Gęstwiny

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 396
Rejestracja: 03 wrz 2011, 23:53
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

Gęstwiny

23 paź 2011, 17:56

Było to ta część lasu, obrośnięta przez największe drzewa, które swoimi wielkimi koronami przysłaniały promienie słońca, które chciały dotrzeć do lasu. Ściółka leśna obrośnięta jest młodymi drzewami, oraz licznym mchem.

Koshi miał dużo szczęścia, albowiem dotarł do Lasu zaledwie kilkadziesiąt sekund po wstaniu słońca. Mimo tego jego ciało było bardzo poparzone, a on sam był na krawędzi śmierci. Na ostatnich siłach położył Aliyah na miękkim mchu. Był dzień, więc temperatura była stosunkowo wysoka, nawet w miejscu zasłoniętym przez promienie słońca. Chwilę po położeniu jej ściółce padł parę metrów dalej, tracąc przytomność.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

01 lip 2012, 03:49

Kierując się ledwo widocznymi w wysuszonej ziemi odciskami zwierząt, Adrena znalazła się przy niewielkiej polankę na której leniwie snuł się niewielki strumyczek. Nie wychodziła jednak z cienia i obserwowała ten skromny wodopój czekając na okazję skryta za grubymi pniami pokrytymi gęstą warstwą mchu. Najciszej jak potrafiła wyciągnęła spod płaszcza łuk i osadziła strzałę.
Spodziewała się, że poczeka sobie w cieniu przez jakiś czas ale nie doceniła siły pragnienia leśnych stworzeń. Już po paru cichych oddechach dostrzegła niewielkie poruszenie w krzakach naprzeciwko. Z ciemnych liści wyłonił się najpierw chudy łeb, pokryty aksamitnym jasnobrązowym futrem a potem długa, smukła szyja. Młoda sarna bez ociągania opuściła schronienie i pochyliła się z gracją nad ledwo płynącym strumykiem. Nie wydając najmniejszego dźwięku Adrena napięła cięciwę i wypuściła strzałę, niemal nie celując. Łania uniosła łeb zaniepokojona ostrym dźwiękiem wypuszczanej cięciwy ale grot wbił się w zwierzęce serce z taką siłą, że zwierzę nie zdążyło nawet poderwać cienkich nóg do ucieczki. Stworzenie padło na ziemię i zadrżało konwulsyjnie parę razy, upuszczając jasnoczerwoną krew. Parę ptasząt poderwało się z czubków drzew i uciekło z głośną skargą w powietrze. Nawet jeśli coś było w pobliżu, teraz uciekło w popłochu więc bez ociągania Adrena opuściła swoje schronienie. Wyciągnęła z nieruchomego ciała strzałę po czym wytarła ją z krwi o połę płaszcza i razem z łukiem odłożyła na ziemię. Wyciągnęła sztylet i już miała zabrać się do oprawienia sarny, kiedy usłyszała za plecami odgłosy mozolnego przedzierania się przez chaszcze. Zanim zdążyła o tym pomyśleć, sięgnęła po broń leżącą na ziemi i odwróciła się w stronę potencjalnego przeciwnika kierowana instynktem. Z gęstwin lasu wyłoniła się jedna z najemniczek strzegących karawany. Svieta miała niemal męską budowę ciała i zdradziły ją jej ciężkie, niezgrabne kroki. Na widok uzbrojonej łuczniczki uniosła dłonie w obronnym geście.
Hej, Dzika, nie celuj do znajomych!
Wybacz - odparła łagodnie, odkładając na bok łuk i opuszczając wzrok.
Nie ma sprawy, w końcu wiem co to za okolica. Ale była sprawa i ktoś musiał po ciebie iść a jak zwykle tylko ja miałam jaja – Svieta wzruszyła ramionami tak gwałtownie, że jej ciężkie naramienniki zaklekotały.
Mów – odwróciła się plecami do rozmówczyni i zaczęła oprawiać zwierzynę bez pośpiechu. Svieta zbliżyła się do niej i patrzyła jak obraca sarnę na grzbiet i z wprawą rozcina brzuch pokryty białym futrem od pysku aż do mostka.
Jeden ze świeżych kupców nie wiedział gdzie się zatrzymać i pojechał jak ostatni dureń w głąb Lasu Cieni. Ma lekki wóz i dość szybkiego kuca więc jeśli mu się poszczęściło teraz może być nawet na drugim końcu. Sepsa mówił, że zorientuje się dopiero jak wyląduje tyłkiem na jednym z gejzerów. Wszyscy chcą, żebyś znalazła tego idiotę i sprowadziła go do obozowiska zanim napadnie go ktoś kto ma nieco więcej rozumu niż on.
Adrena pokiwała głową ze zrozumieniem i oczyściła nóż o ziemię. Schowała go i ułożyła łuk na plecach po czym wskazała Sviecie na stos wnętrzności, które starannie wyjęła z sarny.
Zakop resztki a mięso zanieś. Postaram się wrócić przed świtem.
Zrobi się, nie ma obawy.
Adrena podniosła się i rozejrzała przez chwilę, oceniając w którą stronę powinna podążyć. Po chwili odwróciła się w stronę zachodu i ruszyła w stronę Gorących Źródeł. Dogoniły ją słowa Sviety, która właśnie wykopywała szerokimi dłońmi dół w wysuszonej ziemi:
Jak będzie martwy, postaraj się, żeby za to zapłacili.
Łuczniczka skinęła jej głową, poprawiła łuk na plecach i zanurzyła się w lesie.
[z/t]
Awatar użytkownika
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

