecha. Najnormalniej w życiu kurewskiego pecha, zaczynając od pierwszego zlecenia zabójstwa, które wykonał niemal nie tracąc przy tym życia, aż do teraz. Pomógł dla jakiejś gówniary i stwora ze skrzydłami, po czym bez najmniejszego powodu został zaatakowany, do tego jeszcze ten wilk. No kurwa, ale jeszcze wilk, który z dupy się urwał i po krótkiej chwili uznał, że na kolację wpierdoli sobie elfie nogi. Czuł się jakby wszyscy uwzięli się właśnie na niego, życząc mu rychłej śmierci. Ranny strzelec przez dłuższą chwilę był skołowany. Sam już nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać oceniając to całe gówno, w które wdepnął, aż po same jajca. Nie zauważył nawet, pewnie cholernie rozbawionej miny rudej, gdy sam się wyłożył na wilka, przygniatając go do ziemi. Właśnie wtedy odzyskał rozum, a nie było więcej czasu by zwlekać, bowiem śmierć nadchodziła szybko, za szybko.

No cóż, nie powiesz mi chociaż, że się nie starałem. Miecz, który trzymał w garści, nadal w niej był. Sztylety, które schowane po bokach w pochwach, jakimś cudem nadal tam były. Kolanem, które mimowolnie spadło na pysk wilka nadal na nim spoczywało, przygniatając łeb futrzaka do ziemi. Wolną ręką chwycił sztylet i zamierzał wbić go głęboko w lewy bok zwierzęcia i pociągnąć, by powiększyć ranę. Futrzak tak czy siak, z pewnością będzie próbował wydostać się spod elfa i zaatakuje znowu, jakby okazał się szybszy, to Sevian zasłoniłby się swoim mieczem przed atakiem tak, by wilk poharatał sobie pysk o stal. Nie zamierzał zapominać o rudej, która w tejże chwili stanowiła największe zagrożenie. Gdyby ta podeszła i spróbowałaby zaatakować, poniechałby wcześniejszych działań, tylko przeturlałby się przez nią, tak by ściąć ją z nóg, po czym uklęknąłby na zdrową nogę i wyciągnął miecz na przód, modląc się o to, by nie kręciło mu się w głowie za bardzo.

Nie widział dla siebie wielkich szans na przeżycie, lecz drogo zamierzał sprzedać swoją skórę. Zamierzał zignorować każdy ból i wytężyć swoje ciało do absolutnego maksimum i skupić się na tym to co robi. Nie ważne co było sto lat temu, czy co może się z nim stać za lat dwadzieścia, najważniejsza była właśnie ta chwila, której zamierzał oddać wszystkie swoje umiejętności szlifowane do mistrzostwa. Zamierzał przeżyć i walczyć ze wszystkich sił.

Awatar użytkownika
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

01 lut 2015, 11:20

MG

Kłanica może i postanowiła zostawić elfa w spokoju, ten jednak nijak tego nie wiedział. Próbował bronić się przed napadem dzikiego zwierzęcia, nie mając pojęcia o tym, że coś dzieje się na zewnątrz. Tymczasem sama wilczyca jakby od razu o nim zapomniała, uznając z jakiegoś powodu, że nikt nie będzie próbował wyeliminować zagrożenia, jakim było szalejące, dzikie zwierzę.

Sevian próbował przygnieść głowę zwierzęcia kolanem, ale kompletnie nic z tego nie wyszło. Za bardzo się wierciło, próbując spod niego wydostać. Niemniej jednak, Kłanica znowuż tak szybko się nigdzie nie wybierała, musiała się najpierw jakoś spod Seviana wygrzebać. Właśnie usilnie próbowała to zrobić, gdy elf ostatecznie obudził się ze swojego letargu i podjął jakieś konkretne działania.

Z pewnym trudem wyszarpnął z pochwy jeden ze swoich sztyletów i pchnął w bok wilka, trafiając przy łopatce. Po Chacie poniósł się nagły, niekontrolowany skowyt. Zraniona wilczyca nagle odnalazła w sobie niemałe dawki energii i niemal wyskoczyła spod elfa, uciekając od zagrożenia. Sztylet wypadł gdzieś po drodze, z cichym brzdękiem lądując na ziemi. Wilczyca czuła promieniujący z jej boku ból, w dodatku z trudem opierała ciężar na lewej przedniej łapie. Ciepła krew spływała po futrze roznosząc tak znajomą dla niej woń. Musiała teraz dobrze się zastanowić, czy aby na pewno chce wychodzić na zewnątrz, szczególnie że Sevian mógł zaatakować ponownie.

