Przytułek

Centrum Wolenvain obejmuje swoim zakresem przede wszystkim zabudowę powstałą wokół ogromnego, największego w Autonomii rynku, czyli wszelkiego rodzaju oberże, karczmy, sklepy, łaźnie, zamtuzy, słynny uniwersytet oraz legendarną, poelficką Wieczną Bibliotekę.
Awatar użytkownika
Somirion
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

Przytułek

11 gru 2011, 16:00

Obrazek
Przytułek ten nie jest jedynie dla zranionych, ale też dla biednych. To tutaj są też izolowani chorzy na zakaźne i czasami śmiertelne choroby. Przytułkiem opiekują się głównie kapłani i uzdrowiciele.

____

Do przytułku zostało wniesione ciało Samaela. Nie można było wyczuć pulsu, oddechu,… Czegokolwiek. Gdy strażnicy odeszli, lekarze obecni tutaj, zaczęli przygotowywać maści mające zapobiec rozkładowi ciała. Przygotowywali go do pogrzebu, który według nich miał nastąpić niedługo. Wyciągnęli bełt z boku i opatrzyli tylko dlatego, że Tarreth tak kazał. Przecież, po co opatrywać trupa? To tylko strata materiałów. Jednak po jakimś czasie stało się coś, czego nikt się nie spodziewał.
-Kurwa… Co się stało? - Samael otworzył oczy. Jednak coś mu nie pasowało. Dlaczego on jest… Gdzie on jest? – Gdzie ja jestem? Gdzie Vitae? Co się do cholery stało?! - Zaczął krzyczeć, domagając się odpowiedzi. Chciał wstać, ale wyczerpanie i ból w boku go powaliły na łóżko. Nie mógł się ruszać. Pozostało mu tylko czekać na odpowiedź.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elathorn
Posty: 551
Rejestracja: 07 wrz 2011, 16:49
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?t=667

11 gru 2011, 22:31

MG

Lekarz oraz pielęgniarka odskoczyli zaskoczeni. Przypatrywali się z zdziwieniem osobie, która – w ich oczach – zmartwychwstała.
– Ż-żyjesz?! – wykrztusił z siebie w końcu.
– Cud! Cud! Zmartwychwstał! O wielka Lorven, dziękuje Ci za dokonanie tego cudu! – kobieta zaczęła wychwalać boginie.
– Proszę się nie ruszać, jest pan w naprawdę złym stanie. W sumie myśleliśmy, że straż przyniosła nam trupa. – powiedział chłodno mężczyzna. Wyglądał na starego w przeciwieństwie do kobiety i może to właśnie był fakt, że podchodził chłodno do tej sprawy.
– Niestety, nie wiemy kto to Vitae. Przyniosła pana do nas straż, miał pan bełt w boku i wyglądał na martwego. Niestety, nie udzielono nam żadnych informacji. Jeden z strażników czeka jednak na zewnątrz. Mówił coś o przeprosinach. Życzy pan sobie by go wpuścić?
Awatar użytkownika
Somirion
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

12 gru 2011, 13:18

-Niech wejdzie… może od Niego się coś dowiem… – Powiedział słabym głosem po czym zamknął oczy i czekał. Próbował przypomnieć sobie, co się stało. Dlaczego miał ten cholerny bełt wbity w ciało? I gdzie jest Vitae? Czekał ze zdenerwowaniem, które ukrywało się pod maską zmęczenia.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

12 gru 2011, 13:24

W KOŃCU! Acz i tak na formata się szykuję

Tarreth wszedł do przytułku, niosąc w ramionach kobietę, siostrę Niniel, która podążała obok wilkołaka. Jego ciepłe, potężne ciało na swój sposób otulało ożywioną najadę, która z tej pozycji mogła usłyszeć rytmiczne bicie jego potężnego serca. Milczał. On jedynie pomagał, poza tym coś się działo w mieście, a on musiał się tym pewnie niedługo zająć…
W końcu dotarli do sali położniczej wszedł weteran i spokojnie położył dziewczynę na łóżku. Kątem oka ujrzał swojego ucznia. Zmrużył oczy i podszedł do niego szybko.
Dobra, Młody. Jak na spowiedzi i bez numerów! Co się tam stało? – warknął do demonicznego dziecka, ukazując palec, na którym spoczywał boski pierścień prawdy. Kłamstwo nie wchodziło w grę.
Wilkołak był wściekły. Lud robił dużo szumu, teraz to… Jak on do cholery ma to ogarnąć? Gdzie te czasy, gdy Wolnville było potężnym miastem…
Awatar użytkownika
Somirion
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