03 sie 2012, 21:29

MG:
Las był piękny. Promienie słońca przeświecały przez liście zabarwiając się na zielono, a dookoła panował niczym niezmącony spokój, przerywany jedynie niekiedy przed odgłosy leśnych zwierząt albo szelest gałęzi poruszanych wiatrem. Niestety Olen nie umiał w tym momencie docenić uroków natury, ale ciężko było mu się dziwić. Biedaczek kładł się spać we własnym łóżku, a o poranku zamiast własnej izby zobaczył leśną polanę, mokrą od rosy. Chłopak miał zaledwie 16 lat i nigdy wcześniej nie oddalał się zanadto od swojej rodzinnej wioski. Raz tylko w życiu był w mieście i bardzo to przeżywał, a z lasem miał tyle do czynienia, że odwiedzał mogiłę ojca, położoną na skraju lasu, kawałek za wioską. A teraz nie wiedział gdzie jest ani, co gorsza, skąd się tu wziął. Nie miał jednak żadnego pożywienia ani wody, więc po prostu poszedł przed siebie.
Zbliżał się wieczór, a on nadal nie trafił na żadne ślady, które mogłyby mu pomóc trafić do domu. Miał szczęście tak, czy siak. Może nie zdawał sobie z tego sprawy, ale w Lesie Cieni czaiło się mnóstwo niebezpieczeństw i stworzeń, o jakiś nawet nie słyszał. Tymczasem on przedzierał się przez gęstwinę przez nic nie niepokojony. Znalazł nawet malutkie, błotniste jeziorko, z którego napił się wody. Niesmacznej, ale jednak. Był jednak głodny, zmęczony i wystraszony. Kiedyś zapadnie zmrok, a Olen nie wiedział, co wtedy zrobi. Nie znał się na przeżyciu w takiej głuszy i obawiał się, że po prostu zostanie przy pierwszej okazji pożarty przez dzikie zwierzęta. Jedyną jego nadzieją, był odnalezienie kogoś w tym lesie, bądź dotarcie do jakiejś drogi. Ale na to się nie zanosiło.
Miał poczucie, że jest tu sam jeden i nikt mu nie pomoże. Uszedł jeszcze kilka kroków, po czym zawadził stopą o jakiś korzeń i jak długi runął na ziemię. Miękki mech zamortyzował upadek, więc nie zrobił sobie krzywdy, ale psychika chłopaka już tego nie wytrzymała. Zdobył się jedynie na niewielki wysiłek. Dopełzł do pnia najbliższego drzewa, usiadł, opierając się o nie plecami, a twarz ukrył w dłoniach. Nie płakał, a przynajmniej w jego oczach nie było widać łez. Był jednak zrezygnowany i nie wiedział, co ze sobą począć. W tym momencie wydawało mu się, gdyby przyszła po niego śmierć, nie protestowałby nawet zanadto. Nie zdawał sobie sprawy jak silna potrafi być wola przetrwania
Po chwili usłyszał w pobliżu cichutki szelest. Jego mięśnie napięły, się, ale bał się poruszyć. Dźwięk rozległ się bliżej, bardzo blisko. Olen zerwał się na równe nogi i rozejrzał z trwogę. Ręce opuścił nieco i tera trzymał je przed sobą, gotów zasłonić się nimi. Był też przygotowany na ucieczkę, choć wątpił w swoje szanse. Jednak nie czekał biernie na swój koniec.
W zaroślach nie dostrzegł jednak pary świecących oczu, ani paszczy uzbrojonej w wielkie kły, a sylwetkę kobiety w skórzanym stroju. Spojrzał na nią wielkimi oczami, jakby nie mogąc uwierzyć, że widzi ją naprawdę. Bez słowa podszedł bliżej, lekko zataczając się po drodze, częściowo z głodu, zmęczenia i zaskoczenia. Wpatrywał się w nią w napięciu, jakby bał się, że zaraz zniknie.
-Jesteś prawdziwa? –zapytał na wszelki wypadek. Wcale nie czuł się głupio. Było mu wszystko jedno, co o nim pomyśli. Liczyło się, że jest człowiekiem i być może wie, jak się stąd wydostać.
-Zgubiłem się – wyznał rozbrajająco, a głos mu zadrżał. –Właściwie nie wiem jak się tu znalazłem. Wie Pani, jak wyjść z tego lasu? Błąkam się tu cały dzień.
Wziął głębszy oddech, żeby się trochę uspokoić. Wyglądał jak kupka nieszczęścia, kiedy tak próbował zachować się jak mężczyzna w trudnej sytuacji.
-Mieszkam w wiosce koło Wolenvain. Moja matka jest chora, na pewno się zamartwia, szczególnie, że ostatnio spotykają nas same nieszczęścia. Nie mogłaby Pani… Może… Zaprowadzić mnie w tamtą okolicę? Albo wskazać drogę?
z/t chyba z Adreną
Awatar użytkownika
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