A do chaty wciąż się coś skradało. Z otaczającej ją roślinności wynurzyła się kolejna dwójka nieumarłych. Wyglądali niemal jak ludzie, możnaby ich nawet z nimi pomylić gdyby pewien podświadomy niemal swąd śmierci i pozbawione emocji, puste oczy. Ich ubiór zresztą też zostawiał wiele do życzenia. Starając się stąpać jak najciszej poczęli podkradać się do wejścia do chaty. Obaj mieli w dłoniach tasaki, zaś u pasów jeszcze sztylety. Nie wzruszyły ich zupełnie dochodzące ze środka odgłosy walki. Nie mieli dość własnej woli, aby zastanawiać się co też może robić tam jakiekolwiek zwierzę, skoro wszystkie inne uciekły czując że nadchodzą. Mieli proste zadanie, a jedyną myślą, która kalała w tej chwili ich umysły było wykonanie go. Wielu takich jak oni krążyło ostatnimi czasy po Lesie.

Estelawien pozostała bierna, obserwując co się dzieje. Trudno stwierdzić czy dobrze się przy tym bawiła, acz przynajmniej mogła skorzystać z chwili odpoczynku. Ból w kolanie zaczynał powoli mijać. Stwierdziła że w Chacie z tego wszystkiego zrobiło się duszno. Dym z ogniska, wilk, elf, półelfka, skrzydlate coś, próchniejące drewno. To wszystko składało się na naprawdę nieprzyjemną atmosferę wewnątrz budynku.

// Ze względu na ciągle przeciągającą się akcję, która blokuje chętnych w tym czasie do pisania graczy ustalam limit odpisu w postaci trzech dni. Po 72 godzinach od mojego postu będzie pojawiać się następny, nawet jeśli nie odpisze nikt.
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 10 lis 2014, 21:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3087

01 lut 2015, 15:45

Szczęk wyciąganego sztyletu był dla niej jak trzask pioruna. Zdwoiła wysiłki by wydostać się spod mężczyzny. Niestety nie udało jej się w porę. Ból przeszył jej ciało. Sztylet ukłuł ją niczym żądło zatrzymując się w okolicach łopatki. Ostrze weszło niezbyt głęboko, ale i tak zrobiło mały zamęt wśród mięśni ramienia wilczycy, nie uszkodziło jednak ważniejszych arterii. Skowyt, jaki wydarł się z piersi wilczycy był krótki, ale pełny bólu i wściekłości. Powietrze zadrżało od jej głosu. Kłanica szarpnęła się do przodu i wystrzeliła spod mężczyzny jak z procy. Na całe szczęście sztylet wypadł z rąk mężczyzny, który nie zdołał go przytrzymać tak by powiększyć ranę.

Teraz wystarczyłby jeden skok by wydostać się z tej drewnianej, przeklętej chaty. Kłanica miała w głowie tylko pragnienie by się stąd wynieść. Dość już jej było przygód związanych z bezinteresowną pomocą obcym. Sztylet leżał w zasięgu jej pyska, gdyby mężczyzna chciałby po niego sięgnąć, wilczyca kłapnęłaby zębami ostrzegawczo.

Wilcze ślepia wyłowiły ruch wśród krzaków rosnących nieopodal chaty. Myśli Kłanicy zmieniły się diametralnie. Zza linii drzew wyłoniło się, bowiem dwóch nieumarłych. Była pewna, że to jedni z tej wynaturzonej rasy, ponieważ towarzyszył im wzmagający się trupi smród. Słodkawy odór śmierci. Tasaki zręcznie rysowały w powietrzu zygzaki, ich postawa świadczyła o tym, że próbują się skradać. Wilczyca wiedziała, że te stwory mają w sobie dużo siły i energii i byli jawnym zagrożeniem dla każdego żywego stworzenia. Wilczyca wiedziała, że na pewno słyszeli jej wycie. I co teraz?

Mogła jeszcze uciec i zostawić podróżników na pastwę losu. Jednak zdecydowała się zostać. Przez jej wtargnięcie pozbawiła ich pełni sił i możliwości obrony. Musiała jakoś ostrzec mężczyznę i trzeba było to zrobić szybko. Gdyby tego nie zrobiła męczyłyby ją wyrzuty sumienia. Była zimna i podła, ale nie potrafiła skazać kogoś na taką śmierć, a może i coś gorszego? Może ktoś powtórnie wróciłby ich do życia.