12 gru 2011, 13:41

Nie doczekał się strażnika, więc leżał nie licząc czasu. Jednak po nieokreślonym czasie, usłyszał kroki. Nie otwierał oczu. Nie miał sił. Jednak kroki były ciężkie i coraz bliżej. Po chwili usłyszał głos wilkołaka. Otworzył oczy, a on prezentował swój pierścień. Nie mógł go oszukać. Mógł powiedzieć tylko prawdę. Jednak nawet to miało ograniczenia. Tak jak z Księgą, pierścień musiał mieć ograniczenia i jakiś negatywny wpływ na użytkownika.
-Zostałem postrzelony przy bramie pałacu. Chyba… Jeśli dobrze pamiętam… – zaczął mówić, ale mina wilkołaka zdradzała, że nie o to mu chodzi. Postanowił więc przejść do tego co było wcześniej.
-Wcześniej… Poszedłem nad jakiś staw na szmaragdowych nizinach. Była tam najada. Miała na imię Vitae. Zaczęliśmy rozmawiać, jednak napadł na nas jakiś zabójca. Szukał Vitae. Zacząłem z nim walczyć, aby ją uratować, ale… Byłem zbyt wolny… Wybacz mi mistrzu. Jednak chciałem znaleźć pomoc. Może ktoś byłby w stanie ją wskrzesić? Może bogowie w świątyniach? Wziąłem więc ją na ręce i biegłem do Wolenvain… A potem zostałem postrzelony i to wszystko. – Powiedział słabym głosem. -Co z nią? Pochowaliście ją? – zapytał. Nie miał pojęcia co Tarreth zrobił z ciałem Vitae.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 506
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

12 gru 2011, 17:38

Przez całą drogę nie była w stanie utrzymać otwartych oczu, nie wiedziała dokładnie, którędy niósł ją Tarreth. Zresztą to było najmniej ważne, ważny był Samael i to, czy żyje. Kiedy w szpitalu wilkołak położył ją na łóżku, stopniowo starała się rozsunąć powieki. Słyszała rozmowę. Obydwa głosy były znajome, jeden z nich aż za bardzo.
Samael.
Nie trzeba było się długo wsłuchiwać w jego słowa, by wyczuć wycieńczenie. Najadę ten fakt nieco przerażał, choć i tak była szczęśliwa wiedząc, że pół-demon przeżył. Pytał o nią. Dobrze, to znak, że się martwił. Nie obchodził ją nawet fakt, że Samael był jakoby uczniem Tarretha.
Spróbowała głośno przemówić, co nie było dla niej proste, zważywszy na to, że ledwo utrzymywała otwarte oczy.
Samael…? Przeżyłeś… – zakaszlała mocno, miała wrażenie, jakby jej płuca miały się wyrwać z klatki piersiowej. Serce jeszcze bolało, nic dziwnego, dopiero niedawno wznowiło swoją pracę. Całe ciało odczuwało jeszcze wcześniejsze porażenie prądem.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

12 gru 2011, 21:07

Niniel szła ciężkim krokiem u boku Tarretha, rozmyślając nad dziesiątkami pytań i nie znajdując na nie praktycznie żadnych odpowiedzi. Miała tyle na głowie, że nie czuła już niedawno zaczerpniętego długiego snu, przeciwnie, czuła się jakby od kilku dni nie złożyła głowy na poduszce. Jej serce nadal bolało, jak zasklepiona rana, która daje o sobie znać jeszcze długo po zagojeniu. Było tak blisko, żeby stracić ostatnią osobę, którą uważała za jakiś skarb na tym świecie. Kolejny problem dolał się do jej czary, teraz będzie musiała się zastanawiać co za cwaniaczek usiłował – nie, zabił jej siostrę. I czy mogła ją w ogóle zostawić samą i zająć się swoimi sprawami, które nie cierpiały zwłoki.
Nie zorientowała się nawet, gdy doszli już do przyczółka. Otworzyła drzwi Tarrethowi, który miał zajęte ręce, czując jednocześnie wdzięczność, że jej pomaga. Ale czy to z powodu charakteru, czy jakiś innych pobudek?
Nie było czasu się nad tym zastanawiać, bo po przejściu głównej izby, jej oczom ukazał się leżący na łóżku Samael… Żywy. najada zmarszczyła brwi. Co do cholery, ile osób tego wieczora zostało wskrzeszonych?, pomyślała mając dziwne obawy, że żyjący mężczyzna więcej spraw skomplikuje niż rozwiąże.
I jej obawy okazały się poniekąd słuszne. Cała trójka mogła zaobserwować jeszcze bardziej sceptyczny wyraz twarzy najady, kiedy to Vitae i Samael witali się niby miłosna para po rozstaniu, wyrwana zresztą z objęć śmierci. A raczej jej siostra tak go witała. O co tutaj na Leviathana chodziło!?
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, przyglądając się im tym swoim nieodgadnionym spojrzeniem i wysłuchując w milczeniu słów Samaela. Czyli że on ją ratował? I pędził z nią na ramieniu od samym Szmaragdowych Nizin pod bramy Pałacu Sprawiedliwości w Wolenvain? Godne podziwu poświęcenie, jednak zastanawiała się, co się za tym wszystkim kryło. No i oczywiście dlaczego ktoś się porwał na życie Vitae, ale nie spodziewała się, by dostała na to jasną odpowiedź.
Postanowiła nie pytać na razie o stosunki pomiędzy jasnowłosą a Samaelem, wolała najpierw skupić się na najważniejszej sprawie:
Vitae, czy możesz opisać mi zabójcę? – Specjalnie spytała swojej siostry, z oczywistych względów ufając jej bardziej niż mężczyźnie leżącym w łóżku obok niej. Wiedziała, że powinna zostawić ją, by sen i odpoczynek wyleczył rany, a przede wszystkim zajęły się ją doświadczone ręce uzdrowicieli… Ale nie mogła zwlekać z tym pytaniem.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