04 sie 2012, 12:19

Adrena od dłuższego czasu czekała aż karawana z którą zazwyczaj podróżowała wróci z miasta. Nie potrafiła się zdobyć na wejście razem z nimi do dusznego i głośnego kamiennego więzienia więc miast tego, krążyła po Lesie Cieni, próbując poznać go lepiej. Wyśmiali ją oczywiście ale ona wiedziała swoje – takie miejsca zawsze skrywają wiele tajemnic i dopóki się nie postarasz, to ich nie poznasz. Może właśnie jest na najlepszej drodze do powrotu do swojego domu? Jedynego jaki chciała mieć?
Potrzeba ucieczki od miasta i jej poszukiwania zaprowadziły ją aż do ocienionych gęstwin, niedaleko wodopoju przy którym często urządzała polowania. Usłyszała szelest odtrącanych liści, ciche pęknięcia gałązek łamanych pod nieostrożnymi stopami i w końcu miękkie plaśnięcie, w którym bezbłędnie rozpoznała ciężkie lądowanie na leśnym podszyciu. O ile wcześniej łudziła się, że to jakieś ranne zwierzę, stęknięcie pełne bólu wydało prawdę. Ostrożnie opuściła gęstwiny i wyszła na spotkanie nieszczęśliwemu wędrowcowi.
Oparty o pień drzewa z twarzą zanurzoną w dłoniach chłopak wyglądał na wyczerpanego ale kiedy podeszła bliżej, celowo robiąc przy tym więcej hałasu niż trzeba, poderwał się na równe nogi. Jego kolana drżały kiedy zbliżał się do niej, wyciągając przed siebie dłonie jak ślepiec. Zatrzymał się ledwo parę kroków przed nią i przełknął głośno ślinę. Zadał jej jedno z najdziwniejszych pytań jakie słyszała i nie mogła nic pomóc na niewielki uśmieszek który wpełzł jej na usta i zaczaił się gdzieś w kąciku. Poprawiła kaptur aby jej twarz była lepiej widoczna i odpowiedziała:
- Jestem tak prawdziwa jak ty.
Widziała, że mu ulżyło i jakby upewniony jej odpowiedzią, zaczął mówić. Słuchała uważnie i coś ścisnęło ją w dołku. Chłopak był zagubiony i przerażony, las nie był dla niego tak przyjazny jak dla niej. Nie chciała więcej zagubionych dzieci, wystarczyło, że ona od lat nie może znaleźć drogi do domu. Widziała jak młodzieniec próbuje się uspokoić i podjęła decyzję zanim jeszcze do końca wyłuszczył swoją prośbę. Wyciągnęła ze swoich tobołków trochę suszonego mięsa, które nosiła przy sobie na wypadki dłuższych pobytów w lesie i wręczyła chłopcu. Był ostrożny tylko przez chwilę, potem łapczywie pochłonął wręczony mu przysmak.
- Zaprowadzę cię do domu, nie martw się.
Odwróciła się na pięcie i już chciała ruszyć, kiedy odezwał się w niej zdrowy rozsądek i zwróciła się do chłopaka:
- Jesteś w stanie iść? Chcesz najpierw odpocząć?
Młodziak uśmiechnął się mimo zmęczenia i pokręcił głową:
- Niczego nie potrzebuję. Im szybciej w domu tym lepiej.
Kiwnąwszy głową na znak zgody, Adrena rozejrzała się wokół siebie. Znalazła w miękkiej ziemi ślady chłopaka i uznawszy, że pokrywają się one nieco z kierunkiem Wolenvain, ruszyła po nich a za nią, powłócząc nieco nogami ale ze znacznie większą nadzieją w spojrzeniu, ruszył młodzieniec.
[z/t]
Awatar użytkownika
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

17 lis 2012, 18:59

Siwa jak postanowiła tak uczyniła. Zaopatrzona w swoją torbę, która obijała się rytmicznie o jej biodro przy każdym kroku, zapuściła się w leśne gęstwiny pokryte puchem. Zima była dobrą porą roku, ponieważ liczne obrośnięte liśćmi krzaki i młode drzewa nie przysłaniały widoku. Można było dostrzec drogę daleko w przód rozglądając się pomiędzy nagimi gałęziami kontrastującymi ze śniegiem. Tak samo dobrze wyróżniały się wszelakie zimowa roślinność, która pomimo mrozów przebijała się przez pokrywę śnieżną prezentując swoje grube, niewielkie listki i często drobne kwiaty. Za takimi też roślinami rozglądała się Siwa. Zazwyczaj były małe więc uważnie przyglądała się ziemi, jak również konarom drzew w poszukiwaniu specyficznych mchów, czy grzybów, które ni e padły ofiarom żadnych zwierząt. Pożądane były też owoce które utrzymywały się na jesiennych krzewach i nie zostały skonsumowane, a które mróz zakonserwował. Słowem pary…Siwa Wiedźma przemierzała las w celu uzupełnieniu zapasów do swej apteczki. Towarzyszył jej kot, który biegał i czasem skakał w jej obecności za poruszoną przez wiatr gałązką, czy jakimś zasłyszanym gryzoniowatym żyjątkiem
Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 30 gru 2011, 23:47
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 6873872