Spojrzała na mężczyznę swoimi drapieżnymi oczami i prędko skierowała łeb w stronę wyjścia, powtórzyła jeszcze dwa razy ten ruch zanim zjeżyła sierści i odsłoniła zęby kierując się do wyjścia. Jej całe ciało napięło się. Ból nie był już kłujący a raczej mdły i ciągły. Krew powoli wylewała się z rany. Wilczyca niezbyt nadawała się do tego by walczyć, jednak gdyby do tego doszło z pewnością potrafiłaby rozszarpać parę kończyn.



Kłanica miała nadzieję, że mężczyzna pojmie to, że zwierze widzi większe zagrożenie na zewnątrz niż wewnątrz chaty i sam się nim zainteresuje. Kłanica nie zwracała już na kobietę uwagi. Stała ona przygaszona i bierna, ukryta w podcieniach. Kłanica strasznie żałowała, że dała się ponieść własnej ciekawości i nadpobudliwości, będzie miała z tej zabawy tylko piękną bliznę.

Awatar użytkownika
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

04 lut 2015, 02:38

Wszystko działo się szybko, za szybko. Długouchy po tym jak wbił sztylet w bok wilka, nie spodziewał się tak energicznej reakcji zwierzęcia, które wydostało się spod niego z piskiem mogącym obudził umarłego. Stała się rzecz niepojęta, zraniony futrzak spojrzał mężczyźnie prosto w oczy i szybko skierował łeb w stronę wyjścia, powtarzając ten ruch odsłoniła zęby. Wtem Sevian zrozumiał, że nie było to normalne dzikie zwierze, posiadało pewną dozę inteligencji prawdopodobnie ostrzegając go przed niebezpieczeństwem. Co to do cholery musiało być, że wilk zaniepokoił się i zaprzestał walki? Jasne jak słońce było, to że trzeba brać swój sprzęt i spierdalać stąd gdzie pieprz rośnie. Póki co pyskata dziewka z bronią w łapach wyglądała tak, jakby zatrzymała się w czasie. Może i ją zszokował zmaterializowany wilk, który rzucił się na strzelca. W każdym razie trzeba to wykorzystać.

Adrenalina w dalszym ciągu buszowała we krwi, a podczas stawania ból był jakby w oddali przesłonięty szeroką kurtyną. Sevian wiedział, że po wszystkim ból smagnie go po dziesięćkroć silniej niż teraz, lecz nie ma nad czym się zastanawiać. Ominął delikatnym łukiem rudą, nie spuszczając jej z wzroku gotów uskoczyć przed niespodziewanym ciosem. Wolną ręką podniósł swoją sakwę, następnie torbę ognistowłosej, którą przewiesił przez lewe ramię. Dobre pięć kilogramów mięsa leżało na podłodze, lecz nie zamierzał go zabierać. Może ta chora dziwka chciała go otruć. Jego bagaż był w miarę lekki, torba kobiety trochę cięższa ale da radę. Musi dać.

Nikt, kto zadzierał z Sevianem nie przeżył, a tak przynajmniej próbował myśleć elf. Bez skradania podszedł prostym krokiem do kobiety stając za nią od tyłu, po czym z całej siły pchnął ją mieczem w plecy celując w serce. Dobrze znał anatomię humanoidów, przez co był pewny, że nie spartaczy roboty. Jeśli udałoby mu się, bez zwłoki opuściłby chatę i skierowałby swoje kroki do wyjścia z lasu. Gdyby okazało się, że ktoś tam jest, Sevian próbowałby ocenić odległość i własne siły, czy zdołałby uciec od możliwego niebezpieczeństwa. Prawdopodobnie biegłby truchtem, żeby się nie zmęczyć za szybko bardzo uważając, by większy ciężar stawiać na zdrową nogę.