12 gru 2011, 21:15

Weteran słuchał uważnie słów ucznia. Zareagował dopiero na pytanie o Vitae. Skierował na chwilę wzrok na kobietę, by znów na ucznia spojrzeć i jednym ruchem, który był tak twardy i precyzyjny, że wręcz kamienny wskazał na najadę. Zakończony ostrym pazurem palec tkwił skierowany na kobiecie tak długo, jak długo trzeba było, by Samael się tam obrócił.
Zaraz po tym spojrzał na Niniel. Gdyby nie włosy, to pomyliłby ją ze swoją przyjaciółką sprzed lat. Poczekał, aż ta zadała pytanie, a potem nie wyczekując odpowiedzi podjął akcję. Założył ręce na piersiach i niedyskretnie wskazał palcem jeden z kątów, bardziej oddalonych od dwójki, by zaraz potem się tam udać. Chciał porozmawiać z Niniel na osobności.
Szkarłatne ślepia wilkołaka, dość spokojnie wpatrywały się w białowłosa, jakby było to dziecko, ktoś z rodziny.
Atak nastąpił nie tylko nad jeziorem, ale i tu. Ktoś miał na tyle jaj, by zaatakować tuż pod pałacem królowej. Podejrzewam jakiś afront. Jeśli zamierzasz szukać zabójcy i potrzebujesz pomocy, to możesz na mnie liczyć – oznajmił, po czym spojrzał zrezygnowany w okno – Coraz mniej wierzę w słuszność mojej służby tutaj, jako Majordom. Ludzie się burzą, królowa mimo chęci nic nie robi. Jest po prostu głupia. A z pustego, to ja nie naleję. Prawdopodobnie znów zamieszkam na pustelni… – westchnął, tym samym tracąc resztki nadziei na odbudowę Wolenvain.
Awatar użytkownika
Somirion
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

12 gru 2011, 21:36

Wilkołak bez słów kazał mu się obrócić. Zebrał swoje siły po czym podniósł się i przeniósł do pozycji siedzącej. Czuł dużo bólu, jednak się przemógł. Był wyczerpany, a ból mięśni zaczynał dawać znać. Obrócił głowę, po czym zobaczył. Vitae… Albo nawet dwie Vitae. jednak po chwili przyglądania się zauważył między nimi pewne różnice. Ale obie kobiety już widział. Musiały być spokrewnione. Musiała to być siostra Vitae. Usłyszał też słaby głos Vitae.
-Ty żyjesz… Jak? Dziękuję wam… – powiedział tonem, który go samego zdziwił. Aż tak mu zależało? Nie miał pojęcia. – Jak się czujesz?
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 506
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

12 gru 2011, 22:09

Vitae dopiero teraz była szczęśliwa. Niniel, Samael. Oboje tutaj byli, dwie osoby, na których w ciągu ostatnich paru godzin zależało jej najbardziej. "Cóż zrobię, bogini, skoro takie jest twoje życzenie?"
Siostra zapytała o zabójcę. Nie mogła, a przede wszystkim nie chciała mówić o tym, co usłyszała w zaświatach. Mogła co najwyżej opisać, w jaki sposób atakował asasyn, którego przeszyła jej strzała.
Siostrzyczko, nie chcę o tym rozmawiać… Ten, który zaatakował mnie i Samaela dysponował potężną mocą błyskawic. Więcej nie umiem ci powiedzieć, wpadłam do jeziora – wydukała, zniecierpliwiona pytaniami. Chciała tylko porozmawiać z pół-demonem.
Kiedy Niniel i Tarreth odeszli dalej, Vitae kontynuowała rozmowę z mężczyzną.
Nie czuję się najlepiej, ale to nie ważne, nie ważne… – wyjąkała, chwytając się za bolący brzuch i ponownie kaszląc.
Zdrowiej szybko, pozwól medykom ci pomóc. Zrób to dla siebie… i dla mnie – mruknęła i uśmiechnęła się promiennie, ale zaraz po tym złapał ją potworny skurcz w okolicach podbrzusza. Ból był tak duży, że najadzie łzy stanęły w oczach.

Wróć do „Centrum miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.