21 lis 2012, 17:05

Codzienne, rutynowe wędrówki po Lesie Cienie przynosiły jej znaczną radość, mimo że ogólnie było to dla niej zajęcie nad wyraz odpowiedzialne i w żadnym przypadku błahe. Przemierzanie leśnych ścieżek i bezdroży w poszukiwaniu nieprawidłowości, lub istot niezbyt rozsądnych należało do jej rytmu życia, po to przecież została stworzona.
Tym razem, przeskakując z drzewa na drzewo wśród ulubionych gęstwin, a jednocześnie rozkoszując się rześkim, zimowym powietrzem, nagle, najpierw poczuła a potem już usłyszała coś nietypowego.
"Wędrowiec w takiej głuszy?" – zastanowiła się odrywając policzek od pnia drzewa na którym właśnie stała. Z odpowiednią ostrożnością ruszyła w kierunku z którego domniemywała obecność leśnego gościa. Ciekawość, a jednocześnie troska o własny dom nie pozwalała jej, gdy tylko kogoś wyczuła, nie zbadać danej istoty, a przynajmniej po prostu się przyjrzeć.
Inraa, podążając za zapachem po pewnym czasie zlokalizowała tego kogo chciała. Dziewczyna, usmarowana w całości szarymi i białymi farbami czuła się co prawda dość dobrze zamaskowana, jednak wprawne oko potrafiłoby z pewnością dostrzec ruch pośród gałęzi drzew. Ostatecznie przykucnęła sobie na jednej z nich, blisko głównego pnia i wlepiła zaciekawione ślepia w poszukującą zimowego ziela kobietę.

Jako, że obserwowana osoba nie przejawiała jakichś niezbyt wrogich zamiarów, driada postanowiła zostawić ją w spokoju i ruszyć dalej na przeczesywanie puszczy Lasu Cieni. Tak wiele terenu miejsc musiała jeszcze przecież odwiedzić, a na ślęczenie nad pojedynczymi gośćmi lasu pozwalała sobie tylko wtedy, gdy działo się coś niepokojącego. Uspokoiwszy się więc co do tego, że wszystko w porządku i rzuciła się ponownie pomiędzy koronami drzew niczym dzika zwierzyna w biegu.
z/t
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

27 lis 2012, 14:09

MG

Lasy zimową porą zdają się być o wiele bezpieczniejsze. Nic nie czai się w krzaczkach. Z resztą, co miałoby się czaić? Większość żyjątek zapadło w sen zimowy. Dlatego szansa spotkania niedźwiedzia spadała do zera. Największym zagrożeniem mogły być malutkie gryzonie, choć one w większości też sobie chrapały w małych norkach. Krajobraz mieni się właściwie bielą śniegu i brązem drzewek . Trudno znaleźć kolorowe kwiatuszki. Aczkolwiek.. Pewna Siwa Wiedźma wybrała się na poszukiwania nowych zapasów do swoich wielorakich dobrych, bądź mniej dobrych, uczynków. Miała przy sobie swojego wiernego towarzysza.. Kota! Zdradliwe to zwierzęta, niczym śliskie węże, aczkolwiek ten jeden osobnik zdawał się okazywać pozytywne cechy swojej rasy. Kobiecina rozglądała się na wszystkie strony, mając zamiar pochwycić się czegokolwiek, co jej się przyda. Przemierzając lasek, brnęła po kostki w śniegu. Ot, ilość na tyle mała, że chodzenie zdawało się być przyjemne. Tu i ówdzie, białe kwiatuszki przebijały się przez śnieżną pokrywę, lecz to przecież by jej nie zaspokoiło. Jej ukochana kocina zamiałczała w oddali, co zostało zawtórowane przez wycie parunastu wilków. Były niedaleko. Może dobrym pomysłem byłoby się gdzieś schować? Przeczekać. Jej towarzysz wrócił na chwilę, po czym znów gdzieś szybko czmychnął, jakby chciał jej coś pokazać. Jeśli pójdzie za nim, zobaczy wejście do czegoś, co zdaje się być jamą, aczkolwiek wątpliwe, by była wilczą. W innym wypadku, cóż zrobi? Może jest na tyle odważna by stawić czoło watasze kłów i futer? Pożyjemy, zobaczymy.. Przynajmniej niektórzy..
Awatar użytkownika
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