Awatar użytkownika
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

05 lut 2015, 23:33

Estelawien wpatrywała się w piekło przed sobą z wyrazem szoku wypisanego w oczach. Wilk rzucił się na elfa; pierdolony, wielgachny wilk, który spadł jak jakiś diabeł z powały. Nawet dla niej, nieobytej nijak z naturą i jej przypadłościami było to dziwne, żeby nie powiedzieć chore. Takież samo musiało również być stworzenie przed nią, czy jej się to podobało, czy nie. Całość zakrapiała rzednąca, czerwona mgiełka, jaką sprowadził na jej umysł promieniujący od kolana ból. Nadmierna ostrożność kazała jej czekać, obserwując biernie pojedynek i ważąc swoje nieco uszczuplone siły. Adrenalina krążąca w żyłach zabójczyni, napędzająca jej myśli i świadomość powoli zaczynała opadać, choć pojedynek jeszcze się nie skończył. Wszystko zaczynało być nazbyt realne i namacalne. Do tego jej instynkt; jakby właśnie uświadomiła sobie w jak wielkie bagno wdepnęła bez najmniejszego rozeznania brnąc w nie dalej. Emocje; dała się ponieść im jak dziecko, napadając na mężczyznę. I czego się w sumie spodziewała? Zaślepiona złością popełniała błąd za błędem, nie mogąc ani się wycofać, ani zakończyć tej farsy. Musiał jednak to zrobić jeśli chciała żyć i oglądać coś jeszcze, prócz korzonków i gleby. W szczególności, że coś się zbliżało, choć o tym nie miała bladego pojęcia…

Wtem wilczyca wyswobodziła się spod swego oprawcy, wytrącając mu broń z ręki. Chwila cennego zamieszania, której tak wypatrywała półelfka właśnie się pojawiła. Nie mogła dłużej zwlekać. Nim całe kotłowanie zdążyło się zakończyć kobieta wykonała szybki i możliwie precyzyjny wypad w przód, opierając się na zdrowej nodze. Broń, ciągnięta jej dłonią wykonała błyskawiczne pchnięcie prosto na elfa. Celowała w to, co mogła trafić najpewniej i najdotkliwiej: głowę i tułów. Jeśli ten próbował w jakikolwiek sposób zaatakować ją mieczem, sparowała jego cios i przechodząc w kontrę pociągnęła pchnięcie dalej. To była tak naprawdę jej jedyna okazja by skończyć to szybko. Niezależnie od powodzenia, jeśli nadal by żyła przesunęła by się jak najszybciej w stronę swoich torb. Jeśli nadal żył jej dawny elfi kamrat uwzględniła go w swoich planach, cały czas mierząc każdy jego ruch, wypatrując najmniejszych znamion ataku. Jeśli jednak w końcu zakończyła jego żywot…

Półelfka nerwowo rzuciła spojrzeniem w stronę stojącego przy drzwiach wilka. Coś było nie tak; gorzej, coś, czy też ktoś był na tyle blisko, że nawet oszalałe bydle postanowiło zaczekać. W tej chwili kobieta najchętniej zaklęłaby szpetnie, przypominając elfom, bogom i wilkom gdzie jest ich miejsce w świecie. Niestety, na razie mogła co najwyżej próbować ocalić własną skórę, w czym akurat była niezła. To co najpotrzebniejsze. Mruknęła w myślach, pędząc ku swoim rzeczom, kątem oka łowiąc każdy ruch bydlęcia. Nawet głupiec dostrzegłby w tej chwili, że jest źle, a wolała raczej nie sprawdzać determinacji ogoniastego stwora, ani tego co właśnie zatrzymało go w chacie. Egoizm i chęć przetrwania przesłoniły wszystko, wypierając z jej umysłu jakiekolwiek mrzonki na temat współczucia, czy jakichkolwiek wyższych uczuć. Liczyła się tylko i wyłącznie jej skóra. Est porwała torbę z prowiantem i ubraniami, by następnie wrzucić ją w dziurę, jaką w dachu wygrzebał sobie czworonóg, w ślad za swoją bronią i płaszczem. Zrobiła to raczej umiejętnie, tak by ta nie przebiła dachu, ani nie stoczyła się za daleko. Nie czekając na rezultat swych poczynań, podskoczyła i chwyciwszy jak najpewniej krawędź wciągnęła się na górę. Lata ćwiczeń i wspinaczki po dachach nadały jej ciału odpowiednie odruchy, zarazem wzmacniając mięśnie i wolę. Nie bacząc na deski i wszystko inne co mogło wbić się w jej skórę, dziewczyna wpełzła na górę. Bynajmniej nie miała zamiaru tu czekać.