28 lis 2012, 20:17

Śnieżek milutko chrupał pod nóżkami, jak taki specyficzny dywanik. Siwa zaś krzątała się co chwilę kucając i odgarniając śnieg z pąków drobnych, białych kwiatków zlewających się z bielą zimowego podłoża. Następnie przyglądała się badawczo, by następnie sapnąć pod nosem.
-Natercznik…Tego chwastu wszędzie pełno. – I choć roślinka miała pewne swoje zastosowania w zielarstwie, to zimowymi porami szło znaleźć ją niemal na każdej polanie, czy nawet przy zalesionych drogach, czy niewielkich zagajnikach leśnych. Tak więc po przyjrzeniu się roślinkom wstawała i przemieszczała się dalej i dalej…Bardzo dobrze wiedziała, że takie poszukiwania bywają żmudne taką porą roku, lecz jej to nie przeszkadzało w końcu mieszkała na pustyni. Tam znaleźć jakiekolwiek zioła to było i będzie zawsze wyzwanie! Tu, w Lesie Cieni zdaniem Ajlin wszystko tętniło życiem, co naturalnie nie oznacza, że krajobraz pustyni był czymś złym. Bo nie był, przykładowo przez wzgląd na to, że brakowało tam wilków które teraz zawyły donośnie. Siwa zastygła odwracając się w kierunku dźwięków i choć słychać je było z oddali wywołały naturalny niepokój w kobiecie przypominając jej o tym, że właśnie jest bezbronną, samotną kobietą w leśnym gąszczu. Uśmiechnęła się do siebie krzywo, a następnie spojrzała na pręgowatego czworonoga, który to miałką, podbiegł do niej, to znów poleciał na przód.
-Czego ty chcesz…– Zmarszczyła czoło, podeszła i przykucnęła przy jamie w ziemi. Była…Spora. Ajlin zerknęła to do wnętrza, to za plecy skąd dochodziło skowycie. Przeszedł ją dreszcz na samą myśl co wataha mogła by zrobić, gdyby zobaczyła ją samą w lesie…A jak mogło by się to potoczyć gdyby usunęła się z pola widzenia, tak…na jakiś czas. Spojrzała więc jeszcze raz w jamę.
-Mam nadzieję, że nie ma tam borsuka, czy innego mieszkańca…bo będzie nam ciasno…-Wsunęła się powoli łepek swój zakrywając pledem. Niech pieski nie będą głodne i niech szukają sobie nawzajem, a nie Siwych kobiecinek…
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

30 lis 2012, 03:00

MG

Nasza wiedźma z wolna przemierzała Las Cieni zimową porą. Krajobraz był tutaj daleki od tego, jaki oglądała na pustyni. Nie licząc śniegu oczywiście. Przecie tam to najprawdopodobniej niespotykane. Tutaj były drzewka, krzaczki, roślinki. Tam, piasek, niebo, piasek, o patrzcie, wydma! Takie przynajmniej było wyobrażenie większości ludzi i nie ludzi. Tak to miejsce przedstawia się w opowieściach, stąd też przekonanie wśród dzieci, które później wyrastają na dorosłych. Tak właśnie rodzą się legendy, jakich wiele. O smokach, wilkołakach, gnomach. Wiele, wiele i jeszcze więcej. Wystarczy, już o tym. Kobiecina przystawała to tu, to tam, oglądając pewien chwast, zwany Natercznikiem. Mogła go wszędzie znaleźć na pęczki toteż nie zawracała sobie nim główki i szukała dalej. Traf chciał, że nie była jedynym stworzeniem "poszukiwaczem" w tych lasach. Wycie wilków, nawet z daleka, wywołało u niej niepokój. Wtedy dopiero przypomniała sobie, że jest tutaj samotna z obrońcą w postaci koteczka. Na pewno miał jakieś właściwości bojowe. Tak.. Zapewne.
Tym razem, jednak, wykazał się spostrzegawczością, wskazał swojej pani jamę rozmiarów akuratnych, by zmieścił się w niej człowiek, plus jakieś małe zwierzątko. Bez ceregieli skryła się tam ze swoim towarzyszem, czekając, aż wataha wilków przejdzie obok. Plan nie był zły, ale wilki miały dobry węch. Niedługo potem pojawiły się na horyzoncie. Duże, wyrośnięte. Ząbki białe, naostrzone, gotowe rozszarpać każdą ofiarę, którą właśnie mogła być nasza podróżniczka. Jeden z paczki chyba coś zwęszył, gdyż postępował w stronę jamy. Kobiecina odsuwała się w głąb i głąb, aż w końcu natrafiła na jakąś ścianę. Odruch nadal kazał się cofać, więc jej stópki mimowolnie raz jeszcze spróbowały odepchnąć się od ziemi. Coś jakby pękło, a jej zabrakło oparcia. Poleciała do tyłu, turlając się po skarpie, zatrzymując się dopiero u jej stóp. Razem z kotem, oczywiście. Nie zrobiła sobie krzywdy, gdyż większość drogi zamortyzował mech. Gdy już doszła do siebie zorientowała się w sytuacji. Jeszcze żyła, więc wilki nie poszły jej tropem. To już coś. Rozglądając się po pomieszczeniu zauważyła, że znajduje się w, małych rozmiarów, około piętnastu metrów w przód, 5 w tył pod górkę i 6 kolejno na lewo i prawo, jaskini ze świetlikiem w suficie. Na samym środku było mały, okrągły zbiornik wodny, o średnicy około 8 metrów. Wokół niego rosły najróżniejsze roślinki, a na ścianach porosty. Najwyraźniej tego jej było trzeba. Spokojnie mogła uzupełnić swoje zapasy. Gdy zrobiła pierwszy krok naprzód, woda się wzburzyła, tworząc żywiołaka wody. Zwrócony był w jej stronę, a w powietrzu dało się wyczuć szczyptę magii. Te stworzenia raczej nie są przyjacielskie, bronią swojego. Co postanowi zrobić Siwa Wiedźma? Stawi mu czoło, a może spróbuje w porę uciec, gdyż było to możliwe tam, skąd przyszła? Zobaczmy, zobaczmy..