Przykucnąwszy tak, by nie było jej za dobrze widać, zarzuciła na ramiona swój płaszcz i zapięła spinkę. Nagie, wygrzane walką ciało drżało teraz na zimnie, chłostane lodowatymi podmuchami, a delikatne drżenie powoli przybierało na sile. Ta walka zabrała ze sobą więcej sił, niż była gotowa przyznać. Poza tym z jakiegoś niejasnego powodu czuła się podle. Zabiła, nie mając ku temu żadnej przyczyny. Tylko chwilowy kaprys i nic więcej był jej motywem. Lodowaty strach na moment ścisnął jej serce. Czy już niczym nie różnię się od nich? Twarze jej gwałcicieli przesunęły się przed jej oczyma. Najemniczka wzdrygnęła się wyraźnie i chwyciwszy resztkę swego dobytku cichaczem, na ile to możliwe ostrożnie zaczęła uciekać w przeciwną stronę do zagrożenia. Gdy tylko jej obute stopy dotknęłyby ziemi, ruda pognałaby przed siebie, byle dalej od tego piekielnego miejsca. Nieumarli i zielone kobiety na drzewach; to musiała być jej wina, na pewno. Rzuciła na nią jakiś urok, albo brońcie bogowie klątwę! Tak, na pewno. Inaczej by przecież tak się nie zachowywała, prawda? A żywe trupy musiały być jej sługami… Był tylko jeden, mały problem. Estelawien nie miała bladego pojęcia gdzie jest. Nie mogąc się jednak tym przejmować, zdjęta odrazą i prawie zwierzęcym strachem uciekała; przed wonią krwi i śmierci… i przed własnym sumieniem.

Awatar użytkownika
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

06 lut 2015, 15:55

MG

Estelawien w końcu się przebudziła. Tylko po to, aby znów skoczyć na Seviana. Zrobiła to jak tylko zobaczyła, że Kłanica wyzwala się spod elfa, co było kiepskim doborem czasu. Wilk zaplątał się pod jej nogami sprawiając, że ledwo mogła dosięgnąć swojego celu wyginając się niewygodnie i modląc w duchu, aby się nie przewrócić. Miecz drasnął policzek Seviana pozostawiając na nim już kolejne zranienie, jednak również i to nie wróżyło rychłej śmierci.

Nim zbierający się z podłogi elf mógł konkretnie zareagować rudowłosa popędziła do swoich rzeczy. Niemal zignorowała warcząca na drzwi Kłanicę. Wilczyca mogła przez niewielkie drzwi chaty dostrzec już nieumarłych, co nie wróżyło dobrze, gdyż oznaczało że… są w drzwiach. Na chwilę zatrzymali się, jakby nie mogąc dojść do porozumienia, który ma wejść pierwszy. W końcu jeden z nich przekroczył drzwi wyciągając w stronę Kłanicy ostrze miecza, aby ta utrzymywała dystans. Drugi szedł tuż za nim.

Dostrzegli zabójczynię, która właśnie przerzucała swoją torbę przez dach, jednak na ich drodze stała cała reszta obecnego w chacie towarzystwa. W tym Sevian, który ruszył za rudowłosą. Wcale nie było to takie proste, zraniona noga odmawiała mu posłuszeństwa i ledwie mógł opierać na niej ciężar. Nim dotarł do stworzonej przez Kłanicę dziury wisiały w niej już jedynie nogi Estelawien. Pchana chęcią przeżycia dziewczyna wspięła się na górę błyskawicznie ocierając sobie przy tym dłonie. Próbował chwycić za stopę rudowłosej, ale musnął ją jedynie palcami. Pozostał na środku chaty. Jednak nie sam. Nadal towarzyszyła mu Bezimienna, Kłanica, a co gorsza uzbrojony umarlak. Drugi gdzieś zniknął.

Kobieta znalazła się na dachu. Jej płaszcz i torba spoczywały tuż obok. Broni nie mogła wypatrzeć, musiała się gdzieś zsunąć. Jeśli chciała ją odzyskać musiała poświęcić chwilę na poszukanie jej. Nie miała pojęcia, że pościg za nią bynajmniej nie ustał. Jeden z nieumarłych wyszedł z chaty i począł się za nią rozglądać ewidentnie mając zamiar ruszyć w pościg. Gdy tylko usłyszał, że ktoś zeskoczył z drugiej strony chaty pobiegł za uciekającą na złamanie karku rudą. Doganianie jej jednak szło mu niezbyt dobrze. Dystans cały czas utrzymywał się na podobnym poziomie. Drugi powoli napierał na Kłanicę zmuszając ją do powolnego cofania się w głąb domostwa.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.