Awatar użytkownika
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

01 gru 2012, 10:32

Siwa wiedźma zdołała jedynie cicho skomlnąć pod nosem zaskoczona tym, że ścianka o którą się opierała…uległa jej naporowi. Nie trzeba było długo czekać by tem sposobem mało zgrabnie się stoczyła, sponiewierała i wylądowała plackiem na ziemi. Kot którego futro kurczowo trzymała chcąc uniknąć obrażeń brutalnie się z jej ramion wyrwał. Następnie siadł machając nerwowo ogonem i spoglądając na rozłożoną fizjonomię właścicielki, która z sykiem podnosiła się do pozycji siedzącej pocierając jedną ręką skroń, a drugą podpierała się o ziemię. Rozejrzała się po pomieszczeniu patrząc jednocześnie na miejsce z którego wyleciała będąc szczęśliwa, że skończyło to się tak, a nie inaczej. Bo mogło.
Wstała, myśląc nad tym, że droga prowadząca do wyjścia nie jest za stroma więc powinna dać radę z stąd się wydostać, z tej oświetlanej jaskini z oczkiem wodnym. Pomieszczenie było intrygujące. Czując się bezpieczniej dostrzegła, że wszędzie znajdują się zioła i mchy które najwyraźniej miały w takich warunkach ciągle zapewnioną możliwość wegetowania.
-Interesujące…-Pomacała łapką po dywaniku mchów zrywając jakiś delikatny kwiatuszek i przyglądając się mu. Znalazła to czego szukała. Wstała więc rozprostowując gnaty i upewniając się że nic złego sobie nie zrobiła. Następnie ściągnęła torbę z ramienia i grzebiąc w nim, chcąc sięgnąć po sztylecik. Zrobiła krok na przód drugi…poczuła za plecami czyjaś obecność. Odwróciła się i…cóż z wrażenia torbę puściła i zrobiła parę kroków w tył. Z wody uformowała się…no, istota, bądź coś na jej wzór. Ajlin zamrugała odzyskując umiejętność mowy.
-Ładnie…mieszkasz i w ogóle…Nie mam żadnych zamiarów niecnych…– Mówiła, bo istota którą widziała wyglądała na rozumną. Zastanawiało ją jedynie czy istota ją rozumie czy też nie. Dlatego też nie wiedziała czy grozi jej niebezpieczeństwo, czy nie. Sięgnęła więc jedną dłonią po torbę, drugą sunąc dłonią po ścianie jaskini lustrując wzrokiem wyjście tak na wszelki wypadek, gdyby całe spotkanie miało by się okazać wyjątkowo nieprzyjemne…
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

05 gru 2012, 01:30

MG

Wiedźma wylądowała na ziemi, ale na jej szczęście obeszło się bez większych ran, no może poza jej towarzyszem, który stracił dość dużo futerka w związku z jej zachowaniem. Na Bogów, kto łapie kota za futro, kiedy spada? Aż dziw, że nadal się jej trzymał. W odpowiedzi zaledwie zlustrował ją wzrokiem, bo i cóż innego mógł zrobić? Rzucenie się na żywicielkę z pazurkami byłoby szaleństwem godnym no.. Kota. Z tymi szczwanymi bestiami nigdy nic nie wiadomo. Dopiero po chwili rozejrzała się po pomieszczeniu by zauważyć skromny zbiornik wodny, porośnięty zewsząd różnorakimi porostami i roślinkami. Warunki dla nich były tutaj idealne, więc więcej się na ten temat nie rozwodząc, można było jednoznacznie stwierdzić, że ma tutaj wszystko, czego potrzebuje. Od razu zabrała się do pracy, czesząc dłonią mech oraz zdejmując torbę z ramienia. Niestety, w życiu nic nie jest tak piękne. Robiąc zaledwie parę kroczków, jeszcze nic nie zbierając, wyczuła za sobą jakąś obecność, a pewną poszlaką mogą być pluski, jakie się tam rozległy. Otóż ze strachu, aż wypuściła swoje rzeczy. Oto stał przed nią żywiołak wodny w pełnej krasie, stworzenie nie bardzo jej znane. Można powiedzieć, że trafiła z deszczu pod rynnę. Dość trafna metafora. Nie wiedząc, jak się zachować, powoli zebrała swoje rzeczy, kierując się w stronę wyjścia. Próbowała nawiązać kontakt, ale nic z tego. Po chwili, woda o dziwnej formie po prostu się na nią rzuciła, a kobiecina, przerażona wbiegła do góry, ku wyjściu, jak poparzona. Jej dzielny towarzysz dotrzymywał jej kroku!
Będąc jeszcze rozpędzoną, wybiegła z jaskini, o coś zahaczając i znów padając na ziemię. Ma dzisiaj to szczęście, co? Gdy już się otrzepała i spojrzała w górę, tą rzeczą zdawał się być człowiek, z czymś na ramieniu. Starszy, wąsaty, w kapelusiku z piórkiem, odziany w zielony płaszcz. Po bliższym przyjrzeniu, niósł ze sobą parę zajęcy oraz ptaka, wszystko martwe, rzecz jasna. – Wszystko w porządku kobietko? Cóż też tam robiłaś? – zapytał dziarsko, odwracając się w stronę jaskini, która zaraz potem.. Po prostu się zapadła. No i nici z zapasów.. Pozostała jeszcze kwestia tego człowieka. Domyślić się można, kim jest, ale jakie są jego zamiary względem jej, oto jest pytanie..

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1043
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Ponczolinio
